Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

wtorek, 30 grudnia 2014

Serowe placuszki i kasztanowy krem

Sylwester. Moje najbardziej szalone przywitanie Nowego Roku miały miejsce w dzieciństwie. Rodzice zawsze zapraszali znajomych z dziećmi, to dopiero była zabawa. Cała noc dla nas. Cała noc śpiewania z dezodorantem w ręku, noc grania w Bingo przy pomocy czekolady i mini Olimpiada w pokoju czyli tańce w skarpetach a'la łyżwy. Było fajnie. Potem zaczęłam dostrzegać ,że powitanie Nowego Roku to jednocześnie żegnanie tego Starego, a ja zasadniczo nie lubię rozstań i pożegnań. Kiepsko mi myśleć,że czas ucieka, dlatego nie potrafię cieszyć się jakoś szczególnie z sylwestrowej nocy. Przedpołudnie tak jak rok temu spędzę w pracy, będę liczyć gwoździe, zamki i śrubki. Potem w domu upiekę ciasto, przygotuję wielki dzban gorącej czekolady, i w towarzystwie książki i dobrego filmu doczekam północy. A rano. A rano zrobię się leniwe i słodkie śniadanie w rytm radiowego Topu Wszech  Czasów. Rozpływające się w ustach serowe racuszki o piernikowym aromacie, krem kasztanowy i migdały. Szybkie, królewskie śniadanie.



Składniki na 10 placuszków:
Serek waniliowy - 250 gramów
Jajko
Mąka pszenna - 3 łyżki
Przyprawa do piernika- łyżka
Proszek do pieczenia- pół łyżeczki
Klarowane masło- łyżka
Do podania- krem kasztanowy
 migdały w płatkach

Przygotowanie jest dziecinnie proste. Serek roztrzepuję z jajkiem- lepiej wybrać serek z mniejszej mleczarni, z dobrym składem. Do masy dodaję mąkę i proszek do pieczenia, a na sam koniec przyprawę do piernika. Całość mieszam. Na patelni rozgrzewam odrobinę klarowanego masła i smażę cienkie placuszki. Podaję je z kasztanowym kremem i migdałami.




sobota, 27 grudnia 2014

Zimowe ciasteczka imbirowe z masą makową

Jak minęły Święta? Moje niestety były zakichane. Owszem poczułam zapach czosnkowej szynki, mocno czosnkowej szynki. Ewentualnie trochę przypalony bigos rozochocił moje uśpione i stłumione przez chorobę kubki smakowe. Niestety w tym roku nie mogłam poczuć świąt w pełni. Dlatego wczoraj wieczorem czując lekką przeziębieniową poprawę zrobiłam sobie dogrywkę. Jako, że świąteczne ciasta zniknęły a mnie naszła ochota na drobne słodkości zagniotłam szybko ciasto, mocno imbirowe rozgrzewające ciasteczka. A do tego makowa masa. W moim domu tradycyjnie makową masę robimy na Wigilię, pełną miodu i bakalii. Pojawiła się też w tym roku, została błyskawicznie wyjedzona, przodowała w tym babcia. Na szczęście maku u nas dostatek- każdy po kolei kupował po kilogramie myśląc, że nikt inny o tym nie pomyślał. Pomyślał, stąd jedna szuflada zamieniła się w makowy skarbiec. Nadwątliłam zapasy i zrobiłam rodzinie niespodziankę. kiedy strudzeni odwiedzacze szopek-w tym roku niestety beze mnie wrócili do domu czekały na ich królewskie zapachy i smaki w postaci słodkich kanapeczek. W sam raz na godne zakończenie świątecznego weekendu. 
Składniki:
Ciasteczka imbirowe
Mąka pszenna - 300 gramów
Margaryna Palma Bielmar- 100 gramów
Masło- 50 gramów
Jajko
Cukier- 50 gramów
Proszek do pieczenia- łyżeczka
Imbir -Łyżka
Odrobina zimnej wody
Masa makowa:
Trzykrotnie zmielony mak- 2 szklanki
Miód-3 łyżki
Masło-łyżka
Dowolne bakalie- u mnie rodzynki, żurawina, daktyle,figi, orzechy włoskie, migdały, suszona morela, skórka pomarańczowa i cytrynowa
Rum-3 łyżki

