Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 27 lutego 2017

Omleciki na koniec karnawału

Kończy się karnawał. Niektórzy będą spędzać ten czas z różnymi słodkościami. Niekoniecznie zdrowymi i mocno kalorycznymi. Nie ma w tym nic złego. Jeżeli jednak czujecie pączkowo-faworkowy przesyt, to polecam takie omleciki. Wprost idealne na kolację. Kolację na pożegnanie z karnawałem i czasem szaleństw wszelakich. Ja osobiście niezbyt odczułam ten wyjątkowo radosny czas w roku. W zasadzie przestałam go odczuwać, kiedy poszłam na ostatni w moim życiu bal karnawałowy. A działo się to w 6 klasie. Od tamtej pory karnawał, to po prostu karnawał. Zwykły okres w ciągu zimowych tygodni. Chociaż w ten weekend przypadkiem znalazłam się w centrum karnawałowej imprezy. W hotelu, gdzie spędzałam weekend w jeden wieczór odbywały się dwie imprezy. Najpierw, trafiłam na jedną idąc na turniej ping ponga. Turniej składał się z dwóch uczestników, ja i mój brat. Stan turnieju? 80 do 1. Dla niego. Mimo wszystko z każdej przegranej piłeczki miałam olbrzymią radość. Obiecuję,że kupię paletki i w każdej wolnej chwili będę grać. Druga impreza odbywała się nocą, całą noc. Całą noc słuchałam, że pewna Aleksandra jest bardzo ładna. I w kółko, i 39 bisów. I mam dość. Na całe życie. Ale tylko piosenki, bo sam wyjazd mogę powtórzyć, choćby jutro.
Polecam omleciki i wracam do pracy.



Składniki:
2 jajka
8 czubatych łyżek mąki pszennej
1/3 szklanki mleka
2 łyżki  rumu
Łyżka cukru kokosowego


Cukier puder

Oddzielam białka od żółtek, żółtka ucieram z cukrem, białka ubijam na sztywną pianę. Do żółtek dodaję mleko i przesianą mąkę-ubijam trzepaczką by pozbyć się grudek. Na koniec dodaję rum i pianę z białek, bardzo delikatnie łączę składniki ciasta. Na teflonowej patelni łyżką wylewam ciasto,formując nieregularne kształty. Smażę na rumiano,posypuję cukrem pudrem.




piątek, 24 lutego 2017

Zimowe muffinki z Nutellą

Kardamon, cynamon i gałka muszkatołowa. Te aromaty zdecydowanie pasują do zimowych deserów. Wspaniale pachną, rozgrzewają i kojarzą się z domem. Dziś proponuję przepis na naprawdę błyskawiczne muffinki, które nie tylko wspaniale smakują, ale i cieszą wszystkie zmysły. Do tego idealnie nadają do zjedzenia poza domem. Nie tracą formy ani smaku. Śmiało można zabierać je na większe i mniejsze spacery, i na mniejsze i większe wycieczki. Mnie czeka wyjazdowy weekend, dlatego też z samego rana przygotowałam mały zapas tych pysznych muffinek. Aromatyczne ciasto, wypełnione Nutellą, i lekko chrupiąca,cukrowa polewa. Mimo wszystko muffinki nie są zbyt słodkie. Wręcz przeciwnie. Są delikatne, trudno się od nich oderwać. I takie proste, wystarczy 5 minut i muffinki są w piekarniku. A potem nieco ponad kwadrans i mamy gotowe muffinki. Są idealne,i takie proste. Każdy sobie z nimi poradzi. Jeżeli macie dość pączków i tłustych faworków, to proponuję te zimowe muffinki. Idealnie pasują do pogody za oknem. Od rana sypie bowiem śnieg.
Jeszcze parę chwil w pracy, i czas spakować małą walizeczkę. Weekendzie, witaj.
Przepis dodaję do akcji błyskawiczne piątki.


