Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

czwartek, 30 grudnia 2021

Noworoczny makowiec japoński

 Nie jestem wielką fanką Sylwestra. Jakoś tak nie jest to dla mnie dzień, który muszę jakoś szczególnie celebrować. Wręcz przeciwnie, tego dnia czuję jakąś nostalgię i smutek. Bo przecież dopiero co witałam nowy rok, a teraz muszę go żegnać. Czas płynie zdecydowanie zbyt szybko! Dla mnie 31 grudnia to dzień, kiedy jakby wszystko zwalnia. Jakbym chciała wycisnąć z tego roku wszystko co się da. W ten dzień idziemy do sąsiadów. Niedaleko, bo drzwi dalej. Będzie dobry film, będzie wino, będzie dobre jedzenie- mam zrobić mój mistrzowski barszcz z pasztecikiem i makowiec. To ciasto zrobiło furorę podczas Świąt. Sąsiedzi się w nim zakochali, kiedy wpadli w 1 dzień. Na rodzinnej Wigilii zaś mój makowiec, został uznany za najlepszy wypiek. Pobił nawet keks teściowej! To ciasto po prostu jest cudowne. Mięciutkie, wilgotne, niesamowicie pyszne. Polubili je nawet ci, co nie lubią makowca. Wniosek nasuwa się sam, musicie je zrobić, by Nowy Rok był słodki i pyszny. A ja życzę Wam Spokojnego i Zdrowego 2022 Roku1





Składniki:

850 gramów masy makowej

5 jajek

10 łyżek kaszy manny

4 średnie jabłka

3 garście suszonej żurawiny

2 garście kandyzowanej skórki pomarańczowej

Aromat migdałowy

1 łyżka proszku do pieczenia


Dodatkowo:

cukier puder, czekolada, wiórki kokosowe, plastry pomarańczy


Jabłka ścieram na tarce-na dużych oczkach. 

Oddzielam białka od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. 

Do dużego garnka przekładam masę makową, dodaję żółtka i dokładnie ucieram. Następnie czas na dodatek kaszy manny i jabłek. Dodaję proszek do pieczenia i aromat migdałowy, mieszam. Na sam koniec dodaję pianę z białek, robię to partiami, bardzo delikatnie mieszając, na koniec dosypuję żurawinę i skórkę pomarańczową, delikatnie łączę z masą. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni. Formę do pieczenia wykładam papierem, wylewam ciasto. Makowiec piekę 45-50 minut, z termoobiegiem, patyczek wbity w ciasto powinien być suchy. 

Ciasto studzę przy uchylonych drzwiczkach piekarnika. Po ostudzeniu dowolnie dekoruję, u mnie rozpuszczoną na parze czekoladą, pomarańczami i kokosem. 

wtorek, 28 grudnia 2021

Gulasz z piekarnika

 Witajcie po Świętach! W ten zimowy czas, w takim dziwnym tygodniu. Kiedy to nie pamiętamy jaki obecnie jest dzień tygodnia. Ja niestety pracuję, zaczynamy czas inwentaryzacji. Dużo się dzieje, ale i jakby spokojniej. Wiem, że to wydaje się nieosiągalne, ale tak właśnie jest. W głowie mam kolejny piątek, i wolne. W Sylwestra nie mam żadnych planów, no poza coroczna wizytą w laboratorium i badaniem krwi. Serio, polecam zrobić taką tradycję i wybrać datę, której nie da się zapomnieć. W każdym razie mój mąż ma home office, terminy gonią. My w zimowych kurtkach, a on już siedzi w wiosennych klimatach i obrabia zdjęcia z kampanii, które reklamują późne lato. Powiem Wam w sekrecie, będą modne pastelowe sukienki. I o dziwo nie było żadnych kwiatowych wzorów, toż to skandal! Ale wracamy do kuchni. Co można zrobić na szybko? Gulasz z piekarnika! Praktycznie robi się sam. Wystarczy pokroić mięso, cebulę, doprawić i bach do pieca. A potem już tylko rozkładamy gotowe danie na talerze. Jest pysznie, minimalistycznie i prosto. Gulasz najlepiej smakuje z domową surówką z pora i tłuczonymi ziemniaczkami.



