Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 21 maja 2018

Szwedzkie ciasto z marcepanem.

Przepis na szwedzkie ciasto mazarynkowe zobaczyłam na blogu Moje Wypieki. Najpierw pomyślałam, że źle coś przeczytałam i chodzi o ciasto mandarynkowe. Chociaż potem zaczęłam myśleć i uznałam, że co jak co, ale Szwecja ma niewiele wspólnego z mandarynkami i niekoniecznie ten wypiek musi być jakimś narodowym przysmakiem na Północy Europy. Dopiero potem doczytałam, że ciasto mazarynkowe to ciasto cytrynowo-marcepanowe. Bardzo ciekawe w smaku. Skusiłam się, koniecznie chciałam je przygotować. Co prawda ostatnio rządzą ciasta z rabarbarem i wypieki z truskawkami, ale ja idę pod prąd i zabrałam się za ciasto marcepanowe. Przyznaję, nieco mnie poniosło. Zamiast zrobić wszystko zgodnie z przepisem, zaczęłam robić po swojemu. Gdy się zorientowałam było już za późno na zmianę, ale myślę,że nie wpłynęło to negatywnie na ciasto. Główną zmianą było to, że dodałam marcepan w czekoladzie, ciasto zyskało inny kolor i przyjemny smak. Nie oszukujmy się, z czekoladą wszystko smakuje jeszcze lepiej! Zaś sposób przygotowania wypieku również był inny, ale mój nie okazał się trefny. Ba, placek zniknął błyskawicznie. Zaskakujące jest to jaki ten wypiek ma delikatny smak, marcepan nie dominuje, idealnie zaś łączy się z cytryną. Efekt jest naprawdę wspaniały. Otrzymałam lekkie, orzeźwiające, proste i pyszne ciasto. W sam raz do popołudniowej herbatki. Polecam na weekend, i w ciągu tygodnia. Szybko poprawia nastrój i wprowadza w błogi nastrój.


Składniki:
150 gramów masła
3 duże jajka
2,5 szklanki mąki pszennej
100 ml mleka
120 gramów marcepanu w czekoladzie (albo masy marcepanowej)
1/ 3 szklanki cukru
1 duża cytryna
1 łyżka proszku do pieczenia


Lukier:
2 łyżki soku z cytryny
4 łyżki cukru pudru

Dodatkowo:
Masło i bułka tarta do formy



Marcepan wkładam do zamrażarki na kwadrans.
Cytrynę parzę wrzątkiem, ścieram z niej skórkę i wyciskam sok.
Masło ucieram z cukrem, podaję sok i skórkę z cytryny. Jajka ubijam trzepaczką, dodaję mleko, delikatnie ubijam składniki, dolewam do maślanej masy.
Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do ciasta, ucieram szybko wszystkie składniki.
Marcepan ścieram na tarce- grube oczka,i dodaję do ciasta.
Formę do pieczenia smaruję masłem, posypuję bułką tartą, wylewam ciasto. Placek piekę około 40 minut w 190 stopniach, lekko studzę.
Z podanych składników szykuję lukier, polewam nim ciasto.





sobota, 19 maja 2018

Mielone z czosnkowym serkiem

Przez dłuższy czas nie miałam ochoty na mięso. Ale nagle przyśniły mi się mielone. Tak wiem, ludzie mają różne sny. Są  królami, mają romanse z gwiazdami kina, chodzą na obiad z prezydentem, albo ścigają przestępców lepiej niż James Bond. A mi śnią się mielone. No jak się przyśniło, to nie ma bata. Trzeba smażyć. Tym razem moje ulubione drobiowe kotlety, nadziałam serkiem z czosnkiem. Dzięki temu kotlety wyszły bardzo soczyste i delikatne. I aromatyczne, wyraźnie czosnkowe. Zapewniam, smakują wyjątkowo, tak bardzo je polubiłam, że robiłam dwa dni z rzędu.
Przede mną bardzo aktywna sobota, jeszcze niewiele zrobiłam,a  już jestem zmęczona! Co to będzie wieczorem? Miłej i smacznej soboty.



Składniki na 4 kotlety:
 65 dg mięsa mielonego z kurczaka
4 ząbki czosnku
Pół średniej cebulki
1 duże jajko
2-3 łyżki kaszy manny
Sól, pieprz
Majeranek
Słodka papryka
100 gramów serka topionego

Olej rzepakowy do smażenia

Do podania - ziemniaki i mizeria


Bardzo drobno siekam czosnek. Serek łączę z 3/4 ilością czosnku i wkładam na minimum kwadrans do zamrażarki.
Siekam  cebulkę i razem z czosnkiem, dodaję do mięsa, wbijam jajko, doprawiam, dodaję kaszę mannę, wyrabiam masę na kotlety. Kroję serek topiony w małą kostkę, dodaję do mięsa,  formuję kotlety.
Rozgrzewam olej, smażę mielone po 6 minut z każdej strony, na średnim ogniu,.
Kotlety świetnie smakują zarówno na ciepło, jak na zimno, jako dodatek do kanapek. Ja swoje podałam z ziemniakami i ogórkami.





czwartek, 17 maja 2018

Śniadaniowe serniczki pomarańczowe

Sernik na śniadanie? A czemu nie? Nie będę się przecież ograniczać. Tym bardziej kiedy czeka naprawdę intensywny dzień i od samego rana przyda mi się słodkie wsparcie. Tym razem do serniczków dodałam sok i skórkę  z pomarańczy, dzięki temu uzyskałam bardzo letni smak. Niektórzy uważają, że to zimowe owoce, jak dla mnie cytrusy to smak lata. Moje śniadaniowe serniczki usmażyły się błyskawicznie, energii  miałam na cały pracowity poranek, więc serdecznie je polecam. Smakują równie dobrze na zimno,to będzie wersja dla tych, co lubią podjadać takie cuda w pracy. Po takim śniadaniu, mam nadzieję,że dzień w pracy upłynie mi miło i przyjemnie. Choćby architektom praca paliła się w rękach, zachowam dobry nastrój.I choćbym zmokła jak kura w drodze do pracy. Są bowiem takie deszczowe poranki, że nawet parasol się poddaje...


