Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 17 lipca 2018

Zupa kalafiorowa z lanymi kluskami

Tak jak już mówiłam, nie jestem z tych, co bez zupy nie mogą przeżyć. Ale, ale... Jeżeli chodzi o zupę kalafiorową z lanymi kluseczkami, to już taka pewna bym nie była, jakości tego  żywota. Moje życie byłoby jakieś takie mizerne, gdybym nie mogła raz na jakiś czas, a w sezonie letnim, mogłabym co drugi dzień, zajadać się taką oto zupą. Zdecydowanie ta zupa smakuje jak dzieciństwo. Kojarzy mi się z wakacjami, wolnymi dniami, które spędzałam na podwórku i w ogóle nie chciałam wracać do domu. Ale wystarczyło wtedy by mama powiedziała,że na stole czeka koperkowa i kluseczki, i już byłam w jadalni. Jedna dokładka, potem druga i więcej do szczęścia mi nie było potrzebna.  No oczywiście, po uzupełnieniu energii, do szczęścia potrzebne mi były  kolejne godziny spędzone na świeżym powietrzu. Ze smutkiem obserwuję, że dzisiejsze dzieciaki wakacje spędzają głównie przed komputerem. Cieszę się, że moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem trzepaka, rowerowych pościgów i budowania szałasów z gałęzi. Spróbujcie tej zupy i ruszajcie na długi, długi spacer!



Składniki:
1 kalafior
3 ziemniaki
2 marchewki
1 korzeń pietruszki
1 cebula
Kawałek selera
2 skrzydełka z kurczaka
Natka pietruszki, koperek
2 ziela angielskie
2 liście laurowe
Sól
Pieprz

Kluseczki:
2 jajka
100 gramów mąki
Sól

Skrzydełka zalewam 2 litrami wody, dodaję cebulę w całości, solę, gotuję około 20 minut, zbieram z wierzchu szumowiny.
W międzyczasie myję i obieram warzywa. Kalafiora dzielę na różyczki, resztę warzyw kroję w kostkę lub plasterki.
Zupę doprawiam liściem laurowym i zielem angielskim, dodaję warzywa oprócz kalafiora, gotuję zupę około 10 minut, po czym dodaję kalafiora i gotuję kolejne 10 minut.
Szykuję lane kluski, jajka ubijam ( ja to robię widelcem), dodaję mąkę i sól. Masa powinna być niemal płynna, wlewam ciasto do zupy cienką stróżką, często mieszając. Gotuję zupę około 2 minut, by kluseczki się ścięły.
Siekam koperek i pietruszkę, dodaję do zupy.


niedziela, 15 lipca 2018

Dutch baby z owocami lata

Czy jest coś piękniejszego niż leniwy niedzielny poranek? Niż leniwe i słodkie niedzielne śniadanie? Ten moment, gdy w całym domu panuje cisza, spokój i można na spokojnie, bez pośpiechu celebrować daną chwilę? Chyba nie mam nic piękniejszego. Na ten piękny i spokojny poranek, przygotowałam sobie pieczony naleśnik, czyli Dutch baby. Wyszedł idealny,pięknie wyrośnięty, maślany, delikatny w smaku. W sam raz na sycące śniadanie, a podczas tego śniadania można planować, co się będzie dalej działo. Domowe pielesze, książka, film i totalny relaks? A może długi spacer brzegiem morza? A może krótszy miejski spacer i wizyta w przytulnej kawiarni? Tyle możliwości. Ale wiem jedno, to będzie dobry dzień. Naprawdę dobry dzień.


Składniki:
2 jajka
100 ml mleka
100 gramów mąki
Ekstrakt waniliowy
2 łyżki masła
Szczypta proszku do pieczenia
Czereśnie, wiśnie, truskawki



Na patelni, którą można zapiekać w piekarniku roztapiam masło.
Jajka ubijam z mlekiem. Powoli dodaję mąkę, wanilię i proszek do pieczenia, masa ma być jak ciasto naleśnikowe. Wylewam masę na patelnię, wkładam do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i piekę 25 minut.
Podaję z owocami i posypuję cukrem pudrem.

piątek, 13 lipca 2018

Śniadaniowe roladki z szynki

Dziś będzie o roladkach z szynki i jajka. Czyli o czymś co umili śniadanie, ale może też pojawić się w porze kolacji. Pełna dowolność. Kto co lubi i kto co woli. Najważniejsze, że roladki robią się praktycznie same, i na pewno każdego poranka można nimi urozmaicić sobie śniadanie. Ja ostatnio poczułam ochotę na coś innego niż poranny jogurt z owocami. Potrzebowałam odmiany i tą pyszną odmianą były te roladki. Wysokiej jakości wędlina i jajeczny farsz w środku. Takie proste, a dostarcza tyle radości.
I już, kolejny piątek. Jak fajnie. Zeszły tydzień był cudowny. Ten też nie był taki zły. Największym jego plusem było to, że tak szybko minął. I zaraz znowu mamy weekend. No prawie weekend. Jeszcze parę godzin i będzie można zapomnieć na dwa dni o pracy. Mam bardzo kulturalne plany, i fajnie byłoby gdyby sprawdziły się choć w połowie. Nawet w 1/3, nie będę obrażona. Nie, po takim śniadaniu.


Składniki:
2 duże plastry gotowanej szynki
1 duże jajko
Szczypiorek
Natka pietruszki
Słodka papryka
Łyżka jogurtu greckiego
2-3 rzodkiewki
Sól
Pieprz




Jajko gotuję na pół twardo, obieram ze skorupki i rozgniatam widelcem.
Siekam rzodkiewki, szczypiorek i pietruszkę, dodaję do jajka. Jogurt łącze z przyprawami, dodaję do jajek. Dokładnie mieszam farsz, smaruję nim plasterki szynki i zawijam je w ruloniki. Podaję z pieczywem.

środa, 11 lipca 2018

Babka wiśniowa z czekoladą.

Czy jest coś piękniejszego niż wolne lipcowe popołudnie? Taka chwila tylko dla siebie? No dobrze, to popołudnie wyszło wolne, bo akurat zaczął padać lekki deszcz. Ale nie narzekajmy, w końcu deszczowa pogoda to doskonała okazja do tego, by w zaciszu własnej kuchni zająć się pieczeniem. Tym razem zapraszam na typowo letni wypiek, pyszną babkę z wiśniami i czekoladą. Miękką, ale i o chrupiącej skórce. Słodkiej, ale jednocześnie z przyjemną kontrastową nutą, dzięki wiśniom i gorzkiej czekoladzie. Taką babkę zrobicie w kwadrans, a potem tylko trzeba nieco poczekać, aż się upiecze. Zaparzyć dużą porcję herbaty bądź kawy i oddać słodkiej przyjemności.
A kiedy tak będzie się kosztowało i próbowało, można oddać się nieco innej przyjemności. Polecana przeze mnie przyjemność to przeglądanie zdjęć. Nie wiem, jak Wy, ale ja po prostu to uwielbiam, Uwielbiam wracać do przeszłości, przywoływać piękne wspomnienia i zabawne historie. Na moim przyjęciu urodzinowym, moja przyjaciółka przypomniała mi naszą sesję zdjęciową z 3 klasy. Jako, że dwa razy nie trzeba nas było namawiać, od razu zabrałyśmy się za pozowanie. Wyszła z tego nie tylko świetna zabawa, ale i piękna fotoksiążka, która może być świetnym prezentem dla przyjaciółki.  




