Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 31 stycznia 2017

Budyń jaglany z matchą, sokiem ananasowym i dżem z czarnego bzu

Dzisiaj będzie śniadaniowa podróż. Podróż za jeden uśmiech po mapie świata. Będziemy w Azji, skąd pochodzi Matcha. Będziemy w Południowej Ameryce, gdzie rosną ananasy. Zahaczymy o Kalifornię, skąd weźmiemy garść migdałów i na koniec lokalnie podkradniemy ze słoika parę łyżek dżemu z czarnego bzu. Gotowi na taką podróż?
Tak, wiem to może być kosmicznie, ale uwierzcie mi połączenie tych wszystkich składników daje wspaniały efekt. Budyń jaglany jest po prostu przepyszny i wspaniały na śniadanie. Dodaje energii, syci na długo i zapewnia pozytywny nastrój na cały pracowity dzień. Gwarantuję Wam,że pokochacie tę kombinację smaków. A dzięki temu budyniowi od samego rana będziecie mieli dobry humor. Po kiepskim poniedziałku, musiałam zafundować sobie takie śniadanie. Zdecydowanie takie kuchenne wsparcie mi pomogło. I mogłam dobrze zacząć kolejny dzień. Zaraz luty. Bardzo się cieszę,że to koniec stycznia. W tym roku ciężko będzie mi go zaliczyć do ulubionych miesięcy. Mam nadzieję,że luty będzie odrobinkę łaskawszy. I pozwoli na więcej kulinarnych szaleństw, a ograniczy chorobowe dni.


Składniki:
6 czubatych łyżek płatków jaglanych
150 ml mleka
1 łyżka herbaty Matcha
5 łyżek soku ananasowego
Migdały w płatkach-garść
2 łyżki dżemu Łowicz 100 % Czarny Bez
Esencja waniliowa



W garnuszku podgrzewam mleko z wanilią, dodaję płatki jaglane i gotuję na gęsto, około 5 minut. W kubeczku łączę Matchę z sokiem ananasowym, dokładnie mieszam by nie było grudek. Dodaję do płatków, całość miksuję. Przekładam budyń do miseczki, mieszam z dżemem z czarnego bzu, posypuję płatkami migdałowymi.









Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!

niedziela, 29 stycznia 2017

Brownie z orzechami laskowymi

Zimowy dzień.. Ciemno, ponuro i chłodno. W taki czas wszystko kojarzy mi się z jednym-konkretnie z czekoladą. Gorzką, intensywną, pełną smaków i aromatów. Poprawiającą humor, przynoszącą ukojenie i jakiś tak wewnętrzny spokój. Duża ilość czekolady. To było to ,czego potrzebowałam wczoraj. Dużo czekoladowej przyjemności. Zresztą nie tylko ja. Moja siostra chodziła po domu i wszędzie i we wszystkim widziała czekoladę. Ona nas wołała. Nie mogłam pozostać obojętna, przeszłam na jej gorzką stronę mocy. Stworzyłam błyskawiczne brownie, rozkosznie czekoladowe, wzbogacone o orzechy laskowe. Orzechy i czekolada. Ta para nie mogła nie poprawić nastroju. Poprawiła bardzo skutecznie. Brownie wyszło bardzo czekoladowe,miało moją ulubioną konsystencję, określam ją jako gliniastą. Takie ciężkie brownie bardzo lubię, a moja mama takie ciasto je łyżką, prosto z blachy.
Sobota minęła mi zupełnie niepostrzeżenie. Dopiero co w piątkowe popołudnie cieszyłam się wolnym weekendem, a teraz znów prawie witam się z tygodniem pracy. Muszę nasycić się resztą wolnego dnia, naładować baterię i złapać nieco uśmiechu. Ten tydzień też będzie ciężki w pracy. A na razie jestem ja i moje brownie.



Składniki:
2 tabliczki gorzkiej czekolady 70 %
3 jajka
200 gramów mąki pszennej
85 gramów masła
10 kropli stewii w płynie
1/3 szklanki orzechów laskowych
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli
Dodatkowo cukier puder

W garnuszku topię masło, dodaję do niego posiekaną czekoladę- 1,5 tabliczki i chwilę podgrzewam,tak by czekolada się rozpuściła. Studzę.
Jajka ubijam ze stewią  i wanilią na puszysty krem. Dodaję masę czekoladę, a na końcu mąkę . Mieszam delikatnie. Na koniec do masy dodaję orzechy laskowe
.