Składniki:
250 gramów twarogu ( najlepszy będzie  śmietankowy)
1 pomarańcza
1 jajko
4 czubate łyżki mąki pszennej
Łyżka mleka
Szczypta proszku do pieczenia
Masło klarowane

Pomarańczę kroję na połówkę, z połowy ścieram skórkę i wyciskam sok. Drugą kroję  w plastry.
Twaróg rozgniatam widelcem razem z mlekiem. Dodaję sok i skórkę z cytryny, ucieram razem z mąką i proszkiem do pieczenia na gładką masę.
Rozgrzewam masło na patelni, formuję placuszki, smażę po 3 minuty z każdej strony. Podaję z pozostałymi plastrami pomarańczy. Można posypać dodatkowo cukrem pudrem.


wtorek, 15 maja 2018

Kulinarna Krynica

Wracam myślami do majówki. W tym roku zaszalałam, wyjechałam na drugi koniec kraju. Dalej już nie można. Znad morza wprost do Krynicy. Tylko 10 godzin podróży, i już jest, masa słońca i czystego powietrza. Widoki przyprawiały o zawrót głowy, taki pozytywny oczywiście. Spacery, leniwe chwile, totalny relaks, masa zwiedzania i czerpania przyjemności z każdej chwili. Jako, że majówka była momentem całkowitego oderwania się od codzienności, mimo tego, że w moim apartamencie był kompletny aneks kuchenny, nie zdecydowałam się na gotowanie. Chciałam odpocząć, zregenerować się po zimowych miesiącach, nabrać energii i odbyć anginową rekonwalescencję.
Jeżeli chodzi o jedzenie w Krynicy to jest z czego wybierać. Co krok znajduje się restauracja, bar, albo dość popularne tutaj jadłodalnie, gdzie można zjeść różnorodne dania. Często w menu można spotkać lokalnego pstrąga, jadłam go w barze U Tedika, faktycznie był świeżutki i bardzo dobrze zrobiony. Może lokal nie zachwyca wnętrzem,a raczej jego brakiem, bo to sezonowa knajpa na świeżym powietrzu, to jednak pstrąg i kwaśnica są godne polecenia. Nie polecam zaś placków ziemniaczanych, były mrożone, i kiepsko odgrzane. W środku paćkowate. No, ale nie można mieć wszystkiego.
Resztę dni jadłam w ośrodku u Leśników. Skusiły mnie tam śniadania i obiady w świetnej cenie. Za 18 złotych można było zjeść zestaw dnia, czyli zupę, danie główne i popić to kompotem. Śniadania zaś polegały na szwedzkim stole, można było jeść, tyle ile zmieści talerz i żołądek. Z| rana zestaw był dość tradycyjny, jajecznica, parówki, kiełbaska z cebulką, duży wybór serów i twarogów, regionalnych wędlin, jajek w majonezie i sałatek. Na słodko płatki, dżemy i miód. Mi osobiście brakowało jogurtów, brałam antybiotyk, więc na kolację musiałam sobie kupić ten zdrowy przysmak. Ale na śniadania nie mogłam narzekać, wszystkiego było pod dostatkiem, wszystko świeże i naprawdę smaczne. Obiady również były pyszne. Solidna porcja zupy, smakującej jak domowa. Do tego mięso, i różne dodatki. Mi najbardziej smakował schabowy z pyszną panierką. Próbowałam też pierogów, własnego wyrobu, i placka po góralsku, czyli po węgiersku. Wszystko smaczne, ciepłe, a porcje solidne. Nie da się ukryć, że jest to miejsce stołówkowe, wnętrze, czyste i schludne, nie zaspokoi może fanów eleganckich miejsc, ale jeżeli na wakacjach szukacie dobrych posiłków, które nie nadwyrężą portfela, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić to miejsce. Do tego piękny widok na Jaworzynę Krynicką, w cenie posiłku.



Krynica to kolebka góralskiej kuchni. Oscypki, bryndza, bundz- kupicie wszędzie i w miarę dobrej cenie. Ja fanką tych serów nie jestem, jedynie mogę zjeść oscypka, ale moja mama go uwielbia, więc zrobiłam jej spore zapasy. To co mnie zachwyciło to miejscowy nabiał, z Mleczarni z Nowego Sącza. Wspaniałe jogurty, które w składzie mają tylko mleko, i nic więcej. Pyszne twarogi, serki wiejskie i kefiry. Zaskakującym było to, że po powrocie do domu w Biedronce spotkałam bryndzę tej marki, w ramach akcji promowania narodowych specjałów. Obiecuję więc, że jak wprowadzą jogurt naturalny do oferty, to kupować będę każdą ilość.
Z tego co zaobserwowałam to Krynica miodem stoi. Można kupić każdą ilość i to dosłownie wszędzie. Z małych, wręcz działkowych pasiek, jak i tych nieco większych. Od rodzajów miodów może zakręcić się w głowie. Ja kupiłam pyłek kwiatowy, który ma mnie wzmocnić po antybiotyku, miód lipowo-wrzosowy -uwierzcie mi, przepyszny i pierzgę. Pierzga mi miks mleczka pszczelego,pyłku i miodu, czy wszystko co najlepsze w jednym słoiczku. No i najważniejsze, całuski czy miodowe pierniczki, malutkie, słodkie, ze wspaniałym składem, kupić można je przy każdym miodowym stoisku i naprawdę warto. W składzie tylko miód, mąka, jajka i przyprawy. A smak? Idealny.
Od miodu zrobiło się słodko, mogę więc przejść do deserów. 3 razy odwiedzałam Pijalnię Czekolady im. Jana Kiepury, ich czekolada była idealna, ani niezbyt gorzka,ani nie za słodka. O idealnej dla mnie konsystencji. Co prawda wolałabym jeść lody, ale moje próby jedzenia lodów w upale skończyły się anginą, więc musiałam odpuścić. Próbowałam też Creme Brulee, i tutaj mam troszeczkę zastrzeżenia, bo deser był zwykłym zimnym budyniem z lekko przypieczonym wierzchem. Ale muszę pochwalić szarlotkę i lemoniadę, pyszności.Ale w kwestii deserów, najbardziej smakowała mi prawdziwie domowa szarlotka, jaką jadłam na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Chociaż była całkiem zwyczajna, to po górskiej wędrówce smakowała jak Ambrozja.



I w ten oto sposób odbyliśmy małą wycieczkę kulinarną po Krynicy. Mówiąc szczerze mam ochotę tam wrócić.

niedziela, 13 maja 2018

Lekka zupa z kapustą

Coś takiego jest w domowej zupie, że jak nic innego potrafi wprawić jedzącego w błogi nastrój. I mówię to ja, osoba, która nie potrzebuje miseczki zupy do szczęścia. Ale czasem tak bywa, że dopada mnie złośliwość rzeczy martwych. Akurat wtedy kiedy są najbardziej potrzebne. Obiecałam przygotować bardzo ważną rzecz do pracy, wyjątkową ważną i pilną, ale bach, popsuł mi się domowy komputer. Już nie wspomnę o tym, że zasnęłam w połowie oglądania świetnego kryminału i przez 3 dni nie wiedziałam kto zabił. Co prawda raz przyśniło mi się zakończenie, ale było one dość absurdalne i szybko wymazałam je z pamięci. Za to musiałam zostać w pracy po godzinach i zamiast korzystać ze słońca, zaszycia się z laptopem na balkonie i korzystania z pięknej pogody, utknęłam na dwa  długie popołudnia  w biurze i starałam się ogarnąć wszystko co konieczne. Niestety nie mogłam słuchać też ukochanej muzyki, a przy niej najlepiej mi się pracuje. W ogóle jestem uzależniona od muzyki.  Jako, że technicznie bywam łamagą, tak poprzestawiałam sobie ustawienia na Spotify, że przez dwa dni nie potrafiłam tego odkręcić i na nowo włączyć odtwarzanie muzyki. W końcu brat wcisnął magiczny przycisk, i bach, działa. Czysta magia. Złośliwie też zaczęli ocieplać mi blok, mieli zacząć w marcu, dwa miesiące trzymali nas w niepewności i w końcu wybrali najbardziej upalny tydzień maja. W całym domu fruwa styropian. I jeszcze więcej styropianu. Mam dość sprzątania. Nie mogę patrzeć na odkurzacz. Ani na rusztowania. Nie mogę otwierać okien, w domu jest ciemno, i duszno. Wiedziałam więc, że potrzebuję czegoś co ukoi moje nerwy. Bo nadgodziny zawsze wprowadzają mnie w pewną nerwowość. Sam proces przygotowania tego posiłku uspokaja i przynosi kojące odprężenie, a co dopiero jedzenie! Wiosną preferuję lekkie zupy z warzyw. Ta taka jest, pełna młodej kapusty, papryki i pomidorów. Lekka, prosta i pyszna. Jej przygotowanie nie jest bardzo trudno, a w monotonnym krojeniu kapusty można znaleźć czystą przyjemność. I tak potrzebne ukojenie. Mi było ono bardzo potrzebne. Wszystkim nerwusom polecam tę zupę.


