Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

piątek, 28 kwietnia 2017

Półkruche ciasteczka z Nutellą

Nie wiem jak Wy,ale ja ten uwielbiam szykować i chrupać domowe ciasteczka. Szczególnie lubię to czynić wieczorami, podczas oglądania filmów czy seriali. Tegoroczny długi weekend zacznę z maratonem serialowym właśnie. Na tapecie Homeland i Prawo i Porządek. Co prawda amerykańscy policjanci zajadali się pączkami, ale jako, że karnawał dawno już za nami,mi starczyć muszą kruche ciasteczka z Nutellą. Wyjadane jedno za drugim. W miarę jak na ekranie wzrastają emocje, ilość spożytych ciasteczek gwałtownie rośnie. W zasadzie to nie wiem już co jest bardziej wciągające, fabuła seriali, czy też smak tych ciasteczek? Sama nie wiem.  Wiem za to, że pyszne, i poprawiają nastrój w bury dzień.
Buro. Tak zaczął się długi weekend. Ciśnienie, które spadało i spadało, osiągnęło poziom krytyczny. Ból głowy i wielka niemoc. I okropna wręcz senność. I nerwowość. Wszystko naraz. Do tego alergiczny katar. I mamy mieszankę wybuchową. Aż miło się przed nami wolne chwile. Zdecydowanie potrzebuję paru chwil dla siebie. Bez pracy, niesympatycznych inżynierów i narwanych projektantów, którzy wszystko potrzebują na przedwczoraj. Uff, nieważne jaka będzie pogoda. Najważniejsze, że nie będę musiała wstawać rano i maszerować do świata okuć.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczny Piątek


Składniki:
2 małe jajka
150 gramów masła
350 gramów mąki krupczatki
1 łyżka proszku do pieczenia
2 łyżki cukru kokosowego
Ekstrakt waniliowy
około 7-8 łyżek Nutelli
2 łyżki mleka

Na stolnicę przesypuję mąkę, pośrodku robię wgłębienie, wbijam jajka. Siekam razem z masłem na kruszonkę Dodaję cukier i proszek do pieczenia, szybko zagniatam gładkie ciasto, chłodzę minimum pół godziny.
Ciasto wałkuję na prostokąt, smaruję Nutellą, zwijam w roladę, lekko spłaszczam. Ostrym nożem kroję ciasteczka, układam je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Smaruję mlekiem, piekę 12-15  minut w 185 stopniach. Studzę. Przechowuję w dużym słoiku, w suchym miejscu.





czwartek, 27 kwietnia 2017

Pierogi lwowskie


Zaraz majówka. Prognozy pogody są optymistyczne. O ile w sobotę w Trójmieście ma być zabójcze 6 stopni, to od niedzieli będzie można delikatnie ściągać kolejne warstwy odzieży. W niedzielę może uda się pozbyć czapki, ma być 12 stopni-bez opadów, ale w poniedziałek... W poniedziałek łaskawie los postanowi obdarzyć nas aż 19 stopniami. Oczywiście taka zmiana i przeskoki mogą prowadzić do dzikich tańców na ulicach i masowych ognisk,gdzie to będziemy palić rękawiczki i szaliczki. Mogą też pojawić się katary-od gwałtownej zmiany pogody i poparzenia skórne, bo spragnieni słońca wystawimy się na plażę i słoneczko. W każdym razie weekend ma być miły. Nad wodę przyjedzie pewnie sporo ludzi. Gazety już 2 tygodnie temu uprzedzały, że od stycznia praktycznie brakuje wolnych miejsc na majówkę. Hotele, małe pensjonaty, apartamenty do wynajęcia- wszystko zajęte. Wiadomo, jeść trzeba, a na wakacjach dziwnie z reguły apetyt dopisuje podwójnie. Tu gofry, tam lody, świeżo wyciskane soczki, ciasteczka i grillowane kiełbaski. A może inaczej? Może będą w Gdańsku udać się na jeszcze jedną kulinarną podróż? Zapraszam do Pierogów Lwowskich. 


Lokal jest dość mały. No i nie mieści się w Gdańsku. To znaczy mieści, aczkolwiek nie wiem czy wiecie, ale u nas kiedy mówi się jadę do Gdańska ma się na myśli tylko ścisłe centrum, okolice dworca i  Starówkę. Inne dzielnice mają swoje nazwy. Więc jedziemy do Oliwy, na Zaspę, na Stogi, na Moreny, albo do Wrzeszcza. I we Wrzeszczu znajdują się właśnie Pierogi Lwowskie. Spokojnie, na podróż zabierać z sobą suchego prowiantu i herbatki w termosie. Autem od dworca to jakieś 4 minuty, tramwajem 7 minut, można jechać i rowerem. Pieszo, hmm, jeżeli macie wolną godzinę to możecie iść. Przy okazji muszę się przyznać do pewnej kwestii, otóż uwielbiam Stary Wrzeszcz. Uwielbiam się włóczyć wśród starych drzew, kamienic, i szyldów sprzed wieków. Polecam spacer, w końcu Gdańsk nie kończy się jedynie na Starówce :) Tak więc jesteśmy we Wrzeszczu, niby ścisłe centrum dzielnicy,ale dość spokojnie. Wystrój jest odpowiedni na rodzinny obiad czy przyjacielski lunch. Bezpretensjonalny i klimatyczny. Swojski, zachęcający do zostania w środku przez dłuższy czas. My wybraliśmy miejsce przy oknie, i widok na spokojną o tej porze dnia ulicę. 


