Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

niedziela, 31 października 2021

Nowa kuchnia

 Metamorfoza kuchni za mną. Mogę zachwycać się nią i gotować ile zechcę. Ale od początku!





Mój kuchenny gust mocno ewoluował. Kiedyś szalałam za ciemnymi meblami, czerń i granat. Potem zdałam sobie sprawę, że do tak ciemnych mebli potrzeba naprawdę dużej przestrzeni, by całość nie była przytłaczająca i depresyjna. Poprzednio miałam białą kuchnię na wysoki połysk, bardzo fajna, osobna. Lekko za mała, ale praktyczna. Obecna kuchnia, jest połączona z salonem. W zasadzie to aneks. Mieszkanie ma 7 lat, poprzedni właściciele ( my mieszkamy tu od roku), chcieli wyraźnie podzielić strefy. Kuchnia była więc kuchnią. Na wysoki połysk-szary i biały. Zamiast kafli czy neutralnego panelu, przestrzeń między szafkami zdobył panel z ostrymi papryczkami. Do tego fatalny blat i bardzo nieładny okap. Jedyny plus, szafki były mądrze rozplanowane i było dużo miejsca do przechowywania. Ale to tyle. Kuchnia była bardzo brzydka i w ogóle nie pasowała do reszty salonu, którą urządziliśmy nieco loftowo. W końcu nadszedł ten dzień, że odważnie zabraliśmy się za remont. Wcześniej priorytetem była łazienka, ogródek i sypialnia. I ślub. Ale już za nami i kuchnia. 

Przy projektowaniu kuchni skupiłam się przede wszystkim na tym, by zachować jej funkcjonalność. W układzie szafek nie zmieniłam więc nic. Zdecydowałam się natomiast domknąć górę, usunąć wolnostojący, albo wolnowiszący okap, wybrałam podszafkowy i zrobiłam tam dodatkową szafkę. Dzięki temu zyskałam dodatkowe miejsce do przechowywania, ale i sprawiłam, że całość wygląda schludniej i dużo lepiej. Wybierając kolory kierowałam się zasadą- ma być delikatnie, klasycznie i elegancko. Chodziło mi to, żeby kuchnię nieco ukryć, nie wysuwać jej na pierwszy plan. Miała się stać integralną częścią salonu, a nie grać pierwsze skrzypce. Zdecydowałam się na dwa kolory, na górę naturalny dąb, bo takie mam półki i stolik w salonie ( i reszcie mieszkania), taki sam jest również kuchenny blat, od dawna podobały mi się blaty drewniane, i byłam zachwycona, że teraz mogę taki mieć. Dół i boczne zabudowy przybrały kolor jasnoszary, w macie. Żadne połyski. Uchwyty w czerni, oczywiście matowej. Pochwyty okazały się na żywo jeszcze ładniejsze niż na zdjęciu w internecie! 

Kolejną ważną kwestią było to czym zastąpić panel z papryczkami? Oj, jak ja go nie lubiłam! I pal licho, jakby ta kuchnia była zamknięta, ale w połączeniu z salonem te papryczki dosłownie piekły mnie w oczy. I wywoływały łzy. Zdecydowałam się na płytki we wzór Calacatty. Idealne płytki, a  raczej płyty znalazłam  w ofercie marki Paradyż, matowe płyty 90 na 90, dały efekt tak naprawdę jednej marmurowej płyty. Dzięki temu, że płyty są matowe, całość sprawia bardzo nowoczesne wrażenie i idealnie pasuje do reszty mieszkania. Wzór nie przytłacza, wręcz przeciwnie. Jestem nim zachwycona!

Jeżeli chodzi o sprzęty, to wymiany wymagał zlew, okap i płyta. Z okapu Globalo jestem bardzo zadowolona, jest wydajny, cichutki i niezwykle elegancki, w ogóle go nie widać spod szafek. Pasuje jak ulał! Zlew, mieliśmy z nim przeboje ( ale to z naszej winy), aczkolwiek kontakt, wykonanie, i pomoc przy szybkiej produkcji nowego zlewu- nie można narzekać, firma Lavello zasługuje na wielkie brawa. Zlew jest piękny, granitowy i idealnie pasuje do naszej nowej kuchni. Płytę. zwykłą ceramiczną, zamieniliśmy na indukcję. Wybrałam model marki Gorenje i do końca nie jestem do niej przekonana. Wcześniej lata używałam gazu pod szkłem i była to rewelacja, teraz muszę nauczyć się wyczuć sprzęt, i cóż, nie wiem jak ugotować na niej dobry rosół czy gulasz! Musimy się lepiej poznać. Generalnie płyta wygląda super, jest cieniutka, dość cicha i elegancka. 