Składniki:
3 jajka
2 szklanki mąki pszennej
100 gramów masła
100 gramów cukru
Ekstrakt waniliowy
1 łyżka proszku do pieczenia
Niepełna szklanka wiśni
50 gramów posiekanej gorzkiej czekolady
Szczypta soli

Dodatkowo:
Bułka tarta i masło do formy, cukier puder


Roztapiam masło, zostawiam do przestudzenia. 
Oddzielam białka od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę razem z solą, następnie dodaję żółtka i cukier, delikatnie mieszam masę. Dosypuję mąkę i proszek do pieczenia, dodaję wanilię i przestudzone masło. Dokładnie łączę wszystkie składniki. 
Wiśnie dryluję, razem z czekoladą dodaję na sam koniec do masy, mieszam jeden raz. 
Formę na babkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą. Wylewam ciasto, piekę je przez 45 minut w 190 stopniach. Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.



poniedziałek, 9 lipca 2018

Naleśniki Straciatella

Czasem człowieka dopada ogromne lenistwo. Dopadło i mnie. No bywa, jakoś tak nie chciało mi się szykować obiadu. Zdarzyć się może każdemu. Zdarzyło się i mi. Kiedy nie chce mi się gotować, sięgam po słodkie obiady. Bo szybko, bo smacznie, bo nie trzeba za wiele myśleć nad posiłkiem. Oczywiście nie mówię, by codziennie serwować sobie słodkie dania główne, ale od czasu do czasu? Nie widzę przeciwwskazań. Szczególnie jeżeli ma się ochotę, a czekolada po prostu nam się śni. I wszędzie widzi się czekoladową przyjemność. Wtedy nie ma wyjścia, trzeba zrobić takie naleśniki i nie żałować czekolady. Im więcej tym lepiej. Ta wersja naleśników jest lekka, delikatna i bardzo puszysta. Odrobinę omletowa, albo i biszkoptowa? Jedzenie tych naleśników to sama przyjemność. 
Na marginesie, czy i ja mam wrażenie, że ostatni weekend się nie zdarzył? Minął zdecydowanie za szybko. Albo i ja miałam po prostu za dużo planów i zajęć. 


Składniki:
2 jajka
100 ml mleka
100 ml wody mineralnej
200 gramów mąki pszennej
4 łyżki posiekanej gorzkiej czekolady
Ekstrakt waniliowy
3 łyżki roztopionego masła
W wysokim naczyniu ubijam białka na sztywno. Dodaję żółtka, mleko i wodę mineralną. Dosypuję delikatnie mąkę i czekoladę, dodaję masło i parę kropel ekstraktu z wanilii. Delikatnie łączę składniki. Ciasto odstawiam na parę minut. Smażę naleśniki średniej grubości, można podawać solo, albo  z dodatkiem owoców, miodu, czy dodatkowej porcji czekolady,

sobota, 7 lipca 2018

Budyń kokosowy

Domowy budyń. Mistrzostwo świata. A co powiecie, na domowy budyń kokosowy? Jeszcze większe mistrzostwo świata. Nie wiem co takiego jest w tym deserze, ale dla mnie smakuje jak dzieciństwo. Zawsze kiedy mam gorszy dzień, szykuję sobie porcję tego przysmaku. I może nie niweluje on wszystkich trosk, ale sprawia, że dużo lżej przychodzi konfrontacja z rzeczywistością. A ta konfrontacja bywa trudna. Szczególnie jeżeli pewien etap się kończy i zostaje ci pustka. Przez ostatni rok ciągle byłam w trasie. Koncertowej. Ciągle czekałam na koncert, ciągle odliczałam miesiące, dni i tygodnie. Teraz to koniec. Koniec na 3, 4, 5 lat. A może już na zawsze? Wiem, wiem, mam idiotyczne rozterki i idiotyczne zmartwienia. Ale nimi zasłaniam sobie te wszystkie trudne sprawy, na które teraz nie mam ochoty. Chciałabym mieć tylko takie troski! W każdym razie mój 4 koncert Depeche Mode stał się faktem. Na pierwszym byłam bardziej zdenerwowana niż przed maturą. Na drugim bardzo zrelaksowana, ale z zapaleniem oskrzeli. Na trzecim byłam maksymalnie szczęśliwa. Na czwartym było dobrze. Muzycznie super, ale otoczenie nie przypadło mi do gustu. To nie był mój pierwszy Open'er, ale przez te 10 lat mocno się zmienił.Albo przez ten czas wyrosła nam inna młodzież? Albo to może ja jestem już stetryczałą babcią? W każdym razie, przeżywanie koncertu w różowym stroju jednorożca, albo przespanie go na trawie, z  powodu nadmiaru procentów nie leży w moim guście. A już najgorzej jak stanie się obok grupy nastolatek, które robią relację na Instagrama - Jestem na koncercie, nie wiem kogo, ale mam na sobie spódniczkę firmy Y, a żeby być w formie przed wyjściem z hotelu zjadłam batonik marki X i posmarowałam się krem Z. Dla mnie liczy się muzyka i energia jaką dostaję od zespołu. Tutaj nie dostałam tyle ile chciałam., ale bądźmy szczerzy. Ja jestem już na takim stopniu uwielbienia, że oni mogliby biernie stać , a i tak piszczałabym z zachwytu. W skrócie, to była wspaniała czwartkowa noc! Mimo wszystko. Tylko powiedzcie mi, kiedy ja to wszystko odeśpię?


Składniki:
500 ml mleka
2 pełne łyżki masła
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki brązowego cukru
4 łyżki wiórków kokosowych

Dowolne owoce plus wiórki kokosowe

W garnuszku podgrzewam mleko (zostawiam 2 łyżki) z masłem i cukrem.
W kubeczku łączę pozostałe mleko z  mąką ziemniaczaną. Powoli dolewam do ciepłego mleka, gotuję budyń około 3-4 minut, aż zgęstnieje. Podaję z ulubionymi owocami

czwartek, 5 lipca 2018

Ciasto orkiszowe z jabłkami i kruszonką

Dziś będzie ciasto. I co zaskakujące,  nie będzie to ciasto z wiśniami, owocami lasu, albo morelami. Będzie to proste ciasto z jabłkami. Ciasta z jabłkami są bardziej popularne w zimowe i jesienne dni, ale nie trzeba z nich rezygnować i latem. Tym bardziej, że ten przepis jest niezwykle wręcz prosty i przyjazny, nawet amatorom. W kwestii amatorstwa, koncertową Depeszową amatorką już nie jestem. Także nic dziwnego, że kiedy znów grają niedaleko mojego domu, muszę się tam pojawić. Koncert już dziś. Emocje buzują we mnie już od tygodnia. Ten koncert będzie wyjątkowy. Wyjątkowy, bo z moim "depeszowym" tatuażem. Także jak widzicie, będę fanką na 200 %. 4 z kolei koncertowa koszulka wyprasowana, w bezpiecznym miejscu czeka na wieczór. A raczej na noc. Piękną i rozśpiewaną letnią noc. Jeszcze tylko parę godzin w pracy. Kilkanaście faktur, parę zamówień, parę telefonów i pewnie jakiś męczący klient. Potem 25 minut jazdy, szukanie miejsca na parkingu, trochę spaceru i idziemy pod scenę. A potem będę śpiewać. Zedrę gardło. Stracę głos i czucie w palcach od klaskania. I przez dwa tygodnie nie będę chodzić. Będę unosić się nad ziemią. A jak wrócę nocą do domu, to zjem kawałek tego ciasta. I będę w moim własnym 7 niebie. 


