Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 30 maja 2022

Naleśnikowe roladki z łososiem

Weekend, ten czas był mi wyjątkowo potrzebny. Wolna niedziela, relaks i spokój. Szkoda tylko, że pogoda nie była tak piękna i majowa, jakbym chciała. Przed południem było chłodno i deszczowo, ale dzięki temu ustaliliśmy, że idziemy do kina. Bo to najlepsza opcja na zimny dzień. Wybraliśmy Fucking Bornholm, który szczerze polecam. A po filmie przyszedł czas na bardzo szybki obiad. Taki dosłownie w 20 minut, to nie był bowiem dzień długiego gotowania. To był dzień relaksu. I dzień naleśników. Tym razem z łososiem. Niby nic wielkiego, ot roladki naleśnikowe z serkiem i łososiem, ale takie proste rozwiązania, bywają najlepsze. Naleśniki są tak proste, że prościej nie można. I takie pyszne. Idealne na obiad, albo na lunch do pracy. Tak na szybko,  świetnie smakuje i na ciepło i na zimno. A jako, że popołudniu pogoda zmieniła się o 180 stopni i pojawiło się słońce, ruszyłam  na nadmorski spacer. To był dobry i tak pyszny dzień...


 


Składniki:

Naleśniki:

1  szklanka mąki pszennej

3/4 szklanki mleka

3/4 szklanki wody gazowanej

1 duże jajko

2 łyżki oleju

Sól


Farsz:

100 gramów wędzonego łososia

6 łyżek serka kremowego

2 garście posiekanego koperku

Sól

Pieprz



Z podanych składników miksuję gładkie ciasto na naleśniki, powinno mieć konsystencję gęstej śmietany, odkładam je na kwadrans. 

Rozgrzewam patelnię, smażę cienkie naleśniki. 

Na naleśnikach rozsmarowuję serek, układam kawałki łososia, całość posypuję solą i pieprzem, układam też koperek. 

piątek, 27 maja 2022

Ciasto cytrynowe z kokosem i białą czekoladą

 Piątek, to idealny czas by pomyśleć o weekendowym deserze. Co na ten najbliższy czas? Polecam bardzo proste i pyszne ciasto, cytrynowe z białą czekoladą. Bardzo proste, babkowate, ale mięciutkie. To wszystko dzięki nasączeniu ciasta cytrynowym syropem. Babka cytrynowa to takie proste i zwykłe ciasto. Pyszne, domowe, mi bardzo kojarzy się z babcią Stasią. Nie, nie piekła jej babcia, ale kupowała w pobliskiej cukierence, która nazywała się Maleńka. Ich babki były naprawdę pyszne. Babcia kupowała je w ciągu tygodnia, do popołudniowej herbatki, albo słabej kawy. Te babki były mocno lukrowane, i wyjątkowo pachniały, niemal cytrynowym gajem! Mój mąż  też uwielbia takie proste, cytrynowe babki. Ale, ale, lubimy zmiany. Dlatego też ta wersja babki wzbogacona jest wiórkami kokosowymi, oraz polewą z białek czekolady. Ciasto jest idealnie wyważone, ani zbyt słodkie, ani kwaśne. Umili każde popołudnie, jest naprawdę proste, ale dzięki kokosowi i czekoladzie, naprawdę pyszne i robiące wrażenie smakiem. To co, pieczemy je na weekend? Ja na szczęście mam zajęcie tylko w sobotę, więc niedzielę zamierzam spędzić  w plenerze. Obowiązkowo z dobrym ciastem!







Składniki:

Ciasto:

2 duże jajka

300 gramów mąki pszennej

4 łyżki wiórków kokosowych

Skórka z 2 cytryn

1 łyżka proszku do pieczenia

100 gramów masła

150 ml mleka

50 ml oleju

80 gramów brązowego cukru

1 łyżka bułki tartej

Masło do keksówki


Nasączenie:

Sok z 1 dużej cytryny

3 łyżki cukru pudru


Polewa:

8 kostek białej czekolady

1 łyżka masła

1 pełna łyżka wiórek kokosowych



Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni.

Roztapiam masło, dolewam olej i mleko, chwilę studzę. 

Ubijam jajka z cukrem na krem, dolewam maślano-mleczną mieszankę, dalej miksuję. Następnie dodaję mąkę, proszek do pieczenia i skórkę z cytryny, chwilę miksuję. Na sam koniec dodaję wiórki, mieszam łyżką. 

Keksówkę smaruję masłem, posypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Placek piekę 50-55 minut. 