Obsługa to panie, które założyły lokal. Ukrainki, niezwykle wręcz życzliwe i sympatyczne. Chętnie doradzą, wyjaśnią, namówią, ale nie narzucą. Sprawiają, że czujemy się tak jakbyśmy odwiedzili ciocię na obiedzie. Jest domowo i miło. Na jedzenie nie czeka się długo, tyle ile gotują się pierogi, około 10 minut. 
A co możemy zjeść? Zgodnie z nazwą lokalu prym wiodą pierogi. W wielu wersjach, mięsne i bez. Na słodko i wytrawnie. Każdy znajdzie wersję dla siebie. Do wyboru jest również parę ciekawych dań, rodem z Ukrainy i nie tylko. Są racuchy, naleśniki, serniczki z patelni, kluski ziemniaczane, babka ziemniaczana, placki, zupy i domowe ciasta. Wszystko jest ręcznie robione. Do tego można zjeść na miejscu, jak i zamówić już zamrożone i zabrać do domu. Ceny są naprawdę ciekawe, jak na gdańskie ceny wręcz tanie. Nasza familia zamówiła barszcz z uszkami, barszcz ukraiński, pielmieni, pierogi lwowskie, ruskie, kotleciki ziemniaczane faszerowane mięsem i pierogi z kaszą gryczaną. Do tego kwas chlebowy i kompot. 


No dobrze a jak smak? Najpierw zupy, domowe, smaczne, dobrze doprawione, nie z torebki czy kostki. Do tego pyszne kołduny. Drugie dania szybko pojawiły się na stole, i kusiły od pierwszego wejrzenia. Ładnie podane, z gratisową surówką. Solidnie okraszone pysznym boczkiem i cebulką. Zaczęło się próbowanie i powiem Wam szczerze, to była prawdziwa uczta. Pielmieni i lwowskie smakowały bardzo podobnie, w środku było surowe mięso, soczyste, i dobrze doprawione. Ciasto idealne, nie cienkie, rozrywające się, ale i nie grube. Smakowite ruskie i genialne te z kaszą gryczaną i twarogiem./Kotleciki ziemniaczane były zaś chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Wszystko było świeże, idealnie ulepione, przepyszne. Jak u babci. Albo i lepiej. 

Czy polecam wizytę w Pierogach Lwowskich? Zdecydowanie. Jeżeli macie ochotę na pyszną,domową kuchnię, sympatyczną obsługę i życzliwą atmosferę to serdecznie polecam. Ja wrócę na pewno. 
Gdańsk, ul. Do Studzienki 8







wtorek, 25 kwietnia 2017

Mielone z tuńczyka

Pogodę mamy rybną. Deszczową oczywiście. Sama nie wiem, z jednej strony całkiem normalną rzeczą wydaje się deszcz wiosną. Deszcz w kwietniu i chłodne dni. Tyle, że kiedy patrzę na ostatni miesiąc wstecz na palcach jednej ręki mogę wymienić dni pogodne, bez deszczu, zimna szarości i przeraźliwego wiatru. I te dni kiedy termometr pokazywał szalone 10 stopni. Jak byk stoi, trochę zimy trochę lata. Czyli pół na pół. Tymczasem zima wyparła wiosnę i dominuje. Na szczęście ominęły nas śnieżyce. Jakiś plus.
Także mamy rybną pogodę. I rybny obiad. Po świętach zostały mi trzy puszki tuńczyka. Co prawda nie jest to produkt, który trzeba było spożyć natychmiast, bo by się zepsuł,ale niepotrzebnie zabierał miejsce w szafce. Jedna puszka w zapasie w zupełności wystarczy. Jako, że staram się być ostatnio oszczędną ( wyłączając oczywiście niedzielne babskie, spontaniczne zakupy, które zakończyły się załamaniem rąk-naprawdę tyle musiałam wydać?), ale nie o tym. Składniki na ten obiad miałam więc w szafce. Odpadły zakupy. Dodatkowo zyskałam zaś fajny przepis na szybki posiłek. Te kotleciki skradły moje serce. O ile tuńczyka uwielbiam, to z reguły jadam go w formie pasty kanapkowej z jajkami, albo jako składnik sałaty. No i z makaronem. Takie kotleciki zrobiłam pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz. Są bowiem wyjątkowo smaczne. Polecam na szybkie i ekonomiczne obiady.



Składniki na 10 kotlecików.
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
1 duże jajko
1 grahamka ( czerstwa )
Pół pęczka koperku
2 małe ząbki czosnku
Słodka papryka w proszku
Pieprz

Do podania kartofle i ogórki

Tuńczyka odcedzam, przekładam do większej miski, rozgniatam widelcem.
Bułkę namaczam we wrzątku,siekam koperek,czosnek przeciskam przez praskę. Dodaję składniki do tuńczyka, wbijam jajko, doprawiam. Z masy formuję kotleciki średniej wielkości. Smażę na patelni teflonowej, na rumiano,bez tłuszczu.
Podaję z ziemniakami i ogórkiem.

Moje rady:
1. Masę przed dodaniem jajka koniecznie spróbujcie, tuńczyk bywa naprawdę słony i nie trzeba dosalać masy.
2. Kotleciki można opanierować, tradycyjnie w bułce, albo w płatkach owsianych czy otrębach.





