Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

środa, 28 września 2022

Naleśniki z twarogiem i malinami

 Dziś kuszę Was naleśnikami z malinami i twarożkiem. Takie naleśniki to moje comfort food. Coś co najlepiej poprawia mi humor i otula niczym kocyk. Naleśniki, to wyjątkowo domowe danie, czy jest ktoś komu nie przypominają dzieciństwa? Jak sięgam pamięcią, to nie znam nikogo takiego. Dziś robię najczęściej naleśniki budyniowe, są wyjątkowo delikatne i mają cudowny aromat. To mój hit, jeżeli chodzi o naleśniki w słodkiej wersji. Ze słodkich nadzień, najbardziej lubię to z twarogu. Uwielbiam ten smak, jest chyba najbardziej domowy z domowych nadzień. U mnie w domu słodkie naleśniki, zawsze odsmaża się potem na masełku. Okazało się, że ten sposób był nieznany dla mojego męża. Teraz? Teraz, to on nie widzi innego sposobu na naleśniki. I ja się z tego cieszę. Ostatnio miałam kiepski dzień, przytłoczyły mnie pocovidowe bóle całego ciała. Co mnie uratowało? Oczywiście naleśniki. Tym razem twarożkowe nadzienie, wzbogaciłam malinami, które rosną w moim ogródku. Są słodko-kwaśne i  świetnie uzupełniły smak twarożku.  Skutecznie odciągnęły uwagę od przykrych dolegliwości i mam wrażenie otuliły mnie kołderką. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale moim zdaniem jedzenie ma naprawdę magiczną moc. I potrafi skutecznie poprawić samopoczucie. No dobrze, a Wy co jecie, kiedy jest Wam źle?




Składniki:

Naleśniki:

2 jajka

250 ml mleka80 

300 ml wody mineralnej ( najlepiej gazowanej)

80 gramów budyniu waniliowego ( 2 paczki)

150 gramów mąki pszennej

2 łyżki oleju


Nadzienie:

350 gramów twarogu ( u mnie śmietankowy ze Strzałkowa)

1 duże jajko

Kubeczek malin

1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią

2-3 łyżki klarowanego


Miksuję mleko z jajkami i wodą mineralną na gładką masę. Delikatnie dodaję mąkę i proszek budyniowy, chwilkę miksuję. Na sam koniec dodaję olej, raz jeszcze miksuję. Ciasto odstawiam na minimum kwadrans. Smażę cienkie naleśniki, mi wyszło 15 sztuk. 

Jajko lekko roztrzepuję, dodaję cukier i twaróg, ucieram na jednolitą masę. Maliny płuczę, 3/4 dodaję do masy twarożkowej. 

Naleśniki smaruję farszem, zwijam. Rozgrzewam masło, podsmażam naleśniki do zarumienienia. Resztę malin rozgniatam i podaję z naleśnikami. 

poniedziałek, 26 września 2022

Karkówka w sosie pieczarkowym

 Chyba powoli wracam do żywych. Odpukać w dużą ilość niemalowanego! Jest duża szansa, że najgorsze już za mną. Został kaszel i zmęczenie. Ale od czego ma się w domu męża? Robi zakupy, sprząta, i nawet ugotuje kaszę i zrobi surówkę z marchewki. Po czasie jedzenia zupy, zapragnęłam czegoś nieco bardziej konkretnego. W zamrażarce miałam karkówkę, którą przerobiłam na pyszne, duszone kotleciki w sosie pieczarkowym. Bardzo smaczne i naprawdę proste w przygotowaniu. Mi wyjątkowo pomogło to, że mąż kupił już pokrojone pieczarki, kotletciki też miałam już pokrojone, nic tylko przygotować sos. Gęsty, mocno pieczarkowy, cudownie aromatyczny. Jako, że wciąż mam katar, to takie wyraziste i mocno aromatyczne dania, idealnie mi pasują. Pięknie pachą, apetycznie wyglądają i aż się same proszą o zjedzenie. To bardzo sycące i smaczne danie. I na weekend, i na dobry tydzień. Niech ten tydzień będzie dużo, dużo zdrowszy. I pełen dobrej energii i siły. Ta siła mi się przyda!




Składniki:

4 kotlety z karkówki bez kości

300 gramów pieczarek

1 cebula

2 ząbki czosnku

2 liście laurowe

4 ziela angielskie

1 łyżeczka majeranku

1 łyżeczka słodkiej papryki

1 łyżeczka mielonego czosnku

2 łyżki oleju

2 łyżki mąki

200 ml bulionu

1 pełna łyżka masła

Sól

Świeżo mielony pieprz


W zamykanym naczyniu łączę olej, sól, pieprz, majeranek, suszony czosnek i słodką paprykę, mieszam, przekładam kotlety. Naczynie zamykam, kilka razy potrząsam, odkładam na minimum 2 godziny. 

Pieczarki oczyszczam, kroję w plasterki. Siekam drobno czosnek i cebulkę. Rozgrzewam masło, smażę czosnek z cebulą przez 2 minuty, dorzucam pieczarki, podsmażam 7-8 minut. Zdejmuję z patelni. 

Rozgrzewam patelnię, podsmażam kotlety przez 1,5 minuty z każdej strony, przekładam je do garnka. Kotlety zalewam bulionem, dodaję liście laurowe i ziela angielskie, dodaję pieczarki. Danie duszę godzinę, na małym ogniu. Z sosu odlewam 4 łyżki płynu, łączę z mąką, delikatnie dodaję do sosu, mieszam i chwilę podgrzewam. Doprawiam solą i pieprzem. 

Duszoną karkówkę podają z ulubioną kaszą i surówką z marchewki. 

piątek, 23 września 2022

Białoruska zupa ziemniaczana

 Eh, miałam zupełnie inne plany na ten tydzień. I co? Wyszło, jak wyszło. Pamiętam, jak w niedzielny wieczór, wracając z mężem do domu, powiedziałam - wiesz jak mi się nie chce jutro iść do pracy? Uważajcie co mówicie. Bo licho nie śpi, tylko czuwa i dokładnie nas słucha. Wróciłam do domu i cóż, zaczęła mnie lekko boleć głowa, i gardło. Przy czym objawy narastały niesamowicie gwałtownie i to w takiej sile, jakiej nigdy nie miałam. Ból gardła był tak okropny, jak przy żadnej anginie, do której to mam wybitne skłonności. Po nieprzespanej nocy- żadne tabletki na ból gardła nie pomagały, a ssałam różne rodzaje na zmianę całą noc, poczułam niesamowite zimno. Przykryłam się dwiema kołdrami i było mi mało. Poprosiłam męża o termometr, a tam proszę, 38,8 stopni. No cóż, jako, że wyjątkowo rzadko mam gorączkę, postanowiłam zrobić sobie test na koronowirusa, i bach, pozytywny jak miło. Byłam nieco zaskoczona tempem choroby, bo nawet grypa, którą przeżyłam 4 lata wstecz, aż tak szybko mnie nie ścięła z nóg. Nie mogłam czytać książek, ba, zażądałam wyłączenia radia, bo wyjątkowo męczył mnie każdy dźwięk. Musicie wiedzieć, że ja i gorączka, to okropny duet. Mąż ochoczo zabrał się za produkcję domowego rosołu, poszło mu świetnie, zupa wyszła świetnie. Jedliśmy go trzy dni, a jak się skończył, mi zachciało się kolejnej zupy. Bo jakoś tak zupy w chorobie smakują najlepiej. Moja zupa musiała być daniem jednogarnkowym, pożywnym, bogatym w białko i warzywa. Zupa jest niesamowicie smaczna, a dodatkowo zaskakująco prosta. I wyjątkowo sycąca, klopsiki, ziemniaczki i makaron, typu lane kluski. Czyli coś co szybko i  pozytywnie nasyci. Ta zupa naprawdę dodała mi sił. Pamiętajcie by dodać dużą ilość natki pietruszki, to skarbnica witaminy C. Polecam Wam tę zupę, doda Wam zdrowia i szybko rozgrzeje. 





