Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

sobota, 29 sierpnia 2020

Wiśnia w czekoladzie


Od zawsze uważałam, że połączenie wiśni i czekolady to naprawdę udany duet. Na weekend proponuję Wam pyszne ciasto, dużo wiśni, a i  jeszcze więcej czekolady! To ostatnie ochłodzenie i deszczowa aura, sprawiły, że z chęcią sięgam po wszystko co czekoladowe. Po prostu czekolada mnie przyciąga, kusi i mówi- zjedz mnie! To jak tu jej odmówić, jak tu walczyć, gdy tak słodko prosi? Takie ciasto jest nie tylko proste i szybkie, ale najważniejsze, jest przepyszne. I sama nie wiem co jest lepsze? To ciasto pełne wiśni, czy może ta kusząca polewa z wierzchu? Ostatnie weekendy miałam bardzo intensywne i wyjazdowe. Fajnie będzie więc posiedzieć w domu.





Składniki:
2 jajka
5 łyżek kakao
80 gramów cukru
150 gramów masła
250 gramów mąki
3 łyżki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli
Ekstrakt waniliowy

Polewa:
120 gramów gorzkiej czekolady 70 %
200 ml śmietanki kremówki 36 %

Myję i dryluję wiśnie. 
W garnuszki roztapiam masło, dodaję cukier, mleko, wanilię i kakao. Dokładnie mieszam, studzę. Do masy dodaję jajka, ucieram. Na koniec dodaję mąkę i proszek do pieczenie, delikatnie mieszam składniki ciasta. 
Blaszkę do pieczenia wykładam papierem, wylewam ciasto. Z wierzchu układam wiśnie, lekko je wciskam. Placek piekę 35 minut w 180 stopniach. Studzę. 
W garnuszku podgrzewam śmietankę. Dodaję do niej posiekaną czekoladę. Dokładnie mieszam. Masą polewam wierzch ciasta, dekoruję wiśniami. 











środa, 26 sierpnia 2020

Kakaowe naleśniki z bitą śmietanką i borówkami

 To są najbardziej rozpieszczające poranne naleśniki jakie moją być! Pysznie kakaowe z owocami, bitą śmietaną i czekoladą. Istna rozpusta. Słodka, ale nie zasładzająca. Pyszna, kusząca i rozpieszczająca! Wspaniale się je szykuje, a potem zajada i planuje weekendowe aktywności.A tych było wtedy całkiem sporo, dlatego takie śniadanie warto sobie zafundować przed długim i aktywnym dniem. Albo i poświętować z nim początek leniwego weekendu. Albo i osłodzić sobie koniec wakacji. Co prawda dawno, oj już tak dawno, nie chodzę do szkoły, ale w pamięci zostało, że kiedy kończy się sierpień, kończy się lato. Bardzo już pragnę weekendu. Co prawda dopiero co byłam na urlopie, ale ogrom pracy i wahania ciśnienia, spowodowały, że za mną dwa bardzo męczące dni. I już nie mogę doczekać się dwóch wolnych dni. 




Składniki na 6 naleśników:

2 jajka

200 ml mleka

100 ml wody gazowanej

150 gramów mąki pszennej

1 łyżka oleju

3 łyżki kakao

Szczypta soli

Dodatki:

250 ml śmietanki kremówki 36%

1 łyżka cukru pudru

2 rządki startej gorzkiej czekolady min 70% kakao

4 garście borówek

1 banan

Garść porzeczek




W wysokim naczyniu  łączę mąkę z solą i kakao. Dodaję płynne składniki- mleko, wodę, jajka i olej. Dokładnie mieszamy-polecam mikser, ale można też zrobić to trzepaczką. Odstawiam ciasto na kwadrans. 

W międzyczasie myję owoce, kroję banana plasterki i ubijam na pół sztywno śmietankę z cukrem. 

