Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

czwartek, 29 listopada 2018

Deser bananowy

Wieczór, po bardzo ciężkim dniu. Powtórzę, po bardzo ciężkim dniu. Po takim  dniu kiedy ma się wszystkiego dość. Nadmiar pracy i stresu. Tak, ja miewam gigantycznego pecha. Na przykład na swojej drodze bardzo głodny bankomat. A jak głodny, to znaczy, że zjada twoją kartę. I wiecie co? Nawet nie powie smacznego. W każdym razie nie lubię nerwowych początków dnia, bo potem przez cały dzień chodzę podenerwowana i w sumie nie wiem kogo mam za to winić. Trochę głupio krzyczeć na bankomat i obwiniać go o swój nastrój. Choć jest to o tyle przyjemne, że bankomat nawet jak się zdenerwuje to nie odpowie. Co najwyżej zamknie się w sobie z kolejną kartą.  No cóż, bywają właśnie takie dni. I w takie dni jak w żaden inny dzień, potrzebne jest słodkie wsparcie. Jakieś miłe zakończenie dnia. I takim zakończeniem  było ten bardzo kremowy i pyszny deser bananowy z budyniem i kokosową śmietanką. Bardzo prosty, słodki, kremowy, idealnie poprawia nastrój, relaksuje i koi zmęczony umysł.


Składniki:
1 banan
Szklanka mleka ( u mnie migdałowe)
Pół laski wanilii
1 żółtko
2 łyżki skrobi kukurydzianej
3 łyżki śmietanki kokosowej
1 łyżka pasty z pestek dyni

Śmietankę kokosową lekko ubijam, nie na sztywno. Odkładam do lodówki.
Żółtko łączę ze skrobią i 3 łyżkami mleka, dokładnie rozcieram składniki. Resztę mleka gotuję z laską wanilii, gdy zacznie się gotować zmniejszam ogień i wlewam żółtko ze skrobią, ciągle mieszając gotuję gęsty budyń- trwa to około 3 minut. Chwilę studzę.
Banana kroję na plasterki.
W szklankach kładę budyń, na to łyżkę śmietanki kokosowej, plasterki banana, a wierzch polewam pastą dyniową.


wtorek, 27 listopada 2018

Najlepsze domowe gofry

Gofry zdecydowanie kojarzą mi się z wakacjami. Ze spacerami po promenadzie, albo po molo. Z szumem morza, błękitem nieba. Kiedy zjadam pierwszego gofra, mogę oficjalnie powiedzieć, że zaczął się sezon letni. Oczywiście nie będę udawać, domowe gofry, chociaż pyszne i chrupiące, nie zastąpią tych kupnych. Mają bowiem jedną wadę, domowe gofry jemy w domu, a nie na plaży. Ale kiedy przygotujemy je w ciemny i zimny wieczór, potrafią przywołać letnią atmosferę i te wyjątkowe wspomnienia. I leniwe chwile pełne słońca i beztroski.... Przygotowanie gofrów jest banalnie proste, potrzeba paru składników i gofrownicy. I pewnej dobrej duszy, która poświęci się dla ogółu, i będzie smażyć gofry, i cierpliwie poczeka, aż każdy dostanie swoją porcję, a ona sama zje na końcu. Ale robi to z wielką przyjemnością. Bo samo smażenie jest ciekawe. W zasadzie nie wiem czy gofry się smaży, czy też piecze? W każdym razie proces produkcji zawsze daje mi dużo radości i przyjemności. I niesamowicie relaksuje. Zupełnie więc nie wiem dlaczego na dwa lata schowałam gofrownicę do szafy. A jak tę szafę otworzyłam, to okazało się, że w zasadzie to ja mam dwie gofrownicę, w tym jedną nieużywaną. A od pierwszego smażenia, gofrownicy nie chowam już do szafy. Moja rodzinka codziennie domaga się teraz gofrów na deser!


