Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

czwartek, 30 marca 2017

Pieczone jabłko. Po mojemu.

Pieczone jabłka to bardzo miły deser, albo popołudniowa przekąska. Idealna po prostu na podwieczorek. Uwielbiam jabłka, ale tylko te przetworzone. Pieczone, gotowane,w  cieście. Te surowe, no cóż, lubię tylko dwie odmiany, w sezonie zamieniam się w chrupacza. Ale po sezonie świeże jabłka mi nie leżą. Pewnie dlatego,  że moje ukochane kosztele zimą są po prostu niesmaczne. Jeżeli więc mam ochotę na jabłka wiosną i zimą to najczęściej jem je na ciepło. Tak jak te, pieczone jabłko,po mojemu. Zamiast piec jabłka w całości, najpierw je trę. Dodaję namoczone  w pomarańczowym soku bakalie, trochę domowej konfitury i już, gotowe. Kwadrans w piekarniku i mój pyszny owocowy deser gotowy. Sycący, chociaż lekki, zdrowy, i naprawdę pyszny. Dla małych i dużych dzieci. W zasadzie to dla każdego. Mi kojarzy się z domowymi klimatami i jakimś takim poczuciem bezpieczeństwa. A dziś akurat mam kryzysowy dzień. W pracy "pożar" za " pożarem", stres za stresem, a piątkowe, wolne popołudnie, wydaje się tak odległym tematem, że mam wrażenie, że nigdy nie nadejdzie. Odczuwam skutki przesilenia i zmiany czasu. Silna kumulacja. Mam wrażenie, że dopadło mnie chroniczne niewyspanie. Muszę ratować się kawą, z kostką gorzkiej czekolady i dużą ilością mleka. Zamykam oczy i piję.


Składniki:
2 średnie jabłka (polecam mało słodkie)
Pół szklanki soku z pomarańczy
Duża garść żurawiny, orzechów laskowych, włoskich i ziemnych
Czubata łyżka konfitury z czarnej porzeczki
Odrobina masła
2 pokruszone sucharki

Do soku pomarańczowego dodaję pół szklanki gorącej wody, zalewam nim bakalie, odstawiam na kwadrans. Jabłka ścieram na tarce, łączę z odsączonymi bakaliami.
Naczynie do zapiekania smaruję masłem, posypuję pokruszonymi sucharkami, wykładam masę jabłkową. Z wierzchu kładę kleksy z konfitury. Piekę deser przez 15 minut w 180 stopniach. Można jeść zarówno na ciepło, jak i po wystudzeniu.

wtorek, 28 marca 2017

Sałatka makaronowa z fetą

Czasem mi się wydaje, że mam pecha. Dużego pecha nad sobą, co czeka, czeka i bach. Atakuje. Bo jak inaczej wytłumaczyć sobie taka sytuację. Wieczór, spokojny wieczór w domu. Stoję w pokoju,rozmyślam gdzie położyłam pewną rzecz, ot kartkę z ważną informacją. Dumam tak sobie i stoję, nieruchomo oczywiście. Patrzę na półkę, wisi sobie spokojnie i zastanawiam się gdzież mam tę kartkę? I tak sobie myślę i nagle bum. Wielkie bum. Spadła półka. Stłukł się obraz, no raczej rama, szklana oczywiście. Do tego 4 elementy dekoracyjne, tak to nazywa, wazoniki itp. Spadła doniczka z kwiatkiem, i potłukł się kubek. Pełen herbaty oczywiście, z miodem,żeby było milej. Do tego z 20 książek jak nie więcej, wszystko zrobiło wielkie bum. Stałam jak zaczarowana. Chociaż  słowo "zaczarowana " nie pasuje. Stałam przerażona. Drugi raz przydarzyła mi się taka historia. Z tym, że pierwszy raz szafa spadła mi na głowę, i skończyło się wanną pełną krwi i utratą przytomności. Drugi raz szafka padła do mych stóp,niczym zakochany młodzieniec. Tym razem oszczędzając moją osobą. Sama nie wiem jak to się stało,że chociaż stałam w samym centrum apokalipsy, tym razem nawet jeden odłamek szkła i innego ustrojstwa nie tknął mnie, nawet nie musnął? Co prawda z powodu siły wydarzenia wypadły mi z uszu kolczyki, których nie odnalazłam,ale to jedyna strata. Dziura w ścianie została przepięknie zaszplachlowana  i zamalowana. Szafka znów wisi. A na pocieszenie -po stracie obrazu, zrobiłam sobie kolacyjną sałatkę makaronową. Aczkolwiek pasuje na każdą porę dnia i nie tylko na pocieszenie. Jest pyszna, sycąca i wyjątkowo prosta. Sprawdzi się zarówno na obiad, lunch w pracy, a resztki idealnie nadadzą się na śniadanie. Spróbujcie.



Składniki:
Opakowanie kolorowego makaronu
Opakowanie sera Feta
13-15 suszonych pomidorów
3 łyżki ziaren słonecznika
Pieprz
Zioła Prowansalskie

Gotuję makaron al dente. Fetę kroję w średnią kostkę. Pestki słonecznika prażę na suchej patelni. Pomidorki kroję na paski. Do makaronu dodaję ser, pomidorki i 2 łyżki oleju z suszonych pomidorów, wymieszanego z pieprzem i ziołami. Delikatnie mieszam składniki, posypuję prażonymi ziarnami słonecznika.









