Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 15 maja 2018

Kulinarna Krynica

Wracam myślami do majówki. W tym roku zaszalałam, wyjechałam na drugi koniec kraju. Dalej już nie można. Znad morza wprost do Krynicy. Tylko 10 godzin podróży, i już jest, masa słońca i czystego powietrza. Widoki przyprawiały o zawrót głowy, taki pozytywny oczywiście. Spacery, leniwe chwile, totalny relaks, masa zwiedzania i czerpania przyjemności z każdej chwili. Jako, że majówka była momentem całkowitego oderwania się od codzienności, mimo tego, że w moim apartamencie był kompletny aneks kuchenny, nie zdecydowałam się na gotowanie. Chciałam odpocząć, zregenerować się po zimowych miesiącach, nabrać energii i odbyć anginową rekonwalescencję.
Jeżeli chodzi o jedzenie w Krynicy to jest z czego wybierać. Co krok znajduje się restauracja, bar, albo dość popularne tutaj jadłodalnie, gdzie można zjeść różnorodne dania. Często w menu można spotkać lokalnego pstrąga, jadłam go w barze U Tedika, faktycznie był świeżutki i bardzo dobrze zrobiony. Może lokal nie zachwyca wnętrzem,a raczej jego brakiem, bo to sezonowa knajpa na świeżym powietrzu, to jednak pstrąg i kwaśnica są godne polecenia. Nie polecam zaś placków ziemniaczanych, były mrożone, i kiepsko odgrzane. W środku paćkowate. No, ale nie można mieć wszystkiego.
Resztę dni jadłam w ośrodku u Leśników. Skusiły mnie tam śniadania i obiady w świetnej cenie. Za 18 złotych można było zjeść zestaw dnia, czyli zupę, danie główne i popić to kompotem. Śniadania zaś polegały na szwedzkim stole, można było jeść, tyle ile zmieści talerz i żołądek. Z| rana zestaw był dość tradycyjny, jajecznica, parówki, kiełbaska z cebulką, duży wybór serów i twarogów, regionalnych wędlin, jajek w majonezie i sałatek. Na słodko płatki, dżemy i miód. Mi osobiście brakowało jogurtów, brałam antybiotyk, więc na kolację musiałam sobie kupić ten zdrowy przysmak. Ale na śniadania nie mogłam narzekać, wszystkiego było pod dostatkiem, wszystko świeże i naprawdę smaczne. Obiady również były pyszne. Solidna porcja zupy, smakującej jak domowa. Do tego mięso, i różne dodatki. Mi najbardziej smakował schabowy z pyszną panierką. Próbowałam też pierogów, własnego wyrobu, i placka po góralsku, czyli po węgiersku. Wszystko smaczne, ciepłe, a porcje solidne. Nie da się ukryć, że jest to miejsce stołówkowe, wnętrze, czyste i schludne, nie zaspokoi może fanów eleganckich miejsc, ale jeżeli na wakacjach szukacie dobrych posiłków, które nie nadwyrężą portfela, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić to miejsce. Do tego piękny widok na Jaworzynę Krynicką, w cenie posiłku.



Krynica to kolebka góralskiej kuchni. Oscypki, bryndza, bundz- kupicie wszędzie i w miarę dobrej cenie. Ja fanką tych serów nie jestem, jedynie mogę zjeść oscypka, ale moja mama go uwielbia, więc zrobiłam jej spore zapasy. To co mnie zachwyciło to miejscowy nabiał, z Mleczarni z Nowego Sącza. Wspaniałe jogurty, które w składzie mają tylko mleko, i nic więcej. Pyszne twarogi, serki wiejskie i kefiry. Zaskakującym było to, że po powrocie do domu w Biedronce spotkałam bryndzę tej marki, w ramach akcji promowania narodowych specjałów. Obiecuję więc, że jak wprowadzą jogurt naturalny do oferty, to kupować będę każdą ilość.
Z tego co zaobserwowałam to Krynica miodem stoi. Można kupić każdą ilość i to dosłownie wszędzie. Z małych, wręcz działkowych pasiek, jak i tych nieco większych. Od rodzajów miodów może zakręcić się w głowie. Ja kupiłam pyłek kwiatowy, który ma mnie wzmocnić po antybiotyku, miód lipowo-wrzosowy -uwierzcie mi, przepyszny i pierzgę. Pierzga mi miks mleczka pszczelego,pyłku i miodu, czy wszystko co najlepsze w jednym słoiczku. No i najważniejsze, całuski czy miodowe pierniczki, malutkie, słodkie, ze wspaniałym składem, kupić można je przy każdym miodowym stoisku i naprawdę warto. W składzie tylko miód, mąka, jajka i przyprawy. A smak? Idealny.
Od miodu zrobiło się słodko, mogę więc przejść do deserów. 3 razy odwiedzałam Pijalnię Czekolady im. Jana Kiepury, ich czekolada była idealna, ani niezbyt gorzka,ani nie za słodka. O idealnej dla mnie konsystencji. Co prawda wolałabym jeść lody, ale moje próby jedzenia lodów w upale skończyły się anginą, więc musiałam odpuścić. Próbowałam też Creme Brulee, i tutaj mam troszeczkę zastrzeżenia, bo deser był zwykłym zimnym budyniem z lekko przypieczonym wierzchem. Ale muszę pochwalić szarlotkę i lemoniadę, pyszności.Ale w kwestii deserów, najbardziej smakowała mi prawdziwie domowa szarlotka, jaką jadłam na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Chociaż była całkiem zwyczajna, to po górskiej wędrówce smakowała jak Ambrozja.