Składniki:
Pół główki białej kapusty
1 por
3 średnie ziemniaki
2 duże pomidory
1 duża czerwona papryka
3 litry bulionu (ja użyłam bulionu na 2 skrzydełkach,marchewce i cebuli)
Pieprz
Sól
2 liście laurowe
3 ziela angielskie
2 łyżki masła
Koperek

Kapustę pozbawiam wierzchnich liści,kroję w paski, przepłukuję.
Siekam drobno por, ziemniaki kroję w kostkę. Paprykę kroję w kostkę. Na patelni rozgrzewam masło, wrzucam pora i ziemniaki, podsmażam 5 minut, następnie dodaję paprykę i smażę 2 minuty, warzywa zalewam bulionem,doprawiam, dodaję kapustę, gotuję do miękkości warzyw.
Pomidory obieram ze skórki, kroję w drobną kostkę, dodaję do zupy, razem z koperkiem, gotuję 5 minut, tak by pomidory się nie rozpadły.
Zupa najlepiej smakuje z razowym pieczywem.

piątek, 11 maja 2018

Murzynek z rabarbarem

Czego mi najbardziej brakuje poza domem? Domowego ciasta. Może być najprostsze, krzywe, byle jak udekorowane, ale domowe nie ma konkurencji z żadnym innym. Podczas mojej górskiej majówki, pięknie pachniał mi bez, a piekarnie i cukiernie, kusiły drożdżówkami z rabarbarem. Niestety, w środku tygodnia nie mam tyle czasu, by rzucić wszystko i zagniatać drożdżowe. A uwierzcie mi, bardzo bym chciała. Jako namiastkę mojej drożdżówki, przygotowałam murzynka z rabarbarem. Wiem, niewiele ma to wspólnego, z klasyczną drożdżówką, ale co tam, najważniejsze, że jest pyszny rabarbar. A jeszcze do tego czekolada, połączenie iście niebiańskie. I najważniejsze, zrobi go każdy i do tego bardzo szybko. Nawet ten, który po majówkowych atrakcjach odczuwa niedobór sił i energii. Bo całą tę energię zostawił w górach. Chociaż jest mu wstyd, że nie maszerował po tych górach. No, ale mam wytłumaczenie, w końcu moją majówkę sponsorował antybiotyk i angina. Nie ma to ja pełnia szczęścia, upał, skusisz się na lody, jedną niewinną gałkę, o smaku oleju z pestek dyni i proszę bardzo, od razu lądujesz w pościeli z anginą. Na szczęście wyjazd się udał. Tak samo jak ten rabarbarowy murzynek. Istna poezja smaków. Lekki, słodki, czekoladowy murzynek i kwaskowaty i konkretny rabarbar, który łagodzi czekoladowa polewa. Polecam, na leniwe majowe popołudnie.


Składniki:
2 duże laski rabarbaru
125 gramów masła
4 jajka
320 gramów mąki pszennej
4 łyżki kakao
150 ml mleka
2 paczki cukru z prawdziwą wanilią
4 łyżki cukru kokosowego
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
5-6 kosteczek gorzkiej czekolady
Szczypta soli
Wiórki kokosowe do dekoracji
Masło do formy



W garnuszku łączę masło z mlekiem, kakao i cukrami. Podgrzewam aż wszystkie składniki idealnie się połączą, studzę i odlewam 3 łyżki kakaowej masy.
Białka oddzielam od żółtek. Żółtka ucieram i dodaję do czekoladowego płynu, przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i delikatnie mieszam. Ubijam białka na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodaję do ciasta i łączę wszystkie składniki ciasta.
Formę smaruję masłem, wylewam ciasto.
Obieram rabarbar, myję, kroję na kawałki, układam  na wierzchu murzynka. Placek piekę 35-40 minut w 185 stopniach.
Do pozostałej masy kakaowej dodaję posiekaną czekoladę, chwilę podgrzewam, smaruję nią ciasto. Posypuję wiórkami kokosowymi.





środa, 9 maja 2018

Marcepanowo-czekoladowa owsianka

Fajnie jest zjeść domowe śniadanko. Śniadaniową owsiankę. Po tych 6 dniach poza domem miło jest spojrzeć na swoje zapasy i z przyjemnością zrobić sobie ciepłe śniadanie. Nie, to, że moje urlopowe śniadania były niesmaczne, bardzo fajnie było po prostu zejść na dół, i nałożyć na talerz co się chce. I nie martwić się zmywaniem, zakupami, tylko zajmować podziwianiem gór zza okna itp. Ale jednak moje słodkie śniadanko to coś co lubię sobie serwować choć raz w  tygodniu. Zaserwowałam więc sobie miks płatków owsianych,czekolady i marcepanu. Nigdy nie byłam fanką marcepanu, wręcz mnie odrzucał. Co ciekawe migdały kocham, ale marcepan długo był blee i fuj. Nie lubiłam nic, co nawet leżało metr od marcepanu. Aż spróbowałam lodów marcepanów, i mi przeszło. Marcepan polubiłam i teraz chętnie wykorzystuję go w  mojej kuchni. Na przykład do tej śniadaniowej owsianki.