Czy polubiłam nową kuchnię? Oczywiście. Jest pięknie! Dokładnie tak jak sobie wymarzyłam. Wiem, że niektórych rzeczy nie mogłam przeskoczyć, z powodu ograniczonego miejsca, chciałabym mieć większy blat roboczy, ale często wykorzystuję stół do pracy, więc daję radę. Na razie to moja wymarzona kuchnia. Daję jej góra pięć lat, bo w planach zmiana mieszkania na większe. Jakie wtedy będę miała pomysły? Sama nie wiem! Ale teraz zapraszam Was do swojego królestwa!












piątek, 29 października 2021

Jajka w sosie chrzanowym

 

Są takie dania, do których wraca się z sentymentem. Kiedyś niedoceniane, dziś zjadane są z czystą radością. Tak mam z jajkami w sosie chrzanowym, na obiad. Wydawały mi się takie nudne i nijakie. Zdecydowanie nieobiadowe, takie zwykłe i jakieś takie dziwne. Ale dzięki mojej mamie, która z uporem maniaka karmiła nimi swoje dzieci, poznałam ten smak. Ostatnio zapragnęłam do niego wrócić. Zadzwoniłam do mamy i poprosiłam o przepis na sosik chrzanowy do jajek. Zrobiłam jak mama kazała i wiecie co? Wydawało mi się to takie zwykłe, tymczasem mój mąż jak tylko zobaczył talerz na stole wpadł w dziki szał radości. I obwieścił, że chętnie będzie jadł to co piątek. Jemu, jak i mi, wróciły dziecinne wspomnienia. Nie sądziłam, że proste jajka w sosie sprawią nam tyle radości! Ja z wielką chęcią wróciłam do tego smaku. I wiecie co? Dziś znów je zrobię, bo mam totalnie zabiegany dzień. Otóż wprosiły się do nas dwie pary na sobotni wieczór gier. Czeka mnie porządkowanie, gotowanie, a dodatkowo muszę odwiedzić cmentarze i pamiętać, że w niedzielę mam cały dzień wykłady! Oj, dużo tego, jak na jeden weekend.




Składniki na 2 porcje:

4 wiejskie jajka

200 ml bulionu

2 łyżki posiekanego koperku

2 czubate łyżki chrzanu

1 łyżeczka masła

1 czubata łyżka mąki

Płaska łyżeczka  cukru

Sól

Świeżo mielony pieprz


Do podania :

Tłuczone ziemniaki, surówka z marchewki




Jajka gotuję na twardo, przelewam zimną wodą i obieram. 

Bulion podgrzewam z masłem- odlewam 3-4 łyżki. Dodaję do bulionu chrzan, mieszam. Mąkę rozmieszam z resztą bulionu, dodaję do sos, dokładnie mieszam. Do sosu dodaję koperek, doprawiam solą, pieprzem i cukrem. Ciągle mieszając podgrzewam do zgęstnienia. 

Jajka kroję na połówki, albo ćwiartki-w zależności od wielkości jajek. Polewam je sosem. Podaję z tłuczonymi ziemniakami i surówką. 

środa, 27 października 2021

Szarlotka z cydrowym budyniem

Dziś świętujemy! Mam zlew, i działającą zmywarkę. To wielki, ale to wielki powód do radości. Tak wielki, że zapraszam Was do mojej kuchni na pyszne ciasto. Takiego jeszcze nie jedliście. Szarlotkę z pewnością, ale , że okazja solidna a ja bardzo się cieszę bieżącą wodą, to dodam nieco bąbelków. Tak więc moja szarlotka ma wspaniały budyń, który to ugotowałam na cydrze. I cóż Wam powiem? Powiem Wam, że to ciasto jest po prostu genialne, genialne. Cydrowy budyń dosłownie skradł moje serce, dodaje niesamowitego smaku jabłkom i odmienia zwykłe ciasto, w niezwykły wypiek. Całość wieńczy lekka bita śmietana i cynamon. Idealne połączenie smaków. To ciasto jest naprawdę uzależniające i bardzo ciężko poprzestać na jednym kawałku. A jak zaraz zobaczycie, jego produkcja nie jest zbyt skomplikowana. Wierzę, że i Was znajdą się fajne okazje do świętowania, więc celebrujmy piękne chwile i pieczmy cydrową szarlotkę. Kto cieszy się razem ze mną i sięga po kawałek tego niezwykłego ciasta? Bardzo kruchy spód, niesamowicie oryginalny budyń i czapa śmietanki. Czy ktoś może się oprzeć temu ciastu?