Blaszkę do pieczenia wykładam papierem do pieczenia. Wylewam ciasto, brownie piekę 20-22 minuty w 190 stopniach. Jeżeli wolicie bardziej wypieczone brownie,pieczcie je 5 minut dłużej. Ja lubię jak wierzch jest ścięty,ale środek wciąż "gliniasty".
Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.


piątek, 27 stycznia 2017

Spaghetti z pieczonych pomidorów i czosnku


Dziś zapraszam na zwykłe/niezwykłe spaghetti. Czemu zwykłe? Bo składniki dobrze znane. Czemu niezwykłe? Bo zamiast gotować sos, najpierw upieczemy warzywa i po zmiksowaniu podamy z makaronem. Prawda,że brzmi ciekawie? Jestem wielką fanką makaronów. Mogłabym je jeść praktycznie codziennie. Najczęściej jednak robię je wtedy kiedy nie mam pomysłu na obiad, a czasu nie posiadam za wiele. Oczywiście szykuję też taki makaron kiedy mam po prostu na niego ochotę. Tym razem sosu nie gotowałam, a upiekłam. Dodałam do porcji sosu mięso i gotowe. Pracy przy takim obiedzie jest naprawdę niewiele, za to ile przyjemności z jedzenia. Sos jest bardzo aromatyczny, delikatnie słodszy i bardziej wyrazisty w porównaniu z tym tradycyjnym. Jest idealnie gęsty, dla mnie po prostu idealny. Koniecznie spróbujcie w ten weekend.
Ten tydzień to walka z grypą w biurze. Na szczęście chorzy w końcu zrozumieli,że grypę leczy się pod kocem we własnym łóżku,a  nie za biurkiem. Co prawda pracy miałam dwa razy więcej, ale za to trzy razy większy komfort oddychania czystym powietrzem. Weekend chcę przeznaczyć więc na słodkie lenistwo. Słodkie, bo na pewno będzie jakieś ciasto, jakiś film i dobra książka. A na razie zapraszam na porcję spaghetti.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki



Składniki:
6 sporych pomidorów
1 duża czerwona cebula
3 ząbki czosnku
Oliwa z oliwek-dwie łyżki
Listki świeżej bazylii
Suszone oregano
Szczypta chilli
2 łyżki tartego Parmezanu ( albo innego twardego sera)
2 łyżki bulionu warzywnego
500 gramów mięsa mielonego z indyka
Olej rzepakowy
500 gramów makaronu spaghetti
Sól
Pieprz



Pomidory myję, obieram ze skórki, czosnek i cebulę obieram, kroję wszystkie warzywa na kawałki, skrapiam oliwą i piekę przez 45 minut w 175 stopniach.
W międzyczasie podsmażam mięso na oleju. Gotuję makaron al dente.
Warzywa przekładam do wysokiego naczynia,dodaję przyprawy i zioła, bulion oraz ser. Dokładnie miksuję. Dodaję sos warzywny do mielonego mięsa.
Na talerzu układam porcję makaronu,polewam sosem.

czwartek, 26 stycznia 2017

Pieczony omlet z przyprawami,bananem i dżemem z rokitnika

Ostatnio znów wstałam przed budzikiem, konkretnie wstałam kwadrans przed dźwiękiem szumiącego lasu. Dla mnie był to oczywisty znak-dziś zamiast jogurtu będzie pyszne śniadanie, trochę dłużej szykowane.  Od miesiąca, nie, od dwóch, nie jadłam omletu. Nie wiem dlaczego? W każdym razie postanowiłam nadrobić to niedopatrzenie. Wymyśliłam sobie pieczony omlet. Dlaczego? Bo szykuje się go błyskawicznie, a kiedy się piecze, nie trzeba przy nim czuwać, tak jak przy tym smażonym. Można więc śmiało wstawić omlet do piekarnika i iść szykować się na spotkanie nowego dnia. W moim przypadku była to sesja porannej jogi dla lepszej koncentracji i prasowanie fartucha lekarskiego dla mojego brata, który odwiedzał oddział pediatryczny w ramach zajęć. Kiedy ja byłam zajęta, omlet pięknie się upiekł. Pachniał przepięknie, tak pięknie,że obudził moją siostrę, która załapała się na kawałeczek. Kawałeczek, bo chociaż ją lubię, to nie chciałam za bardzo dzielić się tym śniadaniowym cudem. Delikatny omlet, ale intensywny w smaku dzięki przyprawom, bardzo zimowymi, i bardzo rozgrzewającymi. Nie dodałam cukru,więc  porcję zdrowej porannej energii dały banany. A dżem z rokitnika o lekko kwaskowatym smaku dostarczył dawkę witaminy C i zrównoważył słodycz banana. Efekt? Genialny.


