Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

środa, 30 marca 2016

Szpekuchy

Ostatnio już uciekłam od świątecznego stołu,ale dziś robię krok wstecz i zapraszam Was na moje wielkanocne śniadanie. W tym roku na tym stole pojawiła się bowiem wyjątkowa nowość, z przepisem na tę nowość muszę się z Wami podzielić.
Szpekuchy-a  cóż to takiego możecie się zapytać? Pierwsze skojarzenia są z Niemcami. W końcu luźno tłumaczona nazwa mówi nam, że będziemy mieli do czynienia z ciastem ze słoniną. Tak, tak, wszyscy co są na diecie, jedzą jedynie zieloną sałatę, popijają zielone koktajle, pałają nienawiścią do tłuszczu i glutenu pewnie już są przerażeni i podskoczyło im ciśnienie i poziom cholesterolu od samego czytania. Szpekuchy to drożdżowe pierożki z nadzieniem ze słoniny bądź boczku. Kruche ciasto, puszyste, i do tego wspaniały farsz, kto odważy się spróbować na pewno się zakocha. Ja bardzo długo słuchałam opowieści mego taty o szpekuchach jakie piekła jego babcia do wielkanocnego barszczu. Moja babcia nie potrafiła i nie potrafi robić ciasta drożdżowego,więc nie kontynuowała rodzinnych tradycji. Rodzinnych, bo szpekuchy wbrew pozorom to danie litewskie. Pierwszy raz spróbowałam je rok temu  właśnie podczas podróży do korzeni,czyli na Litwie. Kupione były one w jednym z największych hipermarketów, w niejakiej Maximie na stoisku z potrawami tradycyjnymi. Wujek Ditis kupił ich 1,5 kilograma i wierzcie mi bądź nie,ale 7 osób śmiało zjadło je na drugie śniadanie, które urządziliśmy sobie na rynku w Kiejdanach. W każdym razie w Wielki Piątek mój tatko oglądał telewizję i ni z  tego, ni z owego przypomniał sobie o dawnej tradycji-a szkoda,że nie zrobimy szpekuch na Wielkanoc. Powiedziałam- a czemu nie zrobimy? Żaden problem, będą. I zgodnie z założeniem wstałam dodatkową godzinę wcześniej, czyli o 4.45 i zaczęłam zagniatać drożdżowe ciasto. Brat pomagał mi w formowaniu, tata próbował smaku nadzienia i orzekł-perfekcja. A kiedy gotowe szpekuchy wyszły z pieca zjadł jeszcze gorące, parzące palce i  stwierdził,że smakują tak samo jak te prababci Loli.
Szpekuchy mogą stanowić dodatek do rosołu,barszczu czerwonego, delikatnego warzywnego kremu. Można podać je jako danie obiadowe z surówką, albo potraktować jako przekąskę. Jeść na ciepło i na zimno. Jest tysiąc możliwość. Nic tylko próbować.


Składniki:
Ciasto:
1/3 paczki świeżych drożdży
450 gramów mąki pszennej
3 żółtka
80 gramów roztopionego masła
Łyżeczka cukru
Szczypta soli
Łyżeczka pieprzu
Mleko

Nadzienie:
450 gramów wędzonego boczku
2 średnie cebule
4 ząbki czosnku
Duża łyżka majeranku
Łyżeczka pieprzu
Ewentualnie olej

Dodatkowo:
Białko
Mąka do wałkowania


Najpierw zabieram się za ciasto. Drożdże rozcieram z łyżką mąki,cukru i mleka. Zostawiam na kwadrans. Gdy zaczyn zacznie pracować dodaję żółtka, masło,mąkę i przyprawy. Jeżeli ciasto będzie zbyt twarde dolewam mleka, tyle aby łatwo dało się uformować w kulę. Zostawiam ciasto do wyrośnięcia na minimum godzinę w ciepłe miejsce, przykrywam ściereczką i czekam aż podwoi swoją objętość.
W międzyczasie szykuję farsz. Boczek kroję w drobną kostkę, podsmażam na patelni. Następnie siekam drobno cebulę i czosnek. Z patelni zdejmuję rumiany boczek, podsmażam na niej warzywa. Gdyby boczek nie był mocno tłusty, można dodać olej. Gdy cebulka się zarumieni doprawiam przyprawami,dodaję boczek i podsmażam przez chwilę. Zostawiam do przestudzenia.
Z ciasta odrywam mniejsze kawałki, wałkuję na podsypanej mąką stolnicy. Ciasta nie wałkuję zbyt cienko, nie może być tak cienkie jak na pierogi. Śmiało może to być grubość połowy palca. Dużą szklanką albo kubkiem wycinam koła, lekko rozciągam. Na środek nakładam solidną porcję farszu. Teraz trzeba szpekuchy zlepić, robimy to od góry, nie z boku, mają one bowiem stać na blaszce, a nie leżeć.
Gotowe szpekuchy smaruję roztrzepanym białkiem, piekę je przez 20 minut w 170 stopniach.





