Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 29 listopada 2021

Drożdżówka z mandarynką

 No dobra, jestem maniaczką ciasta drożdżowego. Moim zdaniem to nie jest wcale trudne ciasto! A jakie pyszne. Wiem, że wiele osób sądzi, że drożdżówka to taka wyższa szkoła jazdy, ale naprawdę wystarczy kilka składników, odrobinka czasu i pyszny placek gotowy. No dobra, już wiemy, że kocham drożdżowe, ale skąd pomysł na dodatek mandarynki? Tradycyjne drożdżowe placki powinny być ze śliwkami, jabłkami, latem z truskawkami. A ja wyskakuję z egzotyczną mandarynką! Ale, ale! Pod domem mojej siostry jest piekarnia, gdzie można kupić pyszne, jeszcze gorące drożdżówki. I powiem Wam, że ich drożdżówka z mandarynkami skradła moje serce. Kiedy więc mąż się do mnie uśmiechnął i spytał czy zrobię drożdżówkę, powiedziałam radośnie - tak! Ale została kwestia owoców, w domu były jedynie winogrona i właśnie mandarynki. Bez wahania sięgnęłam po mandarynki. Mąż popatrzył na mój wybór niechętnie, chciał gnać po śliwki, ale uspokoiłam go- będzie pysznie. I tak było. Mandarynki to wspaniały pomysł na odświeżenie klasycznego placka, poza tym zimą i jesienią są tak łatwo dostępne, że aż żal z ich nie skorzystać. Wypróbujcie ten smak, podkręćcie smak drożdżowego ciasta, tymi słonecznymi owocami i poczujcie letnie orzeźwienie! 

P.S.Sprawdzone, ten placek genialnie leczy katar i ból gardła. Zdecydowanie wspomaga proces leczniczy. 







Składniki:

3 duże wiejskie jajka

100 gramów masła

200 ml mleka

5 dg suszonych drożdży

1 paczka cukru z prawdziwą wanilią

50 gramów erytrytolu ( albo cukru)

400 gramów  gramów mąki pszennej

Szczypta soli

4 średnie mandarynki


Kruszonka :

30 dg masła

50 dg mąki pszennej

2 paczki cukru z prawdziwą wanilią


Dodatkowo:

masło i kasza manna do formy





W garnuszku topię masło, dolewam zimne mleko, odstawiam na 5 minut. 

Do mlecznego płynu dodaję cukier i erytrytol ( cukier),  mieszam. Teraz czas na mąkę i suszone drożdże, na koniec dosypuję sól i wbijam jajka. Dokładnie zagniatam ciasto ( ręcznie lub mikserem). Gdy ciasto jest gładkie i jednolite, oprószam odrobiną mąki, przykrywam ściereczką i odstawiam na godzinę, powinno podwoić objętość. 

W międzyczasie z podanych składników zagniatam dość grubą kruszonkę. Mandarynki parzę wrzątkiem, obieram ze skórek, dzielę na cząstki. 




Formę do pieczenia smaruję masłem i posypuję kaszą manną, wykładam ciasto drożdżowe. Na cieście układam cząstki mandarynek, posypuję kruszonką. Odstawiam ciasto na 15 minut. Rozgrzewam piekarnik do 185 stopni, placek piekę 40- 45 minut. 

Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem, albo polukrować. 



sobota, 27 listopada 2021

Sałatka makaronowa. Wersja rozszerzona.

 Ostatnio robiłam sałatkę makaronową, bardzo prostą. Tym razem zrobiłam wersję rozszerzoną tej prostej, ale pysznej wersji. Dodałam wędzoną pierś z kurczaka i ananasa. I wiecie co? Wyszło wprost niezwykle pysznie. To sałatka idealna na weekend, na drugie śniadanie, albo bardzo późne to pierwsze. Na kolację, albo podwieczorek. Kto co lubi! Mi ta sałatka z pewnością umili ten domowy czas. Domowy, bo znów dopadło mnie przeziębienie, walczę z katarem i bólem gardła. Na szczęście tym razem objawy się mniej dokuczliwe niż trzy tygodnie temu. Obym nie wykrakała, lepiej więc odpukam w niemalowane ! W każdym razie wzmacniam się lekami, dużą ilością czosnku, miodową, letnią herbatką i relaksem. Szykuję się na kolejny kocykowy weekend, będę czytać książki, i  z pewnością wpadnie jakiś serialowy maraton. Aczkolwiek wolałabym więcej nie chorować. Ostrożnie marzę o spokojnej końcówce tego roku, bez kataru i infekcji. 





