Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tort, truskawki i Oreo

Zawsze głośno i wyraźnie mówiłam jak to nie lubię tortów. I tort to sobie zapamiętał. Zapamiętał to sobie mój tort z zeszłotygodniowych urodzin. Najpierw długo nie mogłam wybrać ciasta,które zrobię dla samej siebie, w końcu wymyśliłam tort z truskawkami. Ochoczo zabrałam się do dzieła, kupiłam najświeższe truskawki, wiejskie jajka, czas zabrać się za pieczenie. Koniecznie chciałam spróbować przepis na biszkopt z programu Kuchnia w stylu wolnym. Bardzo mi się spodobał pomysł dodania wrzątku do ukręconych jajek. ciekawa jak to wyjdzie zaczęłam robić wszystko zgodnie z przepisem. Zrobiłam zdjęcie i byłam dumna,że takie żółciutkie-chociaż najpierw psioczyłam na siebie za zbyt szybkie rozbijanie jajek i łowienie skorupek . Włożyłam ciasto do pieca, zaczęłam myć truskawki i mnie olśniło-żółte? Biszkopt miał być czekoladowy. Kakao dzielnie stało na blacie, nieotwarte. No cóż, trudno. Ciasto się upiekło, czas na krem. Do misy robota wsypałam cukier, no i znów zagwostka, ale co mam ubić? Gdzie śmietanka? W sklepie. Nie kupiłam. Marsz do sklepu. Kiedy wydawało się,że wszystko mam pod kontrolą i ciasto udekorowane leżało na stole zaczęłam myśleć jak je z tego stołu przenieść do lodówki? Zapomniałam,że warto byłoby je przełożyć na tacę, ale jak przełożyć tak delikatne ciasto z środka stołu? Podczas przenoszenia zgodnie z planem poodpadały ciasteczka,tworząc nieplanowaną, nieharmonijną kompozycję,daleką od ideału. Postanowiłam się jednak tym nie przejmować i cieszyć swoim urodzinowym ciastem, który został uznany moim najlepszym wypiekiem. Jak dotychczas oczywiście.
Składniki:
Biszkopt
5 jajek
100 gramów cukru
200 gramów mąki tortowej
125 gramów masła
2 łyżki mąki ziemniaczanej
ekstrakt waniliowy
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół szklanki wrzątku
Masło i kasza manna do formy
Krem:
szklanka truskawek
500 ml śmietany 36 %
4 łyżki cukru
szczypta kardamonu
ekstrakt waniliowy
ew. śmietanfix

Dekoracja:
Kilkanaście ciasteczek Oreo
Kilka ładnych truskawek

Zaczynam od biszkoptu.Roztapiam masło i zostawiam do przestudzenia. Jajka ukręcam z cukrem, dodaję parę kropli ekstraktu. Ostrożnie wlewam wrzątek, i bardzo dokładnie całość mieszam. Mąki przesiewam z proszkiem do pieczenia, dodaję do masy jajecznej. Na koniec dodaję przestudzone masło, dokładnie wszystko mieszam, i wylewam do tortownicy posmarowanej masłem i wysypanej kaszą manną. Piekę ciasto przez 25 minut w 175 stopniach, studzę i kroję na dwie części.
Truskawki myję, usuwam szypułki, kroję na mniejsze kawałki. Posypuję je łyżką cukru, wanilią i kardamonem. Ubijam śmietanę, na koniec dodaję cukier,parę kropel wanilii i ewentualnie śmietanfix-przydatny jeżeli tort robimy rano, a serwujemy wieczorem. Na pierwszym blacie rozsmarowuję krem, na to wykładam truskawki, przykrywam drugim blatem. Wierzch i boki tortu smaruję śmietaną. Pośrodku kładę ładne truskawki razem z szypułkami. Bo boku układam ciasteczka Oreo. Do czasu podania ciasto chłodzę w lodówce.



piątek, 26 czerwca 2015

Róż pod kołderką

Ostatnie dni są chłodne,deszczowe, zupełnie pozbawione słońca. Gdybym przyjechała na wakacje nad morze byłabym na pewno niepocieszona. Turyści przesiadują w knajpach i kawiarniach. No bo cóż innego można robić w naprawdę chłodne wieczory? Można zakopać się pod kocem z porcją gorącej truskawkowo-rabarbarowej kruszonki z lekko orzechową nutką-chociaż pieczenie to akurat przywilej mieszkańca,nie turysty. Nie dość,że ten deser niemal robi się sam, to przyjemnie rozgrzewa i przywołuje miłe wspomnienia. Truskawki na gorąco? To naprawdę świetny wybór na czerwcowy wieczór.
Składniki:
Truskawki-dwie szklanki
Rabarbar-laska
Mąka arachidowa-pół szklanki
Mąka pszenna-pół szklanki
Masło-100 gramów
Cukier trzcinowy-4 łyżki
Cukier z prawdziwą wanilią-2 łyżki


Truskawki myję, usuwam szypułki, kroję na połówki. Rabarbar obieram ze zdrewniałych kawałków, myję, kroję w kostkę. Owoce wykładam do żaroodpornego naczynia, posypuję cukrem z wanilią.
Czas na kruszonkę. Mąki mieszam z cukrem- gdy nie mamy mąki arachidowej można użyć zmielonych fistaszków. Masło siekam, dodaję do sypkich składników, zagniatam kruszonkę, posypuję nią owoce. Całość zapiekam 25 minut w  170 stopniach.