Składniki:
3 jajka
150 gramów roztopionego masła
350 gramów mąki orkiszowej
100 ml mleka
3 małe jabłka
5  łyżek brązowego cukru
2 paczki cukru z prawdziwą wanilią
Łyżeczka cynamonu
Łyżeczka proszku do pieczenia

Kruszonka:
50 gramów masła
3/4 szklanki  mąki orkiszowej
3 łyżki brązowego cukru
Obieram jabłka i kroję je w kostkę. 
Jajka ucieram z cukrami, dodaję przestudzone masło z mlekiem.
Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i cynamonem, dodaję do mokrych składników, łączę wszystko w gładką masę. Na koniec dosypuję jabłka. 
Z podanych składników zagniatam kruszonkę. 
Blaszkę  wykładam papierem do pieczenia, wylewam ciasto. Placek posypuję kruszonką, wkładam do piekarnika i piekę 45 minut w 190 stopniach. 






środa, 4 lipca 2018

Pasta jajeczna z curry

To był zdecydowanie za krótki weekend. Za krótki. Marzą mi się wakacje. Tydzień spokoju i totalnego relaksu. Niestety, nie było mi dane nawet pochorować w spokoju. Musiałam pracować i zajmować tysiącem spraw. Jeżeli musisz ogarnąć co godzinę kryzysową sytuację, a nie możesz normalnie oddychać, to masz ochotę skoczyć z okna. I kiedy szykujesz się do skoku, uświadamiasz sobie, że jest na parterze. A do tego masz kraty w oknach. Rezygnujesz ze skoku. Zamiast tego wracasz do pracy. Co dwie godziny przerywasz ją jednak, bo musisz poddać się szybkiej inhalacji. Co prawda niewiele daje, ale skoro lekarz kazał, to grzecznie się do tego stosujesz. I wracasz do ratowania świata. A potem wracasz do domu kompletnie wykończony. A jako, że twoim nosem rządzi katar, to szukasz intensywniejszych smaków. Takich jak ta pasta jajeczna z curry. Chociaż słowo pasta, w tym przypadku nie jest precyzyjne. Jak widać na zdjęciach pasta nie ma nadmiernie kremowej konsystencji, raczej jest z tych do schrupania. Dla tych co lubią pogryźć to co jedzą. W środku mamy więc ogórki, jajka i dużo aromatycznych przypraw. W sam raz do porannej, bądź wieczornej kanapki.

Składniki:
2 jajka
1/2 ogórka
1 łyżka greckiego jogurtu
1 łyżka majonezu
Dwie garście ulubionych kiełków
1 czubata łyżka curry
Sól
Pieprz

Jajka gotuję na twardo, obieram i rozgniatam widelcem.
Ogórka kroję na plasterki,a  te na połówki. Kiełki siekam, dodaję do jajek. W miseczce łączę jogurt, majonez i curry. Doprawiam sos solą i pieprzem, do sosu dodaję pozostałe składniki, dokładnie łączę. Pastę najlepiej jest schłodzić przez kwadrans w lodówce.


poniedziałek, 2 lipca 2018

Ryż jak czarny las

Znacie tort Czarny las? Z pewnością tak. Bita śmietana, wiśnie i gorzka czekolada. Pewnie nie ma osoby, której by takie połączenie smaków, nie posmakowało. Ja też robię się wyjątkowo głodna gdy pomyślę o czymś z wiśniami i czekoladą. Niestety tego dnia, kiedy naszła mnie ochota na coś pysznego, nie mogłam upiec ciasta. Żałuję, ale dopadł mnie brak czasu. I lenistwo. Ogrom lenistwa. Nie było jednak to aż takie lenistwo,by nie pozwolić sobie na niezrobienie niczego pysznego. Przygotowałam więc sobie deser. Ryż na mleku  z dodatkiem kremówki, pyszny wiśniowy sos i dużo czekolady. Uzbrojona w taką słodka broń, mogłam zacząć się relaksować. A relaks był mi wyjątkowo potrzebny. Jak wiadomo, po chorobie , należy o siebie zadbać i porozpieszczać. Również kulinarnie. Jeżeli ktoś ma ochotę na odrobinę kulinarnej przytulności, to zapraszam do kuchni, robimy pyszny deser.

Składniki:
150 gramów ryżu jaśminowego
250 ml mleka
100 ml śmietanki kremówki 30 %
6 kostek gorzkiej czekolady startych na tarce
Kilkanaście wiśni
1 łyżka brązowego cukru
Szczypta imbiru
Szczypta kardamonu
Szczypta soli

Ryż zalewam mlekiem, lekko solę. Gotuję około 15 minut, aż ryż wchłonie płyn. Gdy jest prawie gotowy, dodaję śmietankę, zdejmuję ryż z ognia i odstawiam na 5 minut, by napęczniał i wchłonął śmietankę.
Dryluję wiśnie, przekładam je do rondelka, zasypuję cukrem i przyprawami, dodaję 2 łyżki wody. Gotuję owoce około 5-6 minut, aż woda odparuje, a sos zgęstnieje.
Ryż przekładam do miseczek, na wierzchu kładę sos wiśniowy, posypuję tartą czekoladą.




piątek, 29 czerwca 2018

Jogurtowy czereśniowiec

Czasem myślę sobie, że są ludzie urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą. Albo pod mniej szczęśliwą. I jest trzecia kategoria. Ja. Także tego, pierwsza letnia choroba już za mną. Albo raczej w trakcie. Elegancko prawda? Dopiero co miałam anginę, a teraz proszę, zapalenie gardła i zatoki. O ile nie wyglądam na 30 lat, mentalnie mam 20, to mam ciało przedszkolaka. Choruję co miesiąc, jak dziecko w przedszkolu. Zastanawiam się, czy to jest śmieszne, czy już powinnam zacząć płakać? W każdym razie nowy tydzień zaczęłam od domowych klimatów. Koc, dużo herbaty, jeszcze więcej chusteczek. Miód, cytryna i seriale. I książki. I głupie gazetki o tym co w letniej modzie piszczy. Drugiego dnia poczułam się bardziej na siłach by iść do kuchni i zjeść coś dobrego. Kiedy robiłam sobie tosta z miodem i truskawkami, zauważyłam nadmiar czereśni. A jako, że kręciło mnie ku czemuś słodkiemu, wymyśliłam,że błyskawicznie zrobię ciasto. Jogurtowiec z czereśniami. Uwielbiam te ciasta, które robi się w jednej misce, w 3 minuty. Najdłużej tutaj trwało drylowanie czereśni. Reszta to parę chwil i już placek wędruje do piekarnika. Bez problemów i mamy delikatne, miękkie i puszyste ciasto. 