Kiedy ciasto się piecze, szykuję syrop, mieszam sok z cytryny z cukrem. W ciepłym cieście robię dziurki drewnianym patyczkiem, polewam syropem. Zostawiam do wystudzenia. 

W garnuszku roztapiam czekoladę z masłem, polewą smaruję wierzch ciasta, posypuję wiórkami kokosa. 

środa, 25 maja 2022

Obiadowa sałatka z góralską nutą

 Pomysł na tę sałatkę wymusiło życie. Z gór przywiozłam cudownym, owczy ser. Obok naszego pensjonatu była cudowna bacówka, gdzie kupiłam pyszny ser. W domu zastanawiałam się co z niego zrobić, wymyśliłam obiadową sałatkę. Z serem i kurczakiem w pysznej panierce. Sałatka jest sycąca, i pełna smaków. Zdecydowanie przypomina mi górskie wakacje. Oczywiście największe znaczenie ma tutaj ser, ugrillowany na suchej patelni ma jeszcze głębszy i pełniejszy smak. Ja wybrałam ser biały, niewędzony. Kiedy go kupowałam był świeżutki, z najprawdziwszej bacówki. Zdaję sobie sprawę, że ciężko znaleźć taki ser w każdym zakątku Polski, ale warto szukać, jak najlepszego sera.  Ta sałatka ma ten plus, że możecie wykorzystać warzywa, jakie znajdziecie w lodówce- papryka, cukinia, bakłażan, a może cykoria? Wszystko będzie pasować. To takie trochę warzywne czyszczenie lodówki. Wiosenną porą takie sałatki na obiad, pasują idealnie. Są łatwe do zrobienia, dość lekkie i smakują zdecydowanie najlepiej! Dziś ma być słoneczny dzień, zamierzam wyruszyć po pracy na małą rowerową wycieczkę. Po takim obiedzie będę jechać z pewnością wiele, wiele kilometrów....





Składniki:

1 duża pierś z kurczaka

1 jajko

1/2 szklanki mleka

Niepełna szklanka mąki

Duża łyżeczka słodkiej papryki

Sól

Pieprz

Olej do smażenia

Sałatka:

6 garści mieszanki sałat

2 kromki chleba żytniego

1 łyżka masła

1 ząbek czosnku

1 pomidor malinowy

1 czerwona cebula

Pół dużego ogórka

150 gramów sera owczego 

2 łyżki suszonej żurawiny

Sos:

3 łyżki oliwy

2 łyżki łagodnej musztardy

1 łyżka miodu

Sól

Pieprz



Zaczynam od przygotowania kurczaka. Mięso rozbijam, kroję na 4 kotlety. Mięso solę, oprószam pieprzem i słodką papryką. Składniki panierki, miksuję na jednolitą masę, dokładnie obtaczam w niej kawałki kurczaka. 

Rozgrzewam olej i smażę kotlety po 5 minut z każdej strony. Zdejmuję z patelni, kroję na małe kawałki. Na tej samej patelni rozgrzewam łyżkę masła, wrzucam ząbek czosnku. Kroję chleb na małe kawałki, wrzucam na patelnię, podsmażam 2 -3 minuty na rumiano.

Żurawinę zalewam wrzątkiem, odstawiam na 5 minut. Odcedzam. 

Wszystkie składniki sosu mieszam w słoiczku.

Ser owczy kroję na półplastry, podgrzewam na suchej patelni grillowej przez 1,5 minuty z każdej strony. 

Warzywa myję, kroję na mniejsze kawałki. Na talerzach układam sałatę, następnie pomidory, cebulę i ogórka. Następnie kawałki kurczaka, posypuję całość grzankami i żurawiną, polewam sosem. 


