Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 30 sierpnia 2016

Miodowe śniadanie

Kiedy byłam mała,po każdym przeziębieniu czy poważniejszej infekcji mama przez minimum tydzień podawała nam pszczeli pyłek. Mi zawsze smakował, coś jak pomieszanie miodu,cukru i kwiatów. Moje rodzeństwo na widok tych kuleczek uciekało gdzie pieprz rośnie-młodzi,to głupi. Przez wiele lat nie stosowałam tego specyfiku,bo znajomy dostawca miodu zaprzestał pozyskiwania pyłku, w okolicy ciężko było znaleźć, a w ekologicznym sklepie życzyli sobie za słoiczek jak za złoto. Ale od czego są wakacje. Na lokalnym deptaku swoje stoisko miał pan pszczelarz, który z taką pasją opowiadał o miodzie i jego właściwościach, że skusiłam się na słoiczek gryczanego. A do tego zauważyłam pyłek, wielki słoik we wspaniale niskiej cenie ( jak na pyłek sklepowy). Od razu po powrocie do domu zaczęłam akcję pyłek. Co daje pszczeli pyłek? Wspaniale odżywia organizm, wzmacnia, dodaje energii, poprawia nastrój, leczy anemie, uodparnia, jest polecany dla diabetyków i osób z chorobami serca. Jogurtowy twarożek, musli, świeże truskawki,miód i pszczeli pyłek. Jest pysznie. Idealne  śniadanie na udany tydzień.


Składniki:
150 gramów jogurtu naturalnego
2 łyżki twarożku śmietankowego
łyżka miodu
Parę kropli ekstraktu wanilii
2 łyżki czekoladowej granoli
4 truskawki
Łyżka pyłku pszczelego


Jogurt mieszam z twarożkiem,wanilią  i miodem. Owoce myję,kroję na plasterki, Na jogurtowym kremie układam granolę,owoce, posypuję całość pyłkiem pszczelim, przed podaniem chłodzę przez  minimum 5 minut w lodówce.

sobota, 27 sierpnia 2016

Ciasto z ricottą i borówkami

Pierwszą rzeczą po powrocie z urlopu było skontrolowanie prac remontowych i pójście na zakupy. Mieszkanie wygląda, albo raczej nie wygląda w ogóle. W miejscu kuchni mam hmm, gruzowisko. Ale skoro ekipa twierdzi,że tam będzie kuchnia to im muszę wierzyć. Wierzę,że wszystko pójdzie zgodnie z planem i na sam koniec kalendarzowego lata zacznę układać garnki,patelnie i setki makaronów w nowiutkich szafkach.Ale zanim to nastąpi muszę się pomęczyć i pomieszkać nieco na wsi. Mieszkanie tutaj ma pewne plusy, dużym plusem jest to,że mam swój ogród,gdzie mogę zatopić się w miękkim fotelu, do tego książka i kawałek ciasta. Jakie to ciasto? Cudowne. Przepis dostałam od mojej wakacyjnej gospodyni. Ona zrobiła je z podwójnej porcji składników, przekroiła spory placek na połowę, przełożyła jabłkową masą i wyszła szarlotka. Ja zaś zrobiłam je inaczej, prościej, tak leniwie. Umówmy się,po ricottę potrzebną do tego ciasta musiałam iść 2,5 kilometra. W jedną stronę. Na szaleństwa zabrakło mi więc sił i chęci. Moje ciasto wyszło borówkowe.Bardzo delikatne, mięciutkie, aksamitne. Borówki cudownie pękają podczas jedzenia,oddając swoją słodycz ciastu. Kawałek ciasta, kubek zielonej herbaty i każdy piątek będzie udany.



Składniki:
250 gramów ricotty
3 duże jajka
6 łyżek oliwy z oliwek
350 gramów mąki pszennej
1/3 szklanki cukru
Ekstrakt waniliowy
Łyżka proszku do pieczenia
1/2 szklanki borówek

Dodatkowo: Łyżka oliwy i bułka tarta do formy
Cukier puder

Jajka ucieram z cukrem i wanilią na jasny i puszysty krem. Dodaję delikatnie oliwę i dalej ucieram. Czas na ricottę,łączę ją z ciastem. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do ciasta. Ciasto powinno być dość gęste.
Borówki dokładnie myję i osuszam.


Formę na babkę natłuszczam oliwą, wysypuję bułką, przelewam ciasto do formy. Na wierzchu wysypuję borówki. Piekę babkę przez 40 minut w 175 stopniach.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.