niedziela, 26 marca 2017

Kurczak po polsku

Weekend. Czas na porządny obiad. Bardziej pracochłonny, bo w sumie czemu nie? Dzisiejszy obiad to ukłon w stronę tradycji. Wyjątkowo domowy smak.  Smak, który towarzyszy mi od dziecka. Smak, który pojawiał się podczas niedzielnych obiadów, tych bardziej uroczystych. Początek wiosny to właśnie taka okazja. Kurczak nadziany. Solidnie nadziany na słodko. Wątróbka, rodzynki, i dużo, dużo i jeszcze więcej pietruszki. Bardzo tradycyjny przepis, rodzinny. Takiego kurczaka robiła moja prababcia, babcia i mama. Wszyscy go kochają, bo mięso jest soczyste, a nadzienie po prostu genialne, idealnie pasuje do mięsa i nadaje mu zupełnie nowy, inny smak. Przygotowanie może wydawać się skomplikowane, ale zapewniam,że to danie nie wymaga spędzenia całego dnia w kuchni i nie wiadomo jak wielkich przygotowań. Zaskakująco prosto się robi takiego kurczaka. A wychodzi zaskakująco pyszne danie. Na samo wspomnienie tych aromatów i tego niesamowitego smaku robię głodna. Bardzo głodna. Mogłabym jeść go codziennie. Albo i nie. Bo gdybym jadła go dzień dnia to w końcu by mi spowszedniał, stał się taki zwyczajny i pewnie przestałby mi tak smakować.
Ten weekend znów minął błyskawicznie, zdecydowanie zbyt szybko. Wiosenne porządki, zakupy, pucowanie i szorowanie, a na koniec dnia goście. Niedzielę planuję spędzić nieco spokojniej, chociaż dalej aktywnie. A po wszystkim, zjeść porządny, tradycyjny obiad. Kurczak czeka.







Składniki:
1 duży kurczak zagrodowy (około 1,8 kg)
Pieprz ziołowy
Sok z połowy cytryny
Sól

Nadzienie:
0,5 kilograma wątróbki drobiowej
1 duża kajzerka
1 pęczek natki pietruszki
2 garści rodzynek
2 jajka
1 duża łyżka masła
Sól
Pieprz
Gałka muszkatołowa

Dodatkowo masło klarowane

Kurczaka należy lekko opłukać i osuszyć. Dokładnie natrzeć solą,pieprzem ziołowym i sokiem z cytryny. Odstawić w chłodne miejsce na pół godziny.
Bułkę zalewam gorącą wodą.Namaczam rodzynki.  Wątróbki płuczę, osuszam, usuwam dokładnie błonki. Bardzo drobno siekam nożem, dodaję namoczoną bułkę. Natkę pietruszki myję, siekam drobno, razem z rodzynkami dodaję do wątróbki.
Oddzielam białka od żółtek. Żółtka ucieram z masłem, doprawiam,dodaję wątróbkę. Białka ubijam na sztywną pianę, łączę bardzo delikatnie z nadzieniem.
Kurczaka nadziewam wątróbką, delikatnie potrząsam, tak aby nadzienie równomiernie się rozłożyło. Można mięso zszyć, ale ja tego nie robię. Polewam mięso klarowanym masłem-około 2 łyżek i piekę 60-70 minut w 190 stopniach. Co kwadrans mięso polewam sosem z pieczenia, aby pozostał soczysty.
Mięso podaję z naturalnym sosem pieczeniowym, ryżem i surówką z marchewki.

piątek, 24 marca 2017

Serniczek z Nutellą

Czasem mnie najdzie w ciągu tygodnia chęć na coś słodkiego. Ale brak czasu i nie oszukujmy się, wiosenne przesilenie, powoduje, że nie mam ochoty niczego piec ani szykować dłużej niż 2 minuty. Ale cały dzień chodził za mną sernik. Dosłownie czułam jak skrada się za mną, kładzie rękę na ramieniu i mówi- chcesz sernik, chcesz sernik, choćby kawałeczek. Mam jednak swoje zasady. Nigdy nie kupuję sernika w cukierniach i kawiarniach. Nie wiem skąd mi się to wzięło, po prostu nie wyobrażam sobie, że mogłabym kupić sernik, bo żaden nie będzie tak smaczny jak ten domowy. W dodatku cóż, nigdy nie wiem ile czasu już leży w owej cukierni. No i mam specyficzne podejście do tematu, żaden sernik, w którym nie moczyłam palucha mi nie smakuje. Nie, nie, nie chodzi o to,że wsadzam palce w masę serową i się oblizuję,nie nie. To zdecydowanie nie moje klimaty. Chodzi o to, że ja muszę mieć jakiś udział w serniczku, inaczej zdecydowanie mi nie smakuje i jest fuj. Ale w ciągu tygodnia nie mam czasu, sił i często możliwości by upiec całą blachę ciasta. Ale, ale, od czego są serniki na zimno. Błyskawiczne, niekłopotliwe i naprawdę pyszne. Wystarczy parę składników, odrobina chęci i sernik do jedzenia łyżeczką gotowy. Mój zawiera w sobie dawkę Nutelli. Ostatnio porcja tego smakołyku od razu poprawia mi nastrój.
Ten błyskawiczny przepis na lepszy nastrój dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki



Składniki:
1 opakowanie kremowego serka śmietankowego
2 czubate łyżki Nutelli
1 łyżeczka kakao
Parę kropli ekstraktu z wanilii
2 łyżki gęstego jogurtu (najlepiej użyć greckiego)
2-3 pokruszone herbatniki

W miseczce łączę wszystkie składniki poza herbatnikami. Mieszam dopóki masa nie będzie gładka i jednolita. Masę sernikową przekładam do dwóch szklanek, chłodzę minimum pół godziny. Przed podaniem posypuję kruszonymi herbatnikami.