poniedziałek, 23 maja 2022

Kalafior w cieście

 Kalafior, pyszne warzywo. Większość mojego życia jadłam go w formie gotowanej. Jako element obiadu, polany masłem i posypany bułeczką tartą, albo gotowany w zupie. Kilka lat temu odkryłam kalafior pieczony w sosie z masła orzechowego, robiłam go kilka razy i zawsze smakował. Ale to był chyba mój jedyny eksperyment. Teraz zaś zrobiłam kalafior w cieście! Coś zupełnie nowego. Koperkowe ciasto, chrupiący kalafior, jako dodatek pyszny sos czosnkowy i jajko sadzone. Majowa klasyka  w nowym wydaniu. Przygotowanie takiego kalafiora nie jest trudne, a mocno Was zaskoczy jego smak. Chrupiący kalafior, pyszny sos, coś zupełnie nowego. Myślę, że nawet jeżeli ktoś nie lubił kalafiora, to po tej odsłonie zmieni zdanie. Ja była zachwycona i będę go robić częściej. Takie proste danie, bez problemu przygotowałam podczas weekendowego maratonu naukowego. A dokładniej podczas przerwy, kiedy to miałam jedynie 35 minut na przygotowanie obiadu. Musiało być zarówno szybko, jak i pysznie. Tak by mieć energię na kolejne godziny wykładów i ćwiczeń. Jako, że mąż wybył na weekend, a dokładniej wybył do pracy, musiałam bazować na tym co mam w lodówce. Przez godziny zajęć, nie mogłam bowiem zrobić porządnych zakupów. Powiem Wam, że ten kalafior jest bezbłędny. Powtórzę go z pewnością, wiele, wiele razy. Po prostu kalafiorowa rewolucja!






Składniki:

Pół dużego kalafiora

1 szklanka mąki

Niepełna szklanka mleka

1 jajko

3 łyżki posiekanego koperku

Duża szczypta ostrej papryki

Sól

Świeżo mielony pieprz

3 łyżki oleju rzepakowego


Sos:

2 łyżki majoneu

2 łyżki jogurtu naturalnego

1 ząbek czosnku

Sól

Pieprz

Duża garść koperku


Kalafiora dzielę na różyczki, myję i gotuję na półtwardo- około 8 minut. Warzywo odcedzam i dokładnie osuszam. 

W miseczce roztrzepuję jajko, dolewam mleko, dodaję mąkę i wszystkie przyprawy, miksuję składniki na ciasto-będzie przypominało ciasto naleśnikowe. Ciasto dobrze jest schłodzić przez kwadrans w lodówce. 

W międzyczasie szykuje składniki sosu-wyciskam czosnek, dodaję do majonezu i jogurtu, mieszam z przyprawami. Chłodzę. 

Rozgrzewam olej, kalafiora panieruję w cieście, smażę na oleju do zezłocenia - około 3 minuty z każdej strony. 

Różyczki kalafiora podaję z sosem i sadzonym jajkiem. 


piątek, 20 maja 2022

Placuszki twarogowo-bananowe

 Cóż mogę Wam powiedzieć, będzie to dziwne, ale ja nie cieszę się na ten weekend. Nic a nic. A dlaczego? Bo mam zajęcia na uczelni od rana, do wieczora. Na szczęście weekendowa pogoda postanowiła dostosować się do mojego rozkładu zajęć i ma być deszczowo. Co nawet mnie cieszy, skorzysta ogród i moje kwiaty, a jednocześnie ja nie będę miała poczucia, że zamiast długich spacerów siedzę przed komputerem. Z racji tego, że zajęcia zaczynam o 8 rano, nie będę miała na długie celebrowanie śniadania. Za to będę uczyła się zarządzania ryzykiem i zachowań organizacyjnych. Brzmi fascynująco. Ach, już nie mogę się doczekać! Dlatego też jeszcze przed naukowym weekendem, przygotowałam sobie pyszne śniadanie w ogrodzie. Do pracy mogłam przyjść godzinkę później, skorzystałam więc z tej okazji i usmażyłam te pyszne placuszki. Lekkie, aromatyczne, mocno bananowe. Smakują jak chmurka, taka owocowa chmurka. Myślę,że  będą smakować zarówno dzieciom, jak i dorosłym smakoszom. Idealne na śniadanie, bądź podwieczorek. Gwarantuję Wam, że nie skończycie na jednym placuszku!





Składniki:

200 gramów twarogu śmietankowego ( polecam ze Strzałkowa)

2 banany

2 jajka

150 gramów mąki pszennej

Ekstrakt waniliowy

Szczypta cynamonu

Odrobina masła klarowanego

Do podania:

Banany, konfitura z czarnego bzu


Banany rozgniatam. Oddzielam białka od żółtek. Żółtka ukręcam razem z wanilią i cynamonem, dodaję twaróg i dokładnie mieszkam. Do masy dodaję mąkę i rozgniecione banany. Ubijam białka, delikatnie dodaję do masy. 

Rozgrzewam masło, smażę średniej wielkości placuszki, po 2,5 minuty z każdej strony.

Gotowe placuszki podaję z bananami i konfiturą.