środa, 24 sierpnia 2016

Śniadania w Krakowie

Pierwszą część wakacji spędzałam w uzdrowiskowym klimacie. Bardzo,bardzo spokojnie i nieco leniwie. Drugą część spędziłam zaś w Krakowie i nieco w górach. Równowaga musiała być zachowana i po spokojnym czasie z wielką chęcią rzuciłam się w wir miasta. Jako,że miałam apartament w samym centrum pięknego Kazimierza postanowiłam każdego ranka chodzić na śniadanie do lokalnych knajpek. Przygotowałam sobie listę miejsc, które chciałam odwiedzić. Skończyło się na tym,że odwiedziłam jedną z czterech. Powodem był fakt,że to miejsce mnie urzekło i celowo wróciłam tam za drugim razem. Za trzecim zaś musiałam,tylko ona była bowiem otwarta w świąteczny poniedziałek o 8 rano. Kiedy zaś szlam do pierwszej knajpki z listy po prostu się pogubiłam -celowo zresztą i odkryłam naprawdę wspaniałe miejsce. Tajemniczy Ogród to lokal znajdujący się w samym sercu Kazimierza. Nie jest to typowy lokal śniadaniowy,ale karta na dzień dobry robi przyjemne wrażenie. Jako , że tego ranka zjadłam porcję kaszy manny na szybko wybrałam śniadanie w wersji mini za jedyne 7 zł. W tej cenie dostałam sporą porcję pysznego twarożku,ogromną ilość rzodkiewek i 4 kawałki pieczywa. Śniadanie w wersji mini skutecznie zaspokoiło mój apetyt. Do wyboru mamy parę wersji ,więc każdy znajdzie coś dla siebie. Moja siostra skusiła się na tosty francuskie z jajkiem sadzonym i boczkiem. To było pyszne. Najpierw uznałam,że ten zestaw jest zbyt bogaty jak na śniadanie,ale po dwóch godzinach spędzonych na Wawelu zrozumiałam,że jej wybór miał sens. Czy wróciłabym do Tajemniczego Ogrodu? Tak. Obsługa jest miła,jedzenie naprawdę smaczne. Jedyne zastrzeżenie mam do wystroju. Nie sprawił,że mogłabym tam spędzić cały dzień i nie chciałam wychodzić.




Alchemię chciałam odwiedzić po przeczytaniu wielu pochlebnych opinii o tym miejscu,a że mieszkałam dosłownie 2 minuty od tego miejsca wiedziałam,że nic mnie nie powstrzyma od wizyty. Nie podejrzewałam,że zjemy tam aż trzy razy. Ale kiedy przekroczyłam próg Alchemii za pierwszym razem wiedziałam,że tam wrócę.Wystrój jest nowoczesny,biało czarny,ale przytulny,zachęca do rozmowy i leniwego początku dnia. Świetnie czuły się tam i rodziny z małymi dziećmi,i samotne osoby,i pary i przyjaciele. Menu śniadaniowe robi wrażenie, ja w ogóle nie mogłam się zdecydować co wybrać.Kusiło mnie po prostu wszystko! Bardzo miła obsługa chętnie polecała dania i dzięki niej nie tylko zjadłam smaczne śniadania ale i wypiłam wyjątkowo pyszną białą herbatę.No dobrze, to co jadłam? Na pierwszy ogień wybrałam amerykańskie placuszki z boczkiem i syropem klonowym. Wiecie, że pierwszy raz próbowałam tego połączenia? Nieco się go bałam,ale smakowało wybornie.  Idealnie usmażone placuszki, chrupiący boczek i duża porcja syropu klonowego. Mniam. Dnia następnego na śniadanie wybrałam zestaw składający się z tostów z kukiełki(dla mnie była to bagietka,ale nie znam się na lokalnych krakowskich produktach),do tego dwa jajka w koszulce,ser koryciński, sos holenderski i pomidory.Idealny zestaw na dzień,który zamierza spędzić się w górach, Solidna porcja energii. Moje ostatnie śniadanie musiałam zjeść bardzo szybko, byłam pierwszym gościem w lokalu, i długi czas jedynym:) Na śniadanie wybrałam amerykańskie placki w wersji na słodko,z borówkami i kremem mascarpone-krem był wspaniały. Na co dzień unikam takich kremowych cudowności,ale tutaj nie mogłam się oprzeć.  Jedyny minusik? Dałabym jeszcze z pół garści owoców. Ogólnie to miejsce mogę Wam szczerze polecić. Jak będę w Krakowie następnym razem wpadnę koniecznie, sałatka z superfoods na ciepło kusi mnie wyjątkowo. Ceny w Alchemii są naprawdę fajne. Jak na taką lokalizację, śniadanie za około 14 złotych nie zniszczy kieszeni.




