Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 31 października 2016

Kruchy placek z truskawkami

Za oknem szaro,brzydko,ponuro, typowo jesiennie. Zaraz listopad, najgorszy miesiąc w roku. Przynajmniej dla mnie. Aby osłodzić sobie czekające mnie 30 dni, które kojarzą się z szarością,deszczem i brakiem energii, przygotowałam bardzo letnie ciasto. Ciasto wspomnienie lata. Robiłam je już tego lata, ale przez wakacje i przeprowadzkę nie umieściłam przepisu. Teraz,wybierając z zamrażarki kawałek mięsa na krupnik,znalazłam truskawki. Do zrobienia ciasta nie trzeba było mnie dwa razy namawiać. Pyszne, bardzo kruche, z przepysznym nadzieniem. Mocno truskawkowe, mocno owocowe,bardzo letnie. Bardzo trudno oderwać się od tego ciasta. Jest po prostu idealne. Moim zdaniem jesienią smakuje jeszcze lepiej niż w letnie popołudnie. Wspaniale kontrastuje z szarością za oknem i wprowadza w bardzo,bardzo przyjemny nastrój. 




Składniki:
2 jajka
125 gramów masła
350 gramów mąki krupczatki
3 łyżki cukru kokosowego
2 łyżki miodu
Aromat śmietankowy
Łyżka kaszy manny
Nadzienie:
0,5 kilograma truskawek
skórka z 1 cytryny
2 łyżki cukru kokosowego
Czubata łyżka mąki ziemniaczanej
Polewa
50 gramów czekolady deserowej
2 łyżki mleka
1 czubata łyżka cukru kokosowego


Składniki ciasta łączę(bez kaszy manny), ale nie nie zlepiam ich w kulę. Ciasto powinno przypominać kruszonkę. Większą częścią ciasta wylepiam tortownicę -wysypuję kruszonkę i dociskam ręką, wyłożoną papierem do pieczenia. Chłodzę pół godziny. Również chłodzę resztę kruszonki. 
W międzyczasie szykuję nadzienie. Mrożone truskawki rozmrażam i kroję na mniejsze kawałki, świeże myję, kroję na połówki. 
Owoce posypuję cukrem i skórką z cytryny. Dodaję mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszam. 
Spód ciasta posypuję kaszą mannę, wykładam truskawki, przykrywam drugą częścią ciasta-powinno być całkowicie zakryte. Placek piekę 35 minut w 185 stopniach.
Gdy ostygnie, polewam go nieregularnie polewą z rozpuszczonej czekolady,cukru i mleka.
Placek polecam kroić dopiero gdy całkiem ostygnie. 


piątek, 28 października 2016

Ciastka francuskie z jabłkiem. Pysznie nadziane.

Choruję/kuruję się dalej. A jak wiadomo kurowaniu sprzyjają domowe pyszności. Brakowało mi jakiejś słodkości, miałam apetyt na konkretne ciacho, francuskie z jabłkami. Brat mi nawet takie kupił,ale nie było zbyt udane. Bardzo suche, praktycznie bez nadzienia, smakowało zupełnie nijako. A ja przecież tak kocham połączenie francuskiego ciasta i jabłek. Dlatego też wysłałam brata na zakupy, ciastka postanowiłam zrobić sama. A te ciastka robi się naprawdę błyskawicznie. Wystarczy 5 minut i lądują w piekarniku. A jakie są wspaniale. Smakują wyjątkowo i na ciepło, jak i po wystudzeniu. Idealnie wypieczone, bardzo chrupiące, z wyraźnym migdałowym smakiem. W środku czeka pełnia nadzienia. Mnóstwo jabłek, żurawiny, znalazło się też miejsce na malinowy smaczek. Taka kombinacja okazała się po prostu idealna. Wszyscy zajadali się ciastkami z dużą przyjemnością. Ja także nie mogłam się opanować i  zjadłam je zaraz po wyjęciu z piekarnika.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne piątki