wtorek, 29 marca 2016

Soba, masło orzechowe, sezam i indyk

Po świątecznym obiedzie zostało mi nieco, nawet więcej niż nieco mięsa z indyka. Tym razem wzięciem bardziej cieszyło się ciemniejsze mięso z indyczych nóżek, aniżeli jego piersi.A największe uznanie zdobyła gęś. Indyka uwielbiam,ale jedzenie go w tej samej postaci przez 3 dni,mogłoby się znudzić. Stąd też postanowiłam kreatywnie wykorzystać resztki i przygotować z nich pyszne danie. Lekkie, bardzo aromatyczne, delikatne. Miła odmiana od stołu pachnącego żurem i bigosem. Moje danie pachnie masłem orzechowym,sezamem i nieco chilli. Ten sos jest przepyszny. I słodkawy, i wyraźny. I pikantny, i łagodny. Po prostu wspaniały. Do tego proponuję gryczany makaron,świeżo starta marchewkę i dużo zielonej pietruszki. No i najważniejsze, cały obiad gotowy jest w ledwie 15 minut. W podobny sposób możecie przygotować resztki kurczaka, czy też delikatne polędwiczki wieprzowe. Nic się nie zmarnuje, a smakiem zaskoczycie swoich bliskich i samych siebie.
Ja mogę cieszyć się dalej kolejnym wolnym dniem. W tym roku mam równo 7 wolnych dni, stąd też mogłam wyjątkowo odpocząć i spokojnie pospacerować nad morzem, pierwszy raz tej wiosny.

Składniki:
Sos:
Łyżka masła orzechowego
2 łyżki oleju sezamowego
Łyżka octu ryżowego
5 cm korzenia imbiru
2 ząbki czosnku
2 łyżki ziaren czarnego sezamu
Szczypta płatków chilli
Sól
Pieprz
4 łyżki gorącej wody
Dodatkowo:
Kawałki upieczonej piersi z indyka
2 marchewki
Makaron Soba
Łyżka oliwy
Sól
Świeżo mielony pieprz
Natka pietruszki

Szykuję sos. Ścieram imbir, miażdżę czosnek. W miseczce łączę masło orzechowe z olejem i chilli. Dodaję czosnek, imbir, sól i pieprz,oraz sezam. Zalewam całość wodą.
Indyka kroję w paski. Posypuję solą i pieprzem, przekładam na rozgrzaną oliwę, smażę 2 minuty. Po tym czasie dodaję do mięsa połowę sosu orzechowo-sojowego. Podsmażam całość, aż mięso będzie rumiane.
W międzyczasie gotuję makaron w lekko osolonej wodzie, ścieram marchewkę na tarce.
Do mięsa dodaję makaron, marchewkę i resztę sosu, chwilę podgrzewam całość i podaję, można posypać danie natką pietruszki.





sobota, 26 marca 2016

Wielkanocne Życzenia

Dziś chciałabym złożyć Wam serdeczne życzenia, nie tylko smacznych Świąt. 



Niech te wspaniałe Święta przyniosą Wam kwiaty wiosennej radości, miłości,spokoju i szczęścia. Wesołych Świąt Wielkiejnocy.  

czwartek, 24 marca 2016

Szarlotka budyniowa bez pieczenia czyli torcik bez nadmiaru pracy

Przed Świętami wiele osób zadaje sobie pytanie co też by upiec w tym roku? U mnie nie ma jednak tego pytania. Zestaw jest taki sam od lat. Musi być sernik i drożdżowa baba i tyle. Czasem się skuszę na przygotowanie mazurka. Nudno prawda? Ale to jest właśnie siła tradycji. Sernik piekę wedle przepisu prababci, przepis na drożdżową babę też krąży w rodzinie od dziesiątków lat. Jeżeli Wam jednak się marzy małe odstępstwo od tradycji to polecam ten torcik. Wspaniały, bardzo mało kłopotliwy, a robi wielkie wrażenie-zarówno wyglądem, jak i smakiem. Przygotowałam go na małą rodzinną uroczystość jeszcze przed Świętami,ale na świątecznym stole na pewno  znalazłoby się dla niego miejsce. Torcik musi się chłodzić parę godzin,najlepiej byłoby dać mu spokojnie dojść do formy podczas nocnego odpoczynku w lodówce. Na szczęście poza chłodzeniem ciasto robi się naprawdę szybko i bezproblemowo. Będzie jeszcze szybciej jeżeli zrobicie budyń z proszku. Ale na Święta warto pokusić się o własnoręcznie wykonany krem. Efekt będzie niesamowity.



Składniki:
Spód:
Paczka biszkoptów

Masa jabłkowa:
Kilogram słodkich jabłek
Skórka z 1 pomarańczy
Skórka z 1 cytryny
Łyżeczka cynamonu
Duża szczypta gałki muszkatołowej
5 łyżek wody

Masa budyniowa:
4 żółtka
400 ml mleka
6 łyżek cukru kokosowego
łyżka mąki ziemniaczanej

Na wierzch:
Około 10 kakaowych herbatników


Zaczynam od wyłożenia dna tortownicy biszkoptami. Następnie czas na masę jabłkową.
Jabłka obieram i kroję w kostkę różnej wielkości i przekładam do garnka. Ścieram skórkę z wyparzonych cytryn i pomarańczy. Dodaję do jabłek razem z przyprawami i wodą. Duszę jabłka przez mniej więcej 20 minut. Jeszcze ciepłą masę jabłkową wykładam na biszkopty. Zajmuję się budyniem.
300 ml mleka gotuję razem z cukrem kokosowym. W kubeczku mieszam żółtka z mlekiem i mąką ziemniaczaną. Bardzo delikatne przelewam masę żółtkową do mleka, mieszam budyń,gotując go około 2 minut. Budyń wylewam na masę jabłkową-powinien być ciepły.
Teraz torcik odstawiam na 20 -25 minut. Kruszę herbatniki i posypuję nimi wierzch. Ciasto chłodzę minimum 3 godziny przed podaniem.