 






Składniki:

Budyń:

500 ml cydru jabłkowego

2 paczki budyniu waniliowego

3 łyżki cukru pudru

Mała łyżeczka cynamonu

3 duże jabłka


Ciasto:

1 duże jajko

300 gramów mąki

200 gramów masła

10 łyżek cukru

Eksrakt waniliowy

Szczypta soli

Masło i kasza manna

Kilka łyżek zimnej wody


Wierzch:

200 gramów śmietanki kremówki 36 %

3 łyżki cukru pudru

Cynamon



Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni.

Zaczynam od przygotowania spodu. Z podanych składników zagniatam kruche ciasto. Wylepiam nim formę wysmarowaną masłem i wysypaną kaszą. Nakłuwam widelcem, podpiekam spód przez 10 minut, w temperaturze 185 stopni.

W garnku podgrzewam 300 ml cydru, w reszcie rozpuszczam proszek budyniowy, razem z cukrem i cynamonem. Przelewam do gotującego się cydru, gotuję do zgęstnienia, około 6-7 minut. Jabłka myję, obieram ze skórki i ścieram na tarce prosto do budyniu. Dokładnie mieszam. 

Na ciasto wylewam budyń, formę wstawiam do piekarnika i piekę 35-40 minut w 185 stopniach. Studzę ciasto. 

W międzyczasie szykuję bitą śmietanę, ubijam kremówkę z cukrem na sztywny krem. Wykładam ją na wierzch ciasta, posypuję cynamonem. Przed podaniem chłodzę w lodówce.



poniedziałek, 25 października 2021

Marynowana wieprzowina

 

Czas na obiad, dziś kuchnia serwuje marynowaną wieprzowinę. U mnie były to kotleciki z szynki, które podałam z kuskusem i surówką z kapusty pekińskiej. Ale pyszne są też z ziemniaczkami i surówką z pora i marchewki, wiem, bo też testowałam. To pyszne danie na jesienny obiad, wystarczy zamarynować mięso, a potem je podsmażyć. I już, i gotowe. Pyszne, delikatne mięsko, o wyraźnym smaku. Obiad robiłam jeszcze przed wielkim remontem. Dobrze, że wczoraj teściowa uratowała nas zaproszeniem na domowy posiłek. Ja mam ograniczone możliwości gotowania. Cóż jest powodem mojej kuchennej frustracji?  Otóż mój mąż zamówił zły zlew. Zamawiał go z miesiąc, nawet nie sądziłam, że wybór zlewu, może być dla kogoś aż tak ważną sprawą! Nic jemu nie pasowało, mi było już kompletnie obojętne jaki, byleby był czarny. W każdym razie w końcu poszło zamówienie. Wybrał idealny i bach, wybór był zły. Zlew robiony na zamówienie, więc muszę czekać. Moje królestwo bez bieżącej wody wydaje się lekko niepełne. Trzymajcie kciuki by ten cud techniki zwany zlewem szybko doszedł. I by kotki dwa nie wpadły w dziurę po nim, która straszy mnie milion razy w ciągu dnia. Kiedy dojedzie zlew? Ponoć jutro, góra w środę. Mam bowiem dość mycia sztućców czy jabłek w łazience. Ale wracajmy do tematu, czyli kto nie ma pomysłu na obiad, niech zabierze się za te pyszne kotleciki i cieszy ich smakiem. I doceniajcie bieżącą wodę w kuchni! 






Składniki:

75 dg szynki bądź schabu

2 łyżki oleju

2 łyżki sosu sojowego

Sok z 1 limonki

5 cm kawałek imbiru

Łyżeczka ostrej papryki

1 czubata łyżka cukru

1 łyżeczka oregano

Sól

Pieprz





Mięso przepłukuję, osuszam ręcznikiem kuchennym. Kroję w cienkie i niezbyt duże kotleciki. Rozgniatam je lekko ręką.