                                                                         Składniki:

2 średnie jajka
250 gramów mąki orkiszowej tortowej ( albo pszennej)
100 ml mleka
Łyżka proszku do pieczenia
2 łyżki oleju
Łyżka cukru kokosowego
Łyżeczka cynamonu
Pół łyżeczki mielonych goździków
Pół łyżeczki kardamonu
10 małych (niepełnych) łyżeczek Nutelli



Na cukrową skorupkę
2 łyżki wody
4 łyżki cukru kokosowego
Szczypta cynamonu


Jajka ubijam z cukrem, następnie dodaję mleko i olej. W drugiej misce przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i przyprawami, do suchych składników dodaję jajeczną mieszankę i mieszam całość-niezbyt starannie. Do foremek na muffinki wlewam po łyżce ciasta, wykładam łyżeczkę Nutelli, przykrywam niepełną łyżką ciasta. Muffinki piekę 18-20 minut w 185 stopniach.

Wodę mieszam z cukrem i cynamonem, gorące muffinki obtaczam w cukrze. Zostawiam do przestudzenia.




środa, 22 lutego 2017

Domowe pączki z płatkami róży

Pączki, domowe, z prawdziwą konfiturą z płatków róż. Nie owocową marmoladą, czy też marmoladą  o smaku róży. Prawdziwe różane płatki w cukrze, domowej roboty. Sama te płatki zbierałam, przy okazji nieraz trafiając na kolce, trzy dni smażę majową porą te konfitury, by potem w szare i ponure ostatnie dni karnawału,przygotować domowe pączki. Nie będę ukrywać, szykowanie pączków to nie jest pieczenie ciasta ucieranego. Nie wystarczy jedna miseczka i łyżka. Ciasto drożdżowe wymaga uwagi,czasu i cierpliwości. I najlepiej całego wolnego dnia.  Tak, pączki są bardzo wymagające. Ale za to odwdzięczają się wyjątkowym smakiem. Te kupne w cukierni czy markecie, nijak nie mogą równać się do tych domowych. Delikatnych, pełnych nadzienia, o idealnym smaku, Nic tylko zakasać rękawy i smażyć. A potem jeść. I jeść. Jeść w rytmie piosenek z filmu La La Land. Oczywiście doskonale wiem dlaczego ten film zrobił na mnie tak wielkie wrażenie. Mimo to jestem zdziwiona,że aż tak wielkie. Tak wielkie, że od paru dni ciągle żyję obejrzaną historią. I nucę. Nucę gotując, nucę jedząc. Chodzę odurzona słodyczą. I tą filmową i tą pączkową. Film i domowe pączki , to chyba dobry pomysł na Tłusty Czwartek?


Składniki:
0,5 kg mąki pszennej tortowej
1 szklanka mleka
1/2 paczki drożdży świeżych
5 żółtek
2 łyżki cukru
1 kieliszek rumu
1 łyżka cukru waniliowego
1/3 szklanki rozpuszczonego masła
Odrobina soli

Dodatkowo
Olej rzepakowy do smażenia
Cukier puder



Szykuję zaczyn. Drożdże rozgniatam z cukrem, łyżką mleka i mąki. Zostawiam na kwadrans.
Mąkę przesiewam. Żółtka ukręcam z cukrem waniliowym. Do mąki dodaję zaczyn, żółtka ukręcone na białą masę, mleko i masło i rum. Wyrabiam ciasto, tak długo aż przestanie lepić się do rąk. Odstawiam na godzinę w ciepłe miejsce.


Po tym czasie znów wyrabiam ciasto, dzielę na mniejsze części i wałkuję na prostokąt. Szklanką wycinam kółka, wykładam nadzienie na połowę, i zlepiam z drugą częścią pączka. Ostawiam na dwa kwadranse.
We frytkownicy rozgrzewam olej, partiami smażę pączki na złoty kolor. Odsączam na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu, posypuję cukrem pudrem.