Smażę naleśniki -powinny być dość cienkie. Naleśniki smaruję śmietanką, posypuję czekoladą, składam na połówkę. Dekoruję śmietanką i owocami. 








poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Giżycko kulinarnie

 Ostatnio byłam na Mazurach. To był bardzo udany tydzień i do tego bardzo smaczny. Chciałam Was zabrać na mały kulinarny spacer po tym urokliwym mieście jakim jest Giżycko i pokazać co można tam zjeść.

Zacznę od kawiarnia. Każdy dzień oznaczał wizytę w knajpie o nazwie Fotelove. Można tam zjeść śniadanie, wypić kawę czy drinka, wpaść na deser, gofry na różne sposoby - słodkie czy słone. Ja zakochałam się w gofrach i wyśmienitym cappuccino na mleku migdałowym. Genialny wystrój, zabawny, pozytywny, radosny, przyjemna obsługa, można nie wychodzić! Ale i na powietrzu bardzo tam miło, bardzo blisko do jeziora, w sam raz by wstąpić w drodze nad jezioro, albo z jeziora. Kolejność dowolna, ale wpaść należy! Duży plus za sumienną dezynfekcję i noszenie maseczek.




Pan Kartacz. Jakie to pyszne miejsce! Ale nie dla każdego. Kartacze je się albo na powietrzu-zaledwie dwa dwuosobowe stoliki, albo zabiera na wynos. Można zamówić kartacze, babkę ziemniaczaną, albo zupę. Menu ograniczone, ale to i dobrze. Robią to co najlepsze, czyli prawdziwe kartacze. Nie z mielonego mięsa wcześniej smażonego, albo Broń Boże, z mięsa z rosołu. Takie prawdziwe, jak u cioci Teci. Naprawdę pyszne, solidne porcje, babka ziemniaczana prawie jak domowa. Polecam zadzwonić wcześniej i zamówić swoją porcję!


Omega. Bar, miejsce kultowe. Trochę jak typowy bar mleczny. Jedzenie dostaje się na tackach, a najpierw stoi się w długiej kolejce. Przerób jest ogromny, więc wszystko jest zawsze świeże. Menu jest dość tradycyjne, ale i różnorodne. Kotlety, pierogi, gołąbki i naleśniki. Codziennie inne zupy, ryby i dania wege. Mi najbardziej posmakowały pierogi, wersja z mięsem, ruskie czy ze szpinakiem, oraz naprawdę rewelacyjne naleśniki. Do tego domowe kompoty i bardzo smaczna zupa koperkowa. Ceny umiarkowane, gdyby odjąć kolejki byłoby naprawdę super!




środa, 19 sierpnia 2020

Indyk w kremowym sosie z fasolką

 Kiedy piszę te słowa jestem już na Mazurach. Całkiem spontaniczny wypad. Tydzień pełen luzu i radości. Ja, natura, spacery, i dużo dobrego jedzenia. Unikam ludzi, cieszę oczy jeziorami i zielenią. Przy całej mojej sumienności i obowiązkowości, takie leniwe chwile bez planu są idealne! W piątek kupiłam bilet na pociąg i dojechałam do mamy, która od tygodnia relaksuje się wśród jezior i słońca. Ja zamierzam czytać, spacerować, szwędać bez celu i zjeść dużo dobrego jedzenia. A na razie zostawiam Was z przepisem na letni obiad. Szybki i taki prosty! i oczywiście pyszny!




Składniki:

40 dg filetu z indyka

3 garście fasolki szparagowej

2 ząbki czosnku

3 łyżki śmietany 18%

Pól małej cebuli

100 ml bulionu drobionego

1 łyżeczka ziół prowansalskich

1 łyżka oleju

Sól 

Pieprz

Do podania:

Makaron 


W dużym garnku, w mocno osolonej wodzie gotuję fasolkę przez 5 minut, dodaję makaron spaghetti. Odcedzam, fasolkę oddzielam od makaronu. 

Mięso.,cebulkę i czosnek kroję w kostkę, delikatnie doprawiam solą i pieprzem.  Rozgrzewam olej, podsmażam mięso przez 5 minut. Doprawiam ziołami, zalewam bulionem, duszę 5 minut. Następnie delikatnie dodaję śmietanę i fasolkę, duszę kolejne 5 minut, często mieszając.