Imbir drobno siekam. Wszystkie składniki marynaty łączę z sobą, mięso przekładam do zamykanego naczynia, polewam marynatą i odstawiam na 2-3 godziny, ale najlepiej na całą noc. 

Rozgrzewam suchą patelnię, obsmażam kawałki mięsa po 2,5 minuty z każdej strony. Podaję z kaszą i surówką. 

czwartek, 21 października 2021

Ryż z gruszkami

 Znów będzie porannie. Tym razem zapraszam na pyszny ryż z gruszkami, rodzynkami, orzechami i nektarynką. Lekko, owocowo i bardzo świeżo. A  jak zdrowo! Ryż, masa owoców, orzechy. Takie śniadanie po prostu mnie rozpieszcza! Rozpieszcza w październikowy dzień, który niesie ze sobą dużo, dużo obowiązków. Bo najważniejsze w kuchni już jest, czyli meble. Są nowe sprzęty, mogę gotować. Teraz tylko czekam na pana od kafli i elektryki, który doprowadzi całość do ideału. W sobotni wieczór wszystko ogarnę i będę cieszyć pięknym efektem końcowym. Ale nim do tego dojdzie, muszę zebrać siły na porządki i zajadać solidne śniadania. Po ostatniej niedzieli, kiedy to 3 godziny spędziłam na zimnie, muszę uzupełnić witaminy, by zachować zdrowie, bo czuję, że chciałby zaatakować mnie katar. Ale ja się nie dam. Taka ciepła, kolorowa i pełna zdrowia miska  mi w  tym pomoże!




Składniki:

150 gramów ryżu jaśminowego

300 ml mleka migdałowego

2 średnie gruszki

3 garście rodzynek

2 garści orzechów włoskich

2 łyżki miodu lipowego

Duża szczypta cynamonu

1 nektarynka

Listki mięty

Odrobina soli


Ryż przekładam do garnuszka, zalewam 100 ml wody, gotuję 5 minut. 

Gruszki obieram, kroję w drobną kostkę. Ryż zalewam mlekiem, dodaję cynamon i gruszki, gotuję do miękkości ryżu, około 15 minut. Do ryżu dodaję miód, mieszam.

Orzechy siekam dość grubo. Nektarynkę myję, kroję w cienkie plastry. Pudding ryżowy przekładam do 2 miseczek, dekoruję nektarynkami, miętą  i orzechami. 

wtorek, 19 października 2021

Proste ciasto bardzo cytrynowe

 Ciasto bardzo cytrynowe? Uwielbiam! Nie wiem czemu, ale lubię takie proste wypieki. Takie, które robią się praktycznie same i znikają błyskawicznie. Takie ciasto łatwo złapać w rękę i zjeść bez talerzyka, ot tak, mimochodem. A to do czytania książki, a to podczas spaceru między kuchnią a sypialnią. Albo kiedy idziesz do pokoju by sprawdzić co się dzieje, bo koty są dziwnie cicho. I cóż, musisz się pocieszyć bo Frania zniszczyła mi dwa kwiatki. Młoda wyrywa je z ziemi z korzeniami i ma najlepszą zabawkę. Ekologicznie, fakt, ale serce mi pęka. Na szczęście jest błyskawiczne pocieszenie, kawałek ciasta i już lepiej. Dziś to ciasto pomoże uporać się z wizją tego, że weekend dopiero za 4 dni. U mnie będzie to weekend witania nowej kuchni. W końcu! Ależ będzie pięknie, ależ nie mogę się doczekać. Gdyby tylko ktoś chciał za mnie posprzątać, byłabym w siódmym niebie. A teraz muszę powyciągać wszystko z szafek i zrobić solidny przegląd stanu magazynowego. Niech moc będzie ze mną!




Składniki:

4 duże jajka

1 duża cytryna

125 gramów masła

80 gramów cukru albo erytrytolu

150 gramów mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Szczypta cynamonu


Lukier:

4 łyżki cukru pudru

2 łyżki soku z cytryny


Dodatkowo:

masło i kasza manna




Jajka i masło wyjmuję z lodówki na pół godziny przed pieczeniem ciasta.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni.

