Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

piątek, 29 kwietnia 2016

Kapusta i pulpety czyli gołąbkowa potrawka

Ostatnio chodziły za mną gołąbki. Dosłownie słyszałam kapuściane kroki za sobą i to przez cały dzień. Ale nie oszukujmy się, po bardzo pracowitym dniu nie ma się ochoty na  szykowanie pracochłonnego dania. A takim właśnie są gołąbki. Nie chcąc rezygnować z unikalnego smaku duszonej kapusty i mielonego mięsa, postanowiłam wykombinować nieco inną wersję gołąbków. Dużo szybszą i dużo prostszą. A to ma znaczenie kiedy złapie Was ochota na gołąbki w pracowitym tygodniu. Moja gołąbkowa potrawka zyskała uznanie w rodzinie. Smakowała wybornie, danie jest sycące, śmiało można zrobić go na dwa dni, bo dnia następnego całość smakuje nawet lepiej. Kolejny raz przekonałam się, że w prostocie tkwi wielka siła.  Bardzo polecam Wam taką wersję gołąbków, zaskoczycie rodzinę i samych siebie.


Składniki na 5 porcji:
500 gramów mięsa mielonego z łopatki
200 gramów mięsa mielonego wołowego
1 cebula
2 łyżki kaszy manny
2 ząbki czosnku
2 łyżki posiekanego koperku
Duża szczypta słodkiej papryki
Dwie szczypty majeranku
Świeżo mielony pieprz
Sól
Główka młodej kapusty
0,75 litra warzywnego bulionu-najlepiej domowego
3 listki laurowe
Duża szczypta kminku
3 ziela angielskie
Duża łyżka suszonej włoszczyzny
Sól
Pieprz
Łyżka masła
Łyżka mąki



W garnku podgrzewam bulion.
Zabieram się za przygotowanie pulpecików. Siekam drobno cebulkę, czosnek wyciskam przez praskę, dodaję do mięsa. Doprawiam przyprawami, łączę z kaszą manną. Dokładnie wyrabiam masę i formuję średniej wielkości pulpeciki. Przekładam je do bulionu i gotuję około 15 minut.
Kapustę myję siekam, dodaję do pulpecików. Czas dodać przyprawy- ziele angielskie, suszoną włoszczyznę, liście laurowe, kminek, sól i pieprz. Duszę całość aż kapusta zmięknie-około 25 minut.
Na patelni roztapiam masło, dodaję do niego mąkę, szykuję jasną zasmażkę, dodaję ją do potrawki, podgrzewam całość około 5 minut.
Gotową potrawkę podaję z pieczywem albo ryżem.


środa, 27 kwietnia 2016

Szarlotkowy powrót do dzieciństwa

Moją pierwszą szartlotkę upiekłam w wieku 11 lat, w towarzystwie taty. Nie mamy, nie babci, nie cioci, nie siostry, a taty. Zawsze były z nas ciasteczkowe potwory i chętnie niedzielne popołudnia umilaliśmy sobie rozmową przy cieście. Mama lubi słodkości, ale poza świętami nie miała cierpliwości do pieczenia. Pamiętam jak którejś niedzieli, tata bardzo chciał wypełnić dom zapachem pieczonego ciasta, mama była oporna, wyjątkowo oporna. Jedynie zgodziła się pokazać przepis w jakiejś gazecie, napisali, że z tą szarlotką poradzi sobie każde dziecko. Tata wziął więc mnie do pomocy. Kulinarnie dwójka dzieci musiała sobie poradzić i stworzyć jak nie przepyszny deser, to przynajmniej coś w miarę zjadliwego. Zabraliśmy się ochoczo do pracy nieco zdziwieni oryginalnym podejściem do tematu. Zero jajek, zero zagniatania, zero mieszania. Ot zetrzyj jajka, wsyp mąkę z cukrem, posyp masłem i zapiecz. Ciasto nam wyszło-ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, wszystkim smakowało. Na stałe też zagościło w naszej kuchni. Nie wiem tylko dlaczego za każdym razem nasza szarlotka wychodziła jak crumble, nie dało się jej pokroić, a jedynie nabierać łyżką. W końcu odkryłam tajemnicę stworzenia sypanej szarlotki, o idealnej konsystencji. To ciasto jest bajecznie proste, szybkie i bezproblemowe. Można je zrobić w środku tygodnia kiedy wpadną niezapowiedziani goście, albo dopadnie nas ciasteczkowy potwór.