niedziela, 23 kwietnia 2017

Cygański placek

Mój tata zapamiętał to ciasto ze swojego dzieciństwa. Robiła je babcia, zawsze na Wielkanoc i jego okolice. Od wielu, wielu lat, nikt go nie robił i nie jadł. Takie trochę zapomniane ciasto. Ale o żywej pamięci. Mój tata któryś już rok z rzędu marudził o nie i marudził. Postanowiłam więc przerwać jego męki. Zadzwoniłam  do babci po przepis. Rozmowa zaczęła się nawet miło- wyłączając narzekania babcia na pogodę i paskudny deszcz. Padło następnie strategiczne pytanie- babciu, jak robiłaś to ciasto cygańskie? I zonk. Ściana ciszy. Babcia nie kojarzy ciasta. Tłumaczę, przypominam, sama zaczęłam wymieniać składniki, ale nic. Babcia albo nie kojarzy tego placka, albo uważa, że nie jestem jeszcze godna poznania tej receptury i celowo nie chce mi jej podać. Nie wiem jak więc traktować tę zmowę milczenia. Ale skoro obiecałam tacie cygański placek, to będzie.
Owszem, jakieś podstawy miałam. Mniej więcej wiedziałam jak taki placek powinien wyglądać i co mniej więcej powinno na nim się znaleźć. Ale to wszystko. Postanowiłam więc zrobić cygański placek tak trochę po mojemu. I wyszedł naprawdę pyszny. Najciekawsze było to, że babcia zjadła kawałeczek i orzekła- no przecież to mój placek. Nie, mój był dużo gorszy, twój jest lepszy. Czy może być lepsza recenzja?
Prosty, pełen bakalii, smakowity, bardzo kruchy, długo trzymający świeżość i idealny smak. Wspaniale pasuje do gorzkiej kawy i herbaty. Umilcie sobie tą kiepską pogodę i upieczcie takich placek. Poprawa humoru zdecydowanie gwarantowana. A jak do tego doda się spontaniczne zakupy, i spacer w deszczu? Pełnia szczęścia.



Składniki:
Ciasto:
1 duże jajko
125 gramów masła
350 gramów mąki krupczatki
2 łyżki cukru trzcinowego
Skórka z połowy cytryny
2 łyżki zimnej wody

Nadzienie:
1/3 szklanki rodzynek
1./3 szklanki żurawiny
3-4 suszone figi
1/3 szklanki suszonych moreli
Kilkanaście migdałów
2 małe jajka

Dodatkowo:
Masło i bułka tarta


Z podanych składników szybko zagniatam kruche ciasto. Chłodzę je w lodówce minimum pół godziny.
Wszystkie bakalie zalewam wrzątkiem, zostawiam na pół godziny, odcedzam. Morele, figi i migdały siekam na mniejsze kawałki. Białko oddzielam od żółtek. Ubijam sztywną pianę z białek, żółtka ukręcam na jasny krem, dodaję bakalie, mieszam. Na końcu delikatnie łączę wszystko z pianą.


Ciasto wałkuję, staram się jak najmniej podsypywać mąką. Przekładam ciasto na formę do pieczenia ( polecam taką z odpinanym dnem) wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą, odcinam nadmiar, formuję wysoki brzeg, lekko nakłuwam ciasto. Posypuję odrobiną bułki tartej, wykładam nadzienie. Wkładam placek do piekarnika nagrzanego do 195 stopni i piekę około 30 minut.




Moje rady:
Z resztek ciasta można wykroić małe ciasteczka i udekorować nimi wierzch placka. 

sobota, 22 kwietnia 2017

Pieczeń wątróbkowa

Kwiecień można lubić albo i nie. Można lubić kiedy kusi temperaturą ponad 20 stopni, kiedy olśniewa słońcem i magią wiosny. Albo nawet i lata. Można i nienawidzić. Wtedy kiedy sypie śniegiem i mrozi mrozem. Kiedy przynosi ulewne deszcze i paskudną szarość. Dwa pierwsze dni kwietnia były piękne. Szkoda, że tylko one.
Tak jak kwiecień można kochać,albo nienawidzić... wątróbkę. Po prostu, albo się zajadać i zachwycać smakiem, albo przechodzić obok z dystansem, ba, dużą dozą nieufnością, albo wręcz niesmakiem. Ja jestem z tych co wątróbkę kochają. Od dziecka. Dziwne, bo nigdy nie lubiłam typowo dziecięcych przysmaków. Nie lubiłam pizzy, czipsów i nadmiaru słodyczy. Za to wielbiłam wątróbkę i szpinak. Wiem, dziwne ze mnie było dziecko. Ale miłość do wątróbki, bo zwykłą sympatią tego nazwać nie można było, zadziwiałam świat. Do dziś bardzo ją lubię i chociaż najbardziej lubię tę najprostszą wersję- z patelni, z dużą ilością jabłka i cebulki. Ale ostatnio zamiast prostej wersji, przygotowałam wątróbkową pieczeń. Inspirowało mnie... nadzienie do kurczaka do polsku. Wyszło coś pysznego, do tego niezbyt skomplikowanego. Intensywne w smaku,ale jednocześnie o delikatnej konsystencji, myślę,że wielbiciele wątróbki, chętnie przygotują do danie i to niejeden raz. Polecam na leniwą sobotę. Pogoda za oknem zdecydowanie nie zachęca do wyjścia z domu. Będę więc pić herbatkę, zajadać truskawki, i zaklinać rzeczywistość. Wiosno, czekam.


Składniki:
80 dkg wątróbki z kurczaka
2 jajka
1 kajzerka
1/3 szklanki mleka
1 pęczek pietruszki
2  łyżki masła
Gałka muszkatołowa
Słodka papryka w proszku
Sól
Pieprz


Wątróbkę przebieram, płuczę, usuwam błonki i siekam w drobną kostkę.
Kajzerkę dzielę na mniejsze kawałki, zalewam mlekiem, zostawiam na parę minut by nasiąknęła.
Oddzielam biała od żółtek. Z białek ubijam sztywną pianę, żółtka ukręcam z masłem
Drobno siekam natkę pietruszki, dodaję razem z przyprawami do wątróbki. Mieszam masę, dodaję kajzerkę, dokładnie wyrabiam masę. Na koniec dodaję pianę z białek.
Keksówkę wykładam papierem do pieczenia, przekładam masę. Pieczeń wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę 30-35 minut w 185 stopniach.
Podaję z ziemniakami i ulubioną surówką.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kluseczki jogurtowe