Składniki:

250 gramów drobnego makaronu

5 plastrów ananasa

200 gramów wędzonej piersi z kurczaka

3 jajka

2 łyżki majonezu

2 łyżki jogurtu

2 garście posiekanego szczypiorku

Sól

Pieprz



Jajka gotuję na twardo, obieram, kroję w drobną kostkę.

Gotuję makaron al dente, przelewam go zimną wodą.

Kroję ananasa w kostkę, jak i pierś z kurczaka. W misce łączę makaron, posiekany szczypiorek, ananasa, jajka i pierś z kurczaka.

W miseczce łączę majonez i jogurt, doprawiam dużą ilością soli i pieprzu, sos łączę z sałatką. 

Można udekorować szczypiorkiem. 



piątek, 26 listopada 2021

Zakupy? Naturalnie!

 Codziennie szukam okazji by oszczędzić nieco czasu.  Albo po prostu go oszukać.  Praca, korki, długie dojazdy do pracy ( mieszkanie poza miastem, ma wiele plusów-morze za rogiem, ale minusem są korki), dwa bardzo wymagające koty.  Mam wrażenie, że ostatnio czas zdecydowanie przyśpieszył!  Czasami po prostu się gubię.  Rezygnuję z kilku rzeczy, bo brakuje mi czasu. Są oczywiście pewne stałe. To codzienna joga, wieczorny spacer, zdrowe gotowanie i   pielęgnacja, którą uprzyjemniają mi kosmetyki naturalneOstatnio zamówiłam sobie kilka takich cudeniek, na przykład piankę do mycia twarzy o pralinkowym zapachu- takie cudeńko znalazłam u LaQ. Jestem pewna, że dzięki temu kosmetykowi, już nigdy nie pójdziecie spać w makijażu-bez bicia się przyznaję, kiedy wracam bardzo późno do domu, zdarza mi się. Ale jak czeka na mnie pralinkowa pianka, to choćbym była bardzo spóźniona, nigdy nie przegapię tego momentu dnia. Dwa razy w tygodniu robię też sobie cukrowy piling o zapachu papaji-ja polecam tę marki Organic Shop, pachnie jak świeży owoc. To  dla mnie, nie tylko relaks,  ale i czysta przyjemność. Następnie dla rozgrzania, kąpiel z żelem pod prysznic, z dodatkiem afrykańskiego pieprzu! Takie cudo, tylko od BeBio- uwaga, ten żel uzależnia. Gorąca woda, jesienny wieczór, czas tylko dla mnie! A potem rozgoszczam się w moim granatowym fotelu, z  książką i owsianym ciasteczkiem z masłem orzechowym - najlepsze jest dla mnie to. prażonych migdałów od Maslove,  niesamowicie intensywne w smaku, i kubkiem złotego mleka. W tym zabieganym świecie, to moja chwila. 


Lubię też, kiedy w jednym miejscu mogę kupić zarówno kosmetyki, produkty do domu, jak i zrobić zakupy spożywcze.  Zdrowa żywność w obecnych czasach to podstawa dobrego samopoczucia i zdrowia. Jak dla mnie ideałem jest kiedy stojąc w korku mogę jednocześnie zaopatrzyć spiżarkę i łazienkową półkę. Jesienią należy się rozpieszczać. Zarówno kosmetycznie, duchowo, jak i czysto fizycznie, przy pomocy dobrego jedzenia. Zakupy online, w sprawdzonych sklepach, to dla mnie o krok bliżej to jesiennego relaksu.

środa, 24 listopada 2021

Wieczorny chlebek bananowy

 Chlebek bananowy, to coś, co podbiło moje serce. To idealny wypiek na jesień. Ale nie tylko. Błyskawiczne wręcz ciacho, zdrowe i zawsze pyszne. W sam raz na środek tygodnia. Takie ciasto kiedy chcecie coś zdrowego na deser, na drugie śniadanie. Ale i wtedy, kiedy odkrycie nadmiar bananów, które zaczynają przybierać piękny brązowy odcień. Wtedy ciasto wjeżdża na salony. Raz, dwa i gotowe, do pieca. A rano, kawałek zjedzony w towarzystwie kawy, z świeżymi borówkami na drugie śniadanie, i w serkiem homogenizowanym na kolację. Co za błoga rozpusta! Bez cukru, z dużą ilością kokosowych wiórek, u mnie znalazło się również miejsce, dla kilkunastu słodkich malinek, które chyba były już ostatnimi ogrodowymi owocami w tym roku. Ten chlebek zrobi się prawie sam, kilka chwil i już jest w piekarniku. A potem moment i można się nim zajadać.Nie wiem jak Wam, ale jesienną porą, taki chlebek smakuje mi wyjątkowo! A na marginesie, kto z Was lubi takie wieczorne, dość spontaniczne pieczenie?