Składniki:

450 gramów ziemniaków

2 marchewki

1 cebula

1 korzeń pietruszki

1 pełna łyżka masła

2 liście laurowe

4 ziela angielskie

1 czubata łyżka suszonej włoszczyzny

Sól

Pieprz

3 garście posiekanej natki pietruszki

6 szklanek wody

150 gramów makaronu typu lane kluski

Klopsiki

400 gramów  mięsa mielonego u mnie wieprzowo-wołowe

1 mała cebula

2 ząbki czosnku

1 jajko

4 łyżki bułki tartej

Słodka papryka- łyżeczka

Sól

Pieprz


Obieram ziemniaki, pietruszkę i marchewkę. Ziemniaki kroję w drobną kostkę, marchewkę i pietruszkę w półplasterki, obieram cebulę i kroję ją w piórka. Rozgrzewam masło, podsmażam cebulę z marchewką i pietruszką przez 5 -6 minut. 

Do wody wkładam ziemniaki, dodaję ziele angielskie i liście laurowe, zagotowuję. Dodaję warzywa  z patelni, i doprawiam całość solą i pieprzem, dodaję suszoną włoszczyznę. Gotuję warzywa przez 15 minut na średnim ogniu. 

W międzyczasie szykuję klopsiki. Drobno siekam, albo miksuję w malakserze czosnek i cebulę, dodaję do mięsa. Do masy dodaję jajko, bułkę tartą i przyprawy. Wyrabiam masę i formuje małe klopsiki. Gotowe klopsiki wkładam do zupy i gotuję je 10 minut, dodaję natkę pietruszki, doprawiam solą i pieprzem. 

Teraz dodaję makaron, gotuję całość 5 minut. 

Zupę podaję gorącą, z dużą porcją natki pietruszki.

środa, 21 września 2022

Biała lokomotywa w Nowej Rudzie. Czy to kultowa kawiarnia?

Kiedy szykowałam się do urlopu, szukałam nie tylko atrakcji, ale i ciekawych miejsc, gdzie można dobrze zjeść. I od razu w oko wpadła mi pozytywna recenzja Białej Lokomotywy. Jest to kawiarnia w Nowej Rudzie. To miasto jest przeurocze i znajdowało się tylko 20 minut drogi od naszej bazy. Nie mogłam ominąć kawiarni, która nie ma menu, a kawowe pomysły powstają na bieżąco. Są one tworzone pod danego gościa, po krótkiej rozmowie kelnerzy wiedzą co komu przygotują. Goście są więc zaskakiwani. Ale czy tylko pozytywnie? Zapraszam Was na wizytę w tym oryginalnym miejscu. 
Z racji pięknej pogody, mogliśmy skorzystać z ogródka. Sam lokal nie jest zbyt duży, więc w zimną porę roku, nie ma tam za dużo miejsca. Za to latem jest magicznie. W zasadzie w każdy dzień, kiedy pogoda pozwala usiąść na zewnątrz, naprawdę warto z tego skorzystać. Tarasowy ogródek, bogaty  w kwiaty, to zaciszne miejsce, w środku miasta.



 
Miła pani zadała nam kilka pytań, tylko kilka, i już wiedziała, co będzie dla nas najlepsze! Jako, że mój mąż miał ochotę na solidną porcją kawy, koniecznie niesłodkiej, i bez mleka, została mu zaproponowana kawa macerowana 48 godzin w zimnej wodzie, ożywiana wrzątkiem, zaparzona z suszonymi jabłkami, z dodatkiem szafranu. Ja zaś nie wiem, co to kawa bez mleka, lubię jej raczej łagodny smak. Dostałam więc kawę z mlekiem owsianym, z nutą białej czekolady i odrobiną gorzkiej czekolady. Jako, że marzyły nam się desery, dostaliśmy też szarlotkę z lodami, oraz fondant czekoladowy, z wiśniami i lodami o smaku gorzkiej czekolady. 
No cóż, to była prawdziwa rozpusta i eksplozja smaków! Szarlotka smakowała domowo, typowo babcinym ciastem, świetnie komponowała się z mocną i wyrazistą kawą, której smak podkręcały suszone jabłka. Mój deser był deserem, dla fanów czekolady. I to takich po wielokroć. Słodkie ciasto, genialne lody o smaku naprawdę gorzkiej czekolady i gorące wiśnie. Pewnie jakbym wiedziała, że mój deser będzie tak czekoladowy, to poprosiłabym o mocną i gorzką kawę. Ale sama zaznaczyłam, że uwielbiam słodycze! Moja kawa była przepyszna, bardzo kawiarniana i deserowa. Idealna na miłe popołudnie. Mąż zachwycił się swoją kawą, niesamowicie intensywną i wyrazistą. Z pysznym, lekkim aromatem jabłka. Po prostu rewelacja!
Zarówno obsługa, jak i czas podania na wielki plus. Wszyscy byli zainteresowani gośćmi i ich potrzebami. Ceny? Za dwa desery i dwie kawy, zapłaciliśmy 90 złotych. Ale było zdecydowanie warto!


Nowa Ruda, Podjazdowa  6 




 

poniedziałek, 19 września 2022

Schabowe z marchewką i serem. Przepyszne.

 Schabowe, kto ich nie lubi? Tradycyjne kotlety, to smak dzieciństwa. Bardzo lubię te tradycyjne, swojskie i domowe. Ale czasem szukam odmiany, a uwierzcie mi, niewiele trzeba, by małą zmianą, zmienić cały smak schabowych. To taka tradycja z twistem! Najważniejsze jest to by dobrze przygotować mięso, czyli nie można pominąć marynowania go w mleku i cebuli. Wiem, że może nie brzmi to jakoś szczególnie apetycznie, ale musicie mi zaufać. Ja już nie robię schabowych inaczej, niż jak moczonych w tej mieszance. Mięso jest soczyste i niesamowicie delikatne. Smaży się dużo krócej, a smakuje po prostu rewelacyjnie. Ten patent podpatrzyłam w początkowych sezonach Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler. I moim zdaniem, odmienia on zwykłe kotlety. A moje kotlety odmienia dodatkowo kołderka z marchewki i sera. Niby niewielka zmiana, a mamy zupełnie inne kotlety. Jestem pewna, że będą smakować Waszej rodzince, i to nie tylko podczas weekendu, ale podczas tygodnia. Jako, że pogoda nas nie rozpieszcza, to taki solidny obiad, prosto z piekarnika, będzie jak znalazł. Znajdźcie dla niego miejsce, w tygodniowym menu. 





Składniki na 4 porcje:

4 kotlety schabowe bez kości

300 ml mleka

1 cebula

Sól

Pieprz

2 marchewki

1 mała cebula

1 łyżka przyprawy curry

Sól

1 pełna łyżka klarowanego masła

1 łyżka smalcu

1 jajko

3 łyżki mąki pszennej

3 łyżki bułki tartej

2 czubate łyżki tartego sera ( najlepiej mozzarella)


Siekam dość grubo cebulę, kotlety przekładam do zamykanego pojemnika, dodaję cebulę, zalewam mlekiem, doprawiam mięso solą i pieprzem. Odkładam na minimum dwie godziny do lodówki. 

