Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 30 listopada 2015

Zimowe historie


Moje pierwsze świadomie zapamiętane święta działy się 25 lat temu. Miałam wtedy 2,5 roku i doskonale pamiętam jak mama kazała nam iść umyć rączki,a  z kuchni błyskawicznie wyskoczył tato z prezentami, które ukrył pod choinką. Oczywiście jeszcze szybciej tatko schował się z powrotem w kuchni, a ja i moja siostra przeżyłyśmy wielkie zaskoczenie-są prezenty, ale skąd? Pamiętam,że dostałam wtedy drewniane klocki z ciuchcią. Byłam tą dziwną dziewczynką, która jednocześnie bawiła się lalkami, ale i kochała samochody, tory wyścigowe i pociągi. To moje pierwsze świąteczne wspomnienie.
Z następnych Świąt zapamiętywałam dużo, dużo więcej. Przede wszystkim pyszne smaki. Ciężko byłoby mi wybrać ulubione świąteczne danie. Jako dziecko kochałam karpia, w moim domu robiło się go w piernikowym sosie. Gęstym, niezwykle pachnącym i aromatycznym. Karp i piernik kwintesencja świątecznych dni. To danie było moim ukochanym tak do 9 roku życia gdy paskudna rybia ość utknęła mi w gardle. Od tej pory na karpia patrzę podejrzliwie, nie jem go, ba, wyczuwam w nim wroga nawet gdy leży bezbronny na stole.
To może uszka? W moim domu robi się je specyficznie, zgodnie z tradycją mojej babci, Litwinki, uszka się smaży. Powiem Wam w sekrecie, są wyjątkowe, pyszne, bardzo chrupiące, bardzo kaloryczne i genialnie pasują do barszczu. Wiele osób się dziwi, jak to smażone uszka? Ano tak. Pamiętam jak lepiłam je z babcią, zawsze zostawało za dużo ciasta-celowo zjadałam farsz, wkładałam do środka jabłka, i w wigilijny poranek jadłam pierożki z jabłkami. Taka mała tradycja. Uwielbiam te poranki 24 grudnia z kuchnią, o ile moja babcia raczej kiepsko gotuje, to te uszka to majstersztyk.
Uszka uszkami, ale sernik. Zawsze z rana czekał na nas w kuchni. No dobrze, on tam się studził,bo mama piekła go nocą, a ja rankiem z moją siostrą robiłyśmy skok na blachę. Szczegółowo zaplanowana akcja zawsze kończyła się sukcesem. W piżamach zakradałyśmy się do kuchni i wyjadałyśmy rodzynki z ciasta. Raz mama nas nabrała,i w miejsce sernika postawiła pasztet. W zasadzie dużej różnicy to nam nie zrobiło, wyjadałyśmy śliwki z pasztetu.
Królem niejednego świątecznego wieczora było mleczko makowe ze śleżykami. Bardzo chrupiące drożdżowe, niesłodkie kuleczki, a do tego makowe mleczko. Śleżyki należy zalać mleczkiem, a jako,że piecze się je nawet tydzień przed Wigilią, warto chwilę odczekać, i popijać pyszny napój, bardzo orzeźwiający i oryginalny. Jako, że nie znałam nigdy nikogo kto by go przygotowywał na Święta uznałam,że jego przygotowanie to nasza wspaniała rodzinna tradycja. Mleczko szykował mój tata, a ja piekłam śleżyki, do pomocy wołam zawsze brata. Idealna współpraca, i piękne wspomnienia.
I oczywiście kompot, pełen suszonych owoców. Moja mama robi najlepszy kompot na świecie, kiedy czuję w domu zapach suszu od razu wiem,że idą święta. Czy jest coś piękniejsze niż ubieranie choinki z aromatem kompotu w tle?
Jak widzicie ciężko mi wybrać jedno kulinarne wspomnienie, które zdefiniowałoby moje święta. Ale może Wam się uda i będziecie mogli odpowiedzieć na pytanie - Jakie jest Twoje najsmaczniejsze wspomnienie związane z świętami?
Gorąco zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie i sprawienia sobie przyjemności na te Święta. Może wykreujecie nowe wspomnienia?
Na konkurs zapraszają Was Proste Historie, a nagrody sponsoruje Russell Hobbs. 
Wszystkie informacje znajdziecie tutaj : konkurs