Składniki:

4 duże, mocno dojrzałe banany

250 gramów mąki ( u mnie orkiszowa tortowa)

1 jajko

6 łyżek erytrytolu

70 dg masła

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 łyżki wiórek kokosowych

1 łyżeczka cynamonu

Pół łyżeczki ekstraktu waniliowego

2 duże garście malin


Dodatkowo:

Masło i kasza manna do formy





Masło roztapiam, odstawiam do przestudzenia. 

 3 banany obieram,  rozgniatam widelcem, ja lubię czuć kawałki owoców w cieście, więc nie rozgniatam ich na papkę.Do miski przekładam bananową masę, dodaję jajko, mąkę, roztopione masło,  2 łyżki wiórek kokosowych, cynamon, wanilię, erytrytol, mieszam, ale niezbyt starannie. Na koniec dodaję maliny.

Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą, wykładam ciasto. Pozostałego banana kroję wzdłuż na pół, układam na cieście, posypuję łyżką wiórek. Chlebek piekę 50 minut w 180 stopniach. Można posypać cukrem pudrem. 

poniedziałek, 22 listopada 2021

Szybkie curry

 Czas na bardzo szybkie curry. Smakowite, niezwykle wręcz pachnące przyprawami. Bardzo kolorowe i wyjątkowo pyszne. I oczywiście moje ulubione, czyli ekspresowe. W weeekend miałam wiele godzin szkolnych, a w zasadzie studenckich zajęć. W przerwie między teorią zarządzona, a metodami projektowania, zrobiłam takie oto curry. Raz, dwa i gotowe. No dobra, miałam jeszcze pomocnika, który pięknie pokroił paprykę i umył fasolkę. Taka pomoc dodatkowo skraca czas przyrządzania obiadu. Szczególnie w taki dzień, kiedy nerwowo nasłuchujesz, czy aby nie zaczął się kolejny wykład. Uff, udało nam się. Curry podane, zajęcia zaliczone. W takie deszczowe, mocno wietrze i zimne dni, rozgrzewające i bardzo aromatyczne curry prawie ratuje życie. Sprawia, że człowiekowi jest ciepło w środku i jakoś tak radośniej. Ja zrobiłam to curry na weekend, ale  Wam proponuję je zrobić już dziś! Nie czekajcie do weekendu:)







Składniki:

4 udka z kurczaka bez kości

1 papryka zielona

1 papryka czerwona

1 cebula cukrowa

4 garście fasolki szparagowej

3 ząbki czosnku

1 puszka mleka kokosowego 

2 łyżki żółtej pasty curry

1 garść posiekanej kolendry

Duża szczypta chilli

Sól

Pieprz

1 duża łyżka oliwy

Do podania: 

Ryż basmati



Mięso kroję w kostkę. Siekam drobno czosnek i cebulkę. Rozgrzewam oliwę, podsmażam mięso-3-4 minuty, przekładam do dużego garnka. Teraz czas podsmażyć czosnek z cebulką- również 3-4 minuty. W międzyczasie kroję paprykę w dużą kostkę, wrzucam na patelnię i podsmażam 2 minuty, razem z cebulką wrzucam do garnka z mięsem. Dodaję fasolkę szparagową, wlewam mleko kokosowe, dodaję wszystkie przyprawy - poza kolendrą. Na małym ogniu gotuję curry 15 minut, następnie dodaję kolendrę i podgrzewam 10 minut. 

Gotowe danie podaję z ryżem.


piątek, 19 listopada 2021

Ciasto śnieżynka

 Kto lubi ptasie mleczko ręka w górę? Widzę las rąk. Kto lubi samą piankę? Ja, ja! Uwielbiam, ba kocham. Od małego. Słodka, przyjemna, delikatna pianka. Taka co rozpływa się w ustach i daje niesamowitą dawkę przyjemności.... Dla tych co kochają piankę i chcieliby zjeść wnętrze ptasiego mleczka w wersji XXL, zapraszam na ten przepis. Pianka, podbije Wasze serca. Mam recenzje 10 osób i każdemu smakowała. Bałam się nieco czy osiągnie odpowiednią konsystencję, ale po nocy w lodówce kroiła się idealnie, bez problemów. Pianka cudownie zastygła, wisiały w niej delikatne obłoczki z bitej śmietanki. Masa smakuje niemal identycznie jak ptasie mleczko, tak, sama w to nie mogłam uwierzyć. Ten smak, konsystencja, zapach-naprawdę możecie poczuć się jak w niebie. Ja dziś rozkoszuję się ciastem i weekend zaczynam w kinie, na filmie o Kalinie Jędrusik. Będzie bosko!