Marchewki obieram, ścieram na tarce, cebulę kroję w piórka. Rozgrzewam masło, smażę cebulę 2 minuty, dodaję marchewkę, doprawiam solą i przyprawą curry. Smażę 5 minut. 

Kotlety wyjmuję z marynaty. Rozbijam jajko, rozgrzewam smalec. Kolety panieruję kolejno- w jajku, mące i bułce tartej. Smażę kotlety przez 2,5 minuty z każdej strony, przekładam kotlety na blachę do pieczenia. 

Rozgrzewam piekarnik do 190 stopni.

Na kotletach układam marchewkę, posypuję serem. Kotlety zapiekam przez 10 minut. Podaję je z puree i surówką z marchewki.


piątek, 16 września 2022

Torcik Księżnej Daisy

 Podczas urlopu odwiedziłam Zamek Książ. To przepiękne i pełne tajemnic miejsce, które każdy powinien zobaczyć. Mi w końcu się udało, zwiedziłam tajemnicze podziemne tunele, cudowną palmiarnię i jeszcze piękniejszy, niż w wyobrażeniach zamek. Byłam niesamowicie oczarowana i pochłonięta zwiedzaniem. Nieco mniejszy zachwyt czuł mój mąż, który to nie lubi zwiedzać zgodnie z kierunkiem zwiedzania, i to jeszcze ze słuchawkami na uszach. Zdecydowanie lepiej się poczuł, podczas zwiedzania tarasów. Przestrzeń, zieleń i wolność, od audioprzewodnika. Aby  pokrzepić się przed wizytą w palmiarni, wybraliśmy się do kawiarni, która mieści się zarówno na zamku, jak i na pięknych tarasach, Jako, że pogoda dopisała, nie było innej opcji, siadamy w cudownych tarasach. Moje szczęście dopełniła różana herbata i torcik Księżnej Daisy. Kiedy go zamawiałam, miła pani, powiedziała, że akurat się skończył i nie widać go w ladzie, ale za moment będzie dostawa i mogę do zamówić. Zamówiłam, pełna niepewności. Ja przecież nie lubię tortów, a tym bardziej torcików niespodzianek! Ale kiedy dostaliśmy zielone cudo na talerzykach, po prostu zabrakło mi tchu! To było coś przepięknego. A w smaku? Poezja! Wyobrażałam sobie Księżną Daisy, jak zajada się tym ciastem, i popija je różaną herbatką. Wszystko oczywiście dzieje się w pięknych tarasowych ogrodach. Ach, odczucia były niesamowite. Zielone ciasto, malinowa wkładka, chrupiący kokosowy akcent, i lekki śmietankowy krem.Ciasto, chociaż jest tortem, nie jest ciężkie. Nie jest też przesadnie słodkie, acz cudownie wyważone. Kiedy mój mąż chciał zamawiać kolejny kawałek, musiałam mu obiecać, że jak tylko wrócimy do domu, odtworzę ten smak. Zrobiłam ten tort, pamiętając smaki i zapachy. To moja wersja torciku Księżnej Daisy, zróbcie ten torcik na ten jesienny już weekend. Poczujecie się jak podczas urlopu, jak podczas zwiedzania zamku. Zapraszam, częstujcie się!





Składniki:

Ciasto:

4 jajka

2 szklanki mąki pszennej 

1/3 szklanki oleju

100 gramów erytrytolu

Paczka mrożonego szpinaku ( 450 gramów)

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

Poncz:

3 łyżki wody

2 łyżki soku z cytryny

Żelka malinowa:

500 gramów świeżych malin

2 łyżki żelatyny

5-6 łyżek erytrytolu

100 ml zimnej wody


Krem:

400 ml śmietany 30 %

250 gramów serka mascarpone

12 pralinek Rafaello

1 paczka usztywniacza do śmietany


Dodatkowo:

maliny do dekoracji


Mrożony szpinak, przekładam na sitko i  przelewam wrzątkiem. Następnie przekładam do kielicha blendera i miksuję na jednolity mus. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni.

W dużej misce miksuję jajka z erytrytolem ( można użyć cukru), masa powinna 3-krotnie zwiększyć objętość i mieć niemal biały kolor. Dodaję wanilię i partiami olej, dalej ubijam, dodaję też mus szpinakowy i miksuję. Następnie dodaję partiami mąkę  z proszkiem do pieczenia, miksuję do połączenia się składników. 

Tortownicę wykładam papierem, wylewam ciasto i piekę je 45-50 minut, do suchego patyczka. Ciasto studzę. 

Kiedy ciasto się piecze szykuję żelkę malinową. Owoce przepłukuję na sitku, rozgniatam je tłuczkiem do ziemniaków  z erytrytolem. Żelatynę zalewam zimną wodą i odstawiam na 10 minut, do napęcznienia. Następnie miseczkę z żelatyną podgrzewam w mikrofalówce przez 45 sekund, masa nie może się zagotować. Do masy malinowej, dodaję żelatynę, dokładnie mieszam. Dno tortownicy wykładam folią spożywczą, wykładam masę malinową, wyrównuję. Chłodzę w lodówce, przez godzinę. 

Przestudzony biszkopt szpinakowy, przekrajam na dwie części. Z wierzchniej części ucinam wierzch i go kruszę na okruchy. 

Szykuję poncz i nasączam nim dolny płat ciasta. 

Śmietankę ubijam na sztywno, pod koniec dodaję usztywniacz do śmietany. Kiedy masa jest dobrze ubita, dodaję serek mascarpone, miksuję przez chwilę. Kruszę pralinki kokosowe i dodaję do masy. 

Dolny blat ciasta wkładam do tortownicy, układam na nim połowę masy śmietankowej z pralnikami, wyrównuję. Teraz czas na żelkę, wykładam ją na krem - do góry nogami, tak aby na wierzchu była folia, zdejmuję ją i przykrywam żelkę kolejnym blatem ciasta. Wierzch ciasta smaruję pozostałym kremem, posypuję okruchami i dekoruję malinami. 

Tort chłodzę minimum dwie godziny przed podaniem. Najlepiej się kroi po nocy spędzonej w lodówce. 


środa, 14 września 2022

Smaki Ołomuńca

 Wracam ponownie do mojej ostatniej podróży. Tym razem zabieram Was do Ołomuńca, pięknego miasta, leżącego 2 godziny  drogi od granicy z Polską. To miasto ma przepiękną Starówkę i mnóstwo zieleni, która aż prosi się o odpoczynek w jej cieniu. Pogoda tego dnia była kapryśna, raz słońce, raz chłodniej. Dobrze, że nie padało! Po podróży udaliśmy się na coś ciepłego do picia. Nasz wybór padł na uroczą kawiarenkę Cafe La Fee,  czyli Prowansję w sercu Ołomuńca. Kawiarnia ma magiczny wręcz ogródek, który musicie odwiedzić i zanurzyć w jego pięknie. Jest natrojowo i tak relaksująco, że ciężko wyjść! W tej kawiarni zjecie śniadanie, spałaszujecie ciacho, i wypijecie różne napoje. My wybraliśmy Flat White i napar imbirowo-miętowy z miodem. Ten napar genialnie rozgrzewa, coś czuję, że to będzie mój jesienno-zimowy hit. Aż zamrożę moją ogródkową miętę, by móc robić sobie taki napar. Solidna porcja prostej przyjemności. Nieco żałowałam, że byłam solidnie najedzona po śniadaniu, bo zjadłabym jakieś pyszności z karty. A tak pozostało nam poprzestać na napojach, aczkolwiek wiem jedno, wrócę tam kiedyś na apetyczne makaroniki i tosty francuskie!