Składniki na 6 ciastek:
2 arkusze ciasta francuskiego
3 średnie jabłka (niezbyt twarde)
Łyżka kokosowego cukru
Łyżeczka cynamonu
2 garście żurawiny suszonej
Garść rodzynek
2 garści płatków migdałowych
Skórka otarta z połowy cytryny
6 niepełnych łyżeczek malinowej konfitury

Dodatkowo:
2 łyżki mleka
Łyżka brązowego cukru
Duża garść migdałów

Rodzynki i żurawinę zalewam wrzątkiem, odcedzam.
Arkusz ciasta francuskiego umieszczam na blaszce do pieczenia, kroję na 6 równych kwadratów.
Jabłka obieram ze skórki, kroję w średnią kostkę. Dodaję skórkę z cytryny, żurawinę i rodzynki, płatki migdałowe, cukier kokosowy i cynamon. Mieszam.


Na środku ciastka kładę sporą łyżkę nadzienia, kładę na wierzch również niepełną łyżeczkę konfitury. Postępuję tak z następnymi ciastkami.
Na ciastkach układam drugi płat ciasta, równo dzielę na 6 części, zlepiam brzegi. Wierzch smaruję mlekiem, posypuję brązowym cukrem i migdałami. Ciastka piekę około 20 minut w 190 stopniach.
Po upieczeniu posypuję odrobiną cukru pudru.



środa, 26 października 2016

Kawowy omlet z kardamonem

Jesienne chorowanie ma jeden plus. Śniadania. Zazwyczaj jesienią mam mały kryzys. Szarość za oknem powoduje,że poranki, w ciągu tygodnia, nie mam  energii i najczęściej jem po prostu jogurt z płatkami,albo błyskawiczne kaszki.  A teraz mogę, albo,raczej nie, muszę wypoczywać i spełniać swoje zachcianki. Wiadomo,wtedy człowiek szybciej zdrowieje. Jako, że rano biwakuję w piżamie do południa,bo przecież nigdzie się nie śpieszę, robię sobie też wolne i smakowite śniadania. Wczoraj gościł u mnie omlet. Kawowy, z kardamonem i orzechami w miodzie na dodatek. Bardzo delikatny, ale o wyrazistym smaku. Już sam zapach dodaje energii. Dawno nie jadłam tak smacznego omletu, po którym żałowałabym,że zrobiłam tylko jeden. Tymczasem wracam pod kocyk. Przygotowanie omletu niby jest banalne,ale jednak po wszystkim poczułam się jak po szychcie w kopalni. Antybiotyk działa,osłabia nie tylko bakterie, ale i mnie. No, ale zgodnie z lekarską opinią czeka mnie jeszcze parę powolnych poranków z późnymi śniadaniami. Do końca tygodnia mam wolne od pracy, a że poniedziałek dniem wolnym czeka mnie cały tydzień spokoju i dochodzenia do zdrowia.



Składniki:
2 duże jajka
4 łyżki mleka
1 łyżeczka kawy
1 łyżeczka mąki owsianej
Szczypta kardamonu
Garść orzechów w karmelu
Ćwierć łyżeczki klarowanego masła

Jajka roztrzepuję razem z mlekiem. Delikatnie dosypuję mąkę, kawę i kardamon, bardzo dokładnie mieszam całość,by nie było grudek.
Rozgrzewam masło, wylewam masę omletową na patelnię, smażę z jednej strony aż z wierzchu omletu zaczną pojawiać się bąbelki powietrza-do tego momentu,nie ruszam patelnią. Szybko przewracam omlet na drugą stronę, dosmażam około minuty.
Podaję na ciepło z orzechami.

