Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

sobota, 19 maja 2018

Mielone z czosnkowym serkiem

Przez dłuższy czas nie miałam ochoty na mięso. Ale nagle przyśniły mi się mielone. Tak wiem, ludzie mają różne sny. Są  królami, mają romanse z gwiazdami kina, chodzą na obiad z prezydentem, albo ścigają przestępców lepiej niż James Bond. A mi śnią się mielone. No jak się przyśniło, to nie ma bata. Trzeba smażyć. Tym razem moje ulubione drobiowe kotlety, nadziałam serkiem z czosnkiem. Dzięki temu kotlety wyszły bardzo soczyste i delikatne. I aromatyczne, wyraźnie czosnkowe. Zapewniam, smakują wyjątkowo, tak bardzo je polubiłam, że robiłam dwa dni z rzędu.
Przede mną bardzo aktywna sobota, jeszcze niewiele zrobiłam,a  już jestem zmęczona! Co to będzie wieczorem? Miłej i smacznej soboty.



Składniki na 4 kotlety:
 65 dg mięsa mielonego z kurczaka
4 ząbki czosnku
Pół średniej cebulki
1 duże jajko
2-3 łyżki kaszy manny
Sól, pieprz
Majeranek
Słodka papryka
100 gramów serka topionego

Olej rzepakowy do smażenia

Do podania - ziemniaki i mizeria


Bardzo drobno siekam czosnek. Serek łączę z 3/4 ilością czosnku i wkładam na minimum kwadrans do zamrażarki.
Siekam  cebulkę i razem z czosnkiem, dodaję do mięsa, wbijam jajko, doprawiam, dodaję kaszę mannę, wyrabiam masę na kotlety. Kroję serek topiony w małą kostkę, dodaję do mięsa,  formuję kotlety.
Rozgrzewam olej, smażę mielone po 6 minut z każdej strony, na średnim ogniu,.
Kotlety świetnie smakują zarówno na ciepło, jak na zimno, jako dodatek do kanapek. Ja swoje podałam z ziemniakami i ogórkami.





czwartek, 17 maja 2018

Śniadaniowe serniczki pomarańczowe

Sernik na śniadanie? A czemu nie? Nie będę się przecież ograniczać. Tym bardziej kiedy czeka naprawdę intensywny dzień i od samego rana przyda mi się słodkie wsparcie. Tym razem do serniczków dodałam sok i skórkę  z pomarańczy, dzięki temu uzyskałam bardzo letni smak. Niektórzy uważają, że to zimowe owoce, jak dla mnie cytrusy to smak lata. Moje śniadaniowe serniczki usmażyły się błyskawicznie, energii  miałam na cały pracowity poranek, więc serdecznie je polecam. Smakują równie dobrze na zimno,to będzie wersja dla tych, co lubią podjadać takie cuda w pracy. Po takim śniadaniu, mam nadzieję,że dzień w pracy upłynie mi miło i przyjemnie. Choćby architektom praca paliła się w rękach, zachowam dobry nastrój.I choćbym zmokła jak kura w drodze do pracy. Są bowiem takie deszczowe poranki, że nawet parasol się poddaje...


Składniki:
250 gramów twarogu ( najlepszy będzie  śmietankowy)
1 pomarańcza
1 jajko
4 czubate łyżki mąki pszennej
Łyżka mleka
Szczypta proszku do pieczenia
Masło klarowane

Pomarańczę kroję na połówkę, z połowy ścieram skórkę i wyciskam sok. Drugą kroję  w plastry.
Twaróg rozgniatam widelcem razem z mlekiem. Dodaję sok i skórkę z cytryny, ucieram razem z mąką i proszkiem do pieczenia na gładką masę.
Rozgrzewam masło na patelni, formuję placuszki, smażę po 3 minuty z każdej strony. Podaję z pozostałymi plastrami pomarańczy. Można posypać dodatkowo cukrem pudrem.


