Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 12 listopada 2018

Twarożek na słodko

Jedzenia Nutelli nauczyła mnie babcia. Nie wiem, czy ten słodki krem, lubiła bardziej ona, czy też jej wnuki? Moja mama nigdy jej nie kupowała, za to u babci stało zawsze kilka słoiczków w zapasie. Podczas każdych odwiedzin, a te były dość częste, dostawałyśmy kanapeczki z tym kremem. Niestety moja babcia uważała, że bez masła nie ma kanapek, więc często smarowała je masłem, i dopiero potem Nutellą. Nie pytajcie jak to smakowało... Ale cóż, kiedy dziecko,które w domu dostaje słodycze od święta, znajdzie się w otoczeniu kanapki z czekoladką, to wybaczy nawet to masło.Choć dziś na samą myśl o takim połączeniu robi mi się słabo. W każdym razie od zawsze miałam słabość do kanapek na słodko.  I do dziś je lubię. Aczkolwiek teraz już świadoma tego co jem, i słodkie czekoladowe kremy zjadam może z 3 razy na rok. Najczęściej podczas wakacji, kiedy serwowane są w hotelach. W domu wolę posmarować chałkę czy tosty domową konfiturą, albo słodkim domowym kremem. Dziś u mnie będzie słodki krem na kanapki z twarożku, miodu i masła orzechowego. Minimum składników, a jaki smak! Taki twarożek jest nie tylko zdrowy, ale i dzięki masłu orzechowemu, natychmiast dodaje energii, więc genialnie sprawdza się o poranku. Spróbujcie koniecznie, pasuje zarówno do pieczywa, tostów, jak i naleśników i racuszków. Ale i ciężko mu się oprzeć i nie podjadać łyżeczką....


Składniki:
5 łyżek kremowego serka naturalnego
2 czubate łyżki masła orzechowego ( kremowego)
1 łyżeczka miodu
Szczypta cynamonu
Garść suszonej żurawiny

Serek dokładnie łączę z miodem i masłem orzechowym, dodaję cynamon. Krem przekładam do miseczki, posypuję żurawiną, można polać odrobiną masła orzechowego.

sobota, 10 listopada 2018

Tosty z mozzarellą i jabłkiem

Moja kolejna poranna porcja inspiracji. Dość zaskakujące połączenie mozzarelli i jabłek. Ale nie bójcie się, to nie jest słodki tost. Dzięki chilli całość jest pikantna i wyrazista. Na pewno nie jest to nudna kanapka, chociaż zestawienie składników jest wyjątkowo wręcz proste. A takie ciepłe śniadanie, na pewno pozytywnie wpływa na pierwszą część dnia. Ostatnio moje poranki są jakby nieco bardziej trudne. Coraz cięższe. Teoretycznie listopad pogodowo pozytywnie zaskakuje. Ale mi coraz trudniej zebrać się każdego ranka. Coraz ciężej wstać mi z łóżka w odpowiednim czasie. Może dopadło mnie to słynne przesilenie? Mimo wszystko staram się każdego poranka zjeść coś porządnego. I oczywiście walczę z poranną nudą na talerzu. A dziś cieszę się perspektywą przedłużonego weekendu. Jakby jeszcze zniknęła ta mgła, byłoby super. A tak przez szarość, od 3 dni mam wrażenie, że cały czas jest wieczór...



Składniki:
2 kromki pieczywa na zakwasie
4 spore plastry Mozzarelli
1 małe jabłko
1 łyżeczka masła
Duża szczypta chilli
1 łyżeczka miodu

Chleb podgrzewam w tosterze, albo na suchej patelni.
Jabłko obieram, kroję w ósemki. Rozgrzewam masło, wrzucam jabłka, dodaję miód i chilli, podsmażam około 4 minut-jabłka mają zmięknąć, ale zachować kształt.
Na pieczywie układam plastry mozzarelli, na to kładę smażone jabłka.

czwartek, 8 listopada 2018

Budyniowe ciastka czekoladowe

Czekoladowe ciasteczka. Czy można ich nie lubić? Ja uwielbiam. Oczywiście najbardziej te domowe, ledwo co wyjęte z piekarnika. Słodkie, nierówne, błyskawicznie gotowe do tego by poprawić humor. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż maczanie ciasteczek w dobrej herbacie, obowiązkowo w towarzystwie książki. Sama nie wiem co w tych, dość prostych ciasteczkach, jest aż tak uzależniającego, że nie można poprzestać na jednym. Jakim tam jednym, drugim, trzecim, połowie blaszki.. Może to idealne połączenie intensywnie kakaowego smaku z odrobiną białej czekolady? Czyli wyważenie smaków? A może to ta konsystencja? Nie są to kruche ciastka, ale nie są też jak biszkopciki. Są jednocześnie kruche, ale i miękkie. Moim zdaniem są po prostu idealne. No i idealne w nich jest  również to, że nie trzeba niczego wałkować, brudzić i się męczyć. Wystarczy łyżka, odrobina wolnego czasu i nasze jesienne ciacha są gotowe. Najlepiej od razu przygotować je z  podwójnej porcji składników. Zaskakująco szybko potrafią zniknąć.


Składniki na 16 sporych ciasteczek:
1 paczka budyniu czekoladowego
2 jajka
3 łyżki gorzkiego kakao
250 gramów mąki
100 gramów mąki
50 gramów cukru trzcinowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli

Dodatkowo:
10 kostek białej czekolady
2 łyżki mleka

Masło ucieram z cukrem i wanilią, powoli dodaję jajka, i dalej ucieram aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Do maślanej masy dodaję mąkę z kakao,  proszkiem budyniowym, proszkiem do pieczenia i solą. Łyżką ucieram dość gęste ciasto, chłodzę je 30 minut w lodówce.
Blachę do pieczenia wykładam papierem, łyżką nabieram ciasto i formuję ciastka- można też formować je ręcznie. Ciasteczka piekę 15-18 minut w 185 stopniach.
Rozpuszczam białą czekoladę z mlekiem, polewam nią wystudzone ciastka.


wtorek, 6 listopada 2018

Porzeczkowy budyń sojowy

Wiele razy mówiłam, że ja i porcja budyniu, to para bardzo, ale to bardzo oczywista. Szczególnie jesienno-zimową porą. Lubię wieczorami odpłynąć w troszkę inny świat. Taki budyniowy, ciepły, nieco dziecinny, pełen słodkiej błogości. I chociaż nie przepadam za jesienią, to lubię te wieczory, kiedy nic mnie nie goni, słońce nie każe korzystać z każdej chwili i ruszać na zewnątrz, byleby czegoś nie stracić. A ja lubię stracić troszkę czasu z miseczką budyniu. Z książką, albo bez książki. Z dobrą muzyką w tle. Czasami niewiele trzeba do szczęścia. Ot, taki budyń. Niby prościej byłoby nalać mleka do garnuszka, dodać paczkę proszku, pomieszać na kuchence i gotowe. I jest budyń, ale uwierzcie mi, takie pójście na łatwiznę nie przynosi takiej porcji błogości i satysfakcji, jak własnoręcznie przygotowany budyń. Tym bardziej, że taki domowy budyń, może być w milionach kombinacji smakowych. Ja miałam ochotę na porzeczkowy budyń na mleku sojowym. Lekko cierpki w smaku, przypominający lato. Bardzo owocowy i idealnie wręcz kremowy. Tradycyjnie, sami musicie spróbować.