 Tajemniczy Ogród, Plac Nowy 9, Kraków
Alchemia, Estery 5, Kraków



sobota, 20 sierpnia 2016

Brioszki śniadaniowe z mozzarellą i suszonymi pomidorami

Dziś proponuję brioszki na wytrwanie. Pyszne,mięciutkie i delikatne bułeczki nadziane serem i suszonymi pomidorami.Wspaniali towarzysze podróży. Genialnie się sprawdzą jako śniadanie, drugie śniadanie, kolacja, a zjedzone na ciepło z barszczem czy zupą kremem zastąpią cały obiad. Ja jestem nimi zachwycona.Są  naprawdę bardzo proste w przygotowaniu,a do tego niesamowicie wręcz pyszne.Nieco uzależniają.To ich jedyny minusik, Ale jakie to przyjemne uzależnienie? A tymczasem kończę swoje wakacje. W tym roku były one dziwne. Najpierw przygotowania do remontu,  przeprowadzka do tymczasowego mieszkania, trzy razy zmienianie terminu wyjazdu,dwa razy zmieniane koncepcje. Masa zamieszania,ale w końcu można było odsapnąć,nieco zwiedzić i zjeść parę smacznych rzeczy.

Składniki:
30 dg drożdży
300 gramów mąki pszennej
100 gramów mąki orkiszowej
150 gramów masła
3/4 szklanki mleka
Łyżka cukru
2 jajka
Szczypta soli

Nadzienie:
100 gramów suszonych pomidorów
2 kulki Mozzarelli
Łyżka ziół prowansalskich
1 jajko
Suszone oregano


Łyżkę mąki pszennej,mleka,cukru łączę z drożdżami,odstawiam na kwadrans by drożdże zaczęły pracować.
Gdy zaczyn wyrósł dodaję do niego resztę mąki,mleko(w temperaturze pokojowej),jajka i posiekane masło. Wyrabiam zwarte ciasto,zostawiam je na godzinę w ciepłym miejscu.
Szykuję nadzienie- ser rwę na kawałki,siekam drobno pomidory,dodaję zioła.
Z ciasta odrywam kulki,lekko je spłaszczam,kładę łyżeczkę nadzienia ,zlepiam i odstawiam na kwadrans. Bułeczki smaruję roztrzepanym jajkiem i posypuję oregano.Bułeczki piekę 20-25 minut w 170 stopniach. Można jeść na gorąco lub zimno.





środa, 17 sierpnia 2016

Moje De Voilale

Odkąd pamiętam w restauracjach (poza Newską,czyli rosyjską) zamawiałam de Voilale, bez wyjątku. Byłam w nich zakochana bez pamięci. Delikatne,soczyste mięso, dużo pysznego masła w środku, do tego obowiązkowo dużo frytek i surówki. Teraz podarowałam sobie frytki, ale kotletów nie mogłam odpuścić. Takie najbardziej tradycyjne, z grubą i pyszną panierką. Wiem, wiem dobrze jakie to niezdrowe,ale zapominamy o kaloriach, tłuszczach i innych przykrych sprawach. Delektujemy się smakiem masła, i soczystym kurczakiem.


Składniki:
2 podwójne piersi z kurczaka
100 gramów masła
Pęczek pietruszki
1 duże jajko
2 łyżki mleka
4 łyżki bułki tartej
Sól
Pieprz
Łyżka masła klarowanego do smażenia



Zaczynam od przygotowania masła. Siekam pietruszkę, ucieram masło, lekko solę, dodaję zieleninę i przekładam masę na folię spożywczą. Formuję wałek i chłodzę w zamrażarce przez pół godziny.
Mięso opłukuję, lekko rozklepuję, dzielę na połowę. Doprawiam solą i pieprzem. Na środku każdego kawałka mięsa układam kawałek masła. Zwijam w roladkę i wkładam na kwadrans na lodówki.
Jajko roztrzepuję z mlekiem. Na talerzyku wysypuję bułkę tartą. Kotlety panieruję w bułce tartej, jajku i znów w bułce tartej.
Rozgrzewam masło klarowane, smażę mięso na średnim ogniu po 4-5 minuty z każdej strony. Podaję z ziemniakami i sałatą.



