Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 31 maja 2016

Sernik na zimno, straciatella, truskawki, galaretka i nutka owoców leśnych

Przyznaję się, nigdy nie byłam fanką serników na zimno. Zawsze kojarzyły mi się one z ciocią Ewą. Na każdą okazję robiła sernik na zimno, z nieodłączoną bitą śmietaną w spray'u leżącą obok. Wszyscy byli zachwyceni, bo co to za deser, który chce uciec mi z talerza i pod wpływem łyżeczki wykonuje dziwne tańce? Sernik na zimno zdecydowanie nie był tym ciastem, które mogłabym jeść i jeść. Ale ostatnio moja mama miała wielką, wielką ochotę na sernik na zimno. Jako, że dziecko ze mnie idealne postanowiłam spełnić mamine życzenie. Mój sernik jest bardzo prosty, podstawą jest śmietankowy twarożek,duża porcja gorzkiej czekolady i truskawki z galaretkę. Wszystko trzyma się na spodzie z kakaowych ciasteczek. Wyjątkowo prosto, choć nie będę ukrywać, jest to taki deser na jaki musimy poczekać nieco czasu. Ale warto czekać. Lekki, niezbyt słodki, z cudowną czekoladową nutą. Po prostu idealny deser na ciepły dzień. Pierwsi odważni już kąpią się w morzu. A po spacerze nad wodą nie ma nic lepszego niż kawałek takiego ciasta na zimno.

Składniki:
1 kg śmietankowego twarogu
1 tabliczka gorzkiej czekolady 70 %
125 gramów pełnoziarnistych herbatników
30 dg masła
3 galaretki o smaku owoców leśnych
Truskawki


W gorącej wodzie rozpuszczam dwie galaretki, zostawiam je do wystudzenia.
W garnuszku topię masło, dodaję pół tabliczki czekolady. Kruszę herbatniki-ja używam tłuczka do ziemniaków. Dodaję mieszankę masła i czekolady, dokładnie mieszam całość i wylepiam herbatnikową masą dno tortownicy i chłodzę w lodówce.
Twaróg miksuję, resztę czekolady ścieram na tarce i łączę z masą serową. Dodaję przestudzone, lekko tężejące galaretki. Dokładnie mieszam całość, odkładam do lodówki na minimum 20 minut,. Rozpuszczam kolejną galaretkę i zostawiam ją do wystudzenia. Następnie tężejący sernik wykładam na czekoladowy spód. Truskawki kroję na połówki, układam na cieście i zalewam galaretką.Deser chłodzę przez minimum godzinę w lodówce.













niedziela, 29 maja 2016

Omlet cesarski z marynowanymi truskawkami

Zawsze wielką miłością darzyłam omlety. Szczególnie te przygotowane przez moją mamę. Jako dziecko uważałam,że mama robi je najlepsze na świecie. Co prawda nie rozumiałam dlaczego nie podaje ich jak naleśników, takich równych, pięknych i cóż, w jednym kawałku. Moja mama zawsze podawała omlet w kawałkach, owszem był pyszny, ale nie oszukujmy się po prostu brzydki. Dopiero parę lat później, gdzieś tak w połowie podstawówki dowiedziałam się, brzydki omlet jest jak najbardziej celowy. Uwielbiam ten omletowy zapach, uwielbiam gdy omlet jest mięciutki i delikatny. Uwielbiam go zimą z rodzynkami,a  latem ze świeżymi owocami. Tym razem wymyśliłam sobie dodatek marynowanych truskawek, które podsmażyłam razem z omletem. Naturalna słodycz z owoców wspaniale połączyła się z omletem. Letni powrót do dzieciństwa.


