Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

czwartek, 21 października 2021

Ryż z gruszkami

 Znów będzie porannie. Tym razem zapraszam na pyszny ryż z gruszkami, rodzynkami, orzechami i nektarynką. Lekko, owocowo i bardzo świeżo. A  jak zdrowo! Ryż, masa owoców, orzechy. Takie śniadanie po prostu mnie rozpieszcza! Rozpieszcza w październikowy dzień, który niesie ze sobą dużo, dużo obowiązków. Bo najważniejsze w kuchni już jest, czyli meble. Są nowe sprzęty, mogę gotować. Teraz tylko czekam na pana od kafli i elektryki, który doprowadzi całość do ideału. W sobotni wieczór wszystko ogarnę i będę cieszyć pięknym efektem końcowym. Ale nim do tego dojdzie, muszę zebrać siły na porządki i zajadać solidne śniadania. Po ostatniej niedzieli, kiedy to 3 godziny spędziłam na zimnie, muszę uzupełnić witaminy, by zachować zdrowie, bo czuję, że chciałby zaatakować mnie katar. Ale ja się nie dam. Taka ciepła, kolorowa i pełna zdrowia miska  mi w  tym pomoże!




Składniki:

150 gramów ryżu jaśminowego

300 ml mleka migdałowego

2 średnie gruszki

3 garście rodzynek

2 garści orzechów włoskich

2 łyżki miodu lipowego

Duża szczypta cynamonu

1 nektarynka

Listki mięty

Odrobina soli


Ryż przekładam do garnuszka, zalewam 100 ml wody, gotuję 5 minut. 

Gruszki obieram, kroję w drobną kostkę. Ryż zalewam mlekiem, dodaję cynamon i gruszki, gotuję do miękkości ryżu, około 15 minut. Do ryżu dodaję miód, mieszam.

Orzechy siekam dość grubo. Nektarynkę myję, kroję w cienkie plastry. Pudding ryżowy przekładam do 2 miseczek, dekoruję nektarynkami, miętą  i orzechami. 

wtorek, 19 października 2021

Proste ciasto bardzo cytrynowe

 Ciasto bardzo cytrynowe? Uwielbiam! Nie wiem czemu, ale lubię takie proste wypieki. Takie, które robią się praktycznie same i znikają błyskawicznie. Takie ciasto łatwo złapać w rękę i zjeść bez talerzyka, ot tak, mimochodem. A to do czytania książki, a to podczas spaceru między kuchnią a sypialnią. Albo kiedy idziesz do pokoju by sprawdzić co się dzieje, bo koty są dziwnie cicho. I cóż, musisz się pocieszyć bo Frania zniszczyła mi dwa kwiatki. Młoda wyrywa je z ziemi z korzeniami i ma najlepszą zabawkę. Ekologicznie, fakt, ale serce mi pęka. Na szczęście jest błyskawiczne pocieszenie, kawałek ciasta i już lepiej. Dziś to ciasto pomoże uporać się z wizją tego, że weekend dopiero za 4 dni. U mnie będzie to weekend witania nowej kuchni. W końcu! Ależ będzie pięknie, ależ nie mogę się doczekać. Gdyby tylko ktoś chciał za mnie posprzątać, byłabym w siódmym niebie. A teraz muszę powyciągać wszystko z szafek i zrobić solidny przegląd stanu magazynowego. Niech moc będzie ze mną!




Składniki:

4 duże jajka

1 duża cytryna

125 gramów masła

80 gramów cukru albo erytrytolu

150 gramów mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Szczypta cynamonu


Lukier:

4 łyżki cukru pudru

2 łyżki soku z cytryny


Dodatkowo:

masło i kasza manna




Jajka i masło wyjmuję z lodówki na pół godziny przed pieczeniem ciasta.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni.

Cytrynę dokładnie myję, parzę, ścieram skórkę i wyciskam sok. 

Miksuję masło z cukrem na jasny krem, dodaję jajka i dalej ubijam. Do maślanej masy dodaję sok i skórkę cytrynowa oraz cynamon. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, mieszam delikatnie. 

Tortownicę smaruję masłem i wysypuję kaszą manną. Wylewam ciasto, piekę placek 30-35 minut-do suchego patyczka. Studzę. 

Zimne ciasto polewam lukrem. Można udekorować skórką cytrynową.







niedziela, 17 października 2021

Przedwojenny burger według Magdy Gessler

 W sobotni poranek ( prawie zawsze4)  nadrabiam zaległe odcinki Kuchennych Rewolucji. Tym razem obejrzałam odcinek z tradycyjną kuchnią przedwojenną. Dużo było dziczyzny, ale pojawił się tam taki burger, który tak mnie nakręcił, że postanowiłam go zrobić. Dokładnie tego samego dnia, już, zaraz! Zaprosiłam na degustację przyjaciółkę z córką. Mieliśmy wieczór gier, więc burgery sprawdziły się świetnie. Co śmieszniejsze, dwa dni wcześniej rozmawialiśmy o tym, że nasze mamy robiły czasami oszukane schabowe właśnie z mortadeli. Nie było więc odwrotu, mortadela musiała pojawić się na stole! Same burgery wydawały się bardzo, ale to bardzo proste. Jedyne co było kłopotliwe, to znalezienie idealnej mortadeli. Takiej, która smakuje naprawę dobrze i ma dobry skład. To w końcu od niej zależy smak dania i efekt końcowy. Byle jaka mortadela sprawi, że burger będzie też byle jaki. Ja na taką trafiłam w drugim sklepie. Kupiłam, wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że burger jest po prostu wybitny. Zupełnie inny niż wszystkie dotychczas jedzone. Bardzo sycący, niezwykle apetyczny, wygląda i smakuje rewelacyjnie. Taki burger dodał nam sił i energii by spędzić wieczór na graniu we Wsiąść do Pociągu. Tak, zajęłam ostatnie miejsce, ale to moje burgery wygrały ten wieczór. 




Składniki na 4 burgery:

4 bułki do hamburgerów

4 grube plastry mortadeli dobrej jakości

4 wiejskie jajka

9 plastrów ogórka konserwowego (kiszony , kanapkowy)

4 plastry pomidora

4 garście mieszanki sałat

2 łyżki masła klarowanego

2 pełne łyżki majonezu

2 łyżeczki ostrej musztardy

Odrobina pieprzu.


Do podania frytki


Zaczynam od sosu, mieszam majonez z musztardą. Siekam plaster ogórka, dodaję pieprz, chwilę chłodzę.

Na dwóch patelniach rozgrzewam masło. 

Bułki przekrajam na połówki, podgrzewam w piekarniku. 