środa, 23 marca 2016

Jednogarnkowe spaghetti

Przed Świętami nie mamy czasu na gotowanie codziennych obiadów-tak jest pewnie w większości domów. Po pracy wpadamy z siatami, i już zaczynamy planować następne godziny- sprzątanie,pranie obrusów, zdjęcie firanek, wytrzepanie dywanów... Uff, wypadałoby coś zjeść. Kanapki? Marzec mamy w tym roku kapryśny, przydałoby się coś ciepłego. Może makaron? W końcu gotuje się błyskawicznie, ale kwestia sosu-trzeba by wziąć drugi garnek,czekać aż się ugotuje. Potem mamy do mycia dwa garnki, jeszcze deskę do krojenia, dwie łychy, wow. Dużo tego. A co byście powiedzieli na spaghetti-choć u mnie jest to makaron świderki, jednogarnkowe? Razem gotuję i makaron i dodatki. Sos i baza, dwa w jednym. Jeden garnek do umycia, a warzywa wystarczy wkroić do garnka. Idealne danie dla wszystkich zabieganych, a także dla tych co w kuchni czują się bardzo niepewnie. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten przepis w programie Marthy Stewart, uznałam,że to idiotyczne-wybaczcie to wyrażenie, bo jak można nie mieć siły zrobić najprostszego sosu do makaronu? Ale ostatnio miałam takie dni, że wracając do domu czułam się śmiertelnie zmęczona i nie chciało mi się robić nic do jedzenia. A jako, że nie mogę wielu rzeczy sklepowe gotowce odpadały. Stąd też z zakamarków pamięci wyciągnęłam ten przepis i postanowiłam go wypróbować. Efekt? Wyśmienity.


Składniki:
Makaron kukurdziany- pół szklanki
2 pomidory
3 ząbki czosnku
1 cebulka
2 garście posiekanej pietruszki
2 plastry wędzonego sera
po szczypcie słodkiej papryki, suszonej bazylii, soli i pieprzu
Łyżka oliwy z oliwek
3 szklanki wody


Do garnka przekładam makaron. Dodaję pomidory pokrojone w ćwiartki, cebulę pokrojoną w luźne piórka i ząbki czosnku przekrojone na połówki.  Czas dodać przyprawy, oliwę i pietruszkę-parę listków zostawiam do dekoracji. Dodaję wodę i gotuję danie aż makaron będzie al dente- u mnie trwało to 10 minut. Odcedzam makaron, z wierzchu posypuję porwanymi na małe kawałki plastrami sera, dekoruję pietruszką.
Całe danie jest gotowe w ciągu 12 minut.



poniedziałek, 21 marca 2016

Pulpeciki jak u mamy

Zdrowotna dieta wymaga ode mnie lekkostrawnych i delikatnych posiłków. Co przychodzi mi do głowy jako pierwsza myśl o lekkostrawnym obiadku? Pulpeciki w pysznym koperkowym sosie. Bardzo delikatne, mięciutkie, pyszne. Otulone w sosie, wprost rozpływają się w ustach. Do tego pyszne i delikatne purre, i surówka z buraczków na ciepło. Uwielbiam ten zestaw, jest świetny nie tylko dla maluszków z przedszkolnej grupy Tygrysków. Duże Trygryski też będą ucieszone,takim miłym i wyjątkowo domowym obiadem. Ja do pulpecików dodałam marchewkę, dzięki czemu były jeszcze smaczniejsze. Tymczasem trzeba pędzić do przedświątecznych porządków. Ale po takim obiedzie to sama przyjemność.


Składniki:
65 dg mięsa mielonego z indyka
2 marchewki
1 średnia cebulka
2 ząbki czosnku
2 łyżki kaszy manny
1 jajko
Po łyżeczce majeranku i słodkiej papryki
Dwie garście posiekanego koperku

Sos:
2 szklanki domowego bulionu
1/3 szklanki posiekanego koperku
Łyżka mąki ziemniaczanej

Do podania:
Puree ziemniaczane
Buraczki na ciepło


Drobno siekam czosnek i cebulkę. Marchewkę obieram, trę na tarce na średnich oczkach. Do warzyw dodaję mięso, jajko,koperek i przyprawy. Wyrabiam masę,dodając w miarę potrzeb kaszę mannę. Formuję małe pulpety,mi wyszło 10 sztuk, przekładam je do garnka z bulionem i gotuję około kwadransa. Po tym czasie do sosu dodaję koperek i gotuję całość 20 minut.
Do małego kubeczka przelewam 2 łyżki bulionu,dodaję łyżkę mąki, dokładnie mieszam,przelewam do sosu i gotuję około 10 minut.
Pulpeciki podaję z puree i buraczkami.