Składniki:
3 jajka
50 ml mleka
4 łyżki mąki pszennej
Łyżka klarowanego masła

12 truskawek
2 łyżki ekstraktu z wanilii
Łyżka cukru kokosowego

Truskawki kroję na plasterki, posypuję cukrem, polewam wanilię. Odstawiam na kwadrans.
Oddzielam białka od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. Żółtka ucieram z mlekiem, dodaję delikatnie mąkę i dokładnie rozcieram. Łączę obie masy bardzo delikatnie.
Rozgrzewam masło na patelni, wlewam masę jajeczną i smażę aż z wierzchu przestanie być surowy. Przerzucam omlet na drugą stronę i kroję na kawałki, dodaję truskawki i podsmażam całość około 2 minut. Przekładam na talerz i zajadam.





piątek, 27 maja 2016

Kurczak faszerowany ziołowym serkiem z czosnkową panierką

Końcówka maja jest tak piękna, że aż szkoda czasu na siedzenie w kuchni. Oczywiście chcę zjeść bardzo smaczny obiad,ale nie chcę w takim czasie godzinami siedzieć w kuchni. Z pracy wracam okrężną drogą. Lubię ten czas tylko dla siebie. A jak już dojdę do domu czuję głód, głód połączony z lekkim zmęczeniem. Dlatego też wybieram potrawy proste, sycące, ale niezbyt ciężkie. Takie dziś proponuję, pyszny i bardzo prosty przepis na kurczaka faszerowanego serkiem z wyraźną nutą czosnku. Całość robi się naprawdę w parę chwil, mięso jest delikatne, soczyste, lekko chrupiące z wierzchu, a w środku czeka na kremowe wnętrze. Taki zestaw śmiało można podać gościom, na każdym zrobi wrażenie i uatrakcyjni każdy obiad.


Składniki na 2 porcje:
Duża pierś z kurczaka
3 łyżki serka kanapkowego z ziołami (typu Almette)
2 ząbki czosnku
3 łyżki bułki tartej z grahamki
Łyżeczka słodkiej papryki
Świeżo mielony pieprz
Sól
Duża łyżka oleju rzepakowego

Do podania warzywa pieczone


Mięso myję i kroję na połówkę, nacinam tworząc kieszonkę.
Czosnek przeciskam przez praskę. Połowę dodaję do serka, drugą połowę do bułki tartej, doprawiam panierkę słodką papryką.
Kotlety oprószam solą, pieprzem i szczyptą papryki, faszeruję serkiem i lekko smaruję olejem.
Mięso panieruję w bułce tartej. Przekładam kotlety do naczynia do zapiekania i piekę razem z warzywami przez 30 minut w 170 stopniach-w połowie przewracam kotlety na drugą stronę.





wtorek, 24 maja 2016

Wiosenna sałatka twarożkowa

Z okazji wolnego dnia postanowiłam zrobić sobie śniadaniową ucztę. Długie, leniwe i pyszne śniadanie. Śniadanie też miało być leniwie pyszne. Czyli maksymalnie proste, ale smakowite i zdrowe. Połączyłam więc to co miałam w kuchni i w miarę pasowało do koncepcji i cieszyłam się porcją sałatki, która umila poranki, świetnie będzie pasować na drugie śniadanie, a i na kolację śmiało można ją zaprosić do stołu. Dużo warzyw, twarożek czyli porcja białka, i do tego ziarna, które nie tylko są zdrowe, ale i przepyszne. Parę chwil i śniadanie gotowe. Czas korzystać z pięknego dnia, spacer, książka w parku i szukanie bzu. To plan na dzisiaj.



Składniki:
kilkanaście listków sałaty
1/2 ogórka
4 rzodkiewki
200 gr serka wiejskiego
2 garście posiekanego szczypiorku
po łyżce ziaren dyn,słonecznikai i orzeszków piniowych
Zioła prowansalskie
Płatki suszonego czosnku
Pieprz
Pół łyżki oliwy

Wszystkie warzywa dokładnie myję. Na talerzu układam liście sałaty. Ogórek kroję w półplasterki, rzodkiewki na ćwiartki. Wszystkie warzywa wykładam na sałatę. Teraz czas na twarożek, rozkładam go na sałatce. Całość posypuję ziarnami-można je podprażyć. Oliwę łączę z ziołami prowansalskimi i polewam sosem sałatkę. Na koniec posypuję danie świeżo mielonym pieprzem i gotowe.