Składniki:
 300 ml waniliowego mleka sojowego
2 garście mrożonych porzeczek
1 łyżka miodu
Ekstrakt waniliowy
2 łyżki mąki ziemniaczanej

200 ml mleka podgrzewam razem z wanilią i porzeczkami. Resztę mleka dokładnie łączę z mąką, kiedy mleko zacznie się gotować, delikatnie wlewam mieszankę mąki i sojowego mleka. Budyń gotuję, ciągle mieszając, około 5 minut. Jeszcze ciepły posypuję kilkoma mrożonymi porzeczkami. Smakuje tak samo dobrze na ciepło i po przestudzeniu.



sobota, 3 listopada 2018

Omlet serowo-ziołowy

Czasem trudno mi się przekonać do nowych rzeczy. Nawet  bardzo trudno. Nie to, że nie lubię próbować nowości, ale chyba wierność mam we krwi. I nie lubię zostawiać tego co sprawdzone. Bo skoro razem nam dobrze, to po co szukać innych opcji? Kiedyś bardzo wyraźnie określiłam muzyczne gatunki, które mnie kręcą, a które nie. I byłam wierna aż do przesady. Ale pamiętam dobrze jak w pewien czerwcowy dzień, usłyszałam pewną piosenkę. Jej słowa idealnie pasowały do mojego stanu ducha. I jakoś tak nie zdążyłam zaprotestować,a  zaliczyłam tysiąc odtworzeń jednej piosenki. I byłam zdziwiona. No dobrze, w ogóle nie byłam zdziwiona. Bo przecież to była wspaniała piosenka. Ale jestem rockową dziewczyną. Perkusja, gitary i mocne brzmienie. A tutaj? Skrzypce, flety, wiolonczela i..... hip hop. Byłam w szoku, ale cóż, z miłością nie ma co walczyć. Nie uda się wygrać. Przestałam więc walczyć, poddałam się uczuciu i słuchałam, i słuchałam... A kiedy okazało się , że Miuosh wystąpi w Gdańsku, od razu kupiłam bilety dla mnie i dla przyjaciółki. I czekałyśmy grzecznie 4 miesiące i cóż, wybiła godzina zero. Poszłyśmy na koncert, śpiewałyśmy jak wariatki, bawiłyśmy się wspaniałe, naładowałam się po kokardki pozytywną energią  i powiem Wam szczerze, że tak jak nie wyobrażałam sobie, że będę słuchać symfonicznego hip hopu, tak samo nie sądziłam,że będę jeść serowy omlet. Człowiek myśli, że siebie zna, a tu proszę. Potrafię samą siebie zaskoczyć.To moje śniadanie, późne śniadanie, po wspaniałym piątkowym wieczorze.


Składniki:
2 jajka
2 plastry wędzonego sera
Pół awokado
5 łyżek mleka
2 łyżki mąki
Masło klarowane
Szczypiorek-garść
Sól
Pieprz
Słodka papryka
Szczypta chilli
Suszony koperek
Suszona bazylia

Rozbijam jajka, dodaję mleko i mąkę, dokładnie ubijam składniki. Dodaję wszystkie przyprawy. Ser kroję w bardzo drobną kostkę, dodaję do masy omletowej.
Rozgrzewam masło, wylewam masę, smażę około 2 minuty z jednej strony, przewracam i dosmażam drugą stronę minutę. Podaję z pokrojonym awokodo i szczypiorkiem.




środa, 31 października 2018

Zapiekany pudding ryżowy

Ryż na słodko. Jak ja to lubię. Zdecydowanie kojarzy mi się z dzieciństwem. Albo ja to sobie wymyślam, by w chwilach smutku i zniechęcenia, pocieszać się tym właśnie daniem? W każdym razie ryż o waniliowym smaku, ma moc terapeutyczną. Szczególnie po trudnym i męczącym dniu. Wtedy działa najlepiej. U mnie idealnie sprawdza się w porze późnego obiadu, tak już porze wczesnej kolacji. Nie wiem czemu, ale taki ryż ma na mnie usypiająco-kojące działanie. Jak ciepły koc w ponury wieczór... Zapach wanilii to zdecydowanie mój zapach dzieciństwa. Chyba w ogóle zapach domu. Słodki, ciepły i taki pocieszny. Pamiętam, że zawsze kiedy wracałam do domu ze szkoły i marudziłam, że spotkało mnie jakieś przyjacielskie nieporozumienie, mama szykowała mi ulubiony deser. Budyń, kaszę mannę, albo ryż na mleku. Oczywiście o cudownym zapachu wanilii. Ale wróćmy do przepisu. Cudowny, delikatny, bardzo kremowy ryż. I ta apetyczna skorupka na wierzchu. I dużo rodzynek. I jeszcze więcej aromatu wanilii! Ten ryż skusi każdego.






Składniki:
200 gramów ryżu jaśminowego
300 ml mleka
2 małe jajka
1 laska wanilii
3 garście rodzynek
1 łyżka cukru
Szczypta soli

Gotuję ryż w lekko osolonej wodzie. Odstawiam na 10 minut.
W drugim garnuszku podgrzewam mleko razem z laską wanilii, nie może się zagotować. Odstawiam do pełnego wystudzenia.
Ubijam jajka z cukrem, dodaję do mleka, dokładnie łączę. Ryż łączę z przepłukanymi rodzynkami, zalewam mleczną masą. Pudding piekę 30-35 minut w 185 stopniach.





poniedziałek, 29 października 2018

Orzechowo-bananowe tosty poranne

Jedni wolą śniadania na słodko. Inni wręcz przeciwnie. Muszą mieć coś konkretnego i nie zadowolą się jogurtem, bądź owsianką z owocami. Ja jestem chyba gdzieś w połowie. Tak samo jak jajecznicę i twarożki, lubię słodkie omlety i budynie z różnych kasz. Tym razem miałam ochotę na coś ze słodkiego porannego repertuaru, ale coś do pochrupania, a nie zajadania łyżeczką. I koniecznie coś ciepłego. Padło na słodkie tosty. Słodkie, ale bez cukru, czyli zdrowo. Myślę, że takie poranne kanapki skuszą i małego i dużego. Sycą i dodają energii. No i do tego pysznie smakują. I nie nadwyrężają za bardzo porannej porcji energii. A im bardziej szaro za oknem, tym trudniej o mobilizację kuchenną o świcie. Na szczęście są takie tosty. Z rana poprawiają mi humor. Generalnie jesienią wystarczy mi poranny rzut oka za okno, i już mi smutno. Tęsknię za słońcem o poranku i świergocie ptaków. Zaczynam tęsknić do białej i mroźnej zimy. Jakoś niespecjalnie lubię ten stan pomiędzy. Ten okres kiedy znika definitywnie babie lato, na zimę trzeba czekać, a za rogiem czai się nieprzyjemny listopad. Na szczęście mój śniadaniowy plan działa, dobre śniadanie potrafi zmienić nastawienie na cały dzień.