Składniki:
7 dużych jabłek-najlepsze są Szare Renety
Pół szklanki suszonej żurawiny
Łyżka cynamonu
Sok z połowy cytryny

1,5 szklanki mąki
Szklanka kaszy manny
3 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
2 łyżki brązowego cukru
200 gramów masła

Masło i kasza manna do formy
Cukier puder


Masło wkładam do zamrażarki. Żurawinę zalewam wrzątkiem.
Jabłka myję, ścieram na tarce razem ze skórką. Dodaję cynamon, sok z cytryny i żurawinę.
W misce łączę mąkę, kaszę i cukier z wanilią. Formę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą. Na dnie wysypuję 1/3 mieszanki sypkiej, na to wykładam połowę jabłek, przykrywam mąką i kaszą, a na to znów kładę jabłka. Do ostatniej części mieszanki dodaję brązowy cukier i przykrywam jabłka. Ścieram masło na tarce na wierzch. Ciasto piekę przez 50 minut w 170 stopniach.
Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.






poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pieczone mielone z fetą

Lubię ze znanych składników przygotować coś ciekawego. Zaskoczyć bliskich. Zawsze uważałam,że nie sztuką jest z wykwintnych produktów zrobić coś zachwycającego. Ale dla przykładu zwykłe poniedziałkowe mielone można odmienić i sprawić, że rodzina się zachwyci. Te kotleciki powstały zupełnym przypadkiem. W lodówce stała sobie feta, i jakoś tak nikt nie chciał się nią zainteresować. Szkoda mi się jej zrobiło, dlatego też postanowiłam dodać ją do kotletów. Zamiast jednak klasycznych mielonych zrobiłam wersję pieczoną. Bez jajek, bułki tartej i cebulki. Dodałam za to sporo przypraw, dużo fety i świeżo mielony kawałek szynki. Kotleciki upiekłam z minimalną ilością tłuszczu i wyszły pyszne. Bardzo soczyste, zdecydowane w smaku, ale i delikatne. Cała rodzina na pewno je polubi.


Składniki:
600 gramów mięsa mielonego z szynki
150 gramów fety
2 ząbki czosnku
2 łyżki łagodnej musztardy
Duża ostrej papryki
Łyżeczka słodkiej papryki
łyżka świeżych listków tymianku ( można użyć suszonego)
Świeżo mielony pieprz
Niecała łyżka oleju rzepakowego


Mięso mielone łączę fetą-nie kroję jej w kostkę, a dodaję do mięsa od razu i musztardą. Teraz czas na wszystkie przyprawy-przeciśnięty przez praskę czosnek, tymianek, papryki i pieprz. Dokładnie wyrabiam masę. Formuję niewielkie kotleciki, lekko spłaszczam. Układam je na papierze do pieczenia i skrapiam olejem. Piekę kotleciki przez 25 minut w 170 stopniach. Ja podałam je z ryżem jaśminowym i sałatą.





sobota, 23 kwietnia 2016

Biszkoptowy keks z żurawiną

W moim domu obowiązkowo na weekend musi być jakieś ciasto. Mniej lub bardziej wyszukane, szybkie, bądź wymagające większej ilości pracy. Ten weekend jest pracowity i zaplanowany paroma wydarzeniami, które okradną mnie z czasu jaki mogłabym spędzić w kuchni. Dlatego też na weekend przygotowałam bardzo proste ciasto, lekki keks biszkoptowy z żurawiną oblany dużą ilością czekoladowej polewy, z odrobiną kokosa. Najważniejsze,że małym nakładem pracy dostajemy naprawdę smakowite ciasto. Biszkopt przygotowałam zgodnie z przepisem na moje ulubione i wielokrotnie wypróbowane ciasto z wrzątkiem. Zawsze wychodzi lekkie, delikatne i pyszne w smaku. Dodałam kwaskowate żurawiny i polewę czekoladową. Ciasto wspaniale pasuje do weekendowej, popołudniowej herbatki. A przy tym pozwala zachować czas na spacery. Co prawda przy wietrznej pogodzie, ale chwil ze słońcem nie warto spędzać w czterech ścianach. Takie ciasto, długi spacer, przepis na sobotę idealną.



Składniki:
5 jajek
Niecała szklanka gorącej wody
300 gramów mąki tortowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1/3 szklanki cukru
Ekstrakt waniliowy
100 gramów roztopionego masła
1/2 szklanki suszonej żurawiny
Łyżeczka proszku do pieczenia

Polewa:
Tabliczka gorzkiej czekolady
4 łyżki mleka
2 łyżki masła
2 garści wiórków kokosowych

Dodatkowo:
masło i bułka tarta do formy


Żurawinę namaczam minimum przez kwadrans-ja namoczyłam ją w herbacie Earl Grey
Jajka ucieram z cukrem  i wanilią do białego koloru. Dodaję wodę i bardzo dokładnie ucieram całość. Następnie dodaję roztopione masło.
Przesiewam mąki z proszkiem do pieczenia, delikatnie łączę z masą jajeczną. Na koniec czas na żurawinę, delikatnie łączę ją z ciastem. Keksówkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, przelewam ciasto i piekę je przez 45 minut w 180 stopniach.




