Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

piątek, 27 lutego 2015

Kotlety ziemniaczne

Dopadło mnie. Nie wiedziałam co zrobić na obiad. Całkowity brak pomysłów. To już było, a na to nie mam ochoty, albo zjadłabym to,ale za dużo roboty. Chyba każdy ma takie dni. No cóż, nie zawsze trzeba być kulinarną boginią i na zawołanie mieć pomysł i energię na wyczarowanie wyjątkowego obiadu w środku tygodnia. Kiedy tak dumałam co tu podać przypomniało mi się, że bardzo dawno nie było na moim stole ziemniaczanych kotletów. A, że akurat parę dni kupiłam nową praskę do ziemniaków uznałam to za znak- czas obierać kartofle i szykować kotlety. W gruncie rzeczy to danie nie jest zbyt skomplikowane i nawet zbytnio czasochłonne. Śmiało można wykorzystać ziemniaki ugotowane dzień wcześniej, wtedy czas przygotowania kotlecików zdecydowanie się skraca. A poza tym dla mnie osobiście zabawa z ciastem czy to na kopytka, czy na kotleciki jest wielką zabawą. To miażdżenie, lepienie-jak to odpręża. A potem tylko chwilę smażymy i mamy pyszny obiad. Złociste, chrupiące z wierzchu i kremowe w środku. Do tego duszone pieczarki i obiad gotowy.
Składniki:
Kartofle-kilogram
Cebula-1 duża
Czosnek-2 małe ząbki
Jajko
Mąka pszenna - około 5 łyżek
Olej-łyżka
Masło klarowane
Sól, pieprz
Do podania duszone pieczarki

Kartofle obieram, myję i gotuję w osolonej wodzie. Zostawiam do ostygnięcia i zimne przeciskam przez praskę. Na oleju podsmażam cebulkę z czosnkiem, łączę z ziemniaczaną masą. Teraz czas na dodatek jajka i mąki- ilość mąki zależy od rodzaju ziemniaków-masa ma nie lepić się do rąk. Doprawiam solą i pieprzem. Formuję kotleciki, podsmażam je na klarowanym maśle na złoty kolor, podaję na przykład z duszonymi pieczarkami.





wtorek, 24 lutego 2015

Drożdżowe bułeczki z powidłami

Zapach świeżo upieczonego drożdżowego ciasto to dla mnie kwintesencja domu. Synonim słowa-domowy i rodzinny. Ten zapach towarzyszył mi od dziecka i wyjątkowo wbił się w pamięć. Moja mama nie lubi piec,ale do ciasta drożdżowego posiada niezwykłą smykałkę i to ona nauczyła mnie jak robi się to wymagające ciasto tak by było najprostszym ciastem na świecie.Ostatnio odczułam niedosyt drożdżowego ciasta w moim domu, raz, dwa i zabrałam się do przygotowania prostych, a jakże pysznych bułeczek nadzianych powidłami śliwkowymi. Takie bułeczki są uniwersalne, podane rano z kubkiem kakao stanowią pyszne śniadanie, zjedzone na drugie śniadanie dodadzą energii w pracy, a spałaszowane na deser dostarczą dużo przyjemności. No dobrze, ale co zrobić by ciasto zawsze się udało? Po pierwsze zawsze używam świeżych drożdżowy-suszone mam tylko na te chwile gdy z rana najdzie mnie ochota na racuszki, do ciasta używam wyłącznie świeżych. Po drugie masło-margarynie mówimy nie, to masło dodaje smaku. Trzecie- ręce. Nawet najlepszy mikser nie wyczuje tego momentu kiedy ciasto jest idealnie zagniecione. Po czwarte- cierpliwość, bo mając w perspektywie takie wypieki można ją łatwo stracić, a nasze ciasto chce spokojnie urosnąć. I to tyle, raz, dwa i trzy-bułeczki gotowe.


Składniki:
Drożdże -1/3 paczki
Mąka pszenna-350 gramów
Mleko-szklanka
Masło-125 gramów
Jajko
Cukier-5 łyżek
Skórka z cytryny
Powidła Śliwkowe
Cukier puder

Zaczynam od zaczynu-rozcieram drożdże z  dużą łyżką mąki, łyżką cukru i dwiema łyżkami mleka. Zostawiam go na 15 minut, aby podwoił swoją objętość. 