sobota, 28 listopada 2015

Kluski śląskie

Lubię odkrywać nowe smaki, próbować nowych połączeń i dań, ale nad wyraz cenię sobie klasykę. Nic mnie nie tak uspokaja jak kuchenne robótki przy tradycyjnych daniach. Kiedy lepię, kleję, wałkuję, wycinam czuję się jak w niebie. Kluski, pierożki... Ubóstwiam w każdej formie., Nie ma nic smaczniejszego  niż prawdziwie tradycyjny obiad-oczywiście  od czasu do czasu, bo nie ma co ukrywać tradycyjne dania nie są najbardziej dietetycznymi daniami. Nie są to też dania, które robi się w kwadrans. Sama nieczęsto mam ochotę by po dniu pełnym pracy przez dwie godziny szykować  kluskowy obiad. Ale dziś z okazji soboty postanowiłam pobawić się w wytwórcę klusek. Najbardziej lubię klasyczne kluski śląskie podane po prostu ze skwarkami. Bardzo prosto, bardzo swojsko i pysznie.



Składniki:
Kilogram kartofli
2 jajka
Mąka pszenna
2 łyżki mąki ziemniaczanej
Łyżka masła
Sól
Pieprz

Gotuję obrane kartofle, lekko solę wodę, studzę. Ugniatam kartofle z masłem. Dzielę masę na 4 części, w miejsce jednej części wsypuję mąkę pszenną i kartoflaną. Teraz czas na jajka,sól i pieprz. Zagniatam  gładkie ciasto, odrywam kawałki wielkości orzecha włoskiego, lekko spłaszczam, w środku robię dziurkę. Kluski najlepiej się formuje kiedy ręce są suche i lekko posypane mąką. Najlepiej gotować je na bieżąco,świeżo po przygotowaniu.








czwartek, 26 listopada 2015

Zupa kukurydziana

Wspominałam już jesień i zima to ten czas gdy chętniej sięgam po zupy i chętnie je robię. Porcja rozgrzewającej zupy po powrocie z pracy to cudowne doświadczenie, dla ciała i ducha. w kwestii zup mam ograniczony repertuar tych, które lubię, rosół,pomidorowa i hmm, już mam problem,chyba brokułowa. Dlatego też staram się próbować z różnymi smakami, by zjeść taką zupę z apetytem i nie znudzić się jej aromatem. Padło na kukurydzę, jakoś tak sama się napatoczyła w sklepie,to cóż, wzięłam i do roboty. Stop, ale jaką zupę by tu zrobić? Pierwszy do głowy wpadł mi krem z żółtych ziarenek,ale nie, nie chciało mi się wyjmować maszyny, która zamienia zupę w gęsty krem. Więc moja zupa nie jest miksowana, jest pełna kawałków warzyw i smaku, który z jednej strony uwodzi słodyczą kukurydzy,a  z drugiej rozgrzewa dzięki dodatkowi chilli.


Składniki:
Bulion warzywny bądź mięsny(ja zupę gotowałam na rosole)
2 puszki kukurydzy
2 marchewki
1 korzeń pietruszki
Kawałek pora
Ćwiartka selera
2 cebule
2 ząbki czosnku
Kawałek papryczki chilli
Łyżka masła
Duża szczypta imbiru
Szczypta ostrej papryki
Szczypta kurkumy
Sól,pieprz

Cebule,pora i czosnek siekam, rozgrzewam masło, podsmażam warzywa aż staną się złote, dodaję posiekaną papryczkę chilli. Marchewkę,pietruszkę i seler obieram, trę na tarce, dodaję do garnka, podsmażam całość. Dodaję imbir. Gdy warzywa są miękkie, zalewam całość bulionem, dodaję kukurydzę, doprawiam solą, pieprzem i kurkumą. Gotuję zupę około 30 minut.
Można podawać ze słodką śmietanką.