wtorek, 21 lutego 2017

Kurczak w miodzie i musztardzie

Co dziś na obiad? To pytanie często się pojawia w moim domu. Najczęściej musi być po prostu szybko i pożywnie. A już szczególnie w  wyjątkowo pracowitym tygodniu . Każdy dzień bywa istnym maratonem,spraw do załatwienia, oczywiście wszystko na wczoraj. Do domu wracam później niż zwykle, do tego dwa razy bardziej zmęczona niż zwykle. Dlatego też obiady muszą być proste, smaczne i bardzo,bardzo szybkie. Stąd też przepis na pierś z kurczaka w pysznej marynacie miodowo-musztardowej, którą zrobiłam drugi raz w ciągu jednego tygodnia. Połączenie dwóch różnych smaków-słodkiego i ostrego, nadało mięsu z kurczaka nowego wyrazu. Do tego całe danie robi się błyskawicznie,tyle co marynatę. Kiedy mięso się piecze, wystarczy ugotować ryż. W międzyczasie można zaś odpocząć, albo wręcz przeciwnie, nadrobić domowe zaległości. Wybór należy do Was. Ja zdecydowanie wybieram relaks. Tak powinno zaczynać się w końcu nowy tydzień.


Składniki:
1 duża pierś z kurczaka ( 70 dg)
3 łyżki miodu lipowego
2 pełne łyżki musztardy rosyjskiej
Sól
Pieprz
2 łyżki oleju rzepakowego
Łyżka klarowanego masła

W miseczce ukręcam olej z miodem i musztardą, dodaję sól i pieprz. Marynatą dokładnie smaruję mięso z kurczaka, odkładam na kwadrans do lodówki. Po tym czasie przekładam do żaroodpornego naczynia i piekę 40 minut w 180 stopniach, W połowie pieczenia mięso posypuję wiórkami klarowanego masła. Ja kurczaka podałam z ryżem i surówką z marchewki.


sobota, 18 lutego 2017

Kokosanka babci Stasi

Dziś dzielę się z Wami rodzinnym przepisem. Przepisem na kokosankę Babci Stasi. Jak już wspominałam wiele razy, moja babcia wybitną kucharką nie była i nie jest. W zasadzie ciężko się temu dziwić, kilkanaście lat spędziła na Syberii, gdzie gotowało się to co było. Nikt nie myślał o wymyślnych daniach, składnikach i nauce gotowania. Pewnie dlatego moja babcia gotowała prosto i tak zwyczajnie. Najbardziej lubi pierogi, łazanki i kopytka. Kiedyś robiła je co tydzień, teraz już tylko zajada. Jeżeli chodzi o ciasta, to babcia niestety wielkim cukiernikiem nigdy nie była. Na wszelkie większe okazje był tort, kupione blaty biszkoptowe, przełożone maślanym kremem z kakao. Wybacz babciu,ale tortów nigdy nie lubiłam. I znielubiłam je na całe życie. Ale, ale,babcia miała w zapasie parę dobrych ciastkowych przepisów. W tym między innymi ten, na pyszną kokosankę. Niedawno wpadłam przypadkiem na babcię, stałyśmy obie w kolejce do bankomatu. Nagle przypomniało mi się to ciasto, poprosiłam babcię by szybko mi przypomniała jak się je robi. I od razu zabrałam się do pracy. Nie martwcie się,nie zaczęłam piec pod bankomatem, a  na spokojnie w domu. Moja rodzina oszalała, okazało się,że każdy tęsknił za babcimą kokosanką. Chociaż dodałam cukier kokosowy zamiast zwykłego, a mąkę pszenną zamieniłam na orkiszową. Delikatne ciasto, bardzo miękkie, i wspaniała masa. Kokosowa z wyraźnie karmelową nutą. Chrupiąca, ale i ciągniąca się jak toffie. Po prostu ideał. Jedyną wadą jest ta, że ciasto znika zdecydowanie zbyt szybko.
Dodatkowo jest mi bardzo miło dodać,że ciasto to zostało wyróżnione przez Martę z bloga Z Majeczką w kuchni w jej urodzinowym konkursie. Wiadomością podzieliłam się z babcią, która była zaskoczona, że takie proste ciasto, może zrobić wrażenie:)




Składniki:
Ciasto:

3 jajka
350 gramów mąki orkiszowej tortowej
100 gramów cukru kokosowego
300 ml śmietany 12 %
Olejek śmietankowy