Roztapiam masło, zostawiam na chwilę i dolewam mleko-szybciej ostygnie, a ja lubię oszczędzać czas. Do dużej miski wsypuję mąkę, dodaję mieszankę masła i mleka, cukier, skórkę cytrynową, jajko a  na końcu zaczyn. Całość mieszam łyżką, a następnie zagniatam ręcznie. Niestety trzeba w to włożyć trochę pracy, ale już za chwilę ciasto powinno przestać lepić się do rąk. Gdy da się uformować w gładką kulę przykrywam je ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia-mniej więcej trwa to godzinę. Ja zawsze stawiam miskę obok czajnika, w którym przed chwilą zagotowałam wodę. Nie wiem czy to jakiś przesąd, czy naprawdę to ciepło przechodzi na ciasto, ale działa-rośnie jak szalone. Tak więc zostawiamy ciasto w spokoju, a my mamy czas dla siebie.
Gdy ciasto pięknie wyrośnie, odrywany po kawałku, spłaszczamy, na środek kładziemy łyżeczkę powideł śliwkowych-najlepiej domowych. Zlepiamy i formujemy kule, układamy je w formie do pieczenia i wstawiamy do dobrze nagrzanego pieca na 25 minut w 180 stopniach. Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem. 


Pieczemy słodkie drożdżówki

sobota, 21 lutego 2015

Lekki torcik czekoladowo-brzoskwiniowy

Ostatnie dni są niezwykle słoneczne. Ta dawka słońca zainspirowała mnie do stworzenia wyjątkowo słonecznego ciasta, a w zasadzie torciku. Mam nadzieję,że po wyjątkowo ponurym styczniu ta słoneczna aura utrzyma się jak najdłużej. Niezmiernie lubię te chwile gdy po dość męczącym tygodniu mogę zrelaksować się przy kawałku ciasta i przyjemnej lekturze-w tym tygodniu wracam do historycznych pozycji, ale tym razem czytam z przyjemności, a nie. z powodu egzaminów. Dzisiejsze ciasto to mocno czekoladowy i wilgotny spód. Uwielbiam zapach pieczonego ciasta czekoladowego-pewnie nie tylko ja. Na wierzchu znalazło się miejsce dla kremu z twarogu-lekka kwaśność i świeżość sera idealnie łączy się słodyczą brzoskwini. Chociaż słodycz brzoskwini przełamałam imbirem, słońce słońce, ale zima zimą i warto korzystać z uroków rozgrzewających przypraw. Myślę,że to świetne ciasto na zimowy, ale jakże słoneczny weekend. 
Składniki:
Ciasto:
Masło-120 gramów
Mąka pszenna -300 gramów
3 jajka
Kakao-3 łyżki
Cukier-6 łyżek
Proszek do pieczenia-1,5 łyżeczki
Ekstrakt z wanilii-łyżeczka
Woda-4 łyżki
Masło i kasza manna do formy
Krem:
Twaróg mielony w kostce-400 gramów
Masło-80 gramów
Puszka brzoskwiń
Cukier puder- 3 łyżki
Sok z cytryny-łyżka
Imbir-spora szczypta

W rondelku roztapiam masło, dodaję 4 łyżki wody, kakao i cukier. Gdy masło się roztopi masę zdejmuję z ognia i studzę. Dodaję do niej mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia oraz jajka. Na koniec przyszedł czas na ekstrakt z wanilii- całość mieszam dokładnie. Ciasto wylewam na wysmarowaną masłem i posypaną kaszą tortownicę, piekę 30 minut w 180 stopniach.

Kiedy ciasto się studzi czas na krem. Twaróg ucieram z masłem, cukrem pudrem i 2 łyżkami syropu spod brzoskwiń. 2 owoce kroję w kostkę -drobną i dokładam do kremu. Masę wstawiam do lodówki. Resztę brzoskwiń kroję w ćwiartki i znów na pół, przekładam je do rondelka, zalewam 2 łyżkami syropu, sokiem z cytryny i imbirem, duszę około 5-7 minut-owoce mają przejść imbirowym aromatem. 

