Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

środa, 11 maja 2022

Jak smakują Pieniny?

Zapraszam Was na pyszną wycieczkę, jedziemy w Pieniny, gdzie spędziłam tegoroczną majówkę. Przyznam szczerze, nieco mnie zaskoczyła ( dość negatywnie) ilośc pizzerii i kebabowni. Lokalna kuchnia została wyparta przez włoskie placki, naleśnikarnie i restauracje, które serwują kuchnie świata.  Trochę brakuje mi lokalności! Na szczęście w naszym pensjonacie - Willa Jordanówka, bardzo ją polecam przy okazji, gotowała cudowna dziewczyna z Ukrainy. Była przeurocza i sama się pytała na co mamy ochotę. Mąż poprosił o barszcz ukraiński i placki ziemniaczane i dostał je w ilości nieprzyzwoitej wręcz. Ja skromnie poprosiłam by w dniu odjazdu, powtórzyły się wprost genialne racuszki drożdżowe. Przyznam szczerze, nigdzie i nigdy lepszych nie jadłam. I to nawet racuchy mojej babci, muszą oddać palmę pierwszeństwa, tym " jordanowskim". Były takie lekkie, puchate, niezbyt słodkie, z malinowym dżemem, popijane kawą, były po prostu rewelacyjne. Tak, do Jordanówki zdecydowanie warto zajrzeć i zamówić sobie pobyt. Nad samym Zalewem Czorsztyńskim, z widokiem na góry i pysznym jedzeniem. Muszę Wam się przyznać, ja bardzo nie lubię barszczu ukraińskiego, jako dziecko moja mama gotowała go bardzo często. Zdecydowanie zbyt często. Kieszenie spodni wypychałam warzywami z zupy. Wodę jakoś udawało mi się wylać do zlewu. Mamie zależało bym zjadała warzywa z zupy, ale one wydawały mi się koszmarem. Majówka odczarowała dla mnie barszcz ukraiński. Ten prawdziwy, leciutki, delikatny, aż prosił się o dokładkę. Pyszne były też pierożki z mięsem, zupa pomidorowa, krem z soczewicy i prawdziwie domowe mielone kotlety. 




Obok naszego pensjonatu znajdowała się Restauracja u Blondyna. Byliśmy tam trzy razy. Za pierwszym razem był to późny obiad, w dniu przyjazdu. Zamówiliśmy placki z gulaszem i devolaya z surówkami. Oraz napoje, które zostały zapomniane. Jako, że nie było piwa bezalkoholowego, pani uznała, że anuluje zamówienie, również na moją herbatę. Po półgodzinnym czekaniu i przypomnieniu o zamówieniu, dostaliśmy napoje. Po kolejnych 20 minutach dania główne. Placki były pyszne, jak i gulasz. Kotlet i surówki, rewelacja. Ale zamieszanie wśród kelnerek i tłumy gości, sprawiły, że  nie wróciłam tam na obiad. Następnego dnia wpadliśmy tam na wieczorną porcję sernika. Było pysznie i bardzo szybko podane, mimo, że w restauracji były dwie komunie. My byliśmy w ogródku, z widokiem na jezioro. Bajeczne widoki i pyszny sernik- co za cudo! Za trzecim razem znów wpadłam tam na deser, tym razem na szarlotkę na ciepło z lodami. I cóż, znów zagubiono zamówienie. Deser podano po 40 minutach czekania, dlatego też nie zrobił na mnie większego wrażenia. Kuchnia dobra, ale obsługa wydaje się być przypadkowa i zagubiona...






W Niedzicy wpadliśmy do Restauracji By Marco. Okazało się, około godziny 14 ciężko znaleźć coś na lekki lunch. W końcu znużeni usiedliśmy w ogródku tej knajpki. W menu jedna sałatka, pizza, kilka rodzajów makaronu i zupa. Miałam ochotę na rosół, ale go nie było. Mąż skusił się na kwaśnicę, ja wybrałam gnocchi w sosie pomidorowym. Mąż wyjątkowo chwalił zupę, która była solidna, odpowiednio kwaśna i intensywnie doprawiona. Moja porcja była spora, same kluseczki były smakowite. Sos również był bardzo dobry, ale całość psuł parmezan, który był kiepskiej jakości i po prostu bardzo nieładnie pachniał. Nie mogłam zjeść całej porcji, a aromat taniego sera, towarzyszył mi do wieczora. 





W Niedzicy znalazłam jednak lepszą knajpę. Muszę tutaj dodać, że w godzinie szczytu, znalezienie wolnego miejsca, to nie lada wyczyn. My trafiliśmy do hotelowej restauracji w kompleksie Lokis. Zjedliśmy na tarasie, skąd mieliśmy genialny widok na jezioro i zamki. Zamówiliśmy roladki wołowe z frytkami i surówkami. Coś źle zrozumiałam, bo wybrałam frytki,a  w zestawie były kluski śląskie. A przecież roladki dużo lepiej smakują z kluskami. Ale i tak cały obiad był wspaniały. Roladki wypełniał serowo-pieczarkowy farsz. Plusem dla mnie był fakt. że pan kelner zapytał się jakie surówki lubię i co chciałabym dostać. Ja wybrałam mizerię, mąż surówkę z kiszonej kapusty, każdy był zadowolony. To miejsce łączy pyszne jedzenie z pięknymi widokami-polecam. 







A na koniec kilka widoczków z podróży!
















32 komentarze:

  1. Muszą smakować naprawdę świetnie. Zdjecia tylko zachęcają do ich poznania oraz smakowania :)
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham pieniny i to ichniejsze jedzenie omom:) byłam tu kilka razy w różnych knajpach i za każdym razem nażarłam się do syta:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. można się najeść, to fakt!

      Usuń
    2. ale zależy od knajpy bo czasem jest drożej czasem taniej

      Usuń
  3. Cudownie. Dobre jedzonko i piękne widoki. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowna wycieczka :) pyszne jedzenie i przepiękne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Same pyszne dania i piękne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Potrawy wyglądają smacznie. Widoki też są piękne

    OdpowiedzUsuń
  7. Byliśmy, ale dobrych kilka lat temu. Potrzebna powtórka 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja majówkę spędziłam w Zakopanem ale odwiedziłam też zamek w Niedzicy. Nie miałam okazji pojeść w wymienionych przez Ciebie miejscach, choć jeden z moich towarzyszy szukał dania swojego życia. Może ten barszczyk i racuszki spełniłby jego wymagania :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie :) i jeszcze takie jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę,że to była iście kulinarna podróż - wcale Ci się nie zdiwię, że brakowało Ci tej kuchni regionalnej- myślę,że to ma niesamowicie duży urok. Co do barszczu ukraińskiego mam tak jak Ty- też za nim nie przepadam. Widać po zdjęciach,że majóweczka była udana :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jednak prawdziwy barszcz, wyjątkowo mi posmakował:)

      Usuń
  11. Piękne widoki i fajny zamek :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Rzeczywiście - pizza nie bardzo pasuje do Pienin, ale te widoki! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście - pizza nie bardzo pasuje do Pienin, ale te widoki! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale tam pięknie! Wstyd się przyznać, ale w Pieniach nigdy nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
  15. To musiała być naprawdę świetna majówka. Nigdy nie byłam w Pieninach :) Jedzonko prezentuje się smakowicie :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...