sobota, 21 maja 2016

Placek śmietanowy z bezą i truskawkami

W każdym kącie oczy cieszą truskawki. Pysznie czerwone, coraz bardziej pachnące, i coraz tańsze. Co prawda na te moje ukochane kaszubskie truskawki muszę jeszcze poczekać, ale nie mogłam nie oprzeć się przygotowaniu ciasta z truskawkami. Przepis jest bardzo prosty. Delikatne śmietanowe ciasto, smakowite truskawki ukryte pod bezą-pyszności. Idealne ciasto na leniwy weekend. Robi się je naprawdę prosto, każdemu posmakuje i ucieszy miłośników truskawkowych słodkości. Przez najbliższe dni, tygodnie i miesiące będę jeść truskawki na miliony sposobów. Od tego najprostszego, po prostu bez niczego, do tych zapieczonych, uduszonych i zmiksowanych. Dzisiejsze ciasto zacznie więc truskawkową fiestę. Kawałek ciasta zdecydowanie przybliża lato. Jeszcze moment i mam nadzieję, że ostatnie pochmurne dni odejdą w zapomnienie. I będzie cieplej. I jesienny płaszcz będę mogła schować do szafy na parę miesięcy. A teraz cieszę się majem i majowym ciastem.


Składniki:
300 ml śmietany 12 %
3 jajka
200 gramów mąki pszennej
100 gramów mąki owsianej
50 gramów cukru
3 łyżki oleju
Aromat śmietankowy
Łyżeczka proszku do pieczenia
około 10 -12 truskawek
2 łyżki cukru pudru

Dodatkowo:
kasza manna i masło do formy


Żółtka z cukrem ucieram na jasny krem, dodaję śmietanę,olej i aromat. W drugiej misce łącze obie mąki z proszkiem do pieczenia. Łączę obie masy i ucieram na gładkie ciasto.
Truskawki myję, usuwam szypułki i kroję na połówki.


Tortownicę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną. Wylewam ciasto do formy, na wierzchu układam truskawki. Piekę ciasto 25 minut w 180 stopniach.
Ubijam białka z cukrem na sztywną pianę. Smaruję nią wierzch ciasta i piekę je jeszcze przez 15 minut w 170 stopniach.





piątek, 20 maja 2016

Czekoladowe i orzechowe crunchyGoody

Dziś nie będzie przepisu. Przyznaję szczerze,że mam zdecydowanie za mało czasu i kuchnię odwiedzam w celu przygotowania kanapek, ale już czas wytężonej pracy się kończy i zamierzam nadrobić zaległości. A tymczasem opowiem co nieco o dwóch rodzajów śniadaniowych płatków z Lidla. Mój brat je te czekoladowe niczym uzależniony. Uwielbia i wciąż mi mówi-zobacz jakie to pyszne. Postanowiłam więc spróbować, wersji czekoladowej i orzechowej, a co będę sobie żałować-tak pomyślałam i tak zrobiłam. Nie mam czasu na celebrowanie śniadanie, niestety nawet w weekend nie udało mi się zrobić zaplanowanych racuszków, powodem oczywiście brak czasu, parę kontroli na głowie i podenerwowany szef. Czasu starcza mi jedynie na złapanie w biegu kubeczka greckiego jogurtu i dosypaniu łyżki płatków. W wersji wypasionej dodaję truskawki, jeżeli dzień wcześniej pamiętałam je kupić i umyć oczywiście. Tak więc po recenzji mojego brata, która brzmiała tak-no pycha, poddałam obie wersji testowi.

Na pierwszy ogień idzie wersja czekoladowa. Rzeczywiście jest czekoladowa. Czekoladowa granola, dużo kawałków czekolady i do tego orzechy i gigantyczne rodzynki, które wizualnie mogą nieco przerażać. Zapach jest rzeczywiście czekoladowy. A jak ze smakiem? Jest słodko, ale nie mdląco, choć zapewne zależeć to będzie od ilości spożytych płatków. Płatki są moim zdaniem bardziej deserowe niż śniadaniowe. Intensywnie czekoladową granolę wzbogacają kostki mlecznej i deserowej czekolady. Jest ich naprawdę sporo. Granola jest chrupiąca i naprawdę smaczna. Ale w małej ilości.
Wersja orzechowa pachnie orzechami i czymś dziwnym. W składzie można znaleźć oregano, być może więc ten zapach to ziołowa nuta oregano. Niektórym ten zapach na pewno nie podpasuje. A jak smak? Płatki są chrupiące, orzechowe, niesłodkie. Orzechów jest sporo, są bardzo chrupiące. Te płatki zdecydowanie ciężej przedawkować niż wersję czekoladową, owszem są słodkie, ale nie smakują jak deser od pierwszego spróbowania. Bardzo długo zachowują chrupkość, są naprawdę smaczne, wyraźnie orzechowe z kokosową nutką. Można je chrupać na sucho z przyjemnością.
A teraz przejdźmy do składów. Niestety, nie oszukujmy się, nie jest idealnie.