wtorek, 24 listopada 2015

Bez mleka, bez jajek,ale z jeżynowym smakiem i czekoladą

Ostatnio moja przyjaciółka poprosiła bym przygotowała dla niej ciasto na urodzinowe małe przyjęcie. Nie byłoby to wielkim problemem, gdyby nie fakt,że moja przyjaciółka uwielbia testować różne diety. Ostatnio-czytaj październik, nie jadła glutenu, nigdy nie piekłam ciasta z takiej mąki, więc zaczęłam mówić,że nie wiem czy upiekę dobre ciasto bez glutenu. Przyjaciółka odrzekła,że czasy gdy gluten uznawała za wroga dawno minęły, teraz nie jada nabiału i jajek. O, to lepiej. Lepiej? No nie bardzo. Owszem  raz upiekłam ciasto bez jajek,zapomniałam o nich po prostu. Brak nie był odczuwalny bo na górze był sernik,a  jak sernik to ser, ser to mleko. Odpada. Bananowe brownie? Jakoś tak mało elegancko. Podobnie z ciastem herbacianym bez jajek, zbyt codzienne. Wtedy też zupełnym przypadkiem miałam w swoich rękach kulinarną gazetkę z przepisami dla dzieci z alergią, wow. Był tak przepis na murzynek, ja z murzynka zrobiłam torcik przekłady jeżynową konfiturą i polany czekoladową polewą o lekkim smaku kokosa. Torcik przetestowałam na rodzinie i przypadkowym sobotnim gościu. Test wyszedł wyśmienicie.



Składniki:
1,5 szklanki mąki pszennej
5 łyżek brązowego cukru
1/2 szklanki oleju o neutralnym smaku
5 łyżek kakao
Szklanka wrzątku
Łyżeczka proszku do pieczenia
Łyżeczka octu
Ekstrakt waniliowy

Mrożone jeżyny-szklanka
Łyżka  wody
2 łyżki brązowego cukru

Tabliczka deserowej czekolady
2 łyżki mleka kokosowego



W jednej misce łączę wszystkie suche składniki-mąkę, cukier, kakao i proszek do pieczenia. W drugiej olej, wrzątek, ocet i ekstrakt waniliowy. Łączę zawartość obu misek, i dość szybko mieszam całość. Wylewam masę do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, piekę ciasto przez 30 minut w 170 stopniach. Studzę.
 Jeżyny przekładam do garnka, dodaję wodę i cukier, smażę aż masa będę gęsta jak konfitura. Zostawiam do przestudzenia.
Roztapiam na parze czekoladę, dodaję mleko kokosowe.
 Przekładam ciasto domową jeżynową konfiturą. Smaruję je polewą czekoladą, chłodzę przed podaniem minimum godzinę w lodówce.







niedziela, 22 listopada 2015

Ciasto piankowe z colą i czekoladą

To ciasto musiałam upiec dwa razy. I chociaż było naprawdę pyszne, przyczyną nie był ten pyszny smak i efekt końcowy. Ciasto numer jeden po prostu wylądowało na podłodze. Aktualna pogoda, a raczej ciągłe zmiany pogody powodują,że nie jestem sobą. Zjedzenie Snikersa nie pomaga, tak więc nie będąc w swojej najwyższej formie zagapiłam się i bach, wywaliłam ciasto na kuchenną podłogę. Cóż, zdarza się. Dumałam nawet czy aby nie podnieść i podać, ale dumałam dłużej niż 12 sekund. No dobra, czy 12 czy 1,2 sekundy moja sanepidalna czystość nie pozwoliłaby podać ciasta z podłogi i udawać,że ewentualne paproszki to stan zamierzony.Także ciasto musiałam zrobić jeszcze raz, bo umówmy się jeżeli za oknem ciągle leje i hula wiatr to potrzebne jest czekoladowe pocieszenie. A, żeby było jeszcze lepiej dodajmy słodkie pianki i coca colę. Przepis na te ciasto znalazłam w książce Amerykańskie dziewczyny poszukują szczęścia. Książka okazała się na serio okropnie nużąca, jedynym miłym akcentem był przepis na to ciasto. Bardzo długo nie mogłam się do niego zabrać, późnym latem i wczesną jesienią robiłam ciasta typowo owocowe, teraz nadszedł czas na te gdzie pierwsze skrzypce mają czekolada i orzechy.  Na pierwszy ogień w roli poprawiacza humoru stawiło się więc ciasto z piankami, czekoladą i colą. Efekt? Świetny. Ciasto jest słodkie, wilgotne, poprawia humor.