piątek, 22 kwietnia 2016

Tosty francuskie a'la gofry

Jeżeli również bywacie kulinarnie niezdecydowani i macie dylematy gofry czy tosty francuskie, to ten przepis jest dla Was. Bardzo lubię mieć wolne w środku tygodnia. Co prawda ta okazja nie była zbyt przyjemna, ale smutny dzień postanowiłam umilić sobie fajnym śniadaniem. Tylko co tu zjeść, skoro nie byłam zdecydowana co zjeść? Po głowie chodziły mi dawno nie jedzone gofry, i jeszcze dawnej niejedzone tosty francuskie. Tego myślenia było zdecydowanie za dużo, dlatego też postanowiłam zrobić francuskie gofry. Albo tostowe gofry. Jak chcecie, nazwa dowolna. W każdym razem śniadanie wyszło obłędne. Połączenie delikatnych tostów i chrupiących gofrów, czy może być coś lepszego? Sama nie wiem czemu dopiero teraz wpadłam na taki pomysł. Prosto, pysznie i szybciutko. Odmieńce swoje śniadania. Naprawdę warto.


Składniki:
6 kromek chałki (najlepiej 2-3 dniowej)
2 jajka
200 ml mleka
 2 łyżeczki cynamonu
Parę kropli esencji waniliowej
Cukier trzcinowy


Roztrzepuję jajko razem z łyżeczką cynamonu, dodaję mleko i wanilię. Dokładnie mieszam. Kromki chałki zanurzam w płynie i obracam, tak by wchłonęły płyn.
Rozgrzewam gofrownicę, kawałki chałki podpiekam z obu stron do zarumienienia.

Cukier mieszam z cynamonem na talerzu, gotowe gofry francuskie obtaczam w cukrze cynamonowym.







środa, 20 kwietnia 2016

Pełnoziarniste naleśniki jaglane z serkiem i bananami

To, że uwielbiam naleśniki jakąś wielką tajemnicą nie jest. I na słono, i na słodko. I te tradycyjne i w nowych odsłonach. Dziś mam naleśniki z mąki pełnoziarnistej z płatkami jaglanymi.  Wersja bardzo zdrowa i co najważniejsze, pyszna. Planowałam zrobić naleśniki z płatkami owsianymi,ale że bliżej stały te jaglane wykorzystałam je i to był strzał w dziesiątkę. Wszystkim szalenie smakowały. Delikatne, ale i ciekawsze w smaku. Nikt nie zgadł,że ten nowy smak pochodził od płatków jaglanych. Mi takie naleśniki idealnie skomponowały się z twarożkiem, miodem i bananami. Miałam ogromną ochotę na takie słodkie nadzienie, postanowiłam więc nieco siebie porozpieszczać i spełnić życzenie samej siebie. Cóż można więcej powiedzieć, po prostu koniecznie spróbujcie. A ja tymczasem korzystam z pierwszej wolnej chwili od deszczu i uciekam na mały spacerek. Szefa nie ma, to pracownicy harcują. Nie wydajcie mnie tylko.


Składniki:
Naleśniki:
1/2 szklanki płatków jaglanych
3 jajka
250 ml mleka
200 gramów mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki stopionego masła
Ekstrakt waniliowy
Woda gazowana

Nadzienie:
300 gramów twarożku śmietankowego
2 łyżki miodu
4 banany


W garnuszku zagrzewam mleko z wanilią, dodaję płatki jaglane, zostawiam do ostudzenia. W wysokim naczyniu łączę jajka z masłem. Powoli dosypuję mąki, dokładnie miksuję całość. Do ciasta dodaję płatki jaglane, szybko miksuję masę-ja wolę czuć kawałki płatków,więc miksuję dosłownie raz. Na koniec dodaję tyle wody gazowanej, aby ciasto miało konsystencję śmietany. Zostawiam je na pół godziny.
Szykuję nadzienie. Twarożek rozgniatam widelcem, dodaję miód i 2 banany pokrojone na półplasterki. Wstawiam masę do lodówki.
Smażę naleśniki na patelni teflonowej bez tłuszczu. Jeszcze ciepłe nadziewam twarożkiem. Podaję z resztą bananów.