Pewnie też tak macie, że po Świętach dojadacie resztki, albo resztkami świeci Wasz portfel. Albo po prostu nie macie ochoty, sił i w ogóle po kuchennym maratonie, nie macie chęci wchodzić do kuchni, na dłużej niż na tyle ile wymaga zrobienie herbaty. Ja też po piątkowo-sobotnim natłoku kuchennych zajęć, nie chcę jakoś specjalnie spędzać czasu w kuchni. Wiadomo, obiad jednak jeść trzeba, po pracy człowiek zmęczony, głodny i dobry obiad by się przydał. Chciałam odpocząć od pieczystego, stąd też pomysł na jogurtowe kluseczki. Podobne do leniwych, ale w smaku zupełne inne. Delikatniejsze w konsystencji i bardziej wyraziste w smaku, nieco kwaskowate, lekko orzeźwiające. Jak dla mnie w punkt. Robią się szybciej niż zagotuje się woda. Znikają z talerza jeszcze szybciej. Mojej rodzinie bardzo smakowały. Śmiało nadają się zresztą nie tylko na obiad, można podać je na kolację, albo na śniadanie. Spełnią swoją rolę idealnie. Proste, szybkie i pożywne. Tak naprawdę można podać je z czymkolwiek nam przyjdzie do głowy. Owoce, konfitura, złote masełko, cebulka, skwarki, sos grzybowy. Słowem wszystko na co macie ochotę. Albo wszystko co akurat macie pod ręką. To bardzo uniwersalny przepis, w sam raz na dzień kuchennego lenistwa.


Składniki:
400 gramów jogurtu greckiego
1 duże jajko
4 łyżki mąki pszennej
Ekstrakt waniliowy
1 łyżka masła klarowanego
Szczypta cynamonu
Kilka truskawek

Do jogurtu dodaję ekstrakt waniliowy, mieszam trzepaczką, by pozbyć się grudek jogurtu. Oddzielam białko od żółtka, białko ubijam na pianę, żółtko łączę z jogurtem, dodaję delikatnie mąkę, mieszam bardzo dokładnie. Na samym końcu delikatnie dodaję pianę.
Gotuję wodę z odrobiną soli. Gdy zacznie wrzeć, łyżeczką formuję kluseczki i gotuję je minutę od wypłynięcia na powierzchnię.
Podaję z roztopionym masłem i cynamonem. Posypuję kawałkami truskawek.

Moje rady:
Te kluseczki wspaniale smakują po odsmażeniu. Wystarczy posypać je potem cukrem. Spróbujcie.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Poświęteczne smoothie jagodowe z bananem

I jak Wam minęły te świąteczne dni? Niestety, pogoda nie była łaskawa dla fanów wiosny i świątecznych spacerów. Również dla tych, którzy napracowali się przy pucowaniu okien, a potem cały efekt kilkugodzinnej pracy spłynął razem z ulewnym deszczem. Ostatnie dni sprzyjały leniwemu spędzaniu czasu przy stole. Często nawet zbyt suto zastawionym. Pewnie przez najbliższe będziemy albo dojadać resztki-obiecując sobie, że za rok zrobimy o połowę mniej, albo nie będziemy mogli patrzeć na jedzenie i będziemy solennie obiecywać-za rok nie zjem żadnej dokładki, a w ogóle to po śniadaniu powiem basta i zamknę lodówkę na kłódkę. Podwójną na wszelki przypadek. Ja jestem odporna na większość świątecznych propozycji. Aczkolwiek ciężko mi odmówić sobie kolejnego szpekucha, czy też kawałka sernika. Albo drożdżowej baby. W każdym razie po świętach staram się by moje posiłki były nieco zdrowsze i nie takie tłuste. Stąd też propozycja pysznego i kolorowego smoothie, które wspaniale zastępuje śniadanie. To zastrzyk witamin i składników odżywczych. Do tego moje smoothie jest bardzo sycące, dodające energii i tłumiące chęć podjedzenia małego co nieco. Zdecydowanie polecam, na przekór paskudnej pogodzie, typowo letnie smaki,choć na chwilę przenoszą w inny, przyjemniejszy krajobraz. Wiosno, bądź łaskawsza.  Tyle deszczu spadło przez ostatni tydzień, że do lipca mogłoby spokojnie nie padać. Zdecydowanie nie powinno już padać.


Składniki ( 3 porcje)
2 banany
250 gramów mrożonych jagód
3 łyżki malin mrożonych
350 ml mleka migdałowego

Banany kroję  w plasterki, wkładam do blendera, dodaję mleko, jagody i maliny ( owoców nie trzeba rozmrażać), Miksuję aż składniki się połączą. Najlepiej smakuje zaraz po przygotowaniu.

Moje rady :
1. Możecie użyć dowolnego mleka, zwykłego, kokosowego, ryżowego czy sojowego. Moim zdaniem migdałowe jednak pasuje najlepiej.
2. Jeżeli lubicie bardziej sycące śniadania, dodajcie garść płatków owsianych, albo jaglanych i zmiksujcie z owocami.



sobota, 15 kwietnia 2017

Życzenia na piękne Święta



Życzę Wam , aby te Święta Wielkanocne przepełnione były pokojem, miłością i odpoczynkiem w gronie najbliższych. Niech radosny dzień Zmartwychwstania Pańskiego  wniesie nadzieję, a powracająca do życia natura będzie natchnieniem w codziennym życiu. W tym świątecznym czasie przesyłam Wam  serdeczne życzenia: Wesołego Alleluja!

