Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 31 października 2022

Owsianka na ciężki dzień!

 Dziś proponuję Wam owsiankę, która stawia na nogi i idealnie podkręca energię. To owsianka pełna dobra! Wszystko w niej jest pyszne i takie zdrowe. Moim zdaniem, a testowałam to na sobie, błyskawicznie dodaje sił w chorobie i poprawia humor. To oczywiście zasługa gorzkiej czekolady, masła orzechowego i bananów. Dodatkowo mamy jeszcze jogurt i truskawki, które wyjęłam z zamrażarki. Ma wrażenie, że muszę uzupełnić chyba wszystkie możliwe witaminy i składniki odżywcze. Te ostatnie dni były dla mnie ciężkie i wymagające. Po trzech dniach solidnej diety, wracam do normalniejszej diety. Dalej bez smażonego jedzenia, pikantnych przypraw i większości surowych warzyw i owoców. Ale miałam ogromną ochotę na pożywną owsiankę. A z organizmem się nie dyskutuje, jeżeli mówi, że należy mu się zdrowe śniadanie, to po prostu trzeba je zrobić. Owsianka jest bardzo prosta do zrobienia, skoro podołałam ja, a walczę wciąż z anginą, to zrobi ją każdy. Jesienią, ciepłe, rozgrzewające i sycące śniadanie to podstawa. Bardzo je polecam, naprawdę bardzo szybko dodaje sił, i zdrową dawkę energii. 




Składniki:

50 gramów płatków owsianych górskich

200 ml mleka ( u mnie migdałowe)

3 kostki gorzkiej czekolady 70%

1 banan

1 łyżka masła orzechowego

2 łyżki jogurtu greckiego

3 łyżeczki musu z mrożonych truskawek

1 łyżeczka gorzkiego kakao

Duża szczypta cynamonu

Szczypta soli


Płatki zalewam połową porcji mleka ( ja dodatkowo dodaję 2-3 łyżki ciepłej wody), dodaję sól i cynamon. Zostawiam płatki na kwadrans, ale można na całą noc w lodówce. 
Płatki przekładam do garnuszka, zalewam pozostałym mlekiem, dodaję kakao i delikatnie podgrzewam, często mieszając. Kroję banana w plasterki, połowę dodaję do owsianki, razem z 2 kostkami gorzkiej czekolady. Gotuję około 2 minuty, następnie odstawiam na 5 minut, by zgęstniała. 
Owsiankę przekładam do miseczki, układam na wierzchu pozostałe plasterki banana, polewam wierzch jogurtem i musem z truskawek. Dodaję masło orzechowe i pozostałą kostkę czekolady.

sobota, 29 października 2022

Chińczyk z brukselką

Wczorajszy dzień miał być inny. Dzisiejszy zresztą też. No cóż, człowiek planuje, a Bozia te plany weryfikuje. W czwartek obudził mnie paskudny ból gardła i brzucha. Po chwili doszła gorączka i wiedziałam co to znaczy, przecież tak zaczyna się u mnie angina! I się zaczęła. Antybiotyk bardzo szybko popsuł mi żołądek, więc ostatnie dwa dni były dla mnie koszmarne. Dopiero dziś wstałam z nastawieniem - chyba jednak będę żyć! Oczywiście wieczorne "dynia party" odwołane. Zamiast tego będę leżeć pod kocykiem, popijać ciepłą herbatkę z sokiem malinowym, przekąszać biszkopty i może w końcu poczytam jakąś książkę? Długi weekend spędzę w domowym zaciszu. Dobrze chociaż, że wróciła mi chęć do jedzenia i apetyt na coś więcej niż jałowy kisiel. Co prawda dziś na obiad jem mięso z indyka gotowane na parze, z marchewką, ale mam dla Was przepis, który przygotowałam w zeszły weekend. Przed Wami super miks, chińczyk z brukselką. Mój mąż miał ochotę na coś o nieco azjatyckim smaku. Dlatego też przygotowałam kurczaka w sosie Teryiaki, a ciekawym dodatkiem jest podsmażona brukselka. To naprawdę smakowity miks. Musicie spróbować podsmażonej brukselki, smakuje zupełnie inaczej niż ta dobrze znana z dzieciństwa, gotowana, najczęściej w zupie. Spróbujcie koniecznie. A ja wracam do łóżeczka!



Składniki na 4 porcje:

400 gramów filetu z piersi kurczaka

3 ząbki czosnku

5 cm kawałek imbiru

20 brukselek

6 łyżek sosu sojowego

2 łyżki miodu

Szczypta chilli

1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

2 łyżki oliwy z oliwek

Sól

Świeżo mielony pieprz

200 gramów makaronu ( u mnie spaghetti)


Brukselkę opłukuję pod ciepłą wodę, obieram wierzchnie warstwy liści, kroję na połówki. Gotuję na parze przez 7 minut. 