Kiedy wszystkie części torciku są już gotowe smaruję spód połową kremu, na środek wykładam brzoskwinie, a dookoła wyciskam resztę kremu przy pomocy rękawa cukierniczego. Do czasu podania lepiej trzymać je w lodówce, najlepsze jest po nocnym pobycie w lodówce-krem jest idealnie gęsty i kremowy.







Twarogowe słodkości 2

czwartek, 19 lutego 2015

Jajko w grahamce


Lubię wyjazdy, ale jakoś ciężko mi wrócić do rzeczywistości. Powolne poranki czas zamienić z powrotem na bieganinę i śniadanie w niekoniecznie spokojnym tempie. Ale nie, postanowiłam,że ten pierwszy ranek przed powrotem do pracy będzie spokojny i co najważniejsze smaczny. Na śniadanie przygotowałam więc pożywny zestaw składający się z jajka zapiekanego w grahamce. Ranki zrobiły się naprawdę chłodne, więc takie śniadanie wprost z piekarnika okazało się idealne. Nie tylko świetnie rozgrzewa, ale i pozytywnie nastraja-kto nie uśmiechnąłby się na widok rozpływającego się żółtka? Mniam. No i najważniejsze  mój pierwszy posiłek zrobił się błyskawicznie, dużo szybciej niż standardowa jajecznica. Do jajka i grahamki dodałam warzywa, kubek zbożowej kawy ze szczyptą cynamonu, jeszcze rzut oka na ciepłą wciąż prasę i można dziarsko ruszać na spotkanie nowego dnia. Śniadaniowe jajko w grahamce zaprasza.
Składniki:
Grahamka
Jajko
Pomidor
Szczypior
Plaster gotowanej szynki
Sól,pieprz
Z bułki odcinam wierzch, ugniatam środek, wyścielam go gotowaną szynką, dodaję pokrojone w drobną kostkę pomidory i garść szczypiorku. Na wierzch wbijam sparzone jajko, posypuję świeżo mielonym pieprzem i odrobiną soli. Zapiekam około 6-7 minut-jeżeli żółtko ma być półpłynne, a 10 jak ma być bardziej ścięte. Jem póki gorące.





(Nie) nudna kanapka ed II

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kopytka

Wybyłam na jakiś czas. Nie powiem niespodziewany wyjazd bardzo mnie zrelaksował, a do tego był wyjątkowo smaczny, szczególnie zaś bogaty był w słodkie smaki, które zdaje się były podstawą mojej wyjazdowej diety. Ale cóż, wszystko się kończy -nawet lutowy urlop. Wracamy do domu po podróży i cóż, zawsze wtedy mam wielką ochotę na coś typowo domowego, smacznego i nie musi być to co nad wyraz prostego, wszakże wróciłam z nową energią. A może by tak stworzyć kopytka? Dawno nie gościły na moim stole, więc zakasałam rękawy i zabrałam się za produkcję kartoflanej przyjemności. Po paru dniach kulinarnego zastoju zagniatanie i wykrajanie to najlepsze co może mnie spotkać. Typowo domowe ziemniaczane kluseczki, polane tłuszczykiem-na chwilę zapominam o  poziomie cholesteloru, podane z surówką-wszystko dobre, ale w domu i tak wszystko smakuje najlepiej.


Składniki:
Kartofle-kilogram
Mąka pszenna-szklanka
Jajko
Sól-łyżka

Kartofle obieram i gotuję w osolonej wodzie, zostawiam do ostygnięcia. Przeciskam przez praskę, dodaję sól, szklankę mąki i jajko. Zagniatam gładkie ciasto, formuję wałek i nożem odcinam po skosie pojedyncze kopytka. Gotuję je 5 minut w osolonej wodzie, podaję z ulubionymi dodatkami.