Składniki:

70 dg szynki bądź łopatki

2 duże cebule

2 pełne łyżki ketczupu

2 łyżki oleju rzepakowego

2 łyżki wody

3 ząbki czosnku

1 łyżka słodkiej papryki

1 łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczka majeranku

3 listki laurowe

Świeżo mielony pieprz

Sól


Mięso kroję w kostkę, a cebule w piórka. Czosnek wyciskam przez praskę. Do naczynia żaroodpornego przekładam mięso, dodaję ketczup,olej i wodę. Doprawiam wszystkimi przyprawami i dokładnie mieszam. Dodaję na wierzch cebulę. Całość marynuję w chłodnym miejscu przez minimum 3 godziny ( polecam całą noc). 

Rozgrzewam piekarnik do 210 stopni, mięso piekę pod przykryciem 80 -90 minut, co jakiś czas warto przemieszać mięso i cebulę. 

Podaję z surówką z pora i ziemniakami.

piątek, 24 grudnia 2021

Pięknych Świąt

 





"Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy
Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski

Niebo ziemi, niebu ziemia
Wszyscy wszystkim ślą życzenia"


środa, 22 grudnia 2021

Korzenne ciasteczka

 Korzenne ciasteczka last minute! Cudowne, mięciutkie, przywodzą na myśl wspomnienia o cudownych, mocno korzennych ciasteczkach. Tak, nie są zbyt słodkie, wyraźnie czuć przyprawy, te małe cudeńka są wspaniałym dodatkiem do świątecznej kawy i herbatki. Moim zdaniem uzależniają, a jak pachną! Ten zapach to najlepsza zapachowa świeca na świąteczny czas. Wystarczy otworzyć puszkę, czy słoik, i już. Czuć cynamon, imbir i pieprz. A do tego lekko miodową słodycz. W zasadzie zrobiłam je całkowicie spontanicznie. W tym roku nie robię wielkich przygotowań do Świąt. Ani wielkich porządków. Ominęło mnie nawet ubieranie choinki, bo jej nie mamy. Przez grudniowe chorowanie jakoś nie dopadła mnie świąteczna gorączka. Ale, ale. Siedziałam w wygodnym fotelu i mówię sobie- jak to, nie będę w tym roku piec ciasteczek? O nie! I od razu zabrałam się za pieczenie. Przepis jest banalnie prosty, ciasteczka lekko rosną, są miękkie i od razu gotowe do jedzenia. Musicie je zrobić, bo moim zdaniem to najlepsze korzenne ciasteczka, jakie zna świat. A Wy jesteście już gotowi na świąteczny czas? 





Składniki:

150 gramów masła

1 duże jajko

3 pełne łyżki miodu

300 gramów mąki

2 łyżki zimnej wody

2 łyżeczki przyprawy korzennej

1 łyżeczka sody


Lukier:

Sok z cytryny, woda, cukier puder i kakao


Siekam masło z miodem i  jajkiem. Następnie dodaję suche składniki, zagniatam gładkie ciasto- w razie potrzeby dodać wodę. Ciasto schładzam godzinę w lodówce. 

Po tym czasie wałkuję ciasto na 1 cm placek, wycinam ciasteczka, przekładam je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ciasteczka piekę 15-17 minut w 185 stopniach. 

Po ostudzeniu lukruję, u mnie był to lukier cytrynowy i kakaowy. 

Ciasteczka przechowuję w puszcze. 

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Blondie z żurawiną

Grudniowe popołudnie. Czas na filiżankę aromatycznej kawy, w tle świąteczna, kojąca muzyka. Plan dnia jest napięty, jak to tuż przed świętami. Koty dokazują, w domu pachnie świerkowymi gałązkami i pomarańczami. Pakujemy prezenty, wklejamy zdjęcia do albumów. Planujemy ostatnie zakupy. Wszystko jednak w przyjaznej atmosferze, bez nerwów. Może i dużo do zrobienia, ale czujemy pozytywną świąteczną gorączkę.  Uwielbiam Święta, a tegoroczne będą wyjątkowe. Pierwsze małżeńskie i pierwsze z dwójką kotów! Mamy dużo planów, ale i jakiś luz w sobie, że kiedy coś nie wyjdzie, to po prostu nie wyjdzie. Zamierzamy po prostu cieszyć się tym czasem. A żeby już teraz, poczuć magię świątecznej gorączki, zajadamy się ciastem. Blondie z żurawiną. Idealne połączenie słodkiej białej czekolady i kwaskowatej żurawiny. Miks cudowny. Ciasto jest przepyszne, rozkosznie pyszne, a do tego tak proste, że zrobicie je w mniej niż kwadrans. Nie żartuję. Do tego nie musicie wyciągać miksera, wyjdzie mieszane łyżką. To ciasto uprzyjemnia oczekiwanie na świąteczny czas. A jeżeli nie przepadacie za pieczeniem, to upieczcie je na święta!