Składniki:
2 średnie jajka
2 łyżki mąki orkiszowej tortowej
100 ml mleka
Pół łyżeczki cynamonu
Duża szczypta kardamonu
Szczypta imbiru
Szczypta mielonych goździków
Łyżka masła
1 banan
2 łyżki dżemu z rokitnika Łowicz 100 %

Na patelni roztapiam masło, rozgrzewam piekarnika do 190 stopni.
Jajka ubijam z mlekiem, dodaję mąkę i przyprawy, dokładnie łącze całość przy pomocy trzepaczki,by nie było grudek.
Masę wylewam na patelnię, wkładam ją do piekarnika-ważne by patelnia nie miała plastikowej rączki, ja korzystałam z żeliwnej. Omlet piekę przez 20 minut w 190 stopniach.
Banana kroję w plasterki, układam na omlecie, podaję z dżemem  z rokitnika.



Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!

wtorek, 24 stycznia 2017

Wzmacniający napój mandarynkowy

Jak wiadomo,po chorobie człowiek sił ma mało. Ja również walczę ciągle z dość sporym osłabieniem i brakiem energii. Nawet nie sądziłam,że będzie tak duże. Owszem, kiedy miła lekarka potwierdziła moje przypuszczenia co do grypy,liczyłam się ze skutkami tej choroby. Ale nie sądziłam,że drugi tydzień będę czuła się jak pół własnego cienia. Albo i ćwiartka cienia. Nie mam sił, przeraża mnie prawie wszystko to co wymaga wstania z łóżka i ruszenia ręką i nogą. Ale od czego mamy kuchnię i koszyk na owoce pełen owoców? Ano od tego by przygotować sobie poranny napój wzmacniający. Duża dawka witaminy C stawia na nogi, miód zapewnia porcję zdrowej energii a przyprawy potęgują wzmacniający efekt i chronią przed następnymi chorobami. Taki napój to naprawdę pyszny sposób na poprawę nastroju i lepsze samopoczucie. Jeżeli brakuje Wam energii a pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie, polecam mandarynkową przyjemność. Mi zaczyna pomagać ta mikstura.




Składniki:
4 mandarynki
100 ml wody mineralnej
3 cm kawałek imbiru
Szczypta cynamonu
Szczypta kardamonu
Szczypta kurkumy
Łyżka miodu


Wodę mineralną podgrzewam z posiekanym imbirem i przyprawami. Zostawiam do lekkiego przestudzenia, dodaję miód.
Z mandarynek wyciskam sok. Można użyć do tego sokowirówki, albo drobno pokrojone owoce włożyć do blendera i zmiksować-w takim wypadku należy przetrzeć je przez sitko.
Sok z mandarynek łączę z wodą z przyprawami i miodem, mieszam i od razu wypijam.

