Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 30 marca 2015

Bananowe masełko z chilli i czekoladą

Zdecydowanie lepiej znoszę zmianę czasu z letniego na zimowy. W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, każdą zmianę czasu znosiłam bez większych problemów. Wytłumaczenia są dwa-albo po prostu się starzeję, co każdego dnia przypomina mi producent kremu-przed 30 twoja skóra nie jest już taka jak 10 lat temu. Albo też na moje nijakie samopoczucie miał wpływ intensywny weekend, brak snu, duża dawka fantastycznej muzyki i sporo emocji. Więcej szczegółów co działo się w weekend znajduje się tutaj. Tutaj zaś wróćmy do kulinarnych klimatów. Obudziłam się z wielką chęcią na coś pysznego, coś co poprawia nastrój, i doda energii. I kiedy tak myślałam o tym co poprawiłoby mi nastrój, zauważyłam w kuchni zapomniane lekko banany. Ot, dwa dni im starczyły osiągnąć pełną dojrzałość, jeżeli by nie powiedzieć przejrzałość. Jako, że mój stan energii nie pozwalał na nic wielkiego odpadało ciasto, nie chciało mi się też smażyć racuszków-za dużo roboty. Co zrobi się niemal samo, a będzie przy tym pyszne i dodające pozytywnej dawki energii? Bananowe masełko. Banany szybciutko pokroiłam w cieniutkie plasterki, zalałam wodą, dodałam przyprawy i zapach mnie oczarował. Istna aromaterapia. A jak dodałam czekoladę... Nie mogłam doczekać się tego momentu, gdy masełko ostygnie i powędruje na świeży chlebek. Świetnie pasuje do owsianki, naleśników, gofrów, a jak pyszne jest jedzone po prostu solo. Masełko bananowe czaruje smakiem i zapachem.
Składniki: 
Banany-kilogram, najlepiej mocno dojrzałe
 Czekolada-30 gramów
 Po szczypcie chilli, imbiru i cynamonu Ekstrakt z wanilii-parę kropli 
3/4 szklanki wody
Banany obieram, kroję w drobne plasterki, zalewam wodą, dodaję przyprawy. Gotuję na małym ogniu około 15 minut, wtedy dodaję posiekaną czekoladę. Gotuję aż czekolada się rozpuści, a masa zyska kremową konsystencję. Masełko można przełożyć do słoika i zapasteryzować, albo przechowywać w lodówce do 4 dni.

sobota, 28 marca 2015

Maliniakowa w karmelowym płaszczyku śpieszy na wielkanocne śniadanie

W moim domu na świątecznym stole nie może zabraknąć baby. Zazwyczaj-w zasadzie zawsze, jest to baba drożdżowa, bardzo tradycyjna, dostojna i pyszna. Ale czekając na Wielkanoc postanowiłam trochę poeksperymentować i wymyśliłam połączenie piaskowej babeczki z malinowym sokiem, otulonej karmelową polewą. Efekt przeszedł moje oczekiwanie, babka zniknęła błyskawicznie i na moim stole pojawi się na pewno. Może Was też skusi? Baba na żywo miała delikatny różowy kolor, ot tak jakby wybiegła na lekko mroźny poranek, może spóżniona biegła z  koszyczkiem? A może leciutko zaróżowiła się ze wstydu, gdy ktoś pochwalił jej karmelowy płaszczyk? Właśnie, płaszczyk. Planowała lukrowane, białe futerko, ale w końcu mamy wiosnę, więc zamiast futerka mamy tradycyjny trencz w kolorze karmelowej czekolady. Babeczka chciała być elegancka więc szyku zadają jej złote perełki, a cytrynowe perfumy dodają całości świeżości i wiosennej lekkości. To co, zaprosicie taką babę na wielkanocne śniadanie? Ja na pewno ją zaproszę na stół. To znaczy do stołu.
Składniki:
Masło-125 gramów
4 jajka
Mąka tortowa-1,5 szklanki
Mąka ziemniaczana-3 łyżki
Cukier puder-3 łyżki
Proszek do pieczenia-łyżeczka
Sok malinowy(najlepiej domowy )-5 łyżek
Skórka  i sok z połówki cytryny
Masło i kasza manna do formy
Polewa:
Czekolada karmelowa-tabliczka
Mleko-2 łyżki
Perełki do dekoracji-opcjonalnie
Masło ucieram z cukrem pudrem na jasny krem. Dodaję partiami 4 żółtka i dalej dokładnie ucieram. Teraz czas na kolor-dodaję sok z malin- jeżeli zależy nam na bardziej różowym kolorze warto dodać barwnik. Całość mieszam, dodaję mąki przesiane z proszkiem do pieczenia, mieszam i dodaję sok i skórkę z cytryny. Białka ubijam na sztywną pianę, delikatnie dodaję do ciasta, mieszam bardzo delikatnie. Ciasto wylewam do formy wysmarowanej masłem i wysypanej kaszą manną, piekę około 45 minut w 180 stopniach.
Gdy babka ostygnie zajmuję się polewą. Czekoladę łamię na kawałki, rozpuszczam na parze z dodatkiem mleka-nie podjadać, wiem,że pachnie zabójczo, ale palce przy sobie. Ciepłą polewą smaruję babkę, dekoruję i chowam głęboko, bo pachnie tak,że może nie doczekać  świątecznego śniadania.