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Kurczak w kolorowym pieprzu z delikatnym sosem

Dziś będzie danie banalnie wręcz proste, ale za to jak smaczne. Kolejna propozycja z kurczakiem w roli głównej. Jem ostatnio samo białe mięso, stąd obecność albo indyka, albo kurczaka na moim stole. Mięso to jest delikatne, łatwe i szybkie w przygotowaniu, do tego łatwo dostępne, no i najważniejsze, można je przygotować na milion i więcej sposobów. Tym razem wybrałam dość banalny przepis, kurczaka marynowanego w kolorowym pieprzu. Żeby nie było tak banalnie,dodałam sos pomidorowy. Sos powstał spontanicznie, trochę bałam się czy jego smak będzie komponować się z ostrym kurczakiem, ale wspaniale podkreślił smak dania i wniósł nieco delikatności. Tę delikatność podkreślił dodatek miodowych marchewek. Cały obiad zabiera niewiele czasu, a robi duże wrażenie. Parę składników, parę chwil pracy i nowy tydzień możemy powitać smakowitym obiadem.


Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka
2 łyżki ziaren kolorowego pieprzu
1 duży ząbek czosnku
Szczypta soli
3/4 szklanki bulionu
2 łyżki koncentratu pomidorowego
Lyżka ziół prowansalskich
Olej rzepakowy
Masło klarowane

Do podania:
Mini marchewki duszone w miodzie
Makaron


W moździerzu ucieram pieprz z czosnkiem i solą. Piersi myję, kroję na mniejsze paski i obtaczam w pieprznej mieszance. Zostawiam je na minimum kwadrans,najlepiej na godzinę.
Na patelni rozgrzewam olej, podsmażam na nim mięso-około 3 minut z każdej strony. Zdejmuję z patelni i przekładam do piekarnika, z odrobiną masła klarowanego.
Do oleju dodaję masło, rozpuszczam je, następnie dodaję koncentrat i zioła. Po około 2 minutach dodaję bulion i podgrzewam całość aż zgęstnieje.
Na talerzach układam mięso, polewam sosem, podaję z makaronem i marchewkami.

piątek, 15 kwietnia 2016

Kremówkowe ciasto gruszkowe na kobiece smuteczki

Czasem mam taki dzień, kiedy potrzebuję pocieszenia. Tak po prostu,bo nic się nie układa. Bo w przychodni była kolejka, wokół wszyscy kaszlą, a sam lekarz stawia odwrotną diagnozę od poprzedniej i trzeba znów zacząć leczenie od początku. Kiedy idzie się na zakupy okazuje się, że karta do bankomatu jest ciągle odrzucana. Powodem nieco starta naklejka. I klops, bo kolejka za mną rośnie, a ja próbuję z grosików zebrać odpowiednią kwotę. Nie zbieram, poddaję się i wychodzę, ze wstydu i złości jestem pąsowa niczym róża. Czuję wstyd. Nie mogę dogadać się z bankiem. Albo ja jestem skończoną idiotką, albo po drugiej stronie siedzi osoba o ilorazie inteligencji ołówka. Dochodzę do wniosku, że obie wersje są wyjątkowo prawdopodobne. Rozmowa nic nie daje. Wycieczka do banku również. Do tego, tak jest coś jeszcze. Moje nowo kupione buty okazały się za małe, musiałam je oddać i zostałam bez butów. Nie, nie chodzę boso, choć prawie. Poprzednia para swoje już przeszła i się rozkleiła z wrażenia. Do tego te ciągłe damskie rozterki-zadzwoni, nie zadzwoni, a może sama zadzwoń? Dużo tego. Zdecydowanie wymagam odrobimy pocieszenia i chwili tylko dla siebie. Taką chwilę zapewnia mi pieczenie i pałaszowanie ciasta. Nie oszukujmy się, w środku tygodnia nie mamy kilku godzin na pieczenie wymagających ciast. Do tego kiedy potrzebuję pocieszenia to chcę je dostać tu i teraz, a nie za dwa dni.  Postanowiłam więc zrobić ciasto, takie tu i teraz. Zamarzyłam o jogurtowym cieście z gruszkami.W lodówce znalazłam jedynie kupioną dzień wcześniej śmietankę. Co prawda miałam wobec niej zupełnie inne plany,ale uznałam, że raz się żyje i zrobię ciasto na śmietance. Byłam niepewna efektu. Owszem robiłam już ciasta na jogurcie, śmietanie, kefirze czy maślance, ale na kremówce nigdy. I to był błąd. Błąd, bo to ciasto przeszło moje oczekiwania. Było przepyszne. Idealnie miękkie, delikatne, puszyste. A jakie aromatyczne! Cytryna, gruszka, korzenne przyprawy i ta lekka śmietankowość. I nie zapominajmy,że pracy przy nim niewiele, piecze się szybko i daje masę radości. Po dniu pełnym pomyłek i zmagań ze złym losem zatapiam się w fotelu, przykrywam kocem, włączam świeżą płytę Suede i rozkoszuję moim wyjątkowym ciastem. Tym przepisem zapraszam Was do mojego przytulnego zakątka.