Najpierw przygotowujemy ciasteczka. Siekam masło z mąką, jajkiem, cukrem i imbirem. Ugniatamy szybko kruche ciasto. Gdyby było za twarde,dodaję wodę. Kulę z ciasta odkładam na godzinę do lodówki.
Schłodzone ciasto wałkuję i wycinam foremkami dowolne kształty-u mnie mniejsze i większe kwiatki. Ciasteczka piekę przez 8-10 minut w dobrze nagrzanym piekarniku w 185 stopniach. Studzę.
Teraz czas na masę makową. Podgrzewam masło z miodem i zostawiam na chwilę do ostudzenia, a a następnie łączę płynną masę z makiem. Namoczone w rumie bakalie dodaję do maku. Całość mieszam i przekładam do miseczki.

Teraz czas na przygotowanie kanapeczek. Na większe ciasteczko nakładam porcję masy, przykrywam ją mniejszym ciasteczkiem i dekoruję połówką orzecha. 



Ciasta czy ciasteczka?

wtorek, 23 grudnia 2014

Świąteczne makowe tosty francuskie

Do kolacji wigilijnej zasiadamy całą naszą małą rodziną. Nie obywa się przy tym bez tradycyjnej kłótni-czemu tak późno? Ja jestem głodna/głodny. Mamo kiedy będziemy jeść? Mamo, padam z głodu. Tato nie obrażaj się i siadaj w końcu do stołu. I tak dalej. Sytuacja jest analogiczna w świąteczne śniadania. Ścierają się w moim domu dwie wersje. Jedna to ja i tata, wstajemy wcześnie i wcześnie robimy się głodni i chętni na małe co nieco. Druga opcja wstaje koło 10 i do 12 trzyma nas w niepewności-już będziemy jeść czy jeszcze nie? Jako, że moja opcja jest mniej liczna zazwyczaj musimy cierpliwie czekać aż reszta raczy wstać i zaszczyczyć nas swoją obecnością przy suto zastawionym stole. Aby uniknąć w świąteczne śniadanie sytuacji z wieczoru dnia poprzedniego i tego jeszcze przed robimy sobie z tatą naszą małą wersję świątecznego śniadania. Niby nic wielkiego, a pozwala w spokoju doczekać do południa. A ile daje przy tym radości. Nasza specjalna wersja świątecznych tostów w smaku przypomina makowiec. Chałka, mak, sok z pomarańczy i odrobina cukru pudru. Tym razem przetestowałam wersję z napojem sojowym zamiast mleka. Tosty dostały lekko orzechowy smak co podoba mi się jeszcze bardziej. Cudownie pachnące, rozgrzewające, troszkę inne śniadanie. Kto ma ochotę na tosta pełnego Świątecznych Życzeń?

Składniki:
Chałka- 6 kromek ,najlepiej czerstwa
Napój sojowy- pół szklanki
Jajko
Mak- 2 łyżki
Sok i skórka z pomarańczy
Masło klarowane- 2 łyżki
Cukier puder
Chałkę kroję na grubsze kromki. W miseczce roztrzepuję jajko z napojem sojowym, sokiem i skórką z pomarańczy. Na koniec dodaję mak. Kromki chałki namaczam w mieszance, tyle czasu aby stały się miękkie. Rozgrzewam masło, smażę na nim z obu stron grzanki na złoto. Posypuję cukrem pudrem. 


                                           Wesołych i Smakowitych Świąt




sobota, 20 grudnia 2014

Indyk wyrolowany na morelowo w towarzystwie cebuli

Dziś propozycja, którą możemy poczęstować gości na świątecznym obiedzie. Zawsze się zastanawiam co zrobić? Bigos niezbyt lubię, ciężkie marynowane mięsa jakoś nie zawsze wpadają w mój gust. Ostatnio przetestowałam więc moją wersję świątecznej pieczeni. Soczysty i delikatny indyk. Słodkie morele, morele, które przeszły aromatem miodu i cynamonu. Do tego cudowna cebula, lekko karmelizowana o fantastycznym wręcz aromacie. Całość mimo pozornej prostoty robi niesamowite wrażenie. A do tego to danie nie wymaga stania całego dnia przy kuchni. Zamiast tego możemy relaksować się w cieniu choinki. Kto powiedział,że prostota w kuchni się nudzi? Nie nudzi a zachwyca. Dawno nie jadłam tak idealnie przygotowanego indyka. Na pewno zrobię go na swój świąteczny obiad. A zanim zacznę gotować, cóż, trzeba przejrzeć choinkowe ozdoby. W tym roku mam wielką ochotę na złote dekoracje. Złote jak morele. I nawet na moment nie mogę przestać myśleć o jedzeniu.