środa, 18 maja 2022

Peruwiański rosół

Rosół, to najbardziej tradycyjna z tradycyjnych zup. Taka polska, swojska, domowa i taka niedzielna. Na wiejskiej kurze, z makaronem i obowiązkową natką pietruszki. A teraz mała zmiana, nasz rosół zawiera ryż, seler naciowy i kolendrę. Czyli zapraszam na rosół wprost z Peru. Jak smakuje tan wersja rosołu? Jest nieco inna, chociaż baza jest taka sama, czyli dobrej jakości mięso drobiowe, to jednak smak zmienia dodatek selera naciowego, tymianku i kolendry. Ta zupa to zdecydowanie danie jednogarnkowe, w składzie jest i ryż i są ziemniaki, podaje się ją z mięsem, więc to naprawdę cały obiad, w jednej miseczce. Taki obiad bardzo syci, dodaje energii i co najważniejsze, jest dość prosty. Największą pracą, jest pokrojenie warzyw w kostkę, całą resztę zajmie się na nasza kuchenka i czas. Oczywiście bardzo ważne jest to, żeby kurczak, na którym gotujemy zupę, był jak najlepszej jakości. Ja użyłam tutaj wiejskiej kury, która daje niesamowitą bazę dla zupy i stanowi o całym smaku zupy. Zupa jest niesamowicie wręcz aromatyczna i bardzo sycąca. Warto odbyć taką kulinarną podróż i wypróbować rosół po peruwiańsku!





Składniki:
1 kura rosołowa ( najlepiej wiejska)
3 marchewki
3 laski selera naciowego
4-5 średnich ziemniaki
1 czerwona cebula
200gramów ryżu
1 pęczek kolendry
3 garście kukurydzy z puszki
3 listki laurowe
2 łyżki suszonego tymianku
Kawałek ostrej papryczki
1 ząbek czosnku
Sól
Pieprz
10 szklanek wody



Zaczynam od przygotowania mięsa.Dzielę na części- udka, skrzydła i korpus, piersi zostawiam do innego dania. Wkładam mieso do dużego garnka, zalewam zimną wodą, gotuję 10 minut, wodę wylewam, zalewam 10 szklankami wody. Dodaję pęczek kolendry, listki laurowe i tymianek, gotuję na małym ogniu przez 75 minut. W międzyczasie myję warzywa, kroję marchewkę w półplasterki, ziemniaki w kostkę, a seler w krążki. Do wywaru dodaję obraną czerwoną cebulę, marchewkę i seler, gotuję 30 minut. 
Z zupy wyjmuję mięso, oddzielam je od kości i wrzucam z powrotem. 
Po tym czasie do zupy dodaję papryczkę chilli,czosnek i ziemniaki, solę i doprawiam pieprzem, gotuję 10 minut, a następnie dodaję ryż. Zupę gotuję przez 20 minut, na sam koniec dodaję kukurydzę i podgrzewam przez kilka minut. 
Zupę rozlewam do talerzy, warto posypać zupę dodatkową porcją kolendry. 


poniedziałek, 16 maja 2022

Puchate rogaliki drożdżowe

 I jak Wasz weekend minął? Mój był naprawdę majowy, pełen przyjacielskich spotkań w ogrodzie. Uwielbiam ten czas kiedy wszystko kwitnie, a ja mogę rozkoszować się leniwym popołudniem. W sobotę wybraliśmy się z przyjaciółmi na długi, długi spacer. Szliśmy bardzo powoli, bo przyjaciele od dwóch tygodni są posiadaczami psiaka, malutkiego Flokiego, który jest taki ciekawski, że co chwilę stawał zafascynowany kolejną trawką, papierkiem czy kwiatkiem. Wiedziałam, że spacer będzie długi i dlatego solidnie się przygotowałam, zabrałam ze sobą całe pudełko rogalików. Drożdżowych, puchatych, mięciutkich z jabłkowym nadzieniem. Rogaliki nie są zbyt słodkie, dlatego są idealne na drugie śniadanie. A już w ogóle są najlepsze, jeżeli chodzi o długie spacery. Szybko dodają sił, i cudownie integrują uczestników wycieczki. Błyskawicznie zniknęły, a to chyba najlepsza rekomendacja. Uwielbiam takie drożdżowe wypieki, praca z ciastem drożdżowym to dla mnie wspaniała zabawa. Uwielbiam ten zapach, jaki roznosi się podczas pieczenia. Tak pachnie dom.... Łapcie przepis i od razu zróbcie podwójną porcję, bo rogaliki znikają raz i dwa. Są naprawdę idealne, a najlepiej smakują na łonie natury, w gronie przyjaciół. 