Składniki:
Ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
Szklanka Coca Coli
około 10-12 pianek marshmallow
4 łyżki brązowego cukru
180 gramów masła
2 jajka
Pół szklanki maślanki
4 łyżki kakao
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli
Łyżeczka proszku do pieczenia

Polewa:
80 gramów masła
50 gramów gorzkiej czekolady
2 łyżki kakao
1/3 szklanki Coca Coli
4 łyżki cukru
Ekstrakt waniliowy


Masło,cukier,kakao wanilię, coca colę podgrzewam i mieszam, dodaję pianki i gotuję całość przez 2 minuty,studzę. Mąkę przesiewam z proszkiem do pieczenia i solą. W drugiej misce łączę maślankę i jajka. Łączę wszystkie masy, mieszam całość dokładnie. Masę wylewam do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Ciasto piekę przez 40 minut w 180 stopniach, studzę.

Czas na polewę, w rondelku umieszczam wszystkie składniki, podgrzewam aż masło się rozpuści. Ciepłą polewą smaruję ciasto, ewentualnie dekoruję piankami.







piątek, 20 listopada 2015

Kurczakowe racuszki

Nie wytrzymałam zbyt długo bez porcji racuszków. Ale tym razem zamiast słodkiej wersji wymyśliłam sobie kurczaka w formie racuszków. Proste a bardzo pyszne. Czyli do rzeczy, kolejny raz ogarnął mnie dylemat cóż zrobić na obiad-koniecznie nic skomplikowane, a raczej na szybko, kolejny raz kupiłam kurze filety. I co, znów usmażyć zwykłe kotlety? A może by tak inaczej? Stąd też mięso przybrało formę kwadracików, które utonęły w pysznym cieście z wyraźną nutą szczypiorku i papryki. Placuszki robi się szybko, prosto, a smak zaskakuje. Oczywiście pozytywnie. Mój brat brał dokładkę za dokładką, teraz prosi tylko o taką formę przygotowania kotletów, więc może i Was skuszą kurczakowe racuszki ze szczypiorkiem?


Składniki na 10 placuszków:

Pojedyncza pierś z kurczaka
2 jajka
150 ml mleka
200 gramów mąki pszennej
Szczypiorek
Słodka papryka-łyżeczka
Ostra papryka-pół łyżeczki
Sól
Pieprz
Oliwa do smażenia
Łyżka masła


Pierś delikatnie myję, wkładam do garnka w wrzącą wodą i gotuję około 8-10 minut. Po tym czasie chwilę studzę mięso i kroję w kostkę.  Dodaję obie papryki, sól i pieprz.
Oddzielam biała od żółtek. Białka ubijam na sztywną pianę. Do żółtek dodaję mleko i mąkę, miksuję całość na gładkie ciasto,delikatnie dodaję pianę z białek. Siekam pęczek szczypiorku, dodaję do mięsa. Do ciasta dodaję kawałki kurczaka, delikatnie mieszam całość.
Rozgrzewam oliwę, dodaję masło, łyżką wykładam ciasto na patelnię, smażę racuszki po 3 minuty z każdej strony, posypuję szczypiorkiem.




środa, 18 listopada 2015

Gruszkowy placek

Czy też nachodzi Was czasem ciasteczkowy potwór? No po prostu nagle atakuje i nie ma zmiłuj, trzeba iść piec ciasto, po prostu trzeba. Tylko jakie ciasto upiec kiedy nastaje wieczór i zakupy raczej, nie zdecydowanie odpadają. Jakie ciasto upiec kiedy nie ma się nadmiaru czasu ani energii-pamiętajmy,że jest wieczór. Może maksymalnie proste ciasto z gruszkami? Ciasto to dosłownie parę składników, pięć minut pracy, pół godziny pieczenia i już, gotowe. Miękkie, puszyste, bardzo delikatne, a jednocześnie mocno gruszkowe. Naprawdę pyszne. Także koniec z wymówkami, kiedy atakuje nas ciasteczkowy potwór pokonać go można dosłownie w parę chwil. Sprawdzi się zarówno na codzienną potrzebę słodkości, jak i podczas niedzielnego deseru, zachwyci też gości. Ja osobiście dawno nie jadłam tak pysznego ciasta, które jest tak banalnie proste.


