Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

sobota, 29 grudnia 2018

Keks budyniowy

Święta, Święta i już po. Na szczęście przed nami kolejny przedłużony noworoczny weekend. Choć pewnie jest spora grupa szczęśliwców, którzy mają wolne ciurkiem. Ja niestety musiałam wrócić na chwilę do pracy by zacząć akcję o wdzięcznej nazwie - Inwentaryzacja magazynu. Ale cały czas pozostaję w świątecznej atmosferze. Jest choinka, ciągle doglądam prezentów, sprawdzając, czy aby na pewno wciąż są i cieszą oko. A inne zmysły wciąż cieszą świąteczne smaki. Niestety po tym pysznym keksie pozostało już tylko wspomnienie. Ale muszę podzielić się z Wami tym przepisem. Mam nadzieję,że keks pełen bakalii, to nie tylko jednorazowe ciasto, przypisane jedynie do Wigilii? Ja chętnie je jem cały rok, z różnymi dodatkami. Tradycyjny przepis od cioci Klary, wzbogaciłam w tym roku o dodatek budyniu, oraz suszone śliwki i figi. Całość wyszła naprawdę wyjątkowo. Keks nie był suchy, tylko soczysty dzięki owocom. Delikatny dzięki dodatkowi budyniu. Słodki, ale przełamany mocno cytrynowym lukrem.  Jak dla mnie idealny. Zupełnie taki jak te święta...

Chciałabym złożyć Wam życzenia na Nowy Rok. Życzę zdrowia. Bo jak ono jest, to wszystko inne też jakoś się układa. Więc bądźmy zdrowi!



Składniki:
150 gramów masła
3 jajka
300 gramów mąki
100 gramów cukru
1/2 szklanki suszonych rodzynek, fig, śliwek
2 łyżki suszonej skórki pomarańczowej
1 łyżka suszonej skórki cytrynowej
200 ml gorącej herbaty earl grey
1 paczka waniliowego budyniu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Lukier:
5 łyżek cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Dodatkowo:
Kandyzowana skórka cytrynowa
Masło i bułka tarta do formy

Bakalie siekam na mniejsze kawałki, zalewam wrzącą herbatą, zostawiam na pół godziny, odcedzam, obtaczam w łyżce mąki.

Roztapiam masło w rondelku, dodaję cukier. Chwilę studzę. Oddzielam białka od żółtek, do żółtek dodaję przestudzone masło, proszek budyniowy i do pieczenia, dosypuję mąkę. Białka ubijam na sztywną pianę, dodaję do ciasta i bardzo delikatnie mieszam. Na końcu dodaję bakalie,bardzo delikatnie łączę je z ciastem.
Piekarnik rozgrzewam do 190 stopni, ciasto wylewam do keksówki, wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Keks piekę około 60 minut.
Z podanych składników kręcę gęsty lukier, smaruję nim ciasto, posypuję skórką cytrynową.



niedziela, 23 grudnia 2018

Świątecznie


Świąt prawdziwie świątecznych, ciepłych w sercu, zimowych na zewnątrz, jaśniejących pierwszą gwiazdką. Niech z nut świątecznych zapachów powstanie najpiękniejsza kolęda i czarem swej melodii spełni Wasze marzenia.



środa, 19 grudnia 2018

Szybki piernik powidłowo-migdałowy

Piernik to dla mnie obowiązkowa pozycja na świątecznym stole. Ten zapach, korzenny, lekko pikantny, jedyny w swoim rodzaju. Nie da się go pomylić z żadnym innym. Uwielbiam pierniki i nie ukrywam, jem je nie tylko w okresie świątecznym, aczkolwiek muszę przyznać, że w otoczeniu choinki i zapachu pomarańczy, smakuje jeszcze lepiej! Ten piernik zrobiłam przed świętami, po to, by po całym dniu wypełnionym porządkami, zakupami, pakowaniem prezentów i pucowaniem zastawy, wieczorem posiedzieć przy świątecznym filmie z dobrym ciastem pod ręką. Piernik z powidłami jest naprawdę pyszny. Wilgotny, bardzo korzenny i wyrazisty w smaku. Jego pewną surowość łagodzi dodatek polewy z dwóch rodzajów czekolady. Dzięki temu piernik jest słodki, chociaż wciąż intensywny w smaku. Jak dla  mnie jest to piernik idealny. Do tego jego przygotowanie zajmuje mniej niż kwadrans, brudzi się jeden garnek, i jest banalnie wręcz proste. Wystarczą dobre chęci, kilka uczciwych składników- miód, masło, domowe powidła i piernik już się piecze. A podczas pieczenia wypełnia dom najpiękniejszymi świątecznymi aromatami.



Składniki:
450 gramów mąki pszennej
3 jajka
120 gramów masła
150 ml mleka
1/2 szklanki miodu ( u mnie gryczany)
1 łyżka kakao
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
Pół łyżeczki mielonych goździków
Pół łyżeczki mielonego imbiru
Duża szczypta kardamonu
Szczypta pieprzu
4 pełne łyżki śliwkowych powideł
2 garście posiekanych migdałów


Polewy:

1/2 tabliczki mlecznej czekolady
1 łyżka mleka
1/2 tabliczki białej czekolady
1 łyżka mleka


Kilkanaście migdałów do dekoracji


W garnku z grubym dnem roztapiam masło razem z miodem i wszystkimi przyprawami. Dolewam mleko i chwilę studzę.
Mąkę przesiewam z kakao i sodą. Dosypuję do mlecznej mieszanki, dokładnie miksuję składniki. Wbijam jajka, dodaję powidła i migdały, mieszam całość.
Tortownicę wykładam papierem do pieczenia, wlewam ciasto, piekę piernik przez 55-60 minut w 190 stopniach z termoobiegiem.
Gdy ciasto się studzi roztapiam osobno obie czekolady, najpierw piernik smaruję ciemną polewą, a następnie robię kleksy z białej czekolady. Posypuję migdałami.



niedziela, 16 grudnia 2018

Makaron z kremowym sosem i szynką

Makaron z sosem to takie danie, które robię kiedy goni czas. Zazwyczaj wybieram taki sos, albo dodatki do makaronu, które robią się wtedy, kiedy gotuje się makaron. Nic dłużej. Maksymalnie kwadrans i obiad na stole. Tym razem postawiłam na makaron w bardzo kremowym sosie. Szynka, pomidory i gotowe. Przed świętami nie mam czasu na długie gotowanie, po prostu brak mi czasu. Porządki już prawie zakończone, zostało tylko ogarnąć garderobę. Chociaż słowo tylko jest nie ma miejscu, bardziej pasuje "aż". Trzeba na spokojnie spakować prezenty. Jeszcze część kupić. Co prawda ja wszystkie "swoje" prezenty kupowałam od września, ale kiedy przypadkiem spotyka się babcię na mieście, to człowiek zostaje pełnomocnikiem babcinego Mikołaja i musi kupić dodatkowych pięć prezentów. Przy czym kupić, to akurat najprostsza czynność. Najpierw trzeba wymyślić co by tu kupić? Do tego trzeba zrobić porządki po remoncie w pracy i przygotować się do zamknięcia roku i początku inwentaryzacji. Trzeba też pamiętać o przyjaciołach i znaleźć czas na mniejsze i większe spotkania. O tak, zdecydowanie w przedświątecznym czasie stawiam na szybkie i sprawdzone przepisy.

