Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 29 lutego 2016

Improwizowane klopsiki w paprykowo-pomidorowym sosie

Ostatnio okazało się, że jeden ze współpracowników mojego taty od dawna choruje na cukrzycę. Postanowił więc podzielić się kartonem książek o zdrowym gotowaniu dla diabetyka. Tatko książki dał mi i kazał szukać inspiracji. Znalazłam wspaniałe danie, zrobiłam zakupy i nie mogłam się doczekać kiedy go spróbuję. Narobiłam rodzinie apetytu, i zabrałam się do pracy. I taka byłam zaoferowana tym by obiad wyszedł cudowny,że zrobiłam wielki błąd. Do papryki dodałam puszkę pomidorów. Bo szybciej,bo mnie kłopotliwie,bo mniej pracy i co? Zamiast nadzienia do pieczeniu zrobił mi się sos. Mój brat poradził mi- odparuj. No faktycznie, łatwo powiedzieć, odparuj, a trudniej to wykonać. Dumałam tak nad tym nadzienio-sosem, aż się poddałam. Albo nie, po prostu wymyśliłam inną potrawę z tych samych składników. Nieco się bałam reakcji rodziny, czy to w ogóle będzie smaczne? Ale bez obaw, danie przyjęto z dużym entuzjazmem. Na pewno je powtórzę,bo jest proste, pyszne i sycące. A do tego takie moje. Jeżeli nie wiecie co zrobić z mielonym mięsem serdecznie polecam improwizowane klopsiki w pysznym sosie.


Składniki:
Sos:
3 ząbki czosnku
1 duża cebula
2 kolorowe papryki
Puszka krojonych pomidorów
Sól
Pieprz
Kminek rzymski
Zioła prowansalskie
Pół szklanki bulionu warzywnego ( domowego)
Łyżka oleju

Klopsiki:
650 gramów mięsa mielonego
2 łyżki bułki tartej
Jajko
Sól
Świeżo mielony pieprz
Słodka papryka-łyżeczka
Majeranek-łyżeczka
Łyżka oleju

Do podania ryż


Siekam drobno czosnek i cebulkę, podsmażam na oleju na złoto. Papryki dokładnie myję, i kroję w kostkę-niezbyt drobną, dodaję do rondla. Gdy warzywa zmiękną dodaję puszkę pomidorów oraz przyprawy. Duszę całość około 15 minut, po tym czasie dodaję bulion, i gotuję razem około 10 minut,

Zabieram się za klopsiki. Do mięsa dodaję bułkę tartą i jajko. Doprawiam solą, świeżo mielonym pieprzem,papryka i majerankiem. Z masy formuję małe klopsik. Na rozgrzanym oleju podsmażam klopsiki około 2 minut z jednej strony.
Podsmażone klopsiki dodaję do sosu i na małym ogniu gotuję całość przez 30 minut.
Podaję z ryżem.



niedziela, 28 lutego 2016

Moc w żurawinę czyli napój na wzmocnienie

Byłam niedawno na kontroli moich oskrzeli, na szczęście mają się lepiej. Ale lekarka sama zauważyła,że jakoś tak niezbyt wyraźnie wyglądam i w ogóle widać,że ostra infekcja mnie wymęczyła. Dostałam nakaz wzmocnienia całego organizmu. No tak,. ale jak to zrobić pani doktor-nie zdążyłam wypowiedzieć pytania,gdy dostałam odpowiedź- polecam żurawinową kurację. Żurawinową? Nie słyszałam. Lekarka, pochodząca z Rosji, w szczegółach zaczęła opowiadać o metodzie, którą stosowała jej babcia, mama, a ona sama poleca go pacjentom i nie waha się poddawać żurawinowej kuracji swoje dzieci. Po drodze do domu od razu wstąpiłam do sklepiku ze zdrową żywnością po zapas żurawiny, miałam też na szczęście zamrożone owoce, które zamierzałam wykorzystać do wielkanocnego pasztetu, ale zdrowie cenniejsze i żurawiny powędrowały do garnka.
Ileż to dobra mieszka w tych małych owocach i pięknym kolorze? Żurawina działa przecwirusowo, oczyszcza organizm co jest szczególnie ważne po antybiotykowej kuracji. Dostarcza masy witamin i minerałów. Do mojego napoju dodałam miód, który wzmacnia organizm i szybko dodaje energii. Dodałam też nieco imbiru, korzenia pełnego zdrowia, który dodatkowo wspaniale podkręca smak, sprawiając, że zdrowotny napój pity z rana jest niczym dzbanek kawy.
Kurację stosuje się przez dwa tygodnie, codziennie należy wypijać 300 ml napoju. Stosujemy ją po chorobach w celu wzmocnienia organizmu. Sięgamy po nią kiedy wokół szaleją wirusy i bakterie, a pogoda kaprysi. Słowem zawsze wtedy kiedy potrzebujemy wsparcia.
Po tygodniu stosowania tej kuracji widzę efekty, mam więcej energii i zaczynają mi wracać siły.


Składniki:
1/3 szklanki żurawiny suszonej bądź mrożonej
5 cm imbiru
Łyżka miodu rzepakowego


Jeżeli używamy żurawiny suszonej warto kupić ekologiczne owoce, niesłodzone. Suszone owoce należy przelać wrzątkiem, a na następnie przełożyć do garnka i zalać zimną wodą -1,5 szklanki. Jeżeli używamy mrożonych owoców to od razu przekładamy je do garnka i zalewamy wodą.
Imbir ścieram na tarce,dodaję do owoców i gotuję całość przez 20 minut. Studzę napój, dodaję miód,dobrze mieszam i przecedzam. Piję od razu.



piątek, 26 lutego 2016

Żytnie jabłczanki

Dziś zapraszam na jabłczanki. Mamy jagodzianki, więc moje drożdżówki z jabłkami nazwałam analogicznie jabłczankami. Jak już pewnie wiecie, kocham ciasto drożdżowe, i nieskromnie powiem jest to miłość ze wzajemnością. Odpukać trzy razy  w niemalowane nigdy mnie ciasto nie zdradziło,zawsze pięknie rosło,pachniało cudownie i smakowało wspaniale. Biorąc pod uwagę ile energii wkładam zawsze w ugniatanie zdziwiłabym się gdyby było inaczej:) Tym razem chciałam zrobić uniwersalne drożdżówki. Takie, które będą jednocześnie wspaniałym deserem, ale i świetnie sprawdzą się na drugie śniadanie. Moje jabłczanki są więc zrobione z mąki żytniej, bardzo zdrowej. Zamiast masy cukru użyłam odrobiny cukru kokosowego,. naturalną słodycz zapewniły jabłka. Dzięki temu moje drożdżówki można śmiało jeść cały dzień, bez ani krzty wyrzutów sumienia. Pięknie pachną, są mięciutkie i delikatne. Kurkuma nadaje ciastu piękny kolor, a migdały w nadzieniu świetnie łączą się z jabłkami. Mogłabym je jeść codziennie.