płatki owsiane (37.7%), cukier (14.3%), ekstrudat zbożowy (9.1%) [mąka przenna graham, mąka pszenna, mąka ryżowa, cukier, grysik kukurydziany, skrobia kukurydziana, mąka owsiana), olej palmowy (9.1%), wiórki z czekolady mlecznej (6.5%) [cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, serwatka (z mleka) w proszku, tłuszcz mleczny, emulgatory: lecytyny (z soi), syrop glukozowy, rodzynki (4%) [rodzynki, olej palmowy], płatki pszenne (3.8%), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu (2.5%), orzechy laskowe (1%), wiórki kokosowe (0.8%), aromat, ekstrakt z oregano.
Wersja orzechowa:
44,6 płatków owsianych, 14 % cukru, 10,2 % ekstrudat zbożowy ( mąka przenna graham, mąka pszenna, mąka ryżowa, cukier, grysik kukurydziany, skrobia kukurydziana, mąka owsiana), olej palmowy, grysik kukurydziany, syrop glukozowy, 5% orzechów laskowych, rodzynki 4,3 %, płatki pszenne 4,3 %, wiórki kokosowe 0,9 %, aromat, ekstrakt z oregano

Jak widać mogło być lepiej. Jest sporo cukru pod różnymi postaciami i tłuszcz palmowy. Na pewno nie polecam zajadać się takim crunchy dzień dnia. Ale spróbować można. 
Cena 4 zł. 








wtorek, 17 maja 2016

Tort Zuzi, czy róż w natarciu

Pewnego dnia dostałam telefon, zaczynał się od słów- Magda ratuj!
Autorką była moja serdeczna przyjaciółka. W pierwszej chwili pomyślałam,że stało się coś złego. Zaczęłam więc wyliczać- porwali dziecko dla okupu? Mąż poszedł w tango z blondynką o idealnych kształtach i zostawił Ciebie z długami? Wzięłaś samochód męża i bach, stłuczka?
Nie, gorzej. - gorzej, to może być gorzej, tak sobie pomyślałam?
Tak, musisz mi pomóc, zaraz urodziny Zuzy, a ja nie mam tortu. Stoję przed cukiernią, która zgubiła nasze zamówienie. Teściowa zapadła na dyplomatyczną migrenę , mama wyjechała, a ja nie zbliżam się do piekarnika bo nic mi nie wychodzi. Uratuj urodziny Zuzi i upiecz nam ciasto!
Tutaj nastąpiła seria tysiąca powtórzeń słowa proszę, proszę, proszę....
Nie mogłam odmówić, zgodziłam się dość chętnie. Choć po chwili do mnie dotarło czego się podjęłam. Miałam zrobić tort, którego nie znoszę. Nie lubię tortów, unikam i w ogóle moje talenty dekoracyjne są mniej więcej na takim samym poziomie na jakim jest Zuzia. Sama się dziwię jakim cudem udało mi się wygrać 5 konkursów plastycznych. Naprawdę, wygrywałam seriami miejskie konkursy. Domyślam się,że moje prace brały na litość jury i stąd te wyróżnienia. Ale nie o tym. Miałam zrobić tort dla uroczej dwulatki, miłośniczki różu i słodkości. Na wymyślenie smaku miałam może z kwadrans. Na szybko wymyśliłam tort składający się z biszkoptu waniliowego, musu z białej czekolady i truskawek na wierzchu. Po czym w sklepie całkiem zmieniłam koncepcję. Zrobiłam tęczowy biszkopt, malinowy krem z borówkami, a na wierzchu zostały truskawki- w założeniu motylki, wyszły robaczki, disco robaczki. Ciasto wyszło pyszne, miękkie, delikatne, o cytrynowym aromacie. Krem nie był zbyt słodki, bardzo malinowy, i smakował wszystkim. Zniknął w jeden kwadrans. No i bardzo podobał się malej Zuzi. Przyjęcie urodzinowe bardzo się udało, a tort był główną atrakcją.