Składniki:
200 gramów makaronu -u mnie kokardki, sprawdzą się też rurki czy falbanki
2 średnie pomidory
4 plastry szynko gotowanej
4 łyżki kremowego serka
1 mała cebulka
2 ząbki czosnku
Suszony tymianek
Sól
Pieprz
Łyżka oliwy
Natka pietruszki

Gotuję makaron al dente.
Siekam cebulkę w drobną kostkę razem z czosnkiem, podsmażam na rozgrzanej oliwie na złoto. Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skórki, kroję na mniejsze kawałki. Szynkę kroję w paski, wrzucam do czosnku i cebulki, podsmażam 2 minuty, dodaję pomidory. Gdy zaczną się rozpadać, dodaję serek kremowy i wszystkie przyprawy, duszę całość 5 minut. Na patelnię wsypuję makaron, dokładnie łączę z sosem i podsmażam przez minutę.
Posypuję danie dużą ilością pietruszki.



czwartek, 13 grudnia 2018

Jogurtowo bananowo-kokosowo

Jogurt na śniadanie nie musi być nudny. Czasem mam ochotę na szybką odmianę. Jesienią i zimą, generalnie wtedy kiedy jest zimno, mam mniejszą ochotę na zimny jogurt z rana. Ale czasem po prostu muszę, inaczej się uduszę. Naprawdę tak czuję. Musi być poranna porcja jogurtu i basta. Ale jako, że za oknem zimno i deszczowo, potrzebowałam czegoś na rozgrzanie. Padło na banany. Podsmażone banany, w kokosie i miodzie. Słodko i pysznie, ale i zdrowo. Takie śniadanie polecam kiedy czeka nas długi i męczący dzień. Syci na długo i zostawia w przyjemnym poczuciu błogości, aż do samego wieczora. Zdecydowanie to śniadanie będzie gościć u mnie częściej. A chwilowo żyję w wielkim pędzie i przedświątecznym zamieszaniu. Ale wiecie co? Dziwnie to lubię.


Składniki:
250 gramów jogurtu śmietankowego
1 średni banan
1 łyżka oleju kokosowego
Duża garść wiórek kokosowych
2 łyżki miodu


Na patelni rozgrzewam olej kokosowy. Banana kroję w plasterki, polewam łyżką miodu i wiórkami, podsmażam na oleju po minutę z każdej strony. Owoce układam na jogurcie, polewam miodem.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Pierniczkowa owsianka

Pierniczki nadziewane powidłami śliwkowymi w czekoladzie.... Uwielbiam ten smak. Nic na to nie poradzę. To dla mnie nie tylko kwintesencja świąt, co w ogóle kwintesencja przyjemności. I to nie tylko na deser! W tym zimowym, okołoświątecznym czasie, szczególnie polecam wyjątkową owsiankę. Poranną porcję pierniczkowej przyjemności. Jest tutaj wszystko to co powinno znaleźć się w pierniczku idealnym. Jest czekolada, dużo korzennych przypraw i oczywiście powidła śliwkowe. Całość smakuje rewelacyjnie, rozgrzewa, jakoś tak otula  i wprowadza magiczny, świąteczny nastrój. I to od samego rana. Koniecznie wypróbujcie i już zaproście święta do śniadania.


Składniki:
4 łyżki płatków owsianych
150 ml mleka
1 czubata łyżka kakao
2 kostki gorzkiej czekolady
1 czubata łyżka powideł śliwkowych
Pół łyżeczki cynamonu
Szczypta imbiru
Szczypta kardamonu
Szczypta chilli
Szczypta mielonych gożdzików
Ekstrakt waniliowy


Płatki owsiane przekładam do garnuszka, zalewam wodą - około 100 ml, zostawiam na kilka minut. Dodaję kakao, wszystkie przyprawy i mleko, gotuję płatki około 5 minut. Dodaję czekoladę i śliwkowe powidła, podgrzewam aż wszystkie składniki idealnie się połączą- około minuty.
Podaję na gorąco.

Jeszcze lubicie słodkie śniadania, dodajcie mlecznej czekolady, a całość delikatnie polejcie miodem, najlepiej gryczanym.

piątek, 7 grudnia 2018

Mielone z kuskusu

Czasem tak jest, że w ostatniej chwili trzeba zmienić plany. I zamiast obiadu na mieście zostaje domowy posiłek. Ale w deszczowy, kiedy w lodówce obiadowa pustka bywa ciężko. Ale od czego od zapasy. Co prawda nie popieram chomikowania tysiąca produktów, ale zapas kasz, makaronu i ryżu, potrafi uratować życie. Tym razem dzięki niepozornemu kuskusowi, jajkom i ziołom, przygotowałam kotleciki. Prawie jak mielone. Pyszne, chrupiące i bardzo sycące. Aż za dobre! Świetnie smakują zarówno na ciepło, jak i na zimno. Do tego idealnie pasują do różnych sosów, pieczarkowy, z leśnych grzybów, albo pomidorowy? A może coś na zimno? Sos tatarski, majonezowo-musztardowy? Nie ma sprawy, będzie świetnym dodatkiem. Nie muszę wspominać, że przygotowanie kotlecików jest dziecinnie wręcz proste. Te kotleciki uratowały życie mi i mojej siostrze, kiedy to po długim  spacerze wpadłyśmy głodne do domu. Z teoretycznie pustą lodówką.


Składniki:
100 gramów kaszy kuskus
2 jajka
3 łyżki bułki tartej
200 ml bulionu
Po dwie garście natki pietruszki i szczypiorku
Łyżeczka curry
Łyżeczka czosnku granulowanego
Łyżeczka słodkiej papryki
Szczypta chilli
Sól
Pieprz
Oliwa do smażenia

Kaszę zalewam bulionem, odstawiam na 10 minut, kilka razy mieszam ją widelcem.
Siekam szczypiorek i pietruszkę, dodaję do kuskusu, wbijam jajka, doprawiam. Dokładnie mieszam wszystkie składniki, dodaję 2 łyżki bułki tartej i raz jeszcze mieszam. Zwilżam dłonie, formuję okrągłe kotleciki, panieruję je w bułce tartej. Kotleciki dobrze jest schłodzić 10 minut w lodówce przed smażeniem.
Rozgrzewam oliwę, smażę kotleciki przez 3 minuty z każdej strony na rumiano.