Składniki:
4 duże jajka
5 łyżek cukru
1,5 szklanki mąki pszennej
Łyżeczka proszku do pieczenia
Łyżka ekstraktu waniliowego
2 duże gruszki
Ewentualnie mleko
Cukier puder do posypania

Masło i bułka tarta do formy


Jajka ubijam z cukrem i wanilią na jasny krem. Dodaję delikatnie mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia-gdyby masa była za gęsta można dodać trochę mleka. Formę natłuszczam masłem, posypuję bułką tartą, wylewam połowę ciasta.

Gruszki myję i obieram, kroję  na plasterki-niezbyt cienkie, układam na cieście, polewam pozostałą częścią ciasta. Piekę placek przez 30 minut w 180 stopniach.
Posypuję cukrem pudrem.






poniedziałek, 16 listopada 2015

Dyniowe naleśniki

W tym sezonie jesiennym nie robiłam jeszcze nic z dyni, nie wiem czemu w ogóle mnie do niej nie ciągnęło? Rok temu miałam już gotową zupę, ciasto, placuszki, frytki.... Na szczęście zostałam postawiona przed faktem dokonanym-w  moim domu pojawił się dobrodziej ze słoiczkiem dyniowego puree. Kiedy go dostałam od razu zapragnęłam coś dyniowego przygotować. I już wiedziałam co mnie odrzucało od przygotowania dyniowych specjałów-oprawianie dyni. Zawsze kończyło się na tym,że stałam w kuchni z nożem w dłoni walczyłam z pomarańczową kulą. I powtarzałam sobie-nigdy więcej. Tym razem sprawa była dużo prostsza, nie trzeba się męczyć z obieraniem i krojeniem, jedyny problem to taki by wymyślić coś pysznego. Jako,że dawno-z jakieś dwa tygodnie nie jadłam naleśników padło na naleśniki. Pyszne dyniowe naleśniki z lekko korzenną nutą. Idealnie smakują z odrobiną miodu, ot taka przyjemność na szybko. Jesienne naleśniki? Koniecznie zróbcie dyniowe.



Składniki na 6 naleśników:
6 łyżek puree z dyni
2 jajka
200 gramów mąki
150 ml mleka
2 łyżki stopionego masła
Łyżeczka cynamonu
Szczypta mielonego imbiru
Ekstrakt waniliowy
Miód

Jajka ubijam z mlekiem, dodaję masło. Do mąki dodaję przyprawy, delikatnie dodaję do masy jajecznej, dokładnie mieszam całość. Na końcu dodaję puree z dyni, delikatnie mieszam ciasto. Na patelni do smażenia naleśników wylewam ciasto, smażę cienkie naleśniki po 1,5 minuty z każdej strony, podaję z miodem.


sobota, 14 listopada 2015

Kuskuski

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju placuszki. Aż czasem mi wstyd,że aż tak je lubię. W każdym razie lubię placuszki i lubię eksperymenty placuszkowe. Tym razem wymyśliłam sobie,że stworzę placuszki z kuskusu. Tylko raz przygotowałam tę kaszę na słodko, z kokosem. Pamiętam,że miałam ciężki dzień w pracy, wymyśliłam sobie,że kuskus z bakaliami na mleku kokosowym i porcją wiórek doda mi sił na cały dzień. Jakoś tak sypnęło mi się od serca, i trzy dni z rzędu jadam taką kaszę poranną. Skutecznie zniechęciło mnie to do słodkich eksperymentów. Okres karencji jednak minął i czas na kaszę na słodko, ale inaczej. Kasza skrywa się w formie placuszków. dodatkowo w środku kuszą banany i żurawina. Zapach jaki towarzyszy nam podczas smażenia jest cudowny, trudno się opanować by od razu nie zacząć jeść. Placuszki smażą się szybko i nic a nic nie rozpadają. Są sycące, pyszne i pasują zarówno na śniadanie,obiad,czy kolację. 