niedziela, 22 stycznia 2017

Sernik z masłem orzechowym i czekoladową polewą

W konkursie na weekendowe ciasto wygrał sernik. Tak, przyznaję się, konkurs był ustawiony. Nie był za grosz przejrzysty. Byłam głucha na opinie wszelakie. Uznałam,że skoro ja czuję sernikowy głód, to inni mają się dostosować i z apetytem i wielkim smakiem zajadać moje dzieło. Tym razem wymyśliłam sobie kremowy sernik z masłem orzechowym. Wybrałam dwa rodzaje masła, to bardzo kremowe i to z kawałkami orzeszków. Tak, nie mogłam się po prostu zdecydować. Próbowałam co prawda losować słoik,ale i tak z wyników nie byłam zadowolona, więc z pełną premedytacją połączyłam oba rodzaje, dla jeszcze większej orzechowej przyjemności. Do tego czekoladowy spód, i lekka czekoladowa polewa. I ten obłędnie orzechowy środek. Nie wiem jak Wy,ale ja taki sernik mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolację. I byłoby mi mało. Ten sernik polubią szczególnie ci, którzy lubią konkretne i treściwe serniki. Ja przygotowałam go na herbatkę z moją babcią. Dzień babci to takie miłe święto. Moja babcia niedawno obchodziła 85 urodziny, niestety wypadły w czasie mojej choroby, więc teraz miałyśmy okazję nadrobić zaległości. Bardzo żałuję,że mam już tylko ją. Dzisiejsze święto dziadków mogę uczcić jedynie zniczem na grobach ukochanych dziadków. Dlatego tak doceniam takie chwile z seniorką rodu. Ciasto babci bardzo smakowało, więc jest to miła rekomendacja od doświadczonego łasucha. Babcia nie zorientowała się,że w składzie nie ma cukru, zastąpiłam ją stewią, dla jej zdrowia.
Spróbujcie tego sernika, na pewno Wam posmakuje i umili niedzielne popołudnie.




Składniki:
Spód:
100 gramów ciastek owsianych
8 kostek gorzkiej czekolady
3 łyżki masła
Sernik:
1 kilogram twarogu ( ja użyłam wiejskiego,śmietankowego)
6 jajek
2 opakowania budyniu śmietankowego
4 czubate łyżki masła orzechowego kremowego
4  czubate łyżki masła orzechowego z kawałkami orzechów
150 ml słodkiej śmietanki 12 %
Około 10 kropli stewii w płynie
Szczypta soli

Polewa:
100 ml śmietanki 12 %
10 kostek gorzkiej czekolady
Odrobina masła

Dodatkowo masło i kasza manna do formy



Zaczynam od przygotowania spodu. Ciasteczka kruszę. Roztapiam masło z czekoladą i dodaję do ciastek, masą wylepiam dno tortownicy, wysmarowanej masłem i wysypanej kaszą manną. Piekę ciasteczkowy spód przez 10 minut w 160 stopniach.
Oddzielam białka od żółtek. Żółtka ukręcam ze stewią, powoli dodaję twaróg i ucieram do połączenia się składników. Następnie dodaję śmietankę, proszek budyniowy i masło orzechowe, dokładnie łączę całość. Ubijam białka na sztywno,ze szczyptą soli, delikatnie dodaję do ciasta. Mieszam całość ostrożnie, i wylewam masę sernikową na podpieczony spód. Piekę sernik przez 65 minut w 180 stopniach-na spodzie piekarnika kładę naczynie żaroodporne z wodą, dzięki czemu sernik nie pęka i nie jest suchy po upieczeniu. Do wystudzenia trzymam ciasto w piekarniku,przy lekko uchylnych drzwiczkach.

Szykuję polewę. Podgrzewam śmietankę, dodaję posiekaną czekoladę i masło, energicznie mieszam, tak by czekolada i masło się roztopiły. Polewą smaruję ciasto, wstawiam do lodówki.
Sernik najlepiej smakuje następnego dnia, kiedy ma idealną konsystencję.






piątek, 20 stycznia 2017

Rafaello z kaszy kukurydzianej

Nawet nie wiecie jak się cieszę tym,że dziś piątek, że ten tydzień się kończy. Że przede mną dwa wolniejsze dni. Co prawda po chorobie mam sporo spraw do nadrobienia,ale dwa dni bez pracy cieszą mnie ogromnie. Oczywiście w planie mam pieczenie ciasta. Dwa tygodnie przerwy, to zdecydowanie o dwa tygodnie za dużo. Pomysłów mam sporo, a w oczekiwaniu na weekendowe ciasta, przygotowałam błyskawiczny i ciekawy deser. Rafaello z kaszy kukurydzianej. Bardzo prosty deser, bardzo apetyczny i oczywiście bardzo zdrowy. Kasza kukurydziana jest lekkostrawna, więc szczególnie polecana jest najmłodszym. Ale i pamiętamy,że jej piękny kolor to efekt obecności betakarotenu,więc jedząc taki deser dbamy o piękną skórę. Nie wiem jak Wy,ale ja nie zamierzam się ograniczać jedząc te pralinki. Z każdą kolejną będę coraz gładsza i cóż, piękniejsza :)
To był bardzo, bardzo ciężki tydzień. Nie da się ukryć,że chorowanie urlopem nie jest, a osłabienie po chorobie, nie sprzyja nadrabianiu zaległości w pracy. Doczłapałam się na szczęście do biblioteki, uzupełniłam braki w ilości lektur. Na weekend starczy, będzie można odpocząć.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piatki