środa, 5 grudnia 2018

Łatwa drożdżówka z jabłkami i kruszonką

Marzyła mi się drożdżówka. Bardzo mi się marzyła. Ale pomalowałam paznokcie, na taki piękny ciemny granat łamany na fioletowy. Ciężko mi konkretnie stwierdzić. W każdym razie pomalowałam te paznokcie, i jakoś tak uznałam, że nie pasuje mi teraz wyrabianie drożdżowego ciasta. Bo to jednak może nadwyrężyć moje wysiłki jakie poniosłam przy malowaniu paznokci. A musicie wiedzieć, że ja nie mam talentu za grosz. I malowanie paznokci to wyzwanie, coś jak walka. Człowiek kontra pędzelek. Cierpliwość kontra lakier. Rzadko kiedy wychodzę z tego starcia na tarczy. Ciągle coś upaćkam po drodze, albo i zapomnę pomalować połowy paznokcia. No cóż, tym razem po godzinie udało mi się osiągnąć jako taki efekt. I akurat jak skończyłam, to zaczęłam marzyć o drożdżówce. Owszem mogłabym skorzystać z pomocy robota, który by mi zgrabnie to ciasto wyrobił, ale niestety musiałabym wziąć taboret, zdjąć karton, wyjąć sprzęt, złożyć, a potem najgorsze, musiałabym go umyć. Nie, nie, to ja podziękuję. Ale ochota na drożdżowe nie przechodziła, postanowiłam więc zrobić leniwą wersję drożdżówki, bez wyrabiania. Coś podobnego robiła moja babcia. Nie znałam tamtego przepisu krok po kroku, więc poszłam lekko na żywioł, dodałam jabłka, rodzynki i górę pysznej kruszonki. I wyszło ciasto idealne. Miękkie, odpowiednio drożdżowe, mocno pachnące jesienią. Do tego w ogóle się przy nim nie napracowałam. Placek zniknął w jeden wieczór. Polecam, szczególnie tym, którzy boją się piec drożdżowych ciast. To wyjdzie każdemu!

Składniki:
1/2 paczki świeżych drożdży
250 ml mleka
7  pełnych łyżek cukru
120 gramów masła
2 szklanki mąki
3 duże jajka
1 paczka cukru z prawdziwą wanilią
2 duże jabłka
2 garście rodzynek
1 łyżka cynamonu
Kruszonka:
80 gramów masła
4 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
150 gramów mąki

Dodatkowo:
Cukier puder


W garnuszku podgrzewam mleko z cukrem i masłem. Nie powinno się zagotować, a jedynie lekko podgrzać, tak by masło zaczęło się topić. Dokładnie zamieszać i odstawić na parę minut.
Do dużej miski wbijam jajka, wkruszam drożdże, dodaję cukier waniliowy i mleczno-maślaną mieszankę. Dosypuję 2 łyżki mąki, mieszam i odstawiam na pół godziny w ciepłe miejsce. Po tym czasie dodaję resztę mąki, mieszam składniki drewnianą łyżką, przykrywam ściereczką i odstawiam na kolejne pół godziny.
W międzyczasie przepłukuję rodzynki we wrzątku. Jabłka obieram, kroję w kostkę średniej wielkości, do jabłek dodaję rodzynki, posypuję cynamonem, dokładnie mieszam.
Z podanych składników zagniatam kruszonkę. Chwilę chłodzę w lodówce.


Nagrzewam piekarnik do 190 stopni.
Ciasto przekładam do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu układam jabłka, lekko je wciskam w ciasto. Posypuję ciasto kruszonką.
Placek piekę około 40-45 minut w 190 stopniach. Po upieczeniu posypuję cukrem pudrem.






poniedziałek, 3 grudnia 2018

Żytnie tosty francuskie z awokado

Przez całe życie tosty francuskie jadłam wyłącznie na słodko. Była to dla mnie jedyna opcja. Kiedy myślałam o tostach francuskich to miałam przed oczyma kawałki chałki, podsmażonej na rumiano. Do tego konfitura,miód lub cukier puder. Tylko tyle. Ale tego poranka nie miałam ochoty na słodkie śniadanie. Może dlatego, że miałam w planie imprezę urodzinową przyjaciółki i co jak co, ale słodkości tam nie braknie,i uznałam,że co za dużo, to niezdrowo? Ale co zrobić kiedy chodzą za mną tosty francuskie? Zrobić tosty na wytrawnie. Żytnia bułka, dużo przypraw i awokado. Chrupiąco, pysznie i cóż, zdrowo. Na pewno dużo zdrowiej, niż wersji chałkowej ze słodkimi dodatkami. To śniadanie zdecydowanie pozwoli odeprzeć atak śniadaniowej nudy. Robi się szybko, smakuje cudownie i daje dużo porannej przyjemności.


Składniki:
2 żytnie bułki ( najlepsze są czerstwe)
1 duże jajko
Niepełna szklanka mleka
Po dużej szczypcie granulowanego czosnku, słodkiej papryki, suszonego koperku
Sól
Pieprz
Klarowane masło
Awokado
Garść szczypiorku

Bułki kroimi w plastry.
Jajko ubijam z mlekiem i przyprawami.  Kromki bułek maczam w mlecznej mieszance. Kładę pieczywo na rozgrzane masło i smażę po 3 minuty z każdej strony.
Podaję z pokrojonym awokado i szczypiorkiem.




sobota, 1 grudnia 2018

Dyniowy omlet cesarski


W tym roku zrobiłam dyniowe zapasy. W zasadzie to zmusiła mnie do tego moja mama. Tak pokochała dyniowy krem, że jestem przygotowana na bardzo długą zimę. Naprawdę bardzo długą. Dyni z pewnością nie zabraknie. Ale nie samym  dyniowym kremem człowiek żyje, poza nim istnieją jeszcze inne dania z dynią. A kto powiedział, że dyni nie można jeść od rana? Ja w porze śniadania przygotowałam sobie omlet. Nie byle jaki, bo cesarski. Do tego z dynią. Jest to słodka poranna uczta, która rozpromieni każdy poranek. A każdy kawałek tego omletu, jest po prostu niczym bajka w mroźny poranek. Kto nie ma dyni pod ręką, może poratować się musem bądź przecierem dla dzieci. Co prawda wychodzi to mało ekonomicznie, ale smak ten sam. Przede mną tymczasem wyjątkowo intensywny weekend. Czas zbierać siły i realizować plan punkt po punkcie. 


Składniki:
2 duże jajka
0,5 szklanki puree z dyni
2 czubate łyżki mąki 
Szczypta cynamonu
Szczypta imbiru
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
Masło klarowane

Żółtka ucieram z  przyprawami, dodaję delikatnie puree z dyni i mąkę. Ubijam pianę z białek i bardzo delikatnie łączę z masą omletową. 
Rozgrzewam masło, wlewam na patelnię ciasto, smażę około 2 minut, przewracam na drugą stronę, posypuję cukrem i kroję nożem na nierówne kawałki. Dosmażam omlet około 1,5 minuty. 



czwartek, 29 listopada 2018

Deser bananowy

Wieczór, po bardzo ciężkim dniu. Powtórzę, po bardzo ciężkim dniu. Po takim  dniu kiedy ma się wszystkiego dość. Nadmiar pracy i stresu. Tak, ja miewam gigantycznego pecha. Na przykład na swojej drodze bardzo głodny bankomat. A jak głodny, to znaczy, że zjada twoją kartę. I wiecie co? Nawet nie powie smacznego. W każdym razie nie lubię nerwowych początków dnia, bo potem przez cały dzień chodzę podenerwowana i w sumie nie wiem kogo mam za to winić. Trochę głupio krzyczeć na bankomat i obwiniać go o swój nastrój. Choć jest to o tyle przyjemne, że bankomat nawet jak się zdenerwuje to nie odpowie. Co najwyżej zamknie się w sobie z kolejną kartą.  No cóż, bywają właśnie takie dni. I w takie dni jak w żaden inny dzień, potrzebne jest słodkie wsparcie. Jakieś miłe zakończenie dnia. I takim zakończeniem  było ten bardzo kremowy i pyszny deser bananowy z budyniem i kokosową śmietanką. Bardzo prosty, słodki, kremowy, idealnie poprawia nastrój, relaksuje i koi zmęczony umysł.


