Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

środa, 31 stycznia 2018

Twarożek z awokado

Ostatnio pasjami zajadam wiejski twarożek. Zawsze bardzo je lubiłam, ale teraz to już przesada. W lodówce mam spory zapas, a i tak mam wrażenie, że jest go po prostu za mało. Doszłam do tego momentu, gdzie za dużo, znaczy za mało. W każdym razie jem go na śniadanie i na kolację. I właśnie teraz podzielę się przepisem na moje wieczorne kanapeczki z pastą z twarożku i awokado.  Taki twarożek jest po prostu pyszny i bardzo zdrowy. Ostatnie dni były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Owszem, nikt nie obiecywał,że zawsze będzie lekko, ale teraz to już trochę przesady się wkradło. I owszem, za część chaosu odpowiedzialna jestem ja sama. Bo jak za mało ci wrażeń i obowiązków, to dołóż sobie kolejne. Na pewno będzie lżej.
Mam do Was serdeczną prośbę. Jak pewnie się mogliście zorientować jestem beznadziejną fanką zespołu o nazwie Depeche Mode. Z moją siostrą bierzemy udział w konkursie by móc obejrzeć ich koncert, na który miałam nie iść z powodu zdrowotnych zawirowań.Swój bilet musiałam odsprzedać koledze. Teraz mamy cień szansy, że jednak luty nie będzie zmarnowanym miesiącem i po fatalnym styczniu będzie jakoś tak milej. W każdym razie nasza konkursowa praca potrzebuje Waszych głosów. Gdybyście chcieli oddać na nas swój głos to będę wdzięczna za każdy sms - numer 7355, w treści PPG. 150 


Składniki:
200 gramów twarożku wiejskiego
Pól małego avokado
1/3 ogórka
Szczypiorek
Natka pietruszki
Ząbek czosnku
Pestki dyni
Pestki słonecznika
Słodka papryka
Sól
Pieprz

Awokado obieram, kroję w kostkę, ogórek kroję w plasterki,a  te na 4 części. Siekam zioła - pietruszkę i szczypiorek, razem z czosnkiem dodaję do twarożku. Doprawiam solą, pieprzem i papryką. dodaję pestki słonecznika i dyni. Przed podaniem chłodzę parę minut, by wymieszały się wszystkie smaki.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Budyń z nutellą i słonym karmelem. Fotoksiążka od Printu.

Budyń, najbardziej z domowych deserów. Smakuje mi o każdej porze roku, ale przyznaję, to w zimowe wieczory najchętniej spędzam z nim czas. W zimowe wieczory uwielbiam też przeglądać albumy ze zdjęciami i wspominać! Mam taką małą tradycję, że zawsze na początku roku robię przegląd zdjęć z roku ubiegłego i zamawiam sobie fotoksiążkę. Bo jednak jestem tradycjonalistką i oglądanie zdjęć na komputerze mnie nie satysfakcjonuje  w pełni. Zdecydowanie wolę mieć wydrukowane wspomnienia, i móc w równym rządku ułożyć je na półce i sięgać po nie w ponure dni. Bo to przecież nie tylko przeglądanie zdjęć, ale i budzenie wspomnień, przypominanie sobie miłych chwil, zabawnych sytuacji, ludzi, emocji, smaków i zapachów. W zdjęciach zaklęta jest prawdziwa magia. Od dziecka, bardzo lubię przeglądać albumy. Szczególnie te babcine, ze ślubnymi zdjęciami jej kuzynek, ciotek i koleżanek. Ta ślubna moda z lat 30, 40 i 50. Obfite suknie, długie welony, wąsaci panowie i te klejone zdjęcia do zmęczonych już albumów...
Ja idę z duchem czasu. Zarówno w kwestii zdjęć jak i budyniu. Budyń z dodatkiem słodkiej Nutelli i słonego sosu karmelowego. Słodka rozpusta i fotoksiążka od Printu, to prosty patent na udany wieczór. Tak przyjemnie jest przecież usiąść razem i oglądać zdjęcia! I utonąć we wspomnieniach.
Jeżeli nie macie pomysłu na szybki i prosty deser, to znak, że musicie spróbować ten budyń. Jeżeli nie macie pomysłu na walentynkową niespodziankę dla chłopaka, to taka fotoksiążką będzie idealna. Już samo jej projektowanie daje masę przyjemności! A kiedy dostaniecie Wasze dzieło do ręki, będziecie wyjątkowo zadowoleni z efektów!
Polecam zajrzeć na stronę Printu - https://printu.pl/ i znaleźć idealny prezent na walentynki dla niego.