Składniki:
400 gramów jogurtu naturalnego
400 gramów mąki
4 łyżki oleju rzepakowego
2 jajka
100 gramów cukru
Czubata łyżka proszku do pieczenia
Ekstrakt śmietankowy
Kilkanaście czereśni
Dodatkowo cukier puder
Jajka ucieram z cukrem i olejem, dodaję olejek śmietankowy. Dolewam jogurt i ucieram. Teraz czas na składniki sypkie- mąkę i proszek do pieczenia. Dokładnie łączę wszystkie składniki. 
Czereśnie myję i usuwam pestki. 
Tortownicę wykładałam papierem do pieczenia. Rozgrzewam piekarnik do 190 stopni.
Do tortownicy wylewam ciasto, układam z wierzchu owoce. Piekę placek 45-50 minut. Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem. 


środa, 27 czerwca 2018

Pomidorowe naleśniki z ziołowym serkiem

Co jak co, ale na naleśniki to prawie zawsze mam ochotę. Kiedy uświadomiłam sobie ostatnio, jak długo ich nie przygotowywałam, aż zrobiło mi się smutno. Musiałam natychmiast nadrobić to zaniedbanie i w ten oto sposób na moim stole pojawiły się pomidorowe naleśniki z bardzo prostym nadzieniem. W sam raz na szybki obiad. Ja przygotowałam je przed swoją imprezą urodzinową. W końcu 30 lat to idealna okazja do tego, by zebrać wspaniałych przyjaciół, spotkać się i spędzić miło czas. Chociaż przyznaję się, nie lubię być w centrum zainteresowania, bycie główną atrakcją wieczoru jest dla mnie krępujące. Ale powiem Wam, że tym razem nie było stresu, o nie. Była za to czysta przyjemność. I oczywiście masa prezentów, na które z pewnością nie zasłużyłam. Pochwalę się Wam potem tortem, który zrobił ogromne wrażenie i smakował tak samo pięknie jak wyglądał! Jestem zachwycona, bo wyszedł dużo lepiej niż na zdjęciu, które robiło za wzór. I chociaż nie lubię tortów, naprawdę nie lubię, to ten zjadłam z wielką przyjemnością. Był to biszkopt, lekki krem śmietankowy, biszkopt i dużo,  dużo kawałków pysznego mango. Wszystkim niezwykle smakował i zrobił wielkie wrażenie. Zdecydowanie został gwiazdą imprezy, a ja mogłam zająć się zachwytami nad prezentami :)



Składniki:
Naleśniki:
2 jajka
4 łyżki przecieru pomidorowego
200 ml mleka
100 ml wody mineralnej
350 ml mąki
2 łyżki oleju
Sól

Nadzienie :
200 gramów serka śmietankowego
2 garście szczypiorku
1 garść posiekanego koperku
1 garść zielonej pietruszki
Sól
Pieprz



Do wysokiego naczynia wbijam jajka, dodaję mleko i wodę mineralną. Powoli dodaję mąkę, miksuję wszystkie składniki. Teraz czas na dodanie oleju i przecieru, oraz soli. Delikatnie łączę składniki, odstawiam na kwadrans. W międzyczasie szykuję nadzienie. Serek łączę z ziołami, doprawiam, chłodzę w lodówce.
Rozgrzewam patelnię do smażenia naleśników i smażę średniej grubości naleśniki,smaruję je farszem, roluję, i kroję na mniejsze kawałki. Można podawać na ciepło, bądź jako przystawkę na zimno. 


poniedziałek, 25 czerwca 2018

Wiśniowa manna

I pojawiły się wiśnie. Co jak co, ale te owoce uwielbiam. Co prawda nie tak jak truskawki, ale wiśnie są na szczycie mojej listy ulubionych owoców. Szczególnie te przetworzone, w cieście, w dżemie, w kompocie. Albo jako dodatek do kaszy manny. Przyznaję, chociaż mannę jem bardzo często, to wersję z wiśniami dopiero pierwszy raz. Maliny, truskawki, jagody, ale wiśnie? No właśnie, wiśnie wpadły tutaj pierwszy raz. Ten pyszny deser, albo i śniadanie, względnie podwieczorek przygotowałam sobie na bardzo wietrzny i burzowy dzień. Z jednej strony deszcz pokrzyżował mi plany. Z drugiej wiedziałam, że po miesiącu suszy, ta deszczowa godzina będzie wybawieniem. Bardzo smutno chodzi się po mieście, gdzie trawa jest żółta, kwiaty usychają, a liście osiągnęły maksymalny poziom zieleni, i zdaje się, że zaraz zaczną się przebarwiać na żółto i czerwono. A przecież dopiero co zaczęło się lato. I sezon na wiśnie.


Składniki:
5 łyżek kaszy manny
200 ml mleka ( u mnie sojowe) plus łyżka
Ekstrakt waniliowy
około 10 wiśni
Łyżeczka budyniu waniliowego


W garnuszku podgrzewam mleko z wanilią, dodaję kaszę manną i gotuję około 5 minut.
Budyń łączę z łyżką mleka, dodaję rozgniecione wiśnie, dodaję mieszankę do kaszki i gotuję około 2 minut.
Mannę podaję na ciepło, albo na zimno.

sobota, 23 czerwca 2018

Drożdżówka na mleku w proszku. Rabarbar i truskawki

Jest weekend. Obowiązkowo musi być ciasto. Dziś klasycznie, cała blacha domowej drożdżówki z truskawkami i rabarbarem. Powstała na specjalnie mej mamy, która powiedziała, że z wielką chęcią zjadłaby prostą drożdżówką, z duża, z bardzo dużą ilością owoców. Mówisz mamo i masz. Mi nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Nie ma nic lepszego niż prawdziwie domowa drożdżówka z owocami i kruszonką. Takie wypieki zdecydowanie kojarzą mi się z dzieciństwem. Z czekaniem, aż drożdżowe ciasto wreszcie wyrośnie, aż będzie można je wstawić do pieca. A potem odliczanie czasu aż będzie gotowe i próbowanie wszystkich możliwych sposobów, byleby tylko szybciej wystygło. To ciasto będzie idealne na niedzielny deser, i świetne jako poniedziałkowe śniadanie do kubka kakao. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała jakoś zmodyfikować klasyczny przepis. Tym razem do ciasta dodałam więc mleko w proszku. Dzięki temu placek miał wyjątkowo maślany smak i bardzo długo pozostał miękki i delikatny. A znam takie drożdżówki co już pod wieczór, są nieprzyjemnie twarde. To jest inne, niby niewielka modyfikacja, ale jaki dała efekt!
Jeżeli nie macie pomysłów na weekendowe ciasto, to polecam tę drożdżówkę. Mnie czeka bardzo intensywny weekend. Mam tylko nadzieję, że dopisze pogoda, nie zabraknie sił, a pozytywne emocje, zniwelują ewentualne  zmęczenie. Pięknego weekendu!