I w ten oto sposób odbyliśmy małą wycieczkę kulinarną po Krynicy. Mówiąc szczerze mam ochotę tam wrócić.

33 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym kiedyś tam pojechać. Podobno można wypocząć :) A jak z wegańskim i wegetariańskim jedzeniem? Weganie też by nie głodowali? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie. Przy samej Górze Parkowej, jest restauracja z wegańskim menu :)

      Usuń
    2. O to fajnie :) A do tego piękne widoki... nic tylko jechać ♥

      Usuń
    3. tak, można śmiało jechać :)

      Usuń
    4. Gdybym tylko miała taką możliwość....

      Usuń
  3. Widoki w Krynicy są przecudowne! Uwielbiam te rejony :)
    Ja akurat jestem fanką serów i gdy tylko jestem w okolicy to robię zapasy. Choć ostatnio już nie muszę tak bardzo, bo otwarli w Tarnowie punkt z serami prosto z Nowego Targu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Krynicy byłam 2 razy. Ostatnio delektowałam się w Pijalni czekoladą z chili i bitą śmietaną.

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam góry:D do krynicy na pewno pojadę;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej z Krynicy pamiętam lody, po które każdego dnia latem stałam w kolejce po ok. 40 minut :D A zimą jadłam tam najlepsze naleśniki z jagodami, nigdzie potem już takich nie spotkałam (z tej restauracji też zniknęły niestety).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba wiem gdzie te lody- codziennie stała tam kolejka, firma chyba jeszcze z lat 30? :) I tylko 4 smaki w ofercie ;) Ja lodów nie jadłam, ale mieszkałam niedaleko i codziennie mijałam te kolejki wczasowiczów :)

      Usuń
  8. Piękny wyjazd!
    Byłam tam we wrześniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. No jedzonko wygląda apetycznie :)
    Na początku myślałam, że mówisz o Krynicy Morskiej, ale te góralskie potrawy, a potem zdjęcia gór troszkę mnie zmyliły, a raczej wyprowadziły z błędu :D
    Sama pewnie bym jechała 10 godzin ;p
    Nie miałam okazji tam być, ale mam nadzieję, że kiedyś się wybiorę :)
    Super, że wypoczęłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja jestem z nad morza, to do Krynicy bym na pewno 10 godzin nie jechała :) A tak to odmiana jakaś dla człowieka morza, góry :)

      Usuń
  10. Aż same nabrałyśmy ochoty na taki wyjazd <3

    OdpowiedzUsuń
  11. O, ja chcę te jogurty w sklepach, byłabym częstszym gościem w Biedronce. ;)
    Serami też nie pogardzę, oscypek mnie nie rusza, ale bundz uwielbiam. Nie pamiętam, gdzie to było, ale gdzieś w górach można było kupić takie z bacówki, na szlaku, a jeszcze gdzieś siedziała pani z takim mlecznym napojem, żentycą. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kupowałam trochę u Romana Kluski ;) nawet nie wiedziałam,że on teraz w serach robi w okolicy:) A resztę w jakichś małych sklepikach, szczerze mówiąc to ja wolę zwykły twaróg ;)

      Usuń
  12. Fajnie spędzony czas! Tam jeszcze nie byłam...10 godzin jazdy...No trochę długo. Jechałam z w zeszłym roku z Wisły do Zakopanego 2,5 godziny i to już było za dużo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię jazdę autem, może nie z anginą, ale ogólnie bardzo lubię:)

      Usuń
  13. 10 godzin i zobacz jakie smakołyki, nie mówiąc już o widokach :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...