Masa:
125 gramów masła
100 gramów wiórków kokosowych
5 łyżek brązowego cukru

Dodatkowo :
masło i bułka tarta do formy


Ucieram 3 jajka z 100 gramów kokosowego cukru. Dodaję ekstrakt śmietankowy i 400 ml śmietany. Dodaję 350 gramów mąki orkiszowej tortowej i łyżkę proszku do pieczenia. Ciasto wylewam na blaszkę wysmarowaną masłem i wysypanej bułką tartą.  Ciasto piekę przez 30 minut w 185 stopniach.
W garnuszku roztapiam 125 gramów masła z 5 łyżkami brązowego cukru, dodaję 100 gramów wiórków kokosowych i smażę -trzeba robić to ostrożnie, by nie spalić masy. Powinna zacząć karmelowo pachnieć i mieć złoty kolor.
Masą kokosowową smaruję ciasto, piekę je 10 minut. I studzę całkowicie przed pokrojeniem.







czwartek, 16 lutego 2017

Orkiszowo-Jogurtowe scones z rokitnikiem

Znów mi się to zdarzyło. Jedni byliby wściekli, ale ja zwęszyłam w tym przypadku okazję. Obudziłam się kwadrans przed budzikiem. Poczułam więc okazję by przygotować coś pysznego na śniadanie. Zamiast owsianek i innych płatków, zachciało mi się porannego pieczenia. Drożdżowe bułeczki odpadały. Za dużo przy nich zamieszania, upiekłby się pewnie gdy byłabym już przy swoim biurku w pracy, a do tego nie miałam drożdży,czyli strategicznego składnika. Zamiast więc  tradycyjnych bułeczek, zabrałam się za błyskawiczne scones. Przygotowanie to ledwie 8 minut. Potem scones się pieką, a ja udałam się na sesję jogi. I po chwili,jadłam moje bułeczki z dużym kubkiem kakao i kawałkami mango. Moje scones są idealne na leniwe poranki. I te zabiegane również,bo robią się bardzo szybko. Wartościowa mąka orkiszowa, jogurt i dżem z rokitnika. Rokitnik to skarbnica witaminy C, tak potrzebnej w sezonie zimowym, nie tylko wzmacnia odporność, ale i dodaje energii. Orkiszowe scones z dżemem z rokitnika to cudowny sposób na początek dnia. Mięciutkie, delikatne, zdrowe, pełne smaku. Egzotyczny kokos i dawka goryczki z rokitnika. Musicie je spróbować, upieczcie je na weekendowe śniadanie. Na pewno je pokochacie tak jak ja.
A tymczasem rozkoszuję się tym,że jutro piątek. Co prawda cały dzień miałam wrażenie,że piątek nastał już dziś i trudno mi było przyjąć do wiadomości,że to dopiero jutro,ale już niedługo. Już za moment wyczekany weekend, i chwila oddechu.



Składniki na 8 bułeczek:
150 gramów jogurtu naturalnego
1 duże jajko
Pełna szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
3 łyżki wiórków kokosowych
25 dg masła
1 łyżka proszku do pieczenia
Skórka z połowy cytryny
3 łyżki kokosowego cukru
8 łyżek dżemu Łowicz 100 % Rokitnik


W misce łączę mąkę z proszkiem do pieczenia,wiórkami, cukrem i skórką z cytryny.
Dodaję jajko i jogurt, na koniec posiekane masło. Łączę składniki-robić to należy bardzo szybko,nie musi być bardzo dokładnie. Zagniatam ciasto, formuję kwadrat, dzielę go na 8 części. W środku każdej robię z boku nacięcie nożem, wkładam tam po łyżce dżemu z rokitnika, zlepiam.  Bułeczki przekładam na blachę, wyłożona papierem do pieczenia i piekę 18-20 minut.





Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!