wtorek, 25 października 2016

Bardzo kremowa jajecznica

Angina. To słowo towarzyszy mi od niedzieli Niestety. Ból gardła był tak silny,że swoje pierwsze kroki w niedzielny wczesny ranek,skierowałam do całodobowej przychodni,gdzie stwierdzono ropną anginę. Nie spodziewałam się tego. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam anginę. Niestety, zapomniałam też, jaki to ból temu towarzyszy. Niestety moje siły kompletnie mnie opuściły. Ból gardła uniemożliwił normalne jedzenie. Ale wczoraj poczułam ochotę na coś konkretnego. Czyżby antybiotyk zaczął minimalnie działać? W lodówce miałam .... Niewiele miałam. Miałam rosół, ale jedzony na gorąco potęgował ból gardła, a na zimno w ogóle nie smakował. Rodzina niestety daleko, do sklepu nikt nie mógł iść, a sąsiadów-chociaż miłych,nie chciałam prosić o obiad. W lodówce miałam zaś jajka, pomidory,nieco pieczywa. Zrobię jajecznicę. Ale tym razem nieco inną. Zawsze jajecznicę robiłam według najprostszej receptury. Jajka,sól i masło. Teraz zaś do jajek dodałam śmietankę. Kremówkę po prostu. Musicie mi uwierzyć,że ta pyszna jajecznica to było jedyne danie, które dałam radę zrobić w apogeum anginowych boleści. Mam nadzieję,że z godziny na godzinę będzie lepiej.



Składniki:
2 duże jajka
3 łyżki kremówki
Duża łyżka klarowanego masła
Sól
Pieprz

Roztrzepuję jajka z solą i pieprzem. Delikatnie dodaję kremówkę, mieszam dość niedbale.
Mocno rozgrzewam masło, wlewam masę jajeczną i smażę jajecznicę tak jak lubię najbardziej-ja akurat lubię mocno ściętą.
Podaję z pomidorami i szczypiorkiem.

sobota, 22 października 2016

Bułeczkowa babka drożdżowa

Dziwna nazwa prawda? Bułeczkowa baba drożdżowa. Okazuje się jednak,że za tą dziwną nazwą kryje się tradycyjna drożdżowa babka. A jej niezwykłość polega na tym, że najpierw należy uformować bułeczki,nadziać konfiturą, ułożyć w formie na babę i gotowe. No dobrze,trzeba swoje odczekać, ale warto.
Mój weekend zdefiniowała choroba. Paskudne zaziębienie. Powinnam podziękować mojemu tacie, który postanowił się nim ze mną podzielić. Dziękuję. Dzięki temu mogłam spokojnie poleniuchować, przeczytać masę książek, powertować parę książek kucharskich, obejrzeć zdjęcia z wakacji i upiec pyszne ciasto. Co prawda zgodnie z planem powinnam właśnie spacerować po Warszawie, albo zajadać pyszny obiad w małej knajpce. Zamiast tego kaszlę w domowych pieleszach i kuruję na poniedziałek.
Drożdżowe ciasta uwielbiam. Szczególnie za zapach jakim wypełniają dom. Niezwykle mnie on relaksuje i wprowadza w przyjemny nastrój. Do tego samo szykowanie drożdżowego wypieku jest magiczne. Nie chodzi tylko o to,że ciasto tak magicznie rośnie,ale jego wyrabianie ma terapeutyczną moc. Wszystkie napięcia,zbierane przez cały tydzień, ulatują w słusznej sprawie.
Ta babka jest wspaniałe. Bardzo miękka, delikatna, pysznie nadziana. Jako nadzienia użyłam domowej konfitury. Nie byle jakiej bo wiśniowej z kakao. Babka cudownie smakuje zarówno w dniu pieczenia, jak i następnego poranka i wieczora. Jest mięciutka, delikatna i naprawdę ciężko się od niej oderwać. Dlatego też polecam zrobić solidną porcję.