Mięso kroję w paski, posypuję solą i pieprzem. Rozgrzewam oliwę -jedną łyżkę i podsmażam przez 5 minut, często mieszając. 

Szykuję sos. W garnuszku łączę zmiażdżony czosnek, i imbir - najlepiej przecisnąć oba składniki przez praskę. Dodaję miód, sos sojowy, chilli i 7 łyżek wody. Podgrzewam, ale nie doprowadzam do zagotowania.  W jednej łyżce wody rozprowadzam mąkę, dodaję do sosu, dokładnie mieszam, sosem polewam mięso na patelni, zmniejszam moc palnika i podgrzewam przez 7 minut. 

W tym samym czasie rozgrzewam oliwę na  drugiej patelni. Wrzucam połówki brukselki i podsmażam przez 5 minut. 

Do miseczek przekładam makaron, dodaję mięso z sosem i brukselkę. Podaję od razu. 

środa, 26 października 2022

Chilli con carne

 Na jesienny obiad najlepiej sprawdzi się coś co mocno nas rozgrzeje. Czyli w ruch idą wszystkie możliwe przyprawy. Takie mocno aromatyczne dania, solidnie doprawione, nieco bardziej pikantne, po prostu genialnie się sprawdzają. Ostatnie dni było dość deszczowe i ponure. Miło było wrócić do domu i wiedzieć, że czeka tam na mnie coś niesamowicie rozgrzewającego i sycącego. W przypadku chilli nie ma co się bać przypraw, to one stanowią o wyjątkowości tego dania. Ważne są też dodatki, fasola, papryka i soczyste pomidory. Jeżeli traficie na takie mocno soczyste, to nie będziecie musieli dodawać już bulionu do potrawy. Inną opcją, jest dodanie puszki pomidorów, razem z zalewą. Całe danie robi się szybko, ale wydaje mi się, a to tylko moja opinia, że najlepiej smakuje na drugi dzień. Wtedy najlepiej czuć moc i siłę przypraw. A jeżeli całość wyda nam się nieco zbyt ostra, jej smak skutecznie złagodzi kleks greckiego jogurtu, albo kwaśnej śmietany. Całość ożywi też dodatek natki pietruszki, albo posiekanej kolendry. Dla mnie chilli con carne to danie wybitnie jesiennie, skutecznie poprawiające nastrój i dodające energii. Może sekret tkwi w dodatku gorzkiej czekolady? Nie pomijajcie jej, to dzięki niej danie ma głębię i cudowny smak. To co? Kogo namówiłam i u kogo dziś gościć będzie chilli con carne?



Składniki:
05, kg mielonego mięsa wołowego
1 puszka czerwonej fasoli
1 duża czerwona cebula
4 ząbki czosnku
1 czerwona papryka
4 duże pomidory
3 kostki gorzkiej czekolady
1  czubata łyżeczka słodkiej papryki
1 płaska łyżeczka ostrej papryczki chilli
1 płaska łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżeczka suszonego oregano
Świeżo mielony pieprz
Sól
1 łyżka oleju rzepakowego

Do podania: ryż, natka pietruszki


Siekam drobno czosnek i cebulkę, podsmażam 2-3 minuty na oleju. Dodaję mięso mielone, smażę 5 minut, aż przestanie być surowe. W międzyczasie myję paprykę i pomidory. Paprykę kroję w paski, a pomidory w kostkę. Do mięsa dodaję paprykę, podsmażam 2-3 minuty. Teraz dodaję pomidory i fasolę, doprawiam wszystkimi przyprawami i czekoladą. Zmniejszam moc kuchenki i duszę całość minimum 25 minut, aż pomidory się rozpadną. 

Moim zdaniem chilli con carne najlepiej smakuje odgrzane następnego dnia, podane z ryżem. 

poniedziałek, 24 października 2022

Ciasto czekoladowo-pomarańczowe

 Czym dobrze zacząć tydzień? Ciastem czekoladowym,  czy to brzmi prawie idealnie? A jak do czekolady dodamy pomarańczę? Ostatnio mój organizm, aż krzyczał- chcę pomarańczy, jeszcze więcej pomarańczy! Być może to wynika z mojego osłabienia, w  końcu już sam zapach pomarańczy dodaje energii i sił do życia i wszelkich aktywności. W ostatnie 3 dni, wypiłam z 3 litry soku. Dużo? Pewnie tak. Aby jednak sobie jakoś uprzyjemnić pomarańczową dietę, oraz połączyć ją z deserem, przygotowałam ciasto czekoladowo-pomarańczowe. Nie będę kłamać, ciasto jest pyszne, pięknie pachnące, bardzo aromatyczne, smakowite i znika błyskawicznie. Wszystko przez swoją czekoladowość! To bardzo, ale to bardzo czekoladowe ciasto. Zrobiłam je na powitanie teściów, którzy wrócili z wojaży po Stanach Zjednoczonych. Spędzili tam prawie 3 tygodnie, zwiedzając od Nowego Jorku, po Los Angeles. To zdecydowanie była przygoda życia. Teściowie opowiadali swoje wrażenia, dzielili się widokami i przywieźli sporą ilość prezentów. Dla mnie najważniejsze były słodycze, te czekoladowe oczywiście. Te chwile uprzyjemniło nam czekoladowe ciasto, zjedliśmy całe za jednym posiedzeniem. To ciasto jest pyszne, cudowne i niesamowicie smaczne, dość wilgotne, mięciutkie i naturalnie słodkie. Jeżeli lubicie ciasto, w połączeniu z naturalną aromaterapią, jaką daje miks czekolady i pomarańczy, to pieczcie to ciacho!