Składniki:
400 ml mleka
2 żółtka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 czubate łyżki Nutelli
1 łyżeczka cukru kokosowego

Sos:
Łyżka masła
4 łyżki śmietanki 36 %
2 łyżki cukru
Duża szczypta morskiej soli

Odlewam pół szklanki mleka, resztę gotuję z cukrem kokosowym. W reszcie mleka rozprowadzam mąkę z żółtkami, bardzo dokładnie mieszam, na końcu dokładam Nutellę, mieszankę wlewam do mleka i gotuję do zgęstnienia - trwa to około 3 minut.
Na patelni podsmażam cukier, kiedy zbrązowieje dodaję masło i śmietankę, solę całość. Podgrzewam aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Sosem polewam budyń.

sobota, 27 stycznia 2018

Szarlotka w słoiczku

Kiedyś już wspominałam, że jabłka najbardziej lubię na ciepło. Pieczone, duszone, czy gotowane, dla mnie to bez większego znaczenia. Surowe mi niezbyt smakują. Czasem przekąszę, ale zazwyczaj kończy się na ćwiartce. Za to te na ciepło mogę jeść kilogramami. Jestem wielką fanką szarlotki, ale niestety nie zawsze mam czas by upiec to ciasto. Kiedy mam wielką ochotę na szarlotkę idę na skróty. Nie, nie idę do piekarni, idę do kuchni. I w kwadrans mam deser o smaku szarlotki. Cały słoiczek szarlotkowej pyszności. Dzisiejszy deser jest bezglutenowy, zamiast herbatników, użyłam bowiem wafli ryżowych w czekoladzie. Robi się go naprawdę błyskawicznie, jabłkowa masa z dodatkiem wiśni, pyszny krem, i odrobina czekolady. To nie może nie smakować. Zdecydowanie polecam na pyszne weekendowe słodkości.


Składniki:
2 twarde jabłka
Duża garść suszonych wiśni
Duża szczypta cynamonu
300 gramów serka homogenizowanego waniliowego
3 łyżki mascarpone
2-3 wafle ryżowe w gorzkiej czekoladzie

Jabłka myję, obieram, kroję w kostkę. Zalewam 1/3 szklanki wody, duszę z cynamonem i wiśniami, około 10 minut, aż jabłka zaczną się rozpadać. Studzę.
Serek łącze z mascarpone, chłodzę przez kwadrans.
Na dnie pucharków układam masę jabłkową, na to waniliowy krem, a na wierzchu układam  kruszone wafle.

czwartek, 25 stycznia 2018

Makaron z sojowymi kotlecikami

Są ludzie, którzy mają z górki, inni mają pod górkę. Ostatnio miałam pod górkę, cały dzień pod górkę. Najpierw szalony dzień  w pracy, bardzo męczący i intensywny. Następnie wizyta w przychodni. W tym roku biję wszystkie rekordy, a to dopiero parę tygodni za nami. W każdym razie podczas tej wizyty dowiedziałam się, że lista moich dolegliwości jest tak długa, że połowy już zapomniałam. Dostałam solidny pliczek recept i skierowań na dalsze badania. Dwa z nich są tak koszmarne, że najchętniej bym je pominęła. Ale cóż, pani doktor kazała mi się ogarnąć i jak najszybciej wszystko poumawiać. Wyszłam i spacerem poszłam do apteki. Jedynie dwadzieścia minut, idealny czas na odetchnięcie. W aptece podaję recepty, pani mówi, że to są rzadkie leki, więc ich nie ma, już zamawia, a ja zaczęłam się zastanawiać jak drogie mogą być rzadkie leki? Nie zdążyłam poznać ceny, bo okazało się, że lekarka zapomniała podpisać recepty i przystawić pieczątki. Żaden problem, znów ruszyłam spacerem pod górę, przecież to tylko 20 minut w jedną stronę. Po kolejnych 15 minutach w przychodni, dowiedziałam się, że moja lekarka wyszła, do przyszłego tygodnia jest na urlopie, a chwilowo są sami pediatrzy, więc recepty nie dostanę. Cóż mi było robić, wracam do domu. Głodna i zmęczona. Stracony czas postanawiam nadrobić przy obiedzie, nie w  głowie mi długie gotowanie, wybieram bardzo szybką opcję. Makaron, ogórek, dużo koperku i sojowe kotleciki, trzymane na czarną godzinę. Robi się ten obiad błyskawicznie, a smakuje naprawdę pysznie. Do tego jest bardzo dobry i na ciepło i na zimno, czyli może posłużyć za lunch w pracy. Nie zdążyłam dokończyć mojego obiadu, kiedy dostałam telefon z przychodni, że mogę przyjść po receptę. O, nie. Za takie spacery to ja dziękuję, następnym razem....  Na razie jem pyszny obiad. 