Składniki:

2 duże jajka

15 łyżek marmolady jabłkowej

20 dg drożdży

450 gramów mąki pszennej

300 ml mleka

100 gramów masła

4 łyżki cukru pudru

Szczypta soli

Cukier puder do posypania rogalików





Drożdże rozcieram z łyżką mąki, cukru i mleka. W odstawiam w ciepłe miejsce na kwadrans.

Oddzielam białka od żółtek.

Roztapiam masło, dolewam mleko ( zostawiam 2 łyżki)

Do dużej miski przesiewam mąkę, dodaję cukier, sól, rozczyn, żółtka oraz maślaną masę. Dokładnie wyrabiam gładkie ciasto, nie może kleić się do rąk, powinno dać się bez problemu uformować w kulę. Przykrywam ciasto ściereczką, i zostawiam na godzinę w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości. 

Kiedy ciasto wyrośnie, dzielę je na 3 części, wałkuję na koło, które dzielę na 8 części. Na każdym trójkącie ciasta wykładam pół łyżki marmolady, zwijam  rogaliki. 

Rozgrzewam piekarnik do 185 stopni.

Rogaliki przekładam na blachę do pieczenia, na kwadrans. Białka mieszam z mlekiem, smaruję rogaliki mieszanką. Rogaliki piekę 23-25 minut, do zarumienienia. Lekko ostudzone posypuję cukrem pudrem. 


piątek, 13 maja 2022

Leniwe zupełnie inaczej

Jak leniwe to tylko na słodko. Tak było jeszcze do niedawna. Jak leniwe, to obowiązkowo roztopione masełko, cukier i cynamon. I nic więcej. To był dla mnie idealny piątkowy obiad, kiedy wracałam ze szkoły i czułam charakterystyczną woń podsmażonego masełka, wiedziałam, że będą leniwe. Kochałam je jako dziecko, i lubię dziś. Mój mąż ma do nich neutralny stosunek, on chyba po prostu nie lubi obiadów na słodko. Godzi się jedynie na naleśniki z jabłkami, jako odstępstwo od tej reguły. W każdym razie kiedy naszła mnie ochota na leniwe, mąż powiedział- a może zrobimy je inaczej? Inaczej, czyli jak? Zaczęłam dumać nad tym tematem, postanowiłam więc przygotować leniwe, po mojemu, z koperkiem, podsmażone, z dodatkiem pysznej, chrupiącej szalotki. Nieco się bałam, czy posmakuje to mężowi. Zaczęłam szykować obiad, ugotowałam pierożki, a potem je podsmażyłam na masełku. Na drugiej patelni smażyła się cebulka. Danie podane, zjedzone w ogrodzie. I wiecie co? Moje obawy okazały się płonne, mąż zjadł i zażyczył sobie dokładkę. Coś czuję, że ta wersja leniwych pierożków, na stałe zagości w naszym domku. Łapcie przepis, i gotujcie!




Składniki:

250 gramów twarogu

1 duże jajko

100 gramów mąki pszennej

1 duża łyżka posiekanego koperku

Sól

Pieprz

2 łyżki klarowanego masła


6 szalotek

2 łyżki mąki

Sól

Pieprz

2 łyżki klarowanego masła


Szalotkę obieram, kroję na ćwiartki, panieruję  w mące, doprawiam solą i pieprzem. Rozgrzewam masło, smażę szalotki na złoto, mniej więcej 4 minuty.

Rozgniatam twaróg, dodaję jajko, mąkę, koperek, sól i pieprz. Zagniatam gładkie ciasto. Formuję z niego 3 wałeczki, kroję ukośnie kluski- jak kopytka. Zagotowuję wodę, solę. Wrzucam kluski na wrzątek i gotuję 2-3 minuty. Dobrze je odcedzam. 

Roztapiam masło, podsmażam pierożki leniwe 2 -3 minuty, do lekkiego zezłocenia. Podają razem z szalotkami.

środa, 11 maja 2022

Jak smakują Pieniny?