Składniki:
Zaczyn:
15 dg drożdży
2 łyżki mleka
Łyżka mąki pszennej
Łyżka cukru

Ciasto:
100 gr masła
Szklanka mąki żytniej
1/3 szklanki mąki pszennej
2 jajka
1/2 szklanki mleka
3 łyżki cukru kokosowego
Ekstrakt waniliowy
Łyżeczka kurkumy

Nadzienie:
3 słodkie jabłka
3 garści rodzynek
2 łyżki posiekanych migdałów
Łyżeczka cynamonu

Dodatkowo:
2 łyżki mleka
Cukier kokosowy



Najpierw szykuję zaczyn,. Drożdże rozcieram z cukrem,mlekiem i mąką, zostawiam na kwadrans.
W międzyczasie roztapiam masło,dodaję mleko i kurkumę. W misce łączę dwa rodzaje mąki,dodaję cukier i zaczyn. Następnie wlewam masło z mlekiem i na koniec parę kropli wanilii. Całość wyrabiam aż ciasto zacznie odchodzić od ręki-trwa to mniej więcej 15 minut. Ciasto przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na godzinę, powinno podwoić swoją objętość.
Jabłka obieram, kroję w drobną kostkę, dodaję cynamon,posiekane migdały i namoczone we wrzątku rodzynki, mieszam nadzienie.

Z wyrośniętego ciasta odrywam kawałek, lekko go spłaszczam i rozciągam. Na środek nakładam porcję jabłkowego nadzienia. Bułeczki zlepiam jak pierogi, odstawiam na blachę, którą wcześniej wykładam papierem do pieczenia. Gotowe ciastka smaruję mlekiem i posypuję szczyptą cukru. Moje jabłczanki piekę około 25-30 minut w 175 stopniach.





Duży wybór "superfoods" znajdziecie w sklepie Agnex


Superfood w Twojej kuchni

czwartek, 25 lutego 2016

Grecka wiśnia i truskawka, czyli naturalnie od Piątnicy

Ostatnio mam wrażenie, że nie jem niczego innego poza jogurtami. Okropny antybiotyk-i w smaku, i działaniu,owszem usunął zapalenie oskrzeli jako część grypy, ale i niestety chwilowo popsuł żołądek. Porzuciłam więc ukochane zimowe owsianki i na śniadanie, drugie śniadanie i kolację zajadam się mlecznymi przysmakami. Jogurty dosłownie wysypują się z lodówki, a ja w celu urozmaicenia jogurtowej diety testuję nowe smaki-uwierzcie, nie dam rady jeść non stop naturalnych jogurtów, choć się staram. Niemniej jednak raz dziennie zajadam się owocowym smakołykiem jako deser, tudzież podwieczorek. Tym razem znalazłam w lodówce zestaw jogurtów z Piątnicy, jogurty typu greckiego z owocami. Ciekawe połączenie naturalnego smaku jogurtu z owocowym spodem-bardzo modne stały się ostatnio takie przysmaki. Kto chce może zjeść osobno, kto chce miesza. Ja wybieram rozwiązanie pośrednie. Część zjadam oddzielnie, potem wszystko mieszam. Może to i dziwne, ale mi najbardziej tak właśnie smakują takie cuda. No dobrze, mam przed sobą dwa jogurty, jeden o smaku truskawkowym,drugi to wiśniowa przyjemność. Od którego by tu zacząć? Wybieram truskawkę.


Cóż truskawki kocham,wariuję na ich punkcie,chociaż jestem uczulona na te sklepowe, swojskie z działki są super, po innych robię się wielką truskawką. Mimo to nie przeszkadza mi to  w ich konsumpcji. Mam tylko nadzieję,że nie czyta tego moja pani alergolog. Ale do rzeczy, o ile kocham truskawki jak własną mamę, to jogurtów z truskawkami wprost nie znoszę. Zawsze wydają mi się sztuczne w smaku, bardzo chemiczne. No trudno,skoro już mam go w ręku to zjem. Najpierw mamy białą warstwę jogurtu, typu greckiego. Jogurt jest pyszny, lżejszy niż tradycyjny grecki,ale tak samo gęsty. Nie jest zbyt kwaśny, dla mnie w sam raz. Kremowy, bardzo aksamitny, i delikatny w smaku. Na dole mamy parę truskawek, w składzie nie znajdziemy sztucznych  barwników, stąd też kolor nie urzeka, jest to kolor ugotowanej truskawki. W smaku owoce są lekko kwaskowate, ale minimalnie, na pewno nie jest to przesłodzona masa. W sumie naliczyłam 4 kawałki owoców,takich większych. Dałabym ich więcej, bo naprawdę bardzo pasują do warstwy jogurtowej.


Wersja truskawkowa bardzo mi smakowała,czas więc na wiśniową. Jak już pewnie wspominałam ze sto razy wiśnie lubię i to bardzo. W jogurtach zaś, hmm, sprawa ma się jak z truskawkami. Nie przepadam za tymi owocami w połączeniu z mlecznymi produktami. Ale skoro jest, to spróbujmy. Warstwa jogurtu jest dokładanie taka sama jak w wersji truskawkowej, powtórzę się więc-jest po prostu pysznie. Na dole mamy ukryte wiśnie.Intensywne w smaku, jak to wiśnie kwaskowate, ale i słodkie. Smakują prawdziwie letnio. Wraz z ostatnią łyżeczką odczułam szczery żal, że to koniec. Jedyny minusik, wiśni jako wiśni tam mało, bardziej przypominało to galaretkę, na upartego jedną wiśnię można by złożyć jak puzzle. Zadanie dla chętnych.