Składniki:
 2 kromki pszennego pieczywa
2 łyżki masła orzechowego kremowego
2 łyżki serka śmietankowego
Połówka dużego banana
Szczypta cynamonu
Pół łyżeczki miodu
Duża garść mieszanki ziaren

Na suchej patelni, albo w tosterze opiekam pieczywo na rumiano.
Masło orzechowe ucieram z cynamonem. Serek śmietankowy słodzę miodem i rozcieram.
Tosty smaruję masłem orzechowym, nakładam na wierzch serek, układam plasterki banana i posypuję ziarnami.


piątek, 26 października 2018

Babka z kakao na kefirze

To miał być zwykły dzień i całkiem zwykłe popołudnie. Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że goście są prawie u bram. A w domu do kawy nie było dosłownie niczego. I wtedy wyciągam taki przepis, i nim goście rozsiądą się w fotelu, babka już na stole. W zasadzie większość składników ma się w lodówce, może poza kefirem, ale śmiało można zastąpić go maślanką, a jak nie macie maślanki, wystarczy do mleka dodać łyżeczkę octu, odstawić na kwadrans, i gotowe. Czyli nie ma wymówek, ciasto trzeba piec. Co prawda w planie miałam przygotowanie z tej babki czegoś na kształt zebry, ale jako, że mamy jesień, a jesienią zajadam się czekoladowymi pysznościami, w ilościach wskazujących na poważne uzależnienie, więc zrobiłam babkę kakaową w otulince waniliowego ciasta. Zabrzmiało dość wykwintnie, a to takie proste, prawdziwie domowe ciasto. W sam raz do kawy,  herbaty czy kakao. Dobre zarówno na co dzień, jak i na spokojne weekendowe popołudnie.Dzięki dodatkowi kefiru ciasto jest mięciutkie, i bardzo kakaowe. Smakuje rewelacyjnie również na drugi dzień.  No i nie oszukujmy się, czasem wystarczy kawałek czegoś o smaku czekolady, by przez resztę dnia dopisywał nam cudowny nastrój.....


Składniki:
400 ml gęstego kefiru
2 jajka
5 łyżek oleju rzepakowego
2 szklanki mąki
2/3 szklanki cukru
4 łyżki gorzkiego kakao
1 łyżka proszku do pieczenia
Łyżka ekstraktu waniliowego
Szczypta soli
Masło i kasza manna do formy
Cukier puder


Ucieram jajka  z cukrem i wanilią. Gdy masa jest jasna i puszysta dodaję olej, a na końcu kefir, dokładnie łączę składniki. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do mokrych składników i dokładnie ucieram. Dzielę masę na dwie nierówne części, do większej dodaję kakao i łączę z jasnym ciastem.
Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną, wlewam połowę jasnego ciasta, na to warstwę kakaową, i jasne ciasto i piekę je przez 40 minut w 190 stopniach -polecam termoobieg.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.





środa, 24 października 2018

Krem z dyni i marchewki

Dobrze pamiętam jak pierwszy raz zrobiłam zupę z dyni. Zjadłam ja i moja siostra. Inni wydziwiali, że to takie niemowlęce danie. Że jak dynia to musi być nijako i mdło. I dość nijako. A ja tak się starałam. Zupa wyszła wtedy pyszna. Ale trudno, nie chcieli jeść, ich prawo. Za jakiś czas siostra przyniosła ogromną dynię. Z części zrobiłam ciasto. Z kolejnej części frytki. Na następną ćwiartkę zabrakło mi pomysłu, więc znów przygotowałam zupę. Tym razem rodzina spróbowała. I się zakochała. I od tamtej pory od września w kółko słyszę - kiedy zupa dyniowa?  Uwielbiam ją. Jedyne czego nie lubię, to "obrabiania " dyni. Zawsze się skaleczę, i zawsze dam się nabrać na słowa pana z ryneczku - skórka taka miękka, że sama odchodzi. Tak,  z pewnością. Zawsze kończę z plastrem na jakimś palcu. Ale dla tego smaku, idealnej kremowości, aromatom przypraw i dla tego pięknego koloru, poświecę nie tylko jeden, a nawet komplet palców. Tym razem do zupy dodałam dodatkowo marchewkę, która podkręciła słodycz dyni i dodatkowo wzmocniła piękny kolor. Kto nie próbował domowej zupy dyniowej musi koniecznie wypróbować ten przepis.


Składniki:
1 kg dyni ( najlepsza jest piżmowa albo hakkaido)
2 duże ziemniaki
2 spore marchewki
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
2 litry  bulionu ( ja ugotowałam bulion na 2 skrzydełkach, 1 cebuli, zielu angielskim i listku laurowym)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 łyżka curry w proszku
Duża szczypta gałki muszkatołowej
Pół łyżeczki słodkiej papryki
Duża szczypta chilli
Łyżeczka kurkumy
Sól
Pieprz
Do podania:
grzanki, miks ziaren

Dynię należy obrać,miąższ pokroić w kostkę i umyć. Obieram marchewki i kroję w plasterki.
Ziemniaki obieram, kroję w małą kostkę. W garnku z dużym dnem rozgrzewam oliwę. Siekam czosnek i cebulę, wrzucam na oliwę i smażę około 3 minut. Następnie dodaję dynię,marchewkę  i ziemniaki. Dodaję wszystkie przyprawy i smażę całość 10 minut. Zalewam warzywa bulionem, gotuję zupę około 40 minut, po tym czasie miksuję całość na jednolity krem.
Zupę podaję z grzankami i ziarnami.

poniedziałek, 22 października 2018

Różane mleko

Nie będę udawać, nie lubię róż. To takie banalne kwiaty. Do tego po 2-3 dniach, zawsze mi usychają. Zdecydowanie wolę inne kwiaty. Ale, ale, mogę nie lubić róż, ale uwielbiam zapach róż. Uwielbiam też różany smak w mojej kuchni. Nic nie smakuje lepiej jak domowe pączki z różaną konfiturą z płatków kwiatów, które własnoręcznie się zbierało. Jest z tym wiele zachodu, ale naprawdę warto. Różane aromaty bardzo mnie relaksują i przypominają lato. Szczególnie w chłodne i deszczowe wieczory potrafią przenieść mnie wspomnienia parę miesięcy wstecz, do momentu, gdy kwiaty eksplodują tysiącami kolorów i zapachów. I znów jest pięknie, i nie pada deszcz, i nie noszę w torbie czapki... Ten magiczny napój natychmiast poprawia nastrój i odpręża. A jako, że robi się go w kilka minut, działa błyskawicznie. Potrzebne są dokładnie 3 składniki. I znów jest idealnie....