piątek, 13 lutego 2015

Serniczki w jabłku


Spotkanie z przyjaciółką, babski wieczór-która  z nas tego nie lubi? Nie tylko można odetchnąć od codzienności, to jeszcze tworzymy okazję by podczas plotek zjeść coś pysznego i koniecznie słodkiego. Tym razem nie chciałam piec klasycznego ciasta, chciałam podać coś lekkiego, delikatnego,a  jednocześnie maksymalnie prostego. Może pieczone jabłko? Fajny pomysł, ale powiedzmy sobie szczerze jakoś tak za prosto, za mało wymyślnie. A może by tak do tego jabłka coś włożyć, ma być delikatnie więc środek wypełniam masą sernikową. Sernik w jabłku-niebo w gębie. Dzięki jabłkowej otoczce serniczek jest maksymalnie delikatny i kremowy. Same jabłko zyskuje zaś fantastyczną śmietankową nutę. I najważniejsze, całość robi się błyskawicznie, a do tego jest tak proste w przygotowaniu, że koniecznie musicie to zrobić. Szybki i przepyszny deser? Ten serniczek będzie u mnie pojawiał się zdecydowanie częściej. Warto go podać na walentynkową ucztę, nawet dla samej siebie. Ja tak zrobię, rozpieszczę samą siebie.

Składniki:
Jabłka-6 twardych i sporych sztuk
Twaróg mielony-300 gramów
Jajko
Budyń śmietankowy- 2 łyżki
Cukier puder-3 łyżki
Cynamon-szczypta
Do podania mleczna czekolada, sezamki



Jajko ucieram z cukrem, partiami dodaję twaróg i delikatnie ucieram. Dodaję budyń w proszku i cynamon, masę wkładam do lodówki. W tym czasie myję jabłka, odcinam wierzchy, wydrążam gniazda nasienne,a  w wolne miejsce wlewam masę sernikową. Całość zapiekam 20-25 minut w 180 stopniach. Po upieczeniu zostawiam w piekarniku na 5 minut, wierzch posypują tartą czekoladą i sezamkami. Można jeść na gorąco jak i po ostudzeniu.

wtorek, 10 lutego 2015

Torcik kokosowo-wiśniowy z czekoladą

Przyznaję się bez bicia-nie jestem specjalistką ani od pieczenia, ani od smakowania tortów. Mam od dzieciństwa sporą skazę. Zaczęło się od mojej babci, która każdą rodzinną uroczystość, czy też zwykły niedzielny obiad umilała tortem. Tort babci składał się z kupnego niezwykle suchego biszkoptu nasączonego wodą z cukrem. Za krem służyło masło, masło utarte z żółtkiem i cukrem. No chyba, że babcia miała ochotę na drobne szaleństwo, wtedy do kremu dodawała kakao. Istny szał. Całość była ta słodka, że od samego patrzenia można było zapaść na cukrzycę. I co tu dużo kryć, efekt końcowy był marny skręcający w stronę mizerny. Mimo wszystko babcia była zachwycona ze swoich wypieków, czy też raczej deserów i nie zamierzała przestać nas nimi karmić. Na szczęście w końcu przyszedł ten czas, że sama zaczęłam piec i babcia ze swoim pseudo tortem poszła na zasłużoną emeryturę. Cóż, nie garnęłam się do produkcji nowych tortów, ale są takie sytuacje kiedy trzeba po prostu je zrobić. I mi przydarzyła się taka okazja, a że potrzeba matką wynalazków powstało ten oto torcik. Ciasto waniliowe jest pyszne, mówiąc szczerze mogłabym je zjeść bez innych dodatków-uwaga tak pachnie, że trzeba eksmitować wszystkich łakomczuchów podczas pieczenia. Na cieście mamy trzy warstwy, pierwsza to masa wiśniowa, prosta, ale kwaskowata. Druga to część kokosowa- delikatna, rozpływająca się w ustach. Na wierzchu mamy wspaniałą gorzką czekoladę. Całość smakuje rewelacyjnie i myślę,że świetnie się sprawdzi podczas ostatkowych spotkań.
Składniki:
Ciasto:
Jajka-4
Cukier-pół szklanki
Mąka pszenna- 300 gramów
Masło-1/3 kostki
Proszek do pieczenia-1,5 łyżeczki
Ekstrakt waniliowy- 1,5 łyżki
Masło i bułka tarta do formy
Masa wiśniowa:
Konfitura wiśniowa-słoiczek
Biszkopty-10 sztuk
Masa kokosowa:
Budyń waniliowy-1,5 paczki
Mleko-600 ml
Wiórki kokosowe-1,5 szklanki
Cukier puder-4 łyżki
Polewa:
Gorzka czekolada 70%-tabliczka
Masło-łyżeczka
Wiórki kokosowe do dekoracji