Składniki:

200 gramów masła

150 ml soku pomarańczowego ( polecam z miąższem)

1 łyżka skórki startej z pomarańczy

3 duże jajka

100 gramów gorzkiej czekolady min. 55% kakao

3 łyżki gorzkiego kakao

250 gramów mąki pszennej

150 gramów jogurtu naturalnego

100 gramów erytrytolu albo cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ekstrakt waniliowy

Szczypta soli


Polewa:

50 gramów gorzkiej czekolady

4 łyżki mleka

Odrobina masła

Dodatkowo- masło i kasza manna do formy


Jogurt i jajka wyjmuję z lodówki na godzinę przed pieczeniem. 

W rondelku umieszczam posiekane masło i pokruszoną czekoladę, dolewam sok pomarańczowy i erytrytol, podgrzewam do roztopienia się masła. Odstawiam do przestudzenia. 

Do dużej miski wbijam jajka, dodaję jogurt, wanilię i rozpuszczoną czekoladę, delikatnie ubijam. Teraz dodaję suche składniki, mąkę z solą, kakao i proszkiem do pieczenia, dokładnie miksuję. Na sam koniec dodaję skórkę pomarańczową. 

Piekarnik rozgrzewam do 170 stopni.

Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną. Wylewam do formy ciasto, babkę piekę 55-60 minut, do suchego patyczka.

Kiedy ciasto stygnie, szykuję polewę. Roztapiam czekoladę z mlekiem i masłem. Polewam nią ciasto. 

piątek, 21 października 2022

Pierogi z malinami i twarogiem

 No dobrze, kiedy przychodzi ten czas, że należy trochę przysiąść do nauki i do swojej pracy, to ja wymyślam produkcję pierogów! Tak to już jest. Najpierw zrobiłam porządki w kuchennych szufladach, i co z tego, że czekały na to od pół roku. Nie, to musiało być wtedy. I wtedy też mówię- mam ochotę na domowe pierogi. I to od razu z malinowo-serowym farszem. Miałam bowiem masę malin z ogródka. No dobrze, nie taką masę. Bo za mało na to by robić konfitury, ale za dużo by po prostu je zjeść. Dlatego też pomyślałam- czas robić pierogi. Rok temu, zrobiliśmy remont naszej kuchni i w sumie, nigdy jeszcze nie robiłam w niej pierogów. Czas na chrzest bojowy, witajcie pierożki! Jako, że nie jestem największą na świecie fanką pierogów, z samymi owocami, do swojego farszu wybrałam miks twarogu i malin. Dzięki temu pierogi smakowały wyjątkowo, były zdecydowanie bogatsze w smaku. Najbardziej tutaj będzie pasować, delikatny, śmietankowy twaróg. Ważne, żeby nie był kwaśny w smaku, a lekko słodki i bardzo delikatny. Ciasto robię według przepisu mojej babci, czyli jest ono bez jajka, a zrobione przy pomocy gorącej wody. Dzięki temu ciasto jest cudownie mięciutkie, delikatne, pięknie i bezproblemowo się z nim pracuje. Także kto wie, może teraz częściej będę robić pierożki? Polecam je na weekend, pogoda ma być, przynajmniej jutro, wybitnie domowa, więc to będzie dobry pomysł na spędzenie wolnego dnia. A do pierogów, polecam Wam serdecznie polecam dobrą herbatkę do pierogów, i nie tylko, na te nasze jesienne wieczory, nie ma to jak malinowa herbata!





Składniki:
Ciasto:
500 gramów mąki pszennej
4 łyżki oleju
1 łyżeczka soli
250 ml gorącej wody.