Składniki:
1 banan
Szklanka mleka ( u mnie migdałowe)
Pół laski wanilii
1 żółtko
2 łyżki skrobi kukurydzianej
3 łyżki śmietanki kokosowej
1 łyżka pasty z pestek dyni

Śmietankę kokosową lekko ubijam, nie na sztywno. Odkładam do lodówki.
Żółtko łączę ze skrobią i 3 łyżkami mleka, dokładnie rozcieram składniki. Resztę mleka gotuję z laską wanilii, gdy zacznie się gotować zmniejszam ogień i wlewam żółtko ze skrobią, ciągle mieszając gotuję gęsty budyń- trwa to około 3 minut. Chwilę studzę.
Banana kroję na plasterki.
W szklankach kładę budyń, na to łyżkę śmietanki kokosowej, plasterki banana, a wierzch polewam pastą dyniową.


wtorek, 27 listopada 2018

Najlepsze domowe gofry

Gofry zdecydowanie kojarzą mi się z wakacjami. Ze spacerami po promenadzie, albo po molo. Z szumem morza, błękitem nieba. Kiedy zjadam pierwszego gofra, mogę oficjalnie powiedzieć, że zaczął się sezon letni. Oczywiście nie będę udawać, domowe gofry, chociaż pyszne i chrupiące, nie zastąpią tych kupnych. Mają bowiem jedną wadę, domowe gofry jemy w domu, a nie na plaży. Ale kiedy przygotujemy je w ciemny i zimny wieczór, potrafią przywołać letnią atmosferę i te wyjątkowe wspomnienia. I leniwe chwile pełne słońca i beztroski.... Przygotowanie gofrów jest banalnie proste, potrzeba paru składników i gofrownicy. I pewnej dobrej duszy, która poświęci się dla ogółu, i będzie smażyć gofry, i cierpliwie poczeka, aż każdy dostanie swoją porcję, a ona sama zje na końcu. Ale robi to z wielką przyjemnością. Bo samo smażenie jest ciekawe. W zasadzie nie wiem czy gofry się smaży, czy też piecze? W każdym razie proces produkcji zawsze daje mi dużo radości i przyjemności. I niesamowicie relaksuje. Zupełnie więc nie wiem dlaczego na dwa lata schowałam gofrownicę do szafy. A jak tę szafę otworzyłam, to okazało się, że w zasadzie to ja mam dwie gofrownicę, w tym jedną nieużywaną. A od pierwszego smażenia, gofrownicy nie chowam już do szafy. Moja rodzinka codziennie domaga się teraz gofrów na deser!


Składniki:

2 jajka
100 ml oleju rzepakowego
1,5 szklanki  mąki
200 ml mleka
1 paczka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżka proszku do pieczenia
Szczypta soli
Cukier puder do posypania

W misce łączę jajka z olejem, mlekiem i cukrem, dokładnie mieszam. Dosypuję mąkę z solą i proszkiem do pieczenia, trzepaczką ubijam składniki.
Rozgrzewam gofrownicę, wylewam ciasto i smażę gofry aż będą złociste z dwóch stron - około 3-4 minuty.
Gofry studzę na kratce kuchennej, posypuję cukrem pudrem.

sobota, 24 listopada 2018

Babeczki bananowe z kokosem i czekoladą

W tych babeczkach ukryta jest solidna dawka wszystkiego co choć na moment odsuwa daleko w tył ponure listopadowe dni.W końcu taki sobie kokos jest takim smakiem, który błyskawicznie przywołuje wakacje i wspomnienia nadmorskich spacerów. Banan? Nie dość,że rośnie w ciepłych krajach, to bardzo szybko dodaje energii. A czekolada? No cóż, genialnie poprawia nastrój. Zupełnie jakby zamiast deszczu, za oknem świeciło słońce. Pewnie powtórzę się po miliard pierwszy, ale tak jest, nie jestem fanką jesieni. Ciężko mi być jesienną dziewczyną. Mam wrażenie, że wszystko mnie irytuje. Dosłownie wszystko. Chyba jednak wolę lato. Ba, ja kocham lato. Na szczęście uspokaja mnie gotowanie. Lubię przygotować coś na szybko, akurat wtedy kiedy zaczyna dopadać mnie chandra, kiedy w mojej krwi krążyć zaczyna jesienna melancholia. Zapach tych babeczek  jest wspaniały. Podobnie jak smak. Powtórzę, banan, kokos i czekolada... To nie może się nie udać.


Składniki na 20 babeczek:
2 duże banany
10 kostek mlecznej czekolady
2 czubate łyżki wiórków kokosowych
300 gramów mąki ( u mnie tortowa orkiszowa)
100 ml mleka ( u mnie czekoladowy napój sojowy)
100 ml oleju rzepakowego
2 małe jajka
3 łyżki brązowego cukru
2czubate łyżki kakao
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Szczypta soli
Cukier puder

Rozgniatam banany.
W dużej misce łączę mąkę z  kakao,kokosem, cukrem,solą i proszkiem  do pieczenia. W drugim naczyniu łączę jajka,  olej i mleko z wanilią. Siekam czekoladę w drobną kostkę. Łączę suche i mokre składniki, dodaję banany. Mieszam tylko do połączenia się składników.
Ciastem napełniam foremki na muffinki do 3/4 wysokości. Piekę babeczki przez 25-30 minut w 190 stopniach.
Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.

Moje rady:
Jeżeli macie mniej dojrzałe banany możecie je pokroić w półplasterki i takie dodać do ciasta.
Dodajcie ulubioną czekoladę-może być gorzka, albo biała.

czwartek, 22 listopada 2018

Orzechowy budyń ryżowy

Jestem chyba uzależniona od połączenia orzechów z czekoladą. Najlepszym prezentem była dla mnie zawsze czekolada z okienkiem. Po prostu kochałam od dziecka orzechy zatopione w czekoladzie. I uwielbiam do dziś. I często łączę oba te smaki, czekoladę i orzechy. Dziś połączyłam je w ryżowym budyniu. Coś co można zjeść zarówno o poranku jako śniadanie, jak i nada się w porze deserowej.  Pełna dowolność. Lubię ten ryżowy budyń jeść na ciepło, ale jeszcze bardziej lubię gdy jest chłodny, prosto z lodówki. Szczególnie lubię, kiedy czekoladowa polewa na wierzchu zastygnie i utworzy chrupiącą skorupkę, niczym nad dnie czekoladowego rożka. Tyle, że tutaj jest od razu, na samym wierzchu. A pod czekoladową warstwą, posypaną różową solą, mamy budyń o wyraźnym orzechowym smaku. Powiem szczerze, to jest tak pyszne, że zawsze muszę ten deser w wielkiej ilości, bo po słoiczek ustawia się spora kolejka. Wcale się temu nie dziwię. Jest słodko, ale i słono. Orzechowo i czekoladowo. Dokładnie tak jak lubię!