Najpierw należy upiec ciasto. Jajka ucieram z cukrem, dodaję ekstrakt waniliowy-cóż za zapach prawda? Topię masło, gdy się studzi przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia i łączę z maślaną masą. Na koniec wlewam masło i mieszam-ciasto będzie gęste. Ciasto wylewam na wysmarowaną masłem i wysypaną bułką formę. Piekę je 25 minut w 180 stopniach i zostawiam do ostudzenia.
Kruszę biszkopty i rozcieram je w  moździerzu na pył, łączę z wiśniową konfiturą i masą smaruję wystudzone ciasto. Teraz czas na masę kokosową.


Oczywiście możemy budyń ugotować samodzielnie, ja jednak musiałam skorzystać z gotowego, gdyż ciasto piekłam po pracy i zwyczajnie zabrakło mi czasu.  450 ml mleka podgrzewam, w międzyczasie rozdrabniam proszek budyniowy z 50 ml mleka, mieszankę wlewam do gotującego się mleka i gotuję gęsty budyń. Zostawiam na chwilę, w tym czasie wiórki kokosowe zalewam resztą mleka i zasypuję je cukrem, mieszankę kokosową przekładam do budyniu i mieszam-krem powinien wyjść dość gęsty. Warto wstawić go na pół godziny do lodówki a następnie rozsmarować na masie wiśniowej. Całość chłodzę przez godzinę.
Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej, dodaję łyżkę masła i dokładnie mieszam. Polewą smarują wierzch ciasta-najlepiej zrobić to szerokim nożem. Ciasto dekoruję wiórkami i znów wstawiam do lodówki na minimum godzinę. I torcik gotowy. Delikatny, rozpływający się w ustach, ciekawy w smaku. Polecam.


Karnawałowe Słodkości!

niedziela, 8 lutego 2015

Pad Thai

Moja mama po spróbowaniu tego dania w Berlinie zakochała się w nim bez pamięci. Do tego stopnia się w nim zakochała, że kazała siostrze zdobyć przepis od pary właścicieli tak by rodzina mogła cieszyć się tym smakiem w domu. Przepis  przetłumaczony dostałam od siostry. Niestety moja 6 letnia nauka języka niemieckiego poszła w głąb lasu. Okazałam się szalenie oporna i mimo samych piątek ze sprawdzianów dziś potrafię jedynie się przedstawić i poprosić o strudel z jabłkiem. I tyle. Nie, potrafię jeszcze poprosić o różową bluzeczkę w stylu Paris Hilton. Ale wracamy do dania. Pad Thai robiłam 3 razy. Za pierwszym razem użyłam trzech łyżeczek pasty tamaryndowej, i to był błąd. Pasta okazała się bardzo słaba w smaku, tak słaba, że całość wyszła dość nijaka-jedynie tatko nie lubiący ostrych dań wyrażał zachwyt. Następnym razem użyłam nowej pasty, i dobrze, że spróbowałam sosu przed dodaniem do potrawy, ostrość biła po kubkach smakowych. Zrobiłam więc sos raz jeszcze, tym razem z mniejszą ilością pasty, i całość wyszła genialna-morał sos należy zawsze spróbować bo pasta paście nierówna. W ostatnich dniach znów powtórzyłam tę świetną kombinację ryżowego makaronu, kurczaka, wędzonego tofu i aromatycznego sosu. Świetnie danie dla wszystkich szukających nowych, zaskakujących smaków. Ja się w nim zakochałam.