Farsz:
400 gramów twarogu śmietankowego
1,5 szklanki malin
1 jajko
2 łyżki cukru waniliowego

Do podania:
jogurt waniliowy, cynamon




Mąkę przesiewam do dużej miski, dodaję sól, olej i wodę. Najpierw mieszam składniki łyżką, a następnie ręką, ugniatam gładkie ciasto, odstawiam je na kwadrans. W międzyczasie szykuję nadzienie. Maliny przepłukuję, twaróg ucieram razem z jajkiem i cukrem waniliowym, dodaję maliny, mieszam. 
Ciasto dzielę na 2-3 części, przekładam je na stolnicę i wałkuję . Z ciasta wycinam kółka, nakładam po łyżeczce farszu, zlepiam pierożki. 
Zagotowuję wodę, lekko solę, partiami gotuję pierożki, około 3-4 minuty od wypłynięcia na wierzch. Gotowe pierożki podaję z jogurtem waniliowym i cynamonem. 

środa, 19 października 2022

Placki z serka wiejskiego i banana. Jesienne!

 Jesień w pełni,  a więc sezon na dyniowe pyszności, czas-start! Albo raczej, czas na kontynuację. Pokazywałam Wam mój przepis na syrop do Pumpkin latte i wspominałam tam, że pasuje on nie tylko do kawy, ale i do różnych placuszków czy naleśników. Dlatego żeby nie było, że jestem gołosłowna, zapraszam na placki z serka wiejskiego i banana. Polane oczywiście dyniowym syropem! Placki są genialne w swojej kategorii, bezczelnie proste, wszystkie składniki wystarczy włożyć do blendera, niesamowicie wręcz lekkie i delikatne. Puchate, bogate w białko, świetne na drugie śniadanie, na to pierwsze zresztą też. Będą świetnym deserem, podwieczorkiem, bądź kolacją. Prościutkie, a jakie wyśmienite! I do tego niesamowicie wręcz jesiennie, pachną dynią, cynamonem i imbirem. W połączeniu z delikatnym bananem, wychodzi nam idealny miks na jesień. Te placki wyjątkowo umilają mi poranki. Robią się prosto i niesamowicie wręcz szybko. Cóż więcej mogę powiedzieć, ja się w nich zakochałam. Wiem, wiem. Nieco dziwnie brzmi, taka sympatia do jedzenia, ale nic na to nie poradzę. Ciepłe śniadanie w październikowy poranek, to bardzo ważna sprawa. A jeżeli to śniadanko dodatkowo jest takie pyszne, to gwarantuję Wam, że każdy poranek, będzie czystą przyjemnością. 




Składniki:

1 duże jajko

Kubeczek serka wiejskiego

1 duży banan

1/4 kubka mleka

1 szklanka mąki ( u mnie orkiszowa tutaj kupicie ją w super cenie )

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ekstrakt waniliowy

Szczypta soli

Klarowane masło

Syrop dyniowy


Do kielicha blendera przekładam wszystkie mokre składniki- banan, serek, jajko, mleko i wanilię. Miksuję wszystkie składniki. Teraz dosypuję mąkę, sól, cynamon i proszek do pieczenie, dokładnie miksuję składniki, odstawiam na kilka minut. 

Rozgrzewam patelnię do naleśników,  rozpuszczam odrobinę klarowanego masło, smażę średniej wielkości placuszki na rumiano - po półtorej minuty z każdej strony, 

Gotowe placki podaję z syropem dyniowym. 


poniedziałek, 17 października 2022

Udka pieczone ze śliwkami

 I jak minął Wam weekend? Ja spędziłam czas na wykładach, i kolejny raz wyjątkowo się cieszę, że moja uczelnia ciągle pracuje w trybie online. Dojazdy, w sobotę na 8 rano, nie są moją specjalnością. Szczególnie po tak intensywnym i pracowitym tygodniu. Wstałam o 7.40, zaparzyłam sobie wielki kubek kawy, o smaku belgijskich pralinek, przebrałam w dres i zasiadłam przed komputerem, by robić notatki i pogłębiać wiedzę o zarządzaniu projektami. Po 14 zajęcia się skończyły, a ja zabrałam się za szykowanie obiadu. Nie było to trudne, bo mięso zamarynowałam już wcześniej. Teraz zostało mi jedynie podpiec udka, ugotować ryż i zrobić surówkę. Od jakiegoś czasu , dosłownie chodziły za mną apetycznie podpieczone udka. Z rumianą i chrupką skórką. Ale, ale. Nie miało być nudno, dlatego moje udka, są pieczone ze słodkimi węgierkami. Są one podstawą pysznego sosu. Dodały mięsu słodyczy, i nowego smaku. A co najważniejsze, mięso najlepiej jest przygotować, dzień wcześniej. Trwa to kilka chwil, i w zasadzie obiad jest gotowy. Bardzo dobry patent, na zabiegany dzień. Szybko zjedliśmy obiad i poszliśmy na spacer, akurat przestało padać, więc mogłam nadrobić kroki. Ostatnio nie mam jednak szczęścia do rekordów, po chorobie sił brakuje, i półgodzinny spacer stanowi wyzwanie. Na szczęście wzmocnił mnie obiad. Jeżeli lubicie pieczone udka, chrupiącą skórkę i niebanalny sos, to konieczni spróbujcie. Sami zobaczcie, jakie to proste. A jakie pyszne!