Gotowe danie podaję z makaronem.



piątek, 14 sierpnia 2020

Kruche z pianką i truskawkami


To ciasto z pianką chodziło za mną od jakiegoś czasu. Ta pianka, budyniowa pianka, kusiła mnie niemiłosiernie. I bach, mówisz i masz. Zrobiłam to pyszne ciasto. Bardzo pyszne! Maksymalnie kruche, z pyszną pianką, kremową, delikatną i niezwykle aksamitną. Do tego pewnie ostatnie tak dobre truskawki. Placek wyszedł rewelacyjny. Dokładnie taki jakim go sobie wyobrażałam. Zaczęłam żałować, że dopiero teraz go zrobiłam, powinnam była spróbować tej nieziemskiej pianki już wcześniej. Ale najważniejsze, że w końcu się odważyłam, zdecydowałam i zrobiłam. Tym ciastem z pewnością miło będzie świętować dwa wolne, weekendowe dni. Mnie czeka weekend pełen niespodzianek- mam nadzieję,że będą same pozytywne. Ma być spokojnie, ale i wycieczkowo. Oczywiście w planie jest wycieczka w odludne tereny, tam gdzie rządzi przyroda. A poza tym  dużo lenistwa, gotowania, czytania i oglądania po raz tysięczny Przyjaciół. Weekendzie, bądź dla nas dobry i pyszny!  




Składniki:
Ciasto:
5 żółtek
150 gramów masła
1,5 szklanki mąki pszennej
1/3 szklanki cukru
1 łyżka ekstraktu z wanilii
Szczypta soli

Pianka budyniowa:
5 białek
2 paczki budyniu waniliowego
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
Kilkanaście truskawek

Dodatkowo:
Cukier puder






Na stolnicę przesypuję mąkę, robię kopczyk, do środka dodaję masło i cukier, siekam. Następnie dodaję żółtka, sól i wanilię. Zagniatam kruszonkę. 
Kwadratową formę wykładam papierem do pieczenia, wysypuję 2/3 kruszonki i dociskam ręką. Chłodzę przez godzinę w lodówce. W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 185 stopni. Spód piekę przez 15 minut. Studzę. 
Białka ubijam z cukrem na sztywną pianę. Następnie dodaję proszek budyniowy-delikatnie ubijam przez chwileczkę. Na końcu dolewam olej, znów bardzo delikatnie ubijam mikserem, tylko do połączenia się składników. 
Piankę równomiernie wykładam na kruchy i ostudzony spód. 
Truskawki myję, i kroję na połówki. Wykładam na piankę, lekko je wciskam. Wierzch posypuję resztą ciasta. Placek piekę 35 minut w 185 stopniach. Ostudzone ciasto posypuję cukrem pudrem. 


środa, 12 sierpnia 2020

Pikantny sos pomidorowy. Wegański obiad.

Kolejna makaronowa wariacja. Kolejna wegańska wariacja makaronowa. Tym razem na pikantnie. Sos zrobiłam zupełnie spontanicznie. Tego dnia dowiedziałam się o nagłej zmianie planów. Miał być obiad na mieście, ale pogoda zepsuła nam plany. Zamiast knajpy, było domowe gotowanie. Trzeba było gotować z  tego co się znalazło w szafce, nie było tego zbyt wiele, ale udało się skomponować naprawdę pyszny obiad. Lekki,  bardzo smaczny, pikantny, ale wyważony. Do tego praktycznie robi się sam. Wystarczy kwadrans na ugotowanie makaronu. Takie danie świetnie sprawdzi się w ten upalny czas, kiedy nie chce się jeść ciężkich potraw i gotować skomplikowanych posiłków. To taki obiad w sam raz po długim spacerze w promieniach słońca! Nawet nie wiecie jak się cieszę,że w mojej okolicy jest tyle parków i terenów zielonych. Szukam w nich cienia i chwili wytchnienia, od codzienności. 