Składniki:
300 ml mleka ( najlepiej tradycyjne, albo migdałowe)
2 łyżki suszonych płatków róży ( albo różanej herbaty w torebkach)
Łyżka miodu

W garnuszku podgrzewam mleko razem z płatkami róży, po około 8 minutach odcedzam napój, dodaję miód i piję póki ciepły.

piątek, 19 października 2018

Szarlotka cioci Zosi

Są takie miejsca, i takie osoby, które kojarzą się z konkretnym posiłkiem. Ciocia Ola na zawsze będzie mi się kojarzyła z zupą pomidorową, najlepszą na świecie. Słodką, intensywną, niepowtarzalną. Ciocia Ewa to mistrzyni sernika na zimno. Babcia i jej porzeczkowa galaretka. Tata i niedzielna jajecznica ze szczypiorkiem. Moja siostra i tosty francuskie. Kuzyn Jacek i grillowane skrzydełka. Agnieszka i sałatka z makaronem i suszonymi pomidorami. No i ciocia Zosia. Ciocia Zosia ma bogaty kulinarny repertuar i kojarzy mi się z tyloma daniami, że ciężko wybrać jedną, konkretną rzecz. Ale pamiętam, że zawsze jak odwiedzam moje ukochane Kozienice, to na stole jest szarlotka. Taka prosta, zwyczajna, wysoka, krucha, pełna jabłek, z solidną porcją cukru pudru. Szarlotka jest zawsze. Jemy ją w ogrodzie, zawsze po śniadaniu do dużego kubka herbaty. Snujemy plany na dany dzień, wspominamy, oglądamy zdjęcia, dużo się śmiejemy. I smakujemy to pyszne ciasto. Zwykłe, ale niezwykłe. I ostatnio szukałam pomysłu na weekendowy deser, i szukałam, i szukałam. I uznałam, że nic nie sprawi mi takiej kulinarnej radości, jak szarlotka. Taka jak u cioci Zosi. Wysoka, krucha, pełna jabłek. Idealna na początek jesieni. Koniecznie spróbujcie, jest przepyszna.

Składniki:
20 gramów masła
350 gramów mąki pszennej
1 jajko
2 ugotowane żółtka
5 łyżek cukru pudru
Ekstrakt waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Nadzienie:
6 średnich jabłek
Łyżka brązowego cukru
Dwie duże garście rodzynek
Sok i skórka z 1 cytryny
1 łyżka cynamonu
Szczypta gałki muszkatołowej
2 łyżki kaszy manny

Dodatkowo
Masło i kasza manna do formy
Cukier puder

Siekam masło z jajkami i cukrem, dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia oraz wanilią. Szybko zagniatam kulę i chłodzę minimum pół godziny w lodówce.
W międzyczasie szykuję nadzienie. Obieram jabłka i kroję je w średniej wielkości kostkę, przekładam do rondelka. Dodaję cukier, sok i skórkę z cytryny oraz przyprawy. Zalewam całość 3 łyżkami wody i duszę około 6-7 minut, owoce powinny zostać w całości, ale wyraźnie zmięknąć. Odstawiam do wystudzenia, a następnie dodaję kaszę manną i mieszam dokładnie.
Ciasto dzielę na dwie równe części.


Ciastem wylepiam tortownicę, posmarowaną masłem i wysypaną bułką tartą. Spód gęsto nakłuwam widelcem, wykładam nadzienie. Z pozostałego ciasta odrywam kawałki i układam na wierzchu.

Szarlotkę piekę przez 40 minut w 185 stopniach.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.




środa, 17 października 2018

Portugalski ryż

Ryż ma tę zaletę nad kartoflami, że kiedy wracam padnięta z pracy, to w zasadzie robi się sam. I ma tę zaletę, że może być zarówno dodatkiem do dania, jak i daniem samym w sobie, wystarczy tylko dobrać odpowiednie dodatki. Jako, że nie miałam żadnego, ale to naprawdę żadnego pomysłu na obiad, postanowiłam przygotować ryż. Tym razem padło na ryż po portugalsku. Jakiś czas temu, nawet spory czas temu, szykowałam ryż po hiszpańsku. Portugalska wersja wydaje się podobna, a jednak jest zupełnie inna. Czym się różni? Tutaj ryż od początku gotuje się w pomidorowym bulionie, przez co jest bardzo ciekawy w smaku. I moim zdaniem świetnie komponuje się z kiełbaskami, ja wybrałam białe kiełbaski, które krótko przesmażyłam na patelni, podałam je z tym aromatycznym ryżem i obiad był gotowy. W sam raz na bardzo, ale to bardzo zabiegany dzień. I pomyśleć, że narzekałam kiedy w pracy mało się działo! Teraz przerzucając papiery walczę z czasem i projektantami, którzy co chwilę zmieniają swoje koncepcje. A mówią, że to kobiety są niezdecydowane....

Składniki:
200 gramów ryżu do risotto
3 pomidory
1 średnia czerwona cebula
300 ml bulionu
100 ml białego wina
2 ząbki czosnku
Łyżka oliwy z oliwek
Łyżeczka kminu rzymskiego
Sól
Pieprz

Siekam cebulę w kostkę. Czosnek kroję w drobne paseczki.
W garnku z grubym dnem rozgrzewam oliwę. Wrzucam czosnek i cebulkę, smażę około 5 minut.
Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skórki, kroję w drobną kostkę i wrzucam na patelnię, smażę kolejne 5 minut, pomidory powinny się rozpaść. Dodaję ryż, zalewam połową porcji bulionu, gotuję aż ryż wchłonie cały płyn, dodaję wtedy bulion, wino i przyprawy. Gotuję około 10 minut.
Podaję do dań mięsnych, albo jako samodzielne danie.

poniedziałek, 15 października 2018

Grzanki z ricottą i marynowanymi warzywami

Nie lubię śniadaniowej nudy. Ale nie oszukujmy się, nasze poranki wyglądają jak wyglądają. Poszaleć w temacie śniadania mogę głównie w weekendy. W ciągu tygodnia walczę z czasem i samą sobą. Szczególnie jesienią ciężko mi wstać z łóżka. Nie oszukujmy się, przerażająca szarość poranna to nie jest coś co pozytywnie nastraja.  Zdecydowanie tęsknię do lata. Jestem dzieckiem czerwca, do życia potrzebne mi słońce od samego ranka. I kolorowe kwiaty, soczysta zieleń za oknem i lekkie sukienki. Aczkolwiek wczorajszy spacer w prawdziwie letniej scenerii i w letniej sukience, był wyjątkowo przyjemny. W ciemne  październikowe poranki bardzo ciężko mi się zebrać w sobie. Dlatego wymyśliłam akcję dla samej siebie. Akcję urozmaicania swoich śniadań, by nie było nudno w tygodniu, a ciekawie jedynie w weekendy. Mam nadzieję,że to mnie solidnie zmobilizuje do przeciwstawienia się śniadaniowej nudzie. Na pierwszy ogień idą grzanki z ricottą i marynowanymi warzywami. Rzecz bardzo prosta, warzywa szykujemy wieczorem, a rano tylko grzanki i składamy w całość. Niby bardzo proste, a jednak odmienne od zwykłej kanapki z twarożkiem. Co ważne w chłodne poranki, jest to śniadanie na ciepło. Poza tym sycące i zdrowe. U mnie znajdziecie chleb orkiszowy i pyszne warzywa. Z takim śniadaniem miło zacząć każdy dzień!