Składniki:
4 udka z kurczaka ( mogą być ćwiartki, albo podudzia)
16 śliwek węgierek
1 czerwona cebula
3 ząbki czosnku
1 pełna łyżka oleju
1 łyżeczka słodkiej papryki
Pół łyżeczki ostrej papryki
Szczypta kurkumy
Duża szczypta suszonego majeranku
Pół łyżeczki czosnku granulowanego
Świeżo zmielony pieprz
Sól

Do podania:
ryż, surówka z pora i marchewki


Olej łączę ze wszystkimi przyprawami, nacieram marynatą udka i przekładam je do zamykanego pojemnika- albo od razu do brytfanki.
Cebulę obieram, kroję w piórka, czosnek obieram, śliwki przekrajam na połówki, usuwam pestki. Owoce, cebulę i czosnek dokładam do udek, zostawiam na noc w lodówce. 
Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni (termoobieg), piekę udka przez 40 minut pod przykryciem, następnie zdejmuję pokrywkę, zmniejszam moc na 180 stopni i dopiekam je 20 minut. W trakcie pieczenia warto kilka razy polać mięso sosem, spod pieczenia. 
Udka podaję z ryżem i surówką. 


piątek, 14 października 2022

Syrop do Pumpkin Latte

 Co jak co, ale kocham chodzić do kawiarni i wypijać tam różne napoje kawowe. Mniej, bądź bardziej wymyślne. Ale, ale. Ostatnia choroba spowodowała, że wieczory spędzam w domu, a jak spaceruję to po lesie i po plaży. Chwilowo odpuszczam tłoczne miejsca, coś czuję, że moja odporność jest w kiepskiej formie i zdecydowanie wymaga wsparcia. A jako, że mamy sezon infekcji, to zamiast iść do kawiarni, zaprosiłam kawiarnię i do domu i zrobiłam sobie kultowe Pumpkin Latte! Przepis na latte jest prosty, w moim przypadku mówię mężowi- kochanie, zrób mi latte. On wyciąga mleko z lodówki, wkłada ziarna kawy do ekspresu -najbardziej tutaj pasuje kawa cynamonowa, i za chwilę mam gorącą kawę. Dodaję do niej syrop, jeszcze dodatkowa szczypta cynamonu i gotowe. Mój syrop jest gęsty, kremowy, wyjątkowo wręcz korzenny, delikatny i taki prawdziwy i naturalny! Mówię Wam, obłęd! To nie jest sztuczny syrop, jakie używane są w kawiarniach, to po prostu kwintesencja jesieni w każdej łyżeczce. Z tej porcji wychodzą dwa słoiczki tej pyszności, która umili Wam całą szarą jesień i zimę. Obiecuję Wam, że jak zrobicie swój własny dyniowo-korzenny syrop, to nie będziecie chcieli pić już nic innego.  I wychodzić do kawiarni, no bo w sumie po co, skoro taka pyszna kawa, jest w zasięgu ręki? To co, kto dziś robi tę kawę?


komu kawy?


Składniki:

Jedna mała dynia ( moja miała 0,9 kg)

1 laska cynamonu albo duża łyżka mielonego cynamonu

4-5 goździków

Płaska łyżeczka mielonego imbiru

Pół łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

Szklanka erytrytolu

1,5 szklanki wody


Dynię należy pokroić w dużą kostkę, podpiec w piekarniku- 120 stopni przez 25-30 minut. Kiedy dynia przestygnie, wydłubuję łyżką miąższ, przekładam go do kielicha blendera i miksuję na gładkie puree. 

W garnuszku mieszam wodę z cukrem, dodaję wszystkie przyprawy i podgrzewam, dodaję dynię, często mieszając, podgrzewam do zagotowania. 

Syrop przekładam do słoiczków, można go zapasteryzować, albo zużywać na bieżąco. Ten syrop jest idealny nie tylko do kawy, ale i do  placków, ale i naleśników i tostów. 