Składniki na 3 porcje:
200 gramów ryżu jaśminowego
400 ml mleka plus 2 łyżki
4 łyżki masła orzechowego kremowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
8 kostek gorzkiej czekolady
2 szczypty soli himalajskiej
Ryż zalewam mlekiem, dodaję wanilię  i gotuję około 20 minut. Ryż powinien wchłonąć cały płyn. Następnie dodaję masło orzechowe i miksuję ryż na gładki krem i przekładam do słoiczków, albo miseczek. 
Czekoladę roztapiam z mlekiem, polewam ryżowy budyń, posypuję solą i chłodzę w lodówce. 

wtorek, 20 listopada 2018

Rozgrzewający bałagan

I zrobiło się zimno. Te dni, kiedy można było darować sobie czapkę i rękawiczki, minęły. Mnie to nie smuci, bo zdecydowanie wolę mróz i śnieg, niż plus 12 stopni, ale szarość, mgłę i deszcz. A czapki bardzo lubię. Szczególnie lubię ten moment, kiedy wracam z pracy czy też ze spaceru i szykuję sobie wielki kubek zimowej herbaty. Rozgrzewające smaki i zapachy pomarańczy, cynamonu, imbiru i goździków. Jest pysznie i niezwykle aromatycznie. Ale czasem jest tak, że wracam do domu nie tylko spragniona zimowych smaków w wersji herbacianej, ale i jestem po prostu głodna. I marzy mi się coś rozgrzewającego do zjedzenia. Wtedy wracam do smaków dobrze mi znanych z dzieciństwa. Jabłkowy kisiel, ale podkręcony. Imbir i kurkuma, szczypta cynamonu. Do tego kokosowa śmietanka i sezamki, by coś chrupało. I to mój pomysł na spokojny wieczór w domowym zaciszu. Tylko ja i dobry serial. Uwaga, ogłoszenie. Po 3 latach w końcu doszłam do finału Żony Idealnej. W końcu? Smutno mi, trzy lata to kawał czasu, a ten serial był naprawdę świetny. I nie myślcie, że to był poradnikowy serial o tym jak być żoną na medal. To był serial o prawnikach, polityce i wielkiej zabawie w życie idealne. Oczywiście tylko na pokaz. No i cóż, muszę znaleźć sobie jakiś inny. Najlepiej coś na kolejne 3 lata.


Składniki:
200 ml soku jabłkowego (najlepiej świeżo tłoczonego)
Duża garść suszonej żurawiny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
Po szczypcie cynamonu, imbiru i kurkumy
1 łyżeczka soku z cytryny
2 łyżki śmietanki kokosowej
Kilka sezamków


Odlewam 3 łyżki soku jabłkowego, resztę podgrzewam z żurawiną, cytrynowym sokiem i przyprawami. Następnie dolewam mąkę ziemniaczaną dokładnie wymieszaną z odłożonym sokiem jabłkowym, ciągle mieszając gotuję kisiel.
Lekko ubijam śmietankę kokosową, wystarczy pół minuty. Na ciepły kisiel wykładam śmietankę, posypuję deser pokruszonymi sezamkami.








niedziela, 18 listopada 2018

Retrivo

Co lubię? Lubię na chybił trafił wybrać knajpkę, wejść, i zakochać się do pierwszej chwili. Tak, od razu wiadomo, że recenzja będzie pozytywna. I to tak pozytywna, że już lepiej być nie może.
Retrivo poznałam 1 listopada, kiedy też większość knajpek była zamknięta. Zmęczeni, głodni, postanowiliśmy wejść do pierwszego otwartego miejsca. Nieważne już co dają i za ile, ważne by coś zjeść. Retrivo było otwarte. Mieści się niby w ścisłym centrum Gdańska, ale jednak nie trafi się do niej spacerując Długim Traktem, czy też podziwiając Motławę. Ale warto zejść z utartego szlaku i zajrzeć do tej knajpki.

Wnętrze z pewnością przyciąga wzrok. Jest nowocześnie, ale i przytulnie. Z dbałością o każdy detal. Radzę na miejscu zwrócić uwagę na piękny bar, oraz genialną umywalkę. Lokal był urządzany przez studentów ASP i to widać. Osobiście bardzo lubię takie wnętrza. No dobrze, wchodzimy, miły właściciel szykuje nam stolik, zostawia karty i pozwala spokojnie wybrać danie główne. Co mi się podoba, to mała karta. Im mniejsza karta, tym mam większą pewność, że jedzenie jest przygotowane na świeżo i są to dania najlepsze z najlepszych. Duży plus za sezonowy tydzień, ja akurat trafiłam na dyniową wkładkę i cóż, wiedziałam,że będę z niej zamawiać. Ale poza mną byli też inni, którzy mniej lubują się w dyniowym smaku i wybrali pozycje ze stałego menu. Zamówiliśmy więc zupę tajską i cebulową, pierś z kurczaka sous vide na dyniowym risotto, makaron carbonara i grillowany schab z kostką z pieczonymi ziemniaczkami i sałatką. I oczywiście jesienne herbatki.
Po 10 minutach pojawiły się zupy. Bardzo aromatyczna, o wyraźnie winnym smaku cebulowa i zaskakująca tajska. Wersja wegetariańska, bogata w warzywa i słodko-kwaśny smak. Zupy zdały test na szóstkę. Czas na dania główne. Makaron idealnie ugotowany, z delikatnym sosem, duży plus. Schab soczysty w zaskakującej lekko kwaśnej marynacie, domowej produkcji pieczone ziemniaczki, żadna tam masówka z mrożonek i genialna po prostu sałatka. A risotto? Poezja smaku. Lekko maślane mięso, soczyste i mięciutkie. Bardzo kremowy ryż o dyniowym smaku i ta słodka marcheweczka...

Owszem, pan właściciel, który nas obsługiwał nieco się zakręcił, i nie zapisał dwóch porcji, ale przeprosiny za kwadrans opóźnienia w postaci torciku bezowego, zdecydowanie zamieniły oczekiwanie w czystą przyjemność. Zdecydowanie muszę powiedzieć, że Pan właściciel jest restauratorem z krwi i kości. W restauracji panuje taka atmosfera, że chce się wracać. Nie ma tutaj sztywnej atmosfery, a właściciele uwielbiają swoich gości. I ja wróciłam, i to już następnego dnia. Przed koncertem Miuosha przyprowadziłam przyjaciółkę do Retrivo. Ona wybrała grillowaną pierś z kurczaka, którą określiła mianem mistrzowskiej. Ja zaś byłam po obiedzie, celowo zjadłam go wcześniej, by znów skusić się na torcik bezowy. Tym razem w wersji dyniowej. Był przepyszny,a  mówi to osoba, która nie lubi, delikatnie mówiąc tortów, a i za samą bezą nie przepadam.
Retrivo to knajpka idealna na rodzinny obiad, miły wieczór z przyjaciółmi czy romantyczną kolację. Ja będę wracać regularnie, dawno nie zjadłam tak pysznych dań, w tak wspaniałej atmosferze, i w tak pięknym wnętrzu.