Wielkanocne Smaki - edycja V

czwartek, 26 marca 2015

Kremowy deser karmelowo-orzechowy

Zawsze byłam z tych co wolą konkretne desery. Jak deser to ciacho, najlepiej z dużą ilością czekolady. Wszystkie kremowe cuda i cudeńka nie kręciły mnie aż tak bardzo, bo to taki deserek dla bezzębnych maluszków. Aż do czasu. Ten deser to lekko budyniowy krem z wyraźnym orzechowym smakiem i subtelną karmelową nutą. Bardzo prosty i bardzo pyszny. Świetny na tę chwilę przed Wielkanocą kiedy czeka nas pieczenie ciast i nie mamy zbyt wiele ochoty na dodatkowe pieczenie. Przyznaję, miałam spory problem z oderwaniem się od łyżki, zupełnie jakbym przykleiła ją sobie solidną dawką kleju. Po ciężkim dniu nie ma nic lepszego niż porcja takiej kremowej pyszności. Uwaga, uzależnia. Orzechy, karmel i odrobina czekolady-z nią wszystko jest jeszcze lepsze prawda? Łyżeczki w dłoń.

Składniki:
Mleko-700 ml
Cukier-6 łyżek
Orzechy laskowe-3/4 szklanki
Mąka ziemniaczana- 2-3 łyżki
Ekstrakt waniliowy
Gorzka czekolada do dekoracji


Orzechy prażę na suchej patelni przez około dwie minuty. Usuwam skórkę i siekam. Pół litra mleka wlewam go garnuszka, dodaję 2 łyżki cukru, parę kropli ekstraktu z wanilii i orzechy, gotuję całość przez 5 minut, zdejmuję z ognia, teraz czas na karmel. Resztę cukru i 4 łyżki wody podgrzewam, nie mieszam, ewentualnie lekko potrząsam garnuszkiem z grubym dnem. Gdy karmel nabierze złotej barwy, zalewam go mlekiem z orzechami i gotuję aż karmel się rozpuści. W reszcie mleka rozpuszczam mąkę ziemniaczaną, dokładnie mieszam, dolewam do mleka -chwilę gotuję. Krem chłodzę, przed posypaniem posypuję gorzką czekoladą i odrobiną orzechów.

wtorek, 24 marca 2015

Zapiekana feta

Ostatnio wpadła mi w ręce kulinarna gazetka ukazująca greckie smaki. Cóż, musi być we mnie silna tęsknota za latem, bo wszystkie przepisy mogłabym zrobić natychmiast i zamienić dom na grecką tawernę. Jako,że akurat mogłam sobie pozwolić na spokojną dłuższą kolację postanowiłam spróbować zapiekanej fety w towarzystwie warzyw i oliwy. Zawsze zapiekałam fetę jako element zapiekanki, nigdy zaś jako główny składnik dania, byłam więc ciekawa efektu, a ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Feta staje się bardzo kremowa, delikatniejsza w smaku, świetnie komponuje się z dodatkiem papryki i pomidora. Charakteru dodaje chilli. Prosta i szybka przystawka, ciekawa kolacja, czy leniwe śniadanie-sami wybierzcie okazję. Mi ta feta wyjątkowo gra wieczorem, przyjemnie otula smakiem i aromatem, dla mnie to ostatnio wyjątkowo przyjemne zakończenie dnia. I Wy koniecznie spróbujcie.
Składniki :
Feta-2-3 grube plastry
Pomidor-połowa
Papryka czerwona-pół strąka
Chili-kawałek
Czerwona cebula
Bazylia suszona-szczypta
Pieprz świeżo mielony
Oliwa