Ciasto:
6 jajek
80 gramów roztopionego masła
250 ml gorącej wody
250 gramów mąki tortowej
100 gramów mąki ziemniaczanej
Łyżeczka proszku do pieczenia
150 gramów cukru
Skórka z  1 cytryny
Różowy i zielony barwnik spożywczy
Bułka tarta i masło do tortownicy

Krem:
750 ml śmietany 36 %
250 gramów malin
150 gramów cukru pudru
2 opakowania zagęstnika do śmietany
3/4 szklanki borówek

Do nasączenia:
4 łyżki wody z sokiem z połowy cytryny

Na wierzch:
Truskawki, cukrowe ozdoby



Jajka ucieram z cukrem na jasny krem. Dodaję przestudzone masło, sok z cytryny i wodę, bardzo dokładnie ucieram całość. Przesiewam mąki, dodaję proszek do pieczeni i delikatnie łączę z ciastem. Ciasto dzielę na trzy części, jedną zostawiam bez dodatków, do drugiej dodaję parę kropli różowego barwnika, do trzeciej zielony-dokładnie mieszam. Tortownicę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Przelewam na dno jasne ciasto, i na wierzchu robię kleksy z kolorowego ciasta. Biszkopt piekę przez 30 minut w 180 stopniach. Przestudzony przekrajam na połowę.


Maliny miksuję razem z cukrem.
Schłodzoną śmietankę ubijam , pod koniec dodaję mus malinowy i usztywniacz do śmietany, delikatnie miksuję całość aż śmietana połączy się z  malinowym musem.
Biszkopt nasączam wodą z cytryną, wykładam niecałą połowę kremu, posypuję borówkami-większe owoce warto przekroić na połowę. Przykrywam drugim blatem biszkoptowym, i smaruję wierzch i boki resztą kremu. Układam na wierzchu truskawki i inne dekoracje.
Tort przed podaniem chłodzę minimum dwie godziny.








sobota, 14 maja 2016

Pikantne polędwiczki z kurczaka

Ostatnio było mocno słodko u mnie. Czas na zmianę, dziś zapraszam na obiad. Pyszny kurczak w jogurtowej marynacie z wyraźną nutą ostrej papryki. Danie bardzo proste, wspaniałe do przygotowania przed pracą-marynowanie i przygotowaniu w kwadrans po pracy. Jeżeli tak jak ja ostatnio nie wiecie co się dzieje z czasem i on po prostu ucieka w ekspresowym tempie, to ten przepis będzie idealny. Nie oszukujmy się bowiem, nie każdy z nas ma po męczącym dniu ochotę na pichcenie wymyślnych potraw. Warto mieć w zapasie sprawdzone przepisy na szybkie, smaczne i pożywne dania na obiad. Mnie czeka kolejny wyjątkowo pracowity tydzień, na razie cieszę się weekendem i już planuję spacerową trasę na jutrzejszy dzień. Mam jeden warunek-masę kwitnącego bzu na swojej drodze. Ale przed tym czas na pyszny obiad.


Składniki:
Pierś z kurczaka podwójna
150 ml jogurtu naturalnego
ząbek czosnku
1,5 lyżeczki słodkiej papryki
Duża szczypta chilli
Sól
Pieprz
2 jajka
2 łyżki mąki owsianej
2 łyżki bułki tartej
2 łyżki oleju rzepakowego

Do podania kuskus i surówka z marchewki

Czosnek przeciskam przez praskę,łączę z jogurtem dodaję łyżeczkę papryki i chilli oraz sól i pieprz.
Mięso myję, osuszam ręcznikiem papierowym,kroję w  paski i wkładam do miseczki z marynatą na minimum pół godziny.
Jajka roztrzepuję, do bułki tartej dodaję mąkę i resztę papryki. Kawałki mięsa panieruję w jajku, a następnie w paprykowej mieszance.Smażę polędwiczki na rozgrzanym oleju przez 4 minuty z każdej strony. Podaję  z kuskusem i surówką z  marchewki.