Cytrynę dokładnie myję, parzę, ścieram skórkę i wyciskam sok. 

Miksuję masło z cukrem na jasny krem, dodaję jajka i dalej ubijam. Do maślanej masy dodaję sok i skórkę cytrynowa oraz cynamon. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, mieszam delikatnie. 

Tortownicę smaruję masłem i wysypuję kaszą manną. Wylewam ciasto, piekę placek 30-35 minut-do suchego patyczka. Studzę. 

Zimne ciasto polewam lukrem. Można udekorować skórką cytrynową.







niedziela, 17 października 2021

Przedwojenny burger według Magdy Gessler

 W sobotni poranek ( prawie zawsze4)  nadrabiam zaległe odcinki Kuchennych Rewolucji. Tym razem obejrzałam odcinek z tradycyjną kuchnią przedwojenną. Dużo było dziczyzny, ale pojawił się tam taki burger, który tak mnie nakręcił, że postanowiłam go zrobić. Dokładnie tego samego dnia, już, zaraz! Zaprosiłam na degustację przyjaciółkę z córką. Mieliśmy wieczór gier, więc burgery sprawdziły się świetnie. Co śmieszniejsze, dwa dni wcześniej rozmawialiśmy o tym, że nasze mamy robiły czasami oszukane schabowe właśnie z mortadeli. Nie było więc odwrotu, mortadela musiała pojawić się na stole! Same burgery wydawały się bardzo, ale to bardzo proste. Jedyne co było kłopotliwe, to znalezienie idealnej mortadeli. Takiej, która smakuje naprawę dobrze i ma dobry skład. To w końcu od niej zależy smak dania i efekt końcowy. Byle jaka mortadela sprawi, że burger będzie też byle jaki. Ja na taką trafiłam w drugim sklepie. Kupiłam, wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że burger jest po prostu wybitny. Zupełnie inny niż wszystkie dotychczas jedzone. Bardzo sycący, niezwykle apetyczny, wygląda i smakuje rewelacyjnie. Taki burger dodał nam sił i energii by spędzić wieczór na graniu we Wsiąść do Pociągu. Tak, zajęłam ostatnie miejsce, ale to moje burgery wygrały ten wieczór. 




Składniki na 4 burgery:

4 bułki do hamburgerów

4 grube plastry mortadeli dobrej jakości

4 wiejskie jajka

9 plastrów ogórka konserwowego (kiszony , kanapkowy)

4 plastry pomidora

4 garście mieszanki sałat

2 łyżki masła klarowanego

2 pełne łyżki majonezu

2 łyżeczki ostrej musztardy

Odrobina pieprzu.


Do podania frytki


Zaczynam od sosu, mieszam majonez z musztardą. Siekam plaster ogórka, dodaję pieprz, chwilę chłodzę.

Na dwóch patelniach rozgrzewam masło. 

Bułki przekrajam na połówki, podgrzewam w piekarniku. 

Mortadelę podsmażam z dwóch stron na rumiano - po 2,5 minuty z każdej strony. 

Smażę jajka sadzone, z dwóch stron. 

Dolną część bułki smaruję sosem, kładę sałatę, plaster ogórka i pomidora, na to plaster mortadeli, jajko sadzone i znów plaster ogórka. Wierzch bułki również smaruję sosem, spinam całość wykałaczką.

Podaję od razu z frytkami.

piątek, 15 października 2021

Owocowy mannowiec bez pieczenia

Kasza manna to zdecydowanie smak mojego dzieciństwa. Smak kaszy z sokiem malinowym, którą jadłam pod kocem, w porze Wieczorynki. Taka kaszka kojarzy mi się z beztroską, radością i masą przyjemności. Dziś, gdy jako dorosła i ( chyba) stateczna dama, chcę przywrócić sobie beztroskie chwile, sięgam po kaszę mannę. Ale niekoniecznie musi to być miseczka kaszki, może to być również mannowy deserek. Taki deser, który w jesienny dzień, przyniesie mi słońce. Największą zaletą tego deseru jest czas w jakim go przygotujemy, wystarczy ugotować kaszę, pokroić owoce i w zasadzie wszystko już gotowe. Oczywiście, potem deser należy umieścić w lodówce, a trzymanie go tam i niewsadzenie palucha w tężęjącą masę, jest wielkim wyzwaniem. Ale, ale, warto się pomęczyć, bo końcowy efekt jest po prostu genialny. Lekki jak puch krem, delikatne herbatniki, dużo owoców, i odrobina czekolady, którą przemyciłam tutaj z pełną premedytacją. Deser  najlepiej jest serwować po długim spacerze, u mnie był to spacer nad morze. Ale sprawdzi się również las, łąka i miejska uliczka-wszystkie te zaliczyłam w drodze na plażę. Cała trójka konsumentów zgodnie stwierdziła, że ciasto jest po prostu Palce Lizać! Polecam na weekend. 