Składniki:
1/3 paczki świeżych drożdży
350 gramów mąki pszennej plus łyżka
100 gramów masła
200 ml mleka plus łyżka
2 jajka
5 łyżek cukru
Łyżka cukru z prawdziwą wanilią

Nadzienie:
Szwarcwaldzka konfitura wiśniowa ( można również tradycyjną wiśniową konfiturę połączyć z kakao)

Dodatkowo:
Łyżka masła
Łyżka cukru
2 łyżki mleka
Cukier puder


Zaczynam od przygotowania zaczynu. Drożdże rozcieram z łyżką cukru,mąki i mleka. Zostawiam na kwadrans.
W międzyczasie roztapiam masło, dodaję mleko i cukier z wanilią. Lekko studzę.
Mąkę przesiewam, łączę z zaczynem, dodaję mleczno-maślaną mieszankę oraz jajka. Całość wyrabiam mniej więcej 5 minut. Ciasto nie będzie idealnie gładkie i powinno nieco kleić się do rąk. Dzięki temu będzie idealnie miękkie, jak babka. Odstawiam je na godzinę.


Po tym czasie powinno znacznie zwiększyć swoją objętość. Odrywam kawałki ciasta, rozpłaszczam je, nakładam sporą łyżkę konfitury, zlepiam i formuję bułeczki. Postępuję tak aż skończy się całe ciasto-mi wyszło 7 sporych bułeczek. Bułeczki układam w formie na babkę, którą wcześniej posmarowałam masłem i posypałam cukrem. Zostawiam na 20 minut.


Bułeczki smaruję mlekiem, wstawiam do dobrze rozgrzanego piekarnika, zmniejszam temperaturę do 185 stopni i piekę przez 35-40 minut.
Wystudzoną babkę posypuję cukrem pudrem.


piątek, 21 października 2016

Zimna manna. Gorące banany

Zaraz weekend. Nareszcie. Kolejny męczący tydzień pracy prawie minął. Można odetchnąć i zaplanować weekendowe aktywności. Najbardziej lubię planować te dwa weekendowe dni spontanicznie, niemal w ostatniej chwili. Albo w ogóle nie planować nic. I całe dwa dni powoli snuć się po domu i po prostu tracić czas na nic nierobieniu. Owszem, chwilami mi się nie nudzi,ale jeżeli mój tydzień pracy był męczący i wymagający weekendowe lenistwo jest zasłużone. Jak najbardziej zasłużone. Nieważne jak spędzę te dwa dni. Czy będę robić porządki, spacerować, lenić się, albo wyruszę na małą wycieczkę, zacznę go pysznie. Czym.? Puddingiem z kaszy manny z dodatkiem gorących, miodowo-cynamonowych bananów. Pyszne połączenie. Bardzo kremowy i pożywny pudding przygotowany na mleku kokosowym w połączeniu z deserowymi bananami. Idealne na śniadanie,albo na deser.
Przepis dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki


Składniki:
6 łyżek kaszy manny
150 ml mleka kokosowego
2 łyżki mleka
1 łyżka cukru z wanilią
Duży banan
Łyżka masła
Łyżka miodu
Duża szczypta cynamonu


Mannę gotuję w mleku kokosowym z dodatkiem mleka i cukru z prawdziwą wanilią. Gotuję na gęsto, około 5-6 minut. Studzę i miksuję na gładką masę. Chłodzę w lodówce.
 Rozgrzewam masło, dodaję cynamon i pokrojone w plasterki banany. Podsmażam około minuty, dodaję miód i smażę kolejną minutę.
Gorące banany układam na puddingu.







środa, 19 października 2016

Karkówka w czosnkowo-ziołowej marynacie

Jesienią mam ochotę na bardziej konkretne obiady. Lekkie i delikatne dania odchodzą powoli w zapomnienie. Do wiosny i lata. Po pracowitym i chłodnym dniu, kawałek mięsa jest mi po prostu potrzebny. Ostatnio nie miałam za wiele czasu, za to miałam okropnie zabiegany dzień. Wtedy działam zgodnie z planem. Rano zamarynowałam kawałki mięsa, a po pracy po prostu je upiekłam. Marynata jest bardzo aromatyczna, wyraźnie czosnkowa z mocną ziołową nutą. Tak przygotowane mięso jest kruche, delikatne i po prostu pyszne. No i robi się praktycznie samo. Uwielbiam takie obiady. Szczególnie wtedy kiedy wokoło prawie każdy zaziębiony. I mnie próbuje dopaść jesienny katar. Walczę, choć jest ciężko. Ale po takiej dawce czosnku i rozgrzewającego mięsa, na pewno wrócą moje siły. A ja wracam cieszyć się wolnym popołudniem.