środa, 22 marca 2017

Lalo, Ostróda

Jest środa. Sam środek tygodnia. Ten czas kiedy do weekendu wciąż daleko, a jednak zmęczenie obowiązkami dało już się we znaki. Stąd moja chęć małej ucieczki od codzienności i mała wycieczka. Kulinarna wycieczka, na którą Was zapraszam.
Lalo, to restauracja w Ostródzie, przyjemnej mazurskiej miejscowości. Do restauracji zajrzałam przypadkiem, w deszczową pogodę szukałam miejsca, gdzie można wypić herbatę. Myślałam raczej o kawiarni, ale ostatecznie skoro stałam pod drzwiami Lalo, uznałam,że warto wejść. No właśnie, czy warto?

Wystrój. Restauracja znajduje się nad samym jeziorem, o ile w nieciekawą pogodę było pięknie, to jak musi być tam uroczo latem... Lokal jest przeszklony, bardzo jasny  i otwarty na jezioro, widoki są wspaniałe. Wnętrze jest bardzo nowoczesne, uwagę przykuwa ściana zieleni. Robi niesamowite wrażenie, wyjątkowo relaksuje, wspaniale ociepla wnętrze i nadaje mu niezwykłego charakteru. Jako,że kocham zieleń zaczęłam marzyć o takiej ścianie w moim domu. Drewno, metal i dużo zieleni. Taki miks zdecydowanie się opłacił. Jak człowiek wejdzie to zdecydowanie nie chce wyjść. Świetnie czuły się grupy przyjaciół, rodziny z dziećmi i zakochane pary. Ja byłam i wciąż jestem pod wielkim wrażeniem. Bardzo nowocześnie,ale na pewno nie jest nieprzytulnie, zimno i nijako. Jest oryginalnie i przyjemnie.

Obsługa. Bardzo na plus, kelnerki dbają o klientów, są życzliwe, przyjazne, chętnie służą radą i cóż, potrafią namówić do skosztowania tego i owego. Byłam po solidnym śniadaniu, a mimo to skusiłam się na propozycje kelnerki, przyznaję, menu robiło wrażenie

Jedzenie. W planach miałam jedynie herbatę, kubek ciepłego napoju, ale analiza menu sprawiła,że skusiłam się na domowy rosół z kaczki z pietruszkowymi dzyndzyłkami i porcja warzyw. Do tego pietruszkowy koktajl i cappuccino. Ostatecznie herbaty nie było. Przed rosołem poczęstowano nas domowym chlebem na zakwasie z buraków, oraz hummusem z pesto. Coś pysznego. Chleb był słodki, oryginalny w smaku, delikatny,ale wyrazisty. Hummus rewelacyjny, doprawiony w punkt. Smakował jak marzenie. Rosół z kaczki był zaś istną poezją. Przyznaję,że mam opory przed zamawianiem w restauracjach rosołu, bo często można dostać wodę o smaku kostki bulionowej z zimnym makaronem. A tutaj było zupełnie inaczej. Kaczy rosół jest bardziej treściwy w smaku niż też z kury. Nie za tłusty, o pięknym kolorze i wyraźnym smaku. Do tego dzyndzałki, czyli kołduny. Pietrszukowe ciasto, idealnie doprawione mięso w środku, wspaniały dodatek do rosołu. I bardzo duża ilość jarzyn, które były lekko chrupiące, wyraźne w smaku. Po prostu rosół idealny. Żałowałam,że było tak wcześnie, bo gdybym pojawiła się w Lalo z 2 godziny później, na pewno zjadłabym pełen obiad. Ale na ten pełen obiad, wrócę na pewno. I Wam polecam. Ja na pewno wrócę latem, by rozkoszować się w pełni pięknym położeniem Lalo.



Lalo, Mickiewicza 17C, 14-100 Ostróda





poniedziałek, 20 marca 2017

Drożdżówka z czekoladą i cynamonem

Niedzielny poranek. Zamiast wiosny jest nijako, brzydko, ponuro, znów deszczowo i wietrznie. Od rana w gramofonie grają piosenki Depeche Mode z ich nowej płyty. Wspaniałej, chociaż ciężkiej i mrocznej. Idealnie pasującej do pogody za oknem. Jest bardzo wcześnie, dom jeszcze śpi. Ja mam jednak swój plan. Drożdżowy plan. Chyba żadne ciasto nie przynosi takiego ukojenia jak drożdżówka. Bardzo domowa, żadne tam wymyślne składniki, niezwykłe dodatki i egzotyczne smaki. Po prostu prosta, klasyczna drożdżówka z dużą, bardzo dużą ilością kruszonki. W środku czekolada, ta gorzka i cynamon. Małe urozmaicenie, mała niespodzianka. Bardzo miękkie ciasto, delikatne w smaku, pachnące domem i spokojem. To coś czego było mi trzeba tego ranka. Duży kawałek ciasta, spory kubek kakao, i można zdobywać świat. Choćby to zdobywanie miało być tylko spacerkiem dookoła domu, bo na moment ( mam nadzieję,że jedynie na moment) wróciła zima. Wróciłam na moment ( mam nadzieję) do bardzo zimowej kurtki. Przedwiośnie czuję już całą sobą, przesilenie oczywiście. Tymczasem pogoda jak nie chce zmienić się na lepsze, to się nie zmienia. Chyba powoli zacznę tracić nadzieję na wiosnę przed majem.  Kolejny tydzień zaczął się bowiem deszczem,zimnem i szarością.