wtorek, 15 maja 2018

Kulinarna Krynica

Wracam myślami do majówki. W tym roku zaszalałam, wyjechałam na drugi koniec kraju. Dalej już nie można. Znad morza wprost do Krynicy. Tylko 10 godzin podróży, i już jest, masa słońca i czystego powietrza. Widoki przyprawiały o zawrót głowy, taki pozytywny oczywiście. Spacery, leniwe chwile, totalny relaks, masa zwiedzania i czerpania przyjemności z każdej chwili. Jako, że majówka była momentem całkowitego oderwania się od codzienności, mimo tego, że w moim apartamencie był kompletny aneks kuchenny, nie zdecydowałam się na gotowanie. Chciałam odpocząć, zregenerować się po zimowych miesiącach, nabrać energii i odbyć anginową rekonwalescencję.
Jeżeli chodzi o jedzenie w Krynicy to jest z czego wybierać. Co krok znajduje się restauracja, bar, albo dość popularne tutaj jadłodalnie, gdzie można zjeść różnorodne dania. Często w menu można spotkać lokalnego pstrąga, jadłam go w barze U Tedika, faktycznie był świeżutki i bardzo dobrze zrobiony. Może lokal nie zachwyca wnętrzem,a raczej jego brakiem, bo to sezonowa knajpa na świeżym powietrzu, to jednak pstrąg i kwaśnica są godne polecenia. Nie polecam zaś placków ziemniaczanych, były mrożone, i kiepsko odgrzane. W środku paćkowate. No, ale nie można mieć wszystkiego.
Resztę dni jadłam w ośrodku u Leśników. Skusiły mnie tam śniadania i obiady w świetnej cenie. Za 18 złotych można było zjeść zestaw dnia, czyli zupę, danie główne i popić to kompotem. Śniadania zaś polegały na szwedzkim stole, można było jeść, tyle ile zmieści talerz i żołądek. Z| rana zestaw był dość tradycyjny, jajecznica, parówki, kiełbaska z cebulką, duży wybór serów i twarogów, regionalnych wędlin, jajek w majonezie i sałatek. Na słodko płatki, dżemy i miód. Mi osobiście brakowało jogurtów, brałam antybiotyk, więc na kolację musiałam sobie kupić ten zdrowy przysmak. Ale na śniadania nie mogłam narzekać, wszystkiego było pod dostatkiem, wszystko świeże i naprawdę smaczne. Obiady również były pyszne. Solidna porcja zupy, smakującej jak domowa. Do tego mięso, i różne dodatki. Mi najbardziej smakował schabowy z pyszną panierką. Próbowałam też pierogów, własnego wyrobu, i placka po góralsku, czyli po węgiersku. Wszystko smaczne, ciepłe, a porcje solidne. Nie da się ukryć, że jest to miejsce stołówkowe, wnętrze, czyste i schludne, nie zaspokoi może fanów eleganckich miejsc, ale jeżeli na wakacjach szukacie dobrych posiłków, które nie nadwyrężą portfela, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić to miejsce. Do tego piękny widok na Jaworzynę Krynicką, w cenie posiłku.



Krynica to kolebka góralskiej kuchni. Oscypki, bryndza, bundz- kupicie wszędzie i w miarę dobrej cenie. Ja fanką tych serów nie jestem, jedynie mogę zjeść oscypka, ale moja mama go uwielbia, więc zrobiłam jej spore zapasy. To co mnie zachwyciło to miejscowy nabiał, z Mleczarni z Nowego Sącza. Wspaniałe jogurty, które w składzie mają tylko mleko, i nic więcej. Pyszne twarogi, serki wiejskie i kefiry. Zaskakującym było to, że po powrocie do domu w Biedronce spotkałam bryndzę tej marki, w ramach akcji promowania narodowych specjałów. Obiecuję więc, że jak wprowadzą jogurt naturalny do oferty, to kupować będę każdą ilość.
Z tego co zaobserwowałam to Krynica miodem stoi. Można kupić każdą ilość i to dosłownie wszędzie. Z małych, wręcz działkowych pasiek, jak i tych nieco większych. Od rodzajów miodów może zakręcić się w głowie. Ja kupiłam pyłek kwiatowy, który ma mnie wzmocnić po antybiotyku, miód lipowo-wrzosowy -uwierzcie mi, przepyszny i pierzgę. Pierzga mi miks mleczka pszczelego,pyłku i miodu, czy wszystko co najlepsze w jednym słoiczku. No i najważniejsze, całuski czy miodowe pierniczki, malutkie, słodkie, ze wspaniałym składem, kupić można je przy każdym miodowym stoisku i naprawdę warto. W składzie tylko miód, mąka, jajka i przyprawy. A smak? Idealny.
Od miodu zrobiło się słodko, mogę więc przejść do deserów. 3 razy odwiedzałam Pijalnię Czekolady im. Jana Kiepury, ich czekolada była idealna, ani niezbyt gorzka,ani nie za słodka. O idealnej dla mnie konsystencji. Co prawda wolałabym jeść lody, ale moje próby jedzenia lodów w upale skończyły się anginą, więc musiałam odpuścić. Próbowałam też Creme Brulee, i tutaj mam troszeczkę zastrzeżenia, bo deser był zwykłym zimnym budyniem z lekko przypieczonym wierzchem. Ale muszę pochwalić szarlotkę i lemoniadę, pyszności.Ale w kwestii deserów, najbardziej smakowała mi prawdziwie domowa szarlotka, jaką jadłam na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Chociaż była całkiem zwyczajna, to po górskiej wędrówce smakowała jak Ambrozja.