Składniki:
Makaron kokardki
Pół ogórka
3-4 kotleciki sojowe
200 ml bulionu warzywnego
2 łyżki bułki tartej
Duża garść koperku
Oliwa z oliwek ( smakowa, polecam czosnkową)
Słodka papryka
Pieprz
Sól
1 łyżka masła klarowanego

Makaron gotuję al dente.
Kotleciki sojowe zalewam gorącym bulionem i moczę około 10 minut. Po tym czasie posypuję solą i pieprzem, i obtaczam w bułce tartej wymieszanej ze słodką papryką. Na rozgrzanym maśle klarowanym smażę kotleciki na rumiano - około 5 minut. 
Ogórek myję, obieram i kroję na małe kawałki. Koperek myję i siekam. Makaron łączę z ogórkiem i koperkiem, polewam oliwą. Na wierzchu układam pokrojone na kawałki kotleciki sojowe. 

wtorek, 23 stycznia 2018

Mercado

Dziś zapraszam na małą kulinarną wycieczkę. Będzie po hiszpańsku! 
Tego dnia zaplanowany miałam obiad w dobrze znanej i tradycyjnej knajpce. Ale po drodze plany się zmieniły, czas tak bywa, impuls i postanawiasz spróbować czegoś nowego. Tak właśnie było tym razem. Zamiast na pierogi wybraliśmy się na hiszpańską ucztę w centrum Gdańska. 
Mercado mieści się we Wrzeszczu, jednej z moich ulubionych dzielnic Gdańska, szczególnie polecam spacer Starym Wrzeszczem i zabłądzenie w jakiejś bocznej uliczce. Może to i dobrze, że turyści okupują Stare Miasto, a nam zostawiają resztę? W każdym razie ja Wrzeszcz bardzo lubię i polecam do odwiedzenia. Ale wróćmy do knajpy. Mercado mijam zawsze, kiedy jadę na cmentarz. Wiem, wiem, że nie jest to zachęta, ale świadczyć to ma po prostu o tym, że lokal znałam, mijałam, ale nigdy nie wpadłam. I któregoś dnia, wracając właśnie z cmentarza, minęliśmy kolejny raz Mercado, i doszliśmy do wniosku, że tym razem wpadniemy tu na obiad. Decyzja spontaniczna, ale czy była to dobra decyzja?

Wnętrze jest nowoczesne, i nienachalne. Jako, że mieści się lokal w nowoczesnym wieżowcu, stylem nawiązuje właśnie to tego budynku. Jest prosto, spokojnie, ale mimo wszystko dość przytulnie. Aczkolwiek ci co szukają romantycznych wnętrz z oryginalnym wyglądem mogą być rozczarowani i poczuć się za nowocześnie. Mi wystrój pasował, a także to, że lokal choć spory, nie jest zatłoczony i szczelnie wypełniony stolikami. Można poczuć się swobodnie i czekać na posiłek. 
Kelner szybko zebrał zamówienie, chętnie podpowiedział co i jak, polecał dania, a także chętnie przyjął zamówienie z wyłączeniem niektórych składników z dania. Nie było żadnego problemu by usunąć kozi ser i zastąpić go parmezanem. Po jakichś 25 minutach na stole pojawiła się zupa. Po 10 minutach dania główne. Chociaż lokal nie był pełen, czas oczekiwania był spory. Można było za to oglądać proces powstawania potraw, gdyż w lokalu znajduje się otwarta kuchnia. Ma to olbrzymie plusy, ale i zasadniczy minus - po wizycie w Mercado odzież nadaje się do prania. Pewnie to wina tego, że mieliśmy stolik bezpośrednio przy kuchni, ale warto zadbać o nieco lepszą wentylację. Już nie wspominając o tym, że zapachy pobudzają apetyt, a tutaj trzeba czekać!