Składniki:

2 jajka
100 ml oleju rzepakowego
1,5 szklanki  mąki
200 ml mleka
1 paczka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżka proszku do pieczenia
Szczypta soli
Cukier puder do posypania

W misce łączę jajka z olejem, mlekiem i cukrem, dokładnie mieszam. Dosypuję mąkę z solą i proszkiem do pieczenia, trzepaczką ubijam składniki.
Rozgrzewam gofrownicę, wylewam ciasto i smażę gofry aż będą złociste z dwóch stron - około 3-4 minuty.
Gofry studzę na kratce kuchennej, posypuję cukrem pudrem.

sobota, 24 listopada 2018

Babeczki bananowe z kokosem i czekoladą

W tych babeczkach ukryta jest solidna dawka wszystkiego co choć na moment odsuwa daleko w tył ponure listopadowe dni.W końcu taki sobie kokos jest takim smakiem, który błyskawicznie przywołuje wakacje i wspomnienia nadmorskich spacerów. Banan? Nie dość,że rośnie w ciepłych krajach, to bardzo szybko dodaje energii. A czekolada? No cóż, genialnie poprawia nastrój. Zupełnie jakby zamiast deszczu, za oknem świeciło słońce. Pewnie powtórzę się po miliard pierwszy, ale tak jest, nie jestem fanką jesieni. Ciężko mi być jesienną dziewczyną. Mam wrażenie, że wszystko mnie irytuje. Dosłownie wszystko. Chyba jednak wolę lato. Ba, ja kocham lato. Na szczęście uspokaja mnie gotowanie. Lubię przygotować coś na szybko, akurat wtedy kiedy zaczyna dopadać mnie chandra, kiedy w mojej krwi krążyć zaczyna jesienna melancholia. Zapach tych babeczek  jest wspaniały. Podobnie jak smak. Powtórzę, banan, kokos i czekolada... To nie może się nie udać.


Składniki na 20 babeczek:
2 duże banany
10 kostek mlecznej czekolady
2 czubate łyżki wiórków kokosowych
300 gramów mąki ( u mnie tortowa orkiszowa)
100 ml mleka ( u mnie czekoladowy napój sojowy)
100 ml oleju rzepakowego
2 małe jajka
3 łyżki brązowego cukru
2czubate łyżki kakao
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Szczypta soli
Cukier puder

Rozgniatam banany.
W dużej misce łączę mąkę z  kakao,kokosem, cukrem,solą i proszkiem  do pieczenia. W drugim naczyniu łączę jajka,  olej i mleko z wanilią. Siekam czekoladę w drobną kostkę. Łączę suche i mokre składniki, dodaję banany. Mieszam tylko do połączenia się składników.
Ciastem napełniam foremki na muffinki do 3/4 wysokości. Piekę babeczki przez 25-30 minut w 190 stopniach.
Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.

Moje rady:
Jeżeli macie mniej dojrzałe banany możecie je pokroić w półplasterki i takie dodać do ciasta.
Dodajcie ulubioną czekoladę-może być gorzka, albo biała.

czwartek, 22 listopada 2018

Orzechowy budyń ryżowy

Jestem chyba uzależniona od połączenia orzechów z czekoladą. Najlepszym prezentem była dla mnie zawsze czekolada z okienkiem. Po prostu kochałam od dziecka orzechy zatopione w czekoladzie. I uwielbiam do dziś. I często łączę oba te smaki, czekoladę i orzechy. Dziś połączyłam je w ryżowym budyniu. Coś co można zjeść zarówno o poranku jako śniadanie, jak i nada się w porze deserowej.  Pełna dowolność. Lubię ten ryżowy budyń jeść na ciepło, ale jeszcze bardziej lubię gdy jest chłodny, prosto z lodówki. Szczególnie lubię, kiedy czekoladowa polewa na wierzchu zastygnie i utworzy chrupiącą skorupkę, niczym nad dnie czekoladowego rożka. Tyle, że tutaj jest od razu, na samym wierzchu. A pod czekoladową warstwą, posypaną różową solą, mamy budyń o wyraźnym orzechowym smaku. Powiem szczerze, to jest tak pyszne, że zawsze muszę ten deser w wielkiej ilości, bo po słoiczek ustawia się spora kolejka. Wcale się temu nie dziwię. Jest słodko, ale i słono. Orzechowo i czekoladowo. Dokładnie tak jak lubię!