Składniki:
4 kotlety z karkówki
2 duże ząbki czosnku
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka suszonego koperku
2 łyżki oleju rzepakowego
Pieprz
Sól



Czosnek przeciskam przez praskę. Dodaję paprykę, sporą szczyptę pieprzu, i resztę przypraw,dolewam olej i mieszam. Marynatą smaruję kotlety, lekko solę,przykrywam folią spożywczą i chłodzę. Najlepiej kotlety zrobić wieczorem, bądź rano. Przekładam do naczynia żaroodpornego razem z marynatą. Piekę mięso przez 35 minut w 185 stopniach. W połowie pieczenia przewracam na drugą stronę.
Ja podałam kotlety z tłuczonymi ziemniakami i fasolką szparagową.

poniedziałek, 17 października 2016

Podwójnie migdałowe ciasto cytrynowe

Weekendowe pieczenie to w moim domu tradycja. Ciasto na te dwa luźniejsze po prostu musi pojawić się na stole. Tym razem nie miałam za wiele czasu,ale olbrzymią ochotę na coś wyjątkowego. Co prawda mieszkanie po remoncie już w pełni ogarnięte, ale piwnica wołała o zainteresowanie. Zapomniałam,że ukryłam tam masę książek, które musiałam przynieść, wyczyścić z kurzu i ustawić na półce. Do tego musiałam uporządkować buty. Okazało się,że mam 2 pary zimowych kozaków, o których istnieniu po prostu zapomniałam. Jakże przyjemnie było znów je zobaczyć i odkryć brak dziur i innych uszkodzeń. Zadowolona czyściłam buty i układałam je w piwnicznej garderobie. Do tego wykonałam 12 kursów na trasie dom-śmietnik.   Po tych wszystkich pracach nie miałam zbytniej ochoty na szykowanie skomplikowanego ciasta. Ale ciasto musiało oczywiście pojawić się na stole. Wybór padł na proste,ale i za efektowne podwójnie migdałowe ciasto. Do tego szalenie wręcz proste i przepyszne. Miękkie, delikatne, cytrynowe i rozkosznie migdałowe. Dodatkową atrakcją są chrupiące migdały z wierzchu, które stanowią idealny kontrast dla delikatnego ciasta. Wyśmienicie smakuje z dużym kubkiem zielonej herbaty z płatkami róży. A jako,że robi się naprawdę szybko polecam nie tylko na weekend.


Składniki:
125 gramów masła
3 duże jajka
80 gramów cukru kokosowego
1 duża cytryna cytryny
200 gramów mąki pszennej\
150 gramów mąki migdałowej (allbo samodzielnie zmielonych migdałów)
Łyżeczka proszku do pieczenia
1/3 szklanki płatków migdałowych

Lukier:
1 cytryna
4 łyżki cukru pudru

Dodatkowo:
Bułka tarta i masło do formy



Masło ucieram z cukrem na puch. Stopniowo dodaję jajka i dalej ucieram do połączenia się składników.  Ścieram skórkę z cytryny,dodaję do masy jajecznej.


Mąki przesiewam z proszkiem do pieczenia. Delikatnie dodaję do reszty składników ciasta. Tortownicę smaruję masłem,wysypuję bułką tartą, przelewam ciasto. Piekę je 10 minut w 180 stopniach. Po tym czasie posypuję płatkami migdałowymi i piekę 30 minut w 180 stopniach.
Gdy ciasto wciąż jest ciepłe,polewam je rzadkim lukrem ukręconym z cukru pudru i soku z cytryny.