środa, 24 czerwca 2015

W gościnie: Tabun

Ostatni wypad do restauracji okazał się nie tylko smaczny ale i pomysłowy. Mieszkam w końcu w dość atrakcyjnym turystycznie miejscu, czyli w Trójmieście, szczególnie latem mnóstwo czasu spędzam poza domem i odwiedzam różne miejsca. Jedne odwiedzam któryś raz, inne odkrywam przypadkiem. Część jest ukryta przed turystami, a może warto się nimi pochwalić? Postanowiłam więc,że  czasem zamiast pokazać jak sama gotuję, pokażę jak gotują inni. Być może zachęci Was to do zejścia z plaży i odwiedzenia tych miejsc? Na pierwszy ogień pójdzie Tabun.
Miejsce: Tabun to nie tylko restauracja, a również stadnina i pensjonat. Może więc tutaj kompleksowo spędzić czas. Raczej nie trafimy tutaj spacerując główną ulicą Gdańska, czy nawet jadąc uliczkami Trójmiasta. Na obiad czy też kolację trzeba pojechać specjalnie do Otomina, dzielnicy Gdańska znajdującej się na uboczy. Las, jezioro, cisza, spokój-idealne miejsce dla tych, którzy cenią sobie ciszę i spokój i chcą odpocząć od zgiełku. Restauracja to nie tylko jeden budynek, a również piękny ogród-również ziołowy i stajnie. Czekając na posiłek można więc pospacerować i nacieszyć wsią w mieście.
Deszczowy ogród

Chwila w ogrodzie bez deszczu

Wystrój: Jest przytulnie, dość rustykalnie i wiejsko. Żaden tam nowoczesny minimalizm. Dużo drewna, świeże polne kwiaty, poduchy na krzesłach. Każdy czuje się tutaj dobrze, a szczególnie rodziny z dziećmi. Ogród, kącik zabaw- dzieci nie będą się nudzić. Nie ma sztywnej atmosfery, białych obrusów i luksusowych kieliszków odstraszających całe rodziny przed wejściem. Bardzo podobał mi się kącik z książkami kulinarnymi. Jeżeli akurat pada-co zdarzyło mi się podczas ostatniej wizyty i nie za bardzo można spacerować, czekając na obiad można poczytać. A jest z czego wybierać, ja zajęłam się nową pozycją Gordona i klasyką, czyli Julią Child.
Wnętrze
Obsługa: Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Tabunie. Na kompot czekało się 40 minut, nawal gości, obsługa ewidentnie nie dawała sobie rady. Teraz nie zdążyliśmy wejść, a już zostaliśmy powitani przez kelnerkę. Mimo, że odbywały się tego dnia poprawiny i dwa obiady po chrzcie, obsługi było wystarczająco. Widać,że zrobiono duży postęp od czasu Kuchennych Rewolucji i tego co zobaczyła cała Polska-kelnerka nawet nie podeszła do Magdy Gessler przez godzinę. Teraz obsługa jest na bardzo wysokim poziomie. Pani, która nas obsługiwała była bardzo miła, uśmiechnięta, chętnie doradzała, sprawdzała czy nam smakuje, bez problemu przyniosła czysty talerz gdy chciałam podzielić się przystawką. Dzięki życzliwym kelnerkom można poczuć się jak na kolacji u przyjaciół.
Jedzenie: Znów wrócę do kuchennych Rewolucji i pytania szefa kuchni-rosół dajemy stary czy świeży? Jak teraz więc sprawuje się kuchnia? Menu jest w większości sezonowe, teraz króluje tu chłodnik, dania z grilla, szpinak i truskawki. Stała karta jest krótka, niektórzy mogą poczuć,że wybór jest zbyt mały, moim zdaniem im krótsza karta tym większa pewność,że dania są przygotowywane na bieżąco. Karta zadowoli każdego, i dzieci, i wegan, i wegetarian i tych co ograniczą gluten. Do picia zamówiłam kompot rabarbarowy bo pamiętałam,że smakuje wybornie. Co do przystawki miałam dylemat. Bardzo kusiły mnie wegańskie kotleciki jaglane z sałatą. Wybrałam jednak baranie, kruche pierożki z miętowym sosem. Nie jestem fanką baraniny  według mojej mamy. Chciałam jednak ocenić czy baranina może być smaczna. Ciasto jest pyszne, kruche, a jednocześnie delikatne. Sos świeży i lekki, świetnie pasował do pierożków. Zaś mięso? Baranina jednak nie jest dla mnie, charakterystyczny słodki posmak nie ukrył się pod czosnkiem i papryką. Pierożek numer dwa powędrował na talerz taty.Smakosze baraniny będą zadowoleni, ci co jej nie lubią, zdania raczej nie zmienią.
Na obiad wybrałam zaś pierogi, już tradycyjne z mięsem. Delikatne ciasto i świetnie doprawione mięso to wielkie atuty. Tato był zadowolony z wyboru schabowego z pieczonymi kartofelkami i zasmażaną kapustą. Jedyny minus- porcja była bardziej kobieca niż męska i więksi smakosze powinni wybrać przystawkę bądź zupę. Za obiad dla 4 osób z napojami wyszło 130 zł, czyli ceny w sam raz.
Mięsne pierożki
Ogólne wrażenie: Polecam wizytę w Tabunie, naprawdę warto zjechać z głównej trasy by odwiedzić to miejsce. Smaczne jedzenie, cudowna obsługa, bardzo zadbane otoczenie sprawiają,że wizyta tam to przyjemność. Moja sugestia-jak już będziecie zjeżdżać z głównej trasy nie róbcie tego w weekendowy szczyt. Nowa sala bankietowa powoduje, że to miejsce jest bardzo popularne wśród osób organizujących śluby, chrzciny, imprezy okolicznościowe. Ciężko o kameralny klimat gdy wokół nas odbywają się jednocześnie trzy imprezy. Trudno wtedy też docenić wszystkie walory tego miejsca, więc odwiedzajmy je raczej w ciągu tygodnia. Na pewno się wtedy nie zawiedziecie.
Restauracja Tabun ul. Konna 22, Gdańsk-Otomin