Mortadelę podsmażam z dwóch stron na rumiano - po 2,5 minuty z każdej strony. 

Smażę jajka sadzone, z dwóch stron. 

Dolną część bułki smaruję sosem, kładę sałatę, plaster ogórka i pomidora, na to plaster mortadeli, jajko sadzone i znów plaster ogórka. Wierzch bułki również smaruję sosem, spinam całość wykałaczką.

Podaję od razu z frytkami.

piątek, 15 października 2021

Owocowy mannowiec bez pieczenia

Kasza manna to zdecydowanie smak mojego dzieciństwa. Smak kaszy z sokiem malinowym, którą jadłam pod kocem, w porze Wieczorynki. Taka kaszka kojarzy mi się z beztroską, radością i masą przyjemności. Dziś, gdy jako dorosła i ( chyba) stateczna dama, chcę przywrócić sobie beztroskie chwile, sięgam po kaszę mannę. Ale niekoniecznie musi to być miseczka kaszki, może to być również mannowy deserek. Taki deser, który w jesienny dzień, przyniesie mi słońce. Największą zaletą tego deseru jest czas w jakim go przygotujemy, wystarczy ugotować kaszę, pokroić owoce i w zasadzie wszystko już gotowe. Oczywiście, potem deser należy umieścić w lodówce, a trzymanie go tam i niewsadzenie palucha w tężęjącą masę, jest wielkim wyzwaniem. Ale, ale, warto się pomęczyć, bo końcowy efekt jest po prostu genialny. Lekki jak puch krem, delikatne herbatniki, dużo owoców, i odrobina czekolady, którą przemyciłam tutaj z pełną premedytacją. Deser  najlepiej jest serwować po długim spacerze, u mnie był to spacer nad morze. Ale sprawdzi się również las, łąka i miejska uliczka-wszystkie te zaliczyłam w drodze na plażę. Cała trójka konsumentów zgodnie stwierdziła, że ciasto jest po prostu Palce Lizać! Polecam na weekend. 









Składniki:

Około 30 herbatników

0,7 litra soku pomarańczowego

10 łyżek kaszy manny

3 łyżki miodu

2 banany

3 duże kiwi

5 kostek gorzkiej czekolady

4 kostki białej czekolady






W garnku z grubym dnem podgrzewam sok pomarańczowy, wsypuję kasze mannę, ciągle mieszając gotuję na gęsty krem-trwa to około 8 minut. Do masy dodaję miód i miksuję mikserem na gładką masę. Studzę 10 minut. 

Banany obieram, kroję w plasterki. Kiwi obieram ze skórki, kroję w cienkie plasterki. 

Formę do pieczenia wykładam folią, układam warstwę herbatników, na nich układam plasterki kiwi, przykrywam je połową kremu. Kolejna warstwa to herbatniki, plasterki banana i krem. Wierzch dekoruje pozostałymi owocami. 

Ścieram na tarce oba rodzaje czekolady, posypuję wierzch ciasta. Deser chłodzę minimum 3 godziny przed podaniem, a najlepiej całą noc. 



środa, 13 października 2021

Nowa Prowincja i niezwykłe smaki

 Dziś będzie smakowita podróż. A bo czemu nie? Co prawda niedawno wróciłam z urlopu, małego,bo małego, ale urlopu. A dusza znów by gdzieś wybyła. Ale trzeba czekać do wiosny! Ten czas oczekiwania osłodzę sobie wspomnieniem podróży i pobytu w Nowej Prowancji. Miejscu odrobinę za Jelenią Górą. Rządzi tam spokój i cisza. Jesteśmy na totalnej prowincji, ale za to, mamy wszystkie wygody. Bo pensjonat Nowa Prowincja jest po prostu wspaniały, można tam nie tylko wypocząć, ale i zjeść. Trafiliśmy tam na pyszny obiad, wieczorny deser i cudowne śniadanie. Do dziś mamy w  pamięci te dania!



To był bardzo deszczowy dzień, przyjeżdżając do pensjonatu byłam przemoczona i zziębnięta. Spacer podczas ulewy, to nie był dobry pomysł. Ale daję słowo, kiedy się zaczynał, na niebo nie było ani jednej chmurki. Skończyło się to naprawdę nieciekawie. Musiałam paradować trzy kilometry, w kuszącym płaszczu przeciwdeszczowym, a la worek na śmieci. Tudzież był to worek, a la płaszcz. Nieważne.  Wiedziałam,że jedna, jedyna rzecz mnie uratuje-duża miska rosołu. Na nieszczęście kuchnia była chwilowa nieczynna, z powodu wesela. Ale wyjątkowa obsługa przyniosła nam rosół do pokoju. Cieplutki, pikantny, aromatyczny, zdecydowanie to rosół, który dodał mi sił, solidnie rozgrzał i po prostu uratował mi życie!


Na drugie danie, zeszliśmy już do restauracji, która mieści się w piwnicy, kunsztownie odrestaurowanego budynku. Jest tutaj dużo cegły, ale i światła, kwiatów i naprawdę można się tutaj zrelaksować.  Karta nie jest długa, co bardzo mi pasuje. Wybraliśmy tradycyjny schabowy z kostką z kapustą, i kurczaka z selerowym puree i karmelizowanymi marchewkami. 


Schabowy był pyszny, soczysty i bardzo solidny. Do tego pyszna kapusta i ziemniaki. Kurczak delikatny, wręcz rozpływał się  w ustach. Do tego moc warzyw, bo i sałatka ze szpinaku, słodkie marchewki i to pyszne puree! Zestaw na wielką piątkę z plusem. Byliśmy najedzeni po sam korek. Ale nie mogłam sobie odmówić deseru, wróciliśmy więc wieczorem na sernik z pistacjami. Ciasto było podane z dużą ilością bitej śmietany, za którą nie przepadam, nieco odgarnęłam na bok, nieco spróbowałam. Sernik był niezwykle delikatny i solidnie pistacjowy. Dla mnie zupełnie inny od tego, co znam jako sernik. Idealny deser na zakończenie tego dnia. 


Śniadania zaś to pyszna uczta dla zmysłów. Mimo niedzielnego, bardzo wczesnego poranka, pyszne i świeżutkie pieczywko. Dania na ciepło, własnoręcznie robione jogurty owocowe, pyszna kawa i jeszcze pyszniejsze ciasta. A twarożek ze szczypiorkiem to klasa mistrzowska. Po takim śniadaniu, powrót 450 km do domu, to żaden problem. 



W kuchnia w Nowej Prowincji jest tak pyszna,a obsługa taka przyjemna, że chętnie tam wrócę. 