 Składniki:

3 duże jajka

350 gramów mąki pszennej

150 gramów masła

70 gramów erytrytolu ( może być cukier)

80 gramów białej czekolady

Pół szklanki suszonej żurawiny

Ekstrakt waniliowy

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżka cynamonu

Szczypta soli


Dodatkowo: cukier puder, masło i bułka tarta do keksówki



Roztapiam masło z cukrem. Studzę. 

Siekam drobno czekoladę. 

Ubijam jajka z cynamonem na jasny krem. Dodaję masło, miksuję szybko. Dodaję mąkę z solą i proszkiem do pieczenia. Mieszam łyżką, do połączenia składników, ciasto będzie dość gęste. Na koniec dodaję czekoladę i żurawinę. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni. Keksówkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Blondie piekę 35 minut. Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem. 



piątek, 17 grudnia 2021

Kokosowa Princessa Zebra


Dziś będzie kokosowo z nutką kakao. Szybkie ciasto, bez pieczenia. Niezwykle apetyczne połączenie kokosa i białej czekolady. Do tego kakaowe herbatniki. Czyż tak smakuje deserowe niebo? Oj tak! Kuszący krem, i dużo, dużo pysznych dodatków. A do tego całość jest bajecznie prosta. Jedyny minusik to ten, że deser powinien noc spędzić w lodówce dzięki temu jest po prostu idealny. Ciastka zmiękną, i staną się integralną częścią deseru. Oczywiście można zjeść wcześniej, niczym to nie grozi. Ale jeżeli zależy Wam na ładnie podanym deserze, to lepiej poczekajcie. Tak, wiem, jest to bardzo trudne. I mi też było ciężko, ale dałam radę. I w efekcie dostałam nie tylko pyszny, ale i apetycznie wyglądający deser. To coś na ciężkie, zimne, zimowe dni. Taka masa słodkości od razu napełnia nas hormonami szczęścia. Ten deser może i nie jest wyjątkowo świąteczny, ale jak umila przygotowania. Gwarantuję Wam, przy nim dom sprząta się jakby sam, koty są grzeczniejsze, a pranie samo się prasuje. Musicie spróbować tego ciacha bez pieczenia. Mój mąż chyba się od niego uzależnił, więc będą wracać częściej do naszego deserowego menu. A teraz czas na porządki!





Składniki:

około 30 kakaowych herbatników

300 ml śmietanki kremówki

80 gramów białej czekolady

250 gramów serka mascarpone

6 łyżek wiórków kokosowych plus 2 łyżki

6-7 łyżek dżemu porzeczkowego



Śmietankę należy zostawić na noc w lodówce. 

Czekoladę ścieram na tarce. 

Śmietankę ubijam na sztywno, dodaję mascarpone i chwilę miksuję. Na koniec dodaję białą czekoladę i wiórki, mieszam łyżką. 

Dno formy wykładam folią spożywczą, układam warstwę herbatników, smaruję ją połową porcji dżemu, i na nim układam połową porcji kremu. Czynność powtarzam, na wierzchu powinien być krem. Posypuję deser resztą wiórków. 

Deser powinien noc spędzić w lodówce, by herbatniki zmiękły.