piątek, 14 kwietnia 2017

Błyskawiczna pasta jajeczna z rzodkiewką

Dziś nie będzie świątecznie. Będzie przedświątecznie. Dosłownie pochłonęła mnie kuchnia. Trwa produkcja mazurka. Ciasto na szpekuchy już dojrzewa. Pasztet odpoczywa po pobycie w piekarniku. A jeszcze trzeba piec sernik i drożdżową babę! A kiedy pokroić warzywa na sałatki? Kiedy zetrzeć ostatnie, uparte pyłki kurzu? Dziś zdecydowanie nie będzie u mnie obiadu. Zresztą i tak mamy post. Będą kanapki. Będzie pasta jajeczna, ostatnio niemal codziennie jem jajka. Jestem wyznawcą teorii, że kiedy organizm czegoś potrzebuje, to trzeba mu to coś dać. Mój organizm woła-chcę jajka, więcej jajek. Jajka na twardo soute mogą się łatwo znudzić, więc zamiast tego robię różne pasty. Ostatnio 3 razy pod rząd tę pyszną pastę z rzodkiewkami. Jest szalenie wręcz prosta, bardzo wiosenna, delikatna w smaku. Po prostu przepyszna. Urozmaica śniadanie i sprawia, że zwykłe kanapki są ciekawsze w smaku i wyglądzie.
Dzisiejszy dzień jest precyzyjnie zaplanowany. Przez większą część dnia,oddawać się będę kulinarnym zajętościom, a wieczór poświęcam na duchową część Świąt. I pomyśleć, że kiedyś Święta mnie irytowały. Im jestem starsza tym bardziej doceniam ten piękny czas. Takie chwile wyciszenia i refleksji, potrzebne są w w końcu każdemu z nas, Życzę Wam miłego krzątania się w kuchni, doglądania mazurków i żurku. Ja wracam do świątecznego centrum dowodzenia, czyli do kuchni.



Składniki:
2 duże jajka
5-6 rzodkiewek
Łyżka majonezu
Sól
Pieprz
Natka pietruszki
Szczypta słodkiej papryki
Szczypta suszonej bazylii
Kiełki

Jajka gotuję na półtwardo, obieram ze skorupki, rozgniatam widelcem. Rzodkiewki i pietruszkę siekam, dodaję do jajek, łącze z majonezem. Solidnie doprawiam. Pastę podaję z żytnim pieczywem i kiełkami.

środa, 12 kwietnia 2017

Sernik krówkowy

I jak tam świąteczne przygotowania? Powiem szczerze, że chociaż te Święta uwielbiam, lubię atmosferę, zarówno tę przed i tę w trakcie, to kulinarnie bywa różnie. Nie lubię żurku. Nie lubię zresztą żadnych kwaśnych zup. Nie lubię świątecznego bigosu. Wiosną nie przepadam za nadmiarem sałatek w majonezie, a pasztet z dziczyzną chociaż wspaniały, bardziej smakuje mi zimą. Zostają mi więc jajka. I szpekuchy i kawałek ciasta. Na moim stole oczywiście pojawić się musi sernik. Dziś polecam przepis na sernik krówkowy. Ostrzegam, ten smak uzależniania. Jest słodko, kremowo, niezwykle przyjemnie. Wprost nie można się odkleić, jeden kawałek, drugi- o już zniknął, czas na trzeci... Nie sądziłam,że dodatek masy krówkowej aż tak może odmienić sernik. Ta wyjątkowa karmelowa słodycz jest po prostu uzależniająca. Ciasto ( i mam nadzieję jego twórczyni) zebrało masę komplementów. Testowali je ci co za deserami nie przepadają i wzięli dokładki. Czyli coś w nim jest. Może to dodatek jogurtu, który sprawia,że sernik jest niezwykle delikatny i kremowy? Myślę,że na świątecznym stole ten sernik będzie prezentował się po prostu idealnie. Polecam każdemu łakomczuchowi. Ja na samo wspomnienie znów mam chęć na wielką porcję...
A tymczasem cieszę się wolnymi dniami. Tak, mój świąteczny urlop rozciągnął się na 3 dni przed Świętami.  Pucuję, doglądam i denerwuję się ile jeszcze przede mną zadań. Nie wiem czemu dla świątecze tradycje są dla mnie wyjątkowo ważne. Uwielbiam je pielęgnować. Ja te generalne porządki. Albo długie gotowanie rzeczy, których i tak nie lubię. Ale za to jestem fanką tradycji,



Składniki:
1 kilogram twarogu śmietankowego wiejskiego 3 krotnie mielonego
1 puszka masy krówkowej
2 łyżki cukru kokosowego
4 duże jajka ( ja miałam podwójne)
1,5 paczki budyniu śmietankowego
300 gramów jogurtu naturalnego (rzadkiego)
Około 15 biszkoptów
Sezamki

Masło i bułka tarta do formy


Jajka ukręcam z cukrem na puch. Gdy masa jest jasna i delikatna, dodaję partiami twaróg. Robię to bardzo delikatnie. W jogurcie rozprowadzam budyń śmietankowy, łączę z masą, dokładnie mieszam by nie było grudek.

Tortownicę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną. Ostrożnie przelewam masę sernikową-jest dość rzadka. Z wierzchu kładę łyżką masę krówkową. Sernik piekę przez 65-70 minut w 190 stopniach. Na dnie piekarnika kładę -tradycyjnie, naczynie do zapiekania wypełnione wodą, dzięki temu sernik jest delikatny i nie pęka.


Studzę sernik przy uchylonych drzwiczkach, po około 25 minutach rozprowadzam po wierzchu masę krówkową. Ciasto dekoruję sezamkami.
Do czasu podania trzymam w lodówce, najlepszy jest następnego dnia.


Moje rady
1. Oczywiście masę krówkową możecie przygotować sami z mleka skondensowanego. Ja jednak z braku czasu użyłam gotowej, i nie jest to wielki błąd. 
2. Na spód nie polecam herbatników, ani kruchego ciasta. Sernik przed pieczeniem jest dość płynny,a biszkopty wchłoną nadmiar wilgoci. Kruchy spód spektakularnie rozmięknie. 
3. Masę krówkową lepiej się rozprowadza gdy ciasto jest nie do końca wystudzone. 