Składniki:
Pierś z indyka -kilogram
Suszone morele- 8-10 sztuk
Miód-2 łyżki
Cynamon- łyżeczka
Pieprz czosnkowy
Sól
Czerwona Cebula -2 duże sztuki
Czosnek-3 ząbki
Masło klarowane
Świeżo mielony pieprz
Do podania-puree i sałata

Pierś myję, suszę, kroję na mniejsze części, nacieram pieprzem czosnkowym i solą. Odstawiam na godzinę. 
Morele namaczam we wrzątku. Następnie kroję je na połówki, przekładam do garnuszka i duszę z łyżką miodu i cynamonu, oraz odrobiną wody. Gdy woda wyparuje nadzienie jest gotowe. 
Piersi nadziewam morelami, zwijam roladki i spinam wykałaczkami. Przesmażam  je na klarowanym maśle. Gdy mięso się zarumieni - trwa to 20 minut,zdejmuję je z patelni. Na tym samym tłuszczu przesmażam posiekany czosnek i pokrojoną w piórka cebulę. Dodaję miód, i świeżo mielony pieprz. Gdy cebula zmięknie dodaję roladki, i całość podsmażam razem, około 5-8 minut. Gotowe roladki podaję z puree, sałatą i karmelizowaną czerwoną cebulką.






środa, 17 grudnia 2014

Pikantne Pierniczki

Moja astma miała jedną dobrą rzecz,uzdrowisko. Cały lipiec z mamą i rodzeństwem spędzałam w Ciechocinku. Jak wiadomo rzut beretem stamtąd do Torunia, ot 20 minut pociągiem. Kiedy znudziło nam się spacerowanie wokół tężni i wdychanie soli nasza banda ruszała na dworzec i jechaliśmy do miasta Piernika. Owszem dziś toruńskie pierniki można kupić od Bałtyku po Tatry, ale nie oszukujmy się kosztowane w Toruniu smakują wyjątkowo. Tam też zakochałam się w tych kruchych i niezwykle aromatycznych ciasteczkach. Jem je cały rok, ale tylko te świąteczne są tak magiczne. Uwielbiam zapach topionego miodu, uwielbiam odmierzać ilość przypraw potrzebną do nadania pierniczkom wyjątkowego aromatu. Uwielbiam zagniatać ciasto i patrzeć jak robi się rumiane. Czego nie lubię? Lukrowania. Już w szkole powiedzieli mi,że owszem jestem uzdolniona plastycznie, ale z dala od kartki, farby i pędzelków. Na szczęście moja rodzina nie przepada za piernikami w lukrowej polewie, mam dobry powód by ukryć mój totalny brak talentu. To znaczy posiadam talent, do malowania wszystkiego poza piernikami. Moje są więc saute. I to w sumie dobry wybór. Nic nie tłumi wyjątkowego aromatu, pikantnego smaku i delikatnej miodowej słodyczy. Pierniki piekłam z myślą o Świętach. Ale pewne doskonale zorganizowane grupy dostały się do tajemnej skrytki i połowa pierniczków zakończyła swój żywot jeszcze przed Świętami. Nic nie szkodzi, zrobię je po raz drugi. Dla tych aromatów zrobię wszystko.

Składniki:
Mąka pszenna-300 gramów
Mąka żytnia-100 gramów
Margaryna Palma z Bielmaru- 100 gramów
Masło-100 gramów
Miód lipowy-100 gramów
Cukier-50 gramów
Jajko
Proszek do pieczenia-1,5 łyżeczki
Cynamon, Imbir,Chilli, Pieprz czarny, Kardamon, Gałka muszkatołowa, Mielone goździki - po łyżeczce


W rondelku podgrzewam miód,cukier, masło i margarynę. Gdy wszystko się rozpuści a masa zmieni kolor na lekko brązowy zdejmuję z ognia i zostawiam do lekkiego wystudzenia.