I w ten oto sposób odbyliśmy małą wycieczkę kulinarną po Krynicy. Mówiąc szczerze mam ochotę tam wrócić.

niedziela, 13 maja 2018

Lekka zupa z kapustą

Coś takiego jest w domowej zupie, że jak nic innego potrafi wprawić jedzącego w błogi nastrój. I mówię to ja, osoba, która nie potrzebuje miseczki zupy do szczęścia. Ale czasem tak bywa, że dopada mnie złośliwość rzeczy martwych. Akurat wtedy kiedy są najbardziej potrzebne. Obiecałam przygotować bardzo ważną rzecz do pracy, wyjątkową ważną i pilną, ale bach, popsuł mi się domowy komputer. Już nie wspomnę o tym, że zasnęłam w połowie oglądania świetnego kryminału i przez 3 dni nie wiedziałam kto zabił. Co prawda raz przyśniło mi się zakończenie, ale było one dość absurdalne i szybko wymazałam je z pamięci. Za to musiałam zostać w pracy po godzinach i zamiast korzystać ze słońca, zaszycia się z laptopem na balkonie i korzystania z pięknej pogody, utknęłam na dwa  długie popołudnia  w biurze i starałam się ogarnąć wszystko co konieczne. Niestety nie mogłam słuchać też ukochanej muzyki, a przy niej najlepiej mi się pracuje. W ogóle jestem uzależniona od muzyki.  Jako, że technicznie bywam łamagą, tak poprzestawiałam sobie ustawienia na Spotify, że przez dwa dni nie potrafiłam tego odkręcić i na nowo włączyć odtwarzanie muzyki. W końcu brat wcisnął magiczny przycisk, i bach, działa. Czysta magia. Złośliwie też zaczęli ocieplać mi blok, mieli zacząć w marcu, dwa miesiące trzymali nas w niepewności i w końcu wybrali najbardziej upalny tydzień maja. W całym domu fruwa styropian. I jeszcze więcej styropianu. Mam dość sprzątania. Nie mogę patrzeć na odkurzacz. Ani na rusztowania. Nie mogę otwierać okien, w domu jest ciemno, i duszno. Wiedziałam więc, że potrzebuję czegoś co ukoi moje nerwy. Bo nadgodziny zawsze wprowadzają mnie w pewną nerwowość. Sam proces przygotowania tego posiłku uspokaja i przynosi kojące odprężenie, a co dopiero jedzenie! Wiosną preferuję lekkie zupy z warzyw. Ta taka jest, pełna młodej kapusty, papryki i pomidorów. Lekka, prosta i pyszna. Jej przygotowanie nie jest bardzo trudno, a w monotonnym krojeniu kapusty można znaleźć czystą przyjemność. I tak potrzebne ukojenie. Mi było ono bardzo potrzebne. Wszystkim nerwusom polecam tę zupę.


Składniki:
Pół główki białej kapusty
1 por
3 średnie ziemniaki
2 duże pomidory
1 duża czerwona papryka
3 litry bulionu (ja użyłam bulionu na 2 skrzydełkach,marchewce i cebuli)
Pieprz
Sól
2 liście laurowe
3 ziela angielskie
2 łyżki masła
Koperek

Kapustę pozbawiam wierzchnich liści,kroję w paski, przepłukuję.
Siekam drobno por, ziemniaki kroję w kostkę. Paprykę kroję w kostkę. Na patelni rozgrzewam masło, wrzucam pora i ziemniaki, podsmażam 5 minut, następnie dodaję paprykę i smażę 2 minuty, warzywa zalewam bulionem,doprawiam, dodaję kapustę, gotuję do miękkości warzyw.
Pomidory obieram ze skórki, kroję w drobną kostkę, dodaję do zupy, razem z koperkiem, gotuję 5 minut, tak by pomidory się nie rozpadły.
Zupa najlepiej smakuje z razowym pieczywem.