Składniki:
250 ml śmietanki 36 %
3 duże jajka
300 gramów mąki pszennej 750
1/3 szklanki cukru trzcinowego
Łyżka proszku do pieczenia Delecta
3 gruszki
Skórka z jednej cytryny
Łyżeczka imbiru
Łyżeczka cynamonu
Posypka czekoladowa Delecta

Dodatkowo:
Cukier puder


Do miski wlewam kremówkę, dosypuję cukrem, dokładnie ucieram oba składniki. Następnie czas na jajka, całość bardzo dokładnie ucieram, masa ma wyraźnie zgęstnieć.
W drugiej misce łączę przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia Delecta i przyprawy. Dodaję skórkę z cytryny i łączę obie masy.


Gruszki myję, obieram ze skóry i kroję w kostkę średniej wielkości. Dodaję do ciasta i raz mieszam całość.
Formę wykładam papierem do pieczenia, wylewam ciasto. Placek piekę przez 40 minut w 175 stopniach-do suchego patyczka. Jeszcze ciepłe posypuję posypką czekoladową Delecty, oraz cukrem pudrem.






Piecz... ot tak... prosto z serca!

środa, 13 kwietnia 2016

Bananowo-budyniowe placki na jogurcie

Jestem wielką fanką wszelakich placuszków i racuszków. Mogłabym je jeść codziennie. Od słodkiej rozpusty na śniadanie i kolacje, ratuje mnie to,że tygodniowe poranki są zawsze za krótkie. Inaczej dzień dnia jadłabym inną wersję śniadania na słodko. Tym razem zrobiłam jednak wersję na obiad. Nie miałam pomysłu na obiad, kompletnie. Ale miałam wielką ochotę na coś pysznego, prostego i słodkiego. Dzień w pracy mocno mnie wymęczył i potrzebowałam słodkiej,obiadowej regeneracji. Tym razem mój wybór padł na jogurtowe placuszki z dodatkiem budyniu i bananów. Słodkie, ale delikatne. Mięciutkie, pachnące, o wspaniałym aromacie. Do tego robi się je naprawdę szybko. Parę takich placuszków skutecznie potrafi zmniejszyć zmęczenie, dodać energii i oczywiście poprawić humor. 



Składniki:
1 kubek jogurtu bananowego
1 duże jajko
4 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
Łyżeczka proszku do pieczenia
Duża łyżka budyniu waniliowego
Banan
Klarowane masło

3/4 jogurtu łączę z jajkiem, dokładnie roztrzepuję. Osobno mieszam suche składniki-mąkę, budyń i proszek do pieczenia. Delikatnie łączę obie masy i mieszam. 
Rozgrzewam patelnię, dodaję nieco klarowanego masła i smażę średniej wielkości placuszki na złoto. Podaję z bananem pokrojonym w plasterki i resztą jogurtu.





poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Grillowana pierś z kurczaka w koperkowej marynacie

Nie będę udawać, bardzo lubię pierś z kurczaka. Kiedy w jakiejś knajpce widzę w menu grillowaną pierś z dodatkami, od razu ją zamawiam. Grillowane mięso jest pyszne i delikatne. Nie posiadam ogródka, na balkonie grillować nie można, więc skazana byłam na jedzenie grillowanych pyszności poza domem. Do czasu, stałam się bowiem szczęśliwą posiadaczką elektrycznego grilla, który ułatwił mi życie. Przez moją dietę większość pyszności szykowałam dla rodziny, sama obchodziłam się smakiem, ale skubałam malutkie kąski. Najwięcej jadłam gotowanego mięsa i ryb. Ale powiedzmy to szczerze, po tygodniu pragnie się odmiany. Choćby malutkiej. I wtedy z pomocą przyszedł mi grill i zaczęłam zabawę z grillowaniem mięsa. Jako, że nie mogłam jeść pikantnych rzeczy wymyśliłam prostą i naprawdę pyszną marynatę koperkową. Inspiracją była dla mnie kuchenna reklama. Pewnie pamiętacie szefa kuchni, który przy pomocy roztartej kostki rosołowej z oliwą, robił aromatycznego kurczaka? Ja użyłam domowego rosołu. Efekt był wspaniały. Mięso szykuje się błyskawicznie, jest bardzo aromatyczne, miękkie, i po prostu pyszne. Parę składników, parę minut pracy i obiad jak marzenie.


Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka

Marynata:
Pęczek koperku
Połówka cytryny
3 łyżki domowego rosołu
Dwie szczypty suszonego majeranku
Szczypta słodkiej papryki
2 łyżki oliwy z oliwek
Sól
Świeżo mielony pieprz


Szykuję marynatę. Koperek myję i drobno siekam. Wyciskam sok z cytryny, dodaję do niego rosół, koperek, sok z cytryny i przyprawy. Dokładnie mieszam. Do marynaty wkładam filet z kurczaka, wcześniej umyty i pokrojony na cztery części. Mięso marynuję minimum kwadrans, najlepiej jednak zostawić kurczaka w marynacie na całą noc.
Mięso osączam z nadmiaru marynaty i grilluję, około 2-3 minut w każdej strony. Ja podałam mięso z makaronem bezglutenowym.

piątek, 8 kwietnia 2016

Leśny mech z ricottą i białą czekoladą

Szpinakowe ciasto dla mojego taty? Dobry żart. Tak mogłabym powiedzieć jeszcze miesiąc temu. Mój tato szpinakiem bowiem pluł nie na metry, a na kilometry. Nieważne w jakiej wersji miałby być podany, zawsze była to ta zła wersja. Ostatnio tatko był na smutnej uroczystości, był to bowiem pogrzeb jego kolegi. Tam też spróbował tata zielonego ciasta, które go zaintrygowało. Na tyle,że nie zrobiła na nim wrażenia obecność szpinaku. Wręcz przeciwnie, ciasto uznał za tak pyszne,że zielony składnik w ogóle mu nie przeszkadzał. Pamiętam, że jak tatko wrócił do domu i opowiadał o tym cieście to aż świeciły mu się oczy. Zdecydowanie był pod dużym wrażeniem tego przysmaku. Ostatnio mamy trudny okres w pracy. Wszyscy wszystko chcą na wczoraj. Zamieszanie, dużo stresu i emocji. Praca z własnym tatą ma dużo plusów, ale jeden minus, jeżeli coś idzie nie tak, nie da się od tego odciąć. Nie można zostawić problemów za drzwiami firmy. W domu na nowo przerabiamy stresujące tematy i stresujemy się dzięki temu non stop.Ostatnie dni w pracy były zaś kompilacją wszystkich możliwych problemów. Zagubione paczki, problemy z płatnościami, niezadowoleni albo marudni panowie architekci i presja czasu. Można zwariować. Ja najlepiej relaksuję się w kuchni, pieczenie to mój sposób na pełen relaks. Dla taty wielką przyjemnością jest jedzenie słodkości. Cukrzyca ograniczyła mu tę przyjemność do wyjątkowych okazji. Walka z codziennymi problemami to zdecydowanie ta okazja gdy można zjeść kawałek ciasta. A takie ciasto, sami przyznacie, dość urocze, czekające po powrocie z pracy to wielka niespodzianka i po prostu przyjemność. I dla ciała i dla ducha. Wspaniałe, niezwykle wilgotne i delikatne ciasto a obłędnie zielonym kolorze. W domu oczekiwano, że będzie mocno czuć szpinakiem. Były nawet uwagi- no,ale gdzie ten szpinakowy smaczek? Ci co nie lubią szpinaku nie mają się czego bać, w cieście daje jedynie kolor, smaku nie zmienia. Poza ciastem mamy krem. W większości wersji leśnego mchu kremem jest bita śmietana, solo, albo w duecie z serkiem mascarpone. U mnie jest inaczej, ricotta i biała czekolada z nutką cytryny, wspaniały,lekki, delikatny, wyjątkowo kremowy. Nie psuje wyglądu ciasta dnia następnego, tak jak bita śmietana. Moim zdaniem, i nie tylko moim ten krem jest miliard razy lepszy niż wszystkie śmietanowe wariacje. I tylko ten będę szykować do przekładania ciast. Wam też polecam. My byliśmy w niebie. Ciasto błyskawicznie zniknęło, likwidując po drodze wszelakie problemy. Bo jakimże problemem jest kuchnia pełna zielonych okruszków, czy też soku z  granatów na rolecie? To są drobnostki.. Bo czy przy kawałku takiego ciasta można się stresować? Na pewno nie. To ciasto sprawia, że czujemy się jak w niebie.


Składniki:
Ciasto:
400 gramów mrożonego szpinaku
4 duże jajka
1/3 szklanki cukru kokosowego
300 gramów mąki pszennej typ 750
1/3 szklanki oleju
1 opakowanie cukru wanilinowego Delecta
Łyżka proszku do pieczenia Delecta

Krem:
500 gramów Ricotty
100 gramów białej czekolady
Sok z połowy cytryny
Łyżka mleka

Do nasączenie:
4 łyżki herbaty cytrynowej

Dodatkowo:
1 owoc granatu
Kasza manna i masło do formy



Szpinak rozmrażam. Jajka ucieram w mikserze z cukrem i cukrem wanilinowym. Następnie dodaję odsączony szpinak i dokładnie miksuję. Na końcu dodaję olej i chwilę miksuję.
Mąkę przesiewam z proszkiem do pieczenia, dodaję do ciasta. Dokładnie całość miksuję. Tortownicę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną, wylewam ciasto do formy i piekę je 45 minut w 170 stopniach, do suchego patyczka. Studzę.