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Szybka sałatka makaronowa

Przed świętami każda chwila jest cenna. Po pracy szybkim krokiem ruszam do domu i z listą zadań zaczynam wypełniać swoje obowiązki. Nie ma lekko. Mus to mus. Oczywiście to nie jest tak, że jak nie mam idealnie przejrzystych okien to odwołuję święta. Ale ja po prostu bardzo lubię te wiosenne porządki, jak odświeżę mieszkanie mam wrażenie, że wypraszam zimową stagnację i wpuszczam nową porcję energii. Wielkanoc właśnie kojarzy mi się z nowością, może nawet bardziej niż Nowy Rok? Taki czas gdy wszystko na nowo budzi się do życia. Niestety ten bliski memu sercu czas wymaga wysiłku i czasu. W przedświątecznym tygodniu nie ma więc czasu na pracochłonne i wymyślne obiady. Jemy to co robi się szybko, a przy okazji jest po prostu smaczne. Stąd dzisiejszy przepis, bardzo prosta i szybka makaronowa sałatka z jakiem i ogórkiem. Sycąca,ale dość lekka, smaczna a banalnie prosta. Czas przygotowania to 10 minut, i już, prosty i szybki wiosenny obiad gotowy. Można zjeść i dalej zająć się planem dnia. I na wieczór z przyjemnością odhaczyć kolejny punkt z listy. Święta coraz bliżej.



Składniki:
Pół paczki kolorowego makaronu
3 jajka
1 duży ogórek
Sól
Pieprz
Łyżka majonezu
2 łyżki jogurtu greckiego
Kiełki rzeżuchy

Gotuję makaron al dente. W drugim garnuszku gotuję jajka, najlepsze będą na półtwardo.
Szykuję sos, łączę majonez z jogurtem, doprawiam solą i pieprzem. Ogórka obiera, kroję w półplasterki. Jajka przelewam zimną wodą, obieram i kroję w cząstki.
Odcedzony makaron łączę z sosem, mieszam. Dodaję jajka i ogórka, delikatnie przemieszałam całość. Podaję  z kiełkami.





sobota, 8 kwietnia 2017

Kardamonowe babeczki i krem z białej czekolady

Jeżeli chodzi o świąteczne wypieki to jestem bardzo, bardzo tradycyjna. Wręcz nudna, ma być baba drożdżowa, sernik i mazurek. Wszystko zgodnie  z rodzinnymi przepisami. O ile rzadko kiedy piekę dwa dokładnie takie same ciasta w ciągu roku, to jednak podczas Świąt nic nie zmieniam. Jest dokładnie tak samo. Tak samo jak było u pradziadków, dziadków i u mamy.  Wiem,że nie u każdego tak jest. Są osoby, które lubią zaskakiwać gości i samych siebie. I pieką coś klasycznego i coś zupełnie nowego, poszukują nowych inspiracji i sprawiają niespodziankę nowym wypiekiem. Jeżeli Wy też lubicie klasykę po nowemu to mam propozycję. Zamiast tradycyjnej baby polecam małe, urocze, słodkie i wdzięczne kardamonowe babeczki z kremem z ricotty i białej czekolady. Obezwładniające smakiem. Przyznaję szczerze, że odkąd przygotowałam ten krem do Leśnego Mchu, to się w nim zakochałam. Lekki, delikatny, cudownie kremowy. Do tego dużo smaczniejszy niż maślany, czy ten z bitej śmietany. Na pewno takie babeczki upiększą wielkanocny stół. Są małe, takie na dwa kęsy, można podarować je w prezencie. Albo zrobić prezent dla samego siebie. I przygotować sobie takie wspaniałe babeczki. I zajadać i zajadać...


Babeczki:
200 ml mleka
350 gramów mąki orkiszowej tortowej
80 gramów masła
3 łyżki brązowego cukru
5-6 ziaren kardamonu ( albo łyżeczka mielonego)
2 średnie jajka
Łyżeczka proszku do pieczenia

Krem:
2/3 tabliczki białej czekolady
Sok z połowy cytryny
200 gramów Ricotty


W garnuszku gotuję mleko razem z kardamonem, chwilę studzę,wyjmuję ziarenka kardamonu.
Ucieram masło z cukrem, gdy masa stanie się jasna dodaję jajka, a na końcu wlewam mleko. Przesiewam mąkę z  proszkiem do pieczenia, łączę składniki i szybko je mieszam. Ciastem napełniam foremki do muffinek, do 3/4 wysokości. Piekę babeczki 22 minuty w 185 stopniach ( ja piekłam z funkcją termoobiegu)
Gdy babeczki się studzą, szykuję krem. W wodnej kąpieli rozpuszczam czekoladę,  i chwilkę studzę. Do ricotty dodaję sok z cytryny i białą czekoladę, dokładnie mieszam, i wstawiam na godzinę do lodówki. Kremem dekoruję babeczki. Do podania trzymam w lodówce.

Moje rady:
1. Nie rezygnujcie z przygotowania mleka aromatycznego, to konieczne by babeczki były naprawdę kardamonowe.
2. W wersji codziennej babeczki wystarczy posypać cukrem pudrem, polać lukrem bądź białą czekoladą.