Składniki:

250 gramów serka mascarpone

300 ml śmietanki kremówki 36 %

250 gramów serka homogenizowanego waniliowego

200 gramów twarogu ( 3 krotnie mielony)

300 ml mleka zagęszczonego niesłodzonego

2-3 łyżki cukru pudru

Ekstrakt migdałowy- 1 pełna łyżeczka

3 łyżki żelatyny


Żelatynę rozpuszczam w 200 ml wrzątku, dokładnie mieszam, odstawiam do ostudzenia. 

Ubijam śmietankę z cukrem na sztywną masę. 

W wysokim naczyniu ubijam mikserem twaróg z serkiem i mascarpone, masa powinna być idealnie gładka. Dodaję mleko zagęszczone i ekstrakt migdałowy, dalej miksuję. Do masy dodaję żelatynę, dokładnie miksuję. Na sam koniec dodaję delikatnie bitą śmietanę, powinny być widoczne jej obłoczki. 

Tortownicę wykładam folią kuchenną, wylewam masę serową. Chłodzę minimum 6 godzin, najlepiej całą noc. Deser można podawać solo, ale również pysznie smakuje z sosem truskawkowym. 

środa, 17 listopada 2021

Klopsiki w sosie porowym

 Klopsiki to ja uwielbiam! Od dziecka, takie mamine w sosie koperkowym, z ryżem, albo puree. No, ale nie jednym słusznym przepisem człowiek żyje. Czasem ma się też ochotę na coś nieco innego. Wiadomo, zostajemy w klopsikowym klimacie, ale może jakaś odmiana? Może pomyśleć nad nową wersją sosu? Może taki porowy? Z marchewką, ziołami, klopsiki lekko podsmażone, do tego kasza bulgur i domowa surówka z pora. Taki obiad, to po prostu marzenie! Bardzo domowy, bardzo sycący i rozgrzewający. Idealny na te jesienne dni, na przykład takie jakie mamy w tym tygodniu. Nie udało mi się zobaczyć słońca od niedzieli. Czy wspominałam, że nie lubię listopada? Ratują mnie tylko świece w domu, dużo dobrego jedzenia i kawa. Kiedyś jej nie lubiłam, a  teraz dosłownie ratuje mi życie i pozwala przeżyć kolejny dzień. Kto ma ochotę na klopsiki?




Składniki:

0,5 kg mięsa mielonego z szynki

Pół dużego pora

1 średnia marchewka

2 ząbki czosnku

1 duże jajko

2 pełne łyżki bułki tartej

Duża garść posiekanego koperku

150 ml śmietanki 30%

200 ml bulionu

2 liście laurowe

4 ziela angielskie

Szczypta gałki muszkatołowej

2 łyżki masła klarowanego



Zaczynam od przygotowania klopsików. 

Siekam drobno czosnek, do mięsa dodaję koperek, jajko, bułkę tartą, czosnek, sól, pieprz i gałkę. Dodaję 2-3 łyżki zimnej wody, dokładnie wyrabiam masę. Rozgrzewam jedną łyżkę masła. Formuję z masy małe klopsiki, obsmażam je na patelni 3-4 minuty. Przekładam je do garnka. 

Rozgrzewam drugą łyżkę masła. Por myję i kroję w półkrążki, wrzucam na patelnię, podsmażam 5 minut, często mieszając. Przekładam do klopsików. Marchewkę myję, obieram kroję w półplasterki i podsmażam 2 minuty, również przekładam do garnka. Dodaję liście laurowe i ziele angielskie, zalewam bulionem. Całość gotuję 15 minut. Do śmietanki dodaję 2-3 łyżki ciepłego bulionu, dodaję śmietankę do sosu, całość ponownie doprawiam solą i pieprzem, podgrzewam na małym ogniu 10 minut.

Klopsiki podaję z kaszą, surówką i dużą ilością sosu.

poniedziałek, 15 listopada 2021

Krokieciki porosołowe


Uwielbiam domowy rosołek. Zawsze kupuję wtedy wiejską kurę i robię prawdziwie domowy, tradycyjny rosół.  A potem powstaje pytanie - co zrobić z mięsem? Zawsze zostaje go dużo, wyrzucić nie wyrzucę, przecież to dobre, wiejskie mięso! Ale co zrobić kiedy już mocno znudzi się potrawka, czyli mięso z rosołu w sosie koperkowym, bądź chrzanowym? Można zrobić takie krokieciki. Chrupiące, sycące, przepyszne. Nie są wcale takie skomplikowane, smakują wybornie. Mocno mięsne, solidnie doprawione. Z surówką i tłuczonymi ziemniakami tworzą cudowny, pełnowartościowy obiad. Wiem, że po wczorajszym obiedzie, pewnie sporo Was ma w domu gar rosołu i pewnie nieco mięsa. Zróbcie te krokiety i odkrycie rosołową kurę na nowo!