Szykuję krem. Roztapiam czekoladę z mlekiem. Ricottę odsączam od serwatki. Do serka dodaję czekoladę i sok z cytryny, dokładnie mieszam całość, odstawiam na 5 minut.
Ciasto kroję na dwa placki. Z górnej części odcinam mocniej spieczone kawałki, resztę rozkruszam  w palcach, okruchy przekładam do miseczki.


Blat ciasta nasączam herbatą, smaruję kremem, i wyrównuję. Krem posypuję okruszkami ciasta oraz pestkami granatu. Przed podaniem chłodzę minimum godzinę.









Piecz... ot tak... prosto z serca!

środa, 6 kwietnia 2016

Moja granola miodowo-migdałowa

Nie będę przekonywać Was,że śniadanie to najważniejszy posiłek w całym dniu. Świetnie to wiecie i na pewno je jecie. Ale już pozostaje kwestia co zajadać rano? Co zjeść ze smakiem, ale bez wyrzutów sumienia? Co zapewni nam odpowiednią porcję zdrowej energii i dostarczy przyjemnych wrażeń smakowych? Może domowa granola miodowo-migdałowa? Pyszna, chrupiąca, pełna miodowego smaku i dużych kawałków orzechów. Do tego porcja jogurtu, albo mleka i wspaniałe śniadanie gotowe. Powiem Wam,że mój brat, który nie znosi domowych płatków zajadał się nimi z wielkim smakiem. No i ta łatwość przygotowania, wystarczy parę chwil pracy i zapas tygodniowej granoli gotowy. Użyłam płatków owsianych i jaglanych, dzięki temu granola zyskała jeszcze więcej wartości odżywczych i smakowych. Do tego duża porcja ziaren słonecznika i nuta cynamonu. Mniam.


Składniki:
1/2 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki płatków jaglanych
3 łyżki ziaren słonecznika
Szklanka mieszanki migdałów, orzechów włoskich i nerkowców
3 łyżki miodu
Łyżka neutralnego oleju
Łyżeczka cynamonu
3 łyżki wody


Siekam orzechy na mniejsze kawałki. Wszystkie suche składniki przekładam do większej miski.
W garnuszku podgrzewam miód z olejem, wodą i cynamonem. Ciepłą masą zalewam płatki i orzechy. Dokładnie mieszam. Blaszkę do pieczenia wykładam papierem do pieczenia, przekładam na nią masę z płatków, dociskam. Piekę granolę około 35 minut w 160 stopniach, często mieszając całość.
Po ostudzeniu przekładam do słoika i trzymam granolę szczelnie zamkniętą.








poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Makaron w sosie miodowo-bakaliowym z twarogiem

Do szkolnej stołówki chodziłam przez całe dwa miesiące. Po tym czasie uznano,że ilość oddawanego przeze mnie jedzenia przewyższa i to zdecydowanie tę ilość, którą się zajadam. Stąd też rodzice uznali,że ekonomiczniej będzie mnie żywić kanapkami. Jako, że kanapek również nie jadłam, straty były po prostu mniejsze. Jednym ze stołówkowych koszmarów był dla mnie makaron polewany skwarkami z twarogiem. Na moje nieszczęście to danie było podawane w każdy piątek, jako danie postne, łatwe do zrobienia i w przekonaniu pewnych osób pyszne. Dla mnie było to niejadalne i basta. Ostatnio jakoś tak wróciłam wspomnieniami do stołówkowego menu i postanowiłam rozprawić się z połączeniem makaronu i twarogu, to znaczy przerobić te składniki w pyszną potrawę, którą wszyscy będą się zajadać, a nie wykrzywiać głowy z obrzydzeniem. Oczywiście zrezygnowałam ze skwarek, zamiast tego poszłam w stronę słodyczy. mój sos do makaronu smakuje miodem,orzechami i żurawiną. Do tego twaróg, i jest pysznie. Nie mogłam przestać jeść. Obiecuję,że będziecie zachwyceni tym przepisem. Śmiało można go wykorzystać jako obiad, kolację, czy śniadanie.


Składniki:
100 gramów makaronu(najlepiej jajeczne lane kluski)
150 gramów twarogu półtłustego
2 łyżki miodu
2 łyżki klarowanego masła
2 łyżki soku z pomarańczy
Po dużej garści migdałów, orzechów nerkowca,orzechów laskowych i żurawiny



Gotuję makaron, ma być lekko al dente. Na patelni roztapiam masło, dodaję bakalie, podsmażam minutę. Dodaję miód i sok z pomarańczy. Chwilę podgrzewam. Do sosu dodaję makaron, całość dokładnie mieszam, i podsmażam przez minutę.
Kruszę twaróg i posypuję nim potrawę.