piątek, 7 kwietnia 2017

Jajka faszerowane po polsku

Ostatnie dni to jedno wielkie ćwiczenie mojej asertywności. I przełamywanie nieśmiałości, tej wrodzonej. Wiecie, zawsze jak w sklepie dochodzi do pomyłek, na moją niekorzyść, to z reguły odpuszczam. Na szczęście rzadko kiedy te pomyłki są większe niż 2 złote. Więc macham ręką. Ale tym razem rachunek nie zgadzał się o 10 złotych. Uznałam,że to jednak trochę za dużo. Zebrałam się w sobie, zebrałam całą moc i bach, ruszyłam ku kasjerce. Tłumaczyłam sobie, że pani jest taka miła, przed chwilą sprawiała wrażenie, że jest aniołem, więc nie będzie źle. Grzecznie wytłumaczyłam w czym problem i co mi się zgadza, i.... I poczułam się fatalnie. Nie, nie dlatego, że musiałam zwrócić uwagę anielskiej sprzedawczyni. Poczułam się fatalnie, bo pani zaczęła na mnie krzyczeć. bo przecież każdy wie,że cena wisi pod danym produktem, jeżeli więc biorę coś z półki to mogę sobie sprawdzić cenę,a  nie zawracać jej głowę, już po skasowaniu. Marnym głosem wydukałam,że na półce właśnie jest cena 7,99, a na paragonie 17,99, więc problem jest. Pani uznała, że pierwszy raz musiałam odwiedzić ten jakże "wyjątkowy" sklep i po prostu nie wiem jak się czyta ceny. Zawołała więc koleżankę, by się pośmiać ze mnie i w grupie poszliśmy sprawdzić cenę. Miałam rację, aczkolwiek panie nie były wyznawczyniami zasady, że klient ma rację. Zaczęły mówić,że to złośliwi klienci poprzyklejali te ceny nie tak jak one chciały, a ja chyba nie oczekują,że sprzedawczynie będą chodzić i sprawdzać czy wszystko się zgadza. Oczywiście nie wymagałam tego od nich, uznałam jednak,że oddaję droższy płyn, bo metki z ceną wprowadzały w błąd i szukam tańszego płynu. Znalazłam, znów wystałam się w kolejce, by usłyszeć jakże zachęcające-, o , znowu pani, poproszę płyn już skasowany. Hmm, nie miałam go bo ta sama pani mi go zabrała, powiedziałam więc, że jest na półce. Pani -widząc kolejkę za mną rzekła- na pewno jest na półce, na pewno go pani tam odłożyła? Wiecie, nigdy nie planowałam zostać złodziejką, ale jakbym chciała to na pewno nie chciałabym być tak banalną osobą, którą zaspokaja byle płyn do zmywania codziennych makijaży. Wolałabym jednak zostać zapamiętana jako sprytny i sławny okradacz, a nie skończyć jako drogeryjny, podrzędny złodziejaszek. W każdym razie kiedy przypomniałam pani,że to ona odłożyła go na półkę, pani zmieniła ton, oddała różnicę i nawet pożyczyła miłego dnia. Jako, że na moją dopiero co uczącą się asertywności duszyczkę to było za wiele, postanowiłam przygotować sobie na kolację coś co sprawi, że na pewno ten dzień będzie miły. Tym czymś miały być jajka faszerowane po polsku. Czyli w skrócie, jajka faszerowane jajkiem, dużą porcją natki pietruszki, opanierowane i podsmażone na maśle. Potrawa prosta, i genialna w smaku. Moja ukochana. Zapewniająca dobry nastrój.



Składniki:
2 jajka
Duża garść natki pietruszki
Sól, pieprz, ostra papryka
Łyżka bułki tartej
Masło klarowane

Jajka gotuję na twardo. Warto dodać łyżkę soli do wody, skorupki nie mogą bowiem pęknąć. Przelewam jajka zimną wodą, ostrym nożem kroję jajka na pół, delikatnie wydrążam białko i żółtko. Siekam pietruszkę, dodaję do jajek, doprawiam, rozgniatam. Nadziewam skorupki masą jajeczną. Wierzch panieruję  w bułce tartej. Smażę jajka na rozgrzanym maśle około 2 minut.
Podaję na gorąco.
 Przepis dodaję do akcji Błyskawiczny Piątek - Wielkanoc

środa, 5 kwietnia 2017

Kruchy placek z konfiturą i bezą

Wyjątkowo proste, bardzo smaczne, bardzo klasyczne, może nawet nieco babcine. Takie jest to ciasto. Moja babcia robiła takie bardzo często. Używała za każdym razem innego słoiczka domowej konfitury. Takie ciasto śmiało można przygotować w ciągu tygodnia, bo nie wymaga wałkowania, bo składniki są bardzo proste, i dostępne w lodówce i w kuchennych szafkach. Wystarczy parę chwil i ciasto gotowe. Ja bez problemu przygotowałam je po pracy. Niespodziewanie czekało mnie spotkanie z przyjaciółką, postanowiłam wpaść więc do niej z czymś słodkim. Nie chciałam by było to coś kupnego,a  coś domowego, wprost z mojego piekarnika. Jako, że dawno nie szykowałam kruchego ciasta, chciałam przygotować właśnie je. Przypomniałam sobie o tym babcinym placku, i bach, gotowe. Smakowite, kruche, słodkie, z delikatną bezą. Podobne do pleśniaka, chociaż to ciasto szykuje się jak kruszonkę, lekko ugniata jedynie dolną warstwę. Zdecydowanie jest to ciasto dla zapracowanych i deserowych leniuszków. Wspaniale smakuje z popołudniową herbatką, wypitą oczywiście w miłym towarzystwie. Czasem najprostsze przepisy okazują się tymi najlepszymi. I nie trzeba wielkich składników i masy pracy by cieszyć się pysznym smakiem . Smakiem, który zna się od dziecka.