środa, 15 lutego 2017

Owsiane Latte z czarnym bzem


Latte z rana. Kubek porządnej czarnej kawy. Kto tak zaczyna dzień? Ja przyznaję,jestem fanką herbaty, po kawę sięgam parę razy na rok. Niezbyt lubię kawę w formie płynnej,co innego w deserach. Uwielbiam kawowy zapach i delikatną gorycz jaką nadaje ciastom, ciasteczkom czy też kremom. Dziś wykorzystałam aromat i smak kawy w śniadaniu. Konkretniej w owsiance. Poranek był wyjątkowo szary, ubogi w energię, jakiś taki markotny. Potrzebowałam przyjemnego pokrzątania się w kuchni z okazji śniadania, a także zjedzenia czegoś co doda mi porcję zdrowej i smacznej energii. Jako,że dawno nie jadłam owsianki stworzyłam śniadaniowe latte. Nie do picia, a do jedzenia. Wspaniałe. Kawowy aromat od rana dodaje energii, chociaż w smaku nie dominuje. Ta śniadaniowa owsianka smakuje jak najprawdziwsze,delikatne latte. Takie, które relaksuje, przynosi błogi stan relaksu,ale jednocześnie dodaje pozytywnej energii i pozwala zebrać siły na trudny poranek. A ostatnie tylko takie zdarzają mi się w pracy. Zdecydowanie rano mam za dużo spraw do ogarnięcia. Dobry losie ześlij mi trochę porannego spokoju. Takie śniadanie zaś na pewno napełni wszystkich dawką zdrowej energii.



Składniki:
5 łyżek płatków owsianych
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
150 ml mleka 3,2 %
Parę kropli ekstraktu waniliowego
1 czubata łyżka kakao
Duża szczypta cynamonu
1 łyżka miodu
Dżem z czarnego bzu Łowicz 100 %-2 łyżki




Podgrzewam mleko z wanilią, dodaję płatki owsiane i gotuję aż zmiękną, około 5 minut. Płatki dzielę na dwie  nierówne części. Do większej ,dodaję miód, do drugiej kakao, cynamon i kawę. Dokładnie mieszam i chwilę podgrzewam by składniki się połączyły. Na dnie słoiczka układam połowę jasnych płatków, na to delikatnie wykładam łyżkę dżemu, i masę kawową. Na to znów jasną masę. Wierzch dekoruję resztą dżemu z czarnego bzu.

Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!

niedziela, 12 lutego 2017

Wafelkowy deser a'la Tiramisu

Jeżeli ktoś zapyta się mnie jaki jest mój ukochany film o miłości podam mu dwa tytuły. Blue Valentine i W kręgu miłości. Tak wiem, nie są to filmy na które idzie się trzymając za rączki, a z kina czy też sprzed telewizora odchodzi widząc wszystko w różowych barwach. Nie fruwają wokół motylki, nie ma waty cukrowej zamiast drzew, a druga osoba nie skacze z radości dookoła niczym trzylatek po zjedzeniu 6 rogalików z czekoladą. To są moje najpiękniejsze filmy o miłości. Chociaż niekoniecznie tej najbardziej romantycznej, ale doświadczonej przez los, a przez to tak bardzo prawdziwej.
Nie obchodzę w żaden sposób Walentynek. Pewnie czuć to na kilometr skoro panie w cukierni pomijają wobec mnie pytanie - a na wiśniowe serduszko dla ukochanego skusi się pani? Pomijając już fakt, że jestem samodzielną damą,bez przyległości, to nawet gdybym te przyległości posiadała, to i tak 14 lutego nie  robiłby na mnie dosłownie żadnego wrażenia.
Ale na niektórych ten dzień robi wrażenie. Jeżeli więc planujecie spędzić ten dzień, czy też wieczór w jakichś romantycznych okolicznościach, albo celebrować własne uwielbienie do samego siebie, polecam ten deser. Tiramisu po mojemu. Bez jajek. Bo surowych jaj,nigdy nie pokocham żadnym rodzajem miłości. Delikatny i pyszny krem. Korzenna kawa, granat-owoc miłości, oraz pokruszone wafelki o smaku cappuccino. Czy można nie pokochać tego deseru?



Składniki:
250 gramów serka Mascarpone
150 gramów jogurtu naturalnego (kremowego)
Sok i skórka z jednej cytryny
2 łyżki miodu wielokwiatowego
1 granat
około 15 biszkoptów "kocich języczków"
2 łyżeczki kawy świeżo mielonej
Po łyżeczce cynamonu, kardamonu,mielonego imbiru i mielonych goździków


W ekspresie parzę kawę z przyprawami. Chwilę studzę.
Serek mascorpone lekko ubijam trzepaczką z jogurtem,sokiem i skórką z cytryny oraz miodem. Wkładam do lodówki na parę minut,
Biszkopty maczam w kawie, układam połowę na dnie 3 pucharków. Na biszkopty wykładam po czubatej łyżce kremu. Na tarce do ścierania czekolady trę wafelki, posypuję nimi krem. I powtarzam warstwy-biszkopty, krem i wafelki. Na wierzchu układam pestki granatu. Deser przed podaniem chłodzę przez minimum pół godziny.