sobota, 15 października 2016

Grzany cydr na weekendowy wieczór

Nie jestem fanką zimnych wieczorów. Oczywiście miło otulić się kocykiem i zająć czas przyjemną lekturą, ale kiedy każdy wieczór wygląda tak samo,łatwo o pewną monotonię. W piątkowe popołudnie musiałam zadbać o literaturę na weekend, stąd też odbyłam spacer do biblioteki. Rano spacer do pracy-w  końcu przestało padać, potem spacer do biblioteki połączony z zakupami. Było co prawda słonecznie,ale niestety mroźne powietrze,tak,nie jesienne,nie po prostu chłodne,a mroźne dało mi w kość. Wieczorem szukałam różnych sposobów na rozgrzanie przy słuchaniu Listy Przebojów i czytaniu książek. I wtedy przypomniałam sobie o tym co widziałam w pewnej kawiarni. Pomyślałam o grzanym cydrze. Nie lubię alkoholu. Od czasu do czasu namoczę bakalie do zimowego ciasta w rumie. Nie jestem zaś typem osoby, która w popijaniu kieliszka wina odnajduje jakąkolwiek radość. Powiem szczerze, 99 % alkoholi mnie odrzuca. Nawet najwykwintniejsze wino jest gorzkie. Jedyny wyjątek robię dla cydru. Ale powiem szczerze,cydr lubię tylko od małych producentów, lokalny. Te masowo produkowane są dla mnie nie do przełknięcia. Także już wiecie,że marny ze mnie kandydat na alkoholika, ale taki grzany cydr w jesienny,weekendowy wieczór chętnie wypiję i na pewno w sezonie jesienno-zimowym,będę wracać do tego przepisu.



Składniki na 4 porcje:
700 ml cydru ( najlepiej rzemieślniczego)
1 laska cynamonu
3 cm kawałek imbiru(obranego)
2 goździki
2 gwiazdki anyżu
1 ziarno kardamonu
2 jabłka

Cydr przelewam do garnuszka, dodaję przyprawy. Obieram jabłka i kroję w ósemki,dodaję do napoju. Podgrzewam całość przez 10-12 minut na średnim ogniu. Wyjmuję przyprawy. Podaję z plasterkami jabłek.








czwartek, 13 października 2016

Drożdżowe racuszki z bananami

Czy już wspominałam,że jestem bardzo racuszkowo/placuszkowa? Mogłabym je jeść kilogramami.Ostatnio siedząc w pracy i patrząc na monotonnie padający za oknem deszcz poczułam ogromną ochotę na racuchy. Takie drożdżowe, typowe, pyszne, słodkie, pachnące i takie domowe. Najczęściej robię je z jabłkami, albo solo i podaję wtedy z konfiturami. Tym razem jednak wykorzystałam dwa banany, których żywot wydawał się kończyć. Nie robiłam dotychczas racuchów z bananami,okazało się,że to był błąd. Smakowały bowiem wyśmienicie. Słodkie,delikatnie, z kremowymi kawałkami bananów. Idealne na kolację, albo na leniwe śniadanie. Wspaniale nadadzą się na słodki obiad. Jak dla mnie są po prostu rewelacyjne. Robią się prawie same, a smakują naprawdę wyjątkowo. Koniecznie musicie spróbować takich racuchów.



Składniki:
1/3 paczki świeżych drożdży
200 ml mleka
200 gramów mąki
1 duże jajko
2 banany
Łyżka cukru
Łyżeczka cynamonu
Parę kropli ekstraktu z wanilii
Masło klarowane do smażenia


Rozcieram drożdże z cukrem, dwiema łyżkami mąki i mleka, odstawiam na 10 minut.
Po tym czasie dodaję resztę mąki,mleka i jajko. Ucieram gładkie ciasto,dodaję cynamon,wanilię a na końcu pokrojonego w plasterki banana. Odstawiam na 10 minut.
Rozgrzewam masło, smażę racuszki na rumiano. Podaję na ciepło, u mnie z  posypką owocową.