Zamówiliśmy zupę z  owoców morza, paellę w wersji mięsnej i oryginalnej z owocami morza, makaron z kurczakiem i szpinakiem w śmietanowym sosie oraz hiszpański burger z frytkami. Do tego wspaniała jaśminowa herbata, naprawdę warto o niej wspomnieć, bo jest przepyszna. Zacznę od zupy, była bardzo delikatna, porcja była naprawdę solidna, moim zdaniem idealnie sprawdziłaby się na wiosną lub latem, ze względu na swoją delikatność, ale przyznaję, była pyszna. Makaron z kurczakiem to solidna porcja makaronu, delikatnego śmietanowego sosu i soczystego kurczaka. Może mało to hiszpańskie, ale bardzo smaczne. Obie paelle były piękne podane, i apetyczne. Mi osobiście bardziej posmakowała wersja z kurczakiem, ale po prostu nie jestem fanką krewetek i innych morskich żyjątek. Idealnie doprawione, kremowe, pełne dodatków. Ale prawdziwym hitem obiadu był burger. Burger z zielonym sosem caldo verde i chorizo. Soczysta wołowina, wysmażona w punkt, świeża bułka, pyszne frytki i to idealne połączenie hiszpańskiego sera i ostrej kiełbasy. To była kulinarna petarda. 
Biorąc pod uwagę wysokość cenę to muszę przyznać, że stosunek ceny do jakości jest idealny. Za 4 osoby rachunek wyniósł 170 złotych. Jedzenie było świeże, atrakcyjnie podane i idealnie doprawione. Porcje są spore, wybór w menu może niezbyt duży, ale wolę knajpy, gdzie dań jest mniej, ale są prawdziwymi perełkami. W Mercado możecie też kupić hiszpańskie smakołyki, ale najważniejsze, po prostu miło i pysznie spędzić tutaj czas. Jedynie do poprawki zgłaszam wentylację. A poza tym bez zarzutów. 









Mercado, Gdańsk, Partyzantów 8

niedziela, 21 stycznia 2018

Jabłkowo-jogurtowe śniadanie

Jogurty uwielbiam, ale nie oszukujmy się, zimą na śniadanie to taki sobie pomysł. Bo są zimne, a takiego, który odstał swoje na kuchennym blacie i nabrał temperatury pokojowej, to ja akurat nie potrafię skonsumować. Jogurt musi być zimny i basta. Nie ma dyskusji. Ale aby dodatkowo się nie wyziębiać o tej porze roku podaję go z ciepłymi dodatkami. U mnie będą to gorące jabłka,duszone w soku pomarańczowym. Bardzo aromatyczne, rozkosznie cynamonowe, naturalnie słodkie, zimowe, po prostu idealne. Do tego tak proste  w przygotowaniu, że można je zrobić w nawet bardzo zabiegany poranek. A na pewno każdemu posmakuje i sprawi przyjemność. Ostatnio mam bardzo, ale to bardzo zabiegane poranki. Ale czego jak czego, pysznego śniadania nie odpuszczę!


Składniki:
1 twarde jabłko - polecam Ligol
4 łyżki soku z pomarańczy
Garść suszonej żurawiny
Szczypta imbiru
Szczypta cynamonu
Odrobina masła
Jogurt grecki
Ulubione musli

Jabłko myję, obieram ze skórki, kroję w średnią kostkę.
W garnuszku z grubym dnem roztapiam masło. Dodaję jabłka, przepłukaną żurawinę i przyprawy, smażę około minut. Zalewam owoce sokiem i duszę aż owoce zmiękną -około 3-4 minuty, mają pozostać jędrne.
Do miseczki przekładam jogurt, podaję z gorącymi jabłkami i ulubionym musli.


piątek, 19 stycznia 2018

Cynamonowa herbatka

Przyszła solidna zima. Co prawda brakuje śniegu, mróz też taki średni, na pewno w Ameryce by mnie wyśmiali, gdybym powiedziała, że zrobiło się zimno. Jakie zimno? Te minus 3 stopnie nazywasz zimą? W porównaniu jednak z tym co było, chociażby w święta, mogę uznać, że jest to zima. Co prawda wyjątkowo w tym roku brakuje mi śniegu, który by przykrył tę szarość, ale nie mogę narzekać za bardzo. Obiecałam sobie, że to ograniczę, to ograniczam. Ale na małą zamieć, wciąż liczę. Może trochę beznadziejnie, ale marzyć mogę, tego mi nikt nie zabroni.W każdym razie na te mroźniejsze chwile polecam rozgrzewający napój o przyjemnym smaku cynamonu. Przyznaję, wielką fanką dodawania mleka do herbaty nie byłam, i chyba nie będę, poza tą herbatą. Tak przygotowana smakuje po prostu wspaniale!