Składniki:

Około 30 herbatników

0,7 litra soku pomarańczowego

10 łyżek kaszy manny

3 łyżki miodu

2 banany

3 duże kiwi

5 kostek gorzkiej czekolady

4 kostki białej czekolady






W garnku z grubym dnem podgrzewam sok pomarańczowy, wsypuję kasze mannę, ciągle mieszając gotuję na gęsty krem-trwa to około 8 minut. Do masy dodaję miód i miksuję mikserem na gładką masę. Studzę 10 minut. 

Banany obieram, kroję w plasterki. Kiwi obieram ze skórki, kroję w cienkie plasterki. 

Formę do pieczenia wykładam folią, układam warstwę herbatników, na nich układam plasterki kiwi, przykrywam je połową kremu. Kolejna warstwa to herbatniki, plasterki banana i krem. Wierzch dekoruje pozostałymi owocami. 

Ścieram na tarce oba rodzaje czekolady, posypuję wierzch ciasta. Deser chłodzę minimum 3 godziny przed podaniem, a najlepiej całą noc. 



środa, 13 października 2021

Nowa Prowincja i niezwykłe smaki

 Dziś będzie smakowita podróż. A bo czemu nie? Co prawda niedawno wróciłam z urlopu, małego,bo małego, ale urlopu. A dusza znów by gdzieś wybyła. Ale trzeba czekać do wiosny! Ten czas oczekiwania osłodzę sobie wspomnieniem podróży i pobytu w Nowej Prowancji. Miejscu odrobinę za Jelenią Górą. Rządzi tam spokój i cisza. Jesteśmy na totalnej prowincji, ale za to, mamy wszystkie wygody. Bo pensjonat Nowa Prowincja jest po prostu wspaniały, można tam nie tylko wypocząć, ale i zjeść. Trafiliśmy tam na pyszny obiad, wieczorny deser i cudowne śniadanie. Do dziś mamy w  pamięci te dania!



To był bardzo deszczowy dzień, przyjeżdżając do pensjonatu byłam przemoczona i zziębnięta. Spacer podczas ulewy, to nie był dobry pomysł. Ale daję słowo, kiedy się zaczynał, na niebo nie było ani jednej chmurki. Skończyło się to naprawdę nieciekawie. Musiałam paradować trzy kilometry, w kuszącym płaszczu przeciwdeszczowym, a la worek na śmieci. Tudzież był to worek, a la płaszcz. Nieważne.  Wiedziałam,że jedna, jedyna rzecz mnie uratuje-duża miska rosołu. Na nieszczęście kuchnia była chwilowa nieczynna, z powodu wesela. Ale wyjątkowa obsługa przyniosła nam rosół do pokoju. Cieplutki, pikantny, aromatyczny, zdecydowanie to rosół, który dodał mi sił, solidnie rozgrzał i po prostu uratował mi życie!


Na drugie danie, zeszliśmy już do restauracji, która mieści się w piwnicy, kunsztownie odrestaurowanego budynku. Jest tutaj dużo cegły, ale i światła, kwiatów i naprawdę można się tutaj zrelaksować.  Karta nie jest długa, co bardzo mi pasuje. Wybraliśmy tradycyjny schabowy z kostką z kapustą, i kurczaka z selerowym puree i karmelizowanymi marchewkami. 


Schabowy był pyszny, soczysty i bardzo solidny. Do tego pyszna kapusta i ziemniaki. Kurczak delikatny, wręcz rozpływał się  w ustach. Do tego moc warzyw, bo i sałatka ze szpinaku, słodkie marchewki i to pyszne puree! Zestaw na wielką piątkę z plusem. Byliśmy najedzeni po sam korek. Ale nie mogłam sobie odmówić deseru, wróciliśmy więc wieczorem na sernik z pistacjami. Ciasto było podane z dużą ilością bitej śmietany, za którą nie przepadam, nieco odgarnęłam na bok, nieco spróbowałam. Sernik był niezwykle delikatny i solidnie pistacjowy. Dla mnie zupełnie inny od tego, co znam jako sernik. Idealny deser na zakończenie tego dnia. 