Składniki:
2 kromki orkiszowego pieczywa
3 łyżki ricotty
2 łyżki oliwy oliwy z oliwek
Pół pomidora
Pół małego ogórka gruntowego
1 łyżka octu jabłkowego
Sok z połowy cytryny
Duża garść ziaren sezamu



Dzień wcześniej kroję warzywa na małe kawałki, łączę łyżkę oliwy, octu i soku z cytryny, polewam ta mieszanką pomidory i ogórki, odstawiam do lodówki. Warzywa powinny się marynować minimum godzinę.
Chleb smaruję łyżką oliwy, rumienię kromki pieczywa na patelni, smaruję ricottą, podaję z warzywami, posypuję sezamem.












piątek, 12 października 2018

Drożdżowe rogaliki z konfiturą porzeczkową

Pierwszy raz robiłam rogale. Pierwszy. Z racji wrodzonego braku zdolności artystycznych tylko część przypominała rogaliki. Ale cóż, praktyka czyni mistrza, pewnie za 30 razem większość będzie rogalopodobna. Ale w domowych wypiekach nie chodzi o to, by słodkości były tak piękne jak w cukierni. Takie proste, domowe pyszności, moim zdaniem im bardziej niedoskonałe, tym bardziej urocze. Tym bardziej jeżeli zajada się je w rodzinnym gronie w jesienne popołudnie. Potrzebowałam drożdżowego ciasta, takiego typowo jesiennego wypieku. Co prawda drożdżowe robię też latem, nie ma w końcu nic lepszego, niż drożdżówka z truskawkami i rabarbarem, ale jednak jesienią zapach drożdżowego ciasta najbardziej mnie uspokaja i pozytywnie nastraja. No i też jesienią, kakao nie smakuje tak dobrze z kawałkiem ciasta, jak o innej porze roku. Tak więc włączamy film, zajadamy się rogalikami, każdy ma w rękach słodki, kakaowy napój. Trochę plotkujemy, trochę sobie przeszkadzamy, ktoś nawet narzeka, że znów oglądamy komedię, że deszcz pada, że w poniedziałek do pracy. Ale to jest urocze. Uwielbiam takie weekendy. Oczywiście rogaliki z porzeczkami, oblane odrobiną czekolady, smakują też w środku tygodnia. Jako, że są to kruche rogaliki, nie wymagają wyrastania, robią się więc naprawdę bardzo, ale to bardzo szybko. A ile przy tym jest zabawy! Koniecznie musicie ich spróbować i sami sprawdzić, jaką mają kojącą moc....


Składniki:
2 jajka
400 gramów mąki pszennej
150 gramów masła
150 gramów śmietany 12 %
1/3 opakowania świeżych drożdży
6 łyżek cukru
Ekstrakt waniliowy
Około 10 łyżek konfitury z czarnych porzeczek

Dodatkowo:
8 kostek mlecznej czekolady
1 łyżka mleka
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny


Na stolnicy siekam masło z mąką i wanilią. W miseczce łączę śmietanę z drożdżami i cukrem, dokładnie ucieram, tak aby nie było żadnych grudek, dodaję do mąki. Wbijam jajko, dodaję wanilię i zagniatam gładkie ciasto-trwa to około 10 minut.


Dzielę ciasto na dwie części, każdą wałkuję w kształt koła, dzielę na 8 trójkątów, od dłuższego końca smaruję je połową łyżki konfitury. Zwijam rogaliki. Gotowe ciastka wkładam do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni. Piekę rogaliki przez 20-25 minut.
Kiedy rogaliki się studzą, szykuję polewę. Rozpuszczam czekoladę z mlekiem. W drugiej miseczce ucieram cukier i sok z cytryny. Rogaliki polewam czekoladą i lukrem.







środa, 10 października 2018

Pierogarnia Stary Młyn

W Starym Młynie już byłam. Byłam w tej toruńskiej. I byłam zachwycona, smakowało mi wszystko i marzyła mi się dokładka. Nie będę oszukiwać, moje szpinakowe, pieczone pierogi, śniły się w nocy. Kiedy więc okazało się, że Stary Młyn otworzyła się w Gdańsku, wiadomo było, że szybko do niej zajrzę.
Lokalizacja jest idealna, parę kroków od Bazyliki Mariackiej, przy urokliwej uliczce Świętego Ducha, którą można dojść w parę chwil nad Motławę. W nowym budynku, który od frontu udaje stary, a z tyłu kusi nowoczesnością ( polecam zajrzeć na podwórze), mieście się  Pierogarnia Stary Młyn. Jak w Toruniu, w weekendy przed wejściem trzeba poczekać. Zostawiliśmy numer telefonu i poszliśmy na spacer. Miła pani już po 8 minutach zadzwoniła i oznajmiła, że stolik gotowy. Wystrój jest typowy dla tych lokali, jest wiejsko, swojsko, bardzo przyjemnie. Dużo jasnego drewna, worków i naturalnych dekoracji. Stolików jest bardzo dużo, stąd też w lokalu panuje hałas,  podczas obiadowej pory, w weekendy nie liczcie na kameralną i intymną atmosferę. Jest raczej tak jak u cioci Krysi na obiedzie, cała rodzina i każdy ma coś do powiedzenia.


Szybko podchodzi kelner, i sprawnie przyjmuje zamówienie. W menu znalazły się gdańskie specjały, na przykład pierogi z rybą czy z pieczonym mięsem i śliwką z miodem. My zamówiliśmy jednak barszcz z pierożkiem, placki ziemniaczane, pierogi z grzybami-wersja pieczona, pierogi z oscypkiem-też pieczone, ruskie pieczone oraz z udkiem z kurczaka i pieczarkami. Do tego lemoniada z mango, i lokalne truskawkowe wino.
Czas oczekiwania? Napoje i barszcz pojawiły się po 15 minutach, dania głównie po 30. W Toruniu oczekiwanie umilało pyszne pieczywo, smalczyk i twarożek. W Gdańsku nie mamy czekadełka, lepiej więc nie przychodzić ekstremalnie głodnym.


Barszcz z pewnością nie był torebkowy, pierożek mały,albo nawet bardzo mały, ale smakowity. Ogólne wrażenie bardzo dobre. Nadszedł czas na dania główne. Zacznę od placków, były idealne. Chrupiące z zewnątrz i delikatne w środku. Niezbyt tłuste, tradycyjnie z cukrem. Takie są najlepsze. Grzybowe pierogi były pełne aromatycznego nadzienia, wielki plus za to, że nadzienie nie było z banalnych pieczarek, a prawdziwych leśnych grzybów. Wersja oscypkowa była specyficzna, bardzo intensywna, jak dla mnie za bardzo. Zdecydowanie danie dla amatorów wędzonego sera. Ja nie lubię pieczonego sera, więc tych pierogów nawet nie spróbowałam. Ruskie -klasyka, pyszna klasyka. Pełne konkretnego i dobrze doprawionego nadzienia. Podane z kwaśną śmietaną, wielki plus. Wersja z pieczonym mięsem z udek, pieczarkami i serem, bardzo mnie zaskoczyła. Na duży plus. Mięso nie było zmielone, a posiekane, przez co bardzo wyczuwalne, odpowiednia ilość sera i pieczarek, świetnie dopełniała całość. Sos czosnkowy dodatkowo podbijał smak.
Powiem szczerze, pieczone pierogi w Starej Pierogarni nie mają sobie równych. Ciasto jest idealne, ani za cienkie, ani za grube. Nadzienia jest naprawdę sporo, wszystko jest świeże i dobrej jakości. Obsługa jest przyjemna, konkretna i zawsze chętna do pomocy. Będę wracać z pewnością.