Składniki:
2 torebki dobrej jakości czarnej herbaty
1 laska cynamonu
Szczypta kurkumy
100 ml mleka
Czubata łyżka miodu

W garnuszku podgrzewam 150 ml wody razem z herbatą, cynamonem i kurkumą. Gdy się zagotują, wyjmuję cynamon, do naparu dodaję mleko, odstawiam na 5 minut, dodaję miód i mieszam i podaję.

środa, 17 stycznia 2018

Babka piernikowa i suszone wiśnie

Niektórzy uważają, że piernik jest przypisany wyłącznie do jednej daty - Świąt Bożego Narodzenia i koniec. W inne pory roku, w inne dni nie powinno się go jeść, nie smakuje itp. Ja uwielbiam smak i aromat piernika i robię to ciasto nie tylko na święta. Ale i bez okazji. Albo z powodu potrzeby rozpieszczenia się tym korzennym aromatem. Dlatego dziś dzielę się przepisem na pyszną piernikową babkę z orzechami, suszonymi wiśniami i polewą czekoladową.  Robi się szybko i prosto, każdy sobie poradzi. Suszone wiśnie dodają ciekawej cierpkości a orzechy przyjemnie chrupią. No i ta czekoladowa polewa i migdały. Ciasto smakuje naprawdę rewelacyjnie, po prostu musicie spróbować. U mnie zniknęło błyskawicznie, dlatego szczerze polecam. A sama zaczynam planować weekendowe aktywności. Marzy mi się dużo książek i jeszcze więcej lenistwa. Co z tego, że dopiero środa;)



Składniki:
3 jajka ( osobno białka i żółtka)
1/2 szklanki miodu
150 gramów masła
400 gramów mąki orkiszowej tortowej
2 łyżki przyprawy do piernika
100 ml mleka
1 łyżka sody
1/3 szklanki suszonych wiśni
1/3 szklanki orzechów włoskich
2 garście płatków migdałowych

Polewa
50 gramów gorzkiej czekolady
2 łyżki mleka
2 garście płatków migdałowych

Dodatkowo:
masło i kasza manna do formy

W garnuszku podgrzewam razem masło, miód, mleko i przyprawę do piernika. Kiedy masło się roztopi zdejmuję mieszkankę z kuchenki i studzę.
W międzyczasie siekam orzechy, przepłukuję wiśnie i kruszę płatki migdałowe.
Do maślano-miodowej mieszanki dodaję żółtka i ucieram masę. Następnie dodaję przesianą mąkę razem z proszkiem do pieczenia, dodaję bakalie, i delikatnie mieszam ciasto. Na koniec ubijam pianę z białek i dodaję do ciasta.
Formę na babkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną, przelewam ciasto i piekę je 55-60 minut w 185 stopniach ( termoobieg).
Czekoladę roztapiam na parze razem z mlekiem, polewam nią ciasto, posypuję migdałami.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Cytrynowe placki z ricotty

Kolejne placuszkowe śniadanie. Placki z ricotty bardzo mi smakują. Są lekkie, ale bardzo sycące. Dodają energii i zaspokajają głód na długi czas. Do tego robi się je szybko i co najważniejsze są na ciepło. A zimą nie ma to jak ciepłe śniadanie. Kiedyś bardzo tego nie lubiłam, nawet herbatę z rana musiałam pić letnią. Ale z wiekiem człowiek nie tylko się starzeje, ale i nabiera mądrości. I wie, że zimą, w ciemny poranek, ciepłe placki to super pomysł na śniadanie.  Szczególnie jeśli mamy poniedziałek, mroźny, ciemny i ponury. Taki, który nie nastraja pozytywnie. Bo znów weekend był za krótki, a najbliższe dni zapowiadają się bardzo, bardzo pracowicie. Ale uzbrojeni w plackową moc i cytrynową świeżość, stawiamy czoło każdemu wyzwaniu. 