Zapraszam Was na pyszną wycieczkę, jedziemy w Pieniny, gdzie spędziłam tegoroczną majówkę. Przyznam szczerze, nieco mnie zaskoczyła ( dość negatywnie) ilośc pizzerii i kebabowni. Lokalna kuchnia została wyparta przez włoskie placki, naleśnikarnie i restauracje, które serwują kuchnie świata.  Trochę brakuje mi lokalności! Na szczęście w naszym pensjonacie - Willa Jordanówka, bardzo ją polecam przy okazji, gotowała cudowna dziewczyna z Ukrainy. Była przeurocza i sama się pytała na co mamy ochotę. Mąż poprosił o barszcz ukraiński i placki ziemniaczane i dostał je w ilości nieprzyzwoitej wręcz. Ja skromnie poprosiłam by w dniu odjazdu, powtórzyły się wprost genialne racuszki drożdżowe. Przyznam szczerze, nigdzie i nigdy lepszych nie jadłam. I to nawet racuchy mojej babci, muszą oddać palmę pierwszeństwa, tym " jordanowskim". Były takie lekkie, puchate, niezbyt słodkie, z malinowym dżemem, popijane kawą, były po prostu rewelacyjne. Tak, do Jordanówki zdecydowanie warto zajrzeć i zamówić sobie pobyt. Nad samym Zalewem Czorsztyńskim, z widokiem na góry i pysznym jedzeniem. Muszę Wam się przyznać, ja bardzo nie lubię barszczu ukraińskiego, jako dziecko moja mama gotowała go bardzo często. Zdecydowanie zbyt często. Kieszenie spodni wypychałam warzywami z zupy. Wodę jakoś udawało mi się wylać do zlewu. Mamie zależało bym zjadała warzywa z zupy, ale one wydawały mi się koszmarem. Majówka odczarowała dla mnie barszcz ukraiński. Ten prawdziwy, leciutki, delikatny, aż prosił się o dokładkę. Pyszne były też pierożki z mięsem, zupa pomidorowa, krem z soczewicy i prawdziwie domowe mielone kotlety. 




Obok naszego pensjonatu znajdowała się Restauracja u Blondyna. Byliśmy tam trzy razy. Za pierwszym razem był to późny obiad, w dniu przyjazdu. Zamówiliśmy placki z gulaszem i devolaya z surówkami. Oraz napoje, które zostały zapomniane. Jako, że nie było piwa bezalkoholowego, pani uznała, że anuluje zamówienie, również na moją herbatę. Po półgodzinnym czekaniu i przypomnieniu o zamówieniu, dostaliśmy napoje. Po kolejnych 20 minutach dania główne. Placki były pyszne, jak i gulasz. Kotlet i surówki, rewelacja. Ale zamieszanie wśród kelnerek i tłumy gości, sprawiły, że  nie wróciłam tam na obiad. Następnego dnia wpadliśmy tam na wieczorną porcję sernika. Było pysznie i bardzo szybko podane, mimo, że w restauracji były dwie komunie. My byliśmy w ogródku, z widokiem na jezioro. Bajeczne widoki i pyszny sernik- co za cudo! Za trzecim razem znów wpadłam tam na deser, tym razem na szarlotkę na ciepło z lodami. I cóż, znów zagubiono zamówienie. Deser podano po 40 minutach czekania, dlatego też nie zrobił na mnie większego wrażenia. Kuchnia dobra, ale obsługa wydaje się być przypadkowa i zagubiona...






W Niedzicy wpadliśmy do Restauracji By Marco. Okazało się, około godziny 14 ciężko znaleźć coś na lekki lunch. W końcu znużeni usiedliśmy w ogródku tej knajpki. W menu jedna sałatka, pizza, kilka rodzajów makaronu i zupa. Miałam ochotę na rosół, ale go nie było. Mąż skusił się na kwaśnicę, ja wybrałam gnocchi w sosie pomidorowym. Mąż wyjątkowo chwalił zupę, która była solidna, odpowiednio kwaśna i intensywnie doprawiona. Moja porcja była spora, same kluseczki były smakowite. Sos również był bardzo dobry, ale całość psuł parmezan, który był kiepskiej jakości i po prostu bardzo nieładnie pachniał. Nie mogłam zjeść całej porcji, a aromat taniego sera, towarzyszył mi do wieczora. 





W Niedzicy znalazłam jednak lepszą knajpę. Muszę tutaj dodać, że w godzinie szczytu, znalezienie wolnego miejsca, to nie lada wyczyn. My trafiliśmy do hotelowej restauracji w kompleksie Lokis. Zjedliśmy na tarasie, skąd mieliśmy genialny widok na jezioro i zamki. Zamówiliśmy roladki wołowe z frytkami i surówkami. Coś źle zrozumiałam, bo wybrałam frytki,a  w zestawie były kluski śląskie. A przecież roladki dużo lepiej smakują z kluskami. Ale i tak cały obiad był wspaniały. Roladki wypełniał serowo-pieczarkowy farsz. Plusem dla mnie był fakt. że pan kelner zapytał się jakie surówki lubię i co chciałabym dostać. Ja wybrałam mizerię, mąż surówkę z kiszonej kapusty, każdy był zadowolony. To miejsce łączy pyszne jedzenie z pięknymi widokami-polecam. 