Skład jogurtów jest bardzo przyjemny, wybaczamy dodatek cukru i cieszymy naturalnymi smakami. Nie ma tu mleka w proszku, syropu g-f, a także sztucznych barwników czy aromatów. Jogurty nie zawierają tłuszczu, mają też wysoką zawartość białka.

Skład jogurtu z wiśniami:
mleko pasteryzowane, wsad wiśniowy 20% (cukier, wiśnie 8%, substancja zageszczająca: pektyny, skrobia, aromaty naturalne, koncentrat soku z czarnej marchwi), żywe kultury bakterii jogurtowych

Skład jogurtu z truskawkami:

mleko pasteryzowane, wsad truskawkowy 20% (cukier, truskawki 8%, aromaty naturalne, barwnik: betanina, ekstrakt z papryki, skrobia, substancja zagęszczająca: pektyny, koncentrat soku cytrynowego), żywe kultury bakterii jogurtowych


Jeżeli o mnie chodzi, to mogłabym powiedzieć po spróbowaniu tych jogurtów-remis ze wskazaniem na wiśnię. Wrócę do niej na pewno.

wtorek, 23 lutego 2016

Obiad w jednym kolorze czyli ryba i dyniowe puree

Dzisiejszy dzień sponsoruje kolor pomarańczowy. Pomarańczowe jest dyniowo-ziemniaczane puree, oraz panierka do rybnego kotleta. Puree jest bardzo zdrowe, kotlecik zaś, hmm, miałam wielką ochotę na rybę w panierce. Wolałam zrobić ją sama, niż kupić gotowca z zamrażarki. Mój kotlecik jest smażony przez 2 minuty, następnie pieczony, więc myślę,że całkiem przyzwoitym zamiennikiem dla paluszków rybnych i innych takich wynalazków,smażonych w głębokim tłuszczu. Zapewniam,że panierka jest chrupiąca, ale w ogóle nie nasiąknięta tłuszczem. Połączenie ryby z dynią jest wspaniałe, i żałuję,że wcześniej nie zrobiłam takiego dania. Tym razem zainspirowała mnie dynia zobaczona w warzywniaku. Nie miałam ani zbyt wielkiej ochoty na zabawę w krojenie i obieranie,wyręczyłam się mrożonką. Puree wyszło rewelacyjne,delikatne w smaku,ale jednocześnie z charakterem. Ziołowa panierka do ryby zdobyła zaś serca domowników. Sama nie wiem, która część obiadu była lepsza? Jedno jest pewne,wygrał kolor pomarańczowy.


Składniki na 5 porcji:
Puree:
Dynia-kilogram pokrojonej
2 ziemniaki
3 ząbki czosnku
Duża szczypta chilli
Mała łyżeczka gałki muszkatołowej
Sól
Świeżo mielony pieprz

Rybny kotlet:
Filety  z mintaja - 5 sztuk
1 jajko
1 cytryna
2 łyżki mąki pszennej
Dwie łyżki bułki tartej
Duża łyżka mąki kukurydzianej
Czubata łyżeczka słodkiej papryki
Po łyżeczce suszonej bazylii i tymianku
Sól
Pieprz
Oliwa do smażenia

Obieram ziemniaki i kroję w drobną kostkę, obieram też czosnek i ząbki kroję na pół. Dynię, ziemniaki i czosnek gotuję w niewielkiej ilości wody do miękkości-około 20 minut. Odcedzam nadmiar wody, warzywa doprawiam przyprawami i ugniatam na gładkie puree.


Filety skrapiam sokiem z cytryny,doprawiam lekko solą i pieprzem. Rozkłócam jajko, w drugiej miseczce łączę bułkę tartą z mąką kukurydzianą z przyprawami. Kotlety rybne panieruję najpierw w jajku,potem w mące, a na końcu w bułce tartej. Podsmażam na mocno rozgrzanej oliwie przez minutę z każdej strony. Następnie przekładam je do piekarnika i podpiekam przez 10 minut w 170 stopniach.
Na talerz wykładam puree, układam na nim rybne kotlety.



niedziela, 21 lutego 2016

Jaglane placuszki z siemieniem i wiśniami

Mamy niedzielny wieczór, idealny czas by pomyśleć o poniedziałkowym śniadaniu. Albo i niedzielnej kolacji. Nie od dziś wiadomo, że jeżeli w poniedziałek uraczymy się wspaniałym śniadaniem,to nowy tydzień wyda nam się jakby przyjemniejszy, wejdziemy w niego pełni optymizmu. A w tym tygodniu dobry humor jest mi wyjątkowo potrzebny. Także ja na pewno moje niedzielne śniadanie, powtórzę w poniedziałkowy poranek. Moja placuszkowa propozycja jest zdrowa, sycąca i apetyczna. Mamy tutaj płatki jaglane, siemię lniane, mąkę pełnoziarnistą, bardzo zdrową kurkumę a na dodatek przepyszną wiśniową konfiturę. Takie połączenie jest po prostu przepyszne. Koniecznie spróbujcie i zaczarujcie swój poniedziałkowy poranek.
A na dokładkę podzielę się z Wami paroma wspomnieniami z dzisiejszego wydania festiwalu Smakuj Trójmiasto-edycja azjatycka. Do ostatniej chwili zastanawiałam się iść czy też nie, ze względu na niedawną chorobę i brak sił,ale ostatecznie skusiłam się i nie żałuję. Chociaż mam parę uwag, za dużo stoisk, za mało miejsc do degustacji, za dużo ludzi-co nie powinno być zarzutem. Garnizon okazał się zdecydowanie za mały. Mam nadzieję,że wiosenne spotkanie będzie bardziej dopracowane. Skusiłam się na sushi, wersja wegetariańska skradła moje serce, zaś ta z surową rybą, cóż, fanką nie zostałam. Moja siostra kusiła lodami, o smaku wędzonej herbaty z rodzynkami i awokado z sezamem. W ofercie było również wasabi czy liczi. Lody kusiły, i z wielkim bólem odmawiałam raz za razem. Cóż, zdrowie ważniejsze. Zrobiłam za to zapas herbat, te z mango i z granatem mają za zadanie przyśpieszyć letnie dni.