środa, 11 maja 2016

Szarlotka na serku

Pogoda jest dalej piękna, ci co mają teraz urlop nad polskim morzem nie mogą narzekać. Tłumu turystów jeszcze nie ma, spokojnie można rozkoszować się kawą w kawiarnianych ogródkach, można spokojnie spacerować i podziwiać. Co prawda w morzu nie polecam się kąpać, ale nie oszukujmy się w Trójmieście zawsze jest co robić i co zobaczyć-nawet jeśli chwilowo mamy oberwanie chmury. Kiedy inni wypoczywają, inni ciężko pracują. Zostaje im więc tylko uprzyjemnienie sobie życia poprzez słodkości. Tym razem przygotowałam szybkie i proste ciasto, które naprawdę smakuje wyśmienicie. Czyli kruche ciasto na serku homogenizowanym z połówkami jabłek. Wygląda uroczo i smakuje wyjątkowo pysznie. Przygotowanie tego ciasta było dla mnie wyjątkowo relaksującą czynnością na koniec pracowitego dnia. A tych pracowitych dni przede mną wciąż więcej niż mniej. Dlatego też tak bardzo cenię sobie te chwile spokoju i wieczornego odpoczynku z książką i kawałkiem ciasta. Nawet w środku pracowitego tygodnia mogę poczuć się jak turystka.

Składniki:
125 gramów masła
2 jajka
250 gram mąki krupczatki
100 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
200 gr serka homogenizowanego waniliowego
3 łyżki cukru kokosowego
Skórka z połówki cytryny
5 Szarych Renet
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
Łyżeczka cynamonu
2 łyżki cukru trzcinowego

Ewentualnie cukier  puder

Siekam masło z jajkami i cukrem. Dodaję obie mąki i startą skórkę z cytryny. Na sam koniec zostawiam sobie serek, dodaję go do ciasta i zagniatam gładkie ciasto. Chłodzę je minimum godzinę w lodówce.
Jabłka myję kroję na połówki.
Ciasto dzielę na dwie części, wałkuję je na wielkość blaszki do pieczenia. Formę wykładam papierem do pieczenia, przekładam pierwszą część ciasta. Na cieście kładę jabłka wypukłością do góry, posypuję je cukrem z wanilią i cynamonem, przykrywam drugą częścią ciasta i posypuję wierzch cukrem trzcinowy. Ciasto piekę około 35 minut w 170 stopniach.
Po ostudzeniu posypuję cukrem pudrem.







niedziela, 8 maja 2016

Kokosowo-żurawinowe ciasto z czekoladą

Ostatnie dni są po prostu bajeczne. Pogodowo oczywiście. Słońce nie daje od siebie odpocząć a wysokie temperatury zachęcają do spędzania czasu poza domem. Tym bardziej,że mamy weekend, więc korzystajmy z pięknej aury póki znów nie przyjdzie deszcz i chłód. Moją weekendową propozycją jest ciasto, które składa się z samych zdrowych składników. Mąka owsiana, płatki owsiane, żurawina, gorzka czekolada. To ciasto jest wspaniałe, i uwaga, można je jeść nie tylko na deser. Jeżeli nie poleje się go czekoladą, wspaniale nada się na śniadanie, to pierwsze bądź drugie. Ale z drugiej kto nam zabroni jeść bardzo czekoladowe ciasto na śniadanie? No właśnie, nikt. Więc śmiało je pieczmy, i jedzmy kiedy tylko mamy ochotę. Ja biorę kawałek i zmykam nad morze, a może do lasu? Albo do parku? Nieważne, pogoda wzywa by tę niedzielę spędzić poza domem.



Składniki:

3 jajka
250 gramów mąki owsianej
3 łyżki mąki pszennej tortowej
4 łyżki płatków owsianych
4 łyżki cukru kokosowego
1/3 szklanki wiórków kokosowych
70 dg gorzkiej czekolady
Pół szklanki suszonej żurawiny
1 łyżka proszku do pieczenia
Ekstrakt waniliowy

Dodatkowo:
Masło i bułka tarta do formy
25 dg gorzkiej czekolady
2 łyżki mleka



Żurawinę namaczam we wrzątku przez minimum kwadrans.