Składniki na 10 krokiecików:

0,5 kg drobiowego mięsa z rosołu ( u mnie piersi)

1 średnia cebula cukrowa

2 ząbki czosnku

2 duże jajka

8 łyżek bułki tartej

7 łyżek rosołu

3 łyżki mleka

3 garści natki pietruszki

2  łyżki oleju

2 łyżki masła

1 łyżeczka słodkiej papryki

1/2 łyżeczki czosnku granulowanego

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki pieprzu


Do podania :

Ziemniaki, surówka z marchewki





Mięso z rosołu rozrywam na malutkie kawałeczki- można też bardzo drobno posiekać, albo zmielić. Siekam natkę pietruszki.

Drobno siekam czosnek i cebulkę. Rozgrzewam  łyżkę oleju wrzucam czosnek z cebulką, podsmażam przez 3 minuty. Gdy cebula zrobi się szklista, dodaję mięso, podsmażam 5 minut. Następnie doprawiam, dodaję rosół i mleko, zmniejszam moc palnika i podgrzewam aż mięso wchłonie cały płyn, na koniec dodaję masło, mieszam aż połączy się z mięsem. Odstawiam do ostudzenia. 

Do zimnej masy dodaję natkę pietruszki, 6 łyżek bułki tartej i 2 jajka, wyrabiam jednolitą masę, formuję krokieciki. Panieruję je w natce pietruszki, rozgrzewam olej. Smażę krokieciki na złoto, około 3 minuty z każdej strony. 

Krokieciki idealnie smakują podane z ziemniakami i surówką z marchewki.


sobota, 13 listopada 2021

Jabłkowy pleśniak

To było takie niespodziewane ciasto. Naprawdę! Nie planowałam niczego piec, ale mąż mnie namówił. Poprosił o szybkie ciasto do popołudniowej kawy, obiecał, że we wszystkim pomoże i posprząta. Dopadł go chyba jakiś cukrowy dół, bo dawno nie widziałam takiej żądzy słodkości w jego oczach! Nie zamierzałam igrać z ogniem i szybciutko zabrałam się za zagniatanie ciasta. Przyznam szczerze, musiałam bazować na składnikach, które miałam w lodówce, nie miałam czasu na zakupy, miałam jabłka ( dużo jabłek), masło, jajka, mąkę i kakao. Na szybko powstał placek a la pleśniak z jabłkami. Bardzo kruche ciasto, pyszne jabłkowe nadzienie i delikatna pianka. Takie szybkie i bardzo domowe ciasto, weekendowo-popołudniowe. Idealne na sobotę. Taką leniwą i spokojną. U mnie taka dziś będzie, wczoraj u teściów była parapetówka, więc spokojny dzień, poświęcony na relaks będzie bardzo wskazany. 





Składniki:

3 jajka

250 gramów mąki pszennej

80 gramów cukru pudru

125 gramów masła

1 łyżka mielonej skórki z pomarańczy

Sól

2 duże jabłka

1 czubata łyżka kakao

2 garści rodzynek

1 łyżeczka cynamonu


Dodatkowo:

kasza manna, masło i  cukier puder




Rodzynki zalewam wrzątkiem, odstawiam na 2 minuty, odcedzam.

Jabłka obieram, kroję w dużą kostkę, posypuję cynamonem, dodaję rodzynki, odkładam na bok.

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni.

Na stolnicę wysypuję mąkę, robię wgłębienie, wbijam w nie 3 żółtka, białka odkładam na bok. Dodaję cukier, skórkę z pomarańczy, sól i posiekane masło- zimne, z lodówki. Najpierw siekam wszystko nożem, jeżeli masa nie chce się kleić, dodaję 2-3 łyżki zimnej wody. Zagniatam szybko ciasto, dzielę na dwie nierówne części. Większą wałkuję na kształt formy- z zapasem. Do drugiej dodaję kakao i szybko je zagniatam i wkładam do zamrażarki. 

Formę smaruję masłem i wysypuję kaszą manną, wylepiam ciastem, gęsto nakłuwam widelcem, podpiekam 10 minut. Po tym czasie wyjmuję placek z piekarnika, wykładam jabłka. Ubijam na sztywno pianę z białek z odrobiną soli, wykładam na jabłka. Na wierzch ścieram ciasto kakaowe, wyjęte z zamrażarki. Ciasto piekę 30-35 minut. 