A na koniec kilka widoczków z podróży!
















poniedziałek, 9 maja 2022

Zupa jarzynowa z Tortellini

Zupa to idealne danie dla zabieganych. Robi się ją łatwo i szybko, no może nie tak szybko, ale za to naszej pracy nie jest zbyt wiele, więc cała produkcja nie zajmuje zbyt wiele wiele czasu. Dla mnie w zupie najważniejsze jest to, że to danie jednogarnkowe. Staram się zawsze by dodatki do zupy, były sycące i stanowiły pożywny obiad. Dlatego też do zupy jarzynowej, dodałam pierożki tortellini. Dużo warzyw, sycące pierożki. To zestaw na długi dzień, kiedy po powrocie  z pracy, talerz takiej zupy, potrafi uratować życie. To mój pomysł na ten nowy tydzień, solidny garnek zupy, który uratuje w pracowity dzień. Mam wrażenie, że w pracy czekali ze wszystkim na mnie. I zasypali mnie obowiązkami. Dlatego też ważne jest dla mnie to, by wrócić do domu i po prostu odgrzać zupę. Duży garnek spokojnie starcza na cztery duże porcje obiadowe, czyli u mnie na dwa dni. A przyznam się Wam, w maju wolę spacerować, niż długo gotować w ciągu tygodnia. Chodzę i czekam, aż zakwitnie bez. W weekend starałam się naspacerować na zapas, ale i tak mam duży niedosyt. 



Składniki:

1 opakowanie pierożków Tortellini ( u mnie serowe)

2 marchewki

3 ziemniaki

1 por

Kawałek selera

1 duża pietruszka

kilkanaście brukselek

2 garście mrożonego groszku

1 cebula

3 łyżki koperku

Pół kalafiora

2 łyżki masła

2 łyżki mąki pszennej

3 listki laurowe

6 ziarenek ziela angielskiego

Sól

Pieprz

2 litry bulionu


Dokładnie myję warzywa. Marchewkę i pietruszkę obieram, kroję w półplasterki. Por kroję w krążki. Kalafiora dzielę na różyczki. Ziemniaki kroję w kosteczkę, cebulę siekam w malutką kosteczkę. 

Do garnka wlewam bulion, dodaję ziele angielskie i listki laurowe, gotuję do zagotowania, następnie wrzucam warzywa-poza groszkiem, gotuję 25 minut, dodaję groszek, gotuję 3 minuty, doprawiam solą i pieprzem, dodaję pierożki tortellini, gotuję 15 minut na małym ogniu. 

Na patelni rozpuszczam masło, dodaję mąkę, robię jasną zasmażkę, dodaję do zupy, intensywnie mieszam,  dodaję posiekany koperek, chwilę razem gotuję. Przelewam  zupę do miseczek. Podaję z koperkiem. 

czwartek, 5 maja 2022

Smażony ryż z jajkiem

 Wszystko co dobre szybko się kończy, skończyła się i majówka! Czas wrócić do codzienności, czyli witaj praco, witajcie obowiązki. Nie jest to wcale takie łatwe, bo głowa wciąż w górach. Ale ciało zdecydowanie już na miejscu, i ciało chce jeść. Ale co zjeść, kiedy w lodówce po urlopie pustki, a rodzinka domaga się obiadu? Wtedy wchodzi on, ryż smażony z jajkiem. Danie proste, smaczne i wyjątkowo pożywne. Złożone z bardzo prostych składników, tak naprawdę podstawą jest ryż i jajka. Obowiązkowo występuje też szczypiorek, z nim nie mam nigdy problemu, bo po prostu rośnie w ogródku. Reszta warzyw to czysta improwizacja, czyli co akurat zalega w lodówce. To danie nadaje się cudownie na akcję pod tytułem- wyczyszczę lodówkę. Nic się nie zmarnuje. Mój mąż lubi posypać je dodatkowo serem, dla mnie jest to już zbędne, względnie opcjonalne. Co kto lubi. Najważniejsze, że to danie robi się tak szybko, że zostanie bez problemu sporo czasu na rozpakowanie walizek i wstawienie prania. Danie najlepiej wychodzi z ryżem, który ugotujemy poprzedniego dnia. Wtedy jest najlepszy! A ja wracam do pracy, jak dobrze, że ten tydzień pracy to tylko dwa dni!