Składniki:
Ciasto:
150 gramów masła
250 ml mleka
500 gramów mąki pszennej
1 paczka suchych drożdży
2 duże jajka
Ekstrakt waniliowy
3 łyżki cukru
Nadzienie:
80 gramów gorzkiej czekolady
łyżka masła
Łyżka cynamonu
Kruszonka:
40 gramów masła
4 łyżki brązowego cukru
6 łyżek mąki
Szczypta cynamonu
Dodatkowo 2 łyżki mleka


Roztapiam masło, łączę  z mlekiem, chwilę studzę. Mąkę przesiewam, dosypuję do niej drożdże, wbijam jajka, dolewam mleczno-maślaną mieszankę, cukier i wanilię. Zagniatam ciasto, do momentu aż przestanie kleić się do rąk. Formuję kule i zostawiam na godzinę by wyrosło.
Siekam tabliczkę czekolady, dodaję masło i cynamon, łączę składniki-najlepiej przemieszać rękoma.
Szykuję kruszonkę-zagniatam składniki na kruszonkę, powinna być dość drobna.


Znów ugniatam przez chwilę drożdżowe ciasto, wałkuję je na prostokąt, pośrodku układam nadzienie. Zwijam ciasto w roladę, kroję na połówkę i przeplatam, zlepiam końce. Roladę smaruję mlekiem, posypuję kruszonką. Zostawiam na 20 minut do wyrośnięcia. Nagrzewam piekarnik do 200 stopni. Drożdżówkę piekę w 185 stopniach ( z termoobiegiem), około 45 minut.




Moje rady:
Możecie użyć tradycyjnych drożdży, wtedy należy przygotować zaczyn. 
Do nadzienia możecie użyć mlecznej czekolady.


sobota, 18 marca 2017

Panna cotta a'la Rafaello

Sobota. Sobota, to taki dzień kiedy staram się nadrobić zaległości na wielu polach. Nie ma lekko, lista spraw do ogarnięcia bywa spora, a czasu jakby mniej niż zwykle. Sama nie wiem skąd to się bierze? W każdym razie nie każda sobota jest aż tak leniwa jakbym tego pragnęła. Ale każda sobota musi mieć deser. Koniec i kropka. Nawet ta bardzo zabiegana. Tym razem postawiłam na prosty i bardzo smaczny kremowy deser, który swoją kokosowością ma zaczarować pogodę za oknem i przenieść mnie na rajskie plaże. Tak bardzo potrzebuję większej dawki słońca i ciepłej pogody. Parę kresek więcej na termometrze i parę promyków słońca więcej, i byłabym  w niebie. Na razie słońca i bardziej ciepłych klimatów muszę szukać na talerzu. Jeżeli i Wam marzy się chwilowy odpoczynek od zwariowanego przedwiośnia,to zapraszam na porcję tej pysznej panna cotty. Kokos, migdał -samo najlepsze wprost z rajskich plaż. Do tego przygotowanie tego deseru jest praktycznie dziecinnie proste. Bez problemu przygotuje go każdy, którego ogarnie tęsknota za latem. Moim zdaniem porcja tej panna cotty to przepis na sobotę idealną.



Składniki:
200 ml mleka kokosowego
1,5 łyżeczki żelatyny
4 łyżeczki cukru kokosowego
1 łyżka mielonych płatków migdałowych
1 łyżeczka miodu
Ekstrakt waniliowy
Płatki kokosa do dekoracji

Do 2 łyżek wody dodaję żelatynę, zostawiam na parę minut.
W garnuszku łączę mleko kokosowe z cukrem, podgrzewam parę minut- mleko nie może się zagotować, a  jedynie rozpuścić cukier. Trwa to około 5 minut. Dodaję żelatynę, podgrzewam parę minut, tak aby żelatyna idealnie się rozpuściła. Zdejmuje deser z ognia, dodaję migdały,miód i wanilię. Delikatnie mieszam, panna cottę przelewam do słoiczków, chłodzę minimum dwie godziny.
Przed podaniem dekoruję płatkami kokosa.







Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex

W sklepie Agnex czeka 5 % rabatu na hasło Zdrowe-Bakalie

www.sklepagnex.pl 

piątek, 17 marca 2017

Pasta jajeczna z awokado

Znów śniadaniowe klimaty. Tym razem jednak nie na słodko, będzie za to pyszna pasta jajeczna z awokado. Bardzo prosta, idealna na kanapki, zarówno te jedzone w domu, jak i zabierane z sobą do pracy. I do tego pełne zdrowia. Awokado jest nie tylko zdrowe, ale i smaczne. Oczywiście to kwestia dyskusyjna-smak. Znam takich, którzy plują na sam widok tego cudownego zielonego skarbu natury. Że mdłe, tłuste i nijakie w smaku. Ale wystarczy odpowiednio je doprawić, parę dodatków i zamieniamy nielubiany smak w coś wyjątkowego. Taką pastę przygotowałam sobie dziś na śniadanie. Świetnie urozmaiciła poranne kanapki. I do tego przygotowanie tej pysznej pasty, trwa dosłownie parę chwil. Nie zaburzy więc porannego, napiętego harmonogramu. Gwarantuję ,że po takim śniadaniu będziecie odpowiednio najedzeni, ale nie przeciążeni, miło zaczniecie dzień i jakoś tak będziecie bliżej wiosny. Po dwóch przyjemnie słonecznych dniach, na weekend robi się szaro. W planie deszcz, i deszcz ze śniegiem. Także standardowo.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki. 



Składniki:
1 awokado
2 małe jajka
Duża garść szczypiorku
Garść natki pietruszki
Słodka papryka-szczypta
Papryka wędzona - szczypta
2 łyżki gęstego jogurtu
Sól
Pieprz

Jajka gotuję na półmiękko-około 6 minut od zagotowania się wody, obieram je ze skorupki i kroję w drobną kostkę.
Awokado obieram, usuwam pestkę, kroję w kostkę, siekam pietruszkę i szczypiorek. Wszystkie składniki łącze i krótko miksuję. Doprawiam solą, pieprzem i obiema paprykami, dodaję jogurt, mieszam. Pastę podałam z żytnim chlebem z żurawiną.