Składniki:
2 duże jajka
400 gramów mąki krupczatki
100 gramów masła
3 łyżki cukru kokosowego
3 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
Skórka  z połowy cytryny
2-3 łyżki lodowatej wody
1 czubata łyżka kakao
5 czubatych łyżek konfitury truskawkowej

Dodatkowo masło i bułka tarta do formy, sól

Oddzielam białka od żółtek. Do żółtek dodaję mąkę i zimne masło. Dosypuję oba rodzaje cukru i siekam nożem składniki na kruszonkę. Dzielę na dwie części-nierówne. Do większej dodaję skórkę z  cytryny, do mniejszej kakao. Ubijam białka na sztywną pianę z odrobiną soli.
Blaszkę do pieczenia smaruję masłem i posypuję bułką tartą. Na dno wysypuję większą część jasnej kruszonki, ugniatam dłonią. Na cieście rozsmarowuję dość równomiernie konfiturę-wcześniej ciasto warto posypać odrobiną bułki tartej, posypuję kruszonką z jasnego ciasta.
Na kruszonce równo kładę bezę, i posypuję czekoladową kruszonką. Piekę placek w 190 stopniach,przez 35-40 minut. Można posypać cukrem pudrem po wystudzeniu.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Prosta sałatka na mały głód

Ostatnio tak mam. Tak mam, że jak wracam do domu z  pracy to natychmiast robię bardzo głodna. Dziwne to, tylko przekręcam klucz w zamku i robię krok ku wnętrzu, a już dopada mnie solidny pan głód. Najczęściej do obiadu jest jeszcze sporo czasu, więc nie ma co zgrywać bohatera. Trzeba coś zjeść. Tak jak z innymi życiowymi problemami, trzeba brać byka za rogi. Oczywiście taka przekąska nie może być skomplikowana, powiedzmy sobie szczerze komu by się chciało szykować coś tak pracochłonnego, że w połowie trzeba by i tak sięgnąć po niezdrową przekąskę? Tę sałatkę ostatnimi dniami jem naprawdę często. Łagodzi potrzebę zjedzenia czegoś zaraz, z porcją zdrowia. Taki talerz pełen witamin na początek wiosny to chyba najlepsza opcja. Od razu poprawia się człowiekowi nastrój i wracają siły do działania, na tę drugą część dnia. Parę składników, minimum pracy i gotowe. Nie wiem jak u Was, ale mnie to przesilenie i zmiana czasu wyjątkowo wręcz męczą w tym sezonie. Dlatego staram się walczyć z tymi przeciwnościami natury zdrową dietą i pozytywnym podejściem.



Składniki:
1/3 sporego awokado
1 mały pomidor
Kilka plasterków ogórka
Ćwierć czerwonej cebulki
Kilka liści sałaty masłowej
Szczypiorek
Natka pietruszki
Olej lniany
Pieprz ziołowy
Sok z cytryny (do smaku)
1 kromka  chleba orkiszowego


Warzywa myję. Chleb opiekam w tosterze. Rwę sałatę, awokado kroję w małe kawałki, ogórka w półplasterki,a  pomidora na cząstki. Siekam szczypiorek i pietruszkę. Cebulę siekam na krążki.
Wszystkie warzywa układam na talerzu. Łączę olej lniany z sokiem z cytryny i pieprzem. Polewam sałatkę, podaję z pokruszonymi tostami.

sobota, 1 kwietnia 2017

Sernik z wiśniami

Sernik. Moja wielka miłość, nie ma co udawać. Już tydzień temu za mną chodził. Był cierpliwy, niczym zakochany 14 latek. Nieco nieśmiały, ale jaki skuteczny. W końcu się doczekał, zaproszenie na spotkanie zostało przyjęte. Niczym pryszczata 13 latka z radością szykowałam się na spotkanie z moim wyśnionym sernikiem. Tym  razem z tęsknoty za letnimi miesiącami do ciasta dodałam wiśnie. Mała to była zmiana, bo przepis-na prośbę  mej mamy, był bardzo tradycyjny. Bez spodu, tradycyjnie 8 jajek, wiejski twaróg, i ten mały,acz znaczący dodatek. Wiśnie. Chociaż z kompotu, to przywołujące letnie wspomnienia. Sernik z wiśniami smakuje wybornie, wspaniale, po prostu idealnie. Owoce dodają subtelnej słodyczy, sok z wiśni zaś sprawia, że ciasto jest niezwykle delikatne i jeszcze bardziej kremowe. Myślę,że ten sernik nie tylko będzie idealnym towarzyszem luźnych weekendów, ale również wspaniale będzie prezentował się na świątecznym stole. Delikatny, ale i ciężkawy. Konkretny sernik, na konkretny sernikowy głód. Ja dziś się nim zajadałam. Bo sobie na to zasłużyłam. Sobotę miałam pracującą. Wiosenne porządki w firmie poczynione. Miło się wróciło do domu, w taką piękną sobotę i mieć w zanadrzu kawałek takiego ciasta. Dobry sernik, odpędzi każde, dosłownie każde zmęczenie i wprowadzi w idealny nastrój.
Przepis dodaję do świątecznej edycji akcji Błyskawiczne Piątki


Składniki:
1 kg twarogu wiejskiego śmietankowego
8 jajek
8 łyżek cukru kokosowego
1,5 paczki budyniu waniliowego
Sok z połowy cytryny
200 gramów wiśni z kompotu

Dodatkowo :
Masło i bułka tarta do formy, szczypta soli



Żółtka oddzielam od białek, ukręcam je z cukrem do białości. Partiami dodaję twaróg- trzykrotnie zmielony. Kiedy masa jest idealnie połączona dodaję proszek budyniowy i sok z cytryny. Ubijam białka na sztywno ze szczyptą soli, delikatnie dodaję do sernikowej masy i łączę składniki.


Tortownicę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Wylewam sernik do formy, na wierzchu układam odsączone wiśnie. Piekę ciasto przez 75 minut w 190 stopniach. Na dnie piekarnika warto włożyć naczynie z wodą, dzięki temu sernik będzie wilgotny i pięknie wyrośnie. Do całkowitego wystudzenia trzymam ciasto w piekarniku, a potem chłodzę w lodówce do czasu podania.


Moje rady
Jeżeli lubicie serniki na spodzie, ten sernik możecie przygotować na spodzie z kruchego ciasta -najlepiej czekoladowego, albo  z pokruszonych kakaowych herbatników.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...