Składniki:
Sos:
Sos rybny-3 łyżki
Cukier-3 łyżki
Pasta tamaryndowa- 2 łyżki
Suszone chilli-duża szczypta
Sok z małej limonki
Makaron ryżowy-250 gramów
Pierś  z kurczaka
Czosnek-3 ząbki
Tofu wędzone
3 jajka
Szczypiorek - pęczek
Olej ryżowy-2 łyżki
Orzechy ziemne do podania

Zaczynam od przygotowania sosu-wszystkie składniki mieszam w miseczce i dokładnie rozcieram, aby cukier przestał być wyczuwalny. Odkładam na bok.
Makaron ryżowy zalewam wrzątkiem i zostawiam na 3-4 minuty, następnie odcedzam i odkładam na bok.
W woku rozgrzewam olej, dodaje posiekane ząbki czosnku, podsmażam minutę, dodaję kurczaka pokrojonego w kostkę. W międzyczasie w kostkę kroję wędzone tofu-można dodać zwykłe, ale wędzone nadaje daniu dużo ciekawszy smak.  Gdy kurczak się podsmaży-trwa to około 4-5 minut, dodaję tofu i całość podsmażam dosłownie minutę i wbijam do woka jajka, całość dokładnie roztrzepuję i podsmażam przez minutę. Teraz czas na makaron-przekładam go na patelnię, smażę go przez minutę, po czym dodaję połowę szczypiorku i sos. Mieszam dokładnie całość i smażę około dwóch minut. Na talerzu posypuję pad thai szczypiorkiem i garścią orzechów.


czwartek, 5 lutego 2015

Piwne pierożoki z morelowym nadzieniem

Karnawał w pełni. Epicentrum smażenia pączków, faworków i innych słodkości. Ja do tematu podeszłam z innej strony. Przygotowałam bowiem piwne pierożki pieczone, wypełnione morelową konfiturą. Nie jestem fanką piwa, aż wstyd powiedzieć, ale w swoim życiu kupiłam jedynie dwa piwa, tak, dwie butelki i to tylko do celów kulinarnych. Ale coś mnie ciągnęło do właśnie tego deseru. Piwne ciasto okazało się rewelacyjne, nie tylko w smaku, ale i w przygotowaniu. Jest mięciutkie, bardzo plastyczne, wspaniale się z nim pracuje. Pierwszy raz z czystym sumieniem mogę powiedzieć-wałkowanie to wielka przyjemność. Na nadzienie wybrałam domowej produkcji morelową konfiturę z wanilią, wspaniale podkreślała lekko piwny smak ciasta. Sama nie wiem ile wyszło mi ostatecznie tych pierożków, wiem, że zniknęły zdecydowanie za szybko, a w moim domu słyszę teraz-kiedy zrobisz więcej? Może więc i Wy je zrobicie? Lekkie, kruche z delikatną goryczką i słodyczą nadzienia. Oj potrafią uderzyć do głowy....
Składniki:
Mąka krupczatka-350 gramów
Masło- 200 gramów
Piwo jasne-szklanka
Jajko
Cukier puder-4 łyżki
Słoiczek konfitury-u mnie morelowa
Masło siekam i łączę z mąką. Dolewam szklankę piwa, wbijam jajko i zagniatam ciasto. Gdy będzie gładkie formuję kulę, zawijam ją w folię i odstawiam na godzinę do lodówki. 

Po tym czasie wałkuję ciasto-nie musi być bardzo cienkie. Wycinam kwadraty, na środek wykładam porcję konfitury, zlepiam w pierożki, dociskam brzegi i piekę 20 minut w 185 stopniach. Jeszcze ciepłe obtaczam w sporej dawce cukru pudru.



Karnawałowe Słodkości!

wtorek, 3 lutego 2015

Pomidorowy przekładaniec.