Fetę układam na dnie naczynka do zapiekania. Następnie układam na niej plasterki czerwonej cebuli, pomidora i papryki. Całość oprószam suszoną bazylią i świeżo zmielonym pieprzem, polewam oliwą i zapiekam około 15 minut w 180 stopniach, Świetnie smakuje ze świeżą bagietką.

sobota, 21 marca 2015

Śniadanie po litewsku

O tym,że mam litewskie korzenie codziennie przypomina mi moje nazwisko i kilkakrotne prośby o przeliterowanie, zakończone- tak to się pisze?, niebywałe. Tak, moi dziadkowie pochodzili z Litwy, o ile babcia ma trochę polskich korzeni, o tyle dziadek był w 100 procentach Litwinem. Nie wiem ile procent ja mam "litewskości" we krwi, ale wiem,że lubię tamte smaki. No dobrze nie wszystkie smaki. Irytuje mnie polewanie wszystkiego śmietaną i skwarkami. Ale poza tym to kocham tamte smaki, które bardzo ciepło mi się kojarzą. Moja siostra z podróży do Kłajpedy wróciła z dodatkową torbą pyszności, które zamieniłam na smakowite śniadanie. Najpierw chleb, ciemny,całkowicie żytni, kiedy byłam ciut młodsza, ba nawet ze 3 lata wstecz nie mogłam się przemóc i zjeść więcej niż okruszek. Bardzo wyrazisty, gliniasty, z masą kminku. Do tego smaku trzeba po prostu dojrzeć. Następnie kiełbasa, tradycyjna, sucha , o intensywnym czosnkowym smaku. Ser, ni to twaróg,ni ser żółty. Nie tak "miękki" jak twaróg, nie tak suchy jak żółty. Cudownie wędzony z pomarańczową skórką, pełen przypraw-znów rządzi czosnek,miłość do niego mam więc zapisaną w genach, Litwini muszą go lubić. Ser jest cudowny, mogę go jeść niemal kilogramami. Nie znalazłam w okolicy czegoś podobnego-jedynie wędzony twaróg w jednym z dyskontów, ale podczas jarmarków i targów jedzeniowych zajrzyjcie koniecznie na litewskie stoisko i spróbujcie tych pyszności. Nie wiem czy takie śniadania jada się na Litwie-wstyd się przyznać.ale dopiero niebawem odwiedzę kraj moich dziadków. To raczej moja inwencja, wykorzystałam to co znalazłam w lodówce. Grzanki z ciemnego chleba. kiełbaska, ser. Zupełnie inna jajecznica. Warto ją spróbować nawet z lokalnych, łatwo dostępnych produktów, można nieźle zaskoczyć rodzinę nowym smakiem podczas niedzielnego śniadania. Chrupiące grzanki i kremowy ser-pychota.
Składniki:
2 kromki ciemnego, żytniego chleba-u mnie litewski
Kiełbasa-u mnie wiejska wersja kindziuka
Ser wędzony-gruby plaster
2 jajka
Odrobina masła
Szczypiorek
Pieprz
Kiełbaskę kroję dość drobno, podsmażam na łyżeczce masła. Na tłuszcz wrzucam chleb pokrojony w grubą kostkę, smażę aż będzie chrupiący. Ser kroję w dużą kostkę, siekam szczypiorek-na razie odstawiam na bok. Jajka rozkłócam z pieprzem i odrobiną wody, masę łączę z serem i szczypiorkiem. Wylewam na patelnię i smażę aż tylko jajka się delikatnie zetną-w ten sposób grzanki zostaną chrupiące. Podaje od razu.