sobota, 19 marca 2016

Różana tarta

Święta coraz bliżej,myślimy o babach,sernikach i mazurkach. Ja przychodzę z nieco inną propozycją. Moje ciasto nie jest typowo świątecznym,chociaż bardzo blisko mu do tradycyjnego mazurka. Zamiast jednak ciężkich mas czekoladowych,kajmakowych czy orzechowych,ja stęskniona za wiosną proponuję różane nadzienie. Tak naprawdę to ciasto jest potrójnie różane, zawiera bowiem w sobie konfiturę z płatków róży,różaną konfiturę i na dodatek różany cukier. Bardziej różanie być nie może. To ciasto przypomina mi maj. Ten piękny majowy dzień, gdy wdychając morską bryzę dzielnie zbierałam różowe płatki. Teraz odtworzyłam te wszystkie aromaty. Jest wspaniale. Mój brat od razu zjadł połowę tarty. W zasadzie nikogo nie trzeba było namawiać do jedzenia, ten zapach oszołomił cały dom. Pachniało jak we francuskiej perfumerii. Oczywiście to ciasto ma dużo wad. Nie chodzi tu wcale o cukier w składzie. Znika błyskawicznie, jest za dobre, a jak już poczęstujecie nim rodzinę czy przyjaciół od razu usłyszycie, że innych ciast już wyżej wymieni nie chcą i przez najbliższe tygodnie będziecie piec różaną tartę non stop. A jeżeli podacie ją na Wielkanocym stole to niestety będziecie musieli podawać ją co roku, a także cała rodzina będzie chciała Was odwiedzać w okolicy świąt. Ale umówmy się te wady są dość błahe w porównaniu z niezwykłym smakiem i aromatem różanej tarty z bezą.


Składniki:
Ciasto
3 duże żółtka
1,5 szklanki mąki krupczatki
 2 łyżki cukru
180 gramów masła
Skórka starta z jednej cytryny
Szczypta soli

Nadzienie:
3 łyżki marmolady z owoców róży
4 łyżki marmolady z płatków róży

Pianka:
3 białka
1/3 szklanki różanego cukru


Siekam mąkę z masłem i cukrem, dodaję jajka ,sól i startą skórkę z cytryny. Wyrabiam ciasto jak najkrócej, formuję kulę, owijam ją folią i chłodzę w lodówce minimum godzinę. Po tym czasie wylepiam formę ciastem, formuję nieco wyższy brzeg. Ciasto bardzo gęsto nakłuwam i wstawiam do rozgrzanego piekarnika. Piekę ciasto przez 20 minut w 165 stopniach.
Łączę marmoladę i konfiturę. Nadzieniem smaruję podpieczone ciasto.


Różany cukier przekładam do blendera i miksuję do uzyskania różanego cukru pudru. Ubijam białka na sztywną pianę razem z cukrem różanym.Pianę rozprowadzam na różanym nadzieniu. Ciasto piekę około 15 minut w 165 stopniach.
Po ostudzeniu posypałam dodatkowo różanym cukrem.

czwartek, 17 marca 2016

Bezglutenowe ruskie pierogi

Ostatnimi dniami jestem zmuszona wprowadzić małe zmiany w mojej diecie. No dobrze żadne małe, a dość spore. Antybiotyk doszczętnie zniszczył mój żołądek. Dostałam więc kolejny na złagodzenie boleści. I zalecenia diety. Diety bez większości produktów,które uwielbiam. Od paru tygodni miałam z bratem umówiony dzień lepienia pierogów. Uznałam,że chwilowa dieta mi nie przeszkodzi i stworzyłam nieco inną wersję pierogowego ciasta.W końcu dzień lepienia pierogów to ważny dzień, planowany rok wcześniej.  Moje pierogowe ciasto jest stworzone na bazie mąki kukurydzianej. Czym różni się to ciasto od tradycyjnego? Jest delikatniejsze, więc trzeba uważać przy wałkowaniu. Ale to jedyna różnica, w smaku nie różnią się niczym na minus. Ciasto jest miękkie, ma delikatnie żółty kolor.  Mam wrażenie, że te pierożki gotują się nieco szybciej niż tradycyjne, więc nie odchodźcie daleko od kuchni. I eksperymentujcie. Mała zmiana, wielki efekt.Wszyscy fani pierogów będą na pewno zachwyceni.



Składniki:
Ciasto:
2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
2 jajka
Szczypta soli
3 łyżki roztopionego masła
Woda

Nadzienie:
3/4 kilograma ziemniaków
75 dg twarogu
2 cebule
25 dg wędzonego boczku
1 łyżka oleju
3 ząbki czosnku
2 szczypty majeranku
Sól
Pieprz

Do podania podsmażona cebulka

Zaczynam od przygotowania nadzienia. Ziemniaki obieram, kroję w drobne kawałki i gotuję w lekko osolonej wodzie do miękkości. Jeszcze ciepłe przeciskam przez praskę do ziemniaków. Cebule i czosnek siekam, podsmażam na łyżce oleju. Dodaję do ziemniaków. Na tej samej patelni podsmażam drobno posiekany boczek,gdy jest chrupiący,dodaję do masy. Teraz czas na rozgniecenie twarogu i dodanie go do masy. Całość doprawiam, nie żałuję pieprzu. Z masy formuję kuleczki, przykrywam ściereczką i odstawiam na bok.