Składniki:
3 jajka
550 gramów mąki pszennej
1/2 paczki drożdży świeżych
10 łyżek mleka w proszku
100 gramów masła
100 gramów mleka
100 gramów cukru
Ekstrakt śmietankowy
2 laski rabarbaru
20 truskawek

Kruszonka:
50 gramów masła
80 gramów mąki
4 łyżki cukru
2 łyżki cukru waniliowego

Dodatkowo:
2 łyżki roztopionego masła


W dużej misce rozcieram drożdże z łyżką cukru, mleka i mąki. Zostawiam na kwadrans.
W międzyczasie roztapiam masło, dodaję do niego mleko ( płyn) i studzę.
Gdy zaczyn podwoi swoją objętość, dodaję do niego mąkę, cukier, jajka i ekstrakt waniliowy. Dodaję mleczną mieszankę, na końcu dosypuję mleko w proszku. Zagniatam gładkie ciasto- trwa to 10 minut. Formuję  z niego kulę, przykrywam czystą ściereczką i zostawiam w cieple na godzinę.
W międzyczasie szykuję owoce, dokładnie je myje, rabarbar obieram z twardawej skórki i kroję na małe kawałki. Truskawki pozbawiam szypułek i kroję na połówki.
Zagniatam kruszonkę z podanych składników.

Blachę do pieczenia wykładam papierem. Ciasto jeszcze raz zagniatam i przekładam na blachę, lekko je przy tym rozciągając. Układam owoce na wierzchu, polewam całość masłem. Posypuję kruszonką, zostawiam ciasto na kwadrans.
Rozgrzewam piekarnik do 190 stopni, placek piekę przez 35 -40 minut w 190 stopniach.

czwartek, 21 czerwca 2018

Cukinia, mozzarella, kuskus

Pamiętam jak z 6-7 lat temu miałam zapalenie oskrzeli. Rodzina wyjechała na długi weekend, a ja zostałam sama z zapasem cukinii w lodówce. Oglądałam wtedy program kulinarny, mówiąc szczerze prawie cały dzień spędziłam przed telewizorem. Był to maj, była to sesja, ja jeszcze byłam studentką i powinnam była się uczyć. Ale dajcie studentowi antybiotyk i chorobę i na pewno z przyjemnością będzie pilnie studiował akademickie podręczniki. Tak więc zaległam w szlafroku na kanapie, przeskakiwałam z kanału i kanał i w końcu trafiłam na włoski program kulinarny. Miły kucharz szykowałam tam kotleciki z cukinii. Były bardzo, ale to bardzo proste. Miałam wszystkie składniki  i w niecały kwadrans miałam gotowy obiad. Przepyszny obiad dodajmy. Ten przepis zapamiętałam i parę razy powtórzyłam. Ostatnio znów miałam nadmiar cukinii, i zapragnęłam przygotować sobie cukiniowe kotleciki. Pominęłam jednak panierkę, która na ten ciepły dzień, wydawała mi się zbędna. Dlatego przepis już nie należy do włoskiego kucharza, to moja wariacja na temat włoskich, cukiniowych kotlecików. Sprawdzą się na szybki obiad i na kolację. Przepis jest uniwersalny, banalnie prosty, i oczywiście bardzo prosty.


Składniki:
1 średnia cukinia
1 opakowanie sera Mozzarella
Po dużej szczypcie słodkiej i ostrej papryki
Sól
Pieprz
Oliwa z oliwek
Kuskus zalany domowym bulionem
Koperek

Cukinię myję, młodej nie trzeba obierać, ja obieram, bo nie przepadam za skórką. Cukinię kroję w średniej grubości plastry, posypuję solą, i odstawiam na moment. Następnie przepłukuję i osuszam papierowym ręcznikiem.
Rozgrzewam oliwę na patelnię, wrzucam cukiniowe krążki, posypuję papryką i pieprzem, smażę po 2 minuty z każdej strony. Mozzarellę kroję w cienkie plastry, układam je na cukinii, posypuję przyprawami i podsmażam 2 minuty, by ser zaczął się topić.
Kuskus łączę z posiekanym koperkiem, na wierzchu układam cukiniowe kotleciki. Podaję na gorąco.

wtorek, 19 czerwca 2018

Ciasto pomarańczowo-kokosowe

Dziś będzie ciasto przedurodzinowe. Jeżeli twoje 30 -ste urodziny wypadają w środku tygodnia, nie licz na tort. To znaczy na tort liczę, ale w sobotę. Piec nie będę, nie, nie. Tego dnia będę świętować z moimi przyjaciółmi. Ja tylko sobie ten tort wymyśliłam. Krok po kroku. Ku rozpaczy szefa kuchni mojej ukochanej kawiarni. No cóż, mam nadzieję,że efekt przejdzie moje najśmielsze oczekiwania. I gości oczywiście. W oczekiwaniu na mój tort, przygotowałam sobie proste, ale wspaniałe ciasto. Kokos i pomarańcze. Tak, wiem, teraz wszyscy robią ciasta z truskawkami i rabarbarem. Ale mi zapragnęła się odmiana. Poza tym kokos i pomarańcza, to sami musicie przyznać, bardzo wakacyjny smak. Dlatego też to ciasto uważam za idealne na wakacyjne chwile. Do tego jego forma idealnie sprawdza się by zabrać je z sobą i pałaszować poza domem. Na przykład na ukochanej plaży. Plus mieszkania nad wodą, swoje urodziny możesz spędzić na plaży. Ot tak po prostu, po pracy. Bierzesz ciasto, bliskich, i za 10 minut robisz szybki piknik. Urodzinowy piknik. Jak to jest mieć 30 lat? Jeszcze nie mogę za wiele powiedzieć na ten temat. No dobra, fajnie. Po prostu fajnie :)


Składniki:
3 duże jajka
150 gramów masła
100 gramów cukru trzcinowego
4 łyżki mleka
2 szklanki mąki pszennej
2 pomarańcze
4 łyżki wiórków kokosowych
1 łyżka proszku do pieczenia
Dodatkowo:
Masło i bułka tarta do formy


Ucieram jajka z cukrem, dodaję masło i ucieram całość na jednolity krem. 
Z 1 pomarańczy ścieram skórkę i wyciskam sok, dodaję do ciasta, razem z mlekiem. 
Mąkę przesiewam z proszkiem do pieczenia, dosypuję do ciasta i mieszam dokładnie wszystkie składniki. 

Tortownicę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Na wierzchu układam cząstki z pozostałej pomarańczy, wierzch posypuję wiórkami kokosowymi. Ciasto piekę przez 40-45 minut w 185 stopniach. 


niedziela, 17 czerwca 2018

Pierś z kurczaka w Parmezanie

Uff, przyszedł już kolejny weekend. Ten tydzień był dość ciężki. Nie, teraz to przesadziłam. Był bardzo ciężki. Do tego bardzo intensywny. Już koło środy, miałam wrażenie, że już piątek. W czwartkowy poranek doszłam do wniosku, że popsuł się czas. Tak, musiał się popsuć, bo przecież czwartek był co najmniej trzy dni temu. Czemu więc znów każą mi wstawać i maszerować do pracy? W pracy miałam lekki kryzys. Taki kryzys egzystencjalny. To był tydzień testowania mojej cierpliwości. A, że matka natura nie obdarzyła mnie jakimś niezwykłym zapasem tej cnoty to bywało różnie. Nawet spacery po pracy mnie tak nie cieszyło, bo padało, albo wiało. A do tego wszyscy dookoła uparli się,że nadszedł czas by kosić trawę. Moje alergiczne alter ego było zachwycone. Mogło sobie kasłać ile wlezie. I kichać i płakać. Non stop płakać. Ale na szczęście tydzień się kończy. Weekendowy obiad to zaś czas by przy pysznym posiłku dokonać wewnętrznego resetu. Do tego resetowania się, polecam kurczaka w parmezanowej panierce. Kotlety robi się wyjątkowo szybko i są wyjątkowo smaczne. Czyli musicie je zrobić.