środa, 15 grudnia 2021

Zimowe śniadanie. Ryż na mleku i piernikowe owoce

 Brr, nadszedł ten czas, kiedy bardzo ciężko jest mi wstać z łóżka o poranku! Bo zimno, bo czarno i najchętniej przespałabym cały dzień. Albo chociaż poranek. W zasadzie zaraz po poranku, i tak zrobiłoby się ciemno, więc może jednak nie warto wstawać? Po chorobie jestem tak osłabiona, że ranki są wyjątkowo męczące! Mogłabym przespać cały dzień. I wcale nie żartuję, bo ostatnio 10 godzin snu to wciąż o 10 godzin za mało. Moja dieta musi być więc specjalna. Potrzebuję lekkich posiłków, ale pełnych witamin i składników odżywczych. Rano staram się codziennie zjeść coś na ciepło, idealnie sprawdzają się tutaj kasze i ryż na mleku. Dziś ten ryż będzie daniem dnia. Pyszny ryż, do tego ciepłe banany i borówki. Samo zdrowie! Aby podkreślić przedświąteczny, grudniowy czas, owoce podsmażyłam z przyprawą piernikową. Jakie to pyszne połączenie! Ciepłe banany, kuszące borówki i bardzo kremowy ryż. To takie śniadanie, dla którego naprawdę warto wstać z łóżka. To co, kto wstaje ze mną i rozjaśnia sobie grudniowy poranek?




Składniki:

400 ml mleka bez laktozy

100 gramów ryżu ( u mnie jaśminowy)

Szczypta cynamonu

1 łyżeczka masła ( niepełna)

2 małe banany

Pół kubka borówek ( u mnie mrożone)

2 łyżki łagodnego miodu

1 łyżka przyprawy piernikowej




Podgrzewam mleko z cynamonem, dodaję ryż, gotuję często mieszając. Jeżeli ryż wchłonie całe mleko, ale nie będzie jeszcze mięciutki, dodaję odrobinę więcej mleka. Na sam koniec dodaję masło, dokładnie mieszam, przekładam do miseczek. 

Mocno rozgrzewam suchą patelnię. Banany kroję w plastry, z borówkami kładę na patelnię, dodaję przyprawę i miód, podsmażam 3 minuty. 

Na ryżu układam owoce i od razu podaję.



poniedziałek, 13 grudnia 2021

Kotlety z indyka. Szaleństwo Nigelli

W chorobie tak jest, siedzę w domu, mijają godziny, mijają dni. Czytam, leżę, spaceruję od kuchni do salonu przez sypialnię. Czasem włączę telewizor, przeskoczę po kanałach. Na jednym z nich obejrzałam odcinek programu z niezawodną Nigellą. Przygotowywała w nim takie pyszne kotleciki. Od razu zrobiłam się głodna. Nim efekt pracy Nigelli wylądował na jej talerzu, już pisałam sms do męża - kup mięso i musztardę. Będzie robić kotleciki. W oryginalnej wersji były one z piersi z kurczaka, my wolimy z indyka, więc doszło do małej zamiany. Jak i zmiana zaszła w panierce. Nigella użyła płatków kukurydzianych, ja miałam w domu panko i to właśnie wylądowało na moich kotletach. Ale zanim mamy gotowy produkt, kotlety obtaczamy w pysznej marynacie. Czyli wyjątkowo zaskakującym miksie musztardy, czosnku i cynamonu. Bałam się? I to jak! Ale niepotrzebnie. Kotlety okazały się niesamowicie wręcz soczyste i delikatne. Pełne smaku, na pewno nie były nudne. Z jednej strony orientalny cynamon i ognista wędzona papryka. To królewski miks! To co, kto próbuje i już dziś smaży te pyszne kotleciki? 





Składniki:

około 05, kilograma filetu z indyka

1 duże jajko ( ja miałam podwójne żółtko)

7 łyżek panierki Panko

2 duże łyżki musztardy sarepskiej

1 łyżeczka cynamonu

2 ząbki czosnku

1 łyżka wędzonej papryki

Sól

Pieprz

Olej do smażenia








Mięso osuszam, kroję na 6 kotletów, które rozbijam. 

Na płaskim talerzu rozbijam jajko, dodaję musztardę, wyciskam czosnek, dodaję cynamon, sól i pieprz. Dokładnie ubijam, aby wszystkie składniki się połączyły. 

W drugiej miseczce łączę panierkę z wędzoną papryką. 

Kotlety dokładnie obtaczam w musztardowej mieszance, na następnie w panko. 

Rozgrzewam olej, smażę kotlety na dużej mocy kuchenki przez 1,5 minuty w każdej strony, następnie zmniejszam moc i dosmażam około 8 minut. 

Kotlety świetnie smakują podawane z tłuczonymi ziemniakami i mizerią. 



piątek, 10 grudnia 2021

Blogerski prezentownik

Wiele, wiele razy, dostawałam prezenty dostosowane do mojego hobby, czyli gotowania i pieczenia. I oczywiście prowadzenia blogi. Pokażę więc Wam, kilka drobiazgów, coś  co chciałabym dostać. A może i dla Was to będzie ciekawa inspiracja?