Podczas długiego spaceru, posililiśmy się pysznymi trydelnikami.  Mocno cynamonowe, gorące i pachnące, umilały mi drogę po Ogrodzie Botanicznym. Jako, że spacer był wyjątkowo długi,  zaczęliśmy szukać miejsca na obiad. Co ciekawe, w mieście pełno jest knajp azjatyckim i hinduskich. Dużo burgerów, kuchni greckiej czy włoskiej. Tradycyjny czeski gulasz, jest chyba mniej popularny, ale znaleźliśmy przyjemną knajpkę, dzięki opiniom w internecie. Sama bym pewnie do niej nie zaszła, bo jest niby na Rynku, ale jednak odrobinkę w bok. Lokal jest usytuowany w zabytkowej kamienicy, ale wewnątrz jest naprawdę nowocześnie. Obsługa od razu wskazuje wolny stolik, a musicie wiedzieć, że nie było ich zbyt dużo, tych wolnych. W porze obiadowej bywa tłoczno! Zdecydowaliśmy się na typowe dania dla kuchni czeskiej. Był więc  wołowy gulasz z knedliczkami oraz pieczona karkówka ze szpinakiem i czymś a la kopytka. Ku mojemu zdziwieniu, nie minęło pięć minut, a obiad pojawił się na stole. Gulasz był lekko pikantny, z wyraźnym piwnym akcentem. Knedliczki były genialne, a ich ilość po prostu przytłoczyła, nawet mój wielki apetyt! Jeżeli mam się do czegoś przyczepić, to pokroiłabym wołowinę na mniejsze kawałki, mięso było pyszne, ale momentami zbyt twarde. Co do karkówki, to była w punkt. Szpinak był naprawdę smaczny, a kopytka oryginalne i pyszne. Co ciekawe, w zeszłym roku też byłam w Czechach i ceny nie wzrosły. Za dwa dania główne, jedną kawę, herbatę i bezalkoholowe piwo, zapłaciliśmy 100 zł i 40 groszy. Najedliśmy się tak, że nie było już mowy o kolacji! Serdecznie polecam, osobiście uwielbiam solidny gulasz z knedlikami, a ten był naprawdę smakowity.









poniedziałek, 12 września 2022

Pulchne, owsiano-jogurtowe pankejki z owocami

 Witam się z Wami w nowym tygodniu i z domowych pieleszy. Nasz wyjazd w weekend dobiegł końca, co z jednej strony nieco mnie smuci, a z drugiej nic a nic nie smuci. W końcu domu czekał na nas stęskniony ( wiem, że nie, ale się łudzę) kociak, oraz moja kuchnia. Uwielbiam gotowanie, tak samo, jak schodzenie na śniadanie, które ktoś już mi przygotował. W naszym hotelu mieliśmy pyszne bufety śniadaniowe, ale wiecie czego mi brakowało? Słodkości porannych w postaci placków czy naleśników. Były owoce, murzynek i dżemy. Raz podano pyszne gofry. Jajecznica była wybitna, ale brakowało mi porannych placuchów! Dlatego zaraz po powrocie zrobiłam puszyste pankejki! Bez obaw, bez cukru, za to z wartościową mąką owsianą. Placki są puchate, mięciutkie i takie pyszne. Do tego z pysznymi owocami. To wspaniałe śniadanie, które śmiało możecie zabrać z sobą do lunchboxa, albo dać dzieciom na drugie śniadanie. I to bez żadnych wyrzutów sumienia. To co? Gotowi na nowy tydzień? Mam nadzieję,że dzisiejszy poniedziałek w pracy, będzie dla mnie łaskawy i spokojny! I tego Wam życzę!



Składniki:

2 jajka

200 gramów mąki owsianej

50 gramów mąki pszennej

100 gramów jogurtu naturalnego

150  ml mleka

2 łyżki roztopionego masła

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Szczypta soli

Ekstrakt waniliowy

Dodatkowo: 

Ćwierć melona

1 duża brzoskwinia

1 banan

2 łyżki miodu




Owoce myję, kroję na kawałki, polewa miodem i chłodzę. 
Wszystkie mokre składniki- mleko, jajka, masło, wanilię i jogurt dokładnie miksuję. Do masy dodaję mąkę, sól i proszek do pieczenia, miksuję przez moment, tylko do połączenia składników. Odstawiam na pół godziny. 
Rozgrzewam patelnię do naleśników. Smażę placuszki. Podaję z  owocami i miodem. 

sobota, 10 września 2022

Smaki Gór Sowich. Srebrna Góra

 Wróciłam z mojego wrześniowego urlopu, w tym roku odwiedziłam cudowne i zupełnie mi nieznane Sudety i okolice. Miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Było przepięknie. Góry czyli Sudety, są chyba mniej znane, mniej zatłoczone, a oferują tak wiele. Począwszy od widoków i miejsc do wędrówek, po dziesiątki tajemni. Dodatkowo to rejon zachwycających zamków i pałaców i setek zabytków do zwiedzenia. Pełno to twierdz, podziemnych schronów i kopalni. Ten rejon jest naprawdę magiczny i ma ogrom rzeczy do zaoferowania. Również kulinarnie. To co? Sprawdzamy co można zjeść?

Naszą bazą była Srebrna Góra, piękna, mała miejscowość, będąca idealną bazą wypadową do okolicznych atrakcji. Jako, że miasteczko jest naprawdę malutkie, nie ma tutaj zbyt wiele miejsc by zjeść. W sezonie wakacyjnym jest kilka lokali, gdzie można zjeść, maszerując na Twierdzę.  Ale jest perełka, a dokładnie to Górska Perła. Wyjątkowo niepozorny lokal, któremu warto dać szansę. Tak, nie jest to miejsce, które dostałoby 5 gwiazdek za styl, ale to szczere, uczciwe i pyszne miejsce, Takie miejsce, gdzie za syty obiad dla dwóch osób, z napojami zapłaciliśmy niewiele ponad 50 złotych. Wszystko podane dość szybko, po niespełna kwadransie zajadaliśmy danie główne. Placki były wprost idealne, takie jakie robi moja babcia. Bez mąki, niesamowicie wręcz chrupiące, i co ważne, nie były one nic a nic tłuste. Po prostu placki idealne. Drugim wybranym przez nas daniem, był gulasz i kluski śląskie z surówkami. Świetne kluski, bardzo udany gulasz i świeżutkie surówki. Po prostu obiad, jak domowy! Oczywiście wróciliśmy, mąż wyjątkowo chwalił pstrąga i pałaszował go dwa razy, ja zaś mogę polecić schabowego, dokładnie jak u mamy! I wielki plus za zupkę pomidorową, niezabielaną śmietaną, to lubię. Wracałam na nią aż trzy razy. Tak samo urzekły mnie ruskie pierożki, babcine, domowe, bardzo uczciwe. 











Dom Pod Twierdzą. To tutaj spaliśmy, budynek jest częścią Twierdzy, to dawne koszary, zdecydowanie czuć tutaj ducha przeszłości, w końcu te mury mają ponad 300 lat. Śniadania bardzo nam smakowały, najbardziej gofry i idealna jajecznica. Ale wpadaliśmy tam również na obiad. Podobało mi się to, że wracam zmęczona, z kolejnej wycieczki i schodzę  w klapeczkach na dół i już  mogę zajadać. Karta jest mała, bazuje na daniach, które są pewniakami. Mamy trzy rodzaje kotletów schabowych, dwa rodzaje piersi z kurczaka, placki ziemniaczane, pierogi, czy sałatki. Są również dwa rodzaje makaronów, czy polędwiczki w sosie grzybowym. Testowaliśmy cztery dania i zdecydowanie najlepszy był makaron z sosem szpinakowym. Danie proste, a pełne smaku. Niesamowicie kremowe i sycące. Pyszny był również schabowy z kością, ja wybrałam do niego kluski śląskie  i surówki. Samo mięso było idealnie usmażone i pokryte pyszną panierką. Smakowita była również polędwiczka w sosie grzybowym. Grillowana pierś z kurczaka była niesamowicie soczysta, choć odrobinkę zbyt pieprzna w naszym odczuciu. Dania były podane apetyczne, choć na swój obiad trzeba nieco poczekać, bo wszystko jest robione na bieżąco. Polecam to miejsce, zarówno jako hotel, jak i jako miejsce na obiad, podczas wizyty w Twierdzy Srebrna Góra, albo w okolicy. Myślę, że zarówno wnętrze, jak i smaki, będą Wam odpowiadać. 