Składniki :
1 podwójna pierś z kurczaka
1 jajko
4 łyżki Parmezanu
2 łyżki bułki tartej
Ząbek czosnek
Słodka papryka- pół łyżeczki
Ostra papryka-szczypta
Świeżo mielony pieprz
Sól
Masło klarowane



Mięso myję, osuszam, wykrajam 4 kotlety, lekko rozbijam. Oprószam  słodką papryką, solą i pieprzem .
Ubijam jajko z rozgniecionym ząbkiem czosnku, parmezanem, solą, pieprzem i ostrą papryką. Dodaję do masy bułkę tartą. Kotlety obtaczam w panierce. Smażę mięso na rozgrzanym maśle klarowanym po 4 minuty z każdej strony.

piątek, 15 czerwca 2018

Dwa pomysły na śniadania. Słodko/Słono.

Uwielbiam letnie poranki. Szczególnie te czerwcowe i lipcowe. Te chwile pełne ciszy, słońca i ciepła. Lubię patrzeć za okno, widzę zieleń i od razu nastrajam się pozytywnie na całą resztę dnia. Śpiew ptaków, spokój. Mam wrażenie, że miasto zamiera. Nikt się nie śpieszy a cały świat celebruje letnią radość. Aby jeszcze bardziej poddać się letniemu klimatowi, proponuję dwa zestawy śniadaniowe. Dla tych co lubią coś na słodko będzie miodowy jogurt z granatowym jabłkiem, zdecydowanie jest to rajskie śniadanie. Dla tych co z rana mają ochotę na coś konkretniejszego proponuję zdrową wersję hot doga. Żytnia bułka pełna ziaren, warzywa i parówka o 100 % zawartości mięsa- tak, są już takie. Nieważne czy Wasz poranek będzie słodki, czy też słony. Taki poranek będzie po prostu przepyszny.

Zdrowy hot dog ( 1 porcja)
Bułka żytnia z ziarnami
1 parówka wysokiej jakości
1 plasterek żółtego sera
1 łyżeczka serka kanapkowego śmietankowego
2 listki sałaty
Ogórek małosolny
Łagodny ketczup



Podgrzewam parówkę. Bułkę smaruję serkiem, układam warzywa i ser. Do środka wkładam ciepłą parówkę, polewam ketczupem i zajadam od razu po przygotowaniu.

Jogurt-Granat-Jabłko ( 1 porcja)
150 ml jogurtu greckiego
1 małe jabłko
2 łyżki pestek granatu
2 łyżki soku pomarańczowego
1 łyżka miodu
Szczypta cynamonu


Jogurt łączę z miodem, chłodzę.
Jabłko obieram, kroję w kostkę, podduszam z sokiem pomarańczowym około 3 minut, dodaję pestki granatu i cynamon. Duszę owoce około 5 minut.
Na miodowym jogurcie kładę ciepłe owoce.





wtorek, 12 czerwca 2018

Ciasto Milion Kalorii.

Nie mogłam znaleźć idealnej nazwy dla tego ciasta. Bo jak je nazwać? Czekoladowiec? Nie oddaje to w pełni złożoności wypieki. Kawowiec? Lekko mylące. Kajmakowiec? Brzmi tak sobie. Orzechowiec? Za dużo powiedziane. Rozpustnik? Byłoby ok, ale brzmi dwuznacznie. Stanęło więc na Cieście milion kalorii. Nie sprawdziłam oczywiście w certyfikowanym laboratorium, czy suma kalorii równa się tysiąc. Ale po szybkich obliczeniach w mojej głowie wyszło mi mniej czy też więcej tysiąc kalorii. Tysiąc pysznych kalorii. Dlaczego to ciasto pojawiło się na moim stole? Czy wiecie, że jutro mamy Dzień Sióstr? To idealna okazja by wspólnie poświętować. Relacja siostry z siostrą, bywa różna. Chyba jest tak, że im więcej nas łączy, tym więcej nas dzieli. A sprawa się komplikuje kiedy jesteś młodsza od swojej siostry o rok. O równy roczek, równe, bite 12 miesięcy. I wszyscy traktują was jak bliźniaczki. A ty jesteś przecież zupełnie inna i nie lubisz jak patrzy się na ciebie przez pryzmat starszej siostry. Bywa ostro. I konflikty wiszą w powietrzu. Na szczęście tego co łączy,  jest dużo, dużo więcej. I fajnie spędza się czas razem. Czy to na koncercie, czy to na spacerze, czy to oglądając filmy. Albo przy stole, kiedy można zjeść pyszne ciasto. Ten placek składa się ze wszystkiego co lubię ja i moja siostra. Jest tu więc czekoladowo- kawowy spód, krem kajmakowy z masłem orzechowym i na górze, a to zaskoczenie, grubaśna czekoladowa polewa. Tak więc nie żartuję, kiedy mówię,że to ciasto ma milion kalorii. I nie żartuję kiedy mówię, że ten wypiek jest przepyszny. Spód smakuje nieco jak brownie, jest wilgotny i ciężki, bardzo intensywny w smaku. Do tego ten pyszny krem i krucha czekolada. Można się rozmarzyć...


Składniki na średnią blaszkę :

2 średnie jajka
1,5 szklanki  mąki pszennej
80 gramów rozpuszczonej margaryny Palma
100 ml mleka
6 łyżek gorzkiego kakao
6 łyżek przestudzonego espresso z 2 łyżek mielonej kawy
2 paczki cukru z prawdziwą wanilią
3 łyżki brązowego cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli

Krem kajmakowy z masłem orzechowym:

Puszka masy kajmakowej
2 łyżki kremówki
2 czubate łyżki masła orzechowego

Polewa czekoladowa:

80 gramów gorzkiej czekolady
4 łyżki kremówki


W garnuszku roztapiam margarynę Palmę, dodaję mleko i studzę.
W misce ubijam jajka, kawę, i dwa rodzaje cukrów. Następnie dodaję płynną mieszanką mleczną, ucieram składniki. Przesiewam mąkę razem z kakao,proszkiem do pieczenia i solą. Dokładnie łączę wszystkie składniki, ciasto powinno mieć konsystencję budyniu. Wylewam je na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i piekę 40 minut w 185 stopniach. Póki jest ciepłe robię trzonkiem noża nacięcia w cieście. Studzę.
W garnuszku lekko podgrzewam masę kajmakową z kremówką i masłem orzechowym. Ciepłą masą smaruję ciasto, tak aby jak najwięcej kremu znalazło się w środku ciasta - masa powinna wypełnić nacięcia.
Na końcu szykuję polewę, roztapiam czekoladę z kremówką. Ciepłą polewą smaruję wierch ciasta. Placek należy przechowywać w lodówce, najlepszy jest na drugi dzień.