Jajka ucieram z cukrem i wanilią. Mąki przesiewam z proszkiem do pieczenia i dodaję do jajek. Do ciasta dodaję wiórki, płatki i żurawinę. Siekam czekoladę na większe kawałki i również dodaję do ciasta. Mieszam, ale niezbyt dokładnie.
Keksówkę smaruję masłem, i wysypuję bułką tartą. Wylewam ciasto i piekę je 45 minut w 175 stopniach.
Czekoladę roztapiam z mlekiem, polewam ciasto, posypuję wiórkami.



piątek, 6 maja 2016

Bary mleczne czyli wspomnienia z majówki

Dziś wrócę myślami - i nie tylko, do majówkowych wspomnień. Moje wyjazdy-dalsze i bliższe, dziwnie kończyły się wizytami w Mlecznych Barach. Było to zupełnie nieplanowane, natomiast myślę,że warto opowiedzieć co nie co, zachęcić do odwiedzin, a może wręcz przeciwnie?
Dwa zupełnie różne mleczne. Różni je wszystko, ale najważniejszą różnicą jest odległość. Pierwszy bar jest w Olsztynie, drugi w Gdańsku. Chronologicznie zaczynamy od Olsztyna.



Pierwszą majową niedzielę spędziłam w stolicy Warmii, czyli w Olsztynie, pogoda niezbyt dopisała, a ja uparłam się na sukienkę, stąd też solidnie zmarzłam. Mimo to wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Starówka kusi wielością knajp i knajpek. Mnie najbardziej zauroczył bar mleczny, który z barem mlecznym -znanymi mi z Gdańska ma niewiele wspólnego. Mleczarnię Jerozolimską prowadzą młodzi i uśmiechnięci ludzie. Wystrój jest nowoczesny, a widok z okna na rzekę dodaje niezwykłego uroku. Zaskoczeniem jest menu, stałe są naleśniki i pierogi. Jest też codzienne do wyboru parę zestawów obiadowych. Ja próbowałam pierogów-te ze szpinakiem podbiły moje serce, ruskie również były przepyszne, domowe. Jako główne danie zamówiłam pałki z kurczaka po meksykańsku, puree, surówkę i kompot. Dawno nie jadłam tak prostego jedzenia na mieście, a jednocześnie tak pysznego, świeżego i domowego. Jak będziecie w Olsztynie koniecznie do nich zajrzyjcie.






Wtorek zaś to czas odwiedzin mojej rodzinnej Starówki, chociaż tak naprawdę ze Starym Miastem niewiele ma ona wspólnego-biorąc pod uwagę ilość zniszczeń. W każdym razie 3 maja spędziłam na Długim Targu. Tłumy turystów czego nie znoszę nie przeszkodziły mi w rozkoszowaniu się słońcem i spędzeniem czasu w kawiarnianych ogródkach. Po coś konkretnego zaszłam zaś do Neptuna, baru mlecznego,w chyba najbardziej reprezentacyjnym miejscu w kraju. Pamiętam ten bar z dzieciństwa, wyglądał jak z filmów. Biało, smutno i brzydko. Do tego wyszczerbione talerze i noże, które niczego nie kroiły. Ale te naleśniki z twarogiem-niebiańskie. Dziś Neptun kusi wyglądem, jest świeżo po remoncie i wygląda jak porządny lokal w reprezentacyjnej części miasta. Niestety ci co oczekują cen typowo "mlecznych" się rozczarują. Za obiad dla dwóch osób można zapłacić 50 złotych, prawie jak w lokalu o wyższej kategorii. Tym razem próbowałam kartaczy z mięsem i buraczkami, naleśników z twarogiem i wiśniami, oraz krokietów z mięsem. Kartacze okazały się pyzami, bardzo dobrymi, ale jednak pyzami, co mnie nieco poirytowało. Kartacze to kartacze, a pyzy to pyzy. I basta. Naleśniki były przepyszne, niezbyt słodkie, solidnie nadziane. Tak samo krokiety, bardzo chrupiące i pełne nadzienia. Jedzenie bardzo domowe, aczkolwiek trzeba przygotować się na duże braki w menu, i kolejki. Ale za to możecie zjeść z widokiem na Bazylikę Mariacką. Zapewniam, że każdy obiad z takim widokiem będzie smakować przepysznie.