środa, 15 marca 2017

Piernikowa manna z suszoną śliwką

Jako, że pogoda płata figle, i zamiast wiosny mamy wciąż zimową aurę, proponuję piernikową mannę. Moje śniadanie dostosowało się do porannego przymrozku za oknem. Co prawda ostatni dzień był wyjątkowo słoneczny,ale jednak nie tak ciepły, jak powinien być w połowie marca. Mam jednak cichą, bardzo cichą nadzieję, że nastąpi jakiś zwrot, bo zimowych ubrań mam już serdecznie dość. Marzą mi się długie spacery, leniwe popołudnia z książką  w parku i śniadania w skąpanej słońcem kuchni. Na razie to jedynie moje marzenia. Jak mamy słońce, to na morzu sztorm, czyli nawet jak termometr szaleje i pokazuje zachwycające plus 9, to odczuwa się minus jeden. Na szczęście od czego są pyszne śniadania, śniadanie jak deser. Słodkie, choć bez grama cukru. Pożywne, dodające zdrowej porcji energii. Zimowe, chociaż ten kokos niezwykle kojarzy się już latem. Takie pomieszanie z poplątaniem, w sam raz na środę.


Składniki:
200 ml mleka
5-6 łyżek kaszy manny
4 suszone śliwki
Łyżeczka kakao
Po szczypcie cynamonu, imbiru, kardamonu i mielonych goździków
Łyżka miodu
Płatki kokosa


W garnuszku podgrzewam mleko-zostawiam 2 łyżki na później. Gdy mleko się podgrzeje wsypuję kaszę mannę. Z mlekiem łączę kakao i przyprawy. Dodaję do kaszy, gdy zaczyna robić się gęsta, gotuję około 5 minut.
Śliwki zalewam wrzątkiem, kroje na mniejsze kawałki, dodaję do manny i mieszam razem z miodem. Mannę posypuję płatkami kokosa.





Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex
W sklepie Agnex czeka na Was 5 % rabatu na hasło Zdrowe-Bakalie

poniedziałek, 13 marca 2017

Kotlety z indyka z serem i chrzanem

W piątkowy poranek obudziłam się przerażona. Śniło mi się, że już był poniedziałkowy poranek, co znaczyłoby,że przespałam cały weekend. Owszem, po męczącym tygodniu  w pracy ta opcja nie wydawała się aż tak zła, ale zdecydowanie wolałabym by czas nie leciał tak szybko. Na szczęście całość okazała się tylko złym snem. Niestety, dziś rano okazało się, że weekend minął jak krótka drzemka. Jak zwykle, minął zdecydowanie za szybko. Zostały kulinarne wspomnienia, sobotnich kotletów z indyka. W środku kotletów czekała niespodzianka, chrzan i żółty ser. Mało oczywiste zestawienie, ale jakie pyszne. Kotlety wyszły niezwykle wręcz soczyste, i ciekawe w smaku. Nieco ostre dzięki chrzanowi, jak i delikatne. Do tego robi się je bardzo prosto i naprawdę szybko. Wspaniale będą pasować na obiad w zabieganym tygodniu. Ja z pewnością będę przygotowywać je częściej.
Nie zapeszam,ale na kwadrans cały wyszło słońce. Mam nadzieję,że ten stan utrzyma się do momentu końca pracy i będę mogła nacieszyć duszę i ciało, odrobiną mroźnego słońca. Tak, tak, u mnie dziś ledwo 1 stopień. Jak się doda wiatr, czuje się mróz.


Składniki:
 1 pierś z indyka
2 łyżeczki ostrego chrzanu
4 plasterki sera żółtego ( łagodny, najlepiej Gouda)
2 łyżeczki mąki orkiszowej
Łyżeczka słodkiej papryki
Łyżeczka granulowanego czosnku
Mąka orkiszowa do panierowania
Masło klarowane do smażenia
Sól
Pieprz


Mięso czyszczę papierowym ręcznikiem i  dzielę na 4 kawałki, w środku robię kieszonkę. Mięso posypuję solą, pieprzem, papryką i czosnkiem. Do kieszonka wkładam  po pół łyżeczki chrzanu i plasterku sera. Kotlety zostawiam na kwadrans w lodówce. Po tym czasie panieruję je w mące i wkładam na rozgrzane masło. Smażę około 5 minut z każdej strony, do zarumienienia. Dopiekam około 10 minut w piekarniku w 175 stopniach. Podaję z kuskusem i pomidorami.

niedziela, 12 marca 2017

Leniwe chmurki na śniadanie

Pierożki leniwe, wersja śniadaniowa, weekendowa. Bardzo prosta, szybka i co tu dużo mówić, przepyszna. Leciutkie, puchate serowe obłoczki, wypełnione bakaliami, ugotowane w mleku. Poezja. Wspaniale sprawdziły się wczoraj podczas bardzo leniwego śniadania. Co prawda reszta dnia już taka nie była, taka leniwa. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie,że obowiązek gonił obowiązek, a wieczór pojawił się bez uprzedzenia, ale przynajmniej poranne chwile spokoju były zapewnione. Dziś powinnam nieco zwolnić tempo. Mam nadzieję,że znajdę parę chwil dla siebie. Pogoda nie nastraja zbyt pozytywnie. Już kolejny weekend z rzędu jest po prostu szaro, zimno i ponuro. Nie, żeby w tygodniu było inaczej. Ale te 2 dni w ciągu tygodnia mogłyby być trochę bardziej słoneczne i pogodne. Kiedy oglądam zdjęcia z innych części kraju, zazdroszczę. Przedwiośnie zdecydowanie o nas zapomniało. Dziś znów musiałam z rana założyć rękawiczki i poprawić szal, by nie zamarznąć w drodze do kościoła. Tylko pokojowy hiacynt przypomina mi, że wiosna prędzej czy później,ale się pojawi. Wyruszam na spacer, na przekór tej szarości.