Składniki na dwie porcje:

200 gramów ryżu ( u mnie Basmati)

3 jajka

1 pęczek szczypiorku

1 duża marchewka

1 czerwona papryka

Kawałek pora

1 czerwona cebula

1 duży ząbek czosnku

1 pełna łyżka oleju rzepakowego

1 pełna łyżka sosu sojowego

Duża szczypta ostrej papryki

Pół łyżeczki słodkiej papryki

Pół łyżeczki mielonego imbiru

Sól

Świeżo mielony pieprz



Ryż najlepiej ugotować dzień wcześniej. 

Siekam drobno czosnek i cebulę. Marchewkę kroję w paski przy pomocy obieraczki do warzyw. Paprykę kroję w paski, a pora w krążki. Szczypiorek siekam bardzo drobno.

Rozgrzewam olej na patelni ( można też użyć woka), podsmażam czosnek z cebulką przez minutę, dodaję por i paprykę, smażę kolejną minutę. Teraz dodaję marchewkę, podsmażam warzywa przez 1,5 minuty. 

W miseczce rozbijam jajka, dodaję połowę porcji szczypiorku, doprawiam solą i pieprzem. 

Na patelnię wsypuję ryż, dodaję sos sojowy i wszystkie przyprawy, podsmażam przez 2 minuty, następnie zbieram warzywa i ryż na brzeg patelni. Na środku smażę jajka ze szczypiorkiem przez minutkę, następnie mieszam je z ryżem. Całość podgrzewam przez kolejną minutę, ciągle mieszając. 

Danie przekładam do miseczek, posypuję szczypiorkiem. 

poniedziałek, 2 maja 2022

Makaron z imbirowym sosem

 W majówkowy czas nie każdy ma ochotę na długie stanie w kuchni. Zresztą umówmy się, kiedy mamy chwilę wolnego, to zdecydowanie lepiej jest wykorzystać ten czas  na długie spacerowanie. Jeżeli dopisze pogoda, to po lesie, parku, czy nad morzem. A w chwili deszczu idealnie byłoby ruszyć do muzeum, a może do kina? Ja dzisiejszy post piszę z dalekiej wycieczki. Wybraliśmy góry, w zasadzie to dość oczywisty kierunek naszej podróży, jako, że mieszkamy nad morzem, tak naprawdę to nad samym morzem, bo do tego morza, mam chwilkę spacerkiem, to jakoś tak ciągnie nas do gór! Nie jestem najbardziej zapalonym na świecie piechurem, ale wycieczki i zdobycie szczytu, nawet tego skromnego, daje mi olbrzymią satysfakcję. Góry, to też jedyne miejsce, gdzie nie łapie mnie lęk wysokości! To naprawdę fascynujące, podejść do okna na 4 piętrze? Niemożliwe. Wejście na szczyt? Nie ma problemu. W każdym razie dzielę się przepisem na wyjątkowo prosty makaron, który zrobiłam przed naszym wyjazdem. To był dzień pakowania, i nas i kota. Tak, zabraliśmy ze sobą ukochaną Franusię. Mąż dodatkowo kładł ( w końcu) listwy przypodłogowe. A ja, po pracy, pakowałam niezbędne rzeczy, piekłam ciasteczka na drogę i szykowałam obiad. Miało być prosto i smacznie. Pomysł? Widziałam go w jakimś kulinarnym programie, makaron z imbirem i szczypiorkiem. Bardzo azjatycko i ekstremalnie prosto. W sam raz na bardzo zabiegany, albo i bardzo leniwy dzień. Jeżeli lubicie azjatyckie smaki to będzie dla Was danie idealne. 






Składniki: 

150 gramów makaronu spaghetti ( u mnie jajeczny)

8 cm kawałka imbiru

1 duży pęczek szczypiorku z cebulkami

4 łyżki ciemnego  sosu sojowego

1 ząbek czosnku

Sól

Pieprz-pół łyżeczki

3 łyżki oleju rzepakowego



Gotuję makaron al dente, w lekko osolonej wodzie.

Imbir obieram, kroję w cienkie paseczki. Wyciskam czosnek. Szczypiorek razem z cebulkami myję, i bardzo drobno siekam. 

Rozgrzewam olej, podsmażam na nim imbir-2 minuty, często mieszam. Następnie dodaję czosnek i podsmażam minutę, teraz czas na dodanie większości szczypiorku, podsmażam zawartość patelni przez 2 minuty, dodaję sos sojowy i pieprz, mieszam. 

Odcedzam makaron-zostawiam łyżkę wody z gotowania, wrzucam na patelnię z wodą, podgrzewam przez kilkanaście sekund, aż makaron oblepi się sosem. Przekładam do miseczek, posypuję pozostałym szczypiorkiem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...