Na stolnicę wysypuję obie mąki, dodaję jajko, sól i roztopione masło-jeszcze ciepłe. Całość łączę przy pomocy widelca. Następnie dolewam tyle wody,ile zabierze mąka. Ciasto powinno być elastyczne i gładkie. Stolnicę lekko posypuję mąką ziemniaczaną, odrywam z ciasta mały kawałek, rozwałkowuję go i rozkładam nadzienie. Następnie wycinam pierożki, przykrywam je ściereczką w oczekiwaniu na gotowanie by nie wyschły.
Pierogi gotuję około 7-8 minut w osolonej wodzie. Podaję je z podsmażoną cebulką.




wtorek, 15 marca 2016

Aromatyczny jabłecznik z jagodami goji, ultraprosty

Ostatnio moja przyjaciółka zadzwoniła do mnie późnym wieczorem i prosiła o poradę. Kulinarną, a dokładniej cukierniczą. Szykowała bowiem małe rodzinne spotkanie z przyszłymi teściami i potrzebowała przepisu na proste,ale efektowne ciasto. Takie, które zawsze się uda,zrobi wrażenie, ale nie zdradzi przy tym, że włożono w nie niewiele pracy. Najprościej byłoby po prostu kupić kawałek ciasta i względnie udawać, że to domowe, bądź dumnie przyznać, że owszem kupione, ale za to samodzielnie. Chwilę pomyślałam, jakie by tu ciasto było najlepsze i mam. Prosty jabłecznik, robiony nieco inaczej niż wszystkie znane mi jabłeczniki. Nie jest to powiem typowy ucieraniec, ani kruche ciasto. Jest z jednej strony miękki i puszysty,a  z drugiej ma w sobie coś,co ciężko opisać. Już wiem, to intrygujące ciasto. A powiedzmy sobie szczerze,jego przygotowanie zajmie ledwie kwadrans. No i ważna sprawa, zawsze się udaje. Przyjaciółka, a raczej jej przyszli teściowie byli zachwyceni. Ciasto zostało zjedzone w ciągu jednego wieczora. Przyznaję, że zachęcona tymi opiniami wróciłam do starego przepisu. To ciasto robiłam dość często w czasach liceum. Tym razem nieco zmieniłam przepis, dodałam bowiem płatki migdałów. Dodały ciekawego smaku,ale również porcję zdrowia. Ktoś się skusi na kawałek?


Składniki:
300 gramów mąki pszennej
180 gramów masła
2 jajka
3 słodkie jabłka
Około 3/4 szklanki mleka
3 łyżki cukru
2 łyżki posiekanych płatków migdałowych
2 garści jagód goji
Łyżka proszku do pieczenia
Łyżeczka cynamonu
Pół łyżeczki kardamonu
Łyżeczka domowej esencji waniliowej

Dodatkowo:
Bułka tarta i masło do formy
Cukier puder do posypania


Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia, cynamonem,kardamonem i wanilią. Dodaję posiekane masło, zagniatam ciasto, jak na kruszonkę.
Jabłka obieram ze skórki, kroję w plastry, dodaję do ciasta,razem z płatkami migdałów i jagodami goji. Czas na jajka, zagniatam szybko ciasto. Teraz dodaję mleko, powinno być go tyle, by ciasto zrobiło się  luźniejsze, ale nadal dość gęste. Dokładnie mieszam całość.
Tortownicę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Przekładam ciasto do formy i piekę około 35 minut w 175 stopniach.
Po ostudzeniu posypuję cukrem pudrem.


Ja miałam bardzo słodkie jabłka, stąd dodałam małą ilość cukru, jeżeli jednak macie jabłka kwaskowate, ilość cukru należy podwoić.


Bogaty wybór Superfoods znajdziecie w sklepie Agnex

Superfood w Twojej kuchni

poniedziałek, 14 marca 2016

Serowe knedle z truskawkami

Serowe knedle po prostu uwielbiam. Sama nie wiem kiedy zaczęły gościć na naszym stole? W każdym razie jestem wdzięczna losowi, że któraś z mamy znajomych podzieliła się  z nią jej sposobem na pyszne knedle. Zazwyczaj robię ja standardowo ze śliwkami, ale na truskawkową wersję zawsze mam ochotę. Robiłam je wielokrotnie latem, ale zrobienie ich zimową porą,ma chyba w sobie więcej uroku. Takie serowe knedle są proste do zrobienia,szybkie, a jakie pyszne. Użycie mrożonych truskawek jest moim zdaniem dużo lepsze niż świeżych. Owoce podczas gotowania po prostu się rozmrażają, a nie gotują. Dzięki czemu zostają soczyste, jędrne i pełne truskawkowego smaku. Słodki obiad na dobry początek nowego tygodnia? Jestem za. Tymczasem wrócę chwilowo do weekendu. Jeżeli będziecie w okolicach Trójmiasta i najdzie Was ochota na pyszne jedzenie, to polecam Wam Przystanek Zdrowie . Co prawda ja musiałam się ograniczyć jedynie do wspaniałego złotego ryżu, i piersi z kurczaka bez dodatków, ale falafele, afrykańskie pierożki i swojskie gołąbki, a także soki z imbirem zyskały wielką akceptację moich towarzyszy. To miejsce w sam raz na szybki posiłek,w miłej atmosferze. Najlepiej smakuje po spacerze nad morzem.


Składniki:
Kilogram twarogu -najlepiej śmietankowego
2 duże jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki masła
Parę kropli domowej esencji waniliowej
Skórka  z jednej cytryny
Około 40 mrożonych truskawek

Do podania:
Cukier Trzcinowy

Twaróg dokładnie rozgniatam-najlepiej użyć śmietankowego, który jest bardzo delikatny. Białka oddzielam od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę, żółtka ucieram z masłem,dodaję do twarogu. Do masy dodaję esencję waniliową i startą skórkę z cytryny. Czas na pianę z białek,delikatnie mieszam serowe ciasto. Na końcu dodaję mąkę, bardzo dokładnie mieszam składniki. Ciasto wstawiam na minimum godzinę do lodówki.
Po tym czasie z ciasta odrywam po kawałku,lekko rozciągam,na środek kładę po jednej truskawce-bez rozmrażania, formuję knedle. Gotuję je przez 6 -7 minut. Podaję z cukrem.