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Obiadowa truskawka z czekoladą

Cały dzień myślałam dziś o czymś słodkim do zjedzenia. Nie chciało mi się piec ciasta, pomyślałam więc o słodkim obiedzie. Cóż, czasem tak mam, że muszę zjeść coś słodkiego obiadową porą. Padło na truskawki, których w tym roku nigdy mi dość.Mogę jeść  i jeść. Na szczęście udało mi się trafić do gospodarstwa, które hoduje ekologiczne truskawki, dzięki temu moja truskawkowa alergia jest minimalna, i nie ogranicza mojej konsumpcji. A ta jest naprawdę spora. Truskawki na śniadanie, na przekąskę, do deseru i na słodki obiad. Pyszności.
Składniki:
2 jajka
Mąka owsiana-120 gramów
Maślanka-pół szklanki
Proszek do pieczenia-łyżeczka
Truskawki-kilkanaście sztuk
Gorzka czekolada-20 gramów
Ekstrakt z wanilii

Żółtko lekko ubijam z wanilią, dodaję maślankę. Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia, łączę z masą maślankową. Ubijam białko i dodaję do ciasta. Truskawki myję, usuwam szypułki, rozgniatam widelcem, czekoladę siekam na małe kawałeczki i dodaję do ciasta razem z truskawkami. Na teflonowej patelni smażę placuszki na rumiano, podaję ze świeżymi truskawkami i czekoladą.




sobota, 20 czerwca 2015

Kurczak w sosie cytrynowym

W weekendy lubię dłużej posiedzieć w kuchni, to taki czas kiedy mogę się zrelaksować przy mieszaniu, ukręcaniu, dodawaniu, krojeniu... Tym razem kupiłam jednak niekłopotliwą pierś z kurczaka, i już byłam gotowa zrobić zwykłe kotlety, kiedy pomyślałam-nie, czas na odmianę. Uśmiechnęła się do mnie cytryna, dodałam parę ziół, troszkę miodu, nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem czosnku, wszystko natarłam, upiekłam i bach, gotowe. Delikatne i wyjątkowo soczyste mięso, świetnie współgra z lekkim sosem cytrynowym. Sos jest kombinacją wielu różnych smaków. Lekką cytrynową gorycz łagodzi słodycz miodu i pieczonego czosnku. Do tego zioła. Zakochałam się w tym sosie. Cała moja rodzina uznała,że taki kurczak wart jest grzechu. Coś czuję,że jutro na obiad zrobię powtórkę.
Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka
1,5 cytryny
Duża łyżka miodu
5 ząbków czosnku
Oregano-łyżeczka
Bazylia-łyżeczka
2 łyżki oliwy
Świeżo mielony pieprz
Sos:
Pół szklanki bulionu-najlepiej domowego rosołu
łyżeczka skrobi ziemniaczanej