Odkryj swoją słodką przyjemność z wafelkami Lusette

piątek, 10 lutego 2017

Indyk w 5 smakach

Ten tydzień zdecydowanie mnie zmęczył. W środę rano byłam pewna,że już mamy piątek. Jakże wielkie było moje rozczarowanie gdy okazało się,że to dopiero środa i te najtrudniejsze dni jeszcze przede mną. Tak się złożyło,że pierwszy tydzień lutego obfituje w rodzinne wydarzenia. Urodziny i imieniny taty, a potem rocznica ślubu rodziców. Wszystko maksymalnie skondensowane, i ciężko wymyślić ciekawe prezenty. Z roku na rok coraz ciężej, bo małżeński dystans coraz większy. Tegoroczny staż dobił do 31 wspólnych,urzędowo potwierdzonych lat. W tym roku wymyśliłam zaproszenia na prawdziwy bal w pięknej filharmonii. Kolację rodzice zjedzą z widokiem na Motławę, a potem tańce całą noc,przy jazzowych standardach. Mam nadzieję,że wrócą zadowoleni i przypomną sobie weselne okoliczności. W każdym razie moja mama zażyczyła sobie całego dnia pielęgnacji urody, dobierania sukienki, prób fryzury i makijażu. I kupno butów, bo ostatecznie uznała,że w kozakach nie będzie zbyt pięknie. Na obiadowe wariacje nie będzie więc czasu. Po pracy mama zarezerwowała sobie mój czas.  Stąd też ten szybki i smakowity pomysł na obiad. Kawałki mięsa z indyczej piersi obtoczone w mieszance pięciu bardzo aromatycznych przypraw. Do tego zielony makaron o aromacie zielonej herbaty i mini marchewka na parze. Kompozycja w sam raz na zabiegany dzień.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczny Piątek.


Składniki:
0,5 kilograma filetu z indyka
2 łyżki oliwy
Po łyżeczce
cynamonu, mielonych goździków, kminu i mielonego kopru włoskiego
Dwie szczypty pieprzu
Odrobina soli

Do podania makaron i mini marchewka na parze


W miseczce łączę wszystkie przyprawy razem z oliwą.
Mięso osuszam papierowym ręcznikiem i kroję w kostkę-średniej wielkości. Polewam marynatą, dokładnie obtaczam w przyprawach, zostawiam na kwadrans.
W międzyczasie gotuję makaron i marchewki na parze.
Rozgrzewam patelnię i wrzucam na nią mięso z marynatą, podsmażam około 8-10 minut.
Podaję z makaronem i marchewkami.




czwartek, 9 lutego 2017

Jogurtowe placuszki z czarnym bzem i gorącymi mandarynkami

Śniadaniowo się u mnie zrobiło. No cóż, zimne poranki nie zachęcają do sięgania po zimny jogurt i płatki. Syte, ciepłe i apetyczne śniadanie to coś czego mi trzeba w mroźny poranek. Dlatego też tym razem podałam jogurt w formie placuszków. Bardzo delikatnych, naturalnie słodkich i pysznych. Lekkie, rozpływające się w  ustach. Do tego porcja dżemu o ukochanym przeze mnie smaku czarnego bzu i mandarynki, tym razem na ciepło. Idealne śniadanie. Czekał mnie bardzo trudny dzień. Dzień pełen wyzwań i aktywności. Mówiąc szczerze od samego rana czułam się spóźniona i niepewna siebie. Ale po zjedzeniu takiego śniadania wrócił mi dobry nastrój i energia. Chociaż cały dzień sypał śnieg, a mróz przekroczył 10 stopni,to był naprawdę udany dzień.
Dziś jest jeszcze trudniej i jeszcze aktywniej. Praca nie daje o sobie zapomnieć nawet w domu. Byle do jutra i słodki weekend czas zacząć.