Nowa Prowincja, Chrośnica, 41

poniedziałek, 11 października 2021

Warzywny sos do makaronu

 Coś co robi się szybko, jest smaczne, pożywne i nieskomplikowane? Warzywny sos do makaronu. Taki, który pysznie smakuje, a robi się go naprawdę szybko. Czyli wtedy kiedy mam pierwszy studencki weekend. Przedmioty okazały się naprawdę świetne, ale wiadomo, zajęły mi sporo czasu. A miałam ambitne plany. Poza nauką chciałam skorzystać z pogody i zrobić solidne pranie i umyć okna. Chciałam też odpocząć, więc zdecydowałam się na szybki i mało kłopotliwy obiad, który bez problemu można zrobić na dwa dni. Ba, tego dnia następnego, gulasz warzywny, jest głębszy w smaku i smakuje jeszcze lepiej. Kiedyś nie wyobrażałam sobie obiadu bez mięsa, a teraz takie warzywne dnia bez problemu wystarczają mi za cały obiad. To wszystko dzięki mężowi, który rok temu miał fazę na niejedzenie mięsa i w ogóle na weganizm. Musiałam się nauczyć nowej kuchni i ciężko wracam do tych przepisów. A tymczasem uciekam do pracy. Wiecie, że wczoraj skończyłam wykład o 21? Dziś nie do końca mam energię do pracy, muszę przetrwać dzisiejszy dzień!



Składniki:

1 duży bakłażan

1 czerwona cebula

2 ząbki czosnku

Puszka posiekanych pomidorów

1 zielona papryka

10 pieczarek

1 lampka czerwonego wina

2 garście posiekanej natki pietruszki

Sól

Wędzona papryka-pół łyżeczki

Słodka papryka-łyżeczka

Oregano-pół łyżeczki

Granulowany czosnek-łyżeczka

Świeżo mielony pieprz

2 łyżki oliwy z oliwek

Do podania:

makaron i tarty Parmezan


Myję wszystkie warzywa, osuszam. 

Rozgrzewam oliwę. Siekam drobno czosnek i cebulę, podsmażam 3 minuty, przekładam do dużego garnka. 

Kroję bakłażana w półplasterki, podsmażam 4 minuty, w międzyczasie kroję paprykę i podsmażam 3 minuty, warzywa wrzucam do garnka. Na koniec kroję pieczarki w plasterki, smażę 5 minut, przekładam do garnka. 

Warzywa w garnku zalewam pomidorami z puszki, doprawiam, dodaję wino i posiekaną pietruszkę. Duszę sos na małym ogniu 25 minut, pod przykryciem. 

W międzyczasie gotuję makaron, polewam go sosem, posypuje serem.

piątek, 8 października 2021

Omlet cesarski z duszonymi jabłkami

 Poranek czas start! Ciężko mi wrócić do codzienności. A już szczególnie do porannego wstawania i szybkich śniadań. Podczas wyjazdu rozkoszowałam się jajecznicą z wiejskich jajek, owsianką z borówkami i świeżymi sałatami. W domu wszystko robię w pędzie, ale staram się by poranek był miłym wstępem do nowego dnia. Dlatego też przygotowałam omlet cesarski z duszonymi jabłkami. Jabłka duszone w soku pomarańczowym nabrały nowego wyrazu, a ten zapach rozbudzi każdego śpiocha! Omlet cesarski to mój ulubiony omlet. Iście wyjątkowy, leciutki, puchaty, delikatny. Pełen rodzynek i smaku. Prawdziwie królewskie śniadanie, którym warto umilić sobie nie tylko weekend. Kiedy poranki coraz bardziej szare i zimne, rozgrzewający omlet od razu poprawi nastrój. Sprawdziłam, zmienia nastawienie do pracy, nawet kiedy lekko pada. 




Jabłka:

2 jabłka (najlepiej twarde)

2 garście rodzynek

150 ml soku z pomarańczy

1 łyżka miodu

Duża szczypta cynamonu


Omlet:

4 duże wiejskie jajka

1 łyżka mąki pszennej

Szczypta cynamonu

150 ml mleka

2 garście rodzynek


Łyżka masła klarowanego

Cukier puder




Jabłka obieram, kroję w kostkę. W garnuszek wlewam sok pomarańczowy, dodaję jabłka i przepłukane rodzynki, doprawiam cynamonem. Jabłka duszę 5-6 minut. Odstawiam na 2-3 minuty, dodaję miód. 

Białka oddzielam od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. Żółtka ukręcam z mlekiem, mąką i cynamonem, dodaję do piany, leciutko mieszam, dodaję rodzynki.

Masło rozgrzewam, wylewam masę omletową, smażę 3 minuty z jednej strony, przekręcam na drugą. Łopatką dzielę na małe kawałeczki, posypuję cukrem pudrem, podsmażam minutę.

Omlet przekładam na talerze, podaję z jabłkami.

środa, 6 października 2021

Jabłecznik leciutki jak chmurka

I wróciłam z Bieszczad! Byłam pierwszy, ale z  pewnością nie ostatni raz. To były magiczne  cztery dni, w sumie pięć, ale nie liczę czasu podróży. Jako dziewczyna znad morza, zachwycam się górskimi widokami. Początek października to idealna pora na taki urlop. Cisza, spokój, a jakie widoki! Liście przybierają niezwykłe barwy, poranki osnute mgłą  i wieczory przy planszówkach  z przyjaciółmi w łemkowskiej chacie.Do tego wiejski, świeżo pieczony chleb, jajka od szczęśliwych kur i tradycyjne sery. Cala gmina Komańcza jest piękna, i mogłabym tak długo się nią zachwycać, ale czas wrócić do obowiązków. , A żeby osłodzić sobie powrót do pracy, upiekłam ten cudowny jabłecznik. Smak dzieciństwa. Wyjątkowo prosty, a jaki pyszny! Mięciutki, delikatny, rozpływa się w ustach. A jak pachnie! Koniecznie go zróbcie i delektujcie się złotą jesienią!




Składniki:

4 duże wiejskie jajka

250 gramów mąki pszennej

1/2 szklanki erytrytolu ( cukier lub ksylitol)

120 ml oleju rzepakowego

5 łyżek mleka

1 łyżka cukru  z prawdziwą wanilią

1 łyżeczka proszku do pieczenia


Nadzienie:

5 dużych jabłek

1 łyżka soku z cytryny

1 łyżka skórki z cytryny

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżka cynamonu

2 łyżki erytrytolu ( cukier, miód, ksylitol)


Dodatkowo:

masło i bułka tarta do formy, cukier puder




Jabłka obieram, ścieram na tarce do garnuszka. Zalewam wodą- 4-5 łyżek,, dodaję cytrynę, erytrytol i cynamon. Duszę całość 5-6 minut, następnie przesiewam mąkę ziemniaczaną, dokładnie mieszam, odstawiam do ostudzenia.