Górska Perła, Kolejowa 6, Srebrna Góra

Dom pod Twierdzą, Górne Miasto 1C, Srebrna Góra

czwartek, 8 września 2022

Szakszuka z fetą

 Witam się śniadaniowo. Dziś będę Was kusić przepisem na szakszukę. Podstawowy przepis jest naprawdę łatwy, a smak świetny. Ale, co byście powiedzieli by dodać fetę do znanego przepisu? I już mamy nowe danie! Banalnie proste, a jakie smakowite śniadanie. Ale nie tylko śniadanko, może to być również obiad, albo kolacja. Wybór pozostawiam Wam. Nieważne kiedy będziecie ją jeść, będzie Wam smakować. Tradycyjny smak podkręca słona i wyrazista feta. To naprawdę pyszne i wyjątkowo sycące śniadanie. Do tego bardzo proste i szybkie w wykonaniu. Oczywiście, najlepiej smakuje ze świeżym pieczywem. Przetestowałam je w górskich okolicznościach, ma się po nim siłę by bez problemu wdrapać się na górę i ładnie z niej zejść. A potem jeszcze urządzić sobie solidny spacer. 23 tysiące kroków na liczniku i zero zmęczenia. Mówcie co chcecie, jak dla mnie tak działa magia śniadania. Solidnego, pełnego białka i dobrej energii. To co? Robicie w weekend szakszukę  i ruszacie na wycieczkę?






Składniki:

4 jajka

3 pomidory

80 gramów sera Feta

2 ząbki czosnku

1 cebula

Duża garść posiekanej kolendry, albo pietruszki

1 łyżka oliwy

Kawałek ostrej papryczki

Kmin rzymski-pół łyżeczki

Słodka papryka- łyżeczka

Sól

Pieprz



Pomidory parzę wrzątkiem i obieram ze skórki. Kroję drobno czosnek i cebulkę. Fetę kroję w dużą kostkę, a papryczkę drobniutkie paski. 

Rozgrzewam oliwę na patelni. Podsmażam czosnek z cebulą przez 2 minuty, następnie dodaję pomidory, wszystkie przyprawy i papryczkę chilli, duszę warzywa 6-7 minut. 

Teraz czas wbić jajka, danie posypuje kawałkami fety doprawiam ją  pieprzem, przykrywam pokrywką i duszę 5-6 minut. Szakszukę podaję z kolendrą i świeżym pieczywem. 

poniedziałek, 5 września 2022

Zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym

 Dziś zapraszam Was na pyszny obiad! Serwuję Wam zapiekankę ziemniaczaną z mięsem mielonym. Danie syte, ale niezbyt ciężkie. Na nadchodzącą jesień będzie idealne. Do tego, co najlepsze, świetnie się je odgrzewa, i warto zrobić więcej tej pysznej zapiekanki. Muszę przyznać, że smakuje odrobinę podobnie do lazanii. Taka polska, swojska wersja z ziemniakami. Powiem Wam szczerze, to pyszne danie, które chce się jeść i jeść. Nawet kilogramami! No dobrze, może nieco przesadzam, ale naprawdę byłam zaskoczona tym smakiem. Z ciekawostek, to danie powstało z okazji czyszczenia lodówki. Przed wyjazdem chciałam wyjeść nadmiar warzyw, czyli paprykę, seler naciowy i ziemniaki. Miałam też nadmiar sera i zapomniany kubeczek śmietanki kremówki, która miała dwa dni do końca daty ważności. W zamrażarce szukałam zaś miejsca na maliny, które u teściowej zaczęły dojrzewać jak na zawołanie. Musiałam więc wyjąć mięso. I tak oto, z kompletnego przypadku, powstało wspaniałe danie. Wydaje się nieco pracochłonne, ale zdecydowanie takie nie jest. Ziemniaki możecie śmiało ugotować dzień wcześniej, skraca to czas przygotowania zapiekanki. Mam nadzieję, że przepis przypadnie Wam do gustu i już dziś przygotujecie tę zapiekankę. 


 





Składniki na 4-5 porcji obiadowych:

Baza:

1 kg ziemniaków

2 łyżki przyprawy do ziemniaków

Nadzienie:

0,5 kg mięsa mielonego z szynki

1 papryka

4 laski selera naciowego

3 ząbki czosnku

2 pełne łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżka oleju

1 łyżka słodkiej papryki

1 łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczka suszonej bazylii

1 łyżeczka suszonego oregano

Sól

Pieprz

Sos:

1 jajko

250 ml śmietanki 36 %

100 gramów tartego sera żółtego

1 szczypta mielonej gałki muszkatołowej

Sól

Pieprz


Ziemniaki obieram i gotuję 15 minut. Kroję w plasterki. 

Czosnek kroję w  plasterki. Paprykę w grubsza kostkę, a selera w półplasterki.

Rozgrzewam olej na patelni, podsmażam czosnek razem z selerem przez 2 minuty, dodaję mięso. Mięso doprawiam wszystkimi przyprawami, smażę aż mięso zmieni kolor, dodaję wtedy paprykę i smażę 3 minuty, wtedy też dodaję koncentrat, mieszam i odstawiam na bok. 

Do miski wlewam śmietankę, wbijam jajko i dokładnie mieszam, dodaję ser, sól,pieprz i gałkę. Łączę składniki delikatnie mieszając. 

Piekarnik rozgrzewam do 190 stopni.

Formę do pieczenia wykładam papierem ( można użyć również naczynia do zapiekania). Układam na dnie warstwę ziemniaków i posypuję je obficie przyprawą, wykładam całe mięsne nadzienie i przykrywam pozostałymi ziemniakami. Danie polewam sosem. Zapiekankę piekę 25 minut, aż ser się ładnie zezłoci. 

Podaję od razu po przygotowaniu. 

Zapiekankę można śmiało odgrzewać następnego dnia. 

czwartek, 1 września 2022

Babeczki makowo-cytrynowe

 I mamy wrzesień. Jako dziecko, w szkolnych czasach, 1 września oznaczał koniec lata, koniec wakacji i powrót do codziennej rutyny. Oj, bywało ciężko! W czasach studenckich, wakacje trwały do października, ale nie wiem czemu, wraz z 1 września, czułam, że minęło lato. A teraz? Tak samo czuję koniec lata, wraz z początkiem sierpnia. Chociaż jutro jadę na swój urlop, to mam dziwne wrażenie, że będzie to już jesień. W każdym razie, aby osłodzić sobie i Wam, ten czas, przygotowałam babeczki. Najlepsze babeczki makowo-cytrynowe. Co je wyróżnia? Cudowna konsystencja i niesamowity smak. Te babeczki wyszły po prostu przepyszne. A wszystko dzięki temu, że zostawiłam ciasto na 40 minut w spokoju. Proszek do pieczenia zrobił swoje, babeczki wyszły niezwykle puszyste, idealnie wyrośnięte i genialne w smaku. Mogą być zarówno świetnym deserem, jak i pysznym drugim śniadaniem. W sam raz na początek szkoły. Ja na pewno wezmę je z sobą w podróż, w końcu przede mną 7 godzin jazdy autem. Zróbcie je już dziś, są banalnie proste i z pewnością, chętnie pomogą przy ich pieczeniu najmłodsi. Oczywiście, jeżeli nie macie małych uczniów w domu, też je upieczcie. Aby umilić sobie początek września. Zapewniam, na jednej babeczce się nie skończy. Coś czuję, że to  będzie Was ulubiony przepis na makowe babeczki, z wyraźną, cytrynową nutą. 