Śniadania zaś to pyszna uczta dla zmysłów. Mimo niedzielnego, bardzo wczesnego poranka, pyszne i świeżutkie pieczywko. Dania na ciepło, własnoręcznie robione jogurty owocowe, pyszna kawa i jeszcze pyszniejsze ciasta. A twarożek ze szczypiorkiem to klasa mistrzowska. Po takim śniadaniu, powrót 450 km do domu, to żaden problem. 



W kuchnia w Nowej Prowincji jest tak pyszna,a obsługa taka przyjemna, że chętnie tam wrócę. 








Nowa Prowincja, Chrośnica, 41

poniedziałek, 11 października 2021

Warzywny sos do makaronu

 Coś co robi się szybko, jest smaczne, pożywne i nieskomplikowane? Warzywny sos do makaronu. Taki, który pysznie smakuje, a robi się go naprawdę szybko. Czyli wtedy kiedy mam pierwszy studencki weekend. Przedmioty okazały się naprawdę świetne, ale wiadomo, zajęły mi sporo czasu. A miałam ambitne plany. Poza nauką chciałam skorzystać z pogody i zrobić solidne pranie i umyć okna. Chciałam też odpocząć, więc zdecydowałam się na szybki i mało kłopotliwy obiad, który bez problemu można zrobić na dwa dni. Ba, tego dnia następnego, gulasz warzywny, jest głębszy w smaku i smakuje jeszcze lepiej. Kiedyś nie wyobrażałam sobie obiadu bez mięsa, a teraz takie warzywne dnia bez problemu wystarczają mi za cały obiad. To wszystko dzięki mężowi, który rok temu miał fazę na niejedzenie mięsa i w ogóle na weganizm. Musiałam się nauczyć nowej kuchni i ciężko wracam do tych przepisów. A tymczasem uciekam do pracy. Wiecie, że wczoraj skończyłam wykład o 21? Dziś nie do końca mam energię do pracy, muszę przetrwać dzisiejszy dzień!



Składniki:

1 duży bakłażan

1 czerwona cebula

2 ząbki czosnku

Puszka posiekanych pomidorów

1 zielona papryka

10 pieczarek

1 lampka czerwonego wina

2 garście posiekanej natki pietruszki

Sól

Wędzona papryka-pół łyżeczki

Słodka papryka-łyżeczka

Oregano-pół łyżeczki

Granulowany czosnek-łyżeczka

Świeżo mielony pieprz

2 łyżki oliwy z oliwek

Do podania:

makaron i tarty Parmezan


Myję wszystkie warzywa, osuszam. 

Rozgrzewam oliwę. Siekam drobno czosnek i cebulę, podsmażam 3 minuty, przekładam do dużego garnka. 

Kroję bakłażana w półplasterki, podsmażam 4 minuty, w międzyczasie kroję paprykę i podsmażam 3 minuty, warzywa wrzucam do garnka. Na koniec kroję pieczarki w plasterki, smażę 5 minut, przekładam do garnka. 

Warzywa w garnku zalewam pomidorami z puszki, doprawiam, dodaję wino i posiekaną pietruszkę. Duszę sos na małym ogniu 25 minut, pod przykryciem. 

W międzyczasie gotuję makaron, polewam go sosem, posypuje serem.

piątek, 8 października 2021

Omlet cesarski z duszonymi jabłkami

 Poranek czas start! Ciężko mi wrócić do codzienności. A już szczególnie do porannego wstawania i szybkich śniadań. Podczas wyjazdu rozkoszowałam się jajecznicą z wiejskich jajek, owsianką z borówkami i świeżymi sałatami. W domu wszystko robię w pędzie, ale staram się by poranek był miłym wstępem do nowego dnia. Dlatego też przygotowałam omlet cesarski z duszonymi jabłkami. Jabłka duszone w soku pomarańczowym nabrały nowego wyrazu, a ten zapach rozbudzi każdego śpiocha! Omlet cesarski to mój ulubiony omlet. Iście wyjątkowy, leciutki, puchaty, delikatny. Pełen rodzynek i smaku. Prawdziwie królewskie śniadanie, którym warto umilić sobie nie tylko weekend. Kiedy poranki coraz bardziej szare i zimne, rozgrzewający omlet od razu poprawi nastrój. Sprawdziłam, zmienia nastawienie do pracy, nawet kiedy lekko pada. 