Palma - zróbmy coś dobrego

niedziela, 10 czerwca 2018

Restauracja Galicyjska. Brzesko

Dziś mała wycieczka, czyli podróż kulinarna, aż do Małopolski. Nie wiem jak Wy, ale zawsze mam problem z jedzeniem w podróży. Bo ciężko zaplanować wcześniej, kiedy i w jakim miejscu dopadnie nas głód. Dlatego trzeba wybrać dane miejsce dość spontanicznie. W kwestii wyboru restauracji staram się jednak unikać spontaniczności, bo różnie może się to skończyć. Na szczęście dzięki technice można sprawdzić gdzie zjeść. Nas głód dopadł w okolicy Brzeska, szybko przeszukałam odpowiednie aplikacje i bach, bardzo dobre opinie zbierała restauracja Galicyjska. Skusiła nie tylko zadowolonymi klientami, ale i lokalnym menu. Czyli nic tylko jeść.


Wnętrze nie jest może zgodne z najnowszymi trendami, ale za to jest schludnie i czysto. Nie mogłam zwiedzić całej restauracji, gdyż na miejscu odbywała się komunia, i zostaliśmy zaproszeni na werandę, ale nie można się było do niczego przyczepić. Wyjątkowo miły pan kelner chętnie nam doradzał, tłumaczył poszczególne pozycje w menu, żartował, zdecydowanie poczuliśmy się jak w domu. Z menu, które było w sam raz jeżeli chodzi o objętość i liczbę pozycji. Restauracja oferuje dania regionalne, dziczyznę, oraz klasyki, typu pierogi czy schabowe. Wegetarianie również znajdą coś dla siebie, placki z sosem grzybowym, naleśniki ze szpinakiem czy pierogi.  Na początek wybraliśmy polewki kminkowe i czosnkowe, placki z gulaszem i pierś z kurczaka w pomarańczach. Po 10 minutach na stole pojawiły się zupy, a po kolejnych 15 minutach dania główne.


Zupa czosnkowa była intensywna i bardzo aromatyczna. Kminkowa okazała się rewelacyjna, bardzo oryginalna i nieoczywista. Kompletnie nie wiem jak się ją przygotowuje i bardzo tego żałuję. Niestety, miły pan kelner nie mógł zdradzić przepisu, za to zaprosił ponownie. Czas na drugie dania. Wszystko było pięknie podane, porcje były naprawdę duże i cieszyły oko. Wszystko pachniało pysznie i zachęcało do próbowania. Placki były nie do końca w moim stylu. Być może to specyfika miejsca, ale ja wolę nasze kaszubskie placki. Cieniutkie i bardzo chrupiące. Te, były chyba z dodatkiem gotowanych ziemniaków, ale nie były to moskole, bo miały dodatek surowych ziemniaków. W każdym razie dla mnie były za grube i za mało chrupiące. W połączeniu z gulaszem- bardzo smacznym dodajmy, szybko zrobiły się tak miękkie, że czułam się jak bezzębne niemowlę, placki, można było jeść łyżeczką. Ale za to gulasz smakował świetnie, był świeży, w punkt doprawiony i bardzo smaczny. Kurczak i pieczone ziemniaczki dostały piątkę. Z małym minusem. Minuskiem był nadmiar pomarańczowego sosu, był oczywiście smaczny, ale wolę jak sos jest dodatkiem,a  nie główną atrakcją potrawy.

Podsumowując jedzenie było naprawdę dobre, mimo paru zastrzeżeń. Obsługa rewelacyjna, ceny adekwatne do jakości. 2 daniowy obiad z napojami to koszt około 80 złotych ( cena za dwie osoby). Śmiało mogę polecić to miejsce, bo serwuje świeże i smaczne potrawy. A Pan kelner jest po prostu kelnerem idealnym.





Restauracja Galicyjska, Brzesko, ul. T. Kościuszki 61

piątek, 8 czerwca 2018

Owsiane placki kakaowe z truskawkami

Kolejne śniadaniowe placuchy.  Tym razem przygotowane z mielonych płatków owsianych i kakao. Do tego dużo truskawek, i już gotowe. Czasem mam takie poranki, gdzie gonię swój cień i ciągle jestem spóźniona. A czasem, budzę się 10 minut przed czasem i mogę poświęcić nieco więcej czasu. W takie poranki powstają placki, owsianki, bogate kanapki. Latem staram się nasycić truskawkami do oporu. Dodaję je  do każdego posiłku. No, prawie do każdego. Ale do takich placków, zdecydowanie pasują i muszą się pojawić. Truskawki kupuję jak szalona, wciąż czekam na swoje. Moje balkonowe sadzonki ładnie się przyjęły, ale musiały stawić czoło tynkowaniu i ocieplaniu bloku. Nie trafiły więc na najbardziej sprzyjające warunki. Ale jeszcze chwila, jeszcze momencik, wrócą na swoje miejsce, i mam nadzieję obrodzą dziesiątkami owoców. Na razie korzystam ze sklepowych truskawek i jem bez ograniczeń.


Składniki:
4 łyżki płatków owsianych
1 małe jajko
4 łyżki mleka
1 czubata łyżka budyniu czekoladowego
2 łyżki kakao
Kilkanaście truskawek
Ekstrakt waniliowy
Masło klarowane

W młynku do kawy mielę płatki owsiane. Ubijam jajko z mlekiem, dodaję powoli wszystkie suche składniki i łączę w gładką masę.
Rozgrzewam  masło klarowane na patelni, formuję placuszki i smażę je przez 2 minuty z każdej strony.
Rozgniatam truskawki, łączę je z ekstraktem waniliowym. Podaję razem z placuszkami.

środa, 6 czerwca 2018

Duszone mielone z papryką

Na parę dni mamy odpocząć od upałów. Może to i dobrze? Równowaga w przyrodzie musi być. Uwielbiam lato i ciepło, ale kiedy cały dzień spędzam w biurze, cierpię. Cierpię, bo wysokie temperatury mnie rozleniwiają i ciężko mi się skupić. Myślami jestem nad morzem, albo chociaż w  parku. Biurko, krzesło, komputer i faktury, to ostatnie o czym myślę. Mam nadzieję,że weekend znów będzie ciepły i słoneczny, a chwilowym spadkiem temperatur się nie przejmuję. W końcu mam ochotę na jakiś konkretny obiad. Ostatnio mogłabym się żywić jedynie makaronem z truskawkami i sadzonym jajkiem z dużą porcją mizerii. Odpuścił upał, czas na mielone. Duszone, delikatne, rozpływające się w ustach. W pysznym paprykowym sosie. Wystarczy zrobić kotlety, pokroić paprykę, i pozwolić daniu się dusić. Bardzo prosto, a efekt pozytywnie Was zaskoczy. Jeżeli lubicie mielone kotlety, ale nieco się już Wam opatrzyły, to spróbujcie tego pomysłu na inne mielone. Będziecie zadowoleni.