To co kto je piecze? Ja tymczasem będę dziś myśleć, jak spakować się na tydzień, w jedną małą torbę?





Składniki:

1 duże jajko, albo 2 małe

100 gramów jogurtu greckiego

200 ml mleka

80 ml oleju rzepakowego

300 gramów mąki pszennej

6 łyżek maku

10 łyżek erytrytolu

1 duża cytryna

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Lukier:

4 łyżki cukru pudru

3 łyżki soku z cytryny


Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej. 

Cytrynę parzę wrzątkiem, ścieram skórkę, wyciskam sok. 

Do miski przekładam mleko, olej, sok z cytryny, jajko i jogurt, mieszam. Do płynnych składników dodaję erytrytol ( albo cukier), mąkę, proszek do pieczenia, skórkę z cytryny i mak. Mieszam przez chwilę szpatułką, tylko do połączenia się składników. Zostawiam ciasto na 40 minut. 

Rozgrzewam piekarnik do 185 stopni, napełniam foremki do babeczek do 3/4 wysokości. Piekę babeczki 8-10 minut w 185 stopniach, następnie zmniejszam temperaturę do 170  stopni i dopiekam kolejne 8-10 minut. 

Kiedy babeczki się studzą, ucieram lukier, polewam nimi babeczki. 


poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Kurczak z ryżem. Aromatyczna marynata jogurtowa

 Witam Was w nowym tygodniu. Będzie to zakręcony czas, bo w piątek zaczynam urlop. Czas ostro wziąć się do pracy, i przygotować firmę na moją nieobecność. Kiedyś nie zwracałam większej uwagi na urlop. Ot, brałam 5 dni i jechałam na kilka dni. Teraz zdecydowanie bardziej doceniam wartość urlopu, zmienienia otoczenia i  oderwania się od codzienności. Tym razem znów jadę w góry. Rok temu był Bieszczady, czyli wschód. W tym roku Pieniny, czyli Środek. Teraz zachód i Sudety. No tak, ludzie morza na urlopy najchętniej jadą w odwrotnym do morza kierunku. Nie mogę się doczekać. A jak na złość, te ostatnie dni przed urlopem ciągną się niczym makaron. No dobrze, czemu ja wspominam o makaronie, kiedy tak naprawdę chcę zaprosić na danie z ryżem? Tego nie umiem wytłumaczyć, wracam więc do przepisu. A ten przepis naprawdę warto wypróbować. Danie jest proste i zasadniczo składa się z czterech głównych składników. Reszta to przyprawy, ale nie oszukujmy się, to one tworzą to danie. Bez curry, kuminu, imbiru czy goździków, to danie byłoby banalne i nijakie. A wychodzi nam niesamowicie aromatyczna potrawa, która przenosi nas w azjatyckie rejony. Kurczak marynowany w jogurcie jest niesamowicie delikatny i miękki. A dzięki przyprawom, zyskuje nowy wymiar smaku. Koniecznie ruszcie w kulinarną podróż i zróbcie to danie.






Składniki:

0,5 kg mięsa  z udka kurczaka ( bez skóry i kości)

250 gramów jogurt greckiego

1 czubata łyżka przyprawy curry

1 łyżeczka słodkiej papryki

1 płaska łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczka mielonego kuminu

1 płaska łyżeczka mielonych goździków

1 łyżeczka mielonego imbiru

Sól

Pieprz


Dodatkowo:

250 gramów ryżu Basmati

1 cebula

2 ząbki czosnku

4 listki laurowe

Kawałek ostrej papryczki-posiekany

2 garście kolendry

1 łyżka cukru

200 ml wody

1 łyżka oleju





Mięso kroję w kostkę, średniej wielkości. 

W zamykanym pojemniku, łączę  jogurt ze wszystkimi przyprawami, wkładam mięso, dokładnie mieszam, odstawiam do lodówki na minimum 3 godziny,a  najlepiej na noc. 

Gotuję ryż, powinien być al dente- ja gotuję 5 minut krócej niż zaleca producent. 

Miażdżę czosnek, siekam cebulę w piórka. Rozgrzewam olej. 

Na oleju podsmażam cebulkę, posypuję ją cukrem, smażę na złoto, około 6-7 minut, zdejmuję z patelni, odkładam na talerzyk.

Na reszcie oleju podsmażam czosnek, dodaję liście laurowe i posiakane chilli= smażę minutę. Następnie dodaję mięso razem z  całą marynatą, smażę 5 minut, często mieszając zawartością patelni.

Na wierzchu układam ugotowany ryż i podsmażoną cebulkę, zalewam danie wodą, przykrywam pokrywką i duszę 15 minut, aż ryż wchłonie cały płyn. 

Gotowe danie posypuję kolendrą. 

piątek, 26 sierpnia 2022

Chwila Moment

 Czy ja już kiedyś wspominałam, że uwielbiam śniadania na mieście? Weekend to idealna pora, by odpocząć od gotowania, wyjść na miasto i dobrze zacząć dzień. U mnie dobrze, jednoznacznie oznacza jedno - apetycznie! Mieszkanie w Trójmieście ma ten plus, że miejsc gdzie można zjeść śniadanie, jest naprawdę sporo. Ba, coraz częściej powstają miejsca, które z założenia są śniadalniami. Dlatego też w ich menu, nie ma 3-4 typowych pozycji. Jest ich ogrom! Od owsianek, po michy mocy, sałatki, gofry, naleśniki, oraz zestawy, które kuszą już samymi nazwami. W ten niedzielny, bardzo deszczowy i co tu dużo kryć, późny poranek, wybraliśmy knajpę Chwila Moment. Znajduje się ona  w samym centrum Gdyni, w tak zwanym Info Boxie, łatwo do niego trafić. Wystrój jest dość oszczędny i minimalistyczny, ale nie ma się czemu dziwić, to knajpa śniadaniowa. Jest jednak przytulnie, przed lokalem mamy ogródek i sporo miejsca na letnie śniadanie. Jako, że zastała nas ulewa, to z chęcią skorzystaliśmy z opcji pod tytułem - ostatni wolny stolik w środku!



Kiedy sięgnęłam po menu, to sama nie wiedziałam, czy mam ochotę na słodkie, czy wytrwane śniadanie? Patrząc na zdjęcia widać, że jedno było słodkie, i teraz Was zaskoczę, to nie moje. Z bogatego menu wybrałam jajka po benedyktyńsku na brioszce, ze szpinakiem, szynką, oraz sałatką. Ale nie powiem, kusiła mnie też owsianka i bajgel po włosku. Mąż wybrał tosty z brioszki, z owocami, musem malinowym, jogurtem i miodem. Ale walczył sam z sobą, by nie zamówić typowo angielskiego śniadania Portobello. Myślę, że  z bogatego menu każdy wybierze coś dla siebie. Zarówno fan słodkich jak i wytrawnych śniadań. Mięsożerca i roślinożerca. Co ważne, kawa i herbata do śniadania kosztuje 7 złotych. W witrynie kuszą zaś różne słodkości. Także nie sposób wyjść głodnym. 