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni-góra/dół.

Jajka ubijam z erytrytolem i cukrem na jasny krem-masa powinna 3 razy zwiększyć objętość. Delikatnie dolewam olej i mleko, dalej miksuję. Do masy przesiewam mąkę  z proszkiem do pieczenia, masę delikatnie mieszam szpatułką.



Formę do pieczenia smaruję masłem, wysypuję bułką. Wylewam połowę ciasta i piekę 15 minut-masa nie może być płynna. Wyjmuję ciasto z piekarnika, wykładam na cieście jabłkowe nadzienie, przykrywam resztą ciasta, wyrównuję, placek dopiekam 40 minut-patyczek powinien być suchy. 

Wierzch posypuje cukrem pudrem. 

środa, 29 września 2021

Jaglany krem na jesienne dni

 Zdecydowanie o tej porze roku tęsknię do słodkich śniadań na ciepło. Kasze, omlety, placuszki. Wszystko co przyjemnie rozgrzewa, zjadam z dużą przyjemnością. Ciągle szukam nowych smaków i pomysłów. Tym razem zrobiłam mocno owocowy krem, z rozgrzewającymi przyprawami. Pikantne truskawki i słodka kasza z dodatkiem jabłek. Migdały gwarantują  odrobinę chrupkości,a  cynamon i wanilia dbają o rozpustę kubków smakowych. Ten krem znika błyskawicznie i niesamowicie wręcz syci. Z tych proporcji wyszły mi dwie solidne porcje, od rana do popołudnia, byłam zdrowo nasycona i gotowa na nowe wyzwania. A do tego kasza jaglana jest niezwykle zdrowa i jesienią warto regularnie włączać ją do menu. Jestem pewna, że ten budyń podbije serca i brzuszki, małych i dużych smakoszy. Zrobię go jutro, bo czeka mnie ponad 8 godzin w aucie. To taka mała podróż na osłodę jesieni i druga część podróży poślubnej. Kierunek południe! Wrócę do Was w następnym tygodniu!






Składniki:
1 szklanka mleka ( dowolne, u mnie owsiane) plus 2-3 łyżki

1/3 szklanki kaszy jaglanej

1 duże jabłko

2 garście migdałów

 Duża szczypta cynamonu

Esktrakt waniliowy

10-12  mrożonych truskawek

Szczypta mielonego imbiru

1 łyżka miodu



Kaszę przelewam ciepłą wodą, następnie zalewam mlekiem i gotuję do miękkości kaszy na małym ogniu - około 25 minut. Jeżeli wchłonie całą wodę, ale nie będzie mięciutka, dolewam trochę wody. 

Jabłko obieram, kroję w kostkę, dodaję w połowie czasu gotowania kaszy, doprawiam ja wanilią i cynamonem. Do kaszy dodaję mleko, migdały i miksuję na budyń. 

W garnuszku podgrzewam truskawki z odrobiną wody i imbirem. Chwilę gotuję, dodaję miód. 

Budyń jaglany przekładam do miseczek, podaję z ciepłymi truskawkami. 

poniedziałek, 27 września 2021

Szybka sałatka- Makaron, jajko i kukurydza


Ta sałatka pojechała ze mną na ostatniego grilla w tym sezonie. Jako, że weekend pozytywnie zaskoczył, to i można było posiedzieć z przyjaciółmi w ogrodzie  i wcale nie mieć na sobie trzech swetrów i dwóch kurtek. Taka prosta sałatka to idealna opcja na spotkanie w gronie znajomych, czy rodziny. Smakuje prawie wszystkim i jest niezwykle wręcz prosta. Wystarczy dosłownie kilka składników i już, gotowe. Można cieszyć się pysznym smakiem! Ja już wiem, że ta sałatka na stałe wpadnie do mojego imprezowego menu. Myślę, że wspaniale by smakowała z ananasem pokrojonym w kostkę, to opcja do wypróbowania. Cieszę się minionym, niezwykle ciepłym i miłym weekendem i myślę o następnym. Który w tym tygodniu przyjdzie szybciej!




Składniki:

200 gramów makaronu w kształcie ryżu

4 jajka

1 puszka kukurydzy

1 pęczek szczypiorku

2 łyżki majonezu

1 łyżka jogurtu naturalnego

Sól

Pieprz


Gotuję jajka na twardo, studzę i obieram. 

Gotuję makaron al dente, przelewam zimną wodą.

Jajka kroję w kosteczkę. Do miski wrzucam makaron,posiekane jajka i odcedzoną kukurydzę. Siekam drobniutko szczypiorek, połowę wrzucam do miski. W małym naczyniu łączę majonez i jogurt z przyprawami, sos łączę z sałatką, dokładnie mieszam. Wierzch posypuję szczypiorkiem. Sałatkę należy schłodzić, dwie-trzy godziny.

sobota, 25 września 2021

BON-ŻUR w ramach Restaurant Week

 Restaurant Week to okazja by poznać różne restauracje i kunszt szefów kuchni. Dania są spoza karty, oryginalne, ciekawe i niecodzienne. Do tego set dla jednej osoby, złożony z 3 dań z koktajlem to jedynie 59 złotych. Wybór lokalu, był dla mnie niewiadomą do samego końca. Lubię takie niespodzianki!





Mąż zabrał mnie do ciekawego miejsca, Bon Żur w Gdańsku,na samej Starówce, tuż obok Bazyliki Mariackiej, to miejsce, które oferuje tradycyjną kuchnię polską z nowoczesnym twistem. Lokal jest naprawdę ciekawy. Widać, że w jego wystrój włożono wiele serca i pasji. Jest nowocześnie, ale bardzo przytulnie. To świetne miejsce na randkę, czy wyjście z przyjaciółkami. Dużo cegły, betonu, ale i miękkich tkanin i jasnych barw. 

Po chwili dostaliśmy wodę z cytryną i koktajle, które były lekkie i bardzo delikatne. Po pół godziny dostaliśmy przystawkę. Niestety, czas oczekiwania na jedzenie był dość spory. Kuchnia miała nieco opóźnienia. Jak dobrze,że tego dnia nigdzie się nie śpieszyliśmy! Na przystawkę podano gdańską kiełbasę, podsmażaną, na cebulowo-kapuścianym musie. Kiełbasa była smaczna, mus moim zdaniem wybitny, lekko słodki, delikatny, niezwykle aksamitny. Do tego pomarańczowy chips. Całość pyszna, aczkolwiek porcja wybitnie wręcz skromna. Wystarczyło dodać kawałek pieczywa. Przystawka zaostrzyła apetyty, a danie główne podano dopiero po kolejnych trzydziestu minutach....