Retrivo, Gdańsk, Rajska 12

piątek, 16 listopada 2018

Sernikowy omlet

Jako fanka sernika nie widzę nic złego by nie zjeść go na śniadanie. Ale, ale, nie jest ze mną aż tak. I dlatego nie zjadłam kawałka ciasta na śniadanie. Ja sięgam po sernikowy omlet. Ma on w sobie wszystko to co w serniku najlepsze. Jest twarożek, wanilia, rodzynki i delikatny posmak pomarańczy. Przyznam szczerze, kiedy ten omlet ląduje na patelnię, cały dom wypełnia się sernikowym aromatem. Jest słodko, choć bez grama cukru. Sernikowo, deserowo, kojąco, i trochę świątecznie. To jest chyba takie śniadanie, które w listopadzie mogłabym jeść dzień dnia, a pewnie i jeszcze częściej. Smakuje bowiem wybornie. A co ważne o poranku, jego przygotowanie jest banalnie proste i zajmuje dosłownie moment. Ostatnio moje poranki są ciężkie. Wszystko to wina braku słońca. Co prawda popijam co rano malinowy tran z dużą porcją witaminy D, ale słoneczna witamina widać słabo się we mnie kumuluje, bo wciąż brakuje mi energii, jaką daje mi słońce, śpiew ptaków i zieleń drzew. Na szczęście już niedługo ulice ożyją dzięki świątecznym dekoracjom i będzie mi lżej. A na razie zapraszam na przepyszne śniadanie i życzę miłych listopadowych poranków.



Składniki:
2 jajka
1czubata łyżka mąki
3 łyżki mleka
3 pełne łyżki twarożku sernikowego
Duża garść rodzynek
Ekstrakt waniliowy
Aromat pomarańczowy
Masło klarowane


Namaczam rodzynki chwilę we wrzątku, odcedzam.
W miseczce roztrzepuję jajka z wanilią i aromatem pomarańczowym. Dodaję twarożek i bardzo dokładnie rozcieram składniki, na końcu dosypuję mąkę, mleko i rodzynki. Delikatnie mieszam.
Rozgrzewam masło, smażę omlet po 2,5 minuty z każdej strony.
Ja podałam swój z twarożkiem i cynamonem, ale pasować będą dowolne owoce, miód, czy też konfitury.




środa, 14 listopada 2018

Placek kakaowy z kawą i kokosem

W tym jednym cieście jest dokładnie wszystko to co lubię. No dobrze, kawa jest mi dość obojętna, jako napój, bo w deserach sprawdza się po prostu idealnie i podkręca smak kakao. A dodatkowo nadaje wypiekom wspaniały aromat. Ten placek podbił moje serce jeszcze zanim zdążył ostygnąć. I sama nie potrafię się zdecydować co jest lepsze-ciasto, czy ta polewa? Nie oceniajcie mnie zbyt surowo, ale polewę jadłam łyżeczką, prosto z garnuszka, w którym ją przygotowałam. Po prostu nie mogłam się opanować. Zupełnie jakby coś mnie opętało. Na pewno sprawdzi się na wielu wypiekach, ale w tym cieście smakuje po prostu najlepiej. Mamy tutaj mięciutkie ciasto o smaku kakao z kawą i oczywiście wiórkami. A na wierzchu cudowną polewę. A jakże, kawowo-kakaowo-kokosową. Tercet idealny. W sam raz by umilić każdy jesienny weekend. Dodatkowo jest to ciasto, które błyskawicznie zwalcza jesienną chandrę. Kawa stawia na nogi, kakao czyli magnez dobrze wpływa na nadmierną nerwowość, a kokos przenosi na rajską plażę. To są trzy zasadnicze powody by przygotować to ciasto. I rozkoszować się błogością.


Składniki:
3 małe jajka
100 ml oleju
350 gramów mąki
5 łyżek espresso
80 gramów cukru pudru
200 ml kefiru
3 łyżki gorzkiego kakao
3 łyżki wiórków kokosowych
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu z wanilii
Szczypta soli

Polewa:
50 gramów masła
50 ml espresso
50 gramów mlecznej czekolady
5 łyżek wiórków kokosowych

W dużej misce ucieram jajka z cukrem i wanilią. Dolewam olej i kefir, mieszam.
Przesiewam mąkę z kakao, solą i proszkiem do pieczenia. Dosypuję do reszty składników. Na koniec dodaję kawę i wiórki kokosowe. Delikatnie mieszam całość.
Blachę wykładam papierem do pieczenia, wylewam ciasto i piekę je przez 40 minut w 185 stopniach. Chwilę studzę.
Szykuję polewę. Roztapiam masło z kawą i czekoladą. Gdy wszystkie składniki są połączone, dodaję wiórki kokosowe, chwilę całość podgrzewam. Ciepła polewą smaruję placek.






poniedziałek, 12 listopada 2018

Twarożek na słodko

Jedzenia Nutelli nauczyła mnie babcia. Nie wiem, czy ten słodki krem, lubiła bardziej ona, czy też jej wnuki? Moja mama nigdy jej nie kupowała, za to u babci stało zawsze kilka słoiczków w zapasie. Podczas każdych odwiedzin, a te były dość częste, dostawałyśmy kanapeczki z tym kremem. Niestety moja babcia uważała, że bez masła nie ma kanapek, więc często smarowała je masłem, i dopiero potem Nutellą. Nie pytajcie jak to smakowało... Ale cóż, kiedy dziecko,które w domu dostaje słodycze od święta, znajdzie się w otoczeniu kanapki z czekoladką, to wybaczy nawet to masło.Choć dziś na samą myśl o takim połączeniu robi mi się słabo. W każdym razie od zawsze miałam słabość do kanapek na słodko.  I do dziś je lubię. Aczkolwiek teraz już świadoma tego co jem, i słodkie czekoladowe kremy zjadam może z 3 razy na rok. Najczęściej podczas wakacji, kiedy serwowane są w hotelach. W domu wolę posmarować chałkę czy tosty domową konfiturą, albo słodkim domowym kremem. Dziś u mnie będzie słodki krem na kanapki z twarożku, miodu i masła orzechowego. Minimum składników, a jaki smak! Taki twarożek jest nie tylko zdrowy, ale i dzięki masłu orzechowemu, natychmiast dodaje energii, więc genialnie sprawdza się o poranku. Spróbujcie koniecznie, pasuje zarówno do pieczywa, tostów, jak i naleśników i racuszków. Ale i ciężko mu się oprzeć i nie podjadać łyżeczką....


Składniki:
5 łyżek kremowego serka naturalnego
2 czubate łyżki masła orzechowego ( kremowego)
1 łyżeczka miodu
Szczypta cynamonu
Garść suszonej żurawiny

Serek dokładnie łączę z miodem i masłem orzechowym, dodaję cynamon. Krem przekładam do miseczki, posypuję żurawiną, można polać odrobiną masła orzechowego.

sobota, 10 listopada 2018

Tosty z mozzarellą i jabłkiem

Moja kolejna poranna porcja inspiracji. Dość zaskakujące połączenie mozzarelli i jabłek. Ale nie bójcie się, to nie jest słodki tost. Dzięki chilli całość jest pikantna i wyrazista. Na pewno nie jest to nudna kanapka, chociaż zestawienie składników jest wyjątkowo wręcz proste. A takie ciepłe śniadanie, na pewno pozytywnie wpływa na pierwszą część dnia. Ostatnio moje poranki są jakby nieco bardziej trudne. Coraz cięższe. Teoretycznie listopad pogodowo pozytywnie zaskakuje. Ale mi coraz trudniej zebrać się każdego ranka. Coraz ciężej wstać mi z łóżka w odpowiednim czasie. Może dopadło mnie to słynne przesilenie? Mimo wszystko staram się każdego poranka zjeść coś porządnego. I oczywiście walczę z poranną nudą na talerzu. A dziś cieszę się perspektywą przedłużonego weekendu. Jakby jeszcze zniknęła ta mgła, byłoby super. A tak przez szarość, od 3 dni mam wrażenie, że cały czas jest wieczór...