Składniki:
200 gramów serka śmietankowego (typu Philadephia )
1 duże jajko
2 łyżki kokosowego cukru
Po garści płatków migdałowych i suszonej żurawiny
2 szklanki mleka
Szczypta cynamonu
Łyżka klarowanego masła
Szczypta soli


W garnku podgrzewam mleko z łyżką cukru kokosowego.
Ucieram jako z pozostałym cukrem, dodaję serek śmietankowy, gdy składniki się połączą dodaję sól i bakalie-wcześniej namoczone. Łyżką formuję kluski średniej wielkości, wkładam do mleka, gotuję około 2 minut.
Podgrzewam masło klarowane, leniwe chmurki wyjmuję z mleka przy pomocy łyżki cedzakowej, polewam masłem, posypuję cynamonem.



piątek, 10 marca 2017

Czekoladowy makaron z twarogiem

Błyskawiczny piątek i błyskawiczny obiad. Pamiętam jak w piątkowe przedpołudnia w szkolnej stołówce na obiad była fasolowa, a następnie makaron z twarogiem i śmietaną. Całość podana była niechlujnie, w ogóle niedoprawiona, okropnie wręcz niesmaczna. Na samą myśl o takim daniu dostawałam dreszczy, i dziwiłam się,że są osoby, którym takie połączenie smaków może odpowiadać. Rok temu przygotowałam makaron z bakaliami i twarogiem. Teraz, w ten bardzo zakręcony piątek, przypomniałam sobie o tym przepisie. A, że miałam czekoladowy makaron, to postanowiłam go wykorzystać. Okazało się, że do słodkiego dania pasuje idealnie. Ostatnio mam coraz więcej dni kiedy nie mam czasu gotować. W zasadzie, to takie dni są w przewadze. Marzec mamy wyjątkowo pracowity, chyba nigdy nie było tyle ogromnych inwestycji w jednym czasie. Po cichu, bardzo cichutku, liczę na jakąś drobną, no może troszkę większą niż  drobną, premię, która wynagrodzi mi trudy ciężkiej pracy. Na razie starczyć i musi taki słodki i wyjątkowo szybko obiad. I perspektywa dwóch dni bez pracy.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczny piątek



Składniki:
Makaron czekoladowy
Twaróg śmietankowy
2 łyżki masła
Łyżeczka brązowego cukru
Duża szczypta cynamonu
Sól

W lekko osolonej wodzie gotuję makaron al dente.
Twaróg kroję w kostkę. Na patelni roztapiam masło-powinno stać się złote w kolorze i o orzechowym zapachu, dodaję cukier i cynamon. Na odcedzonym makaronie układam kostki twarogu,polewam masłem.

Moje rady:
Możecie użyć zwykłego makaronu, wtedy użyjcie nieco więcej cukru do masła.
Taki makaron świetnie sprawdza się na obiad, kolację, oraz śniadanie. Wystarczy podgrzać makaron, który został z obiadu.


środa, 8 marca 2017

Tawerna Santorini- Elbląg

Bardzo lubię Elbląg, szczególnie Stare Miasto, które całkiem niedawno zbudowano na nowo. Bardzo lubiłam też restaurację Mapa-tamtejsze naleśniki z pomarańczami było wspaniałe. Niestety, Mapa została zamknięta, trzeba było szukać nowego miejsca. Idąc uliczkami Elbląga usłyszałam pewne miejsce. Tak, usłyszałam głośną grecką muzykę, zobaczyłam ludzi, którzy wchodzili do restauracji i to była najlepsza rekomendacja- szybka decyzja i znaleźliśmy się w środku. Na dwóch wolnych stolikach stały tabliczki ze słowem rezerwacja. Kiedy wydawało się,że z obiadu w tym miejscu nici, właściciel-prawdziwy Grek, orzekł,że jedna rezerwacja jest dopiero za 1,5 godziny, więc śmiało możemy zająć stolik. I zaczęliśmy grecką przygodę.

Wystrój:
Grecki, jasny, kremowo-niebieski. Przytulny. Lokal jest dwupiętrowy, latem jest i sporo miejsca na tarasie. Na dole jest bardziej tłoczno i gwarnie, na górze nieco bardziej kameralnie, my byliśmy na górze. Tawerna jest dość uniwersalnym miejscem, dobrze będą czuły się zarówno rodziny z dziećmi, koleżanki na babskim spotkaniu, czy pary na romantycznej kolacji. Mi lokal naprawdę się spodobał.