Składniki:

5 łyżek płatków jaglanych
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
1 jajko
3/4 szklanki mleka
Łyżeczka proszku do pieczenia
Łyżeczka kurkumy
Laska wanilii (albo ekstrakt)

Do podania wiśniowa konfitura

W garnuszku gotuję mleko z kurkumą i wanilią, gdy zacznie się gotować dodaję płatki jaglane,zestawiam z ognia i zostawiam do ostudzenia.
Następnie do płatków dodaję jajko, mąkę z proszkiem do pieczenia i siemię lniane. Całość dokładnie mieszam, zostawiam masę na 5 minut.


Rozgrzewam patelnię do smażenia naleśników i smażę niewielkie placuszki. Podaję je na ciepło z  wiśniową konfiturą.
Miejsce imprezy
Sushi z surowym łososiem, dużą porcją imbiru i wasabi

Azjatyckie lody, wędzona herbata okazała się hitem

Pyszne sushi z awokado, bambusem i sporą ilością marynowanego ogórka


sobota, 20 lutego 2016

Pieczony obiad, wersja leniwa

Dziś proponuję obiad dla leniwych. Po chorobie mam duży apetyt, a raczej jego powrót. Niestety ciągle nie doszłam w pełni do siebie, po paskudnych antybiotykach moje siły wciąż się regenerują. Na szczęście mam sposoby na to by cieszyć się pysznym obiadem,a  jednocześnie nie nadwyrężyć swoich sił. Czyli pieczemy wszystko w jednym naczyniu, wkładamy w to minimum pracy,a  cieszymy się maksimum smaku. Kluczem do sukcesu jest odpowiednia marynata. Powstała zupełnie spontanicznie, połączyłam parę przypraw i ziół, i wyszła.... Nie, nie katastrofa, a pyszne danie, które każdy zajadał z dużym apetytem. Ba, każdy prosił o dokładkę. Warto mieć zapas takich leniwych i szybkich przepisów na te dni,kiedy niezbyt chce nam się gotować, brakuje nam czasu, albo po prostu nie lubimy gotowania. Bardzo polecam, mało składników, mało pracy, a każdemu będzie smakować. Tym miłym przepisem zaczynamy miły weekend.


Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka
5 ugotowanych kartofli
Mieszanka mrożonych warzyw (brokuły, marchewka,pieczarka,fasolka)
1 czerwona cebulka
5 ząbków czosnku
2 łyżki oliwy
1 cytryna
Łyżeczka słodkiej papryki
Łyżeczka suszonego koperku
Łyżeczka
Sól
Świeżo mielony pieprz


Zaczynam od przygotowania marynaty. Siekam czosnek-niezbyt drobno, łączę z oliwą. Ścieram skórkę z cytryny, wyciskam sok, dodaję do oliwy i czosnku. Teraz czas na dodanie przypraw, mieszam całość.
Filet myję, suszę, kroję na cztery części, kurczaka wkładam do naczynia z marynatą i zostawiam na minimum dwie godziny.
Na dnie naczynia do zapiekania wykładam warzywa, z wierzchu układam filety z kurczaka. Całość polewam resztą marynaty. Danie piekę przez godzinę w 160 stopniach, po pół godziny mięso należy odwrócić na drugą stronę.



czwartek, 18 lutego 2016

Różowe drożdżowe

Ostatni dzień swojego zwolnienia postanowiłam uczcić w bardzo apetyczny sposób. Tym sposobem był zapach drożdżowego ciasta o poranku. Czy może być coś wspanialszego niż poranna krzątanina w domu, który tak zachęcająco pachnie świeżo upieczonym ciastem? No właśnie, nie może. Jako, że mam dość zimowo-wiosenno-jesiennej aury, mam dość tych infekcji i czekam na letnie dni wymyśliłam sobie drożdżowe nadziane truskawkami i twarożkiem. Jak dobrze, że w zamrażarce mam zapas wspaniałych kaszubskich owoców. Nie zdążyłam porządnie wyrobić ciasta, a moją buzię wypełnił uśmiech od ucha do ucha. Wyobraźnia podsuwała wspomnienia majowo-czerwcowych dni,kiedy wszystkie stragany i kramiki kuszą czerwonymi Malenami i niskimi cenami przy okazji. Ten zapach, letnie owsianki z owocami,kruche ciasta wypełnione słodkimi truskawkami,i kubki pełne owoców z łychą jogurtu. Czar nieco prysł gdy wyjrzałam za okno i zobaczyłam ten paskudnie szary krajobraz. Ale to tylko zmobilizowało mnie by szybciej zabrać się za ugniatanie ciasta, ułożenie na nim owoców, przetrwanie 3 kwadransów i w piecu, i już. Kakao, kawałek,porządny kawałek ciasta i mam popołudnie jak marzenie.


Składniki:
Ciasto:
1/3 opakowania świeżych drożdży
2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżki mąki pszennej
200 ml mleka
100 gramów masła
2 jajka
1/3 szklanki cukru kokosowego
Ekstrakt waniliowy

Nadzienie:
500 gramów mrożonych truskawek
200 gramów twarożku śmietankowego
Łyżka cukru kokosowego

Dodatkowo:
2 łyżki mleka
Łyżka cukru kokosowego


Zaczynamy od przygotowania zaczynu. Drożdże rozcieram z łyżką cukru i 2 łyżkami mleka. Dodaję mąkę pszenną, zostawiam zaczyn na 15 minut w ciepłe miejsce.
Roztapiam masło,chwilę studzę, dolewam mleko.W dużej misce łączę mąkę z cukrem. Dodaję ekstrakt waniliowy, dolewam "mleczne masło". Na końcu dodaję jajka i zaczyn. Najpierw łączę ciasto łyżką, potem ugniatam ręcznie-trwa to około 15 minut. Przykrywam miskę z ciastem ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia-ciasto musi podwoić swoją objętość co trwa około godziny.