Składniki:
200 gramów jogurtu (kremowego,nie rzadkiego)
1 duże jajko
5 łyżek mąki orkiszowej tortowej
Skórka z połowy cytryny
Parę kropli ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka klarowanego masła
2 łyżki Dżemu Łowicz 100 % Czarny Bez
2 mandarynki
Łyżka miodu

Roztrzepuję jajko z wanilią, dodaję skórkę z cytryny. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do jajka, łączę z jogurtem. Dokładnie mieszam masę. Na patelnię do smażenia naleśników ( bez tłuszczu) wykładam łyżką ciasto i formuję placuszki. Podsmażam je około minuty i nakładam na wierzch po niepełnej,małej łyżeczce dżemu z czarnego bzu. Gdy placuszki są usmażone od spodu, przekręcam je na drugą stronę i smażę około 2 minut. Zdejmuję je z patelni, i trzymam w cieple.
Na patelni rozgrzewam masło, wrzucam na nie cząstki mandarynek, dodaję miód i podsmażam aż owoce staną się miękkie,ale wciąż zachowają kształt-około 2 minut.
Placuszki podaję z gorącymi mandarynkami.







Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!

wtorek, 7 lutego 2017

Szakszuka

Moja niedzielna jajecznica przybrała tym razem nieco inny kształt. Była pełna pomidorów, ostrej papryczki i pietruszki. Postanowiłam zrobić sobie małą odmianę i zamiast tradycyjnej jajecznicy, wybrałam tak modną i popularną szakszukę. Czyli mieszankę jajek i pomidorów. Naprawdę wyszła pyszna. Nie wiem czy jakiś wpływ na to miał nowy singiel Depeche Mode, na który czekałam od paru miesięcy i w końcu mogę go słuchać. I słucham non stop. Nastrajam się na koncert. Co prawda nie jest to piosenka, która zwala z nóg, ale jeżeli chodzi o twój ulubiony zespół, to nie ma większego znaczenia co śpiewają, ważne,że wciąż śpiewają i robią to naprawdę świetnie. I takie śniadaniowe towarzystwo bardzo mi pasuje. Panowie śpiewają, ja smażę jajka, następnie biorę książkę i zatapiam się przez chwilę w lekturze. Nim ruszę do dalszych zadań.
A dziś sypie śnieg. Znów jest biało, znów jest pięknie.


Składniki:
2 jajka
2 pomidory
2 ząbki czosnku
Kawałek papryczki chilli
Łyżka oleju rzepakowego
Duża garść natki pietruszki
Sól
Pieprz
Słodka papryka

Na patelni rozgrzewam olej. Bardzo drobno siekam czosnek i papryczkę chilli, podsmażam przez minutę. W międzyczasie siekam pomidory w kostkę, i wrzucam na patelnię, doprawiam solą, pieprzem i słodką papryką, smażę aż zaczną puszczać sok. Wbijam dwa jajka, i smażę na małym ogniu około 3 minut. Ja lubię jak białko jest całkiem ścięte, ale żółtko delikatnie kremowe. Potrawę posypuję natką pietruszki.

sobota, 4 lutego 2017

Drożdżówki z Nutellą

Te drożdżówki robiłam w zeszły weekend. Niestety przez nadmiar pracy dopiero teraz mogę podzielić się tym przepisem. No dobrze, wcześniej podzieliłam się nim z moją ciocią, która drożdżówki już zrobiła i kazała mi napisać,że wyszły przepyszne. 20 jej drożdżówek zniknęło w parę chwil, wnuki był zachwycone, a mały Karolek zażądał natychmiastowej powtórki. W zeszłym tygodniu chciałam zjeść coś bardzo drożdżowego, bardzo drożdżowego . Z czekoladą. Chciałam się trochę pobawić w kuchni. I w ten sposób przypomniałam sobie o przepisie na słodko zakręcone drożdżówki z Nutellą. Wygląda wspaniale, cieszą oczy, ich przygotowanie jest świetną zabawą, nieważne czy ma się 6, 16 czy 66 lat. Owszem, wymagają odrobiny pracy i sporej dawki cierpliwości, szczególnie podczas pieczenia, kiedy wydzielają niebiański aromat-rady dla łasuchów, usuńcie ich z pola rażenia piekarnika. W moim  domu, i w domu mojej cioci oczywiście, te drożdżówki okazały się wielkim hitem. Są miękkie, delikatne, rozkosznie czekoladowe. Cudowne zarówno na deser,jak i słodkie drugie śniadanie.  Myślę,że nie macie wyboru. Jeżeli ich nie szykowaliście, musicie wypróbować je koniecznie. Po prostu są wspaniałe.
Inspiracją były dla mnie te bułeczki. 