Zaczynam od umycia mięsa i dokładnego wysuszenia,. szykuję marynatę. Cytrynę parzę wrzątkiem, ścieram skórkę i wyciskam sok. Miażdżę ząbki czosnku. Łączę oliwę z sokiem cytryny i czosnkiem. Dodaję zioła. Pierś nacieram marynatą, posypuję pieprzem. Zostawiam w chłodnym miejscu na minimum dwie godziny.
Po tym czasie wyjmuję mięso z marynaty,przekładam do brytfanki i piekę około 15 minut w 165 stopniach. Czas na sos. Podgrzewam bulion, dodaję do niego marynatę. Mąkę ziemniaczaną dokładnie mieszam z odrobiną sosu, wlewam do całości i gotuję do zgęstnienia. Sosem polewam mięso i piekę całość przez 35 minut.

czwartek, 18 czerwca 2015

Pudding chia, imbir i truskawki

Te małe nasionka kusiły mnie od dawna. Dawno też je kupiłam,ale kiedy już kupiłam przestały mnie tak kusić. Dopiero niedawno przypomniałam sobie o moim zakupie i postanowiłam użyć go w mojej kuchni. Ale cóż by tu zrobić? Przyznaję poszłam po najprostszej linii oporu. Bo czy pudding z nasionek chia można uznać za coś odkrywczego? Chyba nie. Połączyłam go jednak z truskawkowym musem o ciekawym imbirowym smaku. Znów nic odkrywczego, ostatnio jem truskawki jak szalona i niemal wszystko co zajadam posiada truskawkową wkładkę. Słodkie truskawki i ostra, a jednocześnie świeża nuta imbiru. Świetne połączenie. Razem z puddingiem tworzą świetną śniadaniową parę, albo propozycję na zdrowy deser. Wybór należy do Was. Ja pokochałam tę wersję na śniadanie.

Składniki:
Nasiona chia-3 łyżki
Mleko-pół szklanki
Laska wanilii
Truskawki-kilkanaście sztuk
Kawałek imbiru
Cukier-łyżeczka

Mleko gotuję razem z laską wanilii, zostawiam do przestudzenia. Nasionka chia zalewam mlekiem, po 10 minutach roztrzepuję je trzepaczką i wkładam do lodówki-najlepiej na całą noc.
Truskawki myję, usuwam szypułki,kroję na kawałki, zalewam odrobiną wody, dodaję starty imbir i ewentualnie cukier. Duszę aż owoce się rozpadną,studzę. Do miseczki przekładam mus truskawkowy, przykrywam puddingiem i gotowe.


wtorek, 16 czerwca 2015

Błyskawiczne jogurtowe z truskawkami

Sezon na kaszubskie truskawki uważam za rozpoczęty. Nasza Malena jest najlepsza na świecie. Dorodna, pełna słodyczy i wyjątkowego smaku lata. Nie mogę przejść obojętnie wobec stosów łubianek z naszym skarbem. Znoszę tony truskawek do domu i przerabiam. Na przykład na szybkie, ba błyskawiczne ciasto. Nazywam jej codziennym. Wystarczy bowiem połączyć składniki i w 5 minut ciasto ląduje w piekarniku. Miękkie, delikatne i pyszne. Moje ciasto na te chwile gdy nachodzi mnie ochota na domowy wypiek podczas pracowitego tygodnia. Ciasto idealne na wtorkowe popołudnie do porządnego kubka herbaty. Jako,że upały uciekły, wyjątkowo ciepłej, a nie mrożonej.


Składniki:

3 jajka
Jogurt naturalny-400 ml
Olej-60 ml
Mąka pszenna-300 gramów
Cukier-100 gramów
Proszek do pieczenia-1,5 łyżeczki
Truskawki-około 15 sztuk
Aromat śmietankowy
Masło i kasza manna do formy
Cukier puder


Jajka ubijam z cukrem na jasny krem,dodaję aromat śmietankowy. Do jajecznej masy dodaję jogurt naturalny i olej, dokładnie mieszam. Mąkę przesiewam z proszkiem do pieczenia, dodaję do reszty składników. Formę smaruję masłem i wysypuję kaszą manną, wylewam ciasto.
Truskawki myję, kroję na połówki, wykładam na ciasto. Piekę je przez 40 minut w 170 stopniach. Po ostudzeniu posypuję cukrem pudrem.