Składniki:
200 gramów ricotty
1 jajko
1 łyżka miodu
3 łyżki mąki owsianej
Skórka starta z połowy cytryny
Łyżeczka soku z cytryny
Pół łyżeczki proszku do pieczenia
Masło klarowane
Jajko ucieram z miodem, dodaję sok i skórkę z cytryny. Delikatnie dodaję ricottę i dokładnie mieszam. Dosypuję mąkę razem z proszkiem do pieczenia i łączę składniki. 
Rozgrzewam na patelni odrobinę masła, smażę średniej wielkości placki na rumiano. Można posypać je cukrem pudrem, podać z ulubioną konfiturą, albo miodem. 

sobota, 13 stycznia 2018

Porzeczkowe rozgrzanie

Nie ma chyba większej herbaciary niż ja. W kuchni mam całą szafkę tylko na herbaty. Nie tam jakąś lichą półeczkę, ja mam całą szafkę pełną herbacianych pyszności. Ale mimo tego nadmiaru, czasem nie mogę nic wybrać. Dosłownie nic mi nie pasuje! I wtedy włączam tryb kombinowania. Tym razem przygotowałam sobie bardzo rozgrzewającą herbatę o pysznym porzeczkowym smaku, czyli taki trochę powrót do letnich i słonecznych chwil. Są porzeczki, jest cytryna, znalazł się i imbir i trochę goździków. Pysznie, bardzo prosto i wyjątkowo rozgrzewająco. 
Co najlepiej pasuje do takiej herbaty? Oczywiście miły koc i jakaś dobra muzyka. I książka. I mróz za oknem. I przepis na miły wieczór gotowy. 




Składniki:


2 torebki dobrej czarnej herbaty
2 łyżki konfitury porzeczkowej ( najlepiej domowej)
2 plastry cytryny
5 cm kawałek imbiru
2 goździki

Imbir drobno siekam, razem z herbatą i goździkami wkładam do garnuszka, zalewam wodą i gotuję. Dodaję porzeczki i plasterki cytryny, chwilę podgrzewam. Wyjmuję z napoju goździki i imbir, a resztę przelewam do szklanek. 

czwartek, 11 stycznia 2018

Szybki makaron z ricottą i migdałami w pomidorach.

O tym, że uwielbiam makarony i mogłabym je jeść codziennie, dobrze wiecie. Nie powinien więc dziwić kolejny przepis z wykorzystaniem właśnie makaronu. Będzie to bardzo szybki przepis. Pomieszanie z poplątaniem, tak bym go nazwała. Mamy tu pyszny sos na bazie pomidorów z migdałami i ricottą. Połączenie niesamowicie pyszne. Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać nieco dziwne, nawet bardzo dziwne, po prostu trzeba spróbować. Szczególnie w te bardzo zabiegane dni, kiedy na przygotowanie obiadu mamy dosłownie kwadrans. Myślę, że taki makaron śmiało mogłaby przygotować Corie Bratter, bohaterka filmu Boso przez park. Młoda żona, nieco zwariowana, bardzo spontaniczna i z pewnością nie planująca by cały dzień spędzić w kuchni. Owszem, to dość stary film, ale kiedy go wczoraj oglądałam, to roztapiałam się jak ser na ciepłym makaronie, kiedy pojawiała się scena z boskim, po prostu boskim Robertem Redfordem. Co z tego, że kochała się w nim potajemnie moja babcia! Ach, gdyby telewizor mógłby mnie pożreć, to z pewnością nie miałabym nic naprzeciw, by stało się to akurat wtedy kiedy jem makaron i oglądam ten film. Jeżeli mam gorszy dzień, to taka lekka, ale inteligentna komedia od razu poprawi mi humor. I Wam  polecam to połączenie. Makaron i boski Robert.




Składniki:
Dowolny makaron (polecam spaghetti albo tagliatelle)
1/3 szklanki suszonej żurawiny
200 gramów ricotty
1/3 szklanki płatków migdałowych
2 małe pomidory
Kawałek papryczki chilli
1 ząbek czosnku
Sól
Pieprz
1 łyżka oliwy


Gotuję makaron ( ja użyłam ryżowego, więc tylko zalałam go wrzątkiem i odcedziłam).
Na oliwie podsmażam posiekany czosnek i papryczkę chilli. Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skórki, kroję w kostkę i dodaję na patelnię, smażę około 5 minut-mają zacząć się rozpadać. Dodaję 2 łyżki ricotty, oraz połowę porcji żurawiny i migdałów,solę. Smażę jeszcze parę minut, aż woda  z pomidorów odparuje.
Do miseczek wkładam makaron, polewam go sosem, posypuję żurawiną i płatkami migdałów. Z wierzchu układam pozostałą ricottę. Posypuję pieprzem.