wtorek, 11 października 2016

Owsianka z masłem orzechowym i bananem

Dawno nie jadłam owsianki. Dla mnie to takie jesienno-zimowe śniadanie, które sobie funduje od czasu do czasu w takie ponure i zimne poranki. Ostatnio naszła mnie ochota na miseczkę ciepłej owsianki z pysznymi dodatkami. Te dodatki są sycące,nieco jesienne, pyszne. Duża ilość masła orzechowego, słodki banan,aromat wanilii i cynamonu. Takie poranne zapachy i smaki wprawiają w dobry nastrój i zapewniają solidną porcję energii na cały poranek. Nawet taki wtorkowy. Kiedy pada, jest szaro, i zimno i  w ogóle myśl o wyjściu spod kołdry wydaje się najgorszym pomysłem na świecie. No, ale do pracy iść trzeba. Chociażby po to by wracając z pracy móc zajść do sklepu i kupić uroczą parę rękawiczek. Albo by móc kupić sobie samej bukiecik kwiatów na pocieszenie. O tak, takie śniadanie zdecydowanie ma terapeutyczną moc. Polecam każdemu.


Składniki:
5-6 łyżek płatków owsianych ( nie błyskawicznych)
300 ml mleka
1 banan
Czubata łyżka masla orzechowego
Szczypta cynamonu
Parę kropli ekstraktu z wanilii


Płatki zalewam wieczorem połową porcji mleka, dodaję wanilię i cynamon. Odstawiam do lodówki. Rano dodaję resztę mleka i podgrzewam około 2 minut. Dodaję masło orzechowe i podgrzewam kolejną minutę.
Owsiankę podaję z bananem.





niedziela, 9 października 2016

Błyskawiczne leczo

Oswajam się ze swoją kuchnią. Poznaję ją na nowo. Akcesoria powoli wracają do szafek i szuflad. Jest to jednak proces dość długotrwały, część rzeczy wciąż jest jednak ukrytych w piwnicy. Brak czasu,brak dużych garnków, wszechobecny kurz i brud nie zachęcały do gotowania obiadów. Większość moich obiad w ciągu ostatnich 2 tygodni to dania jedzone poza domem. Ale człowiek jednak tęskni do aromatów i smaków domowych posiłków. Mój obiad musiał być bardzo szybki, szykowany bez większych przygotowań i z małą ilością poświęconego mu czasu. Takim prostym i bardzo smacznym daniem okazało się leczo. Ostatnio kupiłam wspaniałą mortadelę, prosto z Włoch, smakowała dużo lepiej niż niejedna wędlina. Stąd też szybko przygotowałam leczo. Nie wiem jak Wy, ale ja do leczo najbardziej lubię właśnie mortadelę. Oczywiście nie taką z marketu za parę złotych,ale jeżeli kupimy naprawdę dobrą to będzie pasować w tym daniu po prostu idealnie. Leczo to dla mnie danie wczesnej jesieni,najbardziej smakuje mi właśnie w październiku. Jest przepysznie. Po porcji takiego leczo nabieram nowej energii. Mam nadzieję,że w ten weekend skończę wyjmowanie i układanie. I zostanie mi tylko cieszyć się kuchnią i mieszkaniem.



Składniki:
500 gramów mortadeli (dobrej jakości)
2 żółte papryki
3 pomidory
1 cebula
2 ząbki czosnku
Ostra papryka-duża szczypta
Słodka papryka-łyżeczka
Sól
Pieprz
100 ml warzywnego bulionu
Olej rzepakowy
Natka pietruszki
Do podania ryż basmati

Siekam drobno czosnek z cebulą, podsmażam na oleju do zbrązowienia.
Mortadelę kroję w grubą kostkę, podsmażam razem z cebulą około 5-7 minut-powinna wyraźnie zbrązowieć.
Jedną paprykę kroję w kostkę, drugą w paski,dodaję na patelnię.W międzyczasie kroję pomidory w kostkę,dodaję do reszty składników, chwilę podsmażam,dodaję bulion i wszystkie przyprawy. Duszę całość około 15 minut.
Podaję z ryżem i zieloną pietruszką.