Wiosenne słodkości!

niedziela, 14 czerwca 2015

Mięsne pierożki

Rok temu byłam na regionalnym jarmarku. Z wielu rzeczy najbardziej zaciekawił mnie wykrawacz do pierogów-produkt litewski. Oczywiście kupiłam, mając w planie setki pierogów tygodniowo. Minął rok,a  ja nie zrobiłam ani jednego pierożka. Troszkę wstyd. Wczoraj mama ugotowała rosół, mięso miało zostać przekształcone w potrawkę. Uznałam jednak,że czas zająć się nowym-starym nabytkiem i zrobić mięsne pierogi. Bałam się,że piękna pogoda pokrzyżuje moje plany, że będę wolała ruszyć nad wodę, a nie dzielnie lepić pierogi,ale jak na zawołanie lato wzięło wolne, a deszcz  i szare niebo zatrzymało mnie w domu. Produkcję pierogów mogłam więc zacząć. Mój pomocnik poradził sobie świetnie, w końcu wyszły mi równe pierogi. Poprzednie dzieła były połączeniem abstrakcji z surrealizmem, zdecydowanie polecane dla tych, co nie jedzą oczami. Teraz mam idealne pierogi, zarówno w wyglądzie, jak i w smaku.
   Ciasto:
600 g mąki pszennej
60 g masła
1,5 szklanki gorącej wody
szczypta soli
      Farsz:
3 uda z kurczaka-z rosołu
Kawałek wołowiny z rosołu(ewentualnie)
1 marchewka, z rosołu
średnia pietruszki, z rosołu
1 szklanka rosołu
1 cebula
2 łyżki masła
ząbek czosnku
sól, pieprz, słodka i ostra papryka, imbir i gałka muszkatołowa
garść posiekanej natki pietruszki

Mięso i warzywa wyjmuję z rosołu. Mięso oddzielam od kości,dzielę na małe kawałki, mielę w maszynce do mięsa razem z marchewką i pietruszką. Siekam cebulę, podsmażam ją na rozgrzanym maśle, dodaję czosnek. Cebulkę łączę z mięsem, dodaję przyprawy,zieloną pietrszukę i rosół, chwilę podsmażam i zostawiam na jakiś czas by wszystkie smaki się połączyły.

 Do dużej miski wsypuję mąkę z solą. Dodaję gorącą wodę i masło, zagniatam ciasto-najpierw łyżką, potem ręcznie. Gdy ciasto zrobi się jednolite stopniowo zaczynam je wałkować na cienkie placki. Ja wycinałam pierożki specjalną maszynką, ale można posłużyć się kieliszkiem, na środku kółka nakładamy porcję farszu, zlepiamy brzegi i odkładamy w chłodne miejsce-koniecznie należy przykryć gotowe pierogi ściereczką, w oczekiwaniu na gotowanie. 
Pierożki wkładam do gotującej się wody, i gotuję mniej więcej 5 minut od wypłynięcia na wierzch. Podaję ze skwarkami z cebulką



piątek, 12 czerwca 2015

Placuszki o smaku lata

Ostatnie dni są wyjątkowo słoneczne i ciepłe. To sprawia,ze nie mogę przejść obojętnie obok truskawek. Mogłabym je jeść w każdej formie i o każdej porze dnia. Na spokojne drugie śniadanie wymyśliłam sobie placuszki z owocami. Truskawki, borówki, nie mogę się opanować i zdecydować co lubię bardziej. Uwielbiam zamienić zwykłe placuszki w coś niezwykłego. Tym razem dodałam do całości mąkę owsianą, zrezygnowałam z cukru, a podgrzane truskawki nadały placuszkom wyjątkowy smak. Nie można się oderwać.
Składniki:
2 jajka
Mleko-2/3 szklanki
Mąka pszenna-3 łyżki
Mąka owsiana-3 łyżki
Ekstrakt waniliowy-parę kropli
Proszek do pieczenia-łyżeczka
Klarowane masło
Borówki
Truskawki
Ew. cukier puder

Roztrzepuję jajka z mlekiem i wanilią. Łączę obie mąki z proszkiem do pieczenia, dodaję do masy jajecznej, dokładnie mieszam całość. Dodaję do ciasta umyte borówki i kawałki truskawek. Na rozgrzanym maśle smażę placuszki, rumiane posypuję cukrem pudrem i świeżymi owocami.







środa, 10 czerwca 2015

Różana konfitura

Był różany cukier-czas na konfiturę. Gdzieś tak w połowie czasu robienia tej pyszności zaczęłam mieć dość. W połowie? Już samo wymycie, obmycie, czy też przemycie płatków róży bardzo mnie zirytowało, różane płatki wydawały się nie kończyć-jedna siatka, druga, trzecia... Kiedy przebrnęłam przez tę czynność zaczęłam się zastanawiać czy nie pomaszerować do jednostki wojskowej, którą mam prawie po sąsiedzku celem pożyczenia wielkiego garnka do produkcji grochówki. Ilość różanych płatków dosłownie zalała moją kuchnię. Spokojnie, wystarczą trzy sekundy we wrzątku by z trzech siatek została ilość pozwalająca na zapełnienie jedynie trzech maleńkich słoiczków. Dzielnie stałam i pokonywałam kolejne etapy produkcji mając przed oczyma pączki i drożdżowe bułeczki, które wypełnię w jakiś zimowy dzień różanym nadzieniem. Czułam ten zapach, który podkręcał aromat smażonych konfitur. Ten zapach utrzymywał się przez trzy dni, sąsiedzi musieli pomyśleć,że otworzyliśmy mały biznes polegający na produkcji perfum. Póki są różane płatki zbierajmy je i smażmy konfitury.
Składniki:
Płatki róży-u mnie około 350 gramów
Cukier-350 gramów
Cytryna
Woda-około litra