Doskonale wiemy, że blog musi kusić fajnymi zdjęciami. Jak takie zrobić? Wiadomo, potrzebny jest sprzęt do robienia zdjęć, ale i fajne tło do tworzenia kompozycji. Ileż można bowiem robić zdjęcia na kuchennym blacie czy podłodze? Ja mam teraz to szczęście, że mam piękny, dębowy blat w kuchni, ale i tak chętnie korzystam z teł. Ale, ale, tło tłu nierówne. Kilka razy nacięłam się i kupiłam tła na popularnym serwisie aukcyjnym. Tło wyglądało nijako i było po prostu jednorazowe. Jakiś czas temu zakochałam się w produktach Magdy i Michała, czyli tłach od MBackdrops. Mam dwa, ale chciałabym więcej i więcej. Tak, te tła nie kosztują 20 zł- jak te na popularnym serwisie, ale jakością wykonania biją inne na głowę. Do tego krótkie serie  powodują, że w twojej kolekcji nie będzie nudy, a i wyróżnisz się w blogosferze. Myślę, że takie tło to po prostu fenomenalny prezent! Możecie podarować tło, albo voucher na ich zakup, powierzając wybór obdarowanemu. 




Dla blogerki ważne jest nie tylko ładne tło, ale i piękna ceramika. Talerze, ręcznie robione, niepowtarzalne i o ciekawym designie, sprawiają, że blog jest atrakcyjniejszy, ale i nam żyje się dużo milej. Bo przecież to rzecz bardzo użytkowa, którą codziennie się używa. Przyznam się, bardzo, ale to bardzo chętnie, dostałabym w prezencie taki zestaw. Jedyne co mnie powstrzymuje, to to, że moja kuchnia nie ma szafek bez końca i po prostu brakuje mi już miejsca. Ale jakbym dostała w prezencie? Mąż nie byłby na mnie zły, bo to przecież prezent, a nie kolejny zakup!


Piękny lniany obrus. Uwielbiam ten materiał, szczególnie letnie, lniane sukienki. Albo i spódnice. Ale i obrusy. Lniane obrusy kojarzą mi się z naturalną elegancją, ponadczasowym stylem i prostotą. Nie lubię obrusów, które są zdobione. O nie. Dla mnie ozdobą jest materiał! Len robi wrażenie i taki obrus to naprawdę genialny prezent. 


                                                                          lniany obrus

Zawsze mnie cieszy książka. A książka, która opowiada o jedzeniu, to po prostu bajka. Ta książka jest pięknie wydana, w zasadzie to album. Piękne zdjęcia, cudowna okładka, mnóstwo pysznego tekstu. Ta książka to kopalnia inspiracji, a także cudowna ozdoba kuchni. 



środa, 8 grudnia 2021

Ciasteczka z białą czekoladą i żurawiną

Ciasteczka to coś, co można zrobić mając w domu ledwie kilka składników! Nie trzeba chodzić do sklepu, nie trzeba wyjmować zbyt wiele kuchennych sprzętów. Tych ciasteczek nie trzeba wałkować, więc są po prostu magiczne! I da się jej zrobić nawet w chorobie. Bo nie trzeba iść do sklepu, wystarczy tylko otworzyć kuchenne szafki i już gotowe. Zawsze mam zapas mąki i czekolady. I oczywiście solidną porcję bakalii, tym razem użyłam pysznej, lekko kwaskowatej żurawiny. W połączeniu z czekoladą te ciasteczka są po prostu rewelacyjne. Chrupiące z zewnątrz, i delikatne w środku. Świetne do maczania w kawie i herbacie. Nie są zbyt słodkie, ale mają jedną zasadniczą wadę. Znikają zbyt szybko. Zdecydowanie zbyt szybko! To takie ciasteczka na osłodzenie choroby! Bo ta niestety ciągle ma się dobrze i nie zamierza ustąpić. Eh, koniec roku jest ciężki, zdecydowanie muszę sięgnąć po kolejne ciasteczko!