Składniki:
150 gramów kaszy kukurydzianej (suchej)
200 ml mleka 3,2 %
200 ml mleka kokosowego
Pół laski wanilii
4 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki płatków migdałowych
kilkanaście migdałów



W garnuszku podgrzewam mleko kokosowe i to zwykłe z wanilią i łyżką wiórków kokosowych. Dodaję kaszę kukurydzianą i gotuję na gęsto-około 12 minut. Kasza powinna wchłonąć całe mleko. Dodaję do masy płatki migdałowe i formuję kulki. Obtaczam kulki we wiórkach kokosowych i chłodzę minimum pół godziny przed podaniem.




środa, 18 stycznia 2017

Puchatki

Dawno nie robiłam placuszków, więc tym chętniej spojrzałam na opakowanie twarożku homogenizowanego w lodówce. Zachciało mi się bowiem pysznych placuszków, szykowanych na twarożku. Lekkie, puchate, obłędnie pyszne. Smakujące nieco jak serniczki z patelni,ale są jeszcze delikatniejsze. Przygotowałam je sobie na słodki obiad. Z dodatkiem banana smakowały wybornie. Mój brat wyjadał mi te puchatki wprost z patelni, i się złościł,że zrobiłam ich za mało. Bo nieważne ile bym ich nie przygotowała, zawsze będzie za mało. Powiem Wam w sekrecie, że zakochałam się w nich do szaleństwa. Mam nadzieję,że Wam również będą smakować i przygotujecie je niejeden raz. Tym bardziej,że ich przygotowanie jest banalnie wprost proste, wystarczy parę chwil, dosłownie parę składników i gotowe.
Zima na mnie poczekała. Nie uleciała do morza. Pada śnieg, jest biało i pięknie. Jestem fanką zimy. Ale tej w bieli. Im więcej śniegu, tym więcej radości na mojej twarzy. Bardzo bym chciała by do marca było śnieżnie, a zaraz potem zrobiła się piękna wiosna. Wiem, wiem. Marzyć to ja sobie mogę.



Składniki:
300 gramów serka homogenizowanego naturalnego
4 łyżki kaszy manny
4 łyżki mleka
Sok z połowy pomarańczy
Duża garść mieszanki keksowej
Masło klarowane do smażenia
Banan


Serek mieszam z mlekiem i sokiem z pomarańczy. Dodaję kaszę mannę, dokładnie mieszam i zostawiam na 5 minut.
Do ciasta na placki dodaję mieszankę keksową, rozgrzewam masło klarowane. Smażę średniej wielkości placuszki,około 2 minut z każdej strony.
Podaję na gorąco z bananem pokrojonym w plasterki.







poniedziałek, 16 stycznia 2017

Budyń z kaszy manny i białej czekolady

W końcu znalazłam potrawę, którą mogę jeść. I ba, zjeść z dokładką. Budyń z kaszy manny z dodatkiem białej czekolady i kwaskowateych suszonych wiśni. Takie połączenie posmakowało mi wprost wyjątkowo. Ten budyń zrobiłam drugi dzień z rzędu, robi się go błyskawicznie, smakuje przepysznie i co najważniejsze, syci na długo. Ten budyń jadłam na kolację i na śniadanie, w każdej z tych roli sprawdza się po prostu genialnie. Jest delikatny, bardzo kremowy, i słodko smakuje białą czekoladą. A dla kontrastu odrobina wiśni. Koniecznie spróbujcie.
Już po anginie wspominałam,że po chorobie człowiek potrzebuje paru dni urlopu, by dojść do siebie. Tak może by i było w idealnym świecie. W tym moim  muszę dzisiaj pracować. Albo raczej udawać,że pracuję. Coś czuję,że po tej grypie do formy będę dochodziła małymi krokami. Nie zdziwię się jeżeli pełnię sił poczuję dopiero w okolicach lutego. Grypę dodaję do listy słów zakazanych. I proszę dobry los by więcej mnie doświadczał tym wątpliwym cudem.



