Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

niedziela, 21 lipca 2019

Jogurtowe ciasto z czekoladą i truskawkami

Wczoraj to był dobry dzień. W końcu dopisała pogoda. W końcu nie padało, świeciło słońce i nie było wiatru. W końcu mogłam wyjść z domu bez kurtki, szala i parasola. Co prawda dziś pada i szaleje burza, ale co tam. Piekę ciasto! Po wczorajszym dniu, spędzonym niemal w całości na świeżym powietrzu, relaks w domowych pieleszach, z domowym ciastem i dużą ilością książek, będzie z pewnością bardzo przyjemny. Przepis znalazłam na blogu Kasi Tusk. Mówiąc szczerze, ciasta jogurtowe robię bardzo często, ale pierwszy raz dodałam do niego białą czekoladę. Efekt? Wspaniały. Ciasto jest lekkie, słodkie, wyjątkowo aromatyczne. Dodałam do niego truskawki, ale z pewnością spróbuję z innymi owocami. Zróbcie je koniecznie i miejcie miłe popołudnie.


Składniki:
250 gramów jogurtu naturalnego
100 gramów białej czekolady
100 ml oleju rzepakowego
3 średnie jajka
250 gramów mąki orkiszowej tortowej
3 łyżki cukru pudru
1 łyżka proszku do pieczenia
2 łyżki mleka
sok i skórka z połowy cytryny
Pół łyżeczki ekstraktu z prawdziwej wanilii


Rozgrzewam piekarnik do 190 stopni. Truskawki myję, kroję na połówki.
Jogurt i jajka wyjmujemy z lodówki na 20 minut przed pieczeniem.
W garnuszku z grubym dnem  kładę podzieloną na rządki czekoladę, roztapiam ją z łyżką oleju i mlekiem. Ja trzymam mieszankę na płycie, około minuty, a potem ciągle mieszając czekam aż czekolada się roztopi. Studzę masę.
Ucieram jajka z cukrem i dokładnie ucieram na jasny krem, dolewam olej, jogurt i wanilię. Dodaję mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia, a na końcu dosypuję mąkę z proszkiem do pieczenia. Mieszam wszystkie składniki- nie trzeba tego robić bardzo dokładnie i zbyt długo. Na końcu czas na czekoladową masę, łączę ją z ciastem.
Ciasto wylewam do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Z wierzchu układam owoce, placek piekę 45 minut w 190 stopniach.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.




czwartek, 18 lipca 2019

Firewood, Ryga. 96% Dark

Ryga jest przepięknym miastem i zawsze chciałam je zobaczyć. Trochę bałam się zderzenia swoich wyobrażeń o tym miejscu ( jakie stworzyłam sobie na podstawie zdjęć i programów podróżniczych) z rzeczywistością. Zderzenie było całkiem bezkolizyjne.  Ryga okazała się miastem przepięknym, pocztówkowym, dosłownie jak z obrazka. Długi spacer, jak wiadomo wzmaga apetyt. Trzeba było szukać czegoś do zjedzenia. Najpierw zajrzeliśmy do miłej kawiarni 96 % Dark, która przeniosła nas do Belgii, a to za sprawą pysznej czekolady. Co prawda było nieco za ciepło, na czekoladę na gorąco, i trochę tego żałuję.  Ale za to mogłam spróbować czekoladek i sernika. A do tego kawa i herbata. Wnętrze jest bardzo przyjemne i naprawdę można tam odpocząć po pierwszych trudach zwiedzania. Jeżeli chodzi o zamówione desery, to sernik był jednym z lepszych jakie w życiu jadłam. Ale akurat kraje Bałtyckie słynną z wyśmienitego nabiału, więc nie zaskakuje mnie to aż tak bardzo. A czekoladki? Były idealne, przede wszystkim mocno czekoladowe, a nie przesłodzone. A smak tej z nadzieniem mango, pamiętam do dziś!

Posileni udaliśmy się na długi spacer. I niespodziewanie dopadła nas pora obiadowa. Swoje kroki skierowaliśmy ku jednej restauracji na rynku. Wybraliśmy lokal o nazwie Firewood. Wnętrze jest bardzo przyjemne i zdecydowanie sprzyja relaksowi, jak i temu, że po prostu chce się już tam zostać i zjeść.  Karta nie jest zbyt duża. Ale to akurat jest plusem, łatwiej coś wybrać. W tej knajpie możemy wybrać dań typowych dla kuchni łotewskiej. Jest dużo ziemniaków, klusek i śmietany. My wybraliśmy barszcz, baranie pielmieni , typowy łotewski kociołek i ceppeliny.