Zacznę od jajek po benedyktyńsku, porcja okazała się ogromna, taka na bardzo solidny głód. Dostałam dwa jajka w koszulce, polane smacznym sosem holenderskim, do tego solidnie kawałki brioszki, szynka i duża ilość sałatki z musztardowym dressingiem. Uff, to nie tylko pyszne, ale i wyjątkowo solidne śniadanie! Wersja na słodko pachnie jak babcine pączki! Chrupiące z zewnątrz i mięciutkie  w środku. Z dużą ilością owoców. Tosty można polać miodem, malinami albo jogurtem. No, albo wszystkim na raz. Do tego smaczna kawa i cóż, jesteśmy najedzeni niemal do kolacji. 


Ceny są jak najbardziej atrakcyjne, za takie solidne śniadanie z kawą zapłacimy 35 zł. Wersja z bajglem jest tańsza, nie przekracza 20-25 złotych-za wersję z szarpaną wieprzowiną. Jak na lokalizację i smak, wszystko jest idealnie w punkt!

Chwila Moment, Gdynia, ulica Świętojańska 30





środa, 24 sierpnia 2022

Czekoladowe placki jogurtowe. Z bananem.

 Żeby te moje słodkie śniadanka się nie obraziły, zapraszam na placki jogurtowe, idealne na letnie, nie tylko weekendowe śniadanko. Placuszki są delikatne, puchate, jak dla mnie, genialnie wręcz komponują się z bananem i masłem orzechowym. No i oczywiście szklanką kakao! To wyjątkowo pożywne i smakowite śniadanie, genialne na długi i trudny dzień. Dodaje energii na bardzo, ale to bardzo długo. A dziś tego mi po prostu potrzeba, jak moim pelargoniom, wody. No dobrze, wody i odżywki. Ale, ale, udało mi się je uratować. Ba, po chwilowej utracie przez nie kondycji i wyglądu, moje różowe pelargonie, odzyskały rezon i są znów piękne i kwitnące. A już miałam łzy w oczach, na myśl, że czas się pożegnać i powitać jesienne wrzosy. Wracamy jednak do kuchni, smażymy placki. A one są cudowne. Pamiętacie jogurtowe placki z borówkami? Zakochałam się w tych plackach, puchatych, cudownie leciutkich i niesamowicie prostych. Wystarczy zmiksować wszystkie składniki, i proszę. Wszystko gotowe. Czas na ekspresowe śniadanie, które cudownie Was nasyci i zapewni naprawdę udany dzień. Takie dzień dobry, to ja rozumiem!





Składniki:

250 gramów jogurtu greckiego

1 duże jajko

250 gramów mąki pszennej

1 czubata łyżka kakao

Ekstrakt waniliowy

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2-3 łyżki mleka

1 banan

2-3 łyżki masła orzechowego


Do wysokiego naczynia przekładam jogurt, jajko, mąkę, mleko,wanilię, proszek i kakao. Dokładnie miksuję na gładką masę.

Rozgrzewam patelnię do smażenia naleśników, smażę średniej wielkości placki- bez dodatku tłuszczu. 

Banana obieram i kroję w plasterki, podaję je z plackami, polewam owoce masłem orzechowym. 

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Szakszuka

 Co byście powiedzieli na śniadanie idealne? Co prawda, jeżeli mam do wyboru śniadanie na słodko i na słono, to w większości przypadków, sięgnę po coś słodkiego. Ale, ale! Dla takiej szakszuki, mogłabym codziennie zdradzać moje słodkie śniadanka.  Ale nie mówcie im tego, niech to będzie nasza mała tajemnica. Myślę, że moim owsiankom i placuszkom, byłoby nieco smutno, jakby się dowiedziały o tej małej, zdradzie. Ale sami powiedzcie, czy patelnia pełna jajek, pomidorów i przypraw, nie kusi? Bo mnie bardzo! Uwielbiam to nieco płynne żółtko,  ten niezwykle aromatyczny sos. Całość jest niezwykle smaczna i lekka, chociaż naprawdę sycąca. To śniadaniowa porcja energii na cały, bardzo udany dzień. W końcu jest się z czego cieszyć. Jeszcze tydzień i jeden dzień, i zaczynam urlop. Przewrotnie, wtedy większość kończy urlopowy sezon, ja wybywam w góry. Także powoli tak organizuję sobie pracę, by zdążyć ze wszystkim do urlopu. Zostało dużo zamówień do ogarnięcia, przygotowanie sporej liczby ofert i ogólnie, pracy nie zabraknie. Ale moment, momencik i odpocznę. A na razie pyszne śniadanko i ruszamy do pracy! 





Składniki:

4 jajka ( u mnie podwójne)

3 duże pomidory

2 łyżki oliwy

1 czerwona cebula

Duża garść świeżo posiekanej kolendry

2 ząbki czosnku

Kawałek ostrej papryki

1 łyżka słodkiej papryki

Spora szczypta kuminu

Sól

Świeżo mielony pieprz


Pomidory parzę wrzątkiem, zdejmuję skórkę i kroję w kostkę. Cebulę obieram, kroję w piórka. Siekam drobniutko czosnek, papryczkę kroję w kosteczkę. 

Delikatnie rozgrzewam oliwę. Podsmażam czosnek z cebulką przez 3 minuty, dodaję pomidory, oraz przyprawy, delikatnie mieszając, smażę warzywa 4-5 minut, pomidory powinny wyraźnie zmięknąć. Teraz czas wbić jajka, w sosie delikatnie robię wgłębienia, posypuję je solą i pieprzem. Przykrywam patelnię, pokrywką, smażę , aż białka się zetną. 

Przed podaniem danie posypuję kolendrą, podaję ze świeżym pieczywem.


piątek, 19 sierpnia 2022

Ciasto kokosowo-jogurtowe z borówkami

 O, i mamy piątek. Kolejny tydzień za nami. Ależ ten czas pędzi! Ten weekend zapowiada się pięknie. Co prawda w tę sobotę, będę słomianą wdową. Ale w niedzielę będę świętować z mężem rocznicę ślubu, naszą pierwszą rocznicę. Czas mija nam za szybko, rok temu szykowałam się do tego pięknego dnia. Doskonale pamiętam każdy moment i każdą sekundę. I co najciekawsze, ja, największa panikara na świecie, taka która stresuje się wszystkim co nowe, tego dnia w ogóle nie odczuwałam stresu czy jakiegoś napięcia. Cieszyłam się każdą chwilą i tym dniem, chyba pod skórą po prostu czułam, że ten jeden dzień, tego magiczny wieczór, minie zbyt szybko. I nie ma sensu marnować ani jednej sekundy na zbędny i nikomu niepotrzebny stres. Doskonale pamiętam nasz słodki stół. Nasz wyjątkowy lawendowo-borówkowy tort. I te magiczne ciasta! Zrezygnowaliśmy z ciężkim wypieków z kremami, były za to kruche tarty z owocami, sernik z truskawkami, sękacze i ciasta jogurtowe z owocami. I dziś znów zajadam to ciasto jogurtowe. Z borówkami, niczym z tortu! Ciasto jest mięciutkie, puchate, niesamowicie kokosowe. Z wyraźnym dodatkiem borówek. To ciasto na każdy pyszny weekend! A mój zaczyna się dziś cudownie, idziemy z mężem i moim bratem na Męskie Granie. Nasz rocznicowy weekend będzie cudowny i z pewnością przepyszny! Zapraszam Was na kawałek!