Składniki:
150 gramów masła
12 kostek białej czekolady
4 łyżki miodu
1 duże jajko
250 gramów mąki
2-3 łyżki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 garści  suszonej żurawiny


Siekam drobno czekoladę. 
Ubijam mikserem masło z miodem i cynamonem na jasny krem, następnie wbijam jajko, dodaję mleko i  dalej ucieram. Następnie dodaję mąkę i proszek do pieczenia. Ciasto będzie dość gęste, teraz czas na dodatek żurawiny i czekolady. 
Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni. Blachę wykładam papierem do pieczenia, łyżką formuję ciastka. Piekę je 15-17 minut.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Sałatka brokułowa z kurczakiem

Witam w nowym tygodniu. W weekend moja choroba nieco mnie zmęczyła, w zasadzie większość soboty i pół niedzieli, to był nijaki czas. Ale w niedzielny wieczór postanowiłam zrobić pyszną sałatkę, którą zastąpiłam w zasadzie obiad. To co zostało, zabrał mąż do pracy. Taka sałatka jest bardzo sycąca, a jednocześnie przepyszna i bardzo wartościowa. Zdrowe brokuły, które ugotowane al dente zachowują idealny smak i wartości odżywcze. Soczysty i delikatny, a jednocześnie bardzo aromatyczny kurczak. Do tego dużo intensywnej fety i pysznie chrupiący słonecznik. A wiadomo, czosnek to już w ogóle, samo zdrowie! Sałatka jest błyskawiczna, do dobra, może nie w 5 minut, ale pracy przy niej naprawdę niewiele. A gwarantuję Wam, że smak zaskakuje. Jest to bowiem pyszna sałatka, po której nie widać, że jest ekspresowa i robiona nieco od niechcenia. Bo taka szybka, bo z minimalnej ilości składników. I ważna informacja, nawet ci co nie przepadają za brokułami, chętnie sięgają po dokładkę. Śmiało zróbcie ją jako pyszny lunch w pracy. Jako lekki obiad, albo smaczną kolację. 





Składniki:

1 brokuł

1 pierś z kurczaka ( około 50 dg)

1 opakowanie sera Feta

4 garście pestek słonecznika 

3 łyżki przyprawy curry

1 łyżka oleju


Sos czosnkowy:

2 łyżki majonezu

2 łyżki jogurtu

3 ząbki czosnku

Sól

Świeżo mielony pieprz




Brokuł myję, dzielę na różyczki, gotuję wodę i wkładam na wrzątek. Warzywo gotuję 5 minut, następnie przelewam zimną wodą.

Mięso kroję w średnią kostkę, dokładnie posypuję przyprawą, odstawiam na kwadrans. Rozgrzewam olej, podsmażam mięso po 4 minuty z każdej strony, powinno być rumiane, ale soczyste. Odstawiam do przestudzenia. 

W międzyczasie kroję fetę w kostkę. I na suchej patelni podprażam pestki słonecznika, około 3-4 minuty, aż zaczną przyjemnie pachnieć. 

Szykuję sos. Wyciskam czosnek przy pomocy praski do naczynia, dodaję majonez i jogurt. Doprawiam solą i dużą porcją pieprzu. Dokładnie mieszam. 

Do dużej miski przekładam wszystkie składniki sałatki, polewam je sosem i dokładnie mieszam. Przed podaniem chłodzę minimum godzinę. 

piątek, 3 grudnia 2021

Ciasto pistacjowo-cytrynowe

 Hurra, idzie weekend. Nie to, żebym się jakoś wybitnie przepracowała w tym tygodniu, ale bądźmy szczerzy, chorowanie męczy. Szczególnie jeśli dopada cię paskudne zapalenie oskrzeli. A tabletki antybiotyku są nie tylko wielkie, ale i obrzydliwe. Już sam zapach odrzuca, a co dopiero ich smak! To był bardzo ciężki tydzień. Ale już weekend. Mąż w domu, mam nadzieję,że ogarnie koty i domowe porządki, a ja zajmę się błogim relaksem. No dobrze relaks, relaksem,  ale jak weekend, to i ciacho. Tym razem proponuję Wam coś cudownego. Połączenie pistacji i cytryn, dwa zupełnie różne smaki, które razem tworzą wprost genialny miks. Bardzo włoskie, atrakcyjne smaki, przywołują na myśl wakacje, słońce i zieleń dookoła. Tak, to ciasto nie zawiera jajek. Nie bójcie się tego, wychodzi po prostu idealnie. To co najważniejsze, nawet na 3 dzień jest mięciutkie i wilgotne. Niezbyt słodkie, niezwykle pachnące. To coś dla fanów dużej ilości cytryny w wypiekach. Pistacje zaś to ekstra dodatek. Radzę nie mielić ich na mąkę, fajnie jak w cieście można trafić na większe kawałki orzechów. To co? Pieczemy?