Po 20 minutach wszystkie dania były na stole. Przy czym mówiąc wszystkie mam na myśli też to, że zupy podano razem z drugim daniem. Dość oryginalnie, nie powiem. Zacznę do tej zupy, barszcz przypomina nasz barszcz ukraiński, smaczny, pełen kawałków warzyw. Porcja w sam raz. Chociaż domowy, wiadomo najlepszy. Czas na pielmieni. I tutaj ciekawostka, kiedy myślę o pielmieni widzę gotowane pierożki z mięsnym nadzieniem, do tego obowiązkowo kwaśna śmietana. Tamtejsze pielmieni były z kruchego ciasta, do tego upieczone na twardo. Zdecydowanie nie były to znane mi pielmieni. Nie było to ani niedobre ani dobre. Najlepiej pasuje do tego określenie-maksymalnie dziwne. Kociołek był potrawą na duży głód. Kawałki schabu, ziemniaki, warzywa i dużo sera. Całość bardzo gorąca i dość smaczna. Na naprawdę duży głód. Latem to danie będzie zbyt ciężkie. Ceppeliny jak pielmieni, były wariacją na temat znanych mi klusek z mięsem. Po konsultacji z ceppelinowym masterchefem, muszę powiedzieć, że to były żmudzkie bliny. Po pierwsze były płaskie, mięso w środku było wcześniej przesmażone, a całe "ceppeliny" były opanierowane i po prostu przesmażone. Nie było to złe, wręcz przeciwnie, całość była smaczna, ale z pewnością nie było to to, czego bym oczekiwała zamawiając ceppeliny. Kuchnia łotewska jest bardzo sycącą i taka swojska. Mocno mięsna i treściwa, zaskoczył mnie sos do ceppelinów-śmietana ze skwarkami! Nie wiedziałam czy przeżyję po takiej kumulacji tłuszczu, więc sos tylko podziwiałam. Dania w tej restauracji nie były złe, poza pielmieni, które jak się okazało, nie są robione w restauracji,a  jest to garmaż. Radziłabym go zmienić. Ale ogólnie, to dość miła knajpa, nie będę ukrywać, że Ryga jest droga, więc obiad nie wychodzi za tanio w przeliczeniu na złotówki. Trzeba się nastawić, że kuchnia łotewska jest osobliwa, i albo się to kupuje w całości, albo idzie do włoskiej i chińskiej knajpy, których w okolicy nie brakuje!








niedziela, 14 lipca 2019

Sernik na zimno z mascarpone

Smak prawdziwego lata. Truskawki, galaretka i sernikowa masa. Co prawda pogoda zrobiła się nieco mniej letnia, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przywołać lato takim sernikiem. Robi się go bardzo szybko, no może odrobinę czasu trzeba na sernik poczekać, ale to dobre ćwiczenie dla cierpliwości! Takie lekkie, delikatne, owoce, pyszne ciasto. Kwintesencja lata na deserowym talerzyku! Ten weekend płynie mi wspaniale, mam ochotę zatrzymać go na zawsze. Ale nie ma lekko, poniedziałek jak przyjść ma, tak przyjdzie, więc spędźmy miło niedzielę i osłódźmy ją sobie ile się da.



Składniki:
1 galaretka truskawkowa
2 łyżki żelatyny
100 ml mleka
500 gramów serka sernikowego
250 gramów serka mascarpone
3 łyżki miodu
Ekstrakt waniliowy-pół łyżeczki
Szklanka truskawek
Kilkanaście biszkoptów

Galaretkę zalewam wrzątkiem( połową ilości podanej na opakowaniu), odstawiam do przestudzenia.
Żelatynę zalewam 50 ml wody. Odstawiam do napęcznienia.
Podgrzewam mleko z miodem i wanilią. Dodaję żelatynę, mieszam aż się rozpuści i połączy z mlekiem, chwile studzę.
Ucieram twaróg sernikowy z serkiem mascarpone, dodaję mleko z żelatyną. Masę odstawiam na kwadrans do lodówki.
Dno foremki ( najlepiej z odpinanym rantem) wykładam folią spożywczą, na niej układam biszkopty. Wylewam na nie masę serową. Z wierzchu układam truskawki, owoce smaruję galaretką ( najlepiej przy pomocy pędzelka). Sernik chłodzę minimum dwie godziny w lodówce.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...