Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

piątek, 29 lipca 2022

Mała czarna i kawowe ciasteczka

 Przez tyle czasu, uważałam, że kawa jest niefajna i w ogóle błee. Co ciekawe, uwielbiałam słodkości i kawowe desery, ale to tyle. Nie lubiłam jej pić i nie miałam takiej potrzeby. Aż do czasu. Teraz uwielbiam poranną kawę, najlepszą na świecie robi mój osobisty mąż. Rano obowiązkowo piję mocniejszą kawę, czyli 80 % napoju to mocniejsza kawa, idealna do Espresso, reszta to mleko owsiane. Popołudniu piję kawę dużo słabszą, bo już pół na pół .Mocno kremowa i delikatnie orzechowa. Taka kawa, po godzinie 16, dodaję mi energii na resztę dnia. Jako, że dużo czasu zajmuje mi dojazd do domu, taki napój, niweluje stresujące skutki stania w korkach. Latem, wiosną i wczesną jesienią, kawę popijam w ogrodzie. To taki kwadrans dla mnie. Wyjątkowo mnie ta chwila relaksuje. Zazwyczaj sięgam wtedy po książkę, albo chodzę po ogrodzie i rozmawiam z hortensjami, tudzież z lawendą. Kiedy zaś nie ma sezonu, to pijąc kawę, bawię z kotem. To mój czas! Ale, ale. Kawa to nie tylko napój do picia, ziarna mogą być również składnikiem deserów, ciast, kremów i ciasteczek. Takich jak te, prostych, banalnych o niezwykłym wręcz smaku. Co mu tu mamy? Świeżo zmielone ziarna świetnej kawy, banany i płatki owsiane. To ciasteczka, które genialnie pasują do porannej, czy popołudniowej filiżanki kawy. Nie są zbyt słodkie, bardzo wyważone w smaku. Na pewno są mocno aromatyczne i po prostu genialne. To co, kto je piecze ze mną?

Przy okazji chciałam Wam serdecznie polecić sklep Venosa.  Jego bogaty asortyment ucieszy nie tylko miłośników kawy, ale i herbaty, syropów czy słodkości. Wpadnijcie i zaopatrzcie swoje spiżarki w pyszne ziarna i herbaciane liście. 




Składniki:

2 dojrzałe banany

2 łyżki zmielonych ziaren kawy

80 gramów erytrytolu ( może być też brązowy cukier)

200 gramów masła

200 gramów płatków owsianych

150 gramów mąki ziemniacznej

50 gramów mąki pszennej

Ekstrakt waniliowy

Szczypta soli


Płatki owsiane mielę na mąkę. 

Masło miksuję z erytrytolem, solą i wanilią na jasny krem., dodaję rozgniecione banany, miksuję. Teraz dodaję wszystkie sypkie składniki, ciasto miksuję, aż powstanie jednolite ciasto. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni, blachę do pieczenia wykładam papierem. Z ciasta odrywam kulki, przekładam je na papier. 

Ciasteczka piekę 15 minut, do zezłocenia. 

środa, 27 lipca 2022

Domowe pesto na śniadanie. Rogaliki z pesto i mozzarellą.

 Dziś zapraszam Was na śniadanie. I tak trochę do mojego ogródka. Wiecie, pandemia pokazała mi, że najważniejsza jest ta przestrzeń osobista za oknem. Taka, której żadna obostrzenia nie zamkną. To coś co daje mi oddech. Takie miejsce, gdzie wypiję kawę w otoczeniu kwiatów. Gdzie przeczytam na trawie książkę. I co najważniejsze, takie miejsce, skąd mogę brać zioła i maliny. I kiedy miałam do wyboru, większe o 20 metrów mieszkanie z tarasem, albo mniejsze, ale z 60 metrowym ogródkiem, wybrałam ogródek. I kocham go. Tak samo jak moje wszystkie zioła, które w tym roku, rosną jak szalone. Niesamowicie obrosła mi pietruszka, kolendra i bazylia. I właśnie będzie o bazylii. Wstałam wcześnie rano, mąż jeszcze spał, ale koty chciały już jeść. Cóż, podałam kociakom tuńczykowe fileciki, zrobiłam sobie kubek kawy i zaczęłam dumać, co tu podać na  śniadanie. Rzut oka na ogródek, po ostatnich deszczach bazylia, aż prosiła- zerwij mnie. Szybko spełniłam jej marzenie, i zrobiłam pesto. Domowe, proste, ze składników, które miałam pod ręką. Niedzielny poranek, to nie jest bowiem najlepsza pora na zakupy. W moim pesto nie ma  orzechów piniowych, czy Parmezanu. Jest to co, miałam w szafkach. Do rogalików dodałam mozzarellę i pomidory. Wyszło śniadanie, jak w dobrej śniadaniarni. Na moment wyszło słońce, mąż wstał, zjedliśmy w ogródku. Było pięknie i pysznie. Polecam Wam takie rogaliki. Będziecie zachwyceni, jak prosto można odmienić banalne kanapki. 