Płatki dokładnie przepłukuję na sitku, suszę. Gotuję wodę, kiedy zaczyna wrzeć wrzucam płatki, zmniejszam ogień, i czekam aż woda znów zacznie się gotować. Przecedzam płatki-wodę zostawiam. Do wody dodaję cukier i gotuję gęsty syrop. Sitko z płatkami wkładam do naczynia z lodowatą wodą. Gdy syrop jest gotowy dokładam do niego płatki, wyciskam sok z cytryny i smażę całość przez godzinę. Zestawiam z ognia-najlepiej na noc. Następnego dnia znów smażę konfiturę przez godzinę. Gorącą różaną konfiturą napełniam wyparzone słoiki i pasteryzuję je.




wtorek, 9 czerwca 2015

Słoneczna manna

Ostatnio lubię wracać do smaków z dzieciństwa. No ok, szczególnie lubię wracać do porannej porcji kaszki manny. Moja mama podawała ją nam w jednej tolerowanej przez nas wersji-z malinowym sokiem. Jakieś 22 lata później jestem dużo bardziej elastyczna w kwestii śniadaniowej kaszy i malinowy sok zastępuję innymi dodatkami. Ot, dzisiejszy poranek powitał mnie zdecydowanie zbyt szarym widokiem z okna. Aby nieco rozjaśnić sobie dzień i przypomnieć słoneczny weekend,postawiłam na mannę z pomarańczą. Niewiele trzeba by od rana wprowadzić się w dobry nastrój i przyjemnie zacząć dzień. No i oczywiście smacznie. Zapach pomarańczy z samego rana dodaje energii, a połączenie kremowo-maślanych pomarańczy z aksamitną kaszą to poezja dla zmysłów. 
Składniki:
Mleko-200 ml
Kasza manna-8 łyżek
Aromat śmietankowy
Duża pomarańcza
Łyżka masła
Cynamon
Melisa

Podgrzewam mleko razem z aromatem waniliowym, gdy zacznie się gotować wsypuję mannę i mieszam by pozbyć się ewentualnych grudek. Zdejmuje z ognia gdy wyraźnie zgęstnieje.
Pomarańczę obieram i kroję w małe kawałki. Rozgrzewam masło, dodaję pomarańczę i cynamon, smażę całość przez 2-3 minuty.
Kaszę łączę z pomarańczami, podaję z listkami z melisy.

niedziela, 7 czerwca 2015

Ciocia Klara i rabarbar

Ciocia Klara w naszej rodzinie zawsze była, jest i mam nadzieję,że jeszcze długo będzie,specjalistką od wielu ciast. Mimo swoich 90 lat nie zwalnia tempa i dwa razy w tygodniu piecze same pyszności. Jako, że ręce już nie, ogólnie sił coraz mniej, ciocia chętnie szykuje ciasta, które prawie robią się same-przy pomocy miksera, a do tego długo smakują wyśmienicie. Kiedyś ciocia świeże ciasto piekła co rano, teraz ogranicza się do dwóch. Szkoda, że ciocia mieszka na Mazurach, bo codziennie wpadałabym do niej na przepyszną kawę-o ile jej nie lubię, to tę cytrynową cioci mogę pić i pić, i na solidny kawałek ciasta. To ciasto jest sztandarowym wypiekiem cioci Klary. Kiedy jechaliśmy na Litwę nocowaliśmy właśnie u cioci i mieliśmy okazję zjeść tyle tego pysznego ciasta, ile nieładnie mówiąc w nas weszło. Podstawowy przepis jest bardzo uniwersalny, pasują do niego wszystkie znane mi owoce i świeże i suszone, orzechy, czekolady.... Ciocia zrobiła to ciasto z ananasem, mi zamarzył się rabarbar. Pierwszy raz połączyłam kwaśny rabarbar z czekoladą. Szkoda, że nie zrobiłam tego wcześniej. To ciasto wyszło wprost genialnie.