Po ostudzeniu posypuję cukrem pudrem.


czwartek, 11 listopada 2021

Jajka z farszem pieczarkowym

 Faszerowane jajka to super pomysł na kolację, śniadanie, ale przystawkę imprezową, To też genialny pomysł na utylizację jajek. Z ostatniej podróży do rodziny Męża, wróciliśmy z 60 jajkami. Z jak już znudziły mi się jajeczniczki i jajka na miękko, to wpadłam na pomysł by urozmaić niedzielne śniadania. I wpadły takie oto jajka. Proste, a jak smaczne! Polecam je na dzisiejsze śniadanie, albo na kolację.Dużo z Was ma dłuższy weekend. Miałam taki w planie i ja, ale niestety, przez chorobę i zwolnienie, muszę jutro posiedzieć w firmie i poudawać, że pracuję. Ale wiecie co? Po tygodniu siedzenia w domu, to będzie bardzo miła odmiana. Wstać rano, ubrać się, i ruszyć na miasto. A dziś, po sytym śniadaniu, jedziemy odwiedzić mojego brata. Będzie wieczór gier planszowych. Nawet nie wiecie jak to uwielbiam! Kto wie, może wezmę z sobą kilka jajek i zrobimy sobie ucztę? A Wy z jakimi planami wchodzicie w długi weekend?




Składniki:

8 jajek

10 pieczarek

1 mała cebulka cukrowa

2 garście szczypiorku

Sól

Pieprz

1 łyżka suszonej włoszczyzny

1 łyżka klarowanego masła







Szczypiorek siekam.

Jajka gotuję na twardo- 8 minut od zagotowania się wody. 

Cebulkę kroję bardzo drobno. Rozgrzewam masło klarowane i podsmażam cebulkę 2 minuty. 

Pieczarki myję, suszę. Kroję w drobniutką kosteczkę, wrzucam na patelnię, dodaję sól, pieprz i włoszczyznę, podsmażam 3 minuty często mieszając. Następnie przykrywam patelnię pokrywką i duszę pieczarki 5 minut. Studzę. 

Jajka obieram ze skoruperk. Przekrajam na połówki, wyjmuję żółtka. Żółtka ucieram z pieczarkami, dodaję jedną garść posiekanego szczypiorku. Doprawiam ewentualnie solą i pieprzem. W połówki białek, delikatnie przekładam farsz. Posypuję resztą szczypiorki, i świeżo mielonym pieprzem,.

wtorek, 9 listopada 2021

Napar pomarańczowy na odpornośc


Od kilku tygodniu słyszałam co rusz o tym, że ktoś jest chory, w moim otoczeniu. Jak nie dzieci to dorośli, a najczęściej całe rodziny. W mojej pracy też powiało epidemią. Jeden pracownik, potem następny i trafiło na mnie. Niestety, z tej grupy to ja zawsze najgorzej przechodzę wszystkie infekcje, a to z powodu przewlekłego zapalenia zatok. Teraz więc miałam miks chorych zatok i ostrego zapalenia krtani. Nie było to miłe dni.  W tym czasie regularnie piłam pomarańczowy napar. Pełen smaku, bardzo, ale to bardzo rozgrzewający. Pachnący, cieplutki, od razu dodawał sił. Pięknie pachnący goździkami, imbirem i oczywiście pomarańczami. Przepis podpatrzyłam w pewnej knajpce, i wiecie co? Chyba się uzależniłam ! Polecam nie tylko w chorobie, to również świetny napój poprawiający odporność, sprawdzi się w zimny, ponury i niemiły dzień. Kojący zapach, duża dawka witaminy C, samo zdrowie! I ten kolor jesienne dni to coś cudownego!








Składniki:
3 pomarańcze
5 cm korzenia imbiru
2 plastry cytryny
4 goździki
1 czubata łyżki miodu


Pomarańcze parzę wrzątkiem, wyciskam z nich sok. Przelewam go do garnuszka, dodaję goździki i podgrzewam  około 5 minut, nie może się zagotować,ale musi być ciepły. 
Obieram i kroję imbir w plasterki, a plastry cytryny na połówki. Imbir i cytrynę zalewam sokiem, zostawiam na 5-6 minut. Piję póki ciepły. 

 

niedziela, 7 listopada 2021

Bieszczadzkie smaki

 Co dobrego można zjeść w Bieszczadach? Ano wiele! Najpierw mieliśmy wałówkę od babci z Zamościa. Potem mieliśmy ognisko, ale dwa razy korzystaliśmy z opcji obiadów na mieście. Dwa zupełnie różne miejsca i dwa różne smaki. 