niedziela, 14 sierpnia 2016

Mleczne ciasteczka z truskawkami

Moje wakacje trwają. Jestem w cichym i spokojnym miejscu. Dużo spaceruję, odpoczywam i zbieram siły do walki z remontem. Opalam się na tarasie, albo w ogrodzie. Pochłaniam książkę za książką. Chłodzę się mrożoną herbatą i czego mi brakuje? Domowych ciasteczek. Te, które Wam zaraz pokażę zrobiłam na podróż. W ostatniej chwili, bo to są naprawdę błyskawiczne ciasteczka, wystarczy niecałe 10 minut i już są w piecu. Przepis jest banalny. Ja użyłam truskawek jakie znalazłam na straganie. Wiem,że w niektórych( w większości) częściach kraju tych pysznych owoców już nie ma, Możecie więc użyć jagód, borówek, malin czy porzeczek. Albo dodać suszoną żurawinę. Aczkolwiek świeże owoce nadają ciasteczek przyjemną miękkość, więc póki stragany kuszą owocami to wykorzystajcie ten czas i koniecznie zróbcie na weekendowe wypady, te dalsze i bliższe, takie urocze ciasteczka. 


Składniki:
100 gramów masła
2 jajka
100 ml mleka
150 gramów mąki krupczatki
150 gramów mąki orkiszowej
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
około 10 truskawek 



Mieszam obie mąki z cukrem, dodaję masło i siekam całość. Teraz czas na mleko i jajka. Mieszam szybko całość. 
Truskawki myję, usuwam szypułki, kroję w plasterki, dodaję do ciasta. Mieszam bardzo delikatnie, dosłownie raz.
Blachę wykładam papierem do pieczenia. Łyżką nabieram masę i formuję średniej wielkości ciasteczka-masa powinna być dość klejąca. Ciasteczka piekę 12 minut w 170 stopniach. Można je posypać cukrem pudrem. Są jednocześnie kruche i bardzo delikatne. 


środa, 10 sierpnia 2016

Łosoś w musztardowej marynacie

Od zawsze lubiłam ryby. One z wzajemnością niekoniecznie. Trudno, po pewnym spotkaniu z karpiową ością do ryb podchodzę ze sporym dystansem. Staram się wybierać te, które ości nie mają. Dlatego też jadam dużo łososia. Bo jest smaczny, łatwy do przygotowania i dość zdrowy. Najczęściej szykuję najprostszą wersję, po prostu piekę go w piekarniku z dodatkiem koperku i masła. Ale nieco mi się znudziła ta wersja, więc przygotowałam tę rybę w musztardowej marynacie. Szalenie prostej, ale jakże pysznej. Wystarczy parę chwil i wspaniały obiad gotowy. Wiem, że połączenie łososia i musztardy nie jest najbardziej oczywistym,ale za to jak spróbujecie to na pewno zrobicie to danie więcej razy. 


Składniki:
500 gramów łososia-filet
4 gałązki koperku
4 łyżeczki ostrzejszej musztardy
Sok z połowy cytryny
Sól
Pieprz
Masło klarowane do smażenia
Rybę płuczę, dokładnie osuszam przy pomocy papierowego ręcznika i kroję na mniejsze kawałki-4 kawałki. 
Łososia polewam sokiem z cytryny,posypuję solą i pieprzem, smaruję musztardą z jednej strony. Na musztardzie układam gałązkę koperku, tak przygotowaną rybę chłodzę przez minimum kwadrans.
Rozgrzewam masło, smażę rybę z jednej strony(tej bez przypraw) przez 2 minuty. Następnie rybę podpiekam przez około 10 minut w piekarniku.
Podaję z ziemniakami i pomidorami.






niedziela, 7 sierpnia 2016

Tarta z wiśniami i kako

Tarta z wiśniami jest obowiązkowa na letnie popołudnie w moim domu. Zawsze wychodzi mi paskudnie krzywa,ale za to wyraźnie domowa. W tym roku oczywiście musiała się pojawić. Wersja wyszła bardzo tradycyjna. No może poza tym, że do urozmaicenia nadzienia użyłam kakao. Zainspirowała mnie moja konfitura szwarcwaldzka. Zrobiłam więc bardzo aromatyczne nadzienie z wiśni  i kakao. Bardzo kruche ciasto,bogactwo nadzienia.Po prostu coś wspaniałego.I co z tego,  że krzywo? Ważne, że pysznie, że domowo i kojąco.Tak,bo szykowanie wiśniowej tarty ma dla mnie działanie terapeutyczne.Szalenie mnie odpręża i dodaje letniej,pozytywnej energii. Której i Wam wyjazdowo życzę.