Składniki na 3 porcje:
200 gramów ryżu jaśminowego
400 ml mleka plus 2 łyżki
4 łyżki masła orzechowego kremowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
8 kostek gorzkiej czekolady
2 szczypty soli himalajskiej
Ryż zalewam mlekiem, dodaję wanilię  i gotuję około 20 minut. Ryż powinien wchłonąć cały płyn. Następnie dodaję masło orzechowe i miksuję ryż na gładki krem i przekładam do słoiczków, albo miseczek. 
Czekoladę roztapiam z mlekiem, polewam ryżowy budyń, posypuję solą i chłodzę w lodówce. 

wtorek, 20 listopada 2018

Rozgrzewający bałagan

I zrobiło się zimno. Te dni, kiedy można było darować sobie czapkę i rękawiczki, minęły. Mnie to nie smuci, bo zdecydowanie wolę mróz i śnieg, niż plus 12 stopni, ale szarość, mgłę i deszcz. A czapki bardzo lubię. Szczególnie lubię ten moment, kiedy wracam z pracy czy też ze spaceru i szykuję sobie wielki kubek zimowej herbaty. Rozgrzewające smaki i zapachy pomarańczy, cynamonu, imbiru i goździków. Jest pysznie i niezwykle aromatycznie. Ale czasem jest tak, że wracam do domu nie tylko spragniona zimowych smaków w wersji herbacianej, ale i jestem po prostu głodna. I marzy mi się coś rozgrzewającego do zjedzenia. Wtedy wracam do smaków dobrze mi znanych z dzieciństwa. Jabłkowy kisiel, ale podkręcony. Imbir i kurkuma, szczypta cynamonu. Do tego kokosowa śmietanka i sezamki, by coś chrupało. I to mój pomysł na spokojny wieczór w domowym zaciszu. Tylko ja i dobry serial. Uwaga, ogłoszenie. Po 3 latach w końcu doszłam do finału Żony Idealnej. W końcu? Smutno mi, trzy lata to kawał czasu, a ten serial był naprawdę świetny. I nie myślcie, że to był poradnikowy serial o tym jak być żoną na medal. To był serial o prawnikach, polityce i wielkiej zabawie w życie idealne. Oczywiście tylko na pokaz. No i cóż, muszę znaleźć sobie jakiś inny. Najlepiej coś na kolejne 3 lata.


Składniki:
200 ml soku jabłkowego (najlepiej świeżo tłoczonego)
Duża garść suszonej żurawiny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
Po szczypcie cynamonu, imbiru i kurkumy
1 łyżeczka soku z cytryny
2 łyżki śmietanki kokosowej
Kilka sezamków


Odlewam 3 łyżki soku jabłkowego, resztę podgrzewam z żurawiną, cytrynowym sokiem i przyprawami. Następnie dolewam mąkę ziemniaczaną dokładnie wymieszaną z odłożonym sokiem jabłkowym, ciągle mieszając gotuję kisiel.
Lekko ubijam śmietankę kokosową, wystarczy pół minuty. Na ciepły kisiel wykładam śmietankę, posypuję deser pokruszonymi sezamkami.








niedziela, 18 listopada 2018

Retrivo

Co lubię? Lubię na chybił trafił wybrać knajpkę, wejść, i zakochać się do pierwszej chwili. Tak, od razu wiadomo, że recenzja będzie pozytywna. I to tak pozytywna, że już lepiej być nie może.
Retrivo poznałam 1 listopada, kiedy też większość knajpek była zamknięta. Zmęczeni, głodni, postanowiliśmy wejść do pierwszego otwartego miejsca. Nieważne już co dają i za ile, ważne by coś zjeść. Retrivo było otwarte. Mieści się niby w ścisłym centrum Gdańska, ale jednak nie trafi się do niej spacerując Długim Traktem, czy też podziwiając Motławę. Ale warto zejść z utartego szlaku i zajrzeć do tej knajpki.