Składniki na 5 porcji:
75 dg mięsa mielonego ( u mnie z łopatki)
1 jajko
2 czerwone papryki
1 cebulka
3 ząbki czosnku
2 łyżki bułki tartej
Łyżka mąki
350 ml bulionu wołowego
Po łyżeczce majeranku, słodkiej papryki i suszonego koperku
Duża szczypta chilli
Łyżeczka mielonego imbiru
Sól
Pieprz
Olej do smażenia

Do podania:
Puree, ogórki, kiełki

Papryki myję i kroję w drobną kostkę. Cebulę siekam razem z czosnkiem.
Mięso mielone wyrabiam z jajkiem, bułką tartą i połową porcji papryki. Dodaję również połowę porcji czosnku i cebuli. Doprawiam wszystkimi przyprawami-poza imbirem. Z masy formuję 5 kotletów. Obtaczam je delikatnie w mące, podsmażam je delikatnie na oleju, przez 2 minuty z każdej strony. Następnie dodaję na patelnię czosnek, cebulę i paprykę. Smażę całość przez 10 minut, odwracając kotlety. Po tym czasie dodaję bulion i mielony imbir. Duszę danie przez 15 minut.
Podaję z puree i ogórkami.


poniedziałek, 4 czerwca 2018

Wiosenna zupa szpinakowa z pieczarkami

Były szparagi, młoda kapusta, rabarbar, pierwsze truskawki. Czas na szpinak. Szpinak albo się kocha, albo nie znosi. Ja uwielbiam. Od dziecka. Nawet te nijakie papki mi smakowały. Może dlatego, że byłam wielką, wielką fanką Popeya i uważałam,że jedząc szpinak będę silna jak on? W każdym razie wśród niewielu produktów jakie jadłam jako dziecko, szpinak zawsze był na szczycie listy. Nie wiem czemu, zawsze byłam oryginalnym dzieckiem. O ile szpinak często gości u mnie w kuchni, to nie jest za często u mnie w domu pod postacią zupy. Raz robiłam bagienną zupę, i zapragnęłam powtórki, tylko teraz zrobiłam co innego. Moja zupa to miks szpinaku i pieczarek. Oryginalnie i pysznie. I co najważniejsze, zupa jest prosta w przygotowaniu. W sam raz na ciepłe dni, kiedy należy szczególnie dbać o odpowiednią ilość płynów. Taka zupa i nasyci i nawodni. Idealna na letni obiad, szczególnie 
polecam w towarzystwie bagietki. 


Składniki:
0,5 kilograma małych pieczarek
Pęczek szpinaku
1 duża marchewka
1 pietruszka
1 cebula
2,5 litra bulionu warzywnego
Łyżka klarowanego masła
Sól
Pieprz
2 ząbki czosnku
1 liść laurowy
2 ziela angielskie
Natka pietruszki

Szpinak dokładnie płuczę, drobno siekam. Pieczarki przepłukuję, kroję każdą na trzy części. Siekam drobno czosnek i cebulkę. Marchewkę i pietruszkę obieram, trę na tarce. 
Na dużej patelni rozgrzewam masło. Wrzucam czosnek i cebulkę, podsmażam minutę, następnie dodaję pieczarki, smażę przez 2-3 minuty. Czas dodać szpinak, podsmażam aż znacznie zmniejszy swoją objętość - około 5 minut, wrzucam resztę warzyw, smażę około 3 minut. Zawartość patelni przekładam do garnka, zalewam bulionem, doprawiam, gotuję około 30 minut. 
Przed podaniem posypuję zupę dużą porcją, drobno posiekanej pietruszki. 


sobota, 2 czerwca 2018

Babeczki Krecika. Brownie z truskawkami

Wczoraj był dzień dziecka. Dzisiejszy przepis będzie więc w dziecięcym stylu. Bo czemu niby mamy świętować tylko jeden dzień? Świętujmy cały weekend. Dzień dziecka, to w zasadzie święto każdego z nas. Nie tylko tych najmłodszych. W końcu każdy z nas powinien nosić w sobie, choćby odrobinę dzieciaka. I pozwalać sobie na mniejsze i większe szaleństwa. Ja, chociaż niedługo kończę 30 lat, w ogóle nie czuję się dorosła. A gdzie tam, z roku na rok, jestem coraz bardziej szalona i mam w sobie dużo więcej spontaniczności i radości. No cóż, w przyrodzie nic nie ginie, kto był kiedyś sumiennym i porządnym dzieckiem, teraz musi nadrobić wszystkie braki. Więc już nie roztrząsam przez 3 dni, czy kupię tę piękną sukienkę w kwiatki, czy mnie na nią stać i czy warto, po prostu kupuję. Już nie żyję tak z kalendarzem w ręku, lubię odstępstwa od rutyny. Znów widzę drobiazgi, które uciekały mi w codzienności, i dają mi one masę, ale to masę radości. Zrywam polne kwiaty i przenoszę ślimaki na trawę. Bawię się w kolorowanie i jem kaszę mannę w łóżku. A może właśnie to jest ta dorosłość? Pozwolenie sobie na bycie dzieckiem? Nie wiem, ale wiem, że te krecikowe babeczki wywołają u Was uśmiech i przeniosą do krainy dzieciństwa. W założeniu miały mi wyjść mini kopce kreta. Ale po drodze zmieniła mi się koncepcja. Z piekarnika wyszły mi więc mini brownie, które nadziałam pysznym kremem ze śmietanki kokosowej, dodałam truskawki i całość posypałam pokruszonym brownie. Ciężkie ciasto, wilgotne i bardzo czekoladowe. Słodki krem, truskawki... Czysta poezja.

Składniki:
 Babeczki Brownie:
2 małe jajka
300 gramów mąki pszennej
1/3 opakowania Palmy do pieczenia
3 łyżki gorzkiego kakao
Pół szklanki startej czekolady
100 ml mleka
1/3 szklanki cukru
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli

Krem:
Puszka śmietanki kokosowej
1 opakowanie usztywniacza do śmietany
120 gramów cukru pudru

Dodatkowo:
Kilkanaście truskawek

W garnuszku roztapiam Palmę, następnie dodaję mleko, kakao i ekstrakt waniliowy, studzę. Gdy masa przestygnie wbijam jajka i roztrzepuję składniki.
Przesiewam mąkę razem z kakao, dodaję sól, cukier i startą czekoladą. Łączę obie masy, przelewam ciasto do foremek na muffinki i piekę je 20-22 minuty w 185 stopniach. Studzę.
W międzyczasie szykuję krem. Schłodzoną śmietankę ubijam z cukrem pudrem i usztywniaczem na gładki krem. Chłodzę.
Z babeczek ścinam wierzchy i wydrążam środki. Kawałeczki brownie kruszę w dłoniach, odkładam na bok do miseczki. Do miseczek z brownie wkładam po kilka plasterków truskawek, przykrywam je kokosową śmietanką. Wierzchy babeczek posypuję obficie pokruszonym brownie. Dekoruję truskawkami.
Babeczki do czasu podania przechowuję w lodówce.






Palma - zróbmy coś dobrego
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...