środa, 4 maja 2016

Pilaw z indykiem, marchewką i żurawiną

I po majówce. Zdecydowanie minęło za szybko. Po tak pięknym wtorku nastał dzień pracy, który jest szary i ponury. Nie pogodowo, ale w pracy nawał obowiązków zaraz po relaksującym wolnym nie jest niczym przyjemnym Stąd też obiad powinien przynieść nieco radości. Moją propozycją jest pilaw z ryżem, indykiem i żurawiną. Uwielbiam wszystkie dania z ryżem,a  to szczególnie skradło moje serce. Prostotą i smakiem. Robi się je bardzo prosto i szybko, a swoim smakiem na pewno podbije niejedno kulinarne serce. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię takie potrawy i zachęcam do spróbowania Waszej wersji w domowym zaciszu. A ja nie wiem czemu mam ochotę na spacer, czekam na koniec pracy i w drogę. Ale najpierw ryżowy obiad.



Składniki:
1 pierś z indyka
100 gramów suchego ryżu
1 marchewka
2 ząbki czosnku
1 cebulka
2 garście żurawiny
Garść szczypiorku
2 łyżki oleju
Łyżeczka słodkiej papryki
Łyżeczka kurkumy
1,5 szklanki bulionu warzywnego (najlepiej domowego)
Sól
Pieprz

Siekam drobno czosnek  i cebulkę. Podsmażam na łyżce oleju. Indyka myję, osuszam papierowym ręcznikiem i kroję w kostkę. Dodaję na patelnię, doprawiam solą i pieprzem. Na tarce ścieram marchewkę, dodaję do mięsa i podsmażam całość 5 minut. Podsmażone mięso z marchewkę zdejmuję  z patelni, dolewam drugą łyżkę oleju oraz przyprawy,  wsypuję ryż. Przesmażam ryż 3-4 minuty, zalewam bulionem-na początek 2/3 szklanki i dodaję bulion po trosze gdy tylko wyparuje. Po 10 minutach do ryżu dodaję mięso z marchewką i cebulką. Gotuję do czasu aż ryż stanie się miękki.
W międzyczasie namaczam żurawinę we wrzątku. Dodaję na ostatnie 5 minut gotowania.
Przed podaniem danie posypuję szczypiorkiem.




poniedziałek, 2 maja 2016

Kawowe paluchy z kokosem i migdałami

Niektórzy mają dobrze i cieszą się długim weekendem. Mój taki długi nie jest. Dzisiejszy dzień po części spędziłam w pracy. Co prawda nie musiałam pisać faktur i szykować ofert, za to zrobiłam to wszystko na co na co dzień brakuje czasu-zajęłam się porządkami. Mycie tylu okien i wyrzucenie sterty niepotrzebnych papierów to coś co nawet lubię. Oczywiście wolałabym dzisiejszy dzień spędzić na jakiejś egzotycznej plaży, ale w końcu jutro mamy wolny dzień i mam w planie spędzić go w przyjemnych okolicznościach przyrody. A jak wiadomo, na powietrzu wszystko smakuje lepiej i człowiek jakoś tak ma większy apetyt na pyszności. Dlatego też już dziś z rana przygotowałam pyszne i proste kawowo-migdałowe paluszki z kokosem. Ciasteczka są banalnie proste, aby dodatkowo ułatwić sobie życie odpuściłam sobie wałkowanie, paluszki mają wyjątkowo domowy kształt i są nieidealne, ale za to jakie urocze. I jakie pyszne. Z wierzchu chrupiące, w środku delikatne. Koniecznie spróbujcie caffe latte do chrupania.

Składniki:
125 gramów masła
4 łyżki cukru trzcinowego
2 małe jajka
3 łyżki kawy rozpuszczalnej
1/3 szklanki mleka
250 gramów mąki krupczatki
5 łyżek wiórków kokosowych
1/2 szklanki płatków migdałowych
Parę kropli ekstraktu wanilii
Łyżeczka proszku do pieczenia


Ucieram masło razem z cukrem i wanilią. Gdy masa jest puszysta dodaję jajka. Mąkę przesiewam z proszkiem do pieczenia, dodaję wiórki i kawę. Obie masy łączę i wyrabiam dość szybko kulę. Chłodzę przez 30 minut w lodówce.


Z ciasta odrywam kawałki, formuję z nich kulkę, rozpłaszczam w dłoni w kształt "palucha". Na płaskim talerzu wysypuję płatki migdałowe, ciasteczka obtaczam w płatkach i układam na blaszce do pieczenia, wyłożonej papierem.
Piekę ciasteczka przez 18-20 minut w 175 stopniach.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...