Wnętrze z pewnością przyciąga wzrok. Jest nowocześnie, ale i przytulnie. Z dbałością o każdy detal. Radzę na miejscu zwrócić uwagę na piękny bar, oraz genialną umywalkę. Lokal był urządzany przez studentów ASP i to widać. Osobiście bardzo lubię takie wnętrza. No dobrze, wchodzimy, miły właściciel szykuje nam stolik, zostawia karty i pozwala spokojnie wybrać danie główne. Co mi się podoba, to mała karta. Im mniejsza karta, tym mam większą pewność, że jedzenie jest przygotowane na świeżo i są to dania najlepsze z najlepszych. Duży plus za sezonowy tydzień, ja akurat trafiłam na dyniową wkładkę i cóż, wiedziałam,że będę z niej zamawiać. Ale poza mną byli też inni, którzy mniej lubują się w dyniowym smaku i wybrali pozycje ze stałego menu. Zamówiliśmy więc zupę tajską i cebulową, pierś z kurczaka sous vide na dyniowym risotto, makaron carbonara i grillowany schab z kostką z pieczonymi ziemniaczkami i sałatką. I oczywiście jesienne herbatki.
Po 10 minutach pojawiły się zupy. Bardzo aromatyczna, o wyraźnie winnym smaku cebulowa i zaskakująca tajska. Wersja wegetariańska, bogata w warzywa i słodko-kwaśny smak. Zupy zdały test na szóstkę. Czas na dania główne. Makaron idealnie ugotowany, z delikatnym sosem, duży plus. Schab soczysty w zaskakującej lekko kwaśnej marynacie, domowej produkcji pieczone ziemniaczki, żadna tam masówka z mrożonek i genialna po prostu sałatka. A risotto? Poezja smaku. Lekko maślane mięso, soczyste i mięciutkie. Bardzo kremowy ryż o dyniowym smaku i ta słodka marcheweczka...

Owszem, pan właściciel, który nas obsługiwał nieco się zakręcił, i nie zapisał dwóch porcji, ale przeprosiny za kwadrans opóźnienia w postaci torciku bezowego, zdecydowanie zamieniły oczekiwanie w czystą przyjemność. Zdecydowanie muszę powiedzieć, że Pan właściciel jest restauratorem z krwi i kości. W restauracji panuje taka atmosfera, że chce się wracać. Nie ma tutaj sztywnej atmosfery, a właściciele uwielbiają swoich gości. I ja wróciłam, i to już następnego dnia. Przed koncertem Miuosha przyprowadziłam przyjaciółkę do Retrivo. Ona wybrała grillowaną pierś z kurczaka, którą określiła mianem mistrzowskiej. Ja zaś byłam po obiedzie, celowo zjadłam go wcześniej, by znów skusić się na torcik bezowy. Tym razem w wersji dyniowej. Był przepyszny,a  mówi to osoba, która nie lubi, delikatnie mówiąc tortów, a i za samą bezą nie przepadam.
Retrivo to knajpka idealna na rodzinny obiad, miły wieczór z przyjaciółmi czy romantyczną kolację. Ja będę wracać regularnie, dawno nie zjadłam tak pysznych dań, w tak wspaniałej atmosferze, i w tak pięknym wnętrzu.