Pierogarnia Stary Młyn, Gdańsk, ul. Św. Ducha 64



poniedziałek, 8 października 2018

Kurczak w sosie paprykowo-pomidorowym

Danie z kategorii tych, które można przygotować w parę minut.  Szczególnie sprawdzi się w te leniwe dni, kiedy nie chce się gotować. Ja tak miałam właśnie teraz. Szybka decyzja, jest weekend, zgodnie z planem ma być ładna pogoda, więc mała wycieczka i ruszamy z domu na południe kraju. To był dość szalony wyjazd, ale po męczącym psychicznie i fizycznie wrześniu bardzo mi potrzebny. Szansa na reset i oderwanie się od codzienności. Chociaż z początku nie byłam wielką entuzjastką tej podróży, to ostatecznie cieszę się, że dałam się namówić. Jedyne moje zastrzeżenie? Jak co tydzień takie samo, dopiero co był piątkowy wieczór, nie zdążyłam się odwrócić,a znów witam się z nowym tygodniem. Zupełnie nie mam pojęcia jak to zleciało. Mam nieprzyjemne wrażenie, że każdy kolejny weekend, jest coraz krótszy, a ja coraz bardziej zmęczona. Chyba dopadło mnie jesienne przesilenie....


Składniki:
60 dg piersi z kurczaka
2 czerwone papryki
1 duży pomidory
3 łyżki koncentratu pomidorowego rozmieszanego z 100 ml wody
1 mała czerwona cebulka
2 ząbki czosnku
2 łyżki oleju rzepakowego
Sól
Pieprz
Słodka papryka
Szczypta ostrej papryki
Natka pietruszki


Mięso opłukuję, kroję w średniej wielkości paski
Czosnek i cebulkę siekam. Rozgrzewam olej, wrzucam czosnek i cebulę, przesmażam 2 minuty, dodaję mięso, posypuję solą, pieprzem i obiema paprykami. Smażę około 7 minut.
Pomidora kroję w kostkę, paprykę w paski, dodaję na patelnię, smażę razem 5 minut. Całość zalewam koncentratem pomidorowym, duszę 10 minut.
Danie podaję z ryżem i posypuję natką pietruszki.







piątek, 5 października 2018

Maślany placek ze śliwkami i cynamonową kruszonką

Placek ze śliwkami to dla mnie kwintesencja jesieni. Kiedy gości w moim domu to już wiem, że nadeszła jesień. Same śliwki są mi obojętne. Obojętne na surowo. Nie jadam ich po prostu. Co innego śliwkowe powidła, te uwielbiam, szczególnie w towarzystwie twarożku i maślanej bułeczki. Uwielbiam też wszystkie śliwkowe wypieki. Uwielbiam ten zapach pieczonych śliwek w połączeniu z cynamonem. I właśnie tęsknota za tymi aromatami spowodowała, że upiekłam to ciasto. Jak się mogliście przekonać, najbardziej lubię proste wypieki. Nie jestem wielką fanką bardzo pracochłonnych ciast. Owszem, od czasu do czasu, mam na nie ochotę, ale z reguły wybieram proste i szybkie przepisy. Ten placek oczywiście taki jest. Robi się go szybko, zawsze wychodzi i świetnie smakuje. Bardzo maślany, śliwkowy, z wyraźnie cynamonową kruszonką, której jak widać nie żałowałam, w końcu jak już ma być kruszonka, powinno być jej naprawdę sporo. Nie powinna być dekoracją, a integralną częścią wypieku. W tym przepisie bardzo ważne jest dobre masło. Żadna margaryna do pieczenia, ani żaden miks. To musi być tradycyjne masło, tylko ono da cudownie orzechowy aromat i ten wyraźny i intensywny kolor. Tej wersji śliwkowego placka po prostu musicie spróbować.

Składniki:
150 gramów masła
1,5 szklanki mąki pszennej
5 łyżek cukru
1 paczka cukru z prawdziwą wanilią
2 duże jajka ( albo 3 małe)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli
Ekstrakt waniliowy
10-12 śliwek

Kruszonka:
50 gramów masła
5 łyżek mąki pszennej
4 łyżki brązowego cukru
1 łyżka cynamonu
Ekstrakt waniliowy



Śliwki myję, kroję na połówki, usuwam pestki.
W garnuszku roztapiam masło, smażę je do momentu aż zmieni kolor na brązowy i zacznie orzechowo pachnieć - trwa to około 10 minut. Smażę masło na małym ogniu, dbając by się nie przypaliło.
W misce ucieram jajka z cukrem, wanilią i solą. Dodaję lekko przestudzone masło, dokładnie łączę składniki. Powoli dosypuję mąkę z proszkiem do pieczenia. Jeżeli masa wydaje się za gęsta można dodać trochę mleka, jeżeli za rzadka dodaję mąki. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstego budyniu.
Z podanych składników zagniatam kruszonkę.
Tortownicę wykładam papierem do pieczenia.Wylewam ciasto, układam śliwki, skórką do dołu. Posypuję kruszonką, placek piekę 50-55 minut w 190 stopniach.







czwartek, 4 października 2018

Szybka sałatka obiadowa

Bez zielonego dodatku nie ma obiadu. U mnie w domu tak właśnie jest. Nie będę udawać, czasem idę na łatwiznę i kupię sprawdzoną surówkę w pudełeczku. Ale jako, że ich producentami są moi wujowie, to mam zaufanie. Ale nie oszukujmy się, taniej i zdrowiej jest przygotować surówkę w domu. Dziś będzie więc bardzo prosty przepis. Warzywa i pyszny sos. Bardzo jesienny sos z kurkumą, papryką, i czosnkiem. Do tego miód i obowiązkowo sok z cytryny. Coś co robi się błyskawicznie,a  dostarcza jesiennej porcji zdrowia. Ta sałatka bardzo smakowała domowym chorowitkom, którzy początek jesieni postanowili spędzić w kataralnej atmosferze. Mam nadzieję, że tym razem nie złapię niczego od nich. Będę wzmacniać się sałatką i dzielnie walczyć z wirusami. To mój plan na najbliższe dni. Nie złapać kataru. Tyle mi starczy do szczęścia.



Składniki:
3 pomidory malinowe
1,5 ogórka
Pęczek rzodkiewek
Duża garść szczypiorku

Sos:
2 łyżki oleju lnianego
Łyżeczka kurkumy
1  zgnieciony ząbek czosnku
Łyżeczka miodu
Sok z połowy cytryny
Łyżeczka słodkiej papryki
Szczypta ostrej papryki
Sól
Pieprz

Wszystkie warzywa myję i kroję w mniejsze kawałki, przekładam do miski.
Składniki sosu dokładnie z sobą mieszam, polewam sałatkę i odstawiam na 10 minut.

wtorek, 2 października 2018

Rozgrzewająca owsianka

I przyszły te zimne poranki. Te poranki kiedy od rana marzy się coś ciepłego i konkretnego. W zapomnienie odchodzi zimny jogurt z lodówki, truskawki i porcja musli. Teraz musi być na ciepło. Owsianki, ryżanki, jaglanki, kasza manna. Tosty z miodem albo dżemem, jajecznica, omlet, naleśniki. Byleby było ciepło i do syta. Tym razem miałam ochotę na dawno niejedzoną owsiankę. Taką bardzo rozgrzewającą, bo deszczowy poranek nie nastrajał pozytywnie i potrzebowałam żaru tropików od środka. Imbir, cynamon i kardamon. Do tego porcja kakao, mleko migdałowe i suszone owoce. Wyszło do syta i bardzo rozgrzewająco. Nieco korzennie, nawet odrobinie pikantnie. Pysznie. Po takim poranku żaden szary i deszczowy dzień nie jest mi straszny. Jestem odporna na wszystkie stresujące sytuacje w pracy i z uśmiechem zaczynam dzień. Wystarczyło zebrać się w sobie, pokonać lenistwo i zniechęcenie, zanurzyć w korzennych zapachach, a potem rozkoszować taką owsianką.