czwartek, 19 marca 2015

Granola z morelami i przyprawami

Kwestiami śniadania w moim domu zawsze zajmował się tata. Mama lubiła długo spać, więc wyprawienie dziatek do szkół, przyrządzenie im śniadania i kanapek na drugie śniadanie było w taty rękach. Jako,że człowiek to zabiegany- odkąd pamiętam, rano najczęściej były płatki, najczęściej i tak poza przemieszaniem parę razy mlecznego posiłku nic nie jadłam, ale tata się nie poddawał i sypał do miseczki kuleczki, kwadraciki czy co tam jeszcze. Potem człowiek zaczął czytać co w tych płatkach jest i słodkich kuleczek i kwadracików nie było u nas w domu. Co innego musli, to pojawiało się dość regularnie. Ale kiedy musli zaczęło wychodzić nam bokiem i uszami dostałam od koleżanki przepis na domową granolę, ponoć cud nad cudami. Spróbowałam, bo byłam wtedy świeżo upieczoną studentką i rankiem najkorzystniej czasowo wciąż wychodziło zjedzenie płatków z jogurtem-w międzyczasie bowiem mleko solo przestało mi smakować. Robiłam wszystko zgodnie z przepisem, czekałam aż wszystko się upiecze i nim minęła połowa regulaminowanego czasu poczułam swąd spalenizny. Tak oto skończyła mi się moja przygoda z granolą na jakiś czas. Co było przyczyną porażki? Rodzynki i żurawina, którą zgodnie z radami panny A. dodałam od razu i zapiekłam z płatkami, nie polecam-chyba,że lubicie solidne wietrzenie. Ale ja się tak łatwo nie poddaję, od jakiegoś czasu domową granolę robię regularnie, testuję nowe smaki,a  dla pewności owoce dodaję już w odpowiednim czasie. W każdym razie korzystając z ostatnich zimowych dni zrobiłam niezwykle aromatyczną i rozgrzewającą granolę. Poranki-chociaż jasne i dość słoneczne wciąż są zimne i porcja tak rozgrzewającego zmysły śniadania na pewno się przyda. Co tu mamy?-zdrowe płatki owsiane,orzechy i słonecznik znalazł miejsce dla siebie,  sok jabłkowy, troszkę miodu, masę przypraw i słodziutką morelę. Dodatkowym plusem tego przepisu jest fakt, że w domu przez dwa dni pachnie wprost obłędnie-ta mieszanka przypraw i smaków naprawdę robi wrażenie. To co, idziemy piec śniadanie?
Składniki:
Płatki owsiane-szklanka
Pestki słonecznika- pół szklanki
Orzechy laskowe-2 garście
Suszone morele-3 garście
Sok jabłkowy-200 ml
Miód-3 łyżki
Wanilia-parę kropki ekstraktu
Po sporej szczypcie imbiru, cynamonu,mielonych goździków i gałki muszkatołowej

W garnuszku podgrzewam sok jabłkowy-najlepiej użyć soku świeżo wyciskanego, z miodem i wanilią, podgrzewam aż miód się rozpuści. W dużej misce łączę płatki, przyprawy, posiekane orzechy i pestki słonecznika. Dodaję płyn do mieszanki, dokładnie mieszam, wykładam masę na blachę do pieczenia wyłożoną papierem. Piekę około 20 minut w 180 stopniach, często mieszając masę łyżką, by równomiernie się upiekła. W międzyczasie namaczam morele, kroję je w drobną kostkę i dodaję do upieczonej granoli. Można przechowywać około tygodnia w suchym słoiku.








poniedziałek, 16 marca 2015

Ananasowo-kokosowo z kleksem czekolady

Pieczenie ciast to dla mnie świetny relaks. Zamykam się w kuchni, puszczam ulubioną muzykę, mieszam, kroję, dodaję i piekę. Po męczącym tygodniu nagrodą dla mnie jest zamknięcie się w kuchni, odcięcie do wszystkiego-oczywiście nie od muzyki, która musi wtedy mi grać i zajęcie kuchennymi sprawami. Ciasta są moją słabością, lubię je piec, lubię znajdować nowe smaki i łączyć w całość. Tym razem zrodziła się we mnie tęsknota za latem. Poprzedni weekend był cudowny-ciepły i słoneczny. Tymczasem ledwie 7 dni później znów rządziła późno zimowa nadmorska aura, czyli wietrznie, czyli chłodno, czyli szaro. Potrzebowałam czegoś z nutką wakacji, egzotyki, słońca. Ale jak to zrobić nie mając pod ręką pełnych słońca owoców? Ananas, puszka ananasa starczy by stworzyć namiastkę rajskiego klimatu. Do tego szczypta kokosa i kropelka czekolady. Mój szybki przepis na odrobinę wakacji zimą. Ciasto jest miękkie, niezbyt słodkie, kusi kokosowym aromatem i słodyczą ananasa. Bardzo je polecam bo naprawdę na moment przenosi w jakąś słoneczną krainę. Taki bilet do raju.
                                                           