piątek, 11 maja 2018

Murzynek z rabarbarem

Czego mi najbardziej brakuje poza domem? Domowego ciasta. Może być najprostsze, krzywe, byle jak udekorowane, ale domowe nie ma konkurencji z żadnym innym. Podczas mojej górskiej majówki, pięknie pachniał mi bez, a piekarnie i cukiernie, kusiły drożdżówkami z rabarbarem. Niestety, w środku tygodnia nie mam tyle czasu, by rzucić wszystko i zagniatać drożdżowe. A uwierzcie mi, bardzo bym chciała. Jako namiastkę mojej drożdżówki, przygotowałam murzynka z rabarbarem. Wiem, niewiele ma to wspólnego, z klasyczną drożdżówką, ale co tam, najważniejsze, że jest pyszny rabarbar. A jeszcze do tego czekolada, połączenie iście niebiańskie. I najważniejsze, zrobi go każdy i do tego bardzo szybko. Nawet ten, który po majówkowych atrakcjach odczuwa niedobór sił i energii. Bo całą tę energię zostawił w górach. Chociaż jest mu wstyd, że nie maszerował po tych górach. No, ale mam wytłumaczenie, w końcu moją majówkę sponsorował antybiotyk i angina. Nie ma to ja pełnia szczęścia, upał, skusisz się na lody, jedną niewinną gałkę, o smaku oleju z pestek dyni i proszę bardzo, od razu lądujesz w pościeli z anginą. Na szczęście wyjazd się udał. Tak samo jak ten rabarbarowy murzynek. Istna poezja smaków. Lekki, słodki, czekoladowy murzynek i kwaskowaty i konkretny rabarbar, który łagodzi czekoladowa polewa. Polecam, na leniwe majowe popołudnie.


Składniki:
2 duże laski rabarbaru
125 gramów masła
4 jajka
320 gramów mąki pszennej
4 łyżki kakao
150 ml mleka
2 paczki cukru z prawdziwą wanilią
4 łyżki cukru kokosowego
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
5-6 kosteczek gorzkiej czekolady
Szczypta soli
Wiórki kokosowe do dekoracji
Masło do formy



W garnuszku łączę masło z mlekiem, kakao i cukrami. Podgrzewam aż wszystkie składniki idealnie się połączą, studzę i odlewam 3 łyżki kakaowej masy.
Białka oddzielam od żółtek. Żółtka ucieram i dodaję do czekoladowego płynu, przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i delikatnie mieszam. Ubijam białka na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodaję do ciasta i łączę wszystkie składniki ciasta.
Formę smaruję masłem, wylewam ciasto.
Obieram rabarbar, myję, kroję na kawałki, układam  na wierzchu murzynka. Placek piekę 35-40 minut w 185 stopniach.
Do pozostałej masy kakaowej dodaję posiekaną czekoladę, chwilę podgrzewam, smaruję nią ciasto. Posypuję wiórkami kokosowymi.





środa, 9 maja 2018

Marcepanowo-czekoladowa owsianka

Fajnie jest zjeść domowe śniadanko. Śniadaniową owsiankę. Po tych 6 dniach poza domem miło jest spojrzeć na swoje zapasy i z przyjemnością zrobić sobie ciepłe śniadanie. Nie, to, że moje urlopowe śniadania były niesmaczne, bardzo fajnie było po prostu zejść na dół, i nałożyć na talerz co się chce. I nie martwić się zmywaniem, zakupami, tylko zajmować podziwianiem gór zza okna itp. Ale jednak moje słodkie śniadanko to coś co lubię sobie serwować choć raz w  tygodniu. Zaserwowałam więc sobie miks płatków owsianych,czekolady i marcepanu. Nigdy nie byłam fanką marcepanu, wręcz mnie odrzucał. Co ciekawe migdały kocham, ale marcepan długo był blee i fuj. Nie lubiłam nic, co nawet leżało metr od marcepanu. Aż spróbowałam lodów marcepanów, i mi przeszło. Marcepan polubiłam i teraz chętnie wykorzystuję go w  mojej kuchni. Na przykład do tej śniadaniowej owsianki.


Składniki:
4 czubate łyżki płatków owsianych
200 ml mleka
około 4 cm kawałek marcepanu
Łyżka kakao
Truskawki

W garnuszku podgrzewam mleko, dodaję płatki owsiane,kakao i  posiekany marcepan, gotuję masę przez 5-6 minut. Zostawiam na parę minut, tak by owsianka zgęstniała i wchłonęła mleko.
Owsiankę podaję z  truskawkami.