Po tym czasie dzielę ciasto na dwie części, każdą lekko wałkuję. Na środek łyżką wykładam serek, posypuję go truskawkami, i cukrem kokosowym. Zwijam rolady, przekładam je na blachę, wyłożoną papierem do pieczenia. Mleko mieszam z cukrem, i polewam wierzchy rolad.
Ciasto piekę przez 40 minut w 170 stopniach.

środa, 17 lutego 2016

Ryż i cynamon. Riso cynamonowe.

Ryż na mleku-deser znany z dzieciństwa. Kto go nie lubił niech podniesie rękę? Ja nie podniosę. Od zawsze kochałam ryż i ryżowy deserek z malinami, który szykowała nam mama. Dziś nie musimy go robić sami,możemy iść do sklepu i kupić gotowca. Do wyboru dziesiątki smaków. W mojej lodówce pojawiła się ostatnio wersja cynamonowa, siostra uznała,że taki deserek osłodzi mi wciąż chorobowe  samopoczucie. Dla fanki cynamonu coś wspaniałego. Zabieramy się za konsumpcję ryżu na mleku z cynamonowym sosem.
Deser ma gęstą konsystencję, wyraźnie widać ryżowe ziarna zatopione w mlecznym kremie. Bardzo mleczny,lekko śmietankowy,niezbyt słodki. Ziarenka są miękkie, ale w całości. Oczywiście nie jest to smak domowego ryżu na mleku,ale nie tylko da się zjeść ryżową warstwę, co nawet można ją zjeść z przyjemnością.
Dobrze, grzebiemy łyżeczką nieco głębiej i co? I mamy sos,niezbyt gęsty, z drobinkami(mam nadzieję,że były to drobinki cynamonu). Bez znajomości smaku deseru można poznać po zapachu,że to cynamon. W składzie mamy go całe 0.1 procenta, więc albo jest to wyjątkowo intensywna odmiana cynamonu, albo efekt załatwił aromat. Skłaniam się bardziej ku tej drugiej wersji, aczkolwiek przyznać muszę, że nie smakuje on zbytnio chemicznie czy też sztucznie. Sos jest bardzo słodki, w połączeniu z częścią ryżową daje przyjemny efekt, natomiast nie radzę jeść go solo. Obie wersje trzeba porządnie zamieszać i wtedy można cieszyć się cynamonowym ryżem na mleku.
Kiedy byłam studentką te desery kupowałam bardzo często, bo syciły,i były najtańsze w uczelnianym bufecie-tańsze niż drożdżówki. Wtedy zajadałam się jedynie wersją czekoladową. Czy spotkanie po latach spowodowało, że częściej będę po nie wracać? Wersja cynamonowa jest smaczna, ale zostawiła mi pewien niedosyt. Sama nie wiem dlaczego? Czy dlatego, że nie jest to smak czekolady, czy po prostu wyrosłam z tych deserów? Miło się jadło, ale cynamonowy sos to dla mnie  za mało.
Skład: mleko pełne, maślanka, woda, cukier, ryż 6,7%, cynamon 0,1%, desktroza, syrop cukru karmelizowanego, jaja, sól, przyprawy, substancje zagęszczające: mączka chleba świętojańskiego, guma guar, aromat
Dość krótki, bez konserwantów i barwników-to na plus. No i cukier dopiero na 4 miejscu,za to mamy jeszcze dekstrozę i syrop cukru karmelizowanego,który ma pewnie za zadanie zamienić smak sosu na lekko karmelowy.
Jeżeli o mnie chodzi zdecydowanie zwiększyłabym ilość ryżu. Zmniejszyłabym też słodycz sosu. Wtedy byłoby ok.
Cena- 2,50 zł. 

poniedziałek, 15 lutego 2016

Jabłka w racuszkowym cieście z sezamem

Mój przymusowy zdrowotny urlop trwa. Wracają mi siły, wraca też apetyt. Rano jestem gotowa do przygotowania sobie śniadań na ciepło w formie placuszków i racuszków. Takie ciepłe śniadanie dodaje mi energii a porcja słodyczy prosto z jabłek umila przyjmowanie po śniadaniu antybiotyków. Przepis jest bardzo prosty i pewnie znany. Zamieniłam jednak mąkę pszenną na pełnoziarnistą, i dodatkowo dodałam do ciasta ziarna czarnego sezamu. Taka mała zmiana, a naprawdę zmienia  smak jabłuszek w cieście na zupełnie inny. Nie wiem czemu ale takie potrawy wyjątkowo kojarzą mi się z dzieciństwem. Nie wiem czemu, ale bardzo lubię takie śniadania, jedzone na spokojnie, na słodko, w tle gra mi świetna muzyka, obok są świeże gazety, jeszcze brudzące palce. Tak, ten etap zdrowienia to ja już lubię. Mam wolne od pracy, mam więcej siły, więcej energii, czuję się lepiej i mogę w pełni cieszyć się pysznym jedzeniem. Takie chorowanie jest takie złe:)


Składniki:
2 jabłka
2 jajka
1/2 szklanki mleka
6 łyżek mąki pszennej pełnoziarnistej
1 łyżka mąki razowej
Ekstrakt waniliowy
Łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki czarnego sezamu
Łyżeczka cynamonu

Klarowane masło do smażenia
Drobny cukier plus cynamon


Jabłka myję, obieram i kroję w ósemki, posypuję cynamonem i odkładam na bok. W miseczce łącze jajka z mlekiem i paroma kroplami ekstraktu waniliowego. Dodaję mąki,proszek do pieczenia i sezam. Dokładnie mieszam ciasto, powinno być nieco gęstsze niż to na naleśniki.
Rozgrzewam masło klarowane na patelni.
Jabłka maczam w cieście i smażę z obu stron na złoto. Po usmażeniu osączam na papierowym ręczniku, obtaczam w cukrze i cynamonie i zajadam.