Pierwsza recenzja, będzie dotyczyła łemkowskich smaków, mowa o lokalu Karczma Łemkowyna w Cisnej. W tym lokalu zamówiliśmy naleśniki na słodko  z dżemem -akurat mało łemkowskie, oraz tartych pierogów. Bardzo ciekawe danie, które szczerze mnie zainteresowało. Cóż to tarte pierogi? Ciasto jest ziemniaczane, z tartych, surowych ziemniaków. środek to mięso, surowe, które gotuje się raz, dzięki temu nadzienie jest niezwykle delikatne i soczyste. Całość okraszono solidną dawką cebulki i tłuszczu. Takie trzy pierogi nasycą każdego. Bardzo przypominają mi litewskie ceppeliny. Aczkolwiek mają inne ciasto,  i to sprawia, że ich smak jest inny, nowy i ciekawy. Naprawdę mi posmakowały te pierogi! Chętnie ich spróbuje kolejny raz. Druga część ekipy zamówiła naleśniki z dżemem i bitą śmietaną. Jestem przekonana, że były to biszkoptowe, bardzo puszyste i słodkie naleśniki. Usmażone w punkt, z całą masą słodkiego dżemu. Niestety, mało to tradycyjne i lokalne danie, ale nie zawsze ma się ochotę na coś nieznanego. Knajpa zyskała moje uznanie, było smacznie, bardzo swojsko, wystrój wyjątkowo góralsko-łemkowski. Na plus przyjazna obsługa, chociaż chwilami lekko chaotyczna.  Jak wrócę w Bieszczady, to koniecznie wpadnę ponownie!

Karczma Łemkowyna, Cisna 116


Kolejne miejsce to Latarnia Wagabundy, była to najbliższa restauracja naszemu noclegowi. Wyglądała dość przyjaźnie i mocno nas kusiła. Byliśmy jedynymi gości w niedzielne popołudnie, wybraliśmy stolik w ogrodzie. Było tam pięknie, widok na potoczek, dużo zieleni i przeuroczy kociak! 

Obsługa wpadła w lekki popłoch kiedy zobaczyła aż 4 osoby, było to dość ciekawe. Wystój w środku nie zachęca, dobrze, że latem i ciepłą jesienią, można zajadać na świeżym powietrzu. W środku mocno schroniskowo, i do tego tak jakby żywcem wyjęto ten lokal z lat 80. Ale przejdźmy do jedzenia. 


Na pierwszy ogień poszły proziaki z masłem czosnkowym. Przepyszne! Naprawdę się w nich zakochałam, nigdy wcześniej nie miałam okazji ich próbować i byłam szczerze zachwycona ich smakiem. Puszyste, solidnie czosnkowe, pycha! Następne danie to pierogi z czosnkiem niedźwiedzim. I tutaj pierwsza uwaga, pierogi przyszły przed proziakami, czyli przed przystawką. Dość ciekawe! O pierogach z ziemniakami i czosnkiem niedźwiedzim nie mogę zbyt wiele powiedzieć. Były kompletnie zimne, niedoprawione, w środku brak ziemniaków, po prostu posiekane zielone liście czosnku. Na wierzchu polane tanią margaryną-również zimną i posypane  tartym wędzonym serem, o nieprzyjemnym zapachu. Niejadalne danie i ogromne rozczarowanie. Niczym Magda Gessler, chciałam rzucić talerzem! Schabowe były mniejszym rozczarowaniem. Co prawda nie były w ogóle rozbite i doprawione, ale chociaż były ciepłe, a mięso świeże. Frytki typowo barowe, również ciepłe. Surówki smaczne, nie wiem czy samodzielnie robione, czy kupione, ale chyba najlepsze z całego zestawu. Minus za talerze, były za małe jak na ilość składników zestawu i frytki co rusz spadały z talerzy. Pstrąg był dobrze oceniony, świeży, co prawda również pozbawiony przypraw poza cytryną, ale  w porównaniu z resztą dań wypadł najlepiej. Czy wróciłabym do Latarnii? Myślę,że niekoniecznie. Mam nadzieję, że młodzi właściciele będą pilnować lepiej  tego co wychodzi z kuchni. Pierogi zaważyły o mojej ocenie tego miejsca, i jest ona bardzo słaba. 