Składniki:

Pęczek bazylii

2 pełne garście ziaren słonecznika

1 garść płatków drożdżowych ( albo startego Parmezanu)

4 łyżki dobrej jakości oliwy

2 ząbki czosnku

Kawałek papryczki Chilli

Sól

Pieprz


4 rogaliki

1 kulka Mozzarelli

2 pomidory malinowe


Bazylię przepłukuję. Czosnek obieram z łupinek. Słonecznik prażę na suchej patelni. Do kielicha blendera przekładam wszystkie składniki pesto i miksuję na gładką masę. 

Mozzarellę kroję w plasterki, pomidora parzę wrzątkiem, obieram i kroję w cienkie plasterki.

Rogaliki przekrajam na połówki, smaruję je pesto. Do środka nakładam po 2 plasterki sera i po 4 plasterki pomidora. 

poniedziałek, 25 lipca 2022

Migdałowy deser budyniowy

 Witajcie po weekendzie. Jak się cieszę, że udało mi się odpocząć i nie mieć żadnych planów. Marzyłam o takim relaksie i nic nierobieniu. I to bardzo! Ostatni tydzień solidnie mnie wymęczył. Te dwa dni totalnego luzu, były dla mnie niczym manna z nieba. Sobotnie deszcze, sprawiły, że w domowym zaciszu zrobiłam sobie maraton filmowy. Była to naprawdę miła odmiana, po całym zabieganym i szalonym tygodniu. Zregenerowałam siły, i jestem gotowa na nowy tydzień. I z utęsknieniem czekam na kolejny weekend, który dla odmiany chcę spędzić poza domem i zdecydowanie bardziej aktywnie. No dobrze, wracamy do soboty i filmowego maratonu. Co umiliło mi ten wieczór? Domowy budyń migdałowy z pysznymi dodatkami. Bardzo, ale to bardzo prosty, całkowicie nieskomplikowany. Błyskawiczny, wręcz banalny. Wyjątkowo kojarzy mi się z dzieciństwem. Niby zwykły budyń, ale z mocną migdałową nutką. Kremowy i aksamitny, ale z chrupiącymi dodatkami. Dzięki temu deser jest po prostu fenomenalny. Niby taki prosty, a jakie robi wrażenie!





Składniki na 3 porcje:

1l napoju migdałowego
4 łyżki erytrytolu ( można też użyć miodu)
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka masła
1 łyżeczka ekstraktu z migdałów
4 łyżki suszonej żurawiny
3 łyżki czipsów bananowych
4 łyżki pestek słonecznika
Odrobina cynamonu

Odlewam  jedną szklankę napoju migdałowego, a resztę mleka wlewam do rondelka i podgrzewam. Do ciepłego mleka dodać masło i słodzidło, mieszam do połączenie się składników.
W pozostałej szklance mleka rozpuszczam mąkę, tak żeby nie było grudek. Dodaję ekstrakt z migdałów i mieszam. 
Zawartość szklanki, wlewam  do gotującego się mleka z masłem i cukrem. Cały czas mieszając, podgrzewam, aż powstanie gęsty i gładki budyń.
Na dno pucharków wykładam część żurawiny, ziaren słonecznika i chipsów bananowych, na to wykładam budyń. Na wierzchu układam pozostałe bakalie-słonecznik,banan i żurawinę. Posypuję deser cynamonem. Świetnie smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno.

piątek, 22 lipca 2022

Lubelskie kulinarnie.

Zabieram Was na mały spacer kulinarny. Albo raczej na kulinarną wycieczkę. Wycieczkę, bo ruszamy w województwo Lubelskie. Zabiorę Was do dwóch kawiarni i do dwóch fajnych obiadowo miejsc. Wycieczkę zaczniemy w Lublinie, a następnie skoczymy do Zamościa. Gotowi? To ruszamy!