Składniki:
4 czubate łyżki płatków owsianych
200 ml mleka
około 4 cm kawałek marcepanu
Łyżka kakao
Truskawki

W garnuszku podgrzewam mleko, dodaję płatki owsiane,kakao i  posiekany marcepan, gotuję masę przez 5-6 minut. Zostawiam na parę minut, tak by owsianka zgęstniała i wchłonęła mleko.
Owsiankę podaję z  truskawkami.

poniedziałek, 7 maja 2018

Smażony ryż z jajkiem i warzywami

Pewnie będę nudna, ale tak, to fakt, po długim weekendzie przydałby się kolejny wolny tydzień. Tak by wrócić do siebie, odpocząć po odpoczywaniu i na spokojnie wdrożyć się w codzienność. Tegoroczna majówka w porównaniu z tą sprzed roku była pogodowo rewelacyjna. Rok temu obowiązkowo nosiłam czapkę i ciepły płaszcz. Walczyłam z wiatrem i mroźnym wręcz powietrzem. Co prawda jeszcze tydzień przed majówką prognozy pogody podawały sprzeczne informacje, jedne mówiły, że będzie ledwie 8 stopni, drugie głosiły, że ma być tych kresek aż 18. Ciężko więc zaplanować jakieś aktywności kiedy jest taka różnica. A jak ciężko jest się spakować! Ciepła kurtka, czy starczy ta jeansowa? Zabierać swetry i golfy, czy koszulki i leciutkie kardigany? Zwiewne spódnice, czy czapka i kozaki? Trudno znaleźć mądry konsensus i nie zabierać całej szafy. Szczególnie jeżeli posiada się tendencję do zabierania połowy domu. Albo i lepiej, tak 3/4 dobytku. Bo a nuż się przyda. Na szczęście po ochłodzeniu przyszło ocieplenie, i pakowanie zrobiło się prostsze. Co prawda przed tym pakowaniem doszło do kryzysowej sytuacji, bo na horyzoncie pojawiła się gorączka i zapalenie zatok i wszystkie majówkowe plany stanęły pod wielkim znakiem zapytania, ale dobry los pozwolił je zrealizować. Tyle, że do torby lekarz kazał wziąć antybiotyk, probiotyk i mocno wdychać inne, czyste i górskie powietrze. No dobrze, po majówce trzeba zająć się domem, rozpakowaniem walizek i powrotem do pracy. Pierwsze dni to dla mnie chaos. Również w kuchni. Dlatego dziś będzie przepis na błyskawiczny ryż. Podsmażony, pełen warzyw, z dodatkiem jajka. Nie zabierze za wiele czasu, za to zaskoczy pysznym smakiem.


Składniki:
300 gramów ugotowanego i ostudzonego ryżu
2 jajka
150 gramów mini marchewek (mrożone lub z puszki)
2 ząbki czosnku
Pół czerwonej cebuli
Pół czerwonej papryki
3 łyżki kukurydzy z puszki
Czubata łyżka curry w proszku
2 łyżki groszku z puszki
Sól
Pieprz
Masło klarowane
Kiełki

Siekam drobno czosnek i cebulkę, wrzucam na rozgrzane masło klarowane, podsmażam 2 minut. Następnie kroję w drobną kostkę paprykę, dodaję z marchewką,groszkiem i kukurydzą na patelnię, smażę minutę. Dodaję ryż, doprawiam przyprawami i smażę kolejne 2-3 minuty, ryż powinien dokładnie połączyć się z curry. W miseczce roztrzepuję dwa jajka, ciągle mieszając dodaję je do ryżu, zawartość patelni podsmażam przez 2 minuty, tak aby jajko dokładnie się ścięło, a danie stało się kremowe.
Podaję z ulubionymi kiełkami.

Moje rady:
Ten przepis to idealny sposób na zużycie resztek. Możecie dodać dowolne warzywa- cukinia, brokuły itp.
Jeżeli macie kawałki pieczonego kurczaka czy innego mięsa, śmiało możecie je dodać. Pasować będzie też ryba czy krewetki.


piątek, 4 maja 2018

Jagodowa manna

Nie ma to jak kasza manna. A kasza manna z jagodami, to już sama przyjemność. Taką przyjemność serwuję sobie na koniec tego pięknego, majowego weekendu. Jak tam Wasze wycieczki, albo domowe lenistwo? Mam nadzieję,że pogoda dopisała/dopisuje i możecie w pełni oddać się ulubionym aktywnościom. A jeżeli nie wiecie czym można ją jeszcze sobie osłodzić, to polecam jagodową mannę. Czyli wspaniały deser/śniadanie/kolację, w pięknym kolorze, które pozwoli choć na moment przenieść się w beztroski stan dzieciństwa. Ja wypróbowałam, to naprawdę działa. Oby końcówka tego weekendu przyniosła piękną pogodę i dużo relaksujących chwil. Tego Wam życzę, sama mam nadzieję,że moje niedzielne plany dojdą do skutku i nie popsuje ich zła pogoda. Bo jutro czeka mnie sobota pracująca. Pranie, sprzątanie, prasowanie, mycie, pucowanie. Będzie pracowicie.


Składniki:
5 łyżek kaszy manny
250 ml mleka
Duża garść mrożonych jagód
Łyżka soku jagodowego
Ekstrakt waniliowy
Skórka z cytryny

Mleko gotuję razem z wanilią i cytryną. Dosypuję kaszę manną i sok z jagód, gotuję około 8-10 minut, na gęsty krem. Kaszę przekładam do miseczki i jeszcze gorącą posypuję mrożonymi jagodami, popękają tworząc pyszny i naturalnie słodki sos.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Restauracja Sosnowa

Jeżeli myślicie o majowym wypadzie nad morze, albo może już jesteście na miejscu i nie wiecie gdzie skierować się na obiad, to dziś będę służyć Wam pomocą. Zapraszam nad same morze, do restauracji Sosnowa  w Sobieszewie.


Restauracja położona jest w ośrodku wypoczynkowym, tuż obok plaży. Przed, albo po obiedzie można udać się na bardzo przyjemny spacer, sosnowym laskiem, wprost na plażę. W sekrecie Wam powiem, że Sobieszewo, to moja letnia oaza. Niby dalej jest to Gdańsk, ale tak naprawdę to zupełnie inny świat. Sobieszewo jest zieloną wyspą ( i to dosłownie), uwielbiam tracić tutaj czas na spacerach i łapaniu oddechu po trudach całego tygodnia. Ale wracajmy do restauracji, wystrój jest stołówkowy, jeżeli tak samo ważny jak jedzenie, jest dla Was wystrój sali, to nie oczekujcie fajerwerków. Jest po prostu stołówkowo.

Do restauracji wybrałam się w ramach akcji Weekend za pół ceny,  więc na miejscu było naprawdę sporo ludzi, stąd też czas obsługi nie powalał na kolana, ale wiedziałam, że biorąc udział w tej akcji, godzę się na kolejki i dłuższe niż zwykle czekanie. Zamówiliśmy pierogi z kapustą i grzybami, solę w sosie cukiniowym z trawą cytrynową,  z pieczonymi ziemniakami i surówką oraz pierś z kurczaka z mozzarellą i suszonymi pomidorami, wraz z sałatą i pieczonym puree. Po jakichś 25 minutach dostaliśmy zamówienie.
Ryba była przepyszna, bardzo delikatna , sos cukiniowy był aromatyczny i wyjątkowo kremowy. Delikatność cukinii świetnie podkręcała trawa cytrynowa. Ziemniaki były dobre, jak i surówka. Jeżeli chodzi o kurczaka, to był on smaczny, w zasadzie cały zestaw był naprawdę smaczny. Ale był spory minus, danie było ledwo letnie. Rozumiem zamieszanie i pośpiech w ramach tej akcji, ale mimo bardzo ciepłego dnia, wolałabym zjeść ciepły obiad. Na placu boju zostały pierogi, duże, delikatne ciasto, wypełnione do maksimum pysznym farszem. I mówię to ja, osoba, która nie lubi kapusty i nie znosi grzybów. Duży plus za ładnie podane dania, pierwszy raz jadłam bratki i muszę przyznać,że smakują pysznie.