niedziela, 14 lutego 2016

Bitwa maliny z brzoskwinią - Activia naturalna z owocami

W ostatnim tygodniu zjadłam z paletę jogurtów. Tylko to mi smakowało, i tylko to było na tyle delikatne, że przechodziło przez zbolałe gardło. Stąd też dzielę się wrażeniami z mojej jogurtowej diety.
Drodzy Państwo dziś na ringu spotkają się dwie damy, lekkie, słodkie i owocowe. W różowym enturażu mamy Activię z malinami, z drugiej strony jej imienniczka Activia brzoskwiniowa. Robimy małe starcie, niema bratobójcze, a raczej siostrzane. Która panna wygra? Słodka i niewinna malina, czy słoneczna i radosna brzoskwinia?
Przyznam się szczerze uwielbiam maliny, za kolor,za smak, za niezwykły aromat. Brzoskwinie też lubię, ale nie oszukujmy się,nie jest to tak silne uczucie jak w stosunku do różowej maliny.
Nowość od Activii to coś podobnego do znanej Fantazji. Mamy dwie części, jogurtową, naturalną, a na dole owoce. Można jeść osobno, można łączyć, jak kto woli. W obu rodzajach część naturalna jest taka sama, kwaskowata, odpowiednio gęsta ,niesłodka-naprawdę smaczna. Do tego nie zapominajmy o milionach dobrych bakterii, które tylko czekają by uczynić nasze brzuchy szczęśliwymi.
No i teraz owocowy dodatek. Na pierwszy ogień ukochana ma malina. Jak wygląda i smakuje w tym jogurcie? Hmm, malina jest po przejściach-jeżeli chodzi o kolor. Zamiast owoców jak z reklamy mamy coś co przypomina rozgotowany dżem kiepskiej jakości. A jak smak? Hmm, podobnie, malina po przejściach. Całkiem zatraciła swoją malinowość, gdzież ten słodki smak przypominający letnie poranki? Nie ma. Jest coś co kiedyś było maliną, a teraz nią nie jest. Gdzieś tam są jakieś kawałeczki smaków, które można przypisać malinie, ale trzeba się nagimnastykować by je poczuć i z pełnym przekonaniem rzec- o,tak smakuje malina. Być może mam zbyt idealistyczne wspomnienie o malinach, takich z własnej działki,o wspaniałym i bardzo intensywnym smaku. Te maliny malinami dla mnie nie są i kropka.
Czas na brzoskwinie. Jogurt taki sam, smaczny, typowy dobry jogurt naturalny. Na dole mamy brzoskwiniowy element w postaci kawałków owoców, a raczej kawałeczków i czegoś w rodzaju żelu. Owoce są soczyste, słodkie, smaczne. Oj tak, wersja brzoskwiniowa zdecydowanie rządzi. Żałowałam,szczerze żałowałam,że puste denko pojawiło się tak szybko. Zdecydowanie zbyt szybko.
Test smaku przez nokaut wygrywa panna Brzoskwinka. Malina-zdecydowanie do poprawki.
Jeżeli chodzi o skład, to nie jest bardzo źle. Oczywiście mamy cukier, ale tylko jeden raz, bez dodatków szkodliwych syropów i innych dziwnych tworów.
Składniki wersja brzoskwiniowa:
jogurt naturalny z żywymi kulturami bakterii (jogurtowe (108 jtk/g), ActiRegularis Bifidobacterium CNCM I-2494 (107 jtk/g)), brzoskwinie 8,2%, cukier, skoncentrowane soki z cytryny i czarnej marchwi, stabilizatory: skrobia modyfikowana, pektyny, guma guar; aromat naturalny, regulator kwasowości: cytryniany sodu.
Wersja malinowa:
jogurt naturalny z żywymi kulturami bakterii (jogurtowe (108 jtk/g), ActiRegularis Bifidobacterium CNCM I-2494 (107 jtk/g)), maliny 8,2%, cukier, stabilizatory: skrobia modyfikowana, karagen, guma guar; skoncentrowane soki z czarnej marchwi i cytryny, aromat naturalny, regulator kwasowości: cytryniany sodu.

 Powiem Wam szczerze,że wersję brzoskwiniową chętnie trzymałabym w lodówce. Jako zdrowsza wersja deseru sprawdzi się idealnie.
Cena za dwupak 2 x 120 gramów 3,80 zł.

piątek, 12 lutego 2016

Rybne klopsiki w sezamie

Ostatnio było u mnie bardzo, bardzo słodko. Wydawać by się mogło, że nie jem nic poza ciastem na śniadanie, obiad i kolację. Odkładamy blaszki, miksery i pojemniki z kokosowym cukrem. Dziś rządzi u mnie ryba. I to nie byle jaka ryba. Ostatnimi czasu jemy rybę parę razy w tygodniu, na parze. Mówiąc szczerze-chociaż wersję aromatycznej ryby na parze uwielbiam, zapragnęłam czegoś nieco innego. Kiedy więc kolejny raz szykowałam rybę do gotowania pomyślałam o innej wersji. Zaskoczę wszystkich. Ryba po ugotowaniu zamieniła się w klopsiki. Bardzo ciekawe w smaku, z dużą ilością przypraw, obtoczone w sezamie. Powiem szczerze, nikt nie uwierzył,że to rybne kuleczki domowej roboty. Wszyscy myśleli, że to gotowy wyrób z ekskluzywnej mrożonki, albo przyniesiony z jakiejś dobrej knajpy. Te rybne klopsiki to wspaniały sposób na przemycenie ryb do diety dzieci, nie smakują rybą, a dzięki fajnemu kształtowi i apetycznej sezamowej skorupce skuszą każdego niejadka. No dobrze, mnie też kuszą. Ostatnimi dwoma dniami walczyłam z okropnym,grypowym bólem gardła i niechęcią do jedzenia, i kiedy w końcu poczułam poprawę, te klopsiki okazały  się wspaniałym obiadem. Niezbyt pracochłonne-idealne dla kogoś zmęczonego chorobą, do tego bardzo smaczne i delikatne. Rybne klopsiki idealne.