Składniki:
1/2 paczki suszonych drożdży
2 średnie jajka
200 ml mleka
550 gramów mąki orkiszowej tortowej
100 gramów masła
Łyżka cukru
Ekstrakt waniliowy
Około 15 łyżeczek Nutelli

Na lukier Sok z jednej dużej pomarańczy
6 łyżek cukru pudru

Dodatkowo
2 łyżki mleka




W garnuszku topię masło, dodaję mleko, chwilę studzę.
Przesiewam mąkę, dodaję do niej drożdże, cukier, jajka, wanilię i mleczny płyn. Dokładnie zagniatam ciasto-nie może kleić się do rąk. Trwa to około 5-7 minut. Po tym czasie przykrywam ciasto ściereczką i odstawiam na godzinę.
Raz jeszcze zagniatam ciasto. Odrywam około 15 kulek, każdą wałkuję na prostokąt. Na środku rozsmarowuję nadzienie z Nutelli. Ciasto składam jak naleśnik, lekko wałkuję, a następnie rozcinam przez środek-zostawiam z jednej strony około 1 cm. Następnie skręcam ciasto, i formuję z niego ślimaka.
Drożdżówki układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smaruję odrobiną mleka i zostawiam na kwadrans. Następnie piekę drożdżówki przez 20-22 minuty w 185 stopniach. Po wystudzeniu smaruję lukrem pomarańczowym.



piątek, 3 lutego 2017

Krem z kalafiora

Zimą chętniej jem zupy. W weekend obowiązkowo rozgrzewający rosół, a w tygodniu coś szybkiego, smacznego i łagodzącego pierwszy głód po przyjściu z pracy. Tę zupę robi się błyskawicznie, a do tego pysznie smakuje. Nie wiem jak Wy,ale ja uwielbiam kalafiora. A pod postacią zupy szczególnie. Nawet mój brat, wielki przeciwnik kalafiora zjadł ją z apetytem. Pewnie dlatego,że do końca nie wiedział co kryje się w środku? Polecam ją każdemu kto chce szybko się rozgrzać i poprawić samopoczucie.
I znów mamy piątek. Mijający tydzień bardzo mnie wymęczył. Już w okolicy wtorkowego południa odczułam potrzebę kolejnego weekendu. W pracy szerzą się choroby, skład mamy okrojony, pracy niby mało,a  jednak bardzo dużo. Moja koncentracja i siły witalne nie są w najlepszej formie. Marzę o wyjeździe. Najbardziej marzy mi się spa. Całe dni lenistwa i rozpieszczania samej siebie. Chwilowo to niemożliwe. Ale postaram się by te dwa dni przyniosły mi upragniony relaks i spokój.
A na szybki piątkowy obiad polecam tę zupę. Szykując ją na pewno się nie zmęczycie i spokojnie zaplanujecie weekend.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne piątki




Składniki:
1 duży kalafior ( można użyć mrożony)
2-3 spore ziemniaki
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
1,2 litra domowego rosołu
1 opakowanie serka topionego -śmietankowego
Sól
Pieprz
Gałka muszkatołowa
Czosnek w płatkach
Olej rzepakowy
Natka pietruszki

Kalafior myję, dzielę na różyczki. Wkładam do podgrzanego bulionu i gotuję około 15 minut.
Obieram ziemniaki, czosnek i cebulę, następnie kroję je w kostkę. Rozgrzewam olej, wrzucam na patelnię czosnek i cebulkę, a następnie ziemniaki, podsmażam przez 5 minut, dodaję do zupy i gotuję 20 minut,doprawiam solą, pieprzem i gałką. Na koniec dodaję serek topiony.
Zupę miksuję przy pomocy blendera na krem. Podaję z natką pietruszki i płatkami suszonego czosnku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...