Do Restauracji Sosnowej chętnie wrócę, ale raczej nie w czasie akcji promocyjnej. Zdecydowanie pośpiech nie służy sprawnemu wydawaniu posiłków i dbaniu by każde danie było ciepłe. Ale z tym musiałam się liczyć. Natomiast myślę,że jest to całkiem miłe i smaczne miejsce, by odwiedzić je podczas nadmorskich spacerów. Warto dać się skusić, jestem pewna, że polubicie te pierogi i pyszną rybę. A kurczakowi dacie szansę.

Restauracja Sosnowa, Ośrodek Wypoczynkowy Bursztyn, ul. Falowa 8, Gdańsk Sobieszewo

czwartek, 26 kwietnia 2018

Babeczki 2 czekolady

Majówka coraz bliżej, w tym roku kalendarz jest wyjątkowo łaskawy i majówkowy weekend bardzo zgrabnie może przeciągnąć się w cały tydzień. A jaki tam tydzień, 9 dni! Kto będzie mieć tak dobrze, ręka w górę? Co prawda prognozy pogody nie przewidują już letniej aury, jaka nas rozpieszczała przez ostatnie dwa tygodnie, ale nie narzekajmy. Mniejsze i większe wycieczki już zaplanowane? A może całkiem solidne wyjazdy, prawie jak wakacje? Pochwalcie się co będziecie robić w te wolne dni. Ja już nie mogę się doczekać paru dni odpoczynku i relaksu. Spokoju i ciszy. Dobra książka, dobra herbata i pyszności obok mnie, i więcej mi do szczęścia nie będzie potrzebne. Mam tylko nadzieję, że nie będzie padać przez te parę dni, nie chciałabym siedzieć zamknięta w czterech ścianach i podziwiać świat zza okna. Było o mnie, i moich oczekiwaniach, ale ma być o babeczkach. Te babeczki są w sam raz na długi weekend. Po pierwsze są proste, po drugie świetnie się nimi dzieli z przyjaciółmi czy rodziną, po trzecie idealnie znoszą podróże. Dodają energii, poprawiają humor, odprężają, a ich samo przygotowanie daje masę radości. Koniecznie spróbujcie, na dobry początek majówki.


Składniki:
2 duże jajka
150 ml mleka
100 ml oleju
300 gramów mąki
80 gramów posiekanej mlecznej i gorzkiej czekolady
3 łyżki cukru kokosowego
Łyżka kakao
Łyżeczka proszku do pieczenia
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli


Jajka ucieram razem z cukrem, dodaję mleko, wanilię i olej.
W drugiej misce łączę mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i kakao. Zawartość obu misek łączę, mieszam do połączenia się składników, dodaję czekoladę.

Foremki do babeczek wypełniam do 3/4 wysokości ciastem. Piekę babeczki przez 25 minut w 180 stopniach.
Można posypać je cukrem pudrem.





wtorek, 24 kwietnia 2018

Makaron z karmelizowaną cebulą i fetą

Lubię oglądać kulinarne programy. Nawet bardzo lubię. Jak mam gorszy dzień, włączam sobie kanał kulinarny i po kwadransie spędzonym wśród smaków świata czuję się jak nowo narodzona. Albo kiedy prasuję, tak, bardzo wtedy lubię oglądać programy. Zebrało mi się sporo rzeczy do prasowania, musiałam więc więc spędzić romantyczny wieczór z deską do prasowania i żelazkiem. Towarzyszyła mi też Martha Stewart. Jako perfekcyjna pani domu pewnie załamałaby ręce nad moim sposobem prasowania koszul. Ale na szczęście zajęta była gotowaniem. A co gotowała? Makaron z cebulą i fetą. Danie banalnie wręcz proste, czyli takie jakie lubię najbardziej. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym natychmiast nie spróbowała tego przepisu w domu. Spróbowałam i uznałam,że to przepyszne połączenie. Myślę,że sprawdzi się i na kolację, i na szybki obiad. Jest to świetny przepis na te dni, kiedy nie chce się gotować.



Składniki:
Ulubiony makaron ( u mnie świderki kukurydziane)
1 duża czerwona cebula
80 gramów sera Feta
2 łyżeczki brązowego cukru
Masło klarowane
Sól
Pieprz

Gotuje makaron al dente.
Na patelni roztapiam masło. Siekam cebulę w piórka, wrzucam ją na patelnię, dodaję cukier, smażę cebulkę około 10 minut, powinna się skarmelizować. Posypuję sporą szczyptą soli, smażę jeszcze minutę. Kroję fetę w nierówną kostkę.
Makaron polewam karmelizowaną cebulą, rozkładam kostki fety, posypuję całość świeżo mielonym pierzem. 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Wiosenna jajecznica ze szpinakiem i botwniką.

Jajecznica, śniadaniowa klasyka. Coś co każdy lubi. No, może prawie każdy. W każdym razie rzecz znana i można powiedzieć, dość oklepana. W końcu jajecznica to jedna z tych potraw, które robimy sami po raz pierwszy w życiu. Wystarczy rozbić jajka, wylać na patelnię, podsmażyć, dodać szczypiorek, sól i pieprz. I można podawać. Taką klasyczną jajecznicę, bardzo,ale to bardzo ,lubię. Ale dziś będę zachęcała do małego eksperymentu. Zróbmy sobie wiosenną jajecznicę, dodajmy pomidor, czerwoną cebulę, liście szpinaku i botwinki. Wyjdzie nie tylko bardzo zdrowa, ale i pyszna jajecznica. Ja całość posypałam jeszcze fetą. Może i jest mało wiosenna, ale i dodaje niezwykłego smaku naszej jajecznicy. Taka jajecznica zdecydowanie pasuje na wiosenne śniadanie.

Składniki:
2 jajka
Garść liści szpinaku i botwinki
Garść pokrojonej w kostkę fety
1/4 pomidora
1/2 małej czerwonej cebulki
Pieprz
Masło klarowane

Siekam pomidora i cebulkę. Rozgrzewam masło na patelni, wrzucam cebulkę i pomidory, podsmażam przez minutę. Dodaję listki szpinaku i botwinki. Rozbijam jajka do osobnej miseczki, doprawiam sporą ilością pieprzu, rozkłócam, wbijam na patelnię. Smażę przez 1,5 minuty. Na koniec posypuję jajecznicę pokruszoną fetą.

sobota, 21 kwietnia 2018

Ciasto z suszonymi morelami

Jesteśmy w takim dziwnym momencie. Na świeże owoce jeszcze chwilę musimy poczekać, a ciasta  zimowe, z czekoladą, imbirem i orzechami już aż tak nie kuszą. I co zrobić? Może takie ciasto, puszyste, lekkie, bardzo aromatyczne i po prostu pyszne. Ciasto z suszonymi morelami, które ukryły się pod pyszną skorupką. Przepis zobaczyłam w programie Ewy Wachowicz. Z początku nic mnie w nim zachwyciło, ot, zwykłe ciasto. Potem przypadkiem zobaczyłam ten program drugi raz i uznałam,że to musi być fajny przepis. A jak trafiłam na ten sam odcinek po raz trzeci to już wiedziałam, że co jak co, ale przypadek to nie jest i po prostu muszę je zrobić. Kiedy już je zrobiłam zaczęłam żałować, że przygotowałam je tak późno! Z pewnością będę przerabiać ten przepis i próbować z różnymi owocami. Ten słodki placek umili z pewnością każdą sobotę, i niedzielę. Weźcie go na wycieczkę, albo na balkon.