Retrivo, Gdańsk, Rajska 12

piątek, 16 listopada 2018

Sernikowy omlet

Jako fanka sernika nie widzę nic złego by nie zjeść go na śniadanie. Ale, ale, nie jest ze mną aż tak. I dlatego nie zjadłam kawałka ciasta na śniadanie. Ja sięgam po sernikowy omlet. Ma on w sobie wszystko to co w serniku najlepsze. Jest twarożek, wanilia, rodzynki i delikatny posmak pomarańczy. Przyznam szczerze, kiedy ten omlet ląduje na patelnię, cały dom wypełnia się sernikowym aromatem. Jest słodko, choć bez grama cukru. Sernikowo, deserowo, kojąco, i trochę świątecznie. To jest chyba takie śniadanie, które w listopadzie mogłabym jeść dzień dnia, a pewnie i jeszcze częściej. Smakuje bowiem wybornie. A co ważne o poranku, jego przygotowanie jest banalnie proste i zajmuje dosłownie moment. Ostatnio moje poranki są ciężkie. Wszystko to wina braku słońca. Co prawda popijam co rano malinowy tran z dużą porcją witaminy D, ale słoneczna witamina widać słabo się we mnie kumuluje, bo wciąż brakuje mi energii, jaką daje mi słońce, śpiew ptaków i zieleń drzew. Na szczęście już niedługo ulice ożyją dzięki świątecznym dekoracjom i będzie mi lżej. A na razie zapraszam na przepyszne śniadanie i życzę miłych listopadowych poranków.



Składniki:
2 jajka
1czubata łyżka mąki
3 łyżki mleka
3 pełne łyżki twarożku sernikowego
Duża garść rodzynek
Ekstrakt waniliowy
Aromat pomarańczowy
Masło klarowane


Namaczam rodzynki chwilę we wrzątku, odcedzam.
W miseczce roztrzepuję jajka z wanilią i aromatem pomarańczowym. Dodaję twarożek i bardzo dokładnie rozcieram składniki, na końcu dosypuję mąkę, mleko i rodzynki. Delikatnie mieszam.
Rozgrzewam masło, smażę omlet po 2,5 minuty z każdej strony.
Ja podałam swój z twarożkiem i cynamonem, ale pasować będą dowolne owoce, miód, czy też konfitury.




środa, 14 listopada 2018

Placek kakaowy z kawą i kokosem

W tym jednym cieście jest dokładnie wszystko to co lubię. No dobrze, kawa jest mi dość obojętna, jako napój, bo w deserach sprawdza się po prostu idealnie i podkręca smak kakao. A dodatkowo nadaje wypiekom wspaniały aromat. Ten placek podbił moje serce jeszcze zanim zdążył ostygnąć. I sama nie potrafię się zdecydować co jest lepsze-ciasto, czy ta polewa? Nie oceniajcie mnie zbyt surowo, ale polewę jadłam łyżeczką, prosto z garnuszka, w którym ją przygotowałam. Po prostu nie mogłam się opanować. Zupełnie jakby coś mnie opętało. Na pewno sprawdzi się na wielu wypiekach, ale w tym cieście smakuje po prostu najlepiej. Mamy tutaj mięciutkie ciasto o smaku kakao z kawą i oczywiście wiórkami. A na wierzchu cudowną polewę. A jakże, kawowo-kakaowo-kokosową. Tercet idealny. W sam raz by umilić każdy jesienny weekend. Dodatkowo jest to ciasto, które błyskawicznie zwalcza jesienną chandrę. Kawa stawia na nogi, kakao czyli magnez dobrze wpływa na nadmierną nerwowość, a kokos przenosi na rajską plażę. To są trzy zasadnicze powody by przygotować to ciasto. I rozkoszować się błogością.