piątek, 7 października 2016

Dwukolorowa manna

Pierwsze śniadanie z nowej kuchni? W ulubionej piekarni kupiłam bułkę z ziarnami,wypiłam do tego kubek herbaty. Na nic więcej nie starczyło czasu,zabrakło talerzy i pełnej lodówki.Nie miałam też sztućców. Za to następne śniadanie było powrotem do dzieciństwa. Manna na mleku migdałowym. Kakao i konfitury wiśniowe. Porcja ciepłej kaszki z samego rana. Za oknem deszcz,okropny wiatr,ciemno,szaro,paskudnie. Dookoła mnie kartony, pudła,pudełka,worki-krajobraz rodem z wysypiska śmieci. Czeka mnie bardzo,bardzo pracowity dzień i wtedy takie pyszne śniadanie daje mi chwilę radości i spokoju. Gęsta kaszka, pyszne dodatki, jest domowo i cudownie. Teraz nadszedł czas na takie śniadania.Ciepłe,konkretne,na słodko. Nawet wyjście do pracy wydaje się mniej przerażające kiedy mam przed sobą takie śniadanie. Mam nadzieję,że coś w pogodzie się zmieni. Albo i nie. Bo jednak manna z deszczem w tle ma wyjątkowy urok.
Przepis na błyskawiczną mannę dodaję do akcji Błyskawiczne Piątki


Składniki:
6 łyżek kaszy manny
200 ml mleka migdałowego
Czubata łyżka kakao
Łyżka wiórków kokosowych
Parę kropli esencji waniliowej
Wiśniowa konfitura

W garnuszku podgrzewam mleko migdałowe z wanilią. Dodaję kaszę i gotuję do zgęstnienia-około 3 minuty. Mannę dzielę na dwie części, do jednej dodaję kakao,do drugiej wiórki. Dokładnie mieszam. Przekładam do miseczki,podaję z wiśniową konfiturą.








wtorek, 4 października 2016

Blondies z malinami i gorzką czekoladą

Są jeszcze maliny. Zdążę więc u siebie przygotować parę słoiczków pysznych konfitur. Mam w końcu swoją kuchnię,swoje słoiki,swoje garnki(wciąż w kartonach) i ukochany warzywniak pod domem.Zanim jednak zacznę robić konfitury ciasto,które zrobiłam na pożegnanie wiejskiej przygody.. Blondies z malinami i gorzką czekoladą. Bardzo pyszne,lekko karmelowe,mięciutkie,wilgotne.Do tego słodycz malin i pewna goryczka czekolady,cudowności po prostu. Takie ciasta są bezproblemowe, bardzo łatwo się je robi, niezbyt długo czeka aż się upieką, a także bardzo przyjemnie je. Sama nie wiem czemu nazywam je blondies? Być może to efekt tego,że ciasto szykuje się praktycznie tak samo jak brownie,tyle,że bazą jest ciasto bez czekolady,za to z palonym masłem z cukrem. Ten zestaw składników zapewnia niezwykły,bardzo karmelowy posmak. Tym ciastem pożegnałam moje tymczasowe mieszkanie, wróciłam do siebie. Co prawda z miesiąc będę się do końca ogarniać, a magiczny piekarnik,wydaje się naprawdę obsługiwany przy pomocy tajemnej wiedzy,to jednak w domu najlepiej. A na razie,na ten nowy tydzień przesyłam Wam to pyszne ciasto.



Składniki:
2 jajka
125 gramów masła
4 łyżki brązowego cukru
200 gramów mąki pszennej
Ćwierć łyżeczki proszku do pieczenia
Ekstrakt waniliowy
50 gramów gorzkiej czekolady
1/2 szklanki malin
Dodatkowo cukier puder


Masło i cukier przekładam do garnuszka,podgrzewam na małym ogniu aż stanie się brązowe.
Ucieram jajka z wanilią,dodaję masło-lekko przestudzone. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i łączę całość,mieszam niezbyt dokładnie.
Płuczę maliny, siekam czekoladę i dodaję do ciasta,delikatnie mieszam.

Ciasto wylewam do formy wyłożonej papierem do pieczenia,piekę 20-22 minuty w 180 stopniach.
 Posypuję cukrem pudrem.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...