W Lublinie spędziłam niepełny dzień, byłam po śniadaniu, ale wiadomo, po zwiedzaniu i spacerowaniu przyszedł czas na obiad. Idąc Rynkiem, mijałam setki lokali, większych i mniejszych. Mniej, bądź bardziej oryginalnych. Wybór był naprawdę ciężki, i to co nas skusiło, to sezonowa pizza ze szparagami. Ok, loka nie zachęcał. Na tle innych lokali, letni ogródek nie był jakoś szczególnie atrakcyjny. Ale kiedy widzisz napis-pizza ze szparagami, nie masz wyboru. Albo raczej ja nie miałam. I tutaj ciekawostka, jeszcze 3 lata temu, nie lubiłam pizzy. A teraz? Człowiek jest zmienny, ja pizzę polubiłam dopiero po 30 urodzinach. Lokal nazywa się Rynek 5, nazwę wziął od swojego adresu. Prosto i jak wpada  w pamięć! O tej porze byliśmy jedynymi gośćmi. W zasadzie było dość wcześnie, bo chwila po godzinie 14. Ale mieliśmy w nogach już czterogodzinny spacer i nasz apetyt był solidnie wyostrzony. W karcie znajdziemy pizze i sałatki. My byliśmy pewnie-tego dnia będzie rządziła pizza. Wybraliśmy dwie, jedną z pieczonym szpinakiem, serem Brie i pesto. Druga zawierała szparagi, szynkę Prosciutto i ser Brie. Schłodziliśmy się lemoniadą i mrożoną kawą. Po kilku chwilach dostaliśmy pizze. Były na wyjątkowo cienkim i lekkim cieście. Dodatki były bardzo dobrej jakości, w idealnej ilości. Świetnie podkręcały smak ciasta. Te pizze były nieziemsko wręcz pyszne! Dawno nie jadłam tak dobrego ciasta i tak świetnych dodatków. Żałowałam, kiedy skończyłam swoją pizzę, i naprawdę polecam ją każdemu. Lokal, może niepozorny, ale broni się genialną pizzą. Na koniec weszliśmy do środka, w lokalu znajduje się mini galeria obrazów, czuć niezwykły klimat i charakter tego miejsca. Jak będziecie w Lublinie, koniecznie ich odwiedźcie, bo tam jest najlepsza pizza w tym mieście. Jak nie w województwie. 


Po tak pysznej pizzy, poszliśmy na kolejny długi spacer. Po nim ruszyliśmy na kolejną porcję mrożonej kawki. Tym razem wybór padł na lokal Święty Spokój, który polecam na wieczorne spotkania ze znajomymi. Wnętrze jest świetne, w zasadzie jest to połączenie kawiarni, z klubem jazzowym.  Mają tam pyszną mrożoną kawę, i lemoniady. Wpadnijcie koniecznie!

Szybkim krokiem przemierzamy około 85 kilometrów i ruszamy do Zamościa. No dobrze, możemy pojechać autem, będzie nieco szybciej. O, patrzcie, już jesteśmy! Idziemy do Krowy na Miedzy. Trafiłam tam z polecenia kuzynki męża, która często tam wpada na pyszne burgery. Skoro mamy rekomendację, to ruszamy! Z racji upalnej pogody, zaszyliśmy w ogródku, na samym rynku, z widokiem na przepiękny Ratusz. W lokalu było kilkanaście osób, ale obsługa była bardzo szybka i sprawna. Na wstępie, od razu, poprosiliśmy o domową, mrożoną herbatę brzoskwiniową. Była słodka, ale pyszna. W karcie znajdziecie dużo burgerów, w różnych wersjach, w tym wegańskie, oraz, co ciekawe, burger z nutellą! Są też steki i sałatki. My wybraliśmy dwa burgery, Kurczaka z Teksasu i Kurczaka na Miedzy. Oba zawierały chrupiącego kurczaka, różniły je dodatki. Wersja z Teksasu, miała chrupiące krążki cebulowe, ciemną bułkę i domowy sos Barbecue. Wersja na miedzy, to chrupiący bekon, ogórek i pomidor. Oba burgery były soczyste, nadziane dodatkami i bardzo sycące. Genialny był sos Barbecue, słodki, ale wyraźnie uwędzony. Wizytę  określam jako bardzo udaną. 


W Zamościu, kiedy nadchodzi czas deserów, zajrzyjcie do Dolce Vita, zjecie tam genialne lody rzemieślnicze. Te o smaku łamańca czekoladowego, bezy z krówkami i rokitnika są wybitne. A ich mrożona kawa? Jest idealna, w ofercie jest mleko bez laktozy, co bardzo mnie cieszy. Sama kawa jest z małej palarni i jest wprost genialna. Wpadajcie, lodziarnio/kawiarnia, jest zaraz przy Ratuszu. 