sobota, 12 marca 2016

Pasta jajeczna z suszonymi pomidorami

Zbliża się Wielkanoc i widać większe zapotrzebowanie na potrawy z jajkiem. Moja propozycja nie jest typowo świąteczna. Jest całoroczna, ale jajeczna. Oczywiście warto znaleźć dla niej miejsce na świątecznym stole,bo ta pasta jest po prostu przepyszna. Powstała jak zwykle-przez przypadek. Zaplanowałam nieco inną pastę, ale nie znalazłam w lodówce tego czego szukałam, napotkałam za to na spory słoiczek suszonych pomidorów. Szybko zmieniłam więc plany i zaczęłam szykować pastę z pomidorami. Efekt? Smak wakacji. Pastę zrobicie w parę minut. Oczywiście nie mówię tutaj o czasie potrzebnym do ugotowania jajka,ale umówmy się,  nie musimy w jego gotowanie włożyć nadmiaru pracy. Tak więc parę składników,aromatyczne przyprawy,parę mocnych ruchów przy ugniataniu i już, kanapkowa pasta gotowa. W sam raz do weekendowych kanapek.


Składniki:
4 jajka ugotowane na twardo
6-7 suszonych pomidorów plus łyżka oleju spod pomidorów
3 ząbki czosnku
Łyżeczka suszonego oregano
Garść posiekanej natki pietruszki
Łyżka majonezu
Łyżka greckiego  jogurtu
Sól
Świeżo mielony pieprz

Jajka obieram, kroję bardzo drobno. Miażdżę czosnek, pomidorki kroję w drobną kostkę,dodaję do jajek razem z przyprawami. Łączę majonez z jogurtem,dodaję do reszty składników. Teraz można całość potraktować blenderem, albo użyć tłuczka do kartofli i dokładnie rozetrzeć składniki. Ja użyłam tłuczka, bo lubię czuć kawałeczki składników w paście. Podaję z pieczywem.





czwartek, 10 marca 2016

Kakaowy kokos

Czy Was też dopada czasami nagła,niepohamowana chęć na coś słodkiego? Dosłownie Was nosi,i musicie natychmiast popełnić jakieś ciasto,bo inaczej będzie z Wami źle? Miałam tak ostatnio. Zbliżał się wieczór i kiedy wszystko powinno zwalniać, wyhamowywać, ja zwiększyłam obroty. Skoro zachciało mi się ciacha,musiałam je upiec. Ale jakie? Wyjście do sklepu w deszczowy wieczór wydawało mi się zadaniem ponad siły, musiałam więc korzystać z zawartości kuchennych szafek. A tam? No cóż, szału nie było. Zaraz, zaraz,widzę kokosowe wiórki,widzę jeszcze nieotwarte pudełko kakao, żaden problem,robię kakaowo-kokosowe ciacho. Robi się je dosłownie w 10 minut, zero w nim filozofii. Wykorzystuje się jeden garnek, jedną łyżkę-oszczędzam czas na zmywaniu, Piecze się też dość szybko,po 30-35 minutach ciasto urzeka zapachem i ogłasza wszem i wobec,że gotowe. Bardzo proste, a zapewnia wspaniały efekt. Intensywnie kakaowe, z wyraźną kokosową nutą. Pachnie bardzo podobnie do popularnego batonika o rajskim smaku. Tak, to ciasto to zdecydowanie smak raju. Przekonajcie się sami.


Składniki:

125 gramów masła
4 łyżki cukru trzcinowego
Szklanka mleka
3 małe jajka
300 gramów  mąki pszennej
3 łyżki kakao
3 łyżki wiórek kokosowych
Łyżeczka proszku do pieczenia
Łyżeczka cynamonu
Parę kropli domowej esencji waniliowej

Polewa:
Duża łyżka masła
2 łyżki cukru trzcinowego
3 łyżki kakao
3 łyżki mleka
Plus 3 łyżki wiórek kokosowych

Dodatkowo:bułka tarta i masło do formy


W garnku z grubym dnem roztapiam masło z cukrem. Gdy całe masło się roztopi dodaję połowę szklanki mleka,wanilię i wiórki kokosowe, trzymam na ogniu aż masa się zagotuje. Po tym czasie zdejmuję z ognia, dodaję resztę mleka i mieszam masę by ją szybko schłodzić. Dodaję mąkę wymieszaną z kakao, cynamonem i proszkiem do pieczenia. Na koniec czas na wbicie jajek, całość dokładnie mieszam. Masa powinna być gęsta jak budyń. Formę do pieczenia smaruję masłem,wysypuję bułką tartą,przelewam ciasto. Piekę ciasto przez 35 minut w  175 stopniach.