Składniki:
200 ml mleka plus 2 łyżki
6 łyżek kaszy manny
3 kostki białej czekolady
Parę kropli esencji waniliowej
Duża garść suszonych wiśni


W garnuszku podgrzewam mleko z wanilią, dodaję kaszę mannę razem z posiekaną czekoladą i gotuję na gęsto -około 6 minut.
Następnie przy pomocy blendera miksuję kaszę na krem-dodaję resztę mleka.
Budyń z kaszy podaję z namoczonymi wcześniej suszonymi wiśniami.






piątek, 13 stycznia 2017

Piwny piernik z marmoladą

Tak, wiem,że jest po Świętach. Ale dla mnie cały rok jest dobrym czasem na pierniki. Nic na to nie poradzę. Tak po prostu jest. A już na pewno czas karnawału, to taki okres,kiedy piernik na stole nie gorszy wszystkich. Ja ten piernik przygotowałam na pierwszy tydzień Nowego Roku. Smakował wyjątkowo, po prostu wspaniale. Ciasto jest bardzo wyraźne w smaku, mięciutkie, i aromatyczne. Kusi przyprawami i karmelowym posmakiem,dzięki piwnemu dodatkowi. Przyznaję, w życiu nie wypiłam piwa. Nie, raz piłam zupę piwną. Ale to było gotowane piwo,więc chyba się nie liczy. W każdym razie nie znam się kompletnie na alkoholach, stałam więc w sklepie i jak dziecko w fabryce zabawek,nie wiedziałam co wybrać. Musiałam dzwonić do siostry i pytać, które piwo będzie najlepsze. Doradziła by wziąć Portera. To był dobry wybór. Ciemne, słodkie, dodało piernikowi ciekawego smaku. I wspaniale je spulchniło. Zniknęło błyskawicznie.
Jak uwielbiam jeść, tak przy tej grypie straciłam apetyt, Chwilowo nic mi nie smakuje. Mam nadzieję,że to stan przejściowy, który szybko odejdzie w zapomnienie. A na razie wspominam boski smak piernika.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki



Składniki:
300 ml ciemnego piwa ( najlepszy będzie Porter)
400 gramów mąki pszennej 650
100 ml oleju rzepakowego
125 ml miodu wielokwiatowego
Duża łyżka cukru
3 jajka
2 łyżki domowej przyprawy do piernika
Czubata łyżka cynamonu
2 łyżki kakao
Czubata łyżka sody

Do przełożenia
6-7 łyżek marmolady Jamar

Polewa
80 gramów gorzkiej czekolady
2 łyżki mleka
Łyżeczka masła

Dodatkowo:
Bułka tarta i masła do formy
Czekoladowe ozdoby do dekoracji

Na małym ogniu podgrzewam miód z piwem. Gotuję mieszankę przez 5-6 minut.  Chwilę studzę.
Jajka ucieram z cukrem, dodaję olej i lekko przestudzoną mieszankę miodowo-piwną.
Przesiewam mąkę razem z kakao, sodą i przyprawami. Łączę obie masy, dokładnie ucieram.


Ciasto wylewam do keksówki,posmarowanej masłem i wysypaną bułką tartą. Piekę piernik przez 45 minut w 185 stopniach. Zostawiam do przestudzenia.
Wystudzony piernik kroję na pół, smaruję marmoladą Jamar, przykrywam drugą częścią ciasta. Chwilę chłodzę.