środa, 20 lipca 2022

Sticky Rice z kaszubskimi truskawkami

 Dawno nie było nic, co mogłabym zaproponować na śniadanie. A wiadomo, że latem najbardziej kuszą nas owoce. Mnie zainspirowały, do stworzenia swojskiej wersji sticky rice. W oryginale występuje mango. Ale kiedy cieszą oczy, kaszubskie truskawki, aż żal sięgać po egzotyczne mango. Póki są truskawki, wciąż się nimi cieszę. A mam to wielkie szczęście, że te kaszubskie, czerwone słodkości, kupuję niemal pod domem. Jakże więc mogłabym ich nie wykorzystać w tym daniu? A to danie, to kleisty ryż. Jeżeli jesteście fanami ryżu na mleku, ta wersja z pewnością przypadnie Wam do gustu. Jest nieco inna od zwykłego ryżu na mleku. Potrzebujemy bowiem specjalnego ryżu, który dzięki dużej ilości skrobi, robi się klejący, ba, można z niego lepić kulki, bez problemu. Ryż ten, ma też ciekawy, nieco inny smak. Jest on podstawą tego dania, dziś bez problemu można go kupić w dużych sklepach. Kolejną ważną kwestią, jest mleko kokosowe. Takie z puszki, to na jego bazie, robimy słodki syrop do ryżu. Ziarenka chłoną aromat, nabierają niebiańskiej konsystencji. Zapach i smak, takiego deseru, jest nie do opisania. Po prostu trzeba go zrobić. Dla mnie taki ryż, to genialna opcja na sycące śniadanie. Jeżeli, jak ja, kochacie śniadania na słodko, to będziecie w siódmym niebie. Nie ukrywam, produkcja, zajmuje chwilę czasu, więc polecam go zrobić w wolny dzień, albo w weekendowy poranek. Będziecie zachwyceni tym smakiem i ciągle będziecie chcieć go więcej!






Składniki:

1 szklanka ryżu do Sticky Rice

1 szklanka wody

Puszka mleczka kokosowego

1 łyżeczka soli

3 łyżki cukru trzcinowego

Kilkanaście truskawek

Sezam do posypania



Ryż dokładnie płuczę pod wodą- woda musi być całkowicie przezroczysta. Ryż zalewam wodą, gotuję na małym ogniu, 15 minut-staram się rzadko mieszać ryż. Odstawiam do wystudzenia. 

W drugim garnku podgrzewam mleko kokosowe z solą i cukrem, gotuję tylko do momentu  zagotowania. Syropem zalewam ryż, przykrywam garnuszek folią aluminiową, odstawiam na kwadrans. 

W międzyczasie kroję truskawki na połówki, na suchej patelni prażę sezam. Gotowy ryż, przekładam do miseczek, układam na wierzchu owoce, posypuję sezamem. 

poniedziałek, 18 lipca 2022

Ciasto truskawkowe na kefirze.


Ależ to był weekend! Mieliśmy gości, z drugiego końca Polski. Chcieliśmy pokazać im nasze Trójmiasto, od jak najlepszej strony. Co nie znaczy, że od tej najbardziej turystycznej. Sama nie przepadam za tłumem turystów, wolę spokój i uważam, że najbardziej popularne atrakcje, najlepiej się zwiedza po, albo przed sezonem. Bez tłumów, bez kolejek i bez nerwów.  Celowo unikam Mola w Sopocie-odwiedzam je zimą. Unikam ulicy Długiej w Gdańsku, w zamian za to moich gości, prowadzę po Dolnym Mieście, czy ciągam po uroczych, bocznych uliczkach Wrzeszcza czy Oliwy. Zamiast na plażę w Gdyni, czy w Brzeźnie, odjeżdżam 50 km od Trójmiasta i już, mamy spokojne plaże, gdzie nie brakuje miejsca do piknikowania. I tak, po intensywnych trzech dniach, zakończyliśmy dzień zwiedzania, piknikiem. Poza sałatkami i pasztecikami z ciasta francuskiego, przygotowałam też to ciasto. Obłędnie lekkie,  delikatnie słodkie, mocno truskawkowe, wyjątkowo mięciutkie. Wilgotne, świetne do jedzenia rękoma. Zniknęło błyskawicznie, i to nie tylko dlatego, że mieliśmy w nogach 10 kilometrów spacerów. Na letnie pikniki, i chwile słabości, upieczcie ten placek. Zrobicie go raz i dwa. A przyjemności z jedzenia będziecie mieli co niemiara!