Składniki:
16-18 suszonych moreli
150 gramów masła
3 jajka
50 gramów cukru kokosowego
350 gramów mąki orkiszowej tortowej
1/3 szklanki mleka
Ekstrakt waniliowy
Łyżka proszku do pieczenia
100 ml herbaty earl grey

Wierzch:
50 gramów masła
Czubata łyżeczka cynamonu
3 łyżki brązowego cukru


Morele zalewam gorącą herbatą. Odstawiam na kwadrans a następnie odcedzam.
Ucieram masło razem z cukrem i wanilią  na jasny krem. Powoli wbijam jajka-pojedynczo, i dokładnie ucieram je z masłem.
Przesiewam mąkę razem z proszkiem do pieczenia do maślanej masy, dodaję mleko i ucieram dość gęste ciasto.
Tortownicę wykładam papierem do pieczenia, wylewam ciasto. Z wierzchu układam morele.


Siekam masło, rozkładam je równomiernie na owocach. Posypuję wierzch cukrem i cynamonem. Placek piekę 45 minut w 185 stopniach.

piątek, 20 kwietnia 2018

Śniadaniowe tosty z twarożkiem i bananem




Dzielę się z Wami moją ostatnią śniadaniową fascynacją - tostami z miodem, bananem i płatkami migdałowymi. Niby nic wielkiego, ale to połączenie potrafi wprawić w idealny nastrój od samego rana. Po przesileniu i cóż, braku energii, dostałam jej taki nadmiar, że nie wiem co z nią zrobić? Stąd kiedy tylko rano wstaję szykuję sobie smakowite śniadania i mam ochotę na poranne eksperymenty. Od paru dni męczę jednak jeden przepis, czy też pomysł na te słodkie tosty. Myślę, że wyjątkowo posmakują dzieciom. Bo niby kto nie lubi miodu, banana i twarożku? Jeżeli nie macie pomysłu na śniadaniową odmianę, a jogurt z płatkami już się znudził, to znak, że te tosty są po prostu dla Was. Polecam i życzę pięknego dnia. Jeżeli pogoda mówi prawdę, to to będzie przepiękny letni dzień. Ja na pewno nie będę siedzieć w domu. Z tej dawki słońca i ciepła, aż żal nie skorzystać.



Składniki:
Ulubione pieczywo ( u mnie chleb na jogurcie)
40 gramów twarożku
1 duży banan
Dwie garście migdałów
Łyżka miodu


Chleb opiekam. Twarożek łączę z miodem, smaruję nim ciepłe kromki chleba. Banana kroję w plasterki, układam na tostach, posypuję płatkami migdałów.

środa, 18 kwietnia 2018

Sojowe, serowe schabowe

Coś mi pokręciło. Kiedyś obiad bez mięsa, był dla mnie sprawą trudną do przeżycia. W ogóle dzień bez mięsa był czymś czego nie potrafiłam sobie wyobrazić. Teraz po mięso sięgam naprawdę rzadko. Nie pamiętam kiedy jadam kanapki z wędliną, albo parówki. Mięsny obiad nie gości u mnie częściej niż 2 razy na tydzień. Widać na wiosnę mój organizm ma zupełnie inne potrzeby i mięso go nie kręci. w poszukiwaniu obiadowych inspiracji bez mięsa, wróciłam do sojowych przysmaków. Moja mama kilkanaście lat wstecz chętnie robiła oszukane flaczki sojowe, to wtedy poznałam sojowe kotleciki. Dziś w mojej kuchennej szafce zawsze znajdzie się zapas tych małych i uroczych kotlecików, z których w parę chwil można przygotować smaczny i pożywny obiad. Po dość długim dniu pracy i jeszcze dłuższym spacerze z pracy do domu ( nogi same skierowały mnie w stronę rzeki), nie miałam za wiele czasu na przygotowanie obiadu. Brakowało chęci, sił i pomysłów. I wtedy w oko wpadły mi sojowe kotleciki. Namoczyłam je w bulionie, opanierowałam jak schabowe, dodając resztki parmezanu. Efekt był wspaniały. Z przyjemnością dodam, że kotleciki podkradł mi też brak. Wielki wróg wszystkiego co nie jest mięsem, ziemniakiem i słodyczem. Powiedział, że wyszły pyszne.


Składniki:
5-6 kotlecików sojowych
200 ml warzywnego bulionu
1 łyżka bułki tartej
1 łyżka mąki orkiszowej
2 łyżki tartego Parmezanu
Słodka papryka
Sól
Pieprz
Oliwa do smażenia

Do podania:
Makaron i ogórki

Kotleciki zalewam ciepłym bulionem, odstawiam na kwadrans.
Bułkę tartą łączę z parmezanem, papryką, solą i pieprzem.
Następnie odcedzam kotlety, panieruję je w mące i serowej bułce tartej. Rozgrzewam oliwę i smażę kotleciki po 3 minuty z każdej strony. Podaję z makaronem i ogórkami.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Szybki deser budyniowy

Nowy tydzień. Czas pędzi jak szalony. Dopiero co witałam piątek, a tu proszę, już poniedziałek. Wiosenno-letnie weekendy mają pewną wadę. Czas pędzi zdecydowanie za szybko. Bo kiedy robi się same miłe rzeczy, to ma się wrażenie, że każda godziną jest sekundą. Nie wiem jak u Was, ale u mnie kwietniowa pogoda jest po prostu przepiękna. Ma się po prostu ochotę spędzać każdą chwilę na świeżym powietrzu i rozkoszować wiosną. Albo od razu i latem? Mam masę energii i po prostu mnie nosi. Ciężko mi wysiedzieć w jednym miejscu. Aż dziw mnie bierze, kiedy przypomnę sobie te wszystkie marcowe dni, mróz, śnieg, moją apatię i zniechęcenie. Przesilenie minęło, i pozytywna energia mnie nie opuszcza. Na spacerach tracę bardzo dużo czasu. Wróć, jakie tam tracenie czasu, przecież to czysta przyjemność! Lubię wracać do tych miłych chwil, na przykład mając przed sobą miseczkę z budyniowym deserem. Banan, domowy budyń i czekoladowe ciasteczka. Jest pysznie, prosto i słodziutko.