Składniki:
3 małe jajka
100 ml oleju
350 gramów mąki
5 łyżek espresso
80 gramów cukru pudru
200 ml kefiru
3 łyżki gorzkiego kakao
3 łyżki wiórków kokosowych
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu z wanilii
Szczypta soli

Polewa:
50 gramów masła
50 ml espresso
50 gramów mlecznej czekolady
5 łyżek wiórków kokosowych

W dużej misce ucieram jajka z cukrem i wanilią. Dolewam olej i kefir, mieszam.
Przesiewam mąkę z kakao, solą i proszkiem do pieczenia. Dosypuję do reszty składników. Na koniec dodaję kawę i wiórki kokosowe. Delikatnie mieszam całość.
Blachę wykładam papierem do pieczenia, wylewam ciasto i piekę je przez 40 minut w 185 stopniach. Chwilę studzę.
Szykuję polewę. Roztapiam masło z kawą i czekoladą. Gdy wszystkie składniki są połączone, dodaję wiórki kokosowe, chwilę całość podgrzewam. Ciepła polewą smaruję placek.






poniedziałek, 12 listopada 2018

Twarożek na słodko

Jedzenia Nutelli nauczyła mnie babcia. Nie wiem, czy ten słodki krem, lubiła bardziej ona, czy też jej wnuki? Moja mama nigdy jej nie kupowała, za to u babci stało zawsze kilka słoiczków w zapasie. Podczas każdych odwiedzin, a te były dość częste, dostawałyśmy kanapeczki z tym kremem. Niestety moja babcia uważała, że bez masła nie ma kanapek, więc często smarowała je masłem, i dopiero potem Nutellą. Nie pytajcie jak to smakowało... Ale cóż, kiedy dziecko,które w domu dostaje słodycze od święta, znajdzie się w otoczeniu kanapki z czekoladką, to wybaczy nawet to masło.Choć dziś na samą myśl o takim połączeniu robi mi się słabo. W każdym razie od zawsze miałam słabość do kanapek na słodko.  I do dziś je lubię. Aczkolwiek teraz już świadoma tego co jem, i słodkie czekoladowe kremy zjadam może z 3 razy na rok. Najczęściej podczas wakacji, kiedy serwowane są w hotelach. W domu wolę posmarować chałkę czy tosty domową konfiturą, albo słodkim domowym kremem. Dziś u mnie będzie słodki krem na kanapki z twarożku, miodu i masła orzechowego. Minimum składników, a jaki smak! Taki twarożek jest nie tylko zdrowy, ale i dzięki masłu orzechowemu, natychmiast dodaje energii, więc genialnie sprawdza się o poranku. Spróbujcie koniecznie, pasuje zarówno do pieczywa, tostów, jak i naleśników i racuszków. Ale i ciężko mu się oprzeć i nie podjadać łyżeczką....


Składniki:
5 łyżek kremowego serka naturalnego
2 czubate łyżki masła orzechowego ( kremowego)
1 łyżeczka miodu
Szczypta cynamonu
Garść suszonej żurawiny

Serek dokładnie łączę z miodem i masłem orzechowym, dodaję cynamon. Krem przekładam do miseczki, posypuję żurawiną, można polać odrobiną masła orzechowego.

sobota, 10 listopada 2018

Tosty z mozzarellą i jabłkiem

Moja kolejna poranna porcja inspiracji. Dość zaskakujące połączenie mozzarelli i jabłek. Ale nie bójcie się, to nie jest słodki tost. Dzięki chilli całość jest pikantna i wyrazista. Na pewno nie jest to nudna kanapka, chociaż zestawienie składników jest wyjątkowo wręcz proste. A takie ciepłe śniadanie, na pewno pozytywnie wpływa na pierwszą część dnia. Ostatnio moje poranki są jakby nieco bardziej trudne. Coraz cięższe. Teoretycznie listopad pogodowo pozytywnie zaskakuje. Ale mi coraz trudniej zebrać się każdego ranka. Coraz ciężej wstać mi z łóżka w odpowiednim czasie. Może dopadło mnie to słynne przesilenie? Mimo wszystko staram się każdego poranka zjeść coś porządnego. I oczywiście walczę z poranną nudą na talerzu. A dziś cieszę się perspektywą przedłużonego weekendu. Jakby jeszcze zniknęła ta mgła, byłoby super. A tak przez szarość, od 3 dni mam wrażenie, że cały czas jest wieczór...