 


Składniki:
15 truskawek
250 ml kefiru
2,5 szklanki mąki pszennej
80 gramów cukru
1/3 szklanki oleju
3 jajka
1 paczka cukru z prawdziwą wanilią
Szczypta soli

Kruszonka :
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
2 łyżki cukru waniliowego





Z podanych składników zagniatam kruszonkę, chłodzę przez 30 minut w lodówce.
Jajka i kefir wyjmuję  z lodówki na pół godziny przed pieczeniem.
Owoce przepłukuję, większe owoce kroję na połówki. 
W dużej misce łączę wszystkie mokre składniki - kefir, jajka i olej, mieszam chwilę. Dodaję mąkę, cukier, sól i cukier waniliowy. Delikatnie mieszam, tylko do połączenia się składników. 
Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni.
Tortownicę wykładam papierem, wylewam ciasto. Na wierzchu układa truskawki, lekko je wciskam, posypuję ciasto kruszonką. Placek piekę 45-50 minut, do suchego patyczka, 
Po upieczeniu wypiek, można posypać cukrem pudrem.


piątek, 15 lipca 2022

Sałatka makaronowa z fasolką i tuńczykiem

 Piątek, czyli zaczynamy weekend. To był ciężki tydzień, więc niesamowicie cieszę się dwoma dniami wolnymi od pracy. Dzielnie znosiłam chorobę zatok, i zamieszanie w pracy. Ale jednak organizm potrzebuje odpoczynku. Na jutro nie robię żadnych planów, zamierzam delektować się ogrodem i zabawami z kotem. Jeżeli zdrowie i pogoda dopiszą, to w niedzielę chętnie ruszę się z domu. Ale nie sięgam planami tak daleko. Zajmuję się tu i teraz. A teraz będzie czas na obiad. Lekko i pożywnie. Kolorowo i zdrowo. Bardzo prosto  i wyjątkowo smacznie. Same pyszne składniki. Tę sałatkę możecie zjeść na obiad, albo zabrać ją do pracy na lunch. Jest to pyszna sałatka, którą będziecie często powtarzać. Dziś zabrałam ją z sobą do pracy. Po pracy idziemy na koncert Kaśki Sochackiej, ach, jak ja lubię jej muzykę. Chętnie posłucham piosenek Kasi, a ta sałatka  idealnie mnie nastroi, nasyci i zaspokoi głód. Spróbujcie koniecznie, nawet jeżeli nie lubicie makaronu razowego, to na pewno Was zaskoczy ten smak. Oczywiście bardzo pozytywnie!





Składniki:

200 gramów makaronu razowego

15 pomidorków koktajlowych

200 gramów tuńczyka w oleju

200 gramów fasolki szparagowej

15 zielonych oliwek

Sos:

2-3 łyżki oleju

Duża łyżka suszonych ziół prowansalskich

Sól

Pieprz

Łyżeczka koperku

Łyżka soku z cytryny


Fasolkę myję, kroję na połówki. Gotuję makaron, razem z fasolką, najlepiej ugotować je al dente, odcedzam i przelewam zimną wodą. 

Makaron z fasolką przekładam do dużej miski. Pomidorki kroję na połówki, oliwki również kroję na połówki. Tuńczyka rozdrabniam. Wszystkie warzywa i tuńczyka, dodaję do makaronu, mieszam. 

Wszystkie składniki sosu mieszam w miseczce, polewam sosem sałatkę, delikatnie mieszam. Sałatkę chłodzę 20 minut przed podaniem.

środa, 13 lipca 2022

Deser truskawkowy ze śmietanką

 Znacie to pewnie, że jest wieczór, środek tygodnia, ciężki dzień i nagle dopada Was dzika wręcz chęć na coś słodkiego! Po prostu tu i teraz. Bez wymówek. No i cóż, naszło i mnie. A, że mam obecnie ostre zapalenie zatok, czyli zaostrzenie przewlekłego zapalenia, to wszystkie umilacze życia bardzo mile widziane! Tak aby złagodzić wszystkie te niesmaczne tabletki i syropki, które teraz muszę brać. Klimatyzacja to zło! Przekonuję się o tym kolejny raz. Kolejny bolesny raz. I kolejny raz powrót z wakacji, oznacza dla mnie zatkany nos i ogromny ból głowy. Czyżby to był koniec sezonu lodowego i mrożonej kawki? Wystarczyły 3 gałki lodów, klimatyzacja i kubek mrożonej kawy. I proszę, antybiotyk. A staram się, jem powoli, wzmacniam odporność. No cóż, zostały mi deserki spożywane w temperaturze pokojowej. Takie proste jak te Idealne by je wypróbować w środku tygodnia, cieszyć tym smakiem i starać się zapomnieć, o chorobie, w środku lata!