Obsługa:
Kelnerka, która nas obsługiwała była cierpliwa i bardzo sympatyczna. Chętnie opowiadała o kuchni greckiej, polecała dania,ale nie była przy tym nachalna. Czas oczekiwania na danie główne to 15-20 minut. W czasie wizyty obsługa dba o klienta, jest sympatycznie i przyjemnie.
Jedzenie:
Karta nie jest przesadnie bogata, co stanowi plus. Dużo łatwiej podjąć decyzję, gdy w karcie jest 15 dań, niż wtedy gdy jest 15 stron. Po długim debatowaniu co tu wybrać zdecydowaliśmy się na prawdziwie grecką musakę, szaszłyki z kurczaka po grecku i gołąbki z ryżowym farszem w liściach winogron. W menu były ciekawe potrawy z owoców morza i ryb,a także wołowina na słodko, czy greckie placki a'la pizza. Dla dzieci osobne menu, do tego kuszące desery i greckie napoje, każdy znajdzie coś dla siebie.
Jako czekadełko wystąpiły grzanki z pastą oliwkową, smaczne, wyraziste  w smaku.
Gołąbki okazały się pyszne, delikatne, otulone wspaniałym sosem cytrynowym. Zdecydowanie na duży plus. Kurczak był smacznie doprawiony, soczysty, świeży. Do tego przepyszny sos tzatziki, idealny. Standardowo sporo frytek i sałatka. Porcja moim zdaniem nieco za duża, nie mogłam dojeść do końca. Sporą część zabrałam na wynos. Musaka, ze względu na preferencje gości bakłażana zastąpiono cukinią. Dużo mięsa i sosu, dodatkowo jeszcze opiekany chlebek. Danie smaczne, ale nieco za tłuste, przez ser i cóż, znów porcja za duża. Głodni mężczyźni w połowie byli już solidnie najedzeni. Na zakończenie niespodzianka od właściciela, mały kieliszeczek domowej nalewki wiśniowo-malinowej. Nie piję alkoholu,ale skusiłam się na łyczek, likier smakował jak rozpuszczone landrynki, słodko i bardzo delikatnie.
Ogólne wrażenia:
Tawerna Santorini kusi prawdziwie greckim smakiem i wyjątkowo gościnną atmosferą. Jedzenie jest jak najbardziej smaczne, z chęcią spróbowałabym jeszcze paru dań z karty. Co do cen to jak na Elbląg mam wrażenie,że są nieco za wysokie. Aczkolwiek rekompensuje to wielkość porcji i świeżość składników,a  także fakt,że przyprawy i dodatki,pochodzą z Grecji. Czy bym tam wróciła?  Z pewnością. Jeżeli będziecie w okolicy, polecam.




Stary Rynek 4, 82-300 Elbląg

wtorek, 7 marca 2017

Prosta sałatka warstwowa

Jeżeli chodzi o sałatki, to moje preferencje od lat są niezmienne. Kocham tuńczykową i zwykłą jarzynową. W zasadzie nie wiem czy jest taka zwykła, bo zamiast ziemniaków, w moim domu daje się do niej ryż. W każdym razie mam swoje dwa typy, i praktycznie więcej sałatkowych nowinek do szczęścia mi nie trzeba. Ale jakaś odmiana od czasu do czasu się przyda. Taki sałatkowy powiew świeżości. W ten weekend przygotowałam uwielbianą przez moją rodzinę warstwową sałatkę. Robi się bardzo szybko, jest idealna na rodzinną kolację i wspólne oglądanie telewizji. U mnie był to mecz. Pogoda  w niedzielę zdecydowanie skręciła w stronę domowej. Znów pojawił się deszcz. Jak zwykle, dzień wcześniej wymyłam wszystkie okna. Staje się to już powoli zacną tradycją, kiedy myję okna, nadciąga gwałtowna zmiana aury, czyli po przyjemnej sobocie, pojawia się nieciekawa niedziela. Ale można uprzyjemnić deszczowe dni, taka sałatka idealnie się do tego nadaje. Jest bardzo smakowita, bardzo prosta i na pewno Wam posmakuje.



Składniki:
25 dg szynki konserwowej (dobrej jakości)
4 jajka
1 spory pęczek szczypiorku
1 niepełny słoiczek selera
4 krążki ananasa
4 łyżki kukurydzy  z puszki
4 pełne łyżki majonezu
Sól
Pieprz


Jajka gotuję na twardo, następnie przelewam zimną wodą i obieram. Kroję w drobną kostkę. Szynkę kroję w cienkie paseczki. Odsączam kukurydze i selera. Ananasa kroję w sporą kostkę, a szczypiorek siekam dość drobno.
Na dnie szklanej miski układam warstwami- seler, szynkę, kukurydzę, jajka i ananasa . Smaruję całość majonezem, doprawiam lekko solą i nieco mocniej pieprzem. Posypuję szczypiorkiem.

niedziela, 5 marca 2017

Ciasteczka ryżowe z masłem orzechowym

Te ciasteczka powstały z pilnej potrzeby dostarczenia organizmowi czegoś słodkiego, przy jednoczesnej niechęci do zakupów. Potrzebowałam czegoś co błyskawicznie poprawi mi nastrój i zapełni dom ciasteczkowym zapachem. Poszłam więc do kuchni, przejrzałam szafki i przepis stworzył się praktycznie sam. Ryżowe płatki, masło orzechowe i jajko. I prawie gotowe. Przepyszne, maksymalnie chrupiące i bezapelacyjnie, jedne z najprostszych ciasteczek na świecie. Wystarczy bowiem zmieszać parę składników, uformować ciasteczka i upiec. I tyle.Sprzątanie zostawmy zmywarce, a sami zajmijmy się jedzeniem. To chrupanie może jednak uzależnić, żeby nie było,że nie ostrzegałam. Dzięki płatkom ryżowym ciasteczka są naprawdę niesamowicie wręcz chrupiące. Ale w środku delikatne, dzięki masłu orzechowemu, które po upieczeniu zamienia się w bardzo kremową masę. Powiem Wam w sekrecie, że od tych ciastek nie można się oderwać. Moja mama zjadła 5 za jednym zamachem i wciąż było jej mało. Już podczas pieczenia nasze zmysły wariują, ciasteczka są bowiem wyjątkowo aromatyczne, intensywnie orzechowe i karmelowe. To po prostu nieziemskie połączenie smaków. Istna poezja. Do tego tak szybko się je robi,że można bez problemu przygotować je z rana, albo po powrocie z pracy. Są praktycznie bezproblemowe, każdy będzie potrafił je upiec. I wyjdą każdemu. Spróbujcie koniecznie.