Składniki:
Ciasto:
350 gramów mąki krupczatki
100 gramów masła
1 jajko
1 żółtko
2-3 łyżki lodowatej wody
4 łyżki kokosowego cukru
Ekstrakt waniliowy
Nadzienie:
0,75 kg wiśni
2 łyżki gorzkiego kakao
Sok z 1 limonki
4 łyżki cukru
Łyżeczka mąki ziemniaczanej
Dodatkowo:
2 łyżki mleka
1 łyżka cukru waniliowego
Ewentualnie cukier puder



Z podanych składników zagniatam kruche ciasto. Chłodzę w lodówce minimum pół godziny. Dzielę na dwie nierówne części. Większą wylepiam formę do tarty, z mniejszej formuję wałeczki.
Kiedy ciasto się chłodzi szykuję nadzienie. Wiśnie pestkuję,przekładam do garnka z grubym dnem, zasypuję cukrem, dodaję kakao i sok z cytryny. Smażę całość około 5 minut. Następnie dodaję bardzo delikatnie mąkę ziemniaczaną, mieszam  dokładnie całość i gotuję dalej przez 2 minuty.
Nadzienie wykładam na spód tarty,układam z wierzchu paseczki z ciasta. Smaruję wierzch mlekiem i cukrem. Piekę tartę 35 minut w 175 stopniach.



środa, 3 sierpnia 2016

Brioszkowe malinianki

Uwielbiam jagodzianki, i nieskromnie powiem, że wychodzą mi naprawdę pyszne. Zyskały sławę nawet we Włoszech. Dlatego też nie zmieniam przepisu, robię je cały czas wedle jednego . W końcu klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Dlatego też nie powtórzę kolejny raz tego samego przepisu. Za to zaproszę Was dziś na pyszne brioszkowe malinianki, które zrobiłam przy okazji jagodzianek. Niezwykle miękkie i maślane ciasto, skusi każdego każdego. Do tego przepyszne, słodko-kwaśne maliny w środku. Te bułeczki nie są zbyt słodkie, dlatego idealnie sprawdzą się na drugie śniadanie. Cudownie uzupełnią małe i większe wakacyjne wycieczki, albo po prostu umilą popołudnie po pracy na balkonie, bądź w ogrodzie. Uwielbiam zapach drożdżowego ciasta, które piecze się w piekarniku. Jeżeli Wy także jesteście jego amatorami to koniecznie spróbujcie tych bułeczek, przepis jest naprawdę bardzo prosty, a smak wynagradza odrobinę zaangażowania. Tymczasem ja pozdrawiam i zmykam na małą wycieczkę.


Składniki:
350 gramów mąki pszennej plus łyżka
150 gramów masła
150 ml mleka plus łyżka
1/3 paczki świeżych drożdży
2 jajka
2 łyżki cukru kokosowego plus łyżka
łyżeczka esencji waniliowej
Odrobina soli

Szklanka malin
Łyżka cukru

Łyżka mleka
Łyżka brązowego cukru

Drożdże rozcieram z łyżką cukru i mleka. Dodaję łyżkę mąki. Odstawiam na kwadrans by drożdże zaczęły pracować.
W dużej misce łączę mąkę z mlekiem, jajkami i zaczynem, Dodaję cukier, wanilię, sól i mieszam składniki. Na koniec dodaję posiekane masło, i zaczynam dokładnie wyrabiać ciasto. Po około 10 minutach-kiedy nie klei się do rąk, formuję kulę i odstawiam ją na godzinę w ciepłe miejsce.
Maliny przepłukuję, posypuję cukrem.
Z ciasta odrywam kawałki, spłaszczam je, na środku kładę parę malin, zlepiam w kształt jagodzianki, przekładam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Przy pomocy pędzelka smaruję brioszki mlekiem, posypuję cukrem. Piekę bułeczki 20 minut w 175 stopniach. Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...