Składniki:

200 gramów borówek

250 gramów jogurtu greckiego

2 duże jajka

120 gramów erytrytolu ( albo cukru)

80 gramów wiórków kokosowych

120 ml oleju rzepakowego

250 gramów mąki

Ekstrakt waniliowy-kilka kropel

1 łyżka proszku do pieczenia

Dodatkowo: masło i kasza manna do formy, cukier puder


Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej. 

Płynne składniki- jajko, olej, jogurt i wanilię, mieszam rózgą kuchenną, dodaję erytrytol, dokładnie mieszam. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję wiórki, mieszam łyżką do połączenie składników. 

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Tortownicę smaruję masłem, wysypuję kaszą, wylewam ciasto. Wierzch posypuje borówkami. Placek piekę 45-50 minut-do suchego patyczka. Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem. 

Ciasto jest świeże i mięciutkie przez 2-3 dni, nie musi być przechowywane w lodówce. 

środa, 17 sierpnia 2022

Letni makaron. Błyskawiczny.

 W letnie dni długie gotowanie nie jest tym co kocham. Nie, nie, oczywiście kocham dobre jedzenie. Ale kiedy mieszka się tak blisko, szkoda, szczególnie w tygodniu, spędzać pół dnia  w kuchni. Wolę iść na spacer, nad to moje ukochane morze. Obiady lubię szybkie, smaczne i lubię, kiedy są naprawdę proste. Teraz uwielbiam korzystać ze świeżych warzyw i owoców. Teraz mamy sezon na najlepsze pomidory, są najsłodsze, najbardziej soczyste i po prostu najlepsze. Korzystam z tego smaku, ile mogę! Ostatnio śmiałam się z moim panem "Warzywko, że plaster cudownego " Bawolego Oka", jest dużo lepszy od jakiejkolwiek szynki. Po prostu, to sama magia i czysta natura. Nie chciałam tej niezwykłej słodyczy, zabijać przy pomocy gotowania, dlatego też przygotowałam makaron z mozzarellą i pomidorkami. Bez gotowania, to danie bazuje na najlepszych składnikach, czyli na wspaniałej oliwie, makaronie, pomidorze i mozzarelli. To obiad w kilka minut, i to naprawdę w kilka minut. Wszystkie składniki pokroisz i posiekasz szybciej, niż ugotuje się makaron. Resztę czasu oczywiście musiałam poświęcić mojej kici, która koniecznie chciała gotować ze mną. Coś czuję, że Frania miała ochotę na ser! O, i już, obiad gotowy. Kto siada ze mną do stołu?



\


Składniki:

200 gramów makaronu spaghetii

2 duże pomidory, Bawole Serca

150 gramów sera Mozzarella ( najlepsze są mini kuleczki)

2 łyżki oliwy ( u mnie czosnkowa)

2 garście listków bazylii

Sól

Świeżo zmielony pieprz


Makaron gotuję al dente,odcedzam.

Pomidory kroję w kostkę, polewam je oliwą, solidnie doprawiam solą i pieprzem. Bazylię rwę na małe kawałki. Do gorącego makaronu dodaję pomidory oraz mozzarellę. Dokładnie mieszam całość, tak aby makaron pokrył się składnikami sosu. 

Od razu podaję. 

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Jogurtowe placki z borówkami

 Taki poniedziałek to ja lubię. Wolny poniedziałek ma się rozumieć. Dzisiaj w planie jest totalne lenistwo, przy czym totalne, znaczy totalne! Wczoraj świętowaliśmy z przyjaciółmi pierwszą rocznicę ślubu, nieco szybciej, bo tego wyjątkowego dnia, planujemy wyjście do restauracji i spacer śladem pierwszej randki. Nasze świętowanie zakończyło się nieco po północy, więc dziś śniadanie jest naprawdę późne i leniwe! Dziś nie mamy żadnych planów, całkiem możliwe, że będziemy po prostu snuć się między domem, a ogrodem. Może skuszę się na mały spacer? Ale już wiem, że wieczorem będzie mi potrzebne małe spa i czas na totalny relaks! I takie też relaksowe śniadanie przygotowałam na dziś. Wszystkie składniki po prostu wkładam do blendera i bach, gotowe! Tak, tak, placki są gotowe w kilka minut. Placuszki są mięciutkie, delikatne i bardzo pulchne. Słodkie od borówek, wyjątkowo apetyczne, pachną rozkosznie. Urozmaicą każdy poranek. A już szczególnie ten wolny! Myślę, że będa równie smaczne gdy przestygną i weźmiemy je do pracy. Ups, przecież dziś wolne. Celebrujmy ten magiczny poniedziałek!



Składniki na 10 sztuk:

200 gramów borówek

200 gramów jogurtu greckiego

1 duże jajko

1 szklanka mąki pszennej

1 łyżeczka cukru waniliowego

100 ml mleka

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Odrobina masła klarowanego


Do podania:

Cukier puder, borówki, morele


Owoce myję i opłukuję. 

Do kielicha blendera przekładam jogurt, jajko, mleko i cukier waniliowy. Miksuję na gładką masę. Następnie dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia, miksuję aż masa będzie gładka. Dodaję borówki, odstawiam na kilka minut. 

Rozgrzewam olej, smażę średniej wielkości placuszki, po 2,5 minuty z każdej strony. 

Gotowe placki podaję z owocami i cukrem pudrem.

piątek, 12 sierpnia 2022

Szybkie ciasto z borówkami

 Zaczynam mały borówkowy spam. Wybaczcie mi! Ale zamówiłam 2 koszyki borówek. Część zamroziłam do zimowych owsianek, ale część musiałam wykorzystać na coś innego. Moja pierwsza myśl? Błyskawiczne ciasto! Takie, które robi się chwileczkę, dosłownie kilka minut. Potem moment w piekarniku i ciasto gotowe. Najlepsze do kubka gorącego kakao. Świetne na podwieczorek, idealne na drugie śniadanie. Świetne na weekend, na spacer, na piknik i na wycieczkę. Czy już wspominałam, że to bardzo banalne ciasto? Jego skład jest niesamowicie wręcz prosty i nie wymaga większych przygotowań. Ot, masło, jajka i mąka i borówki. Puchate, słodkie, po prostu domowe. Jeżeli miałabym określić go jednym przymiotnikiem, byłoby to słowo- babcine. To takie ciasto, które przygotujecie, kiedy wpadną niespodziewani goście. Solidnie wypakowane borówkami, ładnie wyrośnięte, bardzo miękkie. Oczywiście, nie jest zbyt słodkie, więc bez obawy, można sięgnąć po  dwa kawałki. Osobiście w kwestii deserów, jestem zdania, że im prościej tym lepiej. Takie ciasta, które można wziąć do ręki i po prostu zajadać, nie martwiąc się o talerzyki, łyżeczki, widelczyki. Takie wypieki, które są proste i domowe. To zdecydowanie moje osobiste hity!




Składniki:

200 gramów masła
4 duże jajka
200 gramów mąki pszennej
100 gramów erytrytolu ( albo cukru)
Ekstrakt waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 gramów borówek

Kruszonka:
2 łyżki masła
3 łyżki mąki
3 łyżki erytrytolu




Z podanych składników zagniatam luźną kruszonkę, chwilę ją chłodzę.
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 
Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni. Borówki opłukuję. 
W misie miksera umieszczam masło z wanilią i słodzidłem. Dokładnie miksuję na jednolity krem. Następnie pojedynczo dodaję jajka, dalej ubijam. Kiedy masa jest jednolita, przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, miksuję tylko do połączenia się składników. Do masy dodaję borówki, przemieszam. 
Tortownicę wykładam papierem, wylewam ciasto, wierzch posypuję kruszonką. Placek piekę 35-40 minut. 
Gotowe ciasto można oprószyć cukrem pudrem. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...