Składniki:
 3 czubate łyżki masła orzechowego ( kremowego, polecam Go On, bo ma idealną konsystencję)
7 czubatych łyżek płatków ryżowych
1 jajko
3 łyżki brązowego cukru
Parę kropli esencji waniliowej


Masło orzechowe ucieram razem z cukrem, dodaję jajko i wanilię, mieszam dokładnie aż wszystkie składniki się połączą. Na koniec dosypuję płatki ryżowe, łącze z masą orzechową. Ciasto będzie gęste i kleiste. Łyżką formuję ciastka- mi wyszło 14 ciastek, raczej większych.
Ciasteczka piekę 15 minut w 185 stopniach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, delikatnie zdejmuję jeszcze ciepłe z blachy i przekładam na talerz.

Moje rady:
W tym przepisie nie używajcie białego cukru, stewii czy ksylitolu. Brązowy cukier  zapewni karmelowy posmak i idealną chrupkość. Polecam też trzcinowy albo kokosowy.

Warto zwiększyć ilość składników i upiec o parę sztuk więcej. Na drugi dzień pokruszcie ciasteczka i dodajcie do jogurtu bądź mleka. Powstanie przepyszne śniadanie.










piątek, 3 marca 2017

Domowy budyń krówkowy

Jestem budyniowym potworkiem. Po prostu kocham tę kromową słodkość. Moja mama dzięki zdolności przygotowania wspaniałego budyniu mogła wiele. Mogła na samo hasło- a chcecie budyń.... Uzyskać spokój, ciszę i idealnie grzeczne dzieci. A jeżeli budyń był od rana,na śniadanie to miała przez cały dzień spokojne i wdzięczne pociechy. Co przydawało się na przykład w okresie przedświątecznym,kiedy mama miała masę obowiązków, i nie bardzo chciała walczyć z rozkrzyczaną trójką dzieci. Bardzo lubię przygotowywać sobie budyń po męczącym dniu. Porcja tej słodkości zdecydowanie sprawia,że poprawia mi się humor i wracają miłe i słodkie wspomnienia. Mój ostatni pomysł na budyniową przyjemność to budyń krówkowy. O wyjątkowym smaku, idealnie krówkowy, z kawałeczkami chrupiących krówek, mleczny, karmelowy, po prostu przepyszny. Idealny na błyskawiczny deser po ciężkim tygodniu. Przy takim deserze miło zacząć weekend, podsumować tydzień i snuć mniejsze i większe plany na najbliższe dni. Mam nadzieję,że deszcz pozwoli mi od siebie odpocząć, choćby na pół dnia.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki



  Składniki:
1/4 szklanki mąki ziemniacznej
1 łyżka cukru kokosowego
Parę kropli ekstraktu wanilii
3 żółtka
600 ml mleka
10 krówek

Siekam  krówki.
Do garnuszka przysypuję mąkę ziemniaczaną z cukrem i żółtkami, dokładnie mieszam. Stopniowo wlewam mleko i delikatnie podgrzewam masę. Gdy masa będzie gładka, ale nie będzie jeszcze gęsta, dodaję krówki - 3/4 posiekanych kawałków. Mieszając trzepaczką, podgrzewam budyń do zgęstnienia. Przekładam do miseczek- mi wyszły 4 porcje. Budyń posypuję resztą krówek, podaję na ciepło,bądź zimno.







środa, 1 marca 2017

Błyskawiczny obiad z makaronem

Lubię mój dom. Lubię też odc czasu do czasu wyjechać i zatęsknić. Lubię też do niego wracać. To czego nie lubię to pustawa lodówka. Bo przed weekendem nie uzupełniłam zapasów, a jako,że wróciłam w niedzielę po 22, czasu na zakupy nie było. Po pracy byłam tak wykończona-dwa dni totalnego nicnierobienia, zebrało swoje żniwo, że zakupy odłożyłam na czas po obiedzie. W każdym razie na czas po odpoczynku. Sama nie wiem skąd to się bierze, ale zawsze kiedy tylko wrócę po małej przerwie do pracy, pełna zapału i energii, to nadmiar klientów, oczywiście wyjątkowo męczących, nadmiar zleceń, zamówień, ofert i dziwnych zapytań sięga zenitu. Tak sięga,że mój cały zapał koło 9 rano zostaje unicestwiony. Całkowicie zanika i zostaje desperacka próba ogarnięcia chaosu, połączona z desperackim patrzeniem na zegarek,kiedyż to wybije magiczna godzina 15.30. Najczęściej ta godzina wybić nie chce. Ale w końcu się zjawia. I wiem,że czas na obiad. Dziś będzie prosto, szybko, smacznie i postnie, czyli idealna propozycja na dzisiejszy dzień. Nie wiem czemu,ale bardzo polubiłam to danie. Jest naprawdę smakowite, a jego przygotowanie nie zajmie więcej czasu niż ugotowanie makaronu. Warto mieć takie błyskawiczne przepisy w zapasie, by w kryzysowej chwili móc je błyskawicznie wykorzystać i szybko cieszyć się obiadem.



Składniki:
Makaron spaghetti ( 3 garście)
3 jajka
6 pomidorków cherry
3 ząbki czosnku
Duża łyżka oliwy do smażenia
Łyżeczka klarowanego masła
Sól
Pieprz
Natka pietruszki

Gotuję makaron- al dente w dużej ilości solidnie osolonej wody.
Na rozgrzaną oliwę wrzucam bardzo drobno posiekane ząbki czosnku. Gdy staną się lekko złote,  dodaję pokrojone na połówki pomidorki, podsmażam dosłownie 1,5 minuty-pomidorki mają bardzo delikatnie zmięknąć.
Na drugiej patelni rozgrzewam klarowane masło, smażę jajka sadzone, doprawiam solą i pieprzem.
Odcedzam makaron, łączę z go z pomidorkami i czosnkiem, na wierzchu kładę jajka sadzone, posypuję natką pietruszki.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...