W garnuszku roztapiam czekoladę z masłem i mlekiem, polewam nią ciasto, Zostawiam do zastygnięcia czekolady, dowolnie dekoruję.




wtorek, 10 stycznia 2017

Zielona sałatka z jajkiem

Kto sobie obiecywał,że w Nowym Roku będzie jadał mądrzej, zdrowiej i nie będzie wychodził z domu bez śniadania? Jeżeli należycie do tej grupy, to zapraszam na śniadaniową sałatkę. Bardzo zieloną, bardzo zdrową i oczywiście, przepyszną. Ostatnio pasjami zajadam się awokado. Nie mogę przejść obok niego obojętnie i regularnie uzupełniam zapasu tego zielonego cudu. Tym razem przygotowałam sobie śniadaniowy talerz. Zielony talerz. Mam tutaj sałatę, ogórki, awokado i jajko na półtwardo. Idealne, ścięte, ale jednak odrobinkę kremowe. Wspaniała kombinacja.
Tę sałatkę zrobiłam sobie w piątek, na świąteczne śniadanie. Wtedy nie sądziłam,że czeka mnie nie 3 dniowy dłuższy weekend, a 10 dniowy chorobowy urlop. Grypa rozgościła się w moim organizmie. 4 dni z gorączką, w tym dwa z temperaturą prawie 40 stopni. Paraliżujący ból całego ciała i okropny kaszel. I pomyśleć,że od miesiąca umawiałam się na szczepienie. Zawsze coś było ważniejszego. Ale i chyba nie pamiętałam jak okropna jest ta choroba i brakowało mi motywacji by iść do przychodni. Dziś moja lekarka zażartowała,że wyglądam na tak zmęczoną chorobą,że jest pewna,że tej jesieni będą pierwsza, która pójdzie się zaszczepić. Ma świętą rację.  Dopiero wczoraj zjadłam pierwszy posiłek, kanapki. Dziś jogurt i pół banana. Nic mi nie smakuje, wszystko jest papierowe, albo zbyt mocno pachnie i drażni gardło.
Dbajcie się o siebie. I myślcie o szczepieniu póki czas. Ja wracam grzecznie pod kołdrę.


Składniki:
Kilkanaście listków sałaty lodowej
1/3 ogórka
1/3 avocado
1 duże jajko
2 kromeczki chleba żytniego
Zielona pietruszka
Szczypiorek
Sól
Pieprz
Zioła prowansalskie


Jajko gotuję na półtwardo-ja wkładam je na wrzątek i gotuję 6 minut. Przelewam zimną wodą i obieram ze skorupki.
Myję warzywa, ogórka i awokado obieram. Sałatę układam na talerzu, ogórek kroję w słupki, kawałki, awokado w kostkę.
W tosterze opiekam chleb żytni, kroję w nierówną kostkę.
Jajko kroję na części, układam na warzywach, posypuję przyprawami. Sałatkę podaję z grzankami i zajadam na ciepło.




piątek, 6 stycznia 2017

Jogurtowy serniczek w słoiczku

Banalny przepis na błyskawiczny deser. Deser na takie chwile,kiedy nie chce się bardzo przemęczać, ale ma się ochotę na domowy deser. Szczególnie powinien posmakować dzieciom. Ale duże dzieci też będą zachwycone. Serniczek o delikatnym smaku, bardzo,bardzo pyszny.  I do tego robi się go, bardzo, bardzo szybko. Ja wybrałam domowy sok malinowy i sok z mango. W ten sposób powstało wspaniałe połączenie smaków. Swojska malina, i egzotyczne mango. Naprawdę pyszna para. Taki serniczek  śmiało można zjeść na śniadanie, wystarczy dodać pełnoziarniste ciasteczka, albo musli i mamy nie tylko smaczne,ale i zdrowe śniadanie. Idealne na ten dzisiejszy wolny dzień. Moje plany na dziś pokazują,że będzie to aktywny dzień. Trzeba odwiedzić siostrę w szpitalnej niedoli i koniecznie udać się na rodzinny spacer po parku. Póki jest typowo zimowa aura i wciąż świąteczna atmosfera.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne piątki.




Składniki:
400 ml naturalnego jogurtu ( dość rzadkiego)
3 łyżki soku malinowego ( najlepiej domowego)
3 łyżki soku z mango
4 łyżki mleka
Dwie łyżeczki agaru
Kilka herbatników


W garnuszku podgrzewam mleko-4 łyżki z agarem. Odlewam połowę, do reszty dodaję 200 gramów jogurtu i sok malinowy. Podgrzewam na małym ogniu- nie gotować.  Masa ma być ciepła. Wylewam jogurt do miseczki, chłodzę dwa kwadranse. I znów  w garnuszku podgrzewam jogurt  z mlekiem i sokiem z mango. Wylewam część mango na malinowy spód i chłodzę minimum 35 minut. Podaję z pokruszonymi herbatnikami.