Składniki:

120 gramów zmielonych pistacji

1 cytryna

Szklanka mleka

80 ml oleju rzepakowego

Szklanka mąki pszennej

100 gramów erytrytolu

1 łyżeczka mielonego imbiru

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka proszku do pieczenia


Dodatkowo:

8 łyżek soku z cytryny

5 łyżek cukru


Dodatkowo:

Masło i bułka tarta do formy


Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni.

Z cytryny ścieram skórkę, i wyciskam sok. 

Wszystkie mokre składniki- mleko, olej, sok z cytryny i skórkę, lekko mieszam. Przesiewam do nich mąkę z przyprawami, erytrytol, proszek do pieczenia, oraz pistacje. Mieszam, ale niezbyt dokładnie. Nie miksować. 

Keksówkę smaruję masłem, i wysypuję bułką tartą. Wylewam ciasto, piekę je 45-50 minut-do suchego patyczka. 

Jeszcze ciepłe ciasto nasączam 4 łyżkami soku z cytryny. Z pozostałego soku i cukru pudru, robię lukier, którym polewam ciasto. 


środa, 1 grudnia 2021

Żeberka we włoskim sosie pomidorowym

 Dziś będzie bardzo oryginalne danie. Kiedy je robiłam mój mąż mówił- ale słuchaj, żeberka, sos pomidorowy i makaron? Czy to będzie jadalne? To taki typ, który dotychczas jadł tylko żeberka pieczone, najlepiej na bardzo chrupiąco. Ja też z reguły jadam te pieczone, ale duszone również bardzo lubię! Ten sos, i dla mnie okazał się nowością. Bo i żeberka, i makaron i sos, jak do spaghetti! Sama miałam obawy czy czy smak mnie zadowoli. Ale wiecie co? Wyszło dużo lepiej niż mogłabym pomyśleć! Żeberka były nadzwyczaj miękkie i delikatne, same odchodziły od kości. Sos był zaś cudowny, pełen smaku i aromatów. Byłam tym faktem, tym smakiem bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona. Kiedy myślałam, że o klasycznym sosie bolońskim  wiem już wszystko, okazało się wystarczy zamienić mielone, na inne mięso, i wchodzimy na zupełnie inny, wyższy poziom kulinarnych doznań. Uwielbiam ten sos i będzie u mnie naprawdę częstym gościem!



Składniki:
0,75 dg żeberek ( muszą być mocno mięsne)
Puszka pomidorów
1 marchewka
1 duża cebula
3-4 łodygi selera naciowego
2 ząbki czosnku
Lampka czerwonego wina, dobrej jakości
Pół papryczki chilli
Słodka papryka-łyżeczka
Sól
Pieprz
2 łyżki oleju
Łyżeczka suszonego oregano
Pół łyżeczki cukru
Parmezan do posypania
Makaron spaghetti






Rozgrzewam olej. Żeberka kroję na kawałki- jedna lub 2 kostki. Solidnie posypuję je solą, pieprzem i słodką papryką, obsmażam na oleju, po 2  minuty. z każdej strony na silnym ogniu. Przekładam żeberka do osobnego garnka. 
Siekam drobno czosnek z cebulką, na tej samej patelni rozgrzewam drugą łyżkę oleju, podsmażam czosnek z cebulką 3 minuty, dodaję do żeberek. Teraz czas na marchewkę, trę ją na tarce, a seler kroję w półkrążki. Całość przesmażam 3-4 minuty, dodaję do garnka. Zalewam składniki pomidorami, wraz z zalewą, dodaję przyprawy, i papryczkę chilli.  Gotuję danie 30 minut na malutkim ogniu, następnie dodaję wino oraz cukier, gotuję 45-50 minut. 
W międzyczasie wyjmuję żeberka, oddzielam mięso od kości- odchodzi bez problemów, znów przekładam do garnka. Chwilę gotuję razem, tyle czasu ile będzie gotował się makaron spaghetti. 
Makaron przekładam do miseczek, na nim kładę sos, wierzch posypuję Parmezanem. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...