Daniem głównym była polędwiczka wieprzowa, kopytka i grzyby. Polędwiczka delikatna, kopytka rozpływały się w ustach. Całość na duży plus. I na koniec najlepsze, deser. A był nim torcik neapolitański, ciasto bardzo kruche, lekko kluskowe. Do tego budyniowy krem, świeże owoce i kwaśny mus jarzębinowy. To istna poezja smaków! Deser był wybitny, wybaczyłam czekanie na poprzednie dania, torcik skradł moje serce!

Myślę,że chętnie wpadnę do Bon Żur na standardowe dania. A Was zapraszam teraz, do końca Restaurant Week zostały dwa weekendy! Akcja trwa do 3 października.

środa, 22 września 2021

Szybka strucla śliwkowo-kokosowa

Ciasto w środku tygodnia? Chęć na coś słodkiego, a totalny brak czasu? Zróbcie kokosową struclę ze śliwkami. To całkiem bezproblemowe ciasto, zrobicie je po pracy w kilka minut. Dodatek kokosowych wiórek naprawdę zmienia smak ciasta. Do popołudniowej kawki, albo wieczornej herbatki. Wtedy kiedy na dworze deszcz i wiatr. Kiedy masz wrażenie, że już listopad, a to dopiero koniec września. Kiedy do domu przychodzisz przemoczony  i zmęczony, to gwarantuję, że aromat świeżo upieczonego ciasta, wynagradza wszystkie trudy dnia codziennego. Mi ten wypiek umilił wczorajszy wieczór, kiedy to zmęczona deszczem i stresem w pracy, zanurzyłam się w błogim świecie. Ja, zapachowa świeca, zielona herbata z mango i to pyszne ciacho! Kto dziś je piecze?




Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
10 śliwek
3 łyżki wiórek kokosowych
1 łyżka trzcinowego cukru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka bułki tartej
Wierzch:
2 łyżki wiórek kokosowych
1 żółtko
2 łyżki cukru trzcinowego




Piekarnik nagrzewam do 185 stopni.
Śliwki myję,kroję na połówki, usuwam pestki. 
Rozwijam ciasto francuskie na blaszce do pieczenia, środek posypuję bułką tartą. Wykładam śliwki, posypuję owoce wiórkami, cukrem i cynamonem. Zawijam ciasto w roladę. 
W miseczce ubijam żółtko z cukrem i wiórkami. Pędzelkiem smaruję masę po wierzchu strucli. Ciasto piekę 22-25 minut . 
Po ostudzeniu można posypać cukrem pudrem.

wtorek, 21 września 2021

Łosoś w sosie porowym

 Dawno nie jadłam ryby, sama nie wiem dlaczego. Ale zebrałam się w sobie i kupiłam filety z łososia. Szczerze uwielbiam tę rybę, za pyszne mięso i brak ości. Po pewnej Wigilii, kiedy to ość stanęła mi w gardle, miałam dużą niechęć do jedzenia ryb. Teraz je jem, ale mój repertuar to łosoś, dorsz i filet z flądry. Aby ten repertuar mi się nie znudził, próbuję nowych pomysłów na rybę. Tym razem wybór padł na pyszny sos, i pieczoną rybę. Łosoś był niezwykle wręcz delikatny, aromatyczny i soczysty.  Kremowy sos, pełen smaku i aromatu, to coś co lubię. Jeżeli znudził się już Wam smażony czy pieczony łosoś, to spróbujcie podać go pieczonego  w kremowym sosie koperkowym z dodatkiem pora. Może pokochacie go tak ja?


Składniki:

0,5 kg filetu z łososia

1 mały por

2 ząbki czosnku

200 ml śmietanki 12 %

Pół pęczka koperku

2 łyżki  klarowanego masła

Sól

Pieprz

Gałka muszkatołowa

Do podania :

Fasolka i puree 




Rozgrzewam piekarnik do 185 stopni.

Siekam drobno por i czosnek, rozgrzewam masło w naczyniu żaroodpornym, wrzucam warzywa. Smażę je 5 minut, często mieszając. Łososia kroję na 4 mniejsze kawałki, przekładam do naczynia, podsmażam po 1,5 minuty z każdej strony, lekko solę rybę.

Siekam koperek.

W miseczce łączę śmietankę z posiekanym koperkiem i wszystkimi przyprawami. Zalewam mieszanką rybę,przekładam naczynie do piekarnika. Łososia piekę 15-17 minut. Podaję z ziemniakami i fasolką, całość polewam sosem.


sobota, 18 września 2021

Limonkowe ciasto z morelami

Morelowo mi! Po morelowych placuszkach, czas na morelowe ciasto. Tym razem z limonkową nutą. Ciasto jest bardzo orzeźwiające i świeże. W sam raz na koniec lata! Delikatne, mięciutkie i mocno owocowe. Idealne na weekendowe przyjemności. A, że dziś mijają dokładnie 4 tygodnie od mojego ślubu, to myślę,że to ciacho, idealnie będzie nadawało się do świętowania tego dnia. Z perspektywy czasu, żałuję,że to wszystko już za mną. Że to ślubne odliczanie, ekscytacja i kolejne punkty do realizacji po prostu minęły. Gdybym mogła, to ten dzień przeżyłabym jeszcze raz. Dokładnie tak samo, z tymi samymi ludźmi! No może jedynie poprosiłabym by było nieco cieplej, bo mam wrażenie, że od dnia ślubu, codziennie boli mnie gardło. Dziś będziemy wracać do tego dnia, poprzez zdjęcia. Najpierw pójdziemy na pyszny obiad, a w domu przeglądać zdjęcia, i jedząc ciasto, będzie wspominać!



Składniki:

3 duże jajka

8 moreli

2 szklanki mąki pszennej

80 gramów masła

50 ml mleka 

100 gramów erytrytolu

1 duża limonka

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Lukier:

Sok z 1 limonki

4 łyżki cukru pudru


Dodatkowo:

masło i kasza manna do formy





Morele myję, kroję na połówki, a te znów na połówki. Odkładam na bok.

Z limonki ścieram skórkę, wyciskam sok.

W garnuszku z grubym dnem roztapiam masło, dodaję mleko, studzę.

Ubijam jajka z erytrytolem na jasną masę. Dodaję wystudzoną masę maślaną. Przesiewam mąkę z proszkiem, mieszam. Na koniec dodaję sok i skórkę z limonki, oraz morele. 

Formę do ciasta, smaruję masłem i wysypuję kaszą. 

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni, placek piekę 50-55 minut. 