Składniki:

12 dużych truskawek

250 ml śmietanki 30 %

2-3 łyżki gęstego jogurtu greckiego

4 biszkopty kocie języki

1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią

1 pełna łyżka octu balsamicznego

Kakao do oprószenia deseru


Truskawki myję, kroję na połówki, posypuję cukrem z wanilią, polewam octem, mieszam, odkładam na kilka minut. 

Śmietankę ( powinna być mocno schłodzona) ubijam na sztywno, delikatnie łączę z jogurtem.

Biszkopty kruszę, wykładam nimi dno pucharków, na nich układam truskawki. Wierzch to miejsce na bitą śmietankę. Dekoruję całość kakao i truskawkami.


poniedziałek, 11 lipca 2022

Nowy pomysł na mielone. Z imbirem i masłem orzechowym

Kiedy myślimy o mielonym mięsie, od razu w naszej głowie pojawiają się rumiane kotleciki, jak u babci. Albo delikatne klopsiki, skąpane w sosie koperkowym. I to jest pycha! Ale czasem ma się ochotę na coś innego. Na jakieś nowe smaki. I dziś zabieram Was na kulinarną podróż, smaki Azji, z dodatkiem mięsa mielonego. Jako dodatek ryż i sałata. Smaki imbiru, ostrej papryczki i orzechowego masełka idealnie się komponują i przenikają. To danie jest niesamowicie wręcz aromatyczne. Pachnie podróżą i niezłą przygodą. A do tego to danie, jest takie pyszne i niezwykle wręcz proste.  I takie nieoczywiste. Niby zwykłe mięso mielone, ale gwarantuje Wam, że takiej kombinacji smaków, jeszcze nie próbowaliście. A poniedziałek to idealny dzień, na mniejsze i większe kuchenne eksperymenty. Na rozpoczęcie tygodnia, od smacznego i nieoczekiwanego obiadu. Zaskoczcie rodzinę, zaskoczcie samych siebie. Indyk w wielu smakach, poleca się na obiad!




Składniki:
400 gramów mięsa mielonego z indyka
Sok z 2 średnich limonek
1 łyżka brązowego cukru
2 łyżeczki sosu sojowego
3 średnie czerwone cebule
2 łyżki posiekanego imbiru
3 łyżki masła orzechowego bez dodatków
2 ząbki czosnku-zmiażdżone
6 łyżek ciepłej wody
Duża szczypta, mielonej,  ostrej papryczki chilli
Sól
Świeżo mielony pieprz
2 łyżki oleju rzepakowego

Do podania:
 ryż, sałata


Siekam cebule w krążki. 
Do jednej miski dodaję sok z limonki, sos sojowy, cukier brązowy, doprawiam solą i pieprzem. Dodaję połowę porcji cebuli, mieszam i odstawiam.
W drugiej miseczce łączę masło orzechowe, posiekany imbir,zmiażdżony czosnek, ostrą papryczkę oraz wodę, dokładnie mieszam sos. 
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam mięso i smażę około 5 minut, następnie dodaję pozostałą cebulę, smażę razem 3 minuty. Teraz czas na dodanie sosu z masła orzechowego, zalewam nim zawartość patelni, zmniejszam moc palnika i podgrzewam 7-8 minut. 
Na talerze wykładam ryż i sałatkę. Na wierzchu układam mięso z sosem, podaję danie z marynowaną cebulką. 

sobota, 9 lipca 2022

Cytrynowy piegusek

 Zapraszam na niesamowicie proste ciasto, po prostu banalne w wykonaniu. Wystarczy dosłownie kilka składników, i mamy ciasto, które możemy zabrać na piknik, na plażę, zjeść je w ogródku, albo na tarasie. Generalnie w domu smakuje tak samo pysznie. Wybór miejsca konsumpcji zostawiam Wam. Jak widać na zdjęciu, to ciasto towarzyszyło mi podczas spaceru na moją ukochaną plażę. Było gorąco, ale na szczęście całkiem pusto. Szkoda, że prognozy na ten weekend, nie mówią o tak dużym cieple i nasłonecznieniu. Z tego co widzę, do połowy lipca upałów zabraknie. Może to i dobrze? Lżej będzie mi ogarnąć w ten weekend porządki w domu. Czeka na mnie mycie okien, które jest totalnie Syzyfową pracą= każdy posiadać kotów, wie o czym mówię. Te małe łapki i słodkie pyszczki, żyją w błogiej symbiozie z parapetem i z szybą. Kwadrans po umyciu, szyby mam znów brudne. Ale cóż, nie poddaję się. Muszę też ogarnąć stertę prasowania, bo pranie po urlopie skończone, ale prasowanie to taka bajka, która wymaga ode mnie maksimum skupienia i determinacji. Nie lubię i już. Chyba nudzi mnie po prostu stanie w jednej pozycji? W każdym razie ten weekend będzie pracująco-domowo. Ale może uda się mi wyrwać na jakąś małą wycieczkę? Jeżeli oczywiście pogoda pozwoli. A Was zapraszam na przepis i to pyszne ciasto. Leciutkie, makowe, mocno cytrynowe i naprawdę dziecinnie proste. To co, kto je piecze?