Składniki:
Ciasto:
200 gramów masła
150 gramów cukru
4 jajka
350 gramów mąki pszennej
 Łyżeczka proszku do pieczenia
2 laski rabarbaru
Aromat śmietankowy
Wódka-2 łyżki
Masło i kasza manna do formy
Polewa:
70 gramów deserowej czekolady
2 łyżki mleka
Łyżka masła

Rabarbar myję, usuwam zdrewniałe kawałki, kroję w drobną kostkę,posypuję 50 gramów cukru. Masło ucieram z resztą cukru, dodaję żółtka i aromat śmietankowy. Gdy masa zrobi się niemal biała dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia,dodaję też spirytus. Ubijam białka na sztywną pianę, dodaję do ciasta i mieszam całość bardzo delikatnie. Ciasto wylewam do keksówki, wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Wkładam je na 15 minut do lodówki. Na schłodzone ciasto wykładam rabarbar, i piekę je przez 45-50 minut w 175 stopniach.
Gdy ciasto się chłodzi szykuję polewę. Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej razem  mlekiem i masłem. Polewą smaruję zimne ciasto, zostawiam do zastygnięcia.







Wiosenne słodkości!

piątek, 5 czerwca 2015

Różany cukier

Różany cukier. Oczarował mnie ten kolor, oczarował mnie ten zapach. W jeden z kawiarni zobaczyłam do wyboru różne rodzaje cukru, na co dzień nie słodzę, ale z ciekawości podeszłam do różnych pojemniczków, i zachwycił mnie szczególnie jeden- z płatkami róży. Musiałam go użyć. Wróciłam do domu, zaczęłam szukać informacji w internecie i cóż, zobaczyłam jeszcze lepszą wersję różanego cukru. Jeszcze bardziej różaną, i znów musiałam ją zrobić. Teraz jest najlepszy czas, w zasadzie czas ostateczny, w końcu kwitną różane krzewy i trzeba je wykorzystać. Samo zbieranie jest bardzo odprężające-o ile będziecie uważać na pokrzywy, ja nie uważałam. Warto wyjechać za miasto i poszukać miejsca osłoniętego od ruchu i cywilizacji, tak by płatki pachniały różą a nie spalinami. Ja to miejsce znalazłam na Westerplatte, ciągle w mieście, ale z dala od zgiełku. Kiedy już pozbieramy odpowiednią ilość różanych płatków możemy przystąpić do przygotowania różanego cukru. Nie jesteście wciąż przekonani czy efekt jest wart zachodu? Wyobraźcie sobie wrześniowy wieczór, jest chłodno, nieprzyjemnie, może pada deszcz... A wtedy wyjmujecie słoiczek z różanym cukrem i w parę sekund wracają letnie wspomnienia. Pomyślcie o tym różanym lukrze na słodkościach, o różanym cukrze na śniadaniowym racuszku, omlecie, naleśniku.... Przekonani? To do dzieła.
Składniki:
Płatki róż-mniej więcej 4 garście
Cukier biały-350 gramów
Płatki wykładam na sitku, dokładnie płuczę i suszę. Płatki wkładam do blendera razem z 2 łyżkami cukru, miksuję aż nie będzie kawałków płatków, dokładam resztę cukru, i miksuję dwa razy. Cukier wykładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i suszę przez dwa dni w temperaturze pokojowej. Po tym czasie przekładam cukier do szczelnego słoika i przechowuję w suchym miejscu przez 3-4 miesiące.




środa, 3 czerwca 2015

Czekolada czuje miętę

Pogoda zrobiła się naprawdę piękna. Zaczęłam więc marzyć. Marzyłam o połączeniu mięty i czekolady. Lodowym połączeniu oczywiście. Niestety moja alergia aktualna wygrywa, wieczny kaszel straszy sąsiadów,a  mnie odciąga od lodów. Bo a nuż jeszcze bardziej podrażnię sobie biedne gardziołko... Ale cóż, skoro już marzyć zaczęłam postanowiłam to marzenie jakoś urzeczywistnić. Wpadłam więc na pomysł czekoladowych babeczek z miętowo-czekoladowym kremem na bazie twarożku. I cóż,  okazało się,że marzyć warto. Babeczki przypominają mini murzynki, pachnące i mięciutkie. A krem? Połączenie orzeźwiającej mięty i gorzkiej czekolady kusi zmysły. Nieważne nawet,że to nie są lody. Ba, śmiem powiedzieć,że te babeczki są jeszcze lepsze.

Składniki:
Babeczki:
Masło-100 gramów
Kakao-3 łyżki
Mleko-pół szklanki
2 jajka
Mąka pszenna-250 gramów
Cukier-80 gramów
Proszek do pieczenia-łyżeczka
Ekstrakt z wanilii-parę kropli
Krem:
Mielony twaróg-250 gramów
Masło-40 gramów
Czekolada gorzka Goplana 60 % kakao-3/4 tabliczki
Miętowa herbatka-3 torebki
Cukier puder- około 6 łyżek
Świeża mięta
Ewentualnie barwnik spożywczy

W garnuszku roztapiam masło z łyżką wody i kakao. Dodaję mleko i chwilę studzę. Jajka ucieram z cukrem i wanilią. Dodaję maślaną masę i mieszam. W drugiej miseczce łączę mąkę z proszkiem do pieczenia, dolewam płynną masę i delikatnie mieszam całość. Ciasto wylewam do foremek na muffinki wyłożonych papilotkami w 3/4 wysokości i piekę około 18 minut w 180 stopniach.
Gdy babeczki się studzą szykuję krem. Zaparzam herbatki miętowe w małej filiżance,w  około w 50 ml wody. Zostawiam do naciągnięcia. Ucieram masło z twarogiem, dodaję 3-4 łyżki miętowej esencji(można dodać parę kropli zielonego barwnika) i dosypuję tyle cukru,by masa była kremowa. Siekam czekoladę i miętowe listki, łączę z kremem.
Babeczki smaruję miętowym kremem, posypuję odrobiną siekanej czekolady. Przed podaniem dobrze jest schłodzić babeczki w lodówce.