Składniki:
3/4 szklanki kuskusu
250 ml mleka
1 jajko
5 łyżek mąki pszennej
Łyżeczka proszku do pieczenia
Ekstrakt waniliowy
Cynamon
Banan
Garść żurawiny
Masło klarowane do smażenia


Podgrzewam mleko, dodaję wanilię i żurawinę,zalewam kuskus mlekiem,zostawiam do ostudzenia. Do napęczniałej kaszy dodaję jajko, mąkę i przyprawy. Dokładnie mieszam całość, na końcu dodaję banana pokrojonego na cienkie plasterki.
Rozgrzewam masło na patelni, smażę placuszki około 2 minut z każdej strony, podaję z bananem i żurawiną. 




czwartek, 12 listopada 2015

Scones z czekoladą

Lubię mieć wolny dzień w środku tygodnia, święto, firma zamknięta, można pospać dłużej. Pospać dłużej? Nie, można wstać jak zwykle i przygotować na listopadowe śniadanie coś pysznego. Tak właśnie zrobiłam wczoraj, wstałam jak zwykle i zamiast do pracy poszłam popracować w kuchni. Na tapecie miałam scones z czekoladą. Dlaczego? Bo jest listopad, bo pada, bo wieje. Bo czekolada w gorącej bułeczce cudownie pachnie i rozjaśnia nawet najgorszy listopadowy dzień. Tak więc z samego rana zaczęłam mieszać składniki, siekać czekoladę, formować bułeczki i piec. Zaparzyłam dobrą herbatę, poczytałam rozdział książki i bach, bułeczki gotowe. Jeszcze tylko mleko i śniadanie gotowe. Pyszne bułeczki szykuje się naprawdę szybko, jedyny minus-znikają zdecydowanie za szybko. Nim się człowiek obejrzy na talerz z bułeczkami rzuca się cała rodzina i po scones z czekoladą zostaje wspomnienie. I zdjęcie.

Składniki na 8 średnich bułeczek:

300 gramów mąki pszennej
100 gramów masła
3/4 szklanki mleka plus łyżka
4 łyżki tartej  gorzkiej czekolady
2 łyżki brązowego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli


Łączę mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Masło kroję w drobną kostkę, dodaję do suchych składników, wyrabiam ciasto. Dodaję mleko, wanilię i cukier. Wyrabiam ciasto, na koniec dodaję czekoladę, jeszcze raz zagniatam. Ciasto formuję w kształt prostokąta-powinno być dość grube i wycinam nożem bułeczki. Smaruję je odrobiną mleka, Przekładam bułeczki na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia i piekę 15 minut w 180 stopniach.




wtorek, 10 listopada 2015

Ryż zapiekany z jabłkami i żurawiną

Kiedy myślę o moim comfort food, do głowy od razu przychodzi mi zapiekany ryż. To cudowne danie kojarzy mi się z dzieciństwem, cudownymi leniwymi dniami,kiedy mama rozpieszczała zakatarzone dzieci słodkimi obiadami. Szczególnie uwielbiam ryż z jabłkami, gorący, pachnący cynamonem, delikatnie słodki, po prostu pyszny. Ostatnio po ciężkim dniu pracy naszło mnie na taki właśnie obiad, przywołujący miłe wspomnienia, mało pracochłonny, pyszny i na słodko oczywiście. Do głowy wpadł mi ryż. Ryż z jabłkami. Zrobiłam go trochę inaczej, jak lubię, czyli po swojemu. Zrezygnowałam z maminej warstwowej formy zapiekanki, u mnie na dnie znalazły się owoce, a na górze ryżowa warstwa, Całość wyszła dokładnie tak jak planowałam. Rozgrzewająca, przywołująca miłe wspomnienia, pachnąca jesienią. Polecam na każdą porę dnia danie przywołujące dziecięcy uśmiech.

Składniki:
250 gramów ryżu jaśminowego
2 jabłka-twarde i kwaskowate, najlepsze są kosztele
Jajko
Dwie garście suszonej żurawiny
2 łyżki masła plus odrobina do formy
Ekstrakt waniliowy
Szczypta soli
Łyżeczka cynamonu plus do posypania


W garnku z grubym dnem rozgrzewam łyżkę masła, wsypuję ryż i podsmażam aż stanie się szklisty. Następnie zalewam około 400 ml wody, dodaję szczyptę soli,parę kropli ekstraktu z wanilii i gotuję około 12 minut-ryż nie może się rozgotować, najlepiej jakby pozostał lekko niedogotowany. Studzę.
Jabłka obieram ze skórki, kroję w kostkę, posypuję cynamonem i żurawiną.
Naczynie do zapiekania smaruję masłem, wykładam na dno jabłka z żurawiną. Ostudzony ryż mieszam z jakiem, wykładam na jabłka. Wierz posypuję wiórkami masła, piekę całość przez 25 minut w 175 stopniach. Przed podaniem posypuję cynamonem.