Składniki:
2 kromki pieczywa na zakwasie
4 spore plastry Mozzarelli
1 małe jabłko
1 łyżeczka masła
Duża szczypta chilli
1 łyżeczka miodu

Chleb podgrzewam w tosterze, albo na suchej patelni.
Jabłko obieram, kroję w ósemki. Rozgrzewam masło, wrzucam jabłka, dodaję miód i chilli, podsmażam około 4 minut-jabłka mają zmięknąć, ale zachować kształt.
Na pieczywie układam plastry mozzarelli, na to kładę smażone jabłka.

czwartek, 8 listopada 2018

Budyniowe ciastka czekoladowe

Czekoladowe ciasteczka. Czy można ich nie lubić? Ja uwielbiam. Oczywiście najbardziej te domowe, ledwo co wyjęte z piekarnika. Słodkie, nierówne, błyskawicznie gotowe do tego by poprawić humor. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż maczanie ciasteczek w dobrej herbacie, obowiązkowo w towarzystwie książki. Sama nie wiem co w tych, dość prostych ciasteczkach, jest aż tak uzależniającego, że nie można poprzestać na jednym. Jakim tam jednym, drugim, trzecim, połowie blaszki.. Może to idealne połączenie intensywnie kakaowego smaku z odrobiną białej czekolady? Czyli wyważenie smaków? A może to ta konsystencja? Nie są to kruche ciastka, ale nie są też jak biszkopciki. Są jednocześnie kruche, ale i miękkie. Moim zdaniem są po prostu idealne. No i idealne w nich jest  również to, że nie trzeba niczego wałkować, brudzić i się męczyć. Wystarczy łyżka, odrobina wolnego czasu i nasze jesienne ciacha są gotowe. Najlepiej od razu przygotować je z  podwójnej porcji składników. Zaskakująco szybko potrafią zniknąć.


Składniki na 16 sporych ciasteczek:
1 paczka budyniu czekoladowego
2 jajka
3 łyżki gorzkiego kakao
250 gramów mąki
100 gramów mąki
50 gramów cukru trzcinowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli

Dodatkowo:
10 kostek białej czekolady
2 łyżki mleka

Masło ucieram z cukrem i wanilią, powoli dodaję jajka, i dalej ucieram aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Do maślanej masy dodaję mąkę z kakao,  proszkiem budyniowym, proszkiem do pieczenia i solą. Łyżką ucieram dość gęste ciasto, chłodzę je 30 minut w lodówce.
Blachę do pieczenia wykładam papierem, łyżką nabieram ciasto i formuję ciastka- można też formować je ręcznie. Ciasteczka piekę 15-18 minut w 185 stopniach.
Rozpuszczam białą czekoladę z mlekiem, polewam nią wystudzone ciastka.


wtorek, 6 listopada 2018

Porzeczkowy budyń sojowy

Wiele razy mówiłam, że ja i porcja budyniu, to para bardzo, ale to bardzo oczywista. Szczególnie jesienno-zimową porą. Lubię wieczorami odpłynąć w troszkę inny świat. Taki budyniowy, ciepły, nieco dziecinny, pełen słodkiej błogości. I chociaż nie przepadam za jesienią, to lubię te wieczory, kiedy nic mnie nie goni, słońce nie każe korzystać z każdej chwili i ruszać na zewnątrz, byleby czegoś nie stracić. A ja lubię stracić troszkę czasu z miseczką budyniu. Z książką, albo bez książki. Z dobrą muzyką w tle. Czasami niewiele trzeba do szczęścia. Ot, taki budyń. Niby prościej byłoby nalać mleka do garnuszka, dodać paczkę proszku, pomieszać na kuchence i gotowe. I jest budyń, ale uwierzcie mi, takie pójście na łatwiznę nie przynosi takiej porcji błogości i satysfakcji, jak własnoręcznie przygotowany budyń. Tym bardziej, że taki domowy budyń, może być w milionach kombinacji smakowych. Ja miałam ochotę na porzeczkowy budyń na mleku sojowym. Lekko cierpki w smaku, przypominający lato. Bardzo owocowy i idealnie wręcz kremowy. Tradycyjnie, sami musicie spróbować.