Z czekoladową nutą

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Straciatella. Kasza Manna. Biała Czekolada. Truskawki.

Po powrocie z Litwy, nie, jeszcze po litewskiej stronie, owładnęła mnie jedna myśl-muszę zrobić ciasto z kremem z kaszy manny. Przepis dostałam od kuzynki Ausry. Ciasto szalenie mnie zaciekawiło, może nie tyle samo ciasto, które było po prostu czekoladowym ciastem, a krem. Jako,że do wszystkich kremów czuję dystans, poczekałam aż ciasta spróbuje moje rodzeństwo. Siostra uznała,że to wiejska bita śmietana, brat,że to śmietankowy twarożek. Cóż, musiałam sama wydać osąd, miałam w planie pół łyżeczki, skończyło się na dwóch kawałkach. Ten krem był z pieczonej kaszy manny. Obłędny, delikatny, rozpływający się w ustach. Zapragnęłam zrobić to ciasto najszybciej jak się da. Niestety kuzynkę pochłonęły rodzicielskie obowiązki, i dopiero niedawno dostałam przepis. Gdyby było po angielsku zrobiłabym je tego samego dnia, niestety przepis pochodził z kolekcji Ausry mamy, z braku czasu został zeskanowany z jej notatnika, po litewsku. Musiałam prosić o profesjonalne tłumaczenie babcię, ale okazało się,że umówienie się z własną babcią jest bardzo skomplikowane. W końcu udało mi się dostać na audiencję, przepis dostałam i go zamieniłam. W oryginale ciasto było czekoladowe, moje jest śmietankowe z kawałkami czekolady, istna straciatella. W oryginale krem był z malinami, mój jest z białą czekoladą i truskawkami. W oryginale polewa była z białej czekolady, moja jest mocno czekoladowa, wytrawna. Najważniejsze jednak został niezmienne-niebiański smak. To mój prezent dla siebie na dzień (dużego) dziecka.
Składniki:
Ciasto:
3 duże jajka
100 gram masła
Szklanka mleka
250 gramów mąki pszennej
6 łyżek tartej gorzkiej czekolady Goplana 60 %
4 łyżki cukru
Aromat śmietankowy
Proszek do pieczenia-łyżka
Bułka tarta i masło do formy
Krem:
2 szklanki mleka
5 łyżek kaszy manny
2 łyżki masła
70 gramów białej czekolady
10 truskawek
Ekstrakt z wanilii
Ganache:
70 gramów gorzkiej czekolady Goplana 60%
100 ml śmietanki 36%
30 gramów białej czekolady
Truskawki


Zaczynam do ciasta. Trę czekoladę na tarce. Ubijam jajka z cukrem i aromatem waniliowym-dla mnie krem jest wystarczająco słodki, wiec do ciasta dodałam mało cukru, można jednak zwiększyć tę ilość. Roztapiam masło, dolewam do niego mleko, i łączę z masą jajeczną. Przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, dodaję do reszty składników, i dokładanie mieszam. Na koniec do ciasto dosypuję tartą czekoladę, bardzo delikatnie mieszam. Połowę porcji ciasta przelewam do formy-lepiej wybrać mniejszy model, wysmarowanej masłem i wysypanej bułką. Piekę 10 minut w 180 stopniach.
W międzyczasie przygotowuję krem. Mleko gotuję razem z masłem i ekstraktem z wanilii. Gdy mleko zacznie się gotować, dodaję kaszę i białą czekoladę, gotuję aż kasza będzie gęsta. Ciepłym krem smaruję ciasto, wykładam na niego truskawki, lekko wciskam je w krem. Na kaszę mannę wylewam resztę ciasta, piekę całość przez 30 minut w 180 stopniach.
Gdy ciasto stygnie szykuję ganache. Podgrzewam śmietankę, dzielę na dwie nierówne części. Do większej dodaję posiekaną gorzką czekoladę, do mniejszej białą. Mieszam aż czekolady się rozpuszczą. Ciasto smaruję ciemnym ganache, robię esy floresy z białego ganache, wierzch można dodatkowo udekorować truskawkami, które posmarowałam resztą ganache.




Z czekoladową nutą
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...