Naszła mnie ostatnio ochota na śniadanie na ciepło, ale nie w formie owsianki czy innej kaszy. Zachęcona oczywistym sukcesem piłkarzy ręcznych postawiłam na sprawdzone biało-czerwone barwy. Mogłabym powiedzieć, że z tego też powodu pominęłam oczywisty składnik zestawienia-pomidor-mozzarella-bazylia. Nie byłaby to prawda, moja bazylia postanowiła po prostu zakończyć żywot i nie podzieliła się ostatnim listkiem. Cóż, zamiast bazylii wybrałam więc mniej oczywisty miks rozmarynu i szczypty zmiażdżonego czosnku. Bazylia powinna się wstydzić, połączenie wyszło tak ciekawe, że długo nie spojrzę w jej stronę- przynajmniej w tej kombinacji. Tak mi zasmakowało owe połączenie, że zajadałam się nim i na śniadanie i na kolację. Bajecznie proste,a  bajecznie pyszne. I jak niewiele potrzeba by dobrze zacząć-zakończyć* dzień.
*-niepotrzebne skreślić.
Składniki:
Pomidor-duży  i twardy
Mozzarella-kulka
Oliwa-łyżka
Rozmryn-łyżeczka świeżych bądź suszonych igiełek
Czosnek-jeden zmiażdżony ząbek
Do podania razowe pieczywo
Pomidora myję, kroję na trzy części. Oliwę mieszam z czosnkiem i rozmarynem, mieszanką smaruję kawałki pomidora i piekę je w piekarniku przez 20 minut. Mozzarellę kroję na plastry, przekładam nimi plastry pomidora formując wieżę. Całość zapiekam aż mozzarella się rozpuści, przekładam na talerz i gotowe. Idealnie smakuje w razowym chlebem na zakwasie.



niedziela, 1 lutego 2015

Masala sernik

Jak już pisałam parę razy jestem wielką fanką jedzenia i pieczenia serników. Przez długi czas piekłam tylko jeden rodzaj, najbardziej tradycyjny, bez spodu, bez zbędnych dodatków. Ale naszła mnie chęć na eksperymenty, stąd też pomysł na ten sernik. Bardzo aromatyczny, lekko korzenny, pikantny, świetnie wpisujący się w zimową porę. Sernik z przyprawami rodem z Indii stoi sobie na bardzo chrupiącym spodzie, po środku znajdziemy warstwę przepysznie czekoladowego  ganache, a z wierzchu całość otula czekoladowa otoczka. Dla mnie rozpusta idealna,czekolada, sernik i przyprawy. Mój brat-rodzinny sernikowy autorytet, uznał, że ma z nim pewien problem. Wielbi bowiem ten świąteczny sernik, zaś ten jest tak pyszny,że mógłby stać się jego ulubionym. I gdzie tu problem? Bo jak w takim razie będą wyglądały przyszłe święta, kiedy on zechce te dwa rodzaje sernika? Muszę przyznać, że i ja mam ten sam dylemat. Spróbujcie sami, w końcu mamy karnawał, i czas na kulinarne szaleństwa. A jak wiadomo czekolady w naszym życiu nigdy dość. A czekolada w połączeniu z sernikiem? Mniam.
Składniki:
Spód:
200 gramów pełnoziarnistych herbatników
100 gramów roztopionego masła
Ganache:
Śmietanka 36 %- 300 ml
Czekolada gorzka 70 % kakao- 125 gramów
Masa serowa:
Po łyżeczce-imbiru,cynamonu,goździków mielonych,kardamonu,pieprzu,soli,wanilii-ekstrakt, gałki muszkatuowa
Twaróg -1 kilogram
Jajka - 3 sztuki
Cukier-125 gramów


Herbatniki dokładnie rozdrabniam, łączę z roztopionym masłem. Na dno tortownicy wysypuję mieszankę i dokładnie ugniatam. Spód wstawiam do piekarnika i piekę 10 minut w 180 stopniach.
Teraz czas na ganache. Podgrzewam śmietankę, gdy zaczyna wrzeć zdejmuję ją z ognia,wrzucam posiekaną czekoladę i mieszam aż się rozpuści. Odstawiam do ostygnięcia.


Wszystkie przyprawy mieszam w miseczce. Ser mielę-ja użyłam mielonego na sernik,ale w kostce, nie sernikowego w wiaderku, którego tradycyjnie nie polecam. Twaróg ukręcam z jajkami, dodaję cukier i przyprawy. 


Na ciasteczkowym spodzie rozsmarowuję połowę ganache. Na czekoladę bardzo delikatnie kładę masę serową. Całość piekę 40 minut w 180 stopniach. Gdy sernik ostygnie, dekoruję go resztą ganache. Gdyby czekoladowa masa zbyt zgęstniała należy ją podgrzać.




smallpl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...