Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

środa, 22 marca 2017

Lalo, Ostróda

Jest środa. Sam środek tygodnia. Ten czas kiedy do weekendu wciąż daleko, a jednak zmęczenie obowiązkami dało już się we znaki. Stąd moja chęć małej ucieczki od codzienności i mała wycieczka. Kulinarna wycieczka, na którą Was zapraszam.
Lalo, to restauracja w Ostródzie, przyjemnej mazurskiej miejscowości. Do restauracji zajrzałam przypadkiem, w deszczową pogodę szukałam miejsca, gdzie można wypić herbatę. Myślałam raczej o kawiarni, ale ostatecznie skoro stałam pod drzwiami Lalo, uznałam,że warto wejść. No właśnie, czy warto?

Wystrój. Restauracja znajduje się nad samym jeziorem, o ile w nieciekawą pogodę było pięknie, to jak musi być tam uroczo latem... Lokal jest przeszklony, bardzo jasny  i otwarty na jezioro, widoki są wspaniałe. Wnętrze jest bardzo nowoczesne, uwagę przykuwa ściana zieleni. Robi niesamowite wrażenie, wyjątkowo relaksuje, wspaniale ociepla wnętrze i nadaje mu niezwykłego charakteru. Jako,że kocham zieleń zaczęłam marzyć o takiej ścianie w moim domu. Drewno, metal i dużo zieleni. Taki miks zdecydowanie się opłacił. Jak człowiek wejdzie to zdecydowanie nie chce wyjść. Świetnie czuły się grupy przyjaciół, rodziny z dziećmi i zakochane pary. Ja byłam i wciąż jestem pod wielkim wrażeniem. Bardzo nowocześnie,ale na pewno nie jest nieprzytulnie, zimno i nijako. Jest oryginalnie i przyjemnie.

Obsługa. Bardzo na plus, kelnerki dbają o klientów, są życzliwe, przyjazne, chętnie służą radą i cóż, potrafią namówić do skosztowania tego i owego. Byłam po solidnym śniadaniu, a mimo to skusiłam się na propozycje kelnerki, przyznaję, menu robiło wrażenie

Jedzenie. W planach miałam jedynie herbatę, kubek ciepłego napoju, ale analiza menu sprawiła,że skusiłam się na domowy rosół z kaczki z pietruszkowymi dzyndzyłkami i porcja warzyw. Do tego pietruszkowy koktajl i cappuccino. Ostatecznie herbaty nie było. Przed rosołem poczęstowano nas domowym chlebem na zakwasie z buraków, oraz hummusem z pesto. Coś pysznego. Chleb był słodki, oryginalny w smaku, delikatny,ale wyrazisty. Hummus rewelacyjny, doprawiony w punkt. Smakował jak marzenie. Rosół z kaczki był zaś istną poezją. Przyznaję,że mam opory przed zamawianiem w restauracjach rosołu, bo często można dostać wodę o smaku kostki bulionowej z zimnym makaronem. A tutaj było zupełnie inaczej. Kaczy rosół jest bardziej treściwy w smaku niż też z kury. Nie za tłusty, o pięknym kolorze i wyraźnym smaku. Do tego dzyndzałki, czyli kołduny. Pietrszukowe ciasto, idealnie doprawione mięso w środku, wspaniały dodatek do rosołu. I bardzo duża ilość jarzyn, które były lekko chrupiące, wyraźne w smaku. Po prostu rosół idealny. Żałowałam,że było tak wcześnie, bo gdybym pojawiła się w Lalo z 2 godziny później, na pewno zjadłabym pełen obiad. Ale na ten pełen obiad, wrócę na pewno. I Wam polecam. Ja na pewno wrócę latem, by rozkoszować się w pełni pięknym położeniem Lalo.