Składniki:
3 pomidory ( najlepiej malinowe)
1 papryczka chilli
3 ząbki czosnku
2 garście posiekanej pietruszki
2 łyżki płatków drożdżowych
5 suszonych pomidorów
2 łyżki oliwy spod suszonych pomidorów
Oliwa czosnkowa 
Sól
Pieprz
Makaron spaghetti





Gotuję makaron al dente. 
Siekam drobno czosnek, rozgrzewam oliwę i podsmażam 2-3 minuty na patelni. Suszone pomidory kroję  w paski, wrzucam na patelnię, tak samo kroję papryczkę chilli. podsmażam chwilę. Teraz czas pokroić w kostkę pomidory-ja obrałam je ze skóry, siekam natkę pietruszki. Połowę natki wrzucam razem z pomidorami na patelnię, doprawiam solą i pieprzem i duszę 7 minut. 
Na patelnię przekładam ugotowany makaron, dodaję resztkę natki, płatki drożdżowe, dokładanie mieszam makaron z sosem i chwilę podgrzewam. Kiedy makaron jest już na talerzu, polewam go odrobiną oliwy czosnkowej.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Ucierane z truskawkami, kruszonką i białą czekoladą

Co powiecie na proste i przepyszne niedzielne ciasto? Bardzo letnie. Bardzo truskawkowe z czekoladową nutą. Jedne z ulubionych. Ucierane, z ogromna ilością kruszonki! Idealne ciasto na leniwą niedzielę! A ja dziś właśnie tak zamierzam spędzić ten dzień. Wczoraj byłam poza domem 13 godzin, nasyciłam się niesamowitą ilością słońca, świeżego powietrza i jodu. Zrobiłam niesamowitą ilość kroków, zaliczyłam plażę i las. Dlatego dziś należy mi się taki dzień, kiedy usiądę na balkonie z kawałkiem ciasta i zanurzę się w lekturze. W każdym razie dziś muszę odpocząć. Naładować baterie. Zebrać siły na trudny tydzień. I zjeść dużo, dużo słodkości! 
Pięknego dnia!




Składniki:
3 duże jajka
300 gramów mąki pszennej
80 gramów cukru
150 gramów masła
6 łyżek mleka
Ekstrakt waniliowy
1 łyżka proszku do pieczenia
Kilkanaście truskawek

Kruszonka:
100 gramów mąki
80 gramów masła
50 gramów cukru
Ekstrakt waniliowy

Polewa:
5 łyżek mleka
80 gramów białej czekolady

Dodatkowo:
Masło i bułka tarta do formy




Masło, mleko oraz jajka wyjmuję z lodówki, na kwadrans przed przygotowaniem ciasta. 
Truskawki myję, suszę. 
Piekarnik nagrzewam do 190 stopni.
Przy pomocy miksera ucieram masło z cukrem i wanilią. Gdy masa jest jasna i puszysta, dodaję pojedynczo jajka. Dokładnie miksuję. Do masy dodaję mleko, na sam koniec mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Miksuję wszystkie składniki na jednolite ciasto. 
Tortownicę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Truskawki kroję na połówki, układam na cieście. 
Z podanych składników zagniatam kruszonkę, posypuję nią wierzch ciasta. Placek piekę 50 minut, do suchego patyczka. 
Gdy ciasto się studzi,szykuję polewę. Roztapiam czekoladę z masłem, polewam nią ciasto. 






czwartek, 6 sierpnia 2020

Bliny z białej mąki gryczanej

Kuchnia rosyjska, generalnie wschodnia, bardzo mi pasuje. Dużo tam mąki, ziemniaków i klusek. No i oczywiście placków. Bliny szczerze uwielbiam. Ostatnio kupiłam białą mąkę gryczaną,Zaraz powstały z niej bliny, tak jak lubię z serkiem i wędzonym łososiem. Bliny są naprawdę wspaniałe, bardzo proste, wyraziste i jedyne w swoim rodzaju.Jako dziecko kochałam bliny na słodko, z musem jabłkowym. Tak smakowało moje dzieciństwo! Co niedziela z rodzicami jeździliśmy do rosyjskiej knajpy, gdańskiej Newskiej i tam miałam zestaw obowiązkowy. Barszcz z pasztecikiem.i wielki gryczany blin z musem jabłkowym. To smak mojego dzieciństwa, smak spokoju i beztroski. Dziś wybrałam bardziej wytrawną wersję. Bliny z serkiem i łososiem. Są wspaniale. Jedyne z swoim rodzaju. Koniecznie ich spróbujcie!