Składniki:
2 kromki pieczywa na zakwasie
4 spore plastry Mozzarelli
1 małe jabłko
1 łyżeczka masła
Duża szczypta chilli
1 łyżeczka miodu

Chleb podgrzewam w tosterze, albo na suchej patelni.
Jabłko obieram, kroję w ósemki. Rozgrzewam masło, wrzucam jabłka, dodaję miód i chilli, podsmażam około 4 minut-jabłka mają zmięknąć, ale zachować kształt.
Na pieczywie układam plastry mozzarelli, na to kładę smażone jabłka.

czwartek, 8 listopada 2018

Budyniowe ciastka czekoladowe

Czekoladowe ciasteczka. Czy można ich nie lubić? Ja uwielbiam. Oczywiście najbardziej te domowe, ledwo co wyjęte z piekarnika. Słodkie, nierówne, błyskawicznie gotowe do tego by poprawić humor. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż maczanie ciasteczek w dobrej herbacie, obowiązkowo w towarzystwie książki. Sama nie wiem co w tych, dość prostych ciasteczkach, jest aż tak uzależniającego, że nie można poprzestać na jednym. Jakim tam jednym, drugim, trzecim, połowie blaszki.. Może to idealne połączenie intensywnie kakaowego smaku z odrobiną białej czekolady? Czyli wyważenie smaków? A może to ta konsystencja? Nie są to kruche ciastka, ale nie są też jak biszkopciki. Są jednocześnie kruche, ale i miękkie. Moim zdaniem są po prostu idealne. No i idealne w nich jest  również to, że nie trzeba niczego wałkować, brudzić i się męczyć. Wystarczy łyżka, odrobina wolnego czasu i nasze jesienne ciacha są gotowe. Najlepiej od razu przygotować je z  podwójnej porcji składników. Zaskakująco szybko potrafią zniknąć.


Składniki na 16 sporych ciasteczek:
1 paczka budyniu czekoladowego
2 jajka
3 łyżki gorzkiego kakao
250 gramów mąki
100 gramów mąki
50 gramów cukru trzcinowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli

Dodatkowo:
10 kostek białej czekolady
2 łyżki mleka

Masło ucieram z cukrem i wanilią, powoli dodaję jajka, i dalej ucieram aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Do maślanej masy dodaję mąkę z kakao,  proszkiem budyniowym, proszkiem do pieczenia i solą. Łyżką ucieram dość gęste ciasto, chłodzę je 30 minut w lodówce.
Blachę do pieczenia wykładam papierem, łyżką nabieram ciasto i formuję ciastka- można też formować je ręcznie. Ciasteczka piekę 15-18 minut w 185 stopniach.
Rozpuszczam białą czekoladę z mlekiem, polewam nią wystudzone ciastka.


wtorek, 6 listopada 2018

Porzeczkowy budyń sojowy

Wiele razy mówiłam, że ja i porcja budyniu, to para bardzo, ale to bardzo oczywista. Szczególnie jesienno-zimową porą. Lubię wieczorami odpłynąć w troszkę inny świat. Taki budyniowy, ciepły, nieco dziecinny, pełen słodkiej błogości. I chociaż nie przepadam za jesienią, to lubię te wieczory, kiedy nic mnie nie goni, słońce nie każe korzystać z każdej chwili i ruszać na zewnątrz, byleby czegoś nie stracić. A ja lubię stracić troszkę czasu z miseczką budyniu. Z książką, albo bez książki. Z dobrą muzyką w tle. Czasami niewiele trzeba do szczęścia. Ot, taki budyń. Niby prościej byłoby nalać mleka do garnuszka, dodać paczkę proszku, pomieszać na kuchence i gotowe. I jest budyń, ale uwierzcie mi, takie pójście na łatwiznę nie przynosi takiej porcji błogości i satysfakcji, jak własnoręcznie przygotowany budyń. Tym bardziej, że taki domowy budyń, może być w milionach kombinacji smakowych. Ja miałam ochotę na porzeczkowy budyń na mleku sojowym. Lekko cierpki w smaku, przypominający lato. Bardzo owocowy i idealnie wręcz kremowy. Tradycyjnie, sami musicie spróbować.

Składniki:
 300 ml waniliowego mleka sojowego
2 garście mrożonych porzeczek
1 łyżka miodu
Ekstrakt waniliowy
2 łyżki mąki ziemniaczanej

200 ml mleka podgrzewam razem z wanilią i porzeczkami. Resztę mleka dokładnie łączę z mąką, kiedy mleko zacznie się gotować, delikatnie wlewam mieszankę mąki i sojowego mleka. Budyń gotuję, ciągle mieszając, około 5 minut. Jeszcze ciepły posypuję kilkoma mrożonymi porzeczkami. Smakuje tak samo dobrze na ciepło i po przestudzeniu.



sobota, 3 listopada 2018

Omlet serowo-ziołowy

Czasem trudno mi się przekonać do nowych rzeczy. Nawet  bardzo trudno. Nie to, że nie lubię próbować nowości, ale chyba wierność mam we krwi. I nie lubię zostawiać tego co sprawdzone. Bo skoro razem nam dobrze, to po co szukać innych opcji? Kiedyś bardzo wyraźnie określiłam muzyczne gatunki, które mnie kręcą, a które nie. I byłam wierna aż do przesady. Ale pamiętam dobrze jak w pewien czerwcowy dzień, usłyszałam pewną piosenkę. Jej słowa idealnie pasowały do mojego stanu ducha. I jakoś tak nie zdążyłam zaprotestować,a  zaliczyłam tysiąc odtworzeń jednej piosenki. I byłam zdziwiona. No dobrze, w ogóle nie byłam zdziwiona. Bo przecież to była wspaniała piosenka. Ale jestem rockową dziewczyną. Perkusja, gitary i mocne brzmienie. A tutaj? Skrzypce, flety, wiolonczela i..... hip hop. Byłam w szoku, ale cóż, z miłością nie ma co walczyć. Nie uda się wygrać. Przestałam więc walczyć, poddałam się uczuciu i słuchałam, i słuchałam... A kiedy okazało się , że Miuosh wystąpi w Gdańsku, od razu kupiłam bilety dla mnie i dla przyjaciółki. I czekałyśmy grzecznie 4 miesiące i cóż, wybiła godzina zero. Poszłyśmy na koncert, śpiewałyśmy jak wariatki, bawiłyśmy się wspaniałe, naładowałam się po kokardki pozytywną energią  i powiem Wam szczerze, że tak jak nie wyobrażałam sobie, że będę słuchać symfonicznego hip hopu, tak samo nie sądziłam,że będę jeść serowy omlet. Człowiek myśli, że siebie zna, a tu proszę. Potrafię samą siebie zaskoczyć.To moje śniadanie, późne śniadanie, po wspaniałym piątkowym wieczorze.