środa, 12 października 2022

Drożdżowy placek na budyniu ze śliwkami

Jest środa, to idealny dzień żeby się nieco porozpieszczać. Ostatnio z mężem stwierdziliśmy, że nieco za bardzo żyjemy od weekendu, do weekendu. Na co dzień mocno pochłania nas i praca, i dom, i nauka. Bo zarówno ja, jak i mąż, lubimy się rozwijać. Ja robię dodatkowe studia, a mąż zapisał się na dodatkowe szkolenia, ze swojej branży. Lawirujemy między obowiązkami i jakoś zapominamy o czasie dla nas i dla siebie. Mam na myśli, tutaj ten czas w ciągu tygodnia. W weekend jest jakoś łatwiej. Ale, ale, czas to zmienić. A co najbardziej zbliża i umila nam wspólne popołudnia i wieczory? Pyszne jedzenie. Wystarczy kawałek ciasta, dobra kawa, czy herbata i już. Zapalamy świeczki zapachowe, nakładamy ciasto na talerzyki, rozmawiamy, mamy kwadrans dla siebie. Także upieczenie ciasto w środku tygodnia, sprawia, że zwykła środa, zamienia się w piękny weekend! Proponuję po prostu ciasto drożdżowe, nieco inne po przygotowane z budyniem, który daje ciastu niesamowity aromat i cudowną delikatność. Październik to czas śliwek, więc u mnie cieście pojawiły się i one, węgierki! Był to pomysł męża, z racji jego ogromnej miłości do tych fioletowych owoców. W domu mamy je regularnie, a on nie dodaje ich tylko do kawy! W założeniu miałam taki prosty, czysty placek, ale cóż, małżeński kompromis. Ja dałam śliwki, on posprzątał, czyli całkiem niezły kompromis. No dobrze, ciasto jest niesamowicie proste, całą robotę robi mikser. Za to cudownie pachnie w całym domu, obiecuję Wam,  nigdzie nie kupicie takiej świeczki zapachowej. Tak pachnie dom i czysta radość! W sumie, chyba częściej muszę piec ciasta w środku tygodnia, kawałek tego placka jest po prostu genialnym zwieńczeniem dnia. Lekki, miękki, pięknie pachnący! Potem tylko kąpiel i domowe spa. Na dziś będzie to żel o zapachu kokosowej bezy - szkoda i jego nie można zjeść. To co? Kto dołącza do mnie, do akcji- rozpieszczania się w ciągu tygodnia?




Składniki:

30 dg drożdży

2 jajka

250 gramów mąki pszennej

1 paczka budyniu śmietankowe -40 gramów

100 ml mleka

70 gramów roztopionego masła

50 gramów erytrytolu

Szczypta soli

15 śliwek węgierek

Masło i bułka tarta do formy

Lukier:

4 łyżki cukru pudru

2 łyżeczki soku z cytryny


Najpierw szykuję zaczyn- 2 łyżki letniego mleka rozcieram z drożdżami, dodaję 1 łyżkę mąki i 2 łyżki erytrytolu,odstawiam na kwadrans. 

W misie miksera umieszczam mąkę, mleko, jajka, erytrytol, zaczyn, masło i budyń. Dokładnie ugniatam, dodają sól, dalej zagniatam ciasto - będzie dość luźne. Ciasto przykrywam ściereczką i zostawiam na godzinę. 

Formę do pieczenia, smaruję masłem, wysypuję bułką, wylewam ciasto. Śliwki myję, kroję na połówki, układam na cieście, odstawiam na pół godziny. W międzyczasie nagrzewam piekarnik do 185 stopni. Wkładam ciasto i piekę 35-40 minut, do suchego patyczka.. Studzę. 

Z cukru pudru i soku z cytryny ukręcam lukier, polewam nim ciasto. 

poniedziałek, 10 października 2022

Sycąca zupa gulaszowa

 I znów mamy poniedziałek! To był ładny i udany weekend. Było nieco spacerów, domowego lenistwa i szykowania mieszkania na jesień. Moje chorowanie spowodowało, że nieco opatrzył mi się wystrój. Niewielkie zmiany, tak naprawdę wymiana jednego mebla i dołożenie kolejnego, sprawiło, że całość nabrała większej przytulności, tak potrzebnej o tej porze roku. Ja jestem z tych, którzy kochają wszystko co drewniane, więc bez żalu odsprzedałam czarną szafkę, na rzecz takiej typowo drewnianej, mającej już 60 lat, bo to unikat z czasów minionych. Teraz może być już brzydka część jesieni, mam swoją bazę w salonie, i nie chcę jej opuszczać. No chyba, by przejść się do kuchni. I w tej kuchni pogotować! W weekend przygotowałam cudowną zupę, niesamowicie jesienną i apetyczną. Rozgrzała nas po spacerze, i umiliła popołudnie. To zupa gulaszowa. Moja wersja, jest z kluseczkami, chociaż myślałam też o dodaniu ziemniaków, ale wygrały kluseczki. Pomysł na zupę pojawił się spontanicznie, w lodówce miałam 3 papryki i marchewki, oraz kawałek selera. Czyli miałam bazę do zupy, dokupiłam kawałek mięsa i makaron. I zaczęłam szykować wielki gar tej zupy, wyszło mi 6 bardzo dużych porcji. Niesamowicie aromatyczna zupa, gęsta, sycąca, rozgrzewająca. Dla mnie, idealna na jesienne dni. Idealna też, na zabiegany tydzień, bo to cały obiad, w jednym garnku!