 Składniki:
  Masło-125 gramów plus  łyżka
                                                         Mąka pszenna- 300 gramów
5 jajek

Śmietana 18 %-mały kubeczek
Cukier - 4 łyżki
Ananas-puszka
Czekolada min. 60% kakao-tabliczka
Mleko-2 łyżki
Wiórki kokosowe-5 łyżek
Proszek do pieczenia-1,5 łyżeczki
Ekstrakt z wanilii-parę kropel
Masło i bułka tarta do formy


 Wiórki kokosowe prażę na suche patelni przez minutę. Ananasy kroję w  kostkę-trzy plastry zostawiam na wierzch. Masło ucieram z cukrem na jasny krem, następnie pojedynczo wbijam jajka i ubijamy aż wszystko się połączy.Do masy maślano-jajecznej dodaję mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i ekstraktem z wanilii. Teraz czas na dodatek śmietany, i syropu ananasowego-wlewam go tyle ile zmieści się w kubeczku po śmietanie. Dokładnie mieszam całość. Jako ostatnie dodaję wiórki i kawałki ananasa. Ciasto wylewam do tortownicy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą, piekę je przez mniej więcej 45 - 50 minut w 175 stopniach. Zostawiam do przestudzenia.


Teraz czas na polewę. W rondelku roztapiam czekoladę, dodaję mleko i masło-mieszam i ciepłą czekoladą polewam ciasto. Na wierzchu układam pozostałe plastry ananasa przekrojone na pół.


piątek, 13 marca 2015

Kremowa owsianka z miodowym bananem

Zawsze się dziwiłam czemu dzieci w amerykańskich filmach dostają na śniadanie owsiankę i marudzą? Czemu wbijają łyżkę w gęstą masę i z obrzydzeniem wykrzywiają buzie? Czemu im aż tak to nie smakuje, skoro ja zajadam się owsianką z apetytem? Idealnie kremowa, ciepła, z kuszącymi dodatkami-owsianka nie musi być nudna czy niesmaczna. Teraz kiedy ranki wciąż są chłodne porcja solidnej owsianki na ciepło rozgrzewa i dodaje humoru. Nie będę rozpisywać się o zdrowotnych właściwościach płatków owsianych, ale nie skłamię kiedy powiem, że są zdrowe i w zasadzie korzyści z jedzenia odczuje i dziecko i dziadek. Mi porcja owsianki pomaga przetrwać ciężki dzień w pracy, zapewne to zasługa magnezu i witamin z grupy B. Zamiast szybkich kanapek i kawy w biegu możemy w parę chwil wyczarować pożywne śniadanie, które na długo nas nasyci i zapewni udany dzień. Żeby było jeszcze szybciej płatki można namoczyć wieczorem, a rano zalać gorącym mlekiem, będzie ekspresowo. Nie warto jednak zapomnieć o lekkim podprażeniu płatków, dotychczas trik ten stosowałam jedynie w przypadku kaszy jaglanej, ale lekkie podgrzanie suchych czy też surowych płatków daje im fantastycznego orzechowego posmaku, który całkowicie mną zawładnął. A z dodatkiem banana to już inna historia. Lekko karmelowy, słodki, i pięknie żółty. To co, zaczynamy dzień od owsianki i piątek 13 nam nie straszny.
Składniki:
Płatki owsiane - 5 łyżek
Mleko-Pół szklanki
Ekstrakt z wanilii-parę kropel
Banan
Masło-łyżeczka
Miód-łyżka
Płatki owsiane prażę w garnuszku przez minutę, zalewam je mlekiem z wanilią i gotuję aż płatki wchłoną mleko. W międzyczasie przygotowuję banana-kroję go w plastry i podsmażam na maśle przez minutę, dodaję miód i smażę całość kolejną minutę. Gorące banany układam na owsiance. Prawda, że banalnie proste?