niedziela, 8 listopada 2015

Jesienna zupa meksykańska

Nie jestem największą fanką zup na świecie, ale kiedy wracam jesienną porą do domu, lubię zapach zupy, który sam w sobie rozgrzewa i przywołuje miłe wspomnienia. Ta zupa jest cudowna, bo w zasadzie robi za cały obiad. Jak ugotuje się większy garnek odpada gotowanie obiadu na dwa dni. Sama w sobie jest dość prosta, chociaż oczywiście nie jest to posiłek, który przygotujemy w kwadrans. Myślę,że świetnym pomysłem jest przygotowanie jej w niedzielny wieczór i niemartwienie się tym co podać na obiad do środy. Pierwszy raz tę zupę jadłam na komunii kuzynki, pojawiała się ona na każdej rodzinnej uroczystości u mojego chrzestnego. W końcu mama wzięła przepis i sama zaczęła ją przygotowywać, a potem zaczęłam robić ją ja. Pyszna, sycąca, pełna warzyw i mięsa. Bardzo rozgrzewa, dodaje energii, dla mnie to idealna jesienna zupa.


Składniki:
75 dg mięsa mielonego z łopatki
25 dg mielonej wołowiny
2 małe cebule
4 ząbki czosnku
Puszka czerwonej fasoli
2 puszki kukurydzy
3 marchewki
Ćwiartka selera
Duża pietruszka
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
2 łyżki oliwy
Łyżka ziół prowansalskich
Łyżka słodkiej papryki
Łyżeczka ostrej papryki
2 listki laurowe
2 ziela angielskie
Świeżo mielony pieprz
Sól

W garnku z  grubym dnem-najlepiej 4 litrowym, rozgrzewam oliwę. Siekam cebulę i czosnek, podsmażam aż staną się szkliste. Dodaję mięso i smażę całość około 10 minut. Kiedy mięso jest odpowiednio podsmażone, zalewam je wodą-do 3./4 wysokości garnka. Trę na tarce marchewkę, pietruszkę i seler, dodaję do zupy. Czas na liście laurowe i ziele angielskie. Gotuję całość przez mniej więcej 30-40 minut. Odcedzam warzywa z puszek, dodaję je do zupy, gotuję znów całość przez 15-20 minut. Do zupy dodaję koncentrat pomidorowy, i wszystkie przyprawy. Zostawiam zupę na gazie przez minimum 20 minut, im dłużej będzie się gotowała tym będzie lepsza. Podaję ją z pieczywem.



piątek, 6 listopada 2015

Żytnie bułeczki na śniadanie z miodem


Domowym pieczywem  w moim domu najbardziej pachniało  3 lata temu. Kończyłam wtedy pisanie magisterki i wszystko wydawało mi się ciekawsze od zajmowania się przewrotem majowym. Wtedy też praktycznie codziennie piekłam domowy chleb w setkach różnych kombinacji. Ale potem wciągnęło mnie "dorosłe"życie, codzienna praca, dodatkowe obowiązki i cóż, wróciłam do kupowania chleba  w piekarniach. Na szczęście, albo i nieszczęście mam pod samym domem 4 tradycyjne, bardzo dobre piekarnie, które kusiły zawsze świeżymi bułeczkami i pachnącym chlebem. Ale,ale. Ostatnio szłam do biblioteki,zrobiłam 10 kroków więcej i znalazłam się przy Młynie, takim najprawdziwszym gdzie miele się mąkę, i sprzedaje swoje własne wyroby. Nie mogłam się oprzeć, musiałam kupić parę rodzajów mąki. Od razu kusiło mnie by zrobić chleb, znów ale, ale, nie mam zakwasu. Nie mam też ostatnio nadmiaru cierpliwości do jego pielęgnacji, stąd też pomysł na wypiek domowych bułeczek. Robiłam je pierwszy raz, wyszły bardzo dobre, owszem są krzywe, każda bułeczka wyszła inna, ale za to ile radości daje zapach świeżo upieczonych bułeczek? Do tego są zdrowe, w pełni naturalne, cudownie smakują z dodatkiem masła,twarożku i miodu.