Składniki:

5 białek

10 łyżek maku

100 gramów erytrytolu

1 szklanka mleka

250 gramów mąki pszennej

1 łyżka proszku do pieczenia

1 cytryna

Szczypta soli

Dodatkowo:

Masło i bułka tarta do formy


Cytrynę parzę wrzątkiem, wyciskam sok, ścieram skórkę.

Białka powinny być schłodzone. Ubijam je z solą na pianę, następnie partiami dodaję erytrytol ( bądź drobny cukier), ubijam, aż drobinki cukru będą niewyczuwalne, teraz dodaję mak. 

Do masy przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia. Dodaję mleko, mieszam składniki delikatnie, przy mocy szpatułki. Na sam koniec dodaję sok i skórkę z cytryny, jeszcze raz delikatnie mieszam.

Keksówkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni, babkę piekę 40-45 minut, do suchego patyczka. 

Upieczonego pieguska możemy polukrować, albo posypać cukrem pudrem. 


czwartek, 7 lipca 2022

Elephant Club Gdańsk.

 Zapraszam na małą wycieczkę. Odrobinę kulinarną, no dobrze, całkiem kulinarną! Będziemy jeść na Długim Targu w Gdańsku, wiem, wiem, mówi się na nią Starówka, ale wierzcie mi, nie jest to Starówka. Chociaż nazwa się przyjęła. Ale wróćmy do tematu, spacer od Zielonej Bramy nad Motławę, to obowiązkowy element wizyty w Gdańsku. Po drodze mijamy piękny ratusz i oczywiście Fontannę Neptuna i teraz, jeżeli w okolicach fontanny złapie Was głód, wybieramy jedną z okolicznym knajpek. Dziś wybieram dla nas Elephant Club, przy samej fontannie. Łapiemy wolny stolik w ogródku i do dzieła. Menu w ręce i wybieramy, na co mamy ochotę. 




Jako, że pora była obiadowa, naszą uwagę zwróciły oczywiście dania główne. To co mi się podoba, to niezbyt duża karta. Nie lubię mieć do wyboru 40 dań, bo wiem, że nie wszystko jest wtedy na najwyższym poziomie. Po prostu nie da się mieć tego wszystkiego na bieżąco. Jeżeli w karcie mam 7-8 dań głównych, to wiem, że są to prawdziwe perełki. Ja wybrałam pierś z kurczaka z grilla, w dość pikantnej marynacie, do tego frytki, salsa mango i sałatka. Mąż wybrał zaś typowo angielskie danie, czyli fish and chips, z puree groszkowo-miętowym. Kusiła mnie jeszcze kaczka. Było jeszcze kilka rodzajów pizzy, które wyglądały naprawdę kusząco i apetycznie. Do picia kawa i czekoladowa herbata z chilii. Na przekór pogodzie! Aczkolwiek wieczorem może poszaleć z drinkami, jeżeli ktoś lubi oczywiście. 

Po niespełna 20 minutach dostajemy zamówione dania. Zaczynam od kurczaka. Jest soczysty, świetnie doprawiony, bardzo smaczny. Do tego cudowna salsa, słodka, z mocno wyrazistym smakiem mango. No i oczywiście bardzo dobre frytki. I chrupiące, i mięciutkie. Ryba zaskoczyła mnie rewelacyjną panierką, mocno piwną, niesamowicie chrupiącą i puszystą. Sam zaś dorsz, był soczysty i apetyczny. Ale moje serce skradło groszkowe puree. Po prostu bajeczne. Cudownie kremowe, z wyraźną nutą mięty. Przyznam szczerze, mogłabym jeść i jeść!


Jeżeli chodzi o wnętrze, to z okazji letniej pogody, byłam jedynie w ogródku, ale tutaj za główną dekorację robi nasz Długi Targ. Ceny, jak na lokalizację i jakość, są bardzo w porządku. Solidna obiadowa porcja waha się między 45 a 50 złotych. Na pewno wrócę do tej restauracji, wydaje mi się, że to świetne miejsce do spotkań z przyjaciółmi. 