Składniki:
2 żółtka
Laska wanilli
400 ml mleka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 duży banan
Kilka herbatników

W garnuszku podgrzewam połowę porcji mleka z laski wanilii. Ukręcam żółtka z mąką ziemniaczaną, dodaję resztę mleka. Połowę banana rozgniatam widelcem. Masę żółtkową dodaję do gotującego się mleka, dodaję bananowe puree, ciągle mieszając gotuję budyń, aż do zgęstnienia - około 2-3 minut.
Budyń podaję z resztą banana i pokruszonymi herbatnikami kakaowymi. Jest pyszny na ciepło i po schłodzeniu w lodówce.

sobota, 14 kwietnia 2018

Babka cynamonowa z migdałami

I przyszedł kolejny ciepły i przyjemny weekend. Wiadomo, jest weekend, jest domowe ciasto. A jako, że jest tak ciepło i słonecznie, proponuję ciasto, które nie ma w sobie czekolady i kremu, w sam raz na pikniki i podróże. Małe i duże. Szalenie proste, miękkie i aromatyczne. Cynamon i migdały. Przepis nie tylko na pyszne ciasto, ale i przyjemny weekend. Przyznam szczerze, ta babka zniknęła w moim domu błyskawicznie, nie zdążyła dobrze ostygnąć, a już nie było połowy. Szczególnie polecam ją po długim spacerze. Takim leśnym, sosnowym. Po 3 godzinnym wędrowaniu, kubek pysznej herbaty  i solidny kawałek ciasta nie tylko dodaje energii, ale i daje poczucie niezwykłego relaksu. I komfortu. Bo taka babka jak żadna inna przypomina babcine wypieki. Domowe, pachnące, idealne do wzięcia w rękę i rzucenia się w wir zabawy. A, że się troszeczkę pokruszy? Bez tego nie ma zabawy. Pięknego i pysznego weekendu Wam życzę. Koniecznie spróbujcie tej babki, na pewno będziecie zadowoleni.



Składniki:
3 jajka
100 gramów cukru kokosowego
1/2 szklanki oleju rzepakowego
150 ml mleka
300 gramów mąki pszennej
Łyżka proszku do pieczenia
3 łyżki cynamonu
2 łyżki płatków migdałowych
Ekstrakt waniliowy

Dodatkowo:
masło i bułka tarta do formy, cukier puder


Jajka ucieram z cukrem na jasny krem, dodaję wanilię i olej. Łączę składniki dodając partiami mleko. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, łączę z ciastem.
Keksówkę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Wylewam 1/3 ciasta, posypuję łyżką cynamonu, na to znów wykładam połowę pozostałego ciasta, posypuję cynamonem, wylewam pozostałe ciasto na wierzch, posypuję cynamonem i płatkami migdałów. Babkę piekę 40 minut w 180 stopniach.
Po upieczeniu posypuję cukrem pudrem.


czwartek, 12 kwietnia 2018

Omlet cesarski

Czwartek, jeszcze dwa dni i weekend. Jeden poranek i weekend. Prognozy pogody znów są optymistyczne. Ma nas czekać pogodny czas, raczej bez deszczu. Bardzo czekałam na takie dni. Na te chwile pełne słońca i ciepła. Staję się coraz bardziej ciepłolubna, a moje stare kości uwielbiają odpoczywać na świeżym powietrzu i wchłaniać witaminę D. Nie mam jeszcze szczegółowych planów na ten weekend, ale wiem jedno, postaram się wykorzystać piękną pogodę maksymalnie. A na jutrzejsze śniadanie, albo i na to weekendowe, polecam klasykę, omlet cesarski. Lekki, bardzo puszysty, pełen rodzynek. Do tego bajecznie prosty. Nie ma nic bardziej prostszego, co zawsze się udaje i robi wrażenie. Uwielbiam te małe przypieczone kawałki omletu o poranku. Zdecydowanie pasują do kwietniowego weekendu!



Składniki:
2 duże jajka
Duża garść rodzynek
4 łyżki mleka
Czubata łyżka mąki
Masło klarowane
Ekstrakt waniliowy
Łyżka cukru
Rodzynki zalewam wrzątkiem, odstawiam na moment, odcedzam.
Oddzielam biała od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę, żółtka ubijam razem z mlekiem i wanilią, delikatnie dodaję mąkę. Na koniec dodaję pianę z białek i łączę wszystkie składniki. 
Rozgrzewam masło na patelni, wylewam masę, posypuję rodzynkami, smażę aż zetnie się spód. Następnie odwracam omlet na drugą stronę i kroję na patelni na małe kawałki. Posypuję omlet cukrem, i smażę około 1,5 minuty na złoto. 
Podaję z ulubionymi owocami, albo z konfiturą. 


środa, 11 kwietnia 2018

Chiński makaron ze słodkim indykiem

Danie na środę? Ma być szybko, prosto i smacznie. Czyli tak by po powrocie z pracy przygotować obiad dosłownie w kwadrans i móc cieszyć się wolnym popołudniem. Taki jest właśnie ten przepis. Chiński makaron wystarczy zalać wrzątkiem. Do indyka wystarczy sok ananasowy, trochę papryki i pomidorów. I mamy obiad. Posmakuje całej rodzinie. A my możemy cieszyć się piękną pogodą. Zdecydowanie odżyłam razem z nadejściem prawdziwej wiosny. Pochowanie zimowych kurtek i kozaków, miało dla mnie działanie bardzo terapeutyczne. I nawet jak wieje, chwilami trochę pada, to mimo wszystko na duszy jest mi bardzo, ale to bardzo dobrze ! Dlatego każdą wolną chwilę chcę obecnie wykorzystać na spacery i celebrowanie wiosny. A na obiad polecam ten błyskawiczny przepis.




Składniki:
1 filet z indyka
150 ml soku ananasowego
300 gramów chińskiego makaronu bez gotowania
1 żółta papryka
100 ml passaty pomidorowej
Pół cebuli
2 ząbki czosnku
Sól
Pieprz
Sos sojowy
Słodka papryka
Pietruszka
Olej rzepakowy do smażenia

Makaron zalewam wrzątkiem, odstawiam na parę minut. Odcedzam.
Mięso przepłukuję, koję w paski średniej wielkości.Siekam czosnek i cebulkę, wrzucam na rozgrzany olej i podsmażam na złoto. Kroję paprykę w paski, dorzucam do cebulki razem z indykiem, smażę przez 5 minut. Do zawartości patelni dodaję wszystkie przyprawy, oraz sok ananasowy i passatę. Duszę danie około 10 minut. Na patelnie wrzucam makaron, mieszam składniki, podaję z natką pietruszki.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Ceppeliny