Składniki:

0,5 kg łopatki wieprzowej bez kości
3 czerwone papryki
3 marchewki
Pół selera
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
3 łyżki koncentratu pomidorowego
6 szklanek wody
150 gramów makaronu typu lane kluski
3 liście laurowe
3 ziela angielskie
1 łyżka mielonej słodkiej papryki
1 płaska łyżeczka ostrej papryki
1 łyżeczka suszonego tymianku
2 łyżki oleju
Sól
Świeżo mielony pieprz
2 garście posiekanej natki pietruszki


Wszystkie warzywa myję. Marchewkę kroję w półplasterki, seler kroję w drobną kostkę, papryki oczyszczam z gniazd nasiennych i kroję w małe kawałki. 
Siekam drobno cebulę i czosnek. Mięso kroję w średniej wielkości kostkę. 
Rozgrzewam łyżkę oleju, podsmażam czosnek z cebulką przez 2 minuty. Następnie dodaję marchewkę i selera, podsmażam 5 minut, często mieszając. Teraz dodaję paprykę, smażę warzywa 5-6 minut. Przekładam je do garnka, zalewam wodą, dodaję liście laurowe i ziela angielskie. Zaczynam gotować na małym ogniu. 
Teraz czas rozgrzać drugą łyżkę oleju i podsmażyć mięso, smażę je przez 6-7 minut, następnie dodaję do zupy. Doprawiam zupę wszystkimi przyprawami. Gotuję ją 40 minut, dodaję koncentrat pomidory, dokładnie mieszam, smakuję zupę i doprawiam solą i pieprzem. Zupę podgrzewam 10 minut, dodaję do niej surowy makaron, gotuję zupę 7-8 minut. 
Podaję zupę z natką pietruszki. 


piątek, 7 października 2022

Ciasto bananowo-czekoladowe

 Dziś zaczynam kolejny semestr moich studiów, to już końcówka, czas na pisanie pracy. Dziś mam seminarium, temat pracy wybrany i zaakceptowany, razem z jej planem. Co prawda obiecywałam sobie, że po powrocie  z urlopu, zajmę się pracą. Co prawda mam jeszcze 8 miesięcy do obrony, ale chciałam być taka pilna i wyprzedzić samą siebie. Ale cóż, plany planami, a życie życiem. Zamiast solidnej dawki wiedzy i nauki, dwa ostatnie tygodnie spędziłam w domowym zaciszu, i szczerze przyznaję, ledwo ogarniałam fabułę lekkich komedii romantycznych, a co dopiero zajmować się naukowymi kwestiami! Liczę jednak, że niebawem zabiorę się do pracy. Jak zawsze najgorsza będzie dla mnie systematyczność. Ale tutaj mam nadzieję poradzi sobie kalendarz i przypominanie, by w każdy weekend dwie godziny poświęcić na pracę naukową. Taki jest plan, a Wy jesteście świadkami. Jak się publicznie zobowiązałam, to trzeba będzie słowa dotrzymać! A ten dzisiejszy początek nowego semestru nauki, postanowiłam uczcić ciastem bananowo-czekoladowym. Wyjątkowo pożywnym, pełnym dobrych składników, dla każdego ucznia i studenta. A dodatkowo, bardzo prostym ciastem. Dzięki niemu milej będzie spędzić trzy godziny na seminarium - na szczęście wciąż mam zajęcia online. Jestem też pewna, że pomoże mi się skupić i być w pełni skoncentrowana. To siła magnezu i bananów. Ciasto pięknie pachnie, jest nieziemsko wręcz czekoladowe. Bardzo podzielne, idealne do gorzkiej kawy, albo wyrazistej herbaty. W sam raz na weekend. Zróbcie je dla swoich uczniów, dla siebie, dla znajomych. Obiecuję, że będziecie zachwyceni. 

A do tego ciasta wspaniale pasuje herbata - Czajownia  To sklep, gdzie kupicie wspaniałe herbaty, i umilicie sobie jesienne popołudnia i wieczory. Szczególnie polecam Wam " Tygrysią herbatę", najlepiej smakuje z konfiturą wiśniową! 






Składniki:

3 jajka

5  dużych, mocno dojrzałe banany

100 gramów erytrytolu ( albo cukru)

180 gramów masła

300 gramów mąki

40 gramów gorzkiej czekolady

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ekstrakt waniliowy

Szczypta soli

Polewa:

5 łyżek mleka

50 gramów gorzkiej czekolady

Dodatkowo:

masło i bułka tarta do formy


Jajka i masło, muszą być wyjęte z lodówki na pół godziny przed pieczeniem.

Zaczynam od zmiksowania bananów- jeżeli są mocno dojrzałe, wystarczy rozgnieść je widelcem. Czekoladę ścieram na tarce. 

Masło kroję w kostkę, ucieram z erytrytolem i wanilią na jasny krem, teraz partiami dodajemy jajka i banany i miksujemy- masa może być lekko zważona. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, sól i kakao. Miksuję, na sam koniec dodaję tartą czekoladę, delikatnie mieszam łyżką. 