Jabłka:

2 jabłka (najlepiej twarde)

2 garście rodzynek

150 ml soku z pomarańczy

1 łyżka miodu

Duża szczypta cynamonu


Omlet:

4 duże wiejskie jajka

1 łyżka mąki pszennej

Szczypta cynamonu

150 ml mleka

2 garście rodzynek


Łyżka masła klarowanego

Cukier puder




Jabłka obieram, kroję w kostkę. W garnuszek wlewam sok pomarańczowy, dodaję jabłka i przepłukane rodzynki, doprawiam cynamonem. Jabłka duszę 5-6 minut. Odstawiam na 2-3 minuty, dodaję miód. 

Białka oddzielam od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. Żółtka ukręcam z mlekiem, mąką i cynamonem, dodaję do piany, leciutko mieszam, dodaję rodzynki.

Masło rozgrzewam, wylewam masę omletową, smażę 3 minuty z jednej strony, przekręcam na drugą. Łopatką dzielę na małe kawałeczki, posypuję cukrem pudrem, podsmażam minutę.

Omlet przekładam na talerze, podaję z jabłkami.

środa, 6 października 2021

Jabłecznik leciutki jak chmurka

I wróciłam z Bieszczad! Byłam pierwszy, ale z  pewnością nie ostatni raz. To były magiczne  cztery dni, w sumie pięć, ale nie liczę czasu podróży. Jako dziewczyna znad morza, zachwycam się górskimi widokami. Początek października to idealna pora na taki urlop. Cisza, spokój, a jakie widoki! Liście przybierają niezwykłe barwy, poranki osnute mgłą  i wieczory przy planszówkach  z przyjaciółmi w łemkowskiej chacie.Do tego wiejski, świeżo pieczony chleb, jajka od szczęśliwych kur i tradycyjne sery. Cala gmina Komańcza jest piękna, i mogłabym tak długo się nią zachwycać, ale czas wrócić do obowiązków. , A żeby osłodzić sobie powrót do pracy, upiekłam ten cudowny jabłecznik. Smak dzieciństwa. Wyjątkowo prosty, a jaki pyszny! Mięciutki, delikatny, rozpływa się w ustach. A jak pachnie! Koniecznie go zróbcie i delektujcie się złotą jesienią!




Składniki:

4 duże wiejskie jajka

250 gramów mąki pszennej

1/2 szklanki erytrytolu ( cukier lub ksylitol)

120 ml oleju rzepakowego

5 łyżek mleka

1 łyżka cukru  z prawdziwą wanilią

1 łyżeczka proszku do pieczenia


Nadzienie:

5 dużych jabłek

1 łyżka soku z cytryny

1 łyżka skórki z cytryny

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżka cynamonu

2 łyżki erytrytolu ( cukier, miód, ksylitol)


Dodatkowo:

masło i bułka tarta do formy, cukier puder




Jabłka obieram, ścieram na tarce do garnuszka. Zalewam wodą- 4-5 łyżek,, dodaję cytrynę, erytrytol i cynamon. Duszę całość 5-6 minut, następnie przesiewam mąkę ziemniaczaną, dokładnie mieszam, odstawiam do ostudzenia.

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni-góra/dół.

Jajka ubijam z erytrytolem i cukrem na jasny krem-masa powinna 3 razy zwiększyć objętość. Delikatnie dolewam olej i mleko, dalej miksuję. Do masy przesiewam mąkę  z proszkiem do pieczenia, masę delikatnie mieszam szpatułką.



Formę do pieczenia smaruję masłem, wysypuję bułką. Wylewam połowę ciasta i piekę 15 minut-masa nie może być płynna. Wyjmuję ciasto z piekarnika, wykładam na cieście jabłkowe nadzienie, przykrywam resztą ciasta, wyrównuję, placek dopiekam 40 minut-patyczek powinien być suchy. 

Wierzch posypuje cukrem pudrem. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...