Najlepsze ceppeliny robi moja ciocia Tecia. Są po prostu mistrzowskie. Niestety, ciocia mieszka w Kownie. Nie ma więc mowy by spontanicznie zadzwonić i bezczelnie wprosić się na obiad. Niestety. Pamiętam, że podczas majówki na Litwie parę lat wstecz ciocia przygotowała 100  ceppelinów. Część zapakowała do słoików i przywieźliśmy je do domu. Były idealne. Wtedy też dowiedziałam się, że poza wersją mięsną, istnieje też wegetariańska, z twarogiem. Najpierw nie byłam przekonana, ale zupełnie niepotrzebnie. Twarogowe ceppeliny są tak samo pyszne, jak wersja klasyczna. Sama nie wiem, które są lepsze i bardziej mi smakują? Nie potrafię wybrać. I na szczęście nie muszę. Mój brat bardzo często testuje w różnych miejscach ceppeliny. I niestety nie są to próby udane, o ile ciasto jakoś udaje się zrobić bliskie oryginałowi, to jednak wszyscy legną w starciu z nadzieniem. Nadzienie to ceppelinów to surowe mięso wołowe. Nie zaś farsz pierogowy. Niestety, jakoś ta wiedza nie potrafi dobić się do drzwi kuchni, wielu, naprawdę wielu lokali. Dlatego też kiedy usłyszałam, że już czas na domowe ceppeliny, nie mogłam z tym głosem walczyć. Tym bardziej, że sama z wielką chęcią miałam ochotę na porządną porcję tej bomby kalorycznej. Co prawda zawsze kiedy zabieramy się za produkcję ceppelinów dochodzi do wielkiego konfliktu. Na miarę wybuchu bomby atomowej. Na sam koniec każdy jest zły na każdego. A zaczyna się banalnie, za dużo kartofli, za luźne ciasto, daj więcej czosnku, jak ty to zlepiasz, nic beze mnie się nie udaje, babcia to inaczej robiła, przecież ta woda nie wrze, mówiłem 30 minut, a minęło dopiero 27 i tak dalej... Na szczęście łączy nas smak. Smak ceppelinów, a ten jest niezmiennie idealny. I godzi wszystkie pokolenia.
Nie będę Was oszukiwać, szykowanie ceppelinów to spora porcja pracy, ale zapewnia, że ten smak jest tego wart.


Składniki :
2 kg ziemniaków
2 duże jajka
Sól
Pieprz
4 łyżki mąki ziemniaczanej
3 tabletki witaminy C



Nadzienie mięsne:
500 gramów mięsa mielonego wołowego
3 ząbki czosnku
Średnia cebula
Czubata łyżka majeranku
Łyżka oleju
Sól
Pieprz
3-4 łyżki bulionu wołowego



Nadzienie twarogowe:
400 gramów tłustego twarogu
1 jajko
Pół cebuli
2 ząbki czosnku
Sól
Pieprz
Olej



Do podania :
                                                                  okrasa, surówka


Ziemniaki obieram, 3/4 odkładam, resztę gotuję na miękko.
Pozostałe ziemniaki trę na tarce ( ja używam specjalnej maszynki do mielenia ziemniaków na ceppeliny),następnie przy pomocy gazy odcedzam ziemniaki z nadmiaru płynu. Trzeba to zrobić bardzo dokładnie, tak by ziemniaki były całkowicie suche. Płynu po odcedzeniu nie wylewam, odstawiamy na minimum kwadrans, aż oddzieli się skrobia. Skrobię zbieram z dna miseczki i dodaję do ziemniaków. Ugotowane kartofle rozgniatam przy pomocy praski, przestudzam i dodaję do surowych ziemniaków. Wbijam jajka, doprawiam i zagniatam ciasto, dodając mąkę ziemniaczaną, dodaję też pokruszone tabletki witaminy(ziemniaki nie będą szare) Jej ilość zależy do gatunku ziemniaków, końcowo masa powinna mieć zwartą konsystencję i pozwolić formować ceppeliny.
Szykuję nadzienie mięsne. Na rozgrzanym oleju podsmażam posiekaną w kostkę cebulkę i czosnek. Dodaję do mięsa razem ze wszystkimi przyprawami i bulionem, dokładnie łączę składniki farszu.
Nadzienie twarogowe. Na rozgrzanym oleju podsmażam  posiekany czosnek z cebulką. Dodają do twarogu, wbijam jajko, doprawiam na pikantnie. Dokładnie łączę  wszystkie składniki.
Z ciasta urywam średniej wielkości kawałki, rozpłaszczam je w dłoni, nadziewam sporą ilością wybranego farszu. Formuję podłużne kluski - w kształcie Zeppelina. Warto przy formowaniu podsypać sobie ręce mąką ziemniaczaną.
Ceppeliny wkładam na osoloną, wrzącą wodę i gotuję 30-35  minut. Podaję z podsmażoną cebulką i skwarkami.



sobota, 7 kwietnia 2018

Amerykańskie ciasteczka czekoladowo-orzechowe

Po tych wszystkich świątecznych wypiekach nie mam śmiałości proponować skomplikowanych ciast. Ciężkich delicji z kremem, pracochłonnych drożdżowych zawijasów, czy też imponujących serników. Będą więc bardzo proste weekendowe ciasteczka z czekoladą i orzechami. Jako, że pogoda zrobiła się typowo wiosenna, to polecam przygotować takie ciacha i zabrać je w plener. Na mniejsze i większe wycieczki. Może pierwsze pikniki? Orzechy i czekolada szybko dodadzą energii na rowerowej czy pieszej wycieczce. Albo po szaleństwach na placu zabaw. Takie amerykańskie ciacha są bardzo kruche, sycące i bardzo czekoladowe. A co najważniejsze, ich przygotowanie jest banalnie proste, bez problemu poradzą sobie z nimi nawet maluchy. I wszyscy ci, co uważają, że do pieczenia mają dwie lewe ręce. Do tego ciasteczka są tak samo pyszne na drugi dzień, więc od razu szykujcie podwójną porcję.

Składniki:
50 gramów mlecznej czekolady
50 gramów gorzkiej czekolady
50 gramów białej czekolady
50 gramów orzechów ziemnych
80 gramów masła
250 gramów mąki pszennej
2 jajka
5 łyżek brązowego cukru
Łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli

Siekam wszystkie rodzaje czekolady razem z orzechami.
Ucieram masło z cukrem, dodaję mąkę i proszek do pieczenia. Następnie dodaję całe jajka oraz sól, dokładnie mieszam, dodaję kawałki czekolady, oraz orzeszki.
Blaszkę z wyposażenia piekarnika wykładam papierem do pieczenia, łyżką formuję średniej wielkości ciastka, piekę je przez 10 minut w 185 stopniach.



czwartek, 5 kwietnia 2018

Kokosowa manna z rodzynkami

Kasza manna to dla mnie zawsze dobry wybór na śniadanie, deser czy kolację. Po ciężkim dniu nie ma nic lepszego niż miseczka kaszy manny. A kaszka manna od samego rana jest po prostu świetnym początkiem dnia. Nieważne jak bardzo będzie to szalony dzień, dzięki kaszce na śniadanie, mam dobry humor. Często szukam nowych smaków mojej ukochanej kaszki, tak, żeby mi się nie znudziło. Tym razem wykorzystałam wiórki kokosowe, mleko kokosowe i rodzynki. Powstała lekko egzotyczna kaszka, bogata w słodkie rodzynki. Gęsta, kremowa, idealna. I jak tu nie lubić kaszki manny? Po prostu się nie da!


Składniki:
6 łyżek kaszy manny
150 ml mleka kokosowego
100 ml mleka krowiego
Czubata łyżka wiórków kokosowych
2 garści rodzynek
Pół łyżeczki masła
Ekstrakt waniliowy

Rodzynki zalewam wrzątkiem
W garnku podgrzewam mleko krowie razem z masłem i wanilią. Gdy zacznie się gotować zmniejszam temperaturę gotowania, dodaję kaszę, rodzynki, wiórki i mleko kokosowe. Gotuję aż kasza wchłonie całe mleko. Podaję na ciepło, lub po przestudzeniu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...