sobota, 2 kwietnia 2016

Sernik kawowy

Najgorszym scenariuszem dla studenta jest zaliczenie zaraz po Świętach. Wtedy wolne dni mijają na nauce. Najgorzej kiedy na stole leżą pyszności , a trzeba się uczyć o nieprzyjemnych chorobach i zakażeniach tropikalnymi bakteriami. Grr. Kiedy tak patrzy się na brata, który z podręcznikiem nie rozstaje się nawet przy stole trzeba działać i przyjść mu z pomocą i pocieszeniem. Sernikowym pocieszeniem. Tern sernik przygotowałam na Wielkanoc, zniknął w ciągu jednego dnia. Kiedy więc mój brat wrócił w czwartkowy wieczór do domu bardzo zasmucony,że kolokwium z czegoś czego nazwy nie potrafię wymówić, ale jestem prawie pewna,że miało to związek z zakażeniami płuc, do rzeczy jednak wracam, brat mój dostał 15 na 16 punktów. Ta wysoka ocena nie zaspokoiła jednak jego oczekiwań i świątecznego poświęcenia. Pojawiła się złość i irytacja. Bo w końcu szalenie mu zależało na najwyższej nocie. Koniecznie trzeba czymś brata pocieszyć, w jego wypadku najlepiej sprawdza się sernik. Co prawda myślałam by zrobić ten tradycyjny bez ciasta, albo na odwrót, krakowski, z kratką. Ale poszłam na łatwiznę. Po prostu powtórzyłam ten cudowny świąteczny sernik. A sernik ten pojawił się na moim stole zupełnym przypadkiem. Mieliśmy zamówiony u wujka prawdziwy sękacz, pieczony w specjalnej formie, na ogniu, ach,miało być pysznie i pięknie. Ale wujo skręcił kostkę i w piątkowy wieczór dopiero doszła do nas wiadomość,że jednak sękacza nie będzie. Co tu robić? Oczywiście piec sernik. Czym prędzej udałam się do mojej półki z książkami kulinarnymi, znalazłam sernikową książeczkę i na chybił trafił los wybrał za mnie, i dla mnie sernik kawowy. Nieco byłam przestraszona tego przepisu, w końcu nigdy nie robiłam takiego akurat sernika, a miało ono zdobić świąteczny stół, więc nie mogło się nie udać. Obawy okazały się bezpodstawne, sernik wyszedł królewski. Ba, usłyszałam,że to najlepszy sernik jaki rodzina w życiu jadła. Tak więc najlepszy sernik świata na naszym stole gościł znów tydzień później, tym razem w roli sernika na pocieszenie, sernika , która znosi wszelkie smutki, dodaje otuchy, i rzuca  w niepamięć paskudne egzotyczne bakterie. Co tam 15 punktów, kiedy na stole takie cudo? Idealnie kremowy, delikatny, aksamitny, lekko kawowy, z przyjemnie cynamonowym spodem. Po prostu małmazja.



Składniki:
Spód:
120 gramów herbatników półsłodkich
100 gramów masła
2 łyżeczki cynamonu

Masa serowa:
1 kg twarogu śmietankowego
4 jajka
250 gramów śmietany 18 %
4 łyżki cukru kokosowego
Paczka cukru wanilinowego Delecta
2 paczki budyniu waniliowego
3 łyżki kawy rozpuszczalnej
Łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:
kasza manna i masło do formy


Zaczynamy od przygotowania spodu. Ciasteczka kruszę-ja użyłam do tego celu tłuczka do ziemniaków. Roztapiam masło, dodaję cynamon i wlewam masło do ciasteczek, dokładnie mieszam. Masę wykładam na dno tortownicy i podpiekam przez 10 minut.
Zaparzam kawę we wrzątku-1/3 szklanki,dodaję cynamon, odstawiam na parę minut.

W międzyczasie szykuję masę serową. Jajka ucieram z cukrem i cukrem wanilinowym na jasny krem. Delikatnie dodaję twaróg, ja używałam śmietankowego twarogu, który wystarczy raz zmielić. Kiedy masa jest już połączona, dodaję budyń i śmietanę. Dokładnie całość ucieram. Na końcu dodaję niecałą ilość kawy z kubka, jeszcze raz całość mieszam i wykładam masę sernikową na ciepły spód.
Z reszty naparu kawowego robię wzorki-maziaje na wierzchu przy pomocy wykałaczek. Moje wzory to totalna psychodela, w końcu podczas pieczenia słuchałam Pink Floyd i to wszystko tłumaczy.


Na dnie piekarnika kładę naczynie z wodą, para wodna w trakcie pieczenia, sprawi,że nie będzie on suchy a  idealnie kremowy. Sernik piekę przez 50 minut w 170 stopniach. Studzę go w piekarniku. Najlepszy jest następnego dnia po upieczeniu.








Piecz... ot tak... prosto z serca!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...