wtorek, 10 marca 2015

Schabowy mojej mamy

Schabowy za zdrowy nie jest, to wszyscy wiemy.  Ale i tak go lubimy. Bo chrupiący, bo apetyczny, bo tradycyjny, bo kojarzy się z niedzielnym obiadem i jest po prostu domowy. W schabowym najbardziej kręci mnie panierka. Miałam taki czas w moim dzieciństwie kiedy jadłam znikomą ilość jedzenia-młoda i głupia byłam. Nachodziły mnie wtedy takie dni kiedy syropek na apetyt działał i rozbudzał mój apetyt na rzeczy dziwne. Dziwne, to znaczy na panierkę. Kotlecik grzecznie zostawiałam i zjadałam ją solo,a  na mamine pytanie co bym zjadła na obiadek rezolutna Madzia odpowiadała- paniereczkę poproszę. I mama mi smażyła samą panierkę, to nie żarty. Zdziwienie reszty rodziny było ogromne, bo jak tu można odrzucić porcję mięsa i jeść usmażoną bułkę tartą? Zresztą do dziś mam szalenie irytujący sposób jedzenia schabowego, najpierw zdejmuję z niego panierkę, zjadam mięso, a na końcu delektuję się moją ukochaną panierką. Dziwne prawda? W każdym razie moja mama zawsze robiła wyśmienite schabowe, co doceniłam idąc do gimnazjum i zaczynając jeść ciut więcej. Mama patrzyła jak smaży je babcia, ja jak smaży mama i tak robimy te nasze schabowe. Od czasu do czasu pozwalamy sobie na dzień pełen tradycji, taki kiedy na stole gość poczciwy schabowy z porcją puree i marchewką z groszkiem. Obiad jak za dawnych lat, bo tradycyjna kuchnia to coś co lubię najbardziej.
Składniki :
Kotlety schabowe bez kości- u mnie 5 sztuk
2 jajka
Bułka tarta- mniej więcej 5 łyżek
Mleko-2 łyżki
Olej rzepakowy-2 łyżki
Smalec-czubata łyżka
Sól, świeżo mielony pieprz
Do podania puree i marchewka z groszkiem

Kotlety rozklepujemy dość cienko, posypuję je solą i świeżo mielonym pieprzem. Jajka roztrzepuję z mlekiem, bułkę tartą wysypuję na osobnym talerzyku. Kotlety po kolei panieruję w bułce tartej, jajkach i znów w bułce. Zapanierowane przekładam na patelnię, gdzie wcześniej rozgrzałam mieszankę oleju i smalcu. Smażę je na średnim ogniu około 2  minut z każdej strony, a następnie przekładam do naczynia do zapiekania, polewam tłuszczem i dopiekam w piekarniku w 170 stopniach, przez około 8 minut. Dzięki takiej technice kotlety zostają soczyste i delikatne, a panierka jest idealnie chrupiąca. Polecam podać z puree i marchewką z groszkiem.






niedziela, 8 marca 2015

Prawie jak bajaderka

Jak byłam mała każdy spacer po Długim Targu, czy też lepiej znaną w świecie ulicą Długą, kończył się u Kaliszczka. To taka cukiernia, moim zdaniem najlepsza w Gdańsku. Cóż, dziś jej tam nie ma w tym reprezentacyjnym punkcie Trójmiasta, a to wielka strata. Strata dla każdego fana lodów-to tam można było kupić 20 lat temu tak oryginalne smaki jak kasztanowe, snikers, czy jogurtowe. Moim faworytem były straciatella-zawsze i wszędzie. Ale nie o lodach, moją ukochaną straciatellę zdradziłam nieraz z bajaderką. Najlepsze bajaderki kupowało się właśnie tam. Słodkie, ale nigdy nie przekraczające tej magicznej granicy zasłodzenia. Pełne bakalii, polane najlepszą na świecie kruchą i grubą warstwą czekolady i te wiórki na sam koniec, albo początek-zależy jak patrzeć. Tak, kocham bajaderki.Tak je kocham,że na egzaminie z historii XIX wieku wybrałam sobie temat kawiarnie i cukiernie i opowiadałam o przepisie na... bajaderki. Wiecie,że był to przysmak studentów,wcale nie z powodu smaku, ale cóż, robiony z cukierniczych odpadków był tani, sycący i świetnie zaspokajał głód studentów. Bajaderki przyczyniły się do niejednego małżeństwa, bo były najpopularniejszym ciastkiem randkowym-przy jednej można było spędzić cały dzień. Koniec lekcji historii.  Kocham też czekoladę i często mam potrzebę uprzyjemnienia sobie życia tym produktem. Tym razem nadmiar  negatywnych wrażeń spowodował, że marzyłam o sporej dawce czekoladowych endorfin. Nie miałam jednak wielkiej ochoty na pieczenie, popatrzyłam więc w głąb szafki-czekolada, orzechy, herbatniki i pierniki, dużo pierników z ostatniej wizyty w Toruniu-zrobię więc piernikowe bajaderki. Pyszne, o nieco innym,zimowym smaku. Słodkie, obłędnie czekoladowe. Jedna, druga, i już mi lżej na duszy... Zapraszam na prawie bajaderki. Prawie, bo niecodziennie z dodatkiem pierników. Piernikowa prawie bajaderka gości dziś na moim stole.
Składniki:
Pierniki-250 gramów (bez polewy i nadzienia)
Herbatniki- 50 gramów
Czekolada gorzka 70 % kakao-jedna tabliczka
Orzechy włoskie-trzy garście
Skórka pomarańczowa
Likier pomarańczowy- duży kieliszek
Mleko-2-3 łyżki
Masło-2-3 łyżki
Wiórki kokosowe
Ekstrakt z wanilii



Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej, dodaję mleko i masło. Pierniki razem z herbatniki rozgniatam-świetne ćwiczenie nomen omen. Do piernikowego pyłu dodaję roztopioną czekoladę i likier oraz parę kropli ekstraktu z wanilii.  Na koniec do masy dodaję posiekane orzechy włoskie i skórkę pomarańczową. Masę odstawiam na 15 minut w chłodne miejsce, następnie formuję z niej kule, obtaczam w wiórkach kokosowych i podaję. Ale najlepsze są paru godzinach w lodówce jak przegryzą się wszystkie smaki.


piątek, 6 marca 2015

Kokardki i Piersi

Nie wiem czy można nie lubić makaronu i możliwości jakie daje? Na ostro, na słodko, na obiad, na kolację. Masa kształtów i smaków. W zasadzie mogłabym makaron jeść codziennie. Najfajniejsze są te dania, które robi się szybko, łatwo, a przyjemność płynąca z jedzenia jest ogromna. Takie jest właśnie to danie o wdzięcznej nazwie Kokardki i Piersi. Niestety stan alarmowy w pracy trwa, więc czas jaki spędzam w kuchni muszę mocno ograniczyć, ale ograniczając czas, nie  chcę ograniczać smaku. Jak można wywnioskować z nazwy do przygotowania dania potrzebne są makaronowe kokardki i piersi, nie damskie, acz kurze. Do tego dosłownie parę innych składników i już. Mięso najlepiej zamarynować rano,w porze obiadowej będzie kusiło aromatem. Odejmując czas marynowania, który przecież nie wymaga naszej pracy, reszta zajmie nam tyle czasu ile trwa ugotowanie makaronu. A ten smak, ten aromat-niebiański. Mój brat trzy razy chodził po dokładkę, mówiąc-z ustami pełnymi makaronu ,że nigdy nie jadł tak pysznego połączenia makaronu i drobiu. To co, kokardki i piersi-łączmy je i zajadajmy.

Składniki:
Podwójna pierś z kurczaka
Makaron kokardki-ilość wedle uznania
Papryczka chilli
Spora cebula
Czosnek - 3 ząbki
Natka pietruszki-pół pęczka
Cytryna
Parmezan
Oliwa-łyżka
Sól, świeżo mielony pieprz
Marynata
Oliwa- 3 łyżki
Imbir-pół łyżeczki
Czosnek-2 ząbki
Papryka słodka-łyżeczka
Papryka ostra-łyżeczka
Tymianek-pół łyżeczki
Pieprz, sól

Zaczynam od przygotowania marynaty-z oliwą mieszam przyprawy i wyciśnięte ząbki czosnku. Umyte i osuszone mięso kroję w kostkę, zalewam marynatą i odkładam na minimum godzinę.
Po tym czasie gotuję makaron-moim zdaniem najlepiej pasują tutaj kokardki. Siekam drobno czosnek , chilli i cebulkę i podsmażam minutę na patelni, dodaję mięso razem z marynatą i smażę mniej więcej 10 minut. Gdy mięso jest gotowe dodaję odcedzony makaron, posiekaną  natkę pietruszki i sok z połowy cytryny. Całość podsmażam dosłownie minutę, a już na talerzu posypuję danie parmezanem. I gotowe, prawda,że prościutkie?