Składniki:
 300 ml waniliowego mleka sojowego
2 garście mrożonych porzeczek
1 łyżka miodu
Ekstrakt waniliowy
2 łyżki mąki ziemniaczanej

200 ml mleka podgrzewam razem z wanilią i porzeczkami. Resztę mleka dokładnie łączę z mąką, kiedy mleko zacznie się gotować, delikatnie wlewam mieszankę mąki i sojowego mleka. Budyń gotuję, ciągle mieszając, około 5 minut. Jeszcze ciepły posypuję kilkoma mrożonymi porzeczkami. Smakuje tak samo dobrze na ciepło i po przestudzeniu.



sobota, 3 listopada 2018

Omlet serowo-ziołowy

Czasem trudno mi się przekonać do nowych rzeczy. Nawet  bardzo trudno. Nie to, że nie lubię próbować nowości, ale chyba wierność mam we krwi. I nie lubię zostawiać tego co sprawdzone. Bo skoro razem nam dobrze, to po co szukać innych opcji? Kiedyś bardzo wyraźnie określiłam muzyczne gatunki, które mnie kręcą, a które nie. I byłam wierna aż do przesady. Ale pamiętam dobrze jak w pewien czerwcowy dzień, usłyszałam pewną piosenkę. Jej słowa idealnie pasowały do mojego stanu ducha. I jakoś tak nie zdążyłam zaprotestować,a  zaliczyłam tysiąc odtworzeń jednej piosenki. I byłam zdziwiona. No dobrze, w ogóle nie byłam zdziwiona. Bo przecież to była wspaniała piosenka. Ale jestem rockową dziewczyną. Perkusja, gitary i mocne brzmienie. A tutaj? Skrzypce, flety, wiolonczela i..... hip hop. Byłam w szoku, ale cóż, z miłością nie ma co walczyć. Nie uda się wygrać. Przestałam więc walczyć, poddałam się uczuciu i słuchałam, i słuchałam... A kiedy okazało się , że Miuosh wystąpi w Gdańsku, od razu kupiłam bilety dla mnie i dla przyjaciółki. I czekałyśmy grzecznie 4 miesiące i cóż, wybiła godzina zero. Poszłyśmy na koncert, śpiewałyśmy jak wariatki, bawiłyśmy się wspaniałe, naładowałam się po kokardki pozytywną energią  i powiem Wam szczerze, że tak jak nie wyobrażałam sobie, że będę słuchać symfonicznego hip hopu, tak samo nie sądziłam,że będę jeść serowy omlet. Człowiek myśli, że siebie zna, a tu proszę. Potrafię samą siebie zaskoczyć.To moje śniadanie, późne śniadanie, po wspaniałym piątkowym wieczorze.


Składniki:
2 jajka
2 plastry wędzonego sera
Pół awokado
5 łyżek mleka
2 łyżki mąki
Masło klarowane
Szczypiorek-garść
Sól
Pieprz
Słodka papryka
Szczypta chilli
Suszony koperek
Suszona bazylia

Rozbijam jajka, dodaję mleko i mąkę, dokładnie ubijam składniki. Dodaję wszystkie przyprawy. Ser kroję w bardzo drobną kostkę, dodaję do masy omletowej.
Rozgrzewam masło, wylewam masę, smażę około 2 minuty z jednej strony, przewracam i dosmażam drugą stronę minutę. Podaję z pokrojonym awokodo i szczypiorkiem.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...