Po ostudzeniu polewam lukrem przygotowanym z limonki i cukru pudru.


czwartek, 16 września 2021

Obiadowa sałatka makaronowa z tofu

 No dobra, w przepisie na tofu, które zmienia życie po prostu się zakochałam. I często wykorzystuję do tofu, w różnych daniach. Na przykład w takiej makaronowej sałatce. Niby nic wielkiego, a jaki pycha obiad  z tego wyszedł! Makaron, tofu i warzywa. Wszystko razem smakuje naprawdę wybitnie. Jeżeli jeszcze nie próbowaliście tego tofu, to szybciutko nadrabiajcie zaległości. Tofu jest chrupiące, a sos do niego po prostu bajeczny. Wyrazisty, cudownie otula tofu i dodaje smaku makaronowi. Co najlepsze, ta sałatka jest cudowna zarówno na ciepło, jak i na zimno. Zróbcie więcej i zjedźcie ją w pracy jako lunch. To taki przepis, który warto znać i wykorzystać kiedy nie ma się czasu, ani pomysłu na długie gotowanie. Szybko, smacznie i bez nadmiaru pracy. Czyli w sam raz na jutrzejszy obiad. Tak jak ostatnio, weekend zapowiada mi się pracowicie. Jest zaplanowany prawie co do minuty. Ale na szczęście, zaplanowałam też miłe chwile i przyjemne aktywności!



Składniki:


1 kostka przygotowana według tego przepisu

1 awokado

2 pomidory

250 gramów makaronu ( u mnie kokardki)

2 garście kolendry

1 mała czerwona cebula


Szykuje tofu według przepisu na Tofu zmieniające życie. 

Gotuję makaron al dente, odcedzam. Cebulkę siekam w kosteczkę, mieszam z makaronem.

Awokado kroję w kostkę. Pomidory przelewam, obieram ze skórki, kroję w kostkę. Kolendrę myję, osuszam, siekam w grube kawałki.

Makaron przekładam do miski.Na wierzchu układam awokado, pomidory, tofu i kolendrę. Polewam sosem.

wtorek, 14 września 2021

Zupa curry

 Przybywam z przepisem na pyszną zupę a la curry. To taka zupa, która smakuje wyjątkowo i robi się ją niemal błyskawicznie. Jest przepyszna. Intensywna w smaku, bardzo sycąca. Na drugi dzień jest jeszcze lepsza, bardziej wyrazista i pełna smaku. Do tego nie trzeba już drugiego dania, bardzo syci i dodaje energii na resztę dnia. Ja zrobiłam ją w kwadrans, kiedy się gotowała, musiałam zająć się nieco chorym kociakiem, nasza Frania najbardziej lubi spać na mnie. Jak się lepiej czuje, to spaceruje po mnie, przytula się i nie pozwala zrobić kroku. Bardzo lubi też ze mną gotować, trzeba ją solidnie pilnować, bo najchętniej by spróbowała każdego dania. Ta zupa też jej przypadła do gustu, wąchała i chodziła po stole podczas obiadu, prosząc o łyżkę tego przysmaku. Ja się nie dziwię, bo zupa pachnie obłędnie. Zróbcie koniecznie!





Składniki:

1 duża pierś z kurczaka - około 05, kg pokrojona w paski

1 puszka mleka kokosowego

1 litr warzywnego bulionu

3 ząbki czosnku

1 duża cebula

1 papryka

1 średnia cukinia

2 łyżki pasty curry ( żółtej)

1 łyżeczka czosnku granulowanego

1 łyżeczka ostrej papryki

1 garść kolendry

Sól

Pieprz

1 łyżka oleju


Do podania:

Chiński makaron z fasoli Mung


Rozgrzewam  olej, siekam drobno czosnek i cebulę, podsmażam 2-3 minuty. Dodaję mięso, zasypuję wszystkimi przyprawami, podsmażam 5 minut. Kroję w kostkę paprykę, a cukinie w półplasterki, wrzucam do garnka, podsmażam 2-3 minuty. Zalewam bulionem i dodaję mleko kokosowe, zmniejszam ogień i gotuję minimum 45 minut. Dodaję posiekaną kolendrą.

Na dno miseczki wykładam makaron, zalewam zupą. 

niedziela, 12 września 2021

Ciasto śliwkowe z orzechami i czekoladą

 Jesienne ciasto ze śliwkami. Klasyka. Co prawda za surowymi śliwkami nie przepadam, ale co innego jeżeli chodzi o wypieki. Te już lekko jesienne ciasta, po prostu uwielbiam-no dobrze, weekendowa pogoda nie była nic a nic jesienna! Ciasta pachnące śliwkami, a do tego orzechami i czekoladą. Musicie wierzyć mi na słowo, ale to ciasto podczas pieczenia pachnie niczym Nutella! W weekend nie ma nic lepszego. Aromatyczne ciasto, które poprawi humor i wspaniale smakuje zaniesione przyjaciołom na grilla.  Rozmawialiśmy długich kilka godzin, a cudowna pogoda sprzyjała biesiadzie. Ciasto zrobiło furorę. Smakowało i małym i dużym łasuchom. Ja również nie mogłam się od niego odkleić. To naprawdę świetny wypiek, który łączy wszystkie najważniejsze smaki nadchodzącej jesieni, a jednocześnie świetnie smakuje w letnie dni. W skrócie, jeżeli nie macie pomysłu na niedzielne ciacho, to koniecznie musicie je upiec! A ja pędzę do kina. Po tym malowaniu, należy mi się relaksująca niedziela. 






Składniki:

3 duże jajka

150 gramów masła

80 gramów cukru trzcinowego

2 paczki cukru z prawdziwą wanilią

250 gramów mąki

6 łyżek tartych orzechów laskowych

40 gramów posiekanej gorzkiej czekolady

8 dużych śliwek

1 łyżeczka proszku do pieczenia


Dodatkowo:

cukier puder, masło i bułka tarta do formy




6 śliwek kroję w drobną kostkę. 

W misce miksera ubijam  masło z cukrami. Następnie pojedynczo dodaję jajka, i dalej ucieram masę. 

Do jajeczno-maślanej masy dodaję tarte orzechy oraz mąkę z proszkiem do pieczenia, mieszam składniki. Na koniec dosypuję posiekaną czekoladę oraz śliwki, jeden raz mieszam. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni. Tortownicę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Na wierzchu kładę dwie pokrojone w paski śliwki.Placek piekę 45 minut. 

Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem. 

piątek, 10 września 2021

Budyniowe placuszki morelowe

 Kto ma ochotę na śniadaniowe placuszki? W sam raz na weekendowe śniadanko. Mi takie się przyda, leniwe, sycące, dobrze nastrajające. A po  sobotnim śniadaniu, malowanie sypialni. I grill z przyjaciółmi. To będzie pracowity i długi dzień. A zacząć je plackami, to naprawdę super sprawa. Placuszki powstały w wyniku spontanicznego działania, ot, dodałam mąkę, budyń, resztę jogurtu i morele, które zostały z wypieku ciasta. Ot, kuchenny recykling . Te placki są delikatne i bardzo smaczne. Robią się błyskawicznie i smakują przepysznie. A jak dodają energii! Wystarczy zamienić zwykłą mąkę na orkiszową, dodać owoce i mamy zdrowe śniadanie, bez cukru, chociaż na słodko. Cały tydzień czekałam na weekend, będzie smacznie,pięknie pogodowo i mam nadzieję,że znajdzie się w tym chaosie, chwila dla siebie. O ile mała Frania, pozwoli mi w spokoju poczytać książkę. Na razie uwielbia się tulić i wtedy chce mieć "mamusię" na wyłączność.



Składniki:

1 paczka budyniu waniliowego bez cukru

1 duże jajko

200 gramów mąki orkiszowej tortowej

150 gramów jogurtu naturalnego- płynnego

Ekstrakt waniliowy

1 łyżeczka proszku do pieczenia

8 moreli

Masło do smażenia




Morele myję, kroję na połówki, 3 morele zostawiam. 

W miseczce ubijam  jajko z wanilią, dodaję jogurt. Przesiewam mąkę z budyniem i proszkiem do pieczenia. Delikatnie łączę wszystkie składniki. Na koniec dodaję morele. 

Rozgrzewam masło na patelni, smażę średniej wielkości placuszki po 2,5 minuty z każdej strony. Można posypać je erytrytolem, podaję z  odłożonymi morelami.

środa, 8 września 2021

Duszona papryka faszerowana

 Czy ja mówiłam, że nasz weekend był szalony? Powiększyła nam się rodzinka o malutką Franię, czyli 9 tygodniową koteczkę. Malutka jest pełna energii, i niezbyt lubi nocą spać, dlatego nasz czas jest w  większości zajęty przez zabawy z małą i przytulaniem kociego rezydenta., musimy je zapoznać i polubić. Mała Frania od 1 wejrzenia jest zakochana w starszym bracie, i widzi w nim kompana do zabawy. Filemon zaś podchodzi do niej z dystansem, obserwuje i ocenia. W domu trzeba więc zachować czujność. Ale mimo to udaje się gotować smaczne obiady. Taki jak ten, duszone papryki z mięsem mielonym. To rodzinny przepis od mojej mamy. Zazwyczaj papryki faszerowane się piecze, a u mnie w domu gotowało. Mięso wychodzi delikatne, przesiąknięte smakiem papryki. To bardzo delikatne danie, w sam raz by zrobić większą porcję na kilka dni. Tak zrobiłam ja, te papryki z dużym smakiem i różnymi dodatkami, jedliśmy przez 3 dni. Prosto, smakowicie i niezwykle domowo.Tak jak lubię najbardziej!



Składniki na 6 porcji:

6 czerwonych papryk- bardziej szerokie, niż wysokie

850 gramów mięsa mielonego z łopatki

1 mały por

2 ząbki czosnku

1 pęczek koperku

1 łyżka masła

1 łyżka mąki pszennej

800 ml bulionu warzywnego

2 łyżki oleju

1 jajko

3 łyżki bułki tartej

1 łyżka słodkiej papryki

1 łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczka majeranku

Sól

Świeżo mielony pieprz

3-4 łyżki zimnej wody


Papryki myję, ucinam wierzchy, usuwam gniazda nasienne, układam w dużym garnku. 

Siekam koperek

Rozgrzewam olej. Drobno siekam por i czosnek, wrzucam na patelnię i podsmażam przez 6-7 minut.

Do mięsa dodaję jajko i wszystkie przyprawy, razem z połową porcji koperku oraz porem. Dodaję bułkę tartą i zimną wodę. Wyrabiam masę mięsną, nadziewam papryki. Zalewam je bulionem, dodaję resztę koperku, gotuję na średnim ogniu, pod przykryciem przez 45 minut. Z masła i mąki robię jasną zasmażkę, dodaję do sosu, danie gotuję 30 minut na małym ogniu. 

Gotowe papryki podaję z ryżem, polewam sosem.

poniedziałek, 6 września 2021

Smaki Pragi, część 2.

Po intensywnym weekendzie witam tydzień kolejnym wpisem. Przebrałam się w moją suknię ślubną i byłam modelką na naszej poślubnej sesji. Wróciły piękne emocje i wspomnienia. Chociaż nieco zmarzłam, jak na początek września pogoda nie rozpieszcza nadmiarem stopni na termometrze. Teraz zaś  zapraszam Was do Pragi. Tym razem odwidzimy knajpkę niedaleko hotelu, gdzie się zatrzymaliśmy, czyli zaraz obok Wyszechradu. A potem przemkniemy Mostem Karola na Hradczany, do restauracji gdzie byliśmy trzy razy. Uzależniłam się od ich herbatki ze świeżo parzonej mięty, z limonką i miodem. Nigdy nie piłam nic tak dobrego! A już szczególnie nic tak dobrego, po przejściu 21 kilometrów! Tak, tyle zrobiłam podczas jednego dnia, jestem pełna podziwu wobec samej siebie. I taka dumna! Ale do rzeczy, wracamy do jedzenia.

Najpierw zapraszam do restauracji U Tri Bojovniku. Była ona niedaleko naszego hotelu, czarne chmury wystraszyły nas co do większego spaceru. W czasie obiadu padało, a potem odsłoniło się na chwilę słońce. Ten lokal skusił nas menu i bliskością. Wystrój jest taki średni. Powiedziałabym , że brakuje charakteru, i jakiegoś takiego motywu przewodniego. Ot, lokal jak lokal. Do jedzenia zamówiliśmy żeberka pieczone z surówką z kapusty- a to nowość, i sznycel drobiowy z sałatką ziemniaczaną. Do tego herbata i piwo. Po kwadransie dostaliśmy obiad. 


Żeberka jak widać były solidnie upieczone, już na granicy ze spaleniem. Owszem, smakowały bardzo dobrze, mięso było delikatne, ale jednak dla mnie to już zbyt przypieczone mięso i skórka nie nadawała się do zjedzenia. Surówki było bardzo mało, ale za to sos czosnkowy do żeberek naprawdę pyszny. Jeżeli chodzi o sznycel to duży, z pyszną panierką i ciekawą sałatką ziemniaczaną. Podana na zimno zawierała ziemniaki, cebulę i majonez. W tym zestawie brakowało mi jak zwykle w Czechach, surówki. 