Gdy ciasto stygnie szykuje polewę. W garnuszku roztapiam masło z kakao,mlekiem i cukrem. Jeszcze ciepłą polewą dekoruję ciasto i posypuję wiórkami. Zostawiam do zastygnięcia,po czym kroję na równe kawałki.


wtorek, 8 marca 2016

Dorsz w koperkowym cieście razowym

Parę lat temu upalną niedzielę spędziłam w Pucku. Chociaż do tego miasta mam dość blisko, to jazda tam latem jest katorgą. Wszyscy spieszą na Hel, czyli droga do Pucka,nawet drogami znanymi mieszkańcom, zamiast 75 minut, trwa 3 godziny. Po takiej podróży, i wylegiwaniu się na słońcu zaczęliśmy szukać miłego kąta, gdzie zjedlibyśmy pyszną rybkę. Wszędzie było okropnie wręcz tłoczno, i jakoś tak nijako. Wtedy też,gdzieś całkiem w ukryciu zobaczyliśmy rodzinną smażalnię. Miała swój urok, polegał on na tym, że wystrój był wyjątkowo wręcz domowy, taki jakby żywcem wyjęty z salonu z babci, w latach 70. Smażalnię prowadziło starsze małżeństwo, gotowała urocza pani Marysia, a klientami zajmował się pan Gienek. Kelner z zasadami, nie można było samemu przysunąć sobie talerzyka, ani samemu dołożyć cytryny do herbatki, wszystko musiał dopieścić pan Gienek. Zapach ryby był tak kuszący,że zostaliśmy w tym uroczym miejscu, gdzie były ledwie 4 stoliki. Zamówiłam wtedy pyszną rybę w fantastycznym cieście koperkowym. Bardzo puchatym, bardzo koperkowym. Ciasto otulało bardzo delikatną rybę, świeżutką, soczystą, ten filet rozpływał się w ustach. Niedawno przeglądałam zdjęcia, trafiłam na zdjęcie z puckiej plaży, przypomniałam sobie smak tej ryby i musiałam ją zrobić. Dziś więc przenosimy się do pewnej sierpniowej niedzieli, jest słonecznie, upalnie, tłoczno, i przepysznie. Moje ciasto zrobiłam na mące żytniej razowej, dodałam też nieco pietruszki. Rewelacja.


Składniki:
4 filety z dorsza
Starta skórka z jednej cytryny
Łyżeczka białego pieprzu
2 ząbki czosnku
Łyżeczka suszonego koperku
Szczypta soli

2 duże jajka
1/2 szklanki mąki razowej
1/3 szklanki mleka
Szczypta pieprzu
2 łyżki świeżego, posiekanego koperku
Łyżka posiekanej natki pietruszki

Olej rzepakowy do smażenia
Do podania ziemniaki gotowane na parze, surówka z buraczków

Filety z dorsza delikatnie płuczę, suszę. Nacieram skórką z cytryny,pieprzem, zmiażdżonym czosnkiem, koperkiem i solą. Odstawiam na kwadrans.
Białka oddzielam od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. Do żółtek dodaję mleko i zioła, dokładnie mieszam. Teraz stopniowo dodaję mąkę, dosmaczam pieprzem, gdy ciasto jest już gładkie delikatnie łączę je z pianą z białek. Ciasto powinno wyjść dość gęste.
Rybne filety dokładnie obtaczam w cieście, i przekładam na rozgrzany olej. Smażę rybne kotlety około 4 minut z każdej strony na rumiano. Podaję je z ziemniakami gotowanymi na parze i surówką z buraczków.








poniedziałek, 7 marca 2016

Toruński przekładaniec z Kopernika

Jeżeli miałabym wymienić listę trzech miast, które najbardziej kocham w Polsce, na pewno na pierwszym miejscu byłby mój rodzinny Gdańsk, a zaraz po nim Toruń. Miasto, które odwiedzam bardzo często i bardzo chętnie. Miasto w którym mam swoje ulubione lokale, kawiarenki i sklepik z piernikami. Kiedy nie mogę być w tym mieście-a bardzo bym chciała, po prostu sięgam po coś piernikowego i już spaceruję po rynku w słoneczny dzień. Tym razem zaciekawił mnie Toruński przekładaniec, czyli piernikowy batonik dekorowany czekoladą, z marmoladą owocową. Nie mogłam mu się oprzeć.



Batonik jest dość spory, śmiało można się nim podzielić, albo potraktować jako suty podwieczorek czy drugie śniadanie. Najpierw atakuje nas zapach, mocno korzenny, bardzo piernikowy, dużo sobie po nim można obiecać. Czekolada, no cóż, w takich produktach nie ma co liczyć na polewę z najwyższej jakości. Jeżeli nastawiamy się na delektowanie się czekoladą to możemy się nieco rozczarować. Polewa jest słodka, delikatnie kakaowa, na szczęście nieprzesłodzona, ani nie nazbyt tłusta. Dól polany jest porządnie i całkowicie, góra zaś dekoracyjnie cienką warstwą.



Następnie przechodzimy do sedna sprawy, piernika. Jest pyszny, bardzo korzenny, konkretny w smaku, zbity, ale i nie suchy. To zasługa nadzienia. To nadzienia mam najwięcej zastrzeżeń. Można było nadziać piernikowego batonika marmoladą wysokich lotów, zdecydowano się na opcję ekonomiczną. Czyli słodki ulepek o smaku owoców. Na szczęście sam piernik jak to piernik, jest nieco wytrawny w smaku,więc łagodzi słodycz nadzienia, ale i tak wolałabym tutaj prawdziwą marmoladę o różanym smaku. Ale nie jest najgorzej, za sprawą piernika i jego bardzo wyraźnego smaku. Na szczęście nikt go nie przesłodził, i nie zakłócił wyjątkowego smaku toruńskiego piernika.
Firma chwali się, że pierniki przygotowane są według receptury znanej od wieków. Patrząc na skład mam jednak nieco wątpliwości, czy parę wieków wstecz pierniki robiono akurat według tej receptury, aczkolwiek nie jest źle. Nie mamy tutaj utwardzonych tłuszczy roślinnych, nie ma syropów g-f, które zwiększają obwód w pasie i szkodzą zdrowiu. Oczywiście wiemy, że bierzemy do ręki słodkość, którą nie robi się z komosy ryżowej i orkiszu. Nie narzekam więc zbytnio, jedynie proszę o ulepszenie składu marmoladki i nadanie jej konkretnego owocowego smaku.