Składniki na 3 porcje:
400 gramów filetów z białej ryby ( u mnie dorsz)
3 garście posiekanej pietruszki
2 garście posiekanego szczypiorku
1 jajko
Łyżka otrębów pszennych
2 ząbki czosnku
Łyżeczka słodkiej papryki
Sól
Świeżo mielony pieprz
3 łyżki sezamu
Oliwa do smażenia-łyżka

Szykuję rybę wedle przepisu na rybę na parze. Gdy ryba jest miękka, rozgniatam filety na drobne kawałki przy pomocy widelca-można też rybę zmielić.
Wyciskam czosnek, dodaję do ryby razem z zieleniną. Do masy dodaję jajko, otręby i przyprawy. Dokładnie mieszam całość. Gdyby masa była zbyt rzadka można dodać więcej otrębów.
Na talerzyk wysypuję sezam. Formuję kuleczki z rybnej masy, lekko spłaszczam, obtaczam w sezamie.
Rozgrzewam oliwę, smażę klopsiki przez około 2 minuty z każdej strony. Podaję z kartoflami z wody i ulubioną surówką.



czwartek, 11 lutego 2016

Herbatka na grypę

No i cóż, dopadło i mnie. Paskuda grypa zapukała do mych drzwi. Dookoła panują wstrętne wirusy, ciężko się przed nimi obronić. Zachorowań bez liku, swoją infekcję warto zaplanować minimum tydzień przed wystąpieniem pierwszych objawów by dostać się do przychodni. Ja nie zaplanowałam z wyprzedzeniem,ale udało mi się dostać do lekarki. Standardowe zalecenia-dużo wypoczynku, siedzenie w domu pod kocem i masa ciepłych napojów. Jako,że i tak ciężko jeść z tak bolącym gardłem piję na potęgę. Ale zamiast zwykłej herbaty proponuję herbatkę dla zdrowia. Jej skład pomaga walczyć z infekcją, a dodatkowo pyszny smak poprawia fatalne samopoczucie. Cytryna to nie tylko źródło witaminy C, pomaga zwalczyć ból głowy-tak częsty przy infekcjach. Cynamon ma właściwości przeciwzapalne, gałka muszkatołowa poprawia apetyt, którego w chwili choroby brakuje. Imbir jak wiadomo, rozgrzewa i również działa silnie przeciwzapalnie. A miód jak świetnie wiemy, to skarbnica zdrowia, naturalny antybiotyk. By jednak z niego skorzystać lepiej ostudzić nieco herbatkę przed jego dodaniem.
Taka drobna przyjemność na czas choroby,ale nie tylko,warto ją pić zimą regularnie. Piję więc na potęgę i wierzę w moc natury. Wam życzę mnóstwo zdrowia, a sama sięgam po herbatkę, wracam pod koc z książką w drugiej ręce. Trzymajmy się ciepło.


Składniki:
2 torebki zielonej herbaty z echinaceą
3 plastry imbiru
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 cytryna
2 łyżeczka miodu

Do kubka wkładam imbir i zieloną herbatę, zaparzam mocny napar. Z połowy cytryny wyciskam sok,dodaję do herbaty razem z przyprawami. Zostawiam teraz herbatkę na 5 minut. Po tym czasie dodaję pozostałą cytrynę  pokrojoną w plastry oraz miód-dokładnie mieszam całość i piję cały dzień ;)



wtorek, 9 lutego 2016

Słoneczne ciasto pomarańczowe

Nie wiem jak u Was, ale poczułam silną potrzebę przywołania wiosny. Męczy mnie aktualna pogoda, ciężko określić zima to czy bardziej wiosna, a może jesień? Jestem prostym człowiekiem, kiedy jest zima powinno być mroźno i śnieżnie. To co widzę za oknem-przygnębiająca szarość,wprowadza mnie w stan kiedy odliczam nie dni, a minuty to wiosennych dni. Oczywiście wiem jak poprawić sobie ponury nastrój i wprowadzić nieco słońca do życia. Oczywiście ciastem. Najlepiej ciastem o pięknym słonecznym kolorze i wspaniałym zapachu wakacji. Ciasto jest proste, nie ma wymyślnych składników, za to zapewnia wspaniały efekt. Powiem Wam w sekrecie,że nigdy nie jadłam tak bardzo pomarańczowego wypieku. A jak pachnie, tak, kiedy się piecze czujemy się jak  w pomarańczowym gaju. Zapach, smak, wspaniała konsystencja-chrupiąca skórka, i bardzo wilgotny środek. Po prostu wspaniałe ciasto. Jeżeli brakuje Wam nieco słońca, musicie je upiec koniecznie.


Składniki:
3 jajka
2 pomarańcze
100 ml oleju
1/3 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
Łyżka proszku do pieczenia
1/3 szklanki cukru kokosowego cukru kokosowego
Parę kropli ekstraktu waniliowego
2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej

Dodatkowo:
Masło i kasza manna do formy
Cukier puder do posypania ciasta


 Dokładnie szoruję pomarańcze i parzę je wrzątkiem. Ścieram skórkę , a następnie wyciskam sok-warto dodać nieco miąszu. Jajka ucieram z cukrem kokosowym na puch, dodaję sok i skórkę z pomarańczy. Mąki łączę z proszkiem do pieczenia, dodaję kandyzowaną skórkę pomarańczową. Do masy jajecznej dodaję olej i wanilię, następnie dodaję suche składniki. Całość dokładnie mieszam.
Keksówkę smaruję masłem, wysypuję kaszą manną. Piekę ciasto przez 60 minut w 170 stopniach. Po wystudzeniu posypuję cukrem pudrem.