Składniki:
4 łyżki płatków owsianych
3/4 szklanki mleka migdałowego
2 cm kawałek imbiru
2 kostki gorzkiej czekolady
Duża szczypta cynamonu
Szczypta kardamonu
Ekstrakt waniliowy
Suszone owoce

W garnuszku podgrzewam mleko razem ze startym imbirem, dodaję płatki owsiane, cynamon, kardamon i wanilię. Podgrzewam mieszankę przez około 5 minut, dodaję czekoladę,mieszam i odstawiam na 2 minut. Owsiankę podaję z ulubionymi suszonymi owocami.

niedziela, 30 września 2018

Fanaberia. Sopot

Sopot. Jako dziecko uwielbiam. Godzinami mogłam spacerować po Molo-wtedy bezpłatnym. Mam takie piękne zdjęcie, siedzę w spódniczce - żółta w czarne w kropki, mam niebieski sweterek i biały kapelusik ( to był 92 rok, więc sami rozumiecie ten miks), za mną stoi dziadek. Patrzy daleko w morze, a ja uśmiecham się do aparatu. Dokładnie pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj....
Dzisiejszy Sopot, to jednak już zupełnie inne miasto. Mekka imprezowiczów, jest głośno, bardzo tłocznie i męcząco. A do tego okropnie brudno. Owszem, są enklawy ciszy i spokoju, ale mieszczą się one bardzo daleko od centrum i w zasadzie skupiają się tylko w okolicy jednego wejścia na plażę. Zdecydowanie wolę zimowy spacer po Sopocie, jest spokojnie, cicho, pięknie. Ale niestety, czasem muszę odwiedzić Sopot w sezonie. Przebijam się wtedy przez dziki tłum turystów i sprzedawców wszystkiego. Okazją do Sopockich odwiedzin był pewien Festiwal Literacki, który za siedzibę wybrał sobie właśnie to miasto. Wiadomo, sama literaturą  dość ciężko się najeść- choć to jedna z najlepszych duchowych straw, więc szukałam miejsca na obiad. Wybór padł na okolice dworca, który parę lat temu został gruntownie wyremontowany. W nowoczesnym budynku, mieści się nie tylko dworzec, ale i masa przytulnych knajpek. Czyli w skrócie, jest to wizytówka miasta, a tamtejsze knajpki, to pierwsze z czym styka się turysta, wychodzący z pociągu. Zgodnie z poleceniem mojej siostry udaliśmy się do Fanaberii, czyli naleśnikarni,gdzie mieliśmy najeść się do syta. Czas to sprawdzić.


Wystrój knajpki jest bardzo przyjemny, jak się wejdzie to aż nie chce się wyjść. Jest przytulnie, ale i nowocześnie. Są i duże loże i pojedyncze stoliki, więc każdy znajdzie coś dla siebie. W menu rządzą naleśniki. Te klasyczne, jak i naleśnikowa lazania, naleśnikowe spaghetti, naleśniki zapiekane z sosami. Do wyboru do koloru! Też mieliśmy problem z wyborem. Tym większy, że po czasie okazało się, że zabrakło już gryczanego ciasta na naleśniki, oraz naleśnikowej lazanii. No cóż, wybraliśmy zapiekane naleśniki z mięsem mielonym w sosie pomidorowym, naleśnik po indyjsku i dość tradycyjny z farszem ruskim.

Po jakichś 15 minutach na stole pojawiło się zamówienie. Zapiekane naleśniki wyglądały apetycznie, naleśnik jako placek był całkiem ok, natomiast nadzienie było wyjątkowo suche. Nawet sos z wierzchu nie był w stanie tego zakryć. Zupełnie jakby naleśnik był odgrzewany z 4 razy, zanim trafił na stół. Wypadł więc dość przeciętnie. Naleśnik po indyjsku to miks bardzo aromatycznego mięsa i warzyw. Całość była naprawdę smaczna. Ruskie były zaś najlepsze. Farsz był idealny. Mój zarzut? W naleśniku ruskim nadzienie stanowiło może z 5 procent całości, było go strasznie mało, tak jakby na kuchni bali się, że go zabraknie. Mam nadzieję, że zwykle nadzienia jest więcej. Najlepsza była zaś.... surówka z marchewki. Pikantna, bardzo wyrazista. Zazwyczaj surówki z marchewki są robione na słodko z jabłkiem i śmietaną. Ta zaś była naprawdę rewelacyjna, polana dobrym olejem i posypana pestkami dyni. Dla tej surówki mogłabym odwiedzać Fanaberię co najmniej raz w miesiącu. Ale naleśniki nie zrobiły na mnie ogromnego wrażenia. Aczkolwiek nie mówię, że miejsce jest niesmaczne. Dam mu drugą szansę, kusi mnie naleśnikowe spaghetti. Mam nadzieję, że następnym razem dostanę trochę więcej farszu, a na kuchni nie będzie braków.






Fanaberia, Sopot, ul. Dworcowa 7

czwartek, 27 września 2018

Cynamonowy crumpet z brzoskwiniami

Brytyjska kuchnia ma to do siebie, że nie jest uważana, za najsmaczniejszą na świecie. Zazwyczaj kiedy myślimy o brytyjskich specjałach do głowy przychodzą nam słynne zestawy - ryba plus frytki, albo kiełbaski na śniadanie z pomidorami, fasolką, jajkiem sadzonym i tostami. Niektórzy też wspomną tradycyjny świąteczny pudding, albo niedzielną pieczeń. No i oczywiście słynne truskawki z bitą śmietaną. Zasadniczo myśląc o brytyjskiej kuchni widzimy gotowce i byle jakie jedzenie. A czy próbowaliście śniadaniowego przysmaku, o wdzięcznej nazwie Crumpet? Jeżeli ich nie znacie, to znak, że musicie je sobie przygotować na poranny posiłek. Crumpet to placek, drożdżowy, ale dość oryginalny. Do ciasta nie dodajemy jajek, dajemy za to dodatkowo sodę oczyszczoną. Placki wychodzą dość wytrawne w smaku, wyraźnie drożdżowe, bardzo smaczne. Smakują i na słodko, i na wytrawnie. Ja przygotowałam swoją wersję na słodko. Z cynamonem, a na dodatek dobrałam brzoskwinie, które podsmażyłam na maśle z dodatkiem miodu. Placki są bardzo sycące, i wyjątkowo pyszne. Nie są zbyt skomplikowane, aczkolwiek jak każde drożdżowe ciasto, potrzebują nieco czasu by urosnąć. Ale to jedyna niedogodność. Po prostu sami musicie spróbować.