wtorek, 9 stycznia 2018

Czosnkowe tosty z awokado

Jestem wielką fanką awokado. I jajek na twardo. I czosnku. I sama nie wiem w jakiej kolejności powinnam to podawać?  W każdym razie jeżeli chodzi o poranne kanapki, to polecam Wam te proste tosty. Wystarczy dobra bagietka, awokado, jajko i parę przypraw. I już jest, gotowe. W sam na zabiegany, albo wręcz przeciwnie na bardzo leniwe chwile. To już do wyboru. Takie proste grzanki są po prostu pyszne i warto je sobie zrobić. A ja pędzę, znów do lekarza. Ten rok zaczął się jakoś tak nijako. Ale mam nadzieję, że szybko ogarnę temat i zdrowie nie będzie głównym tematem w 2018 roku. Wystarczył tydzień, a ja zdecydowanie mam dość wizyt w gabinecie i pobierania krwi. Mści się na mnie to, że jako dziecko uwielbiam jak pani pielęgniarka pobiera mi krew. I marzyłam by robić to co tydzień. A teraz uważam, że dwa razy w tygodniu, to stanowczo za dużo. Ale nie narzekam, trzeba iść jeść drugie śniadanie.


Składniki :
Połowa bagietki
Pół sporego, dojrzałego awokado
2 jajka
2 spore ząbki czosnku
Olej rydzowy
Płatki chilli
Sól
Pieprz

Gotuję jajka na półmiękko.
Bagietkę kroję na pół i jeszcze na raz na pół.
Miażdżę czosnek, smaruję nim kromki bagietki, podgrzewam je na suchej patelni teflonowej przez około 2-3 minuty. Smaruję olejem. Awokado obieram, kroję w  plastry, układam na bagietce, na to plasterki jajka, całość posypuję chilli.

sobota, 6 stycznia 2018

Tiramisu. Sernik na zimno.

Kto nie lubi Tiramisu? Ja niespecjalnie przepadałam za tym smakiem. Nie był to ten smak, za który dałabym się pokroić. Dodatkowo zawsze przerażały mnie surowe jajka w składzie. Dlatego też oszukiwałam i szykowałam coś a'la tiramisu. Tym razem zrobiłam dokładnie tak samo, przygotowałam sernik na zimno jak słynny deser. Uwaga, ten smak uzależnia! Co ciekawe, uzależnił i mnie. Chociaż marna ze mnie fanka tiramisu i w ogóle nie przepadam za sernikami na zimno. Ale ten po prostu skradł moje serce. Ma wspaniałą konsystencję. Warstwa kawowa jest cięższa, konkretniejsza, bardziej kremowa. Warstwa migdałowa zaś lekka jak chmurka, niczym pianka, rozpływa się w ustach. Do tego chrupiący, ciasteczkowy spód i migdały na wierzchu. Jak dla mnie ten sernik mógłby nigdy się nie kończyć. Zdecydowanie dostarcza aż za wiele przyjemności! Mogłabym tylko usprawnić jedną rzecz, pomyśleć, żeby wyjąć blender. O tym, że śmietankę mogłabym ubić w minutę przy pomocy blendera, przypomniałam sobie po 10 minutach ręcznego ubijania śmietany. No cóż, od głupoty czasem bolą palce. Ale efekt końcowy zdecydowanie niweluje wszystkie niedogodności.


Składniki:
Spód:
200 gramów pełnoziarnistych herbatników
80 gramów masła
2 łyżki kakao

Masa kawowa:
200 ml śmietanki 36 %
500 gramów twarogu mielonego
5 łyżek cukru kokosowego
100 ml espresso
100 gramów gorzkiej czekolady
2 łyżki żelatyny
2 łyżeczki kakao

Masa migdałowo-śmietankowa
300 ml śmietany 36 %
500 gramów twarogu na sernik
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki mielonych migdałów
Olejek migdałowy