Składniki:
Mąka gryczana niepalona -200 gramów
2 łyżki mąki pszennej
1 jajko
150 ml letniego mleka
100 wody
15 gramów świeżych drożdży
1 łyżka cukru
Szczypta soli
Klarowane masło do smażenia

Dodatkowo:
Serek śmietankowy
Wędzony łosoś
Koperek



Szykuję zaczyn.Drożdże rozcieram z cukrem, 2 łyżkami mleka i 2 łyżkami mąki pszennej. Odstawiam na kwadrans.
Do zaczynu dodaję resztę mąki, mleka i wody oraz jajko. Na koniec dodaję sól, ciasto będzie dość rzadkie. Dokładnie mieszam trzepaczką i odstawiam na godzinę. 
Na patelni rozgrzewam masło, łyżką formuję średniej wielkości placki, smażę je 2 minut z jednej strony, przekręcam na drugą stronę i dosmażam minutę. Placki podaję z serkiem, łososiem i koperkiem. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Haos. Gdynia.

Dziś zapraszam na małą kulinarną wycieczkę. Jedziemy do Gdyni. Tego dnia nie miałam sprecyzowanych planów co do kuchni jakiej chcę spróbować. Burza za oknem, sprawiła jednak, że mieliśmy ochotę na rozgrzewające smaki i wyraziste aromaty. A. zaproponował więc HAOS, czyli mekkę azjatyckiego street foodu.Uwaga,  wchodzimy!





Wnętrze jest nowoczesne, wystrój przyjemny, dużo kwiatów, zieleni, proste stoły, zdecydowanie chce się zostać dłużej. Aczkolwiek po chwili pojawia się zgrzyt, otwarta kuchnia, ostre przyprawy, jest gorąco i drapie w gardle. Co wrażliwsze jednostki muszą wybrać stoliki na zewnątrz. Zdecydowanie miejsce dla tych, co lubią kiedy aromat chilli wypełnia wnętrze. 
Zostaliśmy skierowani do jedynego wolnego stolika. Karta jest spora i kusi, oj kusi! Chce się spróbować po prostu wszystkiego! Wybór zadowoli każdego i mięsożercę, i tego co woli wege.  Wszystkie dania wypadły zachęcająco, ostatecznie zamówiliśmy butter chicken i pad thai z krewetkami. Oraz lemoniadę. I słowo o niej, w życiu nie piłam tak kwaśnej lemoniady, przyznaję, nie dałam rady jej dopić. Miałam wrażenie, że piję skoncentrowany sok z cytryny. Aż się prosiło o łyżkę miodu! Po kwadransie pojawiły się dania obiadowe. Miałam ochotę na pad thai z tofu, ale wybrałam kurczaka. Dostałam idealnie ugotowany ryż, oraz miseczkę pełną łagodnego, pomidorowego sosu z kurczakiem. Cóż, danie były pyszne, lekkie, delikatne, dla niektórych może za słabo doprawione, ale w menu jest informacja, że to łagodne danie. Chyba najłagodniejsze z całej karty! 
Pad thai był dobry, na talerzu leżały dodatki i można było dozować ilość chilli i orzeszków. Danie było ostre i bardzo wyraziste. Choć nie była to duża porcja, można było się najeść. 
Ceny są w stosunku do jakości w sam raz. Za obiad dla dwóch osób z napojami wyszło trochę ponad 80 złotych. 
W kwestii pandemii, muszę wspomnieć, że kelnerzy noszą maseczki, część stolików jest wyłączona z użycia, a same stoły są dezynfekowane po każdym gościu. 
Haos, Gdynia, ul. Starowiejska 14


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...