poniedziałek, 7 maja 2018

Smażony ryż z jajkiem i warzywami

Pewnie będę nudna, ale tak, to fakt, po długim weekendzie przydałby się kolejny wolny tydzień. Tak by wrócić do siebie, odpocząć po odpoczywaniu i na spokojnie wdrożyć się w codzienność. Tegoroczna majówka w porównaniu z tą sprzed roku była pogodowo rewelacyjna. Rok temu obowiązkowo nosiłam czapkę i ciepły płaszcz. Walczyłam z wiatrem i mroźnym wręcz powietrzem. Co prawda jeszcze tydzień przed majówką prognozy pogody podawały sprzeczne informacje, jedne mówiły, że będzie ledwie 8 stopni, drugie głosiły, że ma być tych kresek aż 18. Ciężko więc zaplanować jakieś aktywności kiedy jest taka różnica. A jak ciężko jest się spakować! Ciepła kurtka, czy starczy ta jeansowa? Zabierać swetry i golfy, czy koszulki i leciutkie kardigany? Zwiewne spódnice, czy czapka i kozaki? Trudno znaleźć mądry konsensus i nie zabierać całej szafy. Szczególnie jeżeli posiada się tendencję do zabierania połowy domu. Albo i lepiej, tak 3/4 dobytku. Bo a nuż się przyda. Na szczęście po ochłodzeniu przyszło ocieplenie, i pakowanie zrobiło się prostsze. Co prawda przed tym pakowaniem doszło do kryzysowej sytuacji, bo na horyzoncie pojawiła się gorączka i zapalenie zatok i wszystkie majówkowe plany stanęły pod wielkim znakiem zapytania, ale dobry los pozwolił je zrealizować. Tyle, że do torby lekarz kazał wziąć antybiotyk, probiotyk i mocno wdychać inne, czyste i górskie powietrze. No dobrze, po majówce trzeba zająć się domem, rozpakowaniem walizek i powrotem do pracy. Pierwsze dni to dla mnie chaos. Również w kuchni. Dlatego dziś będzie przepis na błyskawiczny ryż. Podsmażony, pełen warzyw, z dodatkiem jajka. Nie zabierze za wiele czasu, za to zaskoczy pysznym smakiem.


Składniki:
300 gramów ugotowanego i ostudzonego ryżu
2 jajka
150 gramów mini marchewek (mrożone lub z puszki)
2 ząbki czosnku
Pół czerwonej cebuli
Pół czerwonej papryki
3 łyżki kukurydzy z puszki
Czubata łyżka curry w proszku
2 łyżki groszku z puszki
Sól
Pieprz
Masło klarowane
Kiełki

Siekam drobno czosnek i cebulkę, wrzucam na rozgrzane masło klarowane, podsmażam 2 minut. Następnie kroję w drobną kostkę paprykę, dodaję z marchewką,groszkiem i kukurydzą na patelnię, smażę minutę. Dodaję ryż, doprawiam przyprawami i smażę kolejne 2-3 minuty, ryż powinien dokładnie połączyć się z curry. W miseczce roztrzepuję dwa jajka, ciągle mieszając dodaję je do ryżu, zawartość patelni podsmażam przez 2 minuty, tak aby jajko dokładnie się ścięło, a danie stało się kremowe.
Podaję z ulubionymi kiełkami.

Moje rady:
Ten przepis to idealny sposób na zużycie resztek. Możecie dodać dowolne warzywa- cukinia, brokuły itp.
Jeżeli macie kawałki pieczonego kurczaka czy innego mięsa, śmiało możecie je dodać. Pasować będzie też ryba czy krewetki.


piątek, 4 maja 2018

Jagodowa manna

Nie ma to jak kasza manna. A kasza manna z jagodami, to już sama przyjemność. Taką przyjemność serwuję sobie na koniec tego pięknego, majowego weekendu. Jak tam Wasze wycieczki, albo domowe lenistwo? Mam nadzieję,że pogoda dopisała/dopisuje i możecie w pełni oddać się ulubionym aktywnościom. A jeżeli nie wiecie czym można ją jeszcze sobie osłodzić, to polecam jagodową mannę. Czyli wspaniały deser/śniadanie/kolację, w pięknym kolorze, które pozwoli choć na moment przenieść się w beztroski stan dzieciństwa. Ja wypróbowałam, to naprawdę działa. Oby końcówka tego weekendu przyniosła piękną pogodę i dużo relaksujących chwil. Tego Wam życzę, sama mam nadzieję,że moje niedzielne plany dojdą do skutku i nie popsuje ich zła pogoda. Bo jutro czeka mnie sobota pracująca. Pranie, sprzątanie, prasowanie, mycie, pucowanie. Będzie pracowicie.


Składniki:
5 łyżek kaszy manny
250 ml mleka
Duża garść mrożonych jagód
Łyżka soku jagodowego
Ekstrakt waniliowy
Skórka z cytryny

Mleko gotuję razem z wanilią i cytryną. Dosypuję kaszę manną i sok z jagód, gotuję około 8-10 minut, na gęsty krem. Kaszę przekładam do miseczki i jeszcze gorącą posypuję mrożonymi jagodami, popękają tworząc pyszny i naturalnie słodki sos.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...