Skład:marmolada 31 % (przecier jabłkowy zagęszczony, cukier, substancja żelująca: pektyna amidowana, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, koncentrat soku z aronii, substancja konserwująca: sorbinian potasu), mąka pszenna, cukier , mąka żytnia, czekolada 10 % (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgator: lecytyna sojowa, aromat), skrobia ziemniaczana, substancja spulchniająca: wodorowęglan amonu, przyprawy, barwnik: karmel amoniakalny, sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy.
Ta piernikowa przyjemność doda nam dobrze ponad 200 kcl, a zabierze 2,5 zł z portfela. Czy kupię go ponownie? Na pewno nie będę przed nim uciekać, ale nie rzucę się w pędzie po kolejny. W końcu tyle pierników czeka na spróbowanie...


sobota, 5 marca 2016

Łagodny kurczak kokosowo-imbirowy

W sobotę lubię poszukać nowych smaków, pobawić się nieco w kuchni-szczególnie jeżeli pogoda nie zachęca do spacerów i wszelakich aktywności. Tak więc wymyśliłam sobie obiad o nieco egzotycznym smaku. Kurczak w sosie kokosowo-imbirowym. To danie jest bardzo aromatyczne i pełne różnych smaków. Nie oszczędzałam na przyprawach, łączyłam różne rodzaje i z ciekawością czekałam na końcowy efekt.  Jako, że nie jestem wielką fanką bardzo pikantnych potraw, zrobiłam wersję łagodną, owszem jest tu chilli,ale całość wspaniale złagodziło mleko kokosowe i wiórki z kokosa. Do tego imbir, było ciasto imbirowe, to nic dziwnego, że dodałam go do dania głównego. Mamy więc tutaj kurczaka,pomidory, paprykę, kokos w trzech formach-jako mleczko, wiórki i olej. Mamy masę przypraw, a jako podkreślenie orientalnego charakteru ryż basmati. Po prostu pysznie, zróbcie koniecznie.


Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka ( około 70 dg)
Duża cebula
2 małe papryki
3 średnie pomidory
2 duże ząbki czosnku
5 cm imbiru
2 łyżki wiórek kokosowych
1/2 szklanki mleka kokosowego
Po niecałej łyżeczce:
cynamonu, kardamonu, kminu rzymskiego, nasion kolendry,kurkumy,słodkiej paprki
Duża szczypta chilli
Łyżka pasty tamaryndowej
Sól
Świeżo mielony pieprz
Olej kokosowy

Do podania-ryż basmati, kolendra




Zaczynam od wymieszania wszystkich przypraw razem w małej miseczce.
Rozgrzewam olej kokosowy. Siekam cebulę w średnią kostkę, drobno siekam też czosnek i podsmażam na oleju. Kurczaka myję, suszę, kroję w kostkę i dodaję do zezłoconej cebulki, posypuję przyprawami, podsmażam całość około 10 minut.
Kiedy mięso się podsmaża kroję paprykę w paski, a pomidory w kostkę, dodaję do mięsa, które powinno być lekko złociste. Dosypuję wiórki kokosowe, dolewam też mleko kokosowe, dodaję pieprz i nieco soli. Duszę całość 15-20 minut.
Po tym czasie przekładam danie na talerze, podaję z ryżem.





Duży wybór superfood's znajdziecie w sklepie Sklep Agnex

Superfood w Twojej kuchni

piątek, 4 marca 2016

Ryżowe śniadanie z truskawką

Dziś proponuję śniadanie na ciepło na dobry początek dnia zbliżającego się weekendu. Ryżowe płatki i truskawki. Zamrożone truskawki powędrowały do rondelka i przyniosły nieco lata w zimowy wciąż poranek. Sycąca porcja płatków, owoców i wszystko bez dodatku cukru. Takie śniadania uwielbiam sobie serwować przed trudnym i męczącym dniem. Kiedy wiem, że od samego rana spadnie na mnie ogrom pracy,lubię na moment zatrzymać się przy pysznym śniadaniu na ciepło. Jednoznacznie budzącym do tego wspomnienia z dzieciństwa. Ostatnio pokochałam kurkumę i za piękny kolor jaki nadaje potrawom, jak i za wspaniałe zdrowotne właściwości. Działa łagodząco na żołądek, pobudza apetyt, obniża cholesterol a także działa przeciwnowotworowo. Warto więc dodać szczyptę do porannej porcji płatków ryżowych z truskawkami. Z takim śniadaniem piątek wydawał się mniej straszny i szybciej minęły godziny spędzone w pracy. Można zacząć weekend.


Składniki:

Szklanka mleka
1/3 Szklanki płatków ryżowych
Łyżka budyniu waniliowego
Parę kropli domowego ekstraktu waniliowego
Szczypta kurkumy
Kilkanaście truskawek


W garnuszku gotuję mleko z wanilią i kurkumą. Gdy zacznie się gotować, dodaję płatki ryżowe i pokrojone na połówki truskawki, gotuję 2 minuty, dodaję łyżkę budyniu,gotuję dosłownie minutę i już gotowe. Na wierzch wykładam kilka truskawek i zajadam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...