piątek, 5 listopada 2021

Makaron,kurczak, pesto i szpinak

Kiedy nie mam pomysłu na obiad, to zazwyczaj do głowy przychodzi mi makaron! Bo czego, jak czego, ale makaronu w mojej kuchni nigdy nie brakuje. Mam zawsze kilka rodzajów, i w zależności od reszty składników serwuję sobie pyszny obiad. W lodówce miałam pierś z kurczaka i szpinak, dlatego więc powstał ten pyszny i jakże prosty obiad. Wystarczy do niego jedynie kilka składników i chwilka czasu. Jest to więc obiad, na bardzo, ale to bardzo, zabiegane dni.Albo wtedy kiedy nie możecie zrobić solidnych zakupów, przez chorobę. Ten miks to idealne połączenie szpinaku, pesto i kurczaka, bo o makaronie już mówiłam. Sos jest naprawdę smakowity, na pewno nie jest nudny i co najlepsze, nie smakuje jak taki robiony w mniej niż w kwadrans. Myślę,że to wszystko zasługa wyrazistego pesto. Podbija i podkręca smak. A tego było mi trzeba, bo ostatnie dni były ciężkie, i nie miałam apetytu. Ciągły kaszel i okropny ból gardła. Teraz znów rozkoszuję się pełnią smaku, bez zatkanego nosa.  Wam dużo zdrówka i pyszności na ten czwartek. P.S- już tak blisko weekend, mam w planie solidną regenerację i dużo zdrowego jedzonka. I odpoczywanie w domowych pieleszach.

 



Składniki:
250 gramów polędwiczek z kurczaka
200 gramów szpinaku Baby
3 łyżeczki Pesto z bazylii
4 łyżki śmietanki 30 %
3 ząbki czosnku
Duża szczypta suszonej bazylii
Szczypta gałki muszktałowej
1 łyżka oliwy
Sól
Pieprz

Do podania:
200 gramów makaronu spaghetti




Gotuję makaron al dente. 
Mięso z kurczaka kroję w kostkę. Rozgrzewa, olej, siekam czosnek, wrzucam na patelnię razem z mięsem , doprawiam solą i pieprzem, podsmażam 6 minut na średnim ogniu. W kubeczku mieszam śmietankę z pesto i resztą przypraw, dodaję na patelnię, mieszam i podsmażam dosłownie minutę. Następnie dodaję szpinak, przykrywam zawartość patelni pokrywką i duszę całość 7-8 minut, często mieszając.
Gotowy sos podaję z makaronem. 

środa, 3 listopada 2021

Korzenne Blondie

 Uwielbiam jesienne aromaty! Ten zapach cynamonu i imbiru. A do tego biała czekolada. Takie zapachy z piekarnika, w jesienny wieczór mają magiczną moc. Koją, otulają, relaksują i sprawiają, że czuję się tak przytulnie i cudownie. Uwielbiam te zapachy. To taka naturalna aromaterapia, a jej dodatkowym plusem jest ten, że można potem zajadać się ciastem. Dom wypełniony aromatami jesieni, można zanurzyć się w fotelu, pod kocem, do tego książka, kubek herbaty i kot, który odpoczywa na kolanach. Spełniłam swoje marzenie, i obok balkonowego okna, stanął fotel, przeznaczony do czytelniczych aktywności. Kiedy go wybierałam nawet nie marzyłam, że ten model będzie z podnóżkiem, i w wersji rozkładanej, niemal na płasko. Moje jesienne czytanie książek, wieczorową porą nabrało nowego stylu. I oczywiście jakości. A ta jakość leci na jeszcze wyższy poziom, kiedy zajadam to ciasto. Idealne! Korzenne i słodkie od białej czekolady. Z chrupiącą skórką, i kremowym wnętrzem. Mocno korzenny, coś pysznego. Koniecznie spróbujcie! A ja pędzę dalej chorować! Dopadło mnie okropne zapalenie krtani oj, jest ciężko, ale staram się jakoś pokonać to choróbsko i zachować resztki optymizmu.





Składniki:

3 jajka

2 szklanki mąki pszennej

150 gramów masła

70 gramów masła

80 gramów posiekanej białej czekolady

6 łyżek cukru trzcinowego

2-3 łyżki mleka

Ekstrakt waniliowy

1 łyżka cynamonu

1 łyżeczka mielonego imbiru

1 łyżeczka gałki muszkatułowej

Szczypta soli


Masło i kasza manna do formy







Rozgrzewam piekarnik do 185 stopni.

Masło i cukier trzcinowy ubijam mikserem na jednolitą masę, partiami dodaję jajka i ubijam na krem. 

Mąkę przesiewam do masy jajecznej, ze wszystkimi przyprawami i solą, ubijam dalej, dodaję mleko. Do ciasta dodaję posiekaną czekoladę. 



Formę smaruję masłem i wysypuję kaszą. Wylewam ciasto. Blondie piekę 25 minut, aż lekko się zarumieni. Najlepsze jest na ciepło.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...