Składniki:
300 ml mleka
200 gramów mąki pszennej
1 łyżka suszonych drożdży
1 łyżeczka sody
1 łyżka cukru pudru
Szczypta soli
Łyżeczka cynamonu
Masło klarowane

Do podania:
2 brzoskwinie
1 łyżka masła
2 łyżki miodu

Mleko delikatnie podgrzewam przez 3-4 minuty. Dodaję do niego drożdże i cukier, odstawiam na 5 minut.
W misce łączę mąkę z sodą, solą i cynamonem, dodaję drożdżową mieszankę i dokładnie łączę składniki trzepaczką. Ciasto na racuchy zostawiam na minimum pół godziny.
Rozgrzewam masło klarowane, na patelnię wylewam ciasto, formuję małe racuszki. Smażę je aż z wierzchu zrobią się ścięte, przewracam je na drugą stronę i dosmażam niepełną minutę.
Na drugiej patelni rozgrzewam masło, wrzucam pokroje w plasterki brzoskwinie, smażę około 2 minut, dodaję miód, mieszam, zdejmuję z patelni, podaję z racuchami.




wtorek, 25 września 2018

Manna jak Monte

Nie od dziś wiecie, że kto ja kto, ale kaszę mannę to ja bardzo lubię. Tak samo jak kaszkę mannę uwielbiam czytać książki. Nie wiem jak to się stało, ale ostatnio, zupełnym przypadkiem, dwa razy sięgnęłam po zimowe książki. Czyli takie akcja dzieje się w okolicy Świąt, jest biało, mroźno, wszyscy mają złamane serca, a porządna porcja gorącej czekolady z piankami leczy wszystkie smutki. I jak tak sobie poczytałam o tej czekoladzie, to i mi się zachciało. Co prawda nie tej do picia, bo taką piję jedynie późną jesienią i zimą, ale całą sobą pragnęłam czegoś czekoladowego. Wymyśliłam na szybko deser z kaszy manny, jak Monte. Czyli coś czego nie jadłam z tysiąc lat, ale wciąż pamiętam ten smak. Kiedyś podbierałam te deserki mojemu bratu, potem uznałam, że jestem już za duża na te małe pudełeczka. A teraz postanowiłam przygotować sobie Monte po mojemu. Czyli mamy dwie warstwy kaszy, jedną waniliową, a drugą, czekoladowo-orzechową. Coś co taki łakomczuch jak ja, pokocha od pierwszej łyżeczki. Bardzo proste w przygotowaniu, o dwa nieba zdrowsze niż wersja sklepowa. Koniecznie spróbujcie.


Składniki:
6 czubatych łyżek kaszy manny
200 ml mleka
6 kostek gorzkiej czekolady
3 łyżki masła orzechowego
Ekstrakt waniliowy


Mleko podgrzewam w garnuszku, dodaję kaszę mannę i gotuję do zgęstnienia -około 8 minut.
Dzielę kaszę na dwie części, do jednej dodaję wanilię, do drugiej posiekaną czekoladę i masło orzechowe - mieszam, aż czekolada rozpuści się w ciepłej kaszy.
Do szklanych pucharków układam ciemną masę, na nią kładę jasną. Pyszne zarówno na ciepło, jak i na zimno.


niedziela, 23 września 2018

Smoothie-Gruszka-Mango-Biała Herbata

Na urodziny dostałam od kuzynki książkę o koktajlach, smoothie, i różnego rodzaju napojach, a nawet i daniach do zjedzenia łyżeczką ze szklaneczki. Jakoś przez 3 miesiące nie mogłam się jednak zebrać w sobie i czegoś przygotować, chociaż, daję głowę i dwie ręce na dodatek, każdy przepis kusił. W końcu powiedziałam sobie - dziś robię jakiś zdrowy napój, na chybił trafił wybrałam stronę i w ten oto sposób na moim stole pojawiło się smoothie o kuszącym smaku mango i gruszki. Ciekawym dodatkiem jest  biała herbata, która sprawia, że napój jest bardzo orzeźwiający. W sam raz na śniadanie, albo na popołudniową przekąskę. Słodką,ale i zdrową. Uwielbiam mango, więc tym egzotycznym smakiem, chciałam pożegnać lato. Taki słoneczny napój naprawdę poprawia nastrój. Pewnie dlatego, że od czego, ale od mango to ja jestem uzależniona. W przepisie oryginalnym mango połączone było z jabłkiem, ja jednak z rozpędu wzięłam gruszkę, i nieskromnie powiem, że to połączenie smaków, okazało po prostu wyśmienite. A teraz przyszło mi rozkoszować się deszczem za oknem. Nie lubię jesieni. Nie lubię...



Składniki:
1 mango
1 średnia gruszka
Łyżeczka soku z cytryny
200 ml ostudzonej białej herbaty


Obieram mango i gruszkę, kroję na kawałki i miksuję. Dodaję napar z białej herbaty oraz sok z cytryny. Podaję natychmiast po przygotowaniu. 

piątek, 21 września 2018

Cytrynowy placek z makiem i porzeczkami

Kolejny weekend. Pewnie minie raz, dwa. Nawet nie zdążę się odwrócić, dopić do końca herbaty, a już będzie kolejny poniedziałek i kolejny dźwięk budzika. Ostatni tydzień był naprawdę piękny. Weekend zaś ma być typowo jesienny. Niestety, muszę na nowo zaprzyjaźnić się z płaszczem i botkami.Jedyną przyjemnością był fakt, że musiałam zakupić nowe botki. Ostatnio dziwnie podobają mi się ubraniowe zakupy. I mnie to cieszy, i martwi jednocześnie. Kuszą mnie już jesienne sweterki, z pewnością marzy mi się nowy szal. I w zasadzie jakaś jesienna sukienka, byłoby miło powitać jesień nową, kwiatową kreacją.... I aż mi słabo. Ale się ogarnę. Zacznę omijać sklepowe alejki. Inaczej nie doczekam do pierwszego i wypłaty.
Zaszyję się w kuchni. Na weekend planuję kuchenne zabawy. Na pewno na stole pojawi się zupa krem z dyni. Tę zupę pokochała cała moja rodzina, a jako, że zaczął się dyniowy sezon, to zdecydowanie nadszedł czas na rozgrzewającą zupę. Moja mama wspominała, że w tym roku musimy przygotować jakieś przetwory z gruszek. Z pewnością zajmiemy się więc produkcją gruszek w syropie.  W zimowe dni będą idealnym dodatkiem do pysznych deserów. Tych całkiem prostych jak jogurtowy krem, albo nieco bardziej skomplikowanych. W każdym razie ten jesienny weekend, z prawdziwie jesienną pogodą, spędzę w bardzo jesienny sposób.A towarzyszyć mi będzie takie oto ciasto. Prosty placek cytrynowy z makiem i porzeczkami. Miękki, puszysty i niezwykle apetyczny. Do tego gotowy w kwadrans! W sam raz na jesienny weekend.


Składniki:
3 jajka
400 gramów mąki pszennej
4 łyżki maku
2 cytryny
100 ml oleju
100 ml mleka
Ekstrakt waniliowy
Pół szklanki czerwonych porzeczek
Łyżka proszku do pieczenia

Lukier:
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Dodatkowo:
Masło i bułka tarta do formy


W misce łączę mąkę z proszkiem do pieczenia i makiem.
Cytrynę parzę wrzątkiem, dokładnie myję, ścieram skórkę, wyciskam sok, dodaję do mleka.
Lekko ubijam jajka z cukrem i wanilią, dolewam olej. Dodaję masę jajeczną do mąki, na końcu wlewam mleko, dokładnie wszystko ucieram.
Porzeczki opłukuję, dodaję do ciasta. Bardzo delikatnie łączę je z innymi składniki.
Tortownicę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Piekę placek w 190 stopniach przez 60 minut. Po wystudzeniu polewam lukrem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...