Elephant Club, Gdańsk, Długi Targ 41-42

wtorek, 5 lipca 2022

Sałatka ze szpinaku i fety

 I koniec pierwszej części mojego urlopu, wczoraj wróciłam, a dziś do pracy. Muszę nadrobić zaległości, i powalczyć z czasem. Fajnie byłoby aby ten dzień minął błyskawicznie i bezproblemowo. Wczoraj. po powrocie musiałam ogarnąć dwie pralki prania i ogródek. Kwiatki zdecydowanie chciały pić. Musiałam też nadrobić tulaszki z kotem, który niemal tydzień spędził z moją siostrą. Ależ się stęskniłam za Franusią. Za Filemonkiem oczywiście też, ale Fifi to już koci nastolatek, nie lubi okazywać miłości publicznie. Jak już wszystko zostało nadrobione, nadszedł on. Pan głód! I co było robić, trzeba było z nim walczyć. Na pierwszy ogień poszła szybka sałatka. Z chrupiącą i świeżutką bagietką, smakowała świetnie. Lekka, ale niezwykle sycąca. Ciekawa w smaku, dzięki podkręceniu go ostrą papryczką chilli. Niby nic, taka sałatkowa klasyka, ale jaka pyszna. I jaka błyskawiczna. Świetnie pasuje na kolację, albo do grillowanych mięs czy ryb. Musicie ją zrobić w te ciepłe, letnie dni. A ja zmykam do pracy. Czy tylko ja mam wrażenie, że ten pierwszy dzień po urlopie ciągnie się i ciągnie?






Składniki:
250 gramów szpinaku Baby
100 gramów sera Feta
2 duże malinowe pomidory
3 garście słonecznika
1 papryczka chilli
2 łyżki oliwy z oliwek
Odrobina miodu
Sól
Pieprz


Szpinak przepłukuję, suszę. 
Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skórki, kroję w kostkę. 
Słonecznik prażę na suchej patelni. Fetę kroję w kosteczkę. Papryczkę kroję w krążki, można usunąć pestki. 
Oliwę łączę z miodem, solą i pieprzem. 
Wszystkie składniki sałatki przekładam do miski, polewam sosem, mieszam. Przed podaniem chłodzę. 

sobota, 2 lipca 2022

Placek ananasowy z orzechami

 Kiedy przychodzi weekend, to ja Was kuszę ciastem. W moim rodzinnym domu nie było tradycji weekendowego pieczenia. Moja mama świetnie gotuje, ale ciasta piekła głównie na Święta. Jakoś nie przepadała za niedzielnymi szarlotkami czy sernikami. Także posiłkowaliśmy się kupnymi ciastami. W moim domu sobotnie ciasto to już tradycja, być musi i koniec. Uwielbiam wymyślać co tam nowego mi się upiecze. Tym razem padło na wypiek z ananasem, z orzechową kruszonką. Mięciutkie ciasto i kusząco chrupiąca kruszonka. Świetny kontrast smaków i konsystencji. I miła odmiana od ciast z truskawkami i rabarbarem. Oczywiście nie mam ich dość, ale fajnie jest zaskoczyć rodzinkę nieco mniej oczekiwanym wypiekiem. Czyli w sezonie na czereśnie i orzechy, serwujemy ananasa. Który jednak kojarzy się nam z latem, odpoczynkiem i relaksem. I jest tak samo wakacyjny, egzotyczny i przenosi nas na rajskie plaże. To ciasto świetnie znosi upalne dni, genialnie smakuje na pikniku, umili każdą wycieczkę. Koniecznie je upieczcie. 





Składniki:

3 jajka

140 gramów masła

180 gramów mąki pszennej

80 gramów erytrytolu ( albo cukru)

3 łyżki budyniu śmietankowego

5 krążków ananasa

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Szczypta soli


Kruszonka :

60 gramów orzechów włoskich

3 łyżki brązowego cukru

3 łyżki masła

5 łyżek mąki pszennej


Dodatkowo- cukier puder


Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej. 

Piekarnik nagrzewam do 185 stopni. 

Ananasa kroję w kostkę. 

Dokładnie miksuję masło z erytrytolem ( albo cukrem), masa powinna być jasna. Następnie pojedynczo wbijam jajka i delikatnie miksuję. Do masy przesiewam mąkę z budyniem i proszkiem do pieczenia, dodaję sól. 

Formę do pieczenia wykładam papierem, wylewam ciasto. Na wierzchu układam kawałki ananasa, lekko wciskam je w ciasto. 

Orzechy miksuję na pył. Następnie zagniatam wszystkie składniki na luźną kruszonkę, posypuję wierzch ciasta. 

Placek piekę 45-50 minut, do suchego patyczka. Można posypać cukrem pudrem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...