Zasadniczo wyszliśmy najedzeni, ale to knajpa do odwiedzenia na raz, nie wróciłabym na drugi dzień. 




Teraz opowiem o miejscu, do którego chętnie bym wróciła ponownie. Nie tylko ze względu na jedzenie, ale i z powodu samej restauracji , oraz obsługi. Tam wszystko grało. U Mecenasów, to lokal, który mieści się na Hradczanach, w pięknej lokalizacji. Ma niewielki ogródek, a raczej stoliki na zewnątrz, sam zaś mieści się zabytkowej kamienicy i zajmuje solidną jej część. Wnętrze nawiązuje do tradycji, ale jest i nowoczesne. Karta jest przystępna, nie ma 100 pozycji, więc łatwo coś wybrać. Wybór padł na drobiowy sznycel z młodymi ziemniaczkami i sałatą, oraz wieprzową pieczeń, z kopytkami i kapustą. Sznycel okazał się wspaniały, cieniutki, z delikatną, ale bardzo chrupiącą panierką, do tego ziołowe ziemniaczki i odrobina sałaty. Pieczeń rozpływała się w ustach, a kopytka były solidne i podsmażone. Całość otulona dużą ilością sosu i podaną na ciepło kiszoną kapustą. Ten lokal zdecydowanie warto odwiedzić wiele razy!







piątek, 3 września 2021

Śliwki, czekolada i kruszonka

 Są takie wieczory, kiedy nagle dopada człowieka chęć na coś słodkiego. Późnym latem, najchętniej było to coś ciepłego i z czekoladą. Ale, ale. Czy musi to być kaszka, albo budyń? W lodówce czekały śliwki. A w zasadzie to kusiły! Ale wiedziałam, że nie tylko śliwki mnie kuszą, ale i również czekolada. Cóż zrobić z nich na szybko? Kusiły mnie owoce pod kruszonka, ale nie ma tam miejsca na czekoladę. A któż powiedział, że nie można jej użyć do tradycyjnego crumble? Śliwki obsypałam solidną porcją gorzkiej czekolady i wyszedł niesamowicie dekadencki wręcz deser! Rozkoszny, otulający i zniewalający. Powiem szczerze, trzeba wziąć dokładkę. Śliwki w towarzystwie czekolady to mistrzostwo smaku i aromatu. Do tego odrobina cynamonu i chrupiąca kruszonka. Coś wspaniałego, i to dosłownie w kilka chwil. To kto umila sobie wieczór takim pysznym deserem?




Składniki na 2 duże porcje:
12 dużych śliwek
6 kostek gorzkiej czekolady
Sok z połowy cytryny
1 łyżka cukru trzcinowego

Kruszonka :
50 gramów masła
10 łyżek mąki orkiszowej
4 łyżki erytrytolu (albo cukru)
Mała łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:
masło do formy i cukier puder



Śliwki myję, kroję na pół, usuwam pestki. Naczynie żaroodporne smaruję masłem, wykładam śliwki. Owoce posypuję cukrem i polewam sokiem z cytryny, na wierzch ścieram czekoladę. Odstawiam na kwadrans. 

Z podanych składników zagniatam kruszonkę. Piekarnik nagrzewam do 190 stopni, owoce posypuję kruszonką. Deser piekę 20-25 minut, do zezłocenia się kruszonki. Podaję na ciepło, posypane cukrem pudrem.

środa, 1 września 2021

Smaki Pragi, część 1.

 Czas na małą, kulinarną podróż do Pragi. Piękne to miasto i oferuje wiele wrażeń. Ale czy te kulinarne również? Zdecydowanie Praga to raj dla fanów kapusty i mięsiwa. i cukru. Te wszystkie kołaczyki, miodowe ciasta i oczywiście genialne trydelniki, które kuszą na każdym kroku! Mówiąc całkiem szczerze, po spróbowaniu kilku rodzajów, klasyka wygrywa! 





Na pierwszą kolację wybraliśmy lokal w centrum Starówki, restaurację Staromacek. Kusiła niezwykłym wystrojem, klimatem i miłą obsługą. To idealne miejsce na spokojną wieczorną kolację, randkę, czy rodzinne spotkanie. Oczywiście wybraliśmy tradycyjne przysmaki, czyli gulasz z knedliczkami  i wieprzową pieczeń w grzybowym sosie, z knedlikami i kapustą. Jako przystawkę dostaliśmy świeżutki chleb i serowe rogaliki, do tego pyszny, mocno czosnkowy smalec. Po 15 minutach na stole pojawiły się dania główne, pięknie podane i apetyczne. Wołowina w gulaszu była niezwykle delikatna, wprost rozpływała się w ustach, otaczał ją cudowny, intensywny sos, a knedliki okazały się wyborne. Tak samo pyszne okazało się drugie danie, pieczony karczek był kruchy, soczysty i pełen ziół. Dwa rodzaje kapusty-biała i czerwona, dopełniały całość. Lekko słodka czerwona i kwaskowata biała, bardzo udany miks. Obsługa na najwyższym poziomie i miły klimat, gdyby nie to, że było już po 21, pewnie wzięłabym polecany deser. Staromacek to lokal w ścisłym centrum, ceny są więc dość wysokie, w przeliczeniu na złotówki, za dwa dania główne, jedną herbatę i jedno piwo, wyszło 160 zł. Moim zdaniem warto. 









Drugi lokal, mieści się bardzo blisko pierwszego, ale klimatem jest zgoła odmienny. To bar, w którym czas się zatrzymał i wygląda jak bar mleczny z lat 80. Dla tego klimatu warto tutaj wpaść! Ceska Kuchyne ma bardzo tradycyjne menu, typowo czeskie. Na wejściu dostajecie karteczki gdzie wpisują numerki zamówionych dań, ciekawa metoda na regulowanie płatności.Wybiera się główne danie mięsne i dowolne dodatki. My wybraliśmy do jedzenia czeski typowy gulasz, knedliczki, kapustę i sznycel drobiowy. Poza kapustą nie ma do wyboru innych warzyw, więc kiedy powiedziałam, że dziękuję za kapustę, nie zaproponowano mi nic w zamian, kiedy poprosiłam o inne warzywa, to usłyszałam, że nie ma. Jako namiastkę warzyw wybrałam sos pieczarkowy. Pani solidnie polała mi sosem kotlet, a nie knedliki, co nieco mnie zdziwiło, bo po cóż polewać sosem chrupiącą panierkę? Ogólnie wszystko było smaczne, nie wybitne, ale smaczne, a porcje bardzo solidne. Dwa obiady, jedna woda i jedno piwo to koszt 90 zł, więc już widać różnicę. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...