W dużej misce łączę mąkę z proszkiem do pieczenia,przyprawami i jajkiem. Dolewam miodowo-tłuszczową mieszankę i szybko zagniatam elastyczne ciasto. Formuję z niego kulę i wkładam na minimum godzinę do lodówki.
Po tym czasie wyjmuję je z lodówki, partiami wałkuję na lekko oprószonej mąką stolnicy i wycinam foremkami różne wzory. Moje świąteczne foremki podczas porządków przeniosłam idiotycznie do piwnicy, wyszły więc mniej świąteczne,ale nie kształt się liczy. Pierniczki piekę około 15 minut w 185 stopniach. Nie są zbyt twarde, można je zajadać od razu. Oczywiście gotowe można dowolnie polukrować i udekorować.




Ciasta czy ciasteczka?

wtorek, 16 grudnia 2014

Klopsiki z małą niespodzianką

Przed Świętami zrobiłam małe/duże porządki w lodówce i zamrażarce. W czeluściach mroźnej krainy znalazłam mielone mięso, które w nadmiarze kupiłam miesiąc temu. Tradycyjne mielone są chyba jednym z ulubionych dań całej mojej rodziny. Do tego buraczki, ziamniaczki, i można poczuć się jak dumny przedszkolak. Tym razem jednak pomyślałam,że warto byłoby czymś unowocześnić tradycyjne kotlety. I wtedy mój wzrok padł na pudełeczko z pomidorkami koktajlowymi, a może by tak je schować pod mięsem? Hmm, pomysł wydał się całkiem rozsądny. To do dzieła. Klopsiki robi się szybko, bardzo podobnie do zwykłych mielonych znanych z domowych obiadów, a jednak smakują zupełnie inaczej. Mały klopsik. Mała zmiana. Wielki efekt. W ferworze przedświątecznych przygotowań zapraszam na domowy obiad dla pięciu osób.
Składniki:
Mięso mielone z szynki- 3/4 kilograma
Pomidorki koktajlowe-opakowanie
Bułka tarta- 3/4 łyżki
Czosnek-2 ząbki
Majeranek, słodka papryka,sól,pieprz
Sól,pieprz
Oliwa do smażenia
Bulion drobiowy-1,5 szklanki
Do podania:
Ziemniaki, surówka z buraczków



Klopsiki przygotowuje się naprawdę szybko. Mięso-najlepiej świeżo mielone, wyrabiam razem z bułką tartą, posiekanym czosnkiem i przyprawami. Formuję placuszki, na środku kładę pomidorka i lepię kuleczki. Teraz czas na smażenie-klopsiki wrzucam na rozgrzaną oliwę i przesmażam około 7 minut. Następnie mięsne kulki podlewam bulionem-najlepszy jest domowy rosół np z poprzedniego dnia i duszę mniej więcej 20 minut. Po tym czasie klopsiki są gotowe do podania w towarzystwie buraczków i ziemniaków-warto polać je sosem z duszenia, pełnym smaków.




sobota, 13 grudnia 2014

Sernik z żurawiną na czekoladowej podstawie

Sernik i wszystko jasne. Nie może go zabraknąć na moim świątecznym stole. Jako dziecko patrzyłam jak mama mieli ser, niemal godzinę kręci żółtka z cukrem, a potem dodaje rodzynki i zamienia tych parę składników w boskie ciasto. Moje ulubione ciasto? Sernik,  nie tylko od święta. Przy całej swojej miłości do sernika jestem dość wymagająca. Ma być ciężki i wilgotny. Koniecznie z dobrego twarogu, zazwyczaj wiejskiego, ale tym razem kupiłam wiejskie mleko i przy drobnej pomocy mamy-jej rady były nieocenione, zrobiłam swojski, a raczej miejski twaróg. Taki w pełni domowy sernik jest maksymalnie pyszny i obłędny. Jako,że sernik powstał jako próba przed świętami pozwoliłam sobie na drobne odstępstwo od rodzinnej tradycji-sernik bez spodu, jedynie z dodatkiem rodzynek. Tym razem skusiłam się na sernik z czekoladowym dołem z cynamonową nutą- w końcu mamy zimę. Do masy serowej dodałam zaś żurawinę. Czy eksperyment się udał? Oczywiście. Dawno nie wyszedł mi tak dobry sernik. Sama nie wiem czy to zasługa tego twarogu? Czy to zasługa żurawiny? A może to czekolada wpłynęła na moją opinię? A może sam fakt, że niebawem zrobię takie tradycyjny, typowo wigilijny sernik i ta świadomość podniosła mi poziom hormonów szczęścia? Nie wiem, ale wiem jedno sernik to najlepsze ciasto świata. A przygotowany w ten sposób jest wyjątkowo pyszny i rozpływający się w ustach. Zapraszam na kawałek. Ale potem dzielnie wracamy do porządków. Mycie okien nie poczeka.
Składniki:
Spód:
Herbatniki- 4 duże paczki
Masło-100 gramów
Tarta gorzka czekolada-5 łyżek
Cynamon-łyżeczka
Masa serowa:
Twaróg - kilogram
Jajka-5 sztuk
Masło-25 gramów
Cukier-120 gramów
Budyń waniliowy-jedna paczka
Żurawina-pół szklanki
Aromat pomarańczowy-parę kropli