niedziela, 7 lutego 2016

Granola na śniadanie czyli Sante kusi orzechami i kokosem


Niedzielnie śniadanie. U mnie dziś rządziła jajecznica na parze z pomidorami. Do tego chrupiące grahamki, nieco masełka i szczypiorek. Do tego kubek zbożowej kawy z mlekiem. Pychota. Nie oszukujmy się jednak-nie każdego dnia mamy czas na celebrowanie śniadań. Rodzice nalewają do miseczki zimne mleko, dodają nieco płatków i śniadanie z głowy. Sami z resztą też chętnie jedzą takie śniadania w ciągu tygodnia. Zero zaangażowania, parę chwil i rodzina najedzona. Nie ukrywam,że i w moim domu stoi pojemnik z płatkami,mój brat rankiem nie zje niczego innego poza miseczką płatków z mlekiem. Dosłownie, nie ruszy niczego co nie jest płatkami, takimi ze sklepu,domowe mieszanki nie smakują mu i już. Przyznaję się bez tortur, czasem korzystam z tego pojemnika. Na awaryjne śniadanie raz na rzadki czas pasują znakomicie. Ostatnio złapałam paczkę w Lidlu, orzechowe, czyli posmakują młodszemu bratu. Postanowiłam też sama ich spróbować i podzielić się wrażeniami z testu smaku.
Z opakowania możemy się dowiedzieć,że nie jemy zwykłych śniadaniowych płatków, jemy bowiem żywność funkcjonalną, która dzięki zawartości magnezu,żelaza,cynku i inuliny ma super wpływ na zdrowie człowieka. Kiedy to sobie przeczytamy,od razu chce się dołożyć dodatkową łyżkę płatków-na zdrowie, nie będziemy sobie żałować w końcu porcji zdrowia.
Ok, porcja płatków opuściła opakowanie i co dalej? Granola pięknie pachnie, bardzo orzechowo z delikatnie kokosową nutą. Duży plus. Płatki są bardzo chrupiące, i naprawdę orzechowe. Przyjemne połączenie kokosa z orzechami. Są słodkie, nie da się tego ukryć, ale słodycz nie jest mdląca i wywołująca od razu cukrzycę. Oczywiście jak na śniadanie nieco zbyt deserowo, ale nie mamy ochoty wypluć i nigdy więcej tego nie zjeść.
No dobrze wiemy już,że płatki są dość smaczne, piękne pachną, a producent zachęca nas do zakupu obiecując zdrowotne profity. Co na to skład?
59 % opakowania zajmują zboża, mamy też ponad 9 % orzechów arachidowych,do tego płatki kokosa, cukier trzcinowy, inulinę...

Widać parę rzeczy, które nijak mają się do haseł o zdrowotnych właściwościach produktu. Tłuszcz palmowy, 4 postaci substancji słodzących w tym syrop glukozowo-fruktozowy, daleko w składzie co prawda, ale jest. Czyli tak wyjątkowo zdrowo to jednak nie jest.
Produkty pochodzące ze zbóż 59% (płatki owsiane, mąka jęczmienna, mąka kukurydziana, kasza kukurydziana), nierafinowany cukier trzcinowy, orzech arachidowy 9,4%, tłuszcz palmowy, syrop glukozowy, płatki kokosowe, melasa trzcinowa, inulina, sól himalajska, substancja spulchniająca: węglany sodu; cukier, emulgator: lecytyny (z soi); sól, ekstrakt słodu jęczmiennego.

Mówiąc całkiem szczerze mam mieszane odczucia względem tej śniadaniowej propozycji. Smakuje naprawdę dobrze, czuć wyraźnie smak orzechów, czuć kokosa, całość nie jest zbytnio przesłodzona, ale w składzie znajdują się dwa zupełnie niepotrzebne dodatki. Gdyby je usunąć śmiałoby dałabym im piątkę za pyszny fistaszkowy smak.

piątek, 5 lutego 2016

Chałwowy keks z żurawiną i czekoladą

Wszyscy biegną piec pączki,faworki i oponki. Ci bardziej zabiegani,bądź mniej wprawni w pieczeniu kupują gotowce. A ja się wyłamuje. Nie ma u mnie pączków i zapachu oleju. Ale i ja godnie żegnam karnawał. Żegnam go z keksem. Ale nie byle jakim, wypasionym keksem. Mamy tutaj chałwę, orzechy, suszoną żurawinę i czekoladowy wierzch. Porzuciłam na jeden wieczór dietetyczne przepisy na słodkości. Nie znajdziecie tutaj mąki pełnoziarnistej i zdrowszego zamiennika cukru. Jest słodko i grzesznie. Ale wybaczam sobie. To ciasto jest obłędne. Zrobiłam je na święta i od tego czasu chodził za mną ten smak wyjątkowo. Postanowiłam więc upiec je kolejny raz, na ostatkowy weekend. Jak się raz spróbuje to się można uzależnić. Pyszne, chałwowe, czekoladowe, z chrupiącymi orzechami i kwaskowatą żurawiną. Ten keks uzależnia, jeżeli lubicie chałwę i orzechy koniecznie musicie go spróbować. Ja pędzę po kolejny kawałek, nie powiem który,bo nie wypada.



Składniki:
3 jajka
120 gramów chałwy
5 łyżek cukru
300 gramów mąki pszennej
Paczka cukru z prawdziwą wanilią
150 ml mleka
Łyżka proszku do pieczenia
2 łyżki rumu
4 garści suszonej żurawiny
20 orzechów włoskich-obranych

Polewa:
1 tabliczka deserowej czekolady
2 łyżki mleka
Łyżka
Dodatkowo masło i bułka tarta do formy


Żurawinę zalewam wrzątkiem, zostawiam na minimum kwadrans.
Ucieram 3 duże jajka z 5 łyżkami cukru i cukrem waniliowym, dodaję skórkę z cytryny. Gdy masa będzie jasna,dodaję mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia.  Do ciasta dodaję mleko i rum,dokładnie całość ucieram.
Kruszę chałwę, odsączam żurawinę,15 orzechów siekam na kawałki i dodaję je do keksu,i bardzo delikatnie  łączę z ciastem.

Keksówkę smaruję masłem, posypuję bułką tartą, wylewam ciasto, wkładam je na kwadrans do lodówki, w międzyczasie rozgrzewam piekarnik. Piekę ciasto przez  65 minut w 180 stopniach,do suchego patyczka.
Gdy ciasto się studzi, szykuję polewę. Roztapiam na parze czekoladę z mlekiem i olejem. Ciepłą czekoladą smaruję ciasto, wierz posypuję orzechami włoskimi.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...