środa, 4 stycznia 2017

Bananowy chlebek

Kiedy się denerwuję to piekę. Wczoraj moja siostra miała operację. Jako,że nie mogłam być w szpitalu, to zamiast chodzić w tę i z powrotem po pokoju, postanowiłam upiec jakieś ciasto. Do sklepu nie chciało mi się iść, zresztą i tak pewnie nie zapamiętałabym co mam kupić. A nawet jakbym miała listę, to i tak z pewnością bym jej zapomniała. Postanowiłam więc przejrzeć domowe zapasy i zająć na szybko pieczeniem . Jako,że miałam 4 zapomniane banany, ukryte pod pomarańczami, wybór mógł być tylko jeden-bananowy chlebek. Bardzo intensywny w smaku, niezbyt słodki, taki chlebek można jeść od rana do wieczora. Zarówno na drugie śniadanie, jak i na deser. No i jest to zdecydowanie zdrowa wersja deseru, bez białego cukru, z wartościową mąką i pysznymi dodatkami. Taki słodki chlebek szybko doda Wam zdrowej energii i poprawi humor.
Siostra ma już się dość dobrze, jak wszystko dobrze pójdzie to w sobotę wróci do domu. Bananowy chlebek ma moc.

Składniki:
3 duże jajka
2 łyżki miodu lipowego
4 średnie banany-koniecznie mocno dojrzałe
100 ml oleju rzepakowego
Łyżka przyprawy do piernika
300 gramów mąki orkiszowej tortowej
Łyżka proszku do pieczenia
3 łyżki wiórków kokosowych
3 garście suszonej żurawiny

Dodatkowo
Masło i kasza manna do formy
Posypka czekoladowa do dekoracji

Banany rozgniatam widelcem na papkę. Dodaję jajka i miód, ucieram masę. Wlewam olej i mieszam całość. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i przyprawą piernikową. Łączę z masą bananową. Na końcu dorzucam przepłukaną żurawinę i wiórki kokosowe. Mieszam,ale już bardzo delikatnie.

Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną. Chlebek piekę 45 minut w 180 stopniach.
Po wystudzeniu posypuję posypką czekoladową.






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Migdałowo-ryżowe śniadanie

I już,po 2016 roku. Pożegnaliśmy go. Ale,żeby nie było tak smutno, kolejny rok się zaczął. Mamy całkiem sporo czasu by mądrze go wykorzystać i spełniać swoje mniejsze i większe marzenia. Nie tylko te kulinarne,oczywiście.
W Nowy Rok warto wejść z pysznym śniadaniem do łóżka. Ja tak uczyniłam. Bardzo proste śniadanie, o wyjątkowo pysznym smaku. Ryż na mleku z dużą ilością migdałów i rodzynkami. Nie jest to typowy pudding, raczej coś pomiędzy budyniem a zupą. A smak? Genialny, po prostu genialny. Bardzo migdałowy, idealnie miękki ryż, naturalnie słodki. A jak pachnie obłędnie! Mojej mamie całość przypominała wigilijną zupę migdałową, którą szykowała moja babcia Jadzia. Na pewno będę szykować ten pyszny ryż jeszcze wiele, wiele razy.
Jak zwykle mijający weekend był za krótki. Albo po prostu był zbyt intensywny w wrażenia? Nie wiem, ale mam wrażenie,że dłuższy weekend powinien się pośpieszyć, tak o dzień, bądź dwa.



Składniki:
100 gramów ryżu jaśminowego
3 łyżki płatków migdałowych
300 ml mleka
Duża garść rodzynek
Parę kropli olejku migdałowego
Szczypta cynamonu


2 łyżki płatków migdałowych ucieram w moździerzu na mniejsze kawałki. Ryż zalewam mlekiem, dodaję migdały,olejek i przepłukane rodzynki. Gotuję,aż ryż będzie miękki,ale nie wchłonie całego płynu. Powinien mieć półpłynną konsystencję. Doprawiam cynamonem,. Podaję z resztą płatków. Taki ryż należy zjeść od razu po przygotowaniu, na ciepło.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...