Zaczynam pracę nad sernikiem od przygotowania spodu. Herbatniki należy utłuc. Ja najchętniej robię to przy pomocy tłuczka do kartofli. Topię masło, dodaję do niego cynamon, i tartą czekoladę. Łączę z herbatnikowym pyłem. Masą wylepiam spód blachy, podpiekam całość przez 5 minut. Zostawiam do przestudzenia.


Żurawinę zalewam wrzątkiem i zostawiam na około 20 minut by zmiękły.
Teraz czas na twaróg. Ser mielę dwa, bądź trzy razy. Można kupić mielony-ale w kostce, nie polecam tego z wiaderka, bo sernik nie będzie odpowiednio ciężki i wilgotny. 

Żółtka oddzielam od białek. Żółtka ukręcam z cukrem -ja wolę lekko kwaskowaty sernik, stąd też mała ilość cukru, ale oczywiście można dać więcej. Kiedy masa zmieni kolor na biały dodaję partiami twaróg i dalej ucieram. Do masy dodaję proszek budyniowy, aromat pomarańczowy i roztopione, przestudzone masło. Następnie ubijam sztywną pianę z białek i bardzo delikatnie łączę ją z masą serową.

3/4 ciasta wykładam na przestudzony spód. Resztę sernika łączę z odsączoną żurawiną. Ciasto wkładam do nagrzanego piekarnika i piekę mniej więcej 50 minut w 175 stopniach. Podczas pieczenia staram się nie otwierać piekarnika, a po upieczeniu zostawiam go w piekarniku na minimum pół godziny. I bajeczny sernik gotowy, prawda,że proste?








Wasze pomysły na osłodę jesiennych wieczorów Świąteczne słodkości!

czwartek, 11 grudnia 2014

Naleśniki z brązowego ryżu z warzywami i sosem Teriyaki

Naleśniki, wiem, trochę już nudny temat. Nudny? Nie, mi się nigdy nie znudzą. Wczoraj wpadłam w szał przeglądania kuchennych szafek, dzielnie trwałam w porządkach aż znalazłam zapomnianą paczkę z mąką z brązowego ryżu. Moje znalezisko idealnie pasowało do tematu obiadu, którego tak naprawdę nie było. Miało być to co się nawinie,a  skoro nawinęła się jako pierwsza mąka to szybko wymyśliłam naleśniki z brązowego ryżu. Ok, mam bazę a nadzienie? Rzut oka na lodówkę, niewiele tam znalazłam. Wystarczy,że dwa dni spędzę w domu a już pustki. Do listy rzeczy do zrobienia dopisałam zakupy, a raczej ich zlecenie komuś z rodziny, ale szukałam dalej. Por, pieczarki, marchewka, sos teriyaki, hmm, nawet sezam się znalazł. Parę chwil później skrobałam już marchewkę, kroiłam pora w zgrabne krążki, siekałam pieczarki i zalałam je sosem Teriyaki. Zostawiłam na kuchennym blacie, wróciłam do porządków, a po godzinie moje warzywa przeszły tym fantastycznym aromatem, mówiąc szczerze zaczęłam je zajadać na surowo, i gdyby nie dzwonek do drzwi i miły pan kominiarz, zapewne nic do naleśników by nie zostało. A tak szybko przygotowałam ciasto, nadziałam, posypałam sezamem i obiad gotowy. A jak pachniało.....
Składniki:
Mąka z brązowego ryżu -150 gramów
Mąka pszenna - 150 gramów
2 duże jajka
Szklanka mleka
Woda gazowana -100 ml
Olej rzepakowy- 2 łyżki
Szczypta soli
Por
2 marchewki
5-6 pieczarek
2 ząbki czosnku
Sezam prażony- 2 łyżki
Świeżo mielony pieprz