Składniki:
2 jajka
2 plastry wędzonego sera
Pół awokado
5 łyżek mleka
2 łyżki mąki
Masło klarowane
Szczypiorek-garść
Sól
Pieprz
Słodka papryka
Szczypta chilli
Suszony koperek
Suszona bazylia

Rozbijam jajka, dodaję mleko i mąkę, dokładnie ubijam składniki. Dodaję wszystkie przyprawy. Ser kroję w bardzo drobną kostkę, dodaję do masy omletowej.
Rozgrzewam masło, wylewam masę, smażę około 2 minuty z jednej strony, przewracam i dosmażam drugą stronę minutę. Podaję z pokrojonym awokodo i szczypiorkiem.




środa, 31 października 2018

Zapiekany pudding ryżowy

Ryż na słodko. Jak ja to lubię. Zdecydowanie kojarzy mi się z dzieciństwem. Albo ja to sobie wymyślam, by w chwilach smutku i zniechęcenia, pocieszać się tym właśnie daniem? W każdym razie ryż o waniliowym smaku, ma moc terapeutyczną. Szczególnie po trudnym i męczącym dniu. Wtedy działa najlepiej. U mnie idealnie sprawdza się w porze późnego obiadu, tak już porze wczesnej kolacji. Nie wiem czemu, ale taki ryż ma na mnie usypiająco-kojące działanie. Jak ciepły koc w ponury wieczór... Zapach wanilii to zdecydowanie mój zapach dzieciństwa. Chyba w ogóle zapach domu. Słodki, ciepły i taki pocieszny. Pamiętam, że zawsze kiedy wracałam do domu ze szkoły i marudziłam, że spotkało mnie jakieś przyjacielskie nieporozumienie, mama szykowała mi ulubiony deser. Budyń, kaszę mannę, albo ryż na mleku. Oczywiście o cudownym zapachu wanilii. Ale wróćmy do przepisu. Cudowny, delikatny, bardzo kremowy ryż. I ta apetyczna skorupka na wierzchu. I dużo rodzynek. I jeszcze więcej aromatu wanilii! Ten ryż skusi każdego.






Składniki:
200 gramów ryżu jaśminowego
300 ml mleka
2 małe jajka
1 laska wanilii
3 garście rodzynek
1 łyżka cukru
Szczypta soli

Gotuję ryż w lekko osolonej wodzie. Odstawiam na 10 minut.
W drugim garnuszku podgrzewam mleko razem z laską wanilii, nie może się zagotować. Odstawiam do pełnego wystudzenia.
Ubijam jajka z cukrem, dodaję do mleka, dokładnie łączę. Ryż łączę z przepłukanymi rodzynkami, zalewam mleczną masą. Pudding piekę 30-35 minut w 185 stopniach.





poniedziałek, 29 października 2018

Orzechowo-bananowe tosty poranne

Jedni wolą śniadania na słodko. Inni wręcz przeciwnie. Muszą mieć coś konkretnego i nie zadowolą się jogurtem, bądź owsianką z owocami. Ja jestem chyba gdzieś w połowie. Tak samo jak jajecznicę i twarożki, lubię słodkie omlety i budynie z różnych kasz. Tym razem miałam ochotę na coś ze słodkiego porannego repertuaru, ale coś do pochrupania, a nie zajadania łyżeczką. I koniecznie coś ciepłego. Padło na słodkie tosty. Słodkie, ale bez cukru, czyli zdrowo. Myślę, że takie poranne kanapki skuszą i małego i dużego. Sycą i dodają energii. No i do tego pysznie smakują. I nie nadwyrężają za bardzo porannej porcji energii. A im bardziej szaro za oknem, tym trudniej o mobilizację kuchenną o świcie. Na szczęście są takie tosty. Z rana poprawiają mi humor. Generalnie jesienią wystarczy mi poranny rzut oka za okno, i już mi smutno. Tęsknię za słońcem o poranku i świergocie ptaków. Zaczynam tęsknić do białej i mroźnej zimy. Jakoś niespecjalnie lubię ten stan pomiędzy. Ten okres kiedy znika definitywnie babie lato, na zimę trzeba czekać, a za rogiem czai się nieprzyjemny listopad. Na szczęście mój śniadaniowy plan działa, dobre śniadanie potrafi zmienić nastawienie na cały dzień.


Składniki:
 2 kromki pszennego pieczywa
2 łyżki masła orzechowego kremowego
2 łyżki serka śmietankowego
Połówka dużego banana
Szczypta cynamonu
Pół łyżeczki miodu
Duża garść mieszanki ziaren

Na suchej patelni, albo w tosterze opiekam pieczywo na rumiano.
Masło orzechowe ucieram z cynamonem. Serek śmietankowy słodzę miodem i rozcieram.
Tosty smaruję masłem orzechowym, nakładam na wierzch serek, układam plasterki banana i posypuję ziarnami.


piątek, 26 października 2018

Babka z kakao na kefirze

To miał być zwykły dzień i całkiem zwykłe popołudnie. Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że goście są prawie u bram. A w domu do kawy nie było dosłownie niczego. I wtedy wyciągam taki przepis, i nim goście rozsiądą się w fotelu, babka już na stole. W zasadzie większość składników ma się w lodówce, może poza kefirem, ale śmiało można zastąpić go maślanką, a jak nie macie maślanki, wystarczy do mleka dodać łyżeczkę octu, odstawić na kwadrans, i gotowe. Czyli nie ma wymówek, ciasto trzeba piec. Co prawda w planie miałam przygotowanie z tej babki czegoś na kształt zebry, ale jako, że mamy jesień, a jesienią zajadam się czekoladowymi pysznościami, w ilościach wskazujących na poważne uzależnienie, więc zrobiłam babkę kakaową w otulince waniliowego ciasta. Zabrzmiało dość wykwintnie, a to takie proste, prawdziwie domowe ciasto. W sam raz do kawy,  herbaty czy kakao. Dobre zarówno na co dzień, jak i na spokojne weekendowe popołudnie.Dzięki dodatkowi kefiru ciasto jest mięciutkie, i bardzo kakaowe. Smakuje rewelacyjnie również na drugi dzień.  No i nie oszukujmy się, czasem wystarczy kawałek czegoś o smaku czekolady, by przez resztę dnia dopisywał nam cudowny nastrój.....


Składniki:
400 ml gęstego kefiru
2 jajka
5 łyżek oleju rzepakowego
2 szklanki mąki
2/3 szklanki cukru
4 łyżki gorzkiego kakao
1 łyżka proszku do pieczenia
Łyżka ekstraktu waniliowego
Szczypta soli
Masło i kasza manna do formy
Cukier puder


Ucieram jajka  z cukrem i wanilią. Gdy masa jest jasna i puszysta dodaję olej, a na końcu kefir, dokładnie łączę składniki. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do mokrych składników i dokładnie ucieram. Dzielę masę na dwie nierówne części, do większej dodaję kakao i łączę z jasnym ciastem.
Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną, wlewam połowę jasnego ciasta, na to warstwę kakaową, i jasne ciasto i piekę je przez 40 minut w 190 stopniach -polecam termoobieg.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...