Składniki:
340 g mleka
1 łyżeczka drożdży instant
1 łyżeczka soli
350 g mąki razowej chlebowej
100 g mąki żytniej 
2 łyżeczki miodu 
    




Lekko podgrzewam mleko dodaj miód, drożdże i sól,mieszam. Teraz czas na obie mąki, miksuję całość 3-4minuty. Miskę z ciastem przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia, ciasto ma podwoić objętość, trwa to około godziny. Następnie wysypuję stolnicę mąką, i zagniatam ciasto. Rozciągam je w kształt prostokąta, o grubości mniej więcej 2 cm,nożem wykrajam nierówne bułeczki. Posypuję je delikatnie mąką, i lekko nacinam. Układam je na blaszce do pieczenia, wyłożonej pergaminem,zostawiam na pół godziny. Następnie piekę bułeczki mniej więcej 20 minut 185 stopniach.


wtorek, 3 listopada 2015

Babeczki jabłkowe z kroplą rumu

Nowy tydzień zaczynam na słodko. W końcu warto się rozpieszczać i sprawiać drobne przyjemności. Nie znoszę listopada, postanowiłam więc z przekory powitać go miło i przyjemnie. Mam nadzieję,że ten miesiąc będzie tak samo dobry jak te babeczki. Ten zapach rozgrzewa i niezwykle kusi. Babeczki są mięciutkie dzięki dodatkowi jabłka. A rum idealnie pasuje na wieczór, już listopadowy. Także kubek kakao, babeczki, i dobry film łamane na książka. Po tym intensywnym weekendzie przyda się taka chwila oddechu i spokoju z pyszną babeczką w  tle. Do tego duży kubek herbaty z imbirem i witamy sympatycznie listopad.



Składniki:
100 gramów masła
2 jajka
300 gramów mąki pszennej
2 łyżki miodu
150 ml mleka
2 małe jabłka
3 łyżki brązowego cukru
Po pół łyżeczki cynamonu i gałki muszkatołowej
2 łyżki rumu


W rondelku roztapiam masło z miodem i przyprawami,gdy wszystkie składniki się połączą,zdejmuję z kuchenki. Dodaję mleko, chwilę studzę. Następnie wbijam jajka. W drugiej misce łączę mąkę, brązowy cukier, i proszek do pieczenia. Łączę obie masy,dodaję rum i pokrojone w kostkę jabłka. Rozgrzewam piekarnik, do foremek na muffinki wylewam ciasto-do 1/3 wysokości. Babeczki piekę 25 minut w 180 stopniach.



niedziela, 1 listopada 2015

Jesienne szaszłyki

Wiosenne weekendy miło spędza podczas grillowania. A kto powiedział,że jesienią nie można przygotować pysznych szaszłyków? Delikatne, drobiowe mięso zamarynowane w naprawdę smakowitej marynacie genialnie pasują na weekendowy obiad. Jako,że weekend bardzo zajęty, nie bawiłam się w długie szykowanie obiadu. W końcu trzeba odwiedzić bliskich, którzy już odeszli. W moim przypadku wiąże się to z objechaniem całego, zakorkowanego do granic możliwości Trójmiasta. Dlatego też rano zamarynowałam mięso-5 minut, a następnie przed pieczeniem nadziałam na patyczki, upiekłam i gotowe. Pracy minimum, a za to jaki aromat. Mocno ziołowy, intensywny, po prostu smakowity.Ot, takie majowe wspomnienie w ten szary dzień.


Składniki:

Podwójna pierś z kurczaka
Czerwona papryka
Połowa cebuli


Marynata:
4 ząbki czosnku
1/2 czerwonej papryki
2 łyżki oliwy z oliwek
Sok z połowy cytryny
Łyżeczka słodkiej papryki
Po  łyżeczce majeranku,tymianku i rozmarynu
Sól
Świeżo mielony pieprz

Dodatkowo patyczki do szaszłyków

Mięso opłukuję, kroję  w paski. Szykuję marynatę, miażdżę czosnek, drobno siekam paprykę. Dodaję oliwę i sok z cytryny. Dodaję zioła,paprykę, sól i pieprz. Mieszam, do marynaty dodaję mięso, odkładam na minimum godzinę do lodówki.
Patyczki płuczę w wodzie, nadziewam mięso na nie, dodaję po kawałku papryki i cebuli. Polewam mięso resztą marynaty i piekę w piekarniku przez 25-30 minut w 170 stopniach.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...