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni.

Keksówkę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Wylewam ciasto, babkę piekę 50-55 minut- do suchego patyczka, w opcji góra-dół, ciasto studzę. 

Czekoladę roztapiam w garnuszku z mlekiem, polewam nią ciasto. 


środa, 5 października 2022

Bananowe placki na jogurcie

 I znowu śniadaniowo. Aczkokwiek te placki możecie zrobić na deser, czy na kolację. Są niesamowicie uniwersalne i banalnie wręcz proste. Do tego zdrowe i po prostu przepyszne. Kiedy poranki są takie zimne i nijakie, i coraz bardziej szare, koniecznie należy je sobie umilić i rozjaśnić. I wtedy wchodzą one, bananowe placuchy. Z dużą ilością cynamonu. Polane pysznym miodem, orzechami i malinami z ogródka. Powiem Wam szczerze, że kocham te placki miłością wielką i nieskończoną. Jeżeli macie w domu 2 przejrzałe banany, to znak. A ja nie mam więcej pytań. Dziś proponuję te placki na jogurcie. Dzięki jogurtowi są jeszcze bardziej delikatne w konsystencji i lżejsze w smaku. Takie jogurtowe po prostu, czyli idealne na śniadanie. Gwarantuję Wam, że jak byście dostali taki talerzyk na śniadanie, to błyskawicznie zniknęłaby cała jego zawartość. Nie ma to jak pyszne, cieplutkie placki z rana, z jeszcze pyszniejszymi dodatkami. To naprawdę zdrowe, smaczne i pożywne śniadanie. A placki są też świetne na zimno, spakujcie je więc śmiało to śniadaniówek. No dobrze, coś czuję, że te placki nie potrzebują więcej pochwał, po prostu sami zobaczcie i sami je zróbcie, już dziś. Będziecie zachwyceni. 








Składniki:
2 duże banany, najlepiej przejrzałe
1 duże jajko, albo 2 małe
100 gramów jogurtu greckiego
100 gramów mąki pszennej pełnoziarnistej
Pół łyżeczki cynamonu
Kilka kropel ekstraktu waniliowego
Masło klarowane do smażenia
Dodatki:
Orzechy włoskie, maliny, miód





Banany obieram, miksuję z jajkami i jogurtem na jednolitą masę. Dodaję wanilię i cynamon, dosypuję mąkę i dokładnie miksuję. 
Rozgrzewam masło, smażę średniej wielkości placuszki przez 2 minuty z jednej strony i przez minutę z drugiej. 
Placuszki podaję z posiekanymi orzechami, miodem i malinami.

poniedziałek, 3 października 2022

Pasta jajeczna z awokado

 Nowy tydzień i nowe śniadaniowe inspiracje. Tak, by te codzienne kanapki, nie były nudne i powtarzalne. Osobiście uwielbiam kanapki i pieczywo na  śniadanie, ale nie lubię też nudy. Nawet najlepszy chleb z żółtym serem może się znudzić. Dlatego dziś zapraszam na pastę jajeczną z awokado. Ten owoc zastępuje majonez. Dzięki temu pasta jest dużo zdrowsza. A dla mnie obecnie zdrowe odżywianie to podstawa. Jako, że mój apetyt nie jest taki, jaki bym chciała, dbam o to, by w małej porcji, było dużo wartości odżywczych. Awokado, ma sporo kalorii, ale zdrowych kalorii. Dużo witamin, minerałów, i kwasów tłuszczowych, które wyciszają stany zapalne w organizmie. A jako, że mam powikłania po zakażeniu koronawirusem i cierpię, na zapalenie mięśni, awokado jest dla mnie wyjątkowo cenne. Ta pasta, chociaż nie zawiera majonezu, jest niesamowicie kremowa. Pełna smaków, a mimo to lekka. Bardzo, ale to bardzo ją polubiłam. I dlatego Wam ją polecam, musicie ją przygotować do kanapek. Taka mała odmiana, w  stosunku do zwykłej pasty. Niby mała zmiana, a jaki świetny efekt. 




Składniki:
3 duże jajka
1 duże awokado (polecam Hass)
1 łyżka soku z cytryny
3 garście posiekanego szczypiorku
Słodka papryka-łyżeczka
1 ząbek czosnku
Sól
Pieprz



Jajka gotuję na twardo, obieram ze skorupek i rozgniatam widelcem. Do jajek dodaję awokado, musi być mocno dojrzałe, a tak dało się rozgnieść widelcem, łączę z jajkami. Drobno siekam czosnek, dodaję do jajek. Pastę doprawiam sokiem z cytryny, szczypiorkiem, słodką papryką, solą i pieprzem, mieszam. 

Pastę najlepiej zostawić na kwadrans, by przegryzły się smaki. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...