Dodatkowo:
2 łyżki tartej gorzkiej czekolady
3 łyżki płatków migdałowych

W garnuszku roztapiam masło, ciasteczka kruszę-ja używam tłuczka do ziemniaków, łączę z masłem. Masą wylepiam dno tortownicy, posypuję kakao i chłodzę pół godziny.
W garnuszku podgrzewam śmietankę, dodaję czekoladę, podzieloną na kostki, mieszam do rozpuszczenia się czekolady. Odstawiam do przestudzenia. Żelatynę rozpuszczam w gorącym espresso, studzę. Zimna kawą dolewam do czekoladowej śmietanki, następnie dodaję cukier i twaróg. Mieszam całość bardzo dokładnie, wylewam na masę ciasteczkową, posypuję kakao i chłodzę minimum 90 minut w lodówce.
Czas na drugą warstwę. Ubijam na sztywno śmietankę razem z cukrem pudrem,dodaję twaróg, mielone migdały i olejek migdałowy. Delikatnie łączę masę. Wykładam ją na masę kawowo-czekoladową. Chłodzę minimum godzinę.
Na suchej patelni prażę migdały. Ciasto dekoruję tartą czekoladą i płatkami migdałów. Do podania trzymam w lodówce.

Moje rady:
Jeżeli ciasta nie będę jeść dzieci, dodajcie likier Amaretto,zamiast aromatu.
Do masy kawowej możecie dodać mleczną czekoladę, wtedy pomińcie cukier.

czwartek, 4 stycznia 2018

Żytnie placki z jabłkiem

Bardzo dawno nie jadłam śniadaniowych placków, postanowiłam niedopatrzenie to nadrobić przy pomocy żytnich placuszków  z jabłkiem. Przygotowałam je sobie na spokojne śniadanie, specjalnie przygotowałam więcej, by potem odgrzać je na kolację. Po świętach czuję mięsno- sałatkowy przesyt, więc z prawdziwą przyjemnością zajadam się takimi prostymi i smacznymi daniami. Właśnie jak te błyskawiczne placuszki. Wyraźnie cynamonowe, pysznie jabłkowe i bardzo zdrowe. Mają w sobie mąkę żytnią, dużą ilość żurawiny i kwaskowate jabłka. Ostatnio te placki są moimi ulubionymi, mogłabym je jeść cały dzień i z pewnością długi czas by mi się nie znudziły. 

Składniki :
2 twarde jabłka ( polecam Ligol)
1 duże jajko
150 gramów mąki żytniej
Szczypta proszku do pieczenia
2 garście suszonej żurawiny
2 łyżki serka homogenizowanego
1 czubata łyżka cynamonu
Szczypta imbiru
Jabłko trę na tarce. 
Jajka ucieram z cynamonem i imbirem, dodaję twarożek, jabłka i mąkę z proszkiem do pieczenia. Całość dokładnie mieszam. Smażę średniej wielkości placki na patelni bez tłuszczu. Podaję z plastrami jabłka, można dodatkowo je posypać cukrem pudrem. 

wtorek, 2 stycznia 2018

Napar z lipy i żurawiny

Uff, na szczęście za nami najdłuższa noc w roku. Za nami coraz krótsze dni, co prawda jeszcze ciężko mi w to uwierzyć, ale dnia przybywa. Przybywa też kichających i kaszlących dookoła. Takie prawa nieprzyjemnej zimy. Nieprzyjemnej, bo zamiast mrozu i śniegu, mamy takie nie wiadomo co. I wysyp infekcji. Dookoła znów kaszą, kichają, albo zaraz będą kichać i kasłać. W takim przypadku trzeba się wzmocnić, i wzmocnić. Do picia na relaksująco-uodparniający wieczór, polecam mieszankę lipy, żurawiny, imbiru i cytryny. Do tego odrobina miodu i od razu robi się cieplej i zdrowiej. Taka herbatka sprawdzi się również kiedy już dopadną nas pierwsze objawy przeziębienia. Pomoże  w gorączce i przy bólu gardła. Lipową herbatkę bardzo lubię, dlatego też polecam Wam taki zdrowy i naturalny napar.


Składniki:
2 torebki lipowej herbatki
2 garście suszonej żurawiny
3 plasterki cytryny
4 cm kawałek imbiru
Duża łyżka miodu

Imbir obieram, kroję w plastry.
W garnuszku podgrzewam wodę razem z lipą, dodaję żurawinę i imbir, gotuję około 10 minut. Zdejmuję z ognia, dodaję plastry cytryny,a  jak napar trochę ostygnie miód. Polecam w chorobie pić ten napar dwa razy dziennie. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...