wtorek, 3 marca 2015

Gorąca czekolada z chilli

Ciężki czas nastał przed moim pracowniczym wcieleniem. Jako, że siostra wyjechała przez 10 dni dzielę się na dwoje, w zasadzie na troje. Nie wiem, którą stopą zacząć odbierać telefony-bo oczywiście rąk mi braknie. Do tego kiedy pani siostra siedziała na miejscu bywały dni, że z nudów liczyłyśmy śrubki, pani siostry nie ma, a ja nie nadążam z wypisywaniem faktur i zamówień. Po takiej dawce stresów w ciągu dnia wieczorem szukam wyciszenia przy dobrym filmie/książce i koniecznie filiżance gorącej czekolady. Podczas moich świąt z racji ogromnego zaziębienia oglądałam bardzo dużo świątecznych programów kulinarnych. W jednych z nich niestrudzony Jamie Oliver zachęcał by zimową porą popijać gorącą czekoladę. Podał idealny jego zdaniem przepis i mnie zauroczył. Raz  w tygodniu szykuję słoik mieszanki do przygotowania czekoladowej rozkoszy. Potem tylko gorące mleko, parę chwil i filiżanka pełna przyjemności już gotowa. Polecam przygotować neutralną mieszankę, bez przypraw. Dzięki temu za każdym razem można wyczarować zupełnie inną czekoladę. W końcu jednego dnia mam ochotę na ostre chilli, drugiego na rozgrzewający imbir, trzeciego uwodzi aromat wanilii, a potem kusi mnie łagodna pomarańcza. Zanurzcie się ze mną w czekoladowym świecie.

Składniki:
Kakao -7 łyżek
Gorzka czekolada 70 % -100 gramów
Cukier puder-4 łyżki
Sól-łyżeczka
Skrobia kukurydziana- czubata łyżka
ulubione przyprawy-chilli, imbir, wanilia, cynamon, skórka pomarańczowa, cytrynowa
Mleko

Czekoladę trę na tarce, mieszam z kakao, cukrem pudrem, solą i skrobią kukurydzianą. Mieszankę przekładam do słoika. Można dodać od razu wybraną przyprawę, lub dodać ją podczas gotowania . Do gotującego się mleka-150 ml, dodajemy 3 czubate łyżki mieszanki i ewentualnie przyprawę. Chwilę gotujemy razem i przelewamy do filiżanki.

niedziela, 1 marca 2015

Jogurtowa panna cotta z matchą i kiwi

Dzisiejszy przepis sponsoruje moja ulubiona kuzynka i jej japońska przygoda. Pewnego dnia panna Zofia postanowiła postudiować w Japonii i z tego kraju pachnącego kwitnącą wiśnią przysłała mi w pewien zimowy i paskudny dzień uroczą przesyłkę. W środku co prawda nie znalazłam wiśni, acz matchę. Jej zielony kolor wprowadził wiosnę w moim domu. Szczerze przyznaję, że trochę czasu zajęło mi wymyślenie jakiegoś ciekawego sposobu na wykorzystanie prezentu. W końcu chwilowo się poddałam i po prostu proszek w kolorze Shreka rozpuściłam w wodzie i wypiłam. I wtedy mnie olśniło-zrobię jogurtowy deser. Lekka, orzeźwiająca panna cotta jogurtowa w obłędnym kolorze podkręconym dodatkiem kiwi. Taką jogurtową panna cottę można podać jako zdrowy deser, albo przygotować ją na obłędne śniadanie. W zasadzie ten przysmak robi się sam, więc wieczorem wystarczą 3 minuty by rano zacząć dzień w niezwykle smaczny i optymistyczny sposób. Zresztą nieważne-na deser czy na śniadanie-ważne,że chwile spędzone w towarzystwie jogurtowej panna cotty będą przepyszne.

Składniki:
Jogurt grecki -250 gramów
Matcha- łyżka
Miód-łyżka
Żelatyna-pół łyżeczki
Kiwi


 Do ciepłej wody dodaję matchę , następnie czas na żelatynę. Jogurt ucieram z miodem, dodaję do zielonej mieszanki i przekładam masę do naczynia docelowego-miseczka, słoiczek, kubek. Masę wkładam do lodówki, przed podaniem dekoruję kiwi. I gotowe.
Jeżeli nie macie matchy śmiało możecie żelatynę dodać do mocnego naparu zielonej-bezsmakowej herbaty-najlepiej liściastej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...