Marchewkę obieram i kroję w cienkie paski, pora w krążki,a  pieczarki drobno siekam. Dodaję 2 posiekane ząbki czosnku, warzywa zalewam sosem Teriyaki i odstawiam na godzinę. 
Jajka roztrzepuję z mlekiem,olejem i wodą. Łączę obie mąki z odrobiną soli i dodaję do ciasta. Całość miksuję na gładkie ciasto. Warto odstawić je na pół godziny i po tym czasie smażyć dość cienkie naleśniki.
Wracamy do warzyw. W woku rozgrzewam łyżkę oleju, przesmażam warzywa około 5 minut-mają jedynie delikatnie się podsmażyć, ale pozostać chrupiące. Dodaję pieprz i większość sezamu. 
Farszem nadziewam naleśniki, i chwilę podsmażam razem. Przed podaniem posypuję naleśniki sezamem,
Mąkę z brązowego ryżu możemy zastąpić zwykłą mąką ryżową, albo użyć jedynie mąki pszennej. Jednak z mąką ryżową naleśniki są delikatniejsze w smaku, i dużo bardziej chrupiące niż tradycyjne.




Wegetariański obiad IV

wtorek, 9 grudnia 2014

Miodowo,piernikowo, orzechowo

Dawno nie jeździłam autobusem, za dawno. Tak dawno, że zapomniałam o sobotnim posiekanym rozkładzie jazdy. Umówiłam się z koleżanką w klimatycznej kawiarni, poszłam na przystanek i bach, 40 minut stania na mrozie przyniosło zaziębienie, którego nawet imbirowa herbata z malinami nie przegoniła, W efekcie dostałam od losu wolny poniedziałek. Kiedy tylko się obudziłam zobaczyłam,że wszystkie świąteczne -miejskie dekoracje zostały włączone. Zrobiło się maksymalnie klimatycznie, i od razu pomyślałam-wolny dzień, choinki, kokardki-czas upiec coś o mocno miodowym, korzennym i orzechowym smaku. Ciężko jest uznać to ciasto za typowy piernik, miodownik, czy orzechowiec. Nie nazwa jest najważniejsza a smak. A smak jest wyjątkowy. Obłędnie korzenny, delikatnie miodowy plus ta orzechowa polewa. To ciasto genialnie wprowadza w świąteczną atmosferę, nie tylko smakiem ale i zapachem. Od razu robi się cieplej, i na ciele i na duszy. To co, kubek gorącej herbaty, kawałek ciasta i myślimy o prezentach?

Składniki :
400 gramów mąki krupczatki
3 duże jajka
50 gramów Margaryny Palma Bielmar
150 gramów masła
6 łyżek miodu
5  łyżek cukru
200 ml mleka
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki przyprawy do piernika
Szklanka orzechów włoskich
50 gramów gorzkiej czekolady
Bułka tarta do wysypania formy


W rondelku topię 3/4 porcji masła z dodatkiem 3 łyżek miodu. Oddzielam żółtka od białek. Żółtka ucieram razem z 3 łyżkami cukru, następnie dodaję mleko i przyprawę do piernika-najlepiej użyć domowej. Mąkę przesiewam razem z proszkiem do pieczenia, dodaję do jajecznej masy. Przestudzone masło również dodaję do ciasta, całość miksuję na gładkie ciasto. Z białek ubijam sztywną pianę, i delikatnie łączę z ciastem. Ostatnim krokiem jest dodanie posiekanie czekolady. Teraz ciasto przekładam na blaszkę wysmarowaną masłem i wysypaną bułką tartą. Piekę przez 45 minut w 180 stopniach,zostawiam do ostudzenie.

Teraz czas na polewę. W rondelku mają znaleźć się-orzechy, posiekane niezbyt drobno, 3 łyżki miodu, 2 łyżki cukru, 50 gramów Margaryny Palma z Bielamaru  i resztę porcji masła. Całość podgrzewam aż cukier się całkowicie rozpuści, a masa zacznie lekko gęstnieć. 

Orzechową polewę rozsmarowuję na cieście i zostawiam na minimum 30 minut do zastygnięcia. 





Ciasta czy ciasteczka?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...