Lalo, Mickiewicza 17C, 14-100 Ostróda





poniedziałek, 20 marca 2017

Drożdżówka z czekoladą i cynamonem

Niedzielny poranek. Zamiast wiosny jest nijako, brzydko, ponuro, znów deszczowo i wietrznie. Od rana w gramofonie grają piosenki Depeche Mode z ich nowej płyty. Wspaniałej, chociaż ciężkiej i mrocznej. Idealnie pasującej do pogody za oknem. Jest bardzo wcześnie, dom jeszcze śpi. Ja mam jednak swój plan. Drożdżowy plan. Chyba żadne ciasto nie przynosi takiego ukojenia jak drożdżówka. Bardzo domowa, żadne tam wymyślne składniki, niezwykłe dodatki i egzotyczne smaki. Po prostu prosta, klasyczna drożdżówka z dużą, bardzo dużą ilością kruszonki. W środku czekolada, ta gorzka i cynamon. Małe urozmaicenie, mała niespodzianka. Bardzo miękkie ciasto, delikatne w smaku, pachnące domem i spokojem. To coś czego było mi trzeba tego ranka. Duży kawałek ciasta, spory kubek kakao, i można zdobywać świat. Choćby to zdobywanie miało być tylko spacerkiem dookoła domu, bo na moment ( mam nadzieję,że jedynie na moment) wróciła zima. Wróciłam na moment ( mam nadzieję) do bardzo zimowej kurtki. Przedwiośnie czuję już całą sobą, przesilenie oczywiście. Tymczasem pogoda jak nie chce zmienić się na lepsze, to się nie zmienia. Chyba powoli zacznę tracić nadzieję na wiosnę przed majem.  Kolejny tydzień zaczął się bowiem deszczem,zimnem i szarością.



Składniki:
Ciasto:
150 gramów masła
250 ml mleka
500 gramów mąki pszennej
1 paczka suchych drożdży
2 duże jajka
Ekstrakt waniliowy
3 łyżki cukru
Nadzienie:
80 gramów gorzkiej czekolady
łyżka masła
Łyżka cynamonu
Kruszonka:
40 gramów masła
4 łyżki brązowego cukru
6 łyżek mąki
Szczypta cynamonu
Dodatkowo 2 łyżki mleka


Roztapiam masło, łączę  z mlekiem, chwilę studzę. Mąkę przesiewam, dosypuję do niej drożdże, wbijam jajka, dolewam mleczno-maślaną mieszankę, cukier i wanilię. Zagniatam ciasto, do momentu aż przestanie kleić się do rąk. Formuję kule i zostawiam na godzinę by wyrosło.
Siekam tabliczkę czekolady, dodaję masło i cynamon, łączę składniki-najlepiej przemieszać rękoma.
Szykuję kruszonkę-zagniatam składniki na kruszonkę, powinna być dość drobna.


Znów ugniatam przez chwilę drożdżowe ciasto, wałkuję je na prostokąt, pośrodku układam nadzienie. Zwijam ciasto w roladę, kroję na połówkę i przeplatam, zlepiam końce. Roladę smaruję mlekiem, posypuję kruszonką. Zostawiam na 20 minut do wyrośnięcia. Nagrzewam piekarnik do 200 stopni. Drożdżówkę piekę w 185 stopniach ( z termoobiegiem), około 45 minut.




Moje rady:
Możecie użyć tradycyjnych drożdży, wtedy należy przygotować zaczyn. 
Do nadzienia możecie użyć mlecznej czekolady.


sobota, 18 marca 2017

Panna cotta a'la Rafaello

Sobota. Sobota, to taki dzień kiedy staram się nadrobić zaległości na wielu polach. Nie ma lekko, lista spraw do ogarnięcia bywa spora, a czasu jakby mniej niż zwykle. Sama nie wiem skąd to się bierze? W każdym razie nie każda sobota jest aż tak leniwa jakbym tego pragnęła. Ale każda sobota musi mieć deser. Koniec i kropka. Nawet ta bardzo zabiegana. Tym razem postawiłam na prosty i bardzo smaczny kremowy deser, który swoją kokosowością ma zaczarować pogodę za oknem i przenieść mnie na rajskie plaże. Tak bardzo potrzebuję większej dawki słońca i ciepłej pogody. Parę kresek więcej na termometrze i parę promyków słońca więcej, i byłabym  w niebie. Na razie słońca i bardziej ciepłych klimatów muszę szukać na talerzu. Jeżeli i Wam marzy się chwilowy odpoczynek od zwariowanego przedwiośnia,to zapraszam na porcję tej pysznej panna cotty. Kokos, migdał -samo najlepsze wprost z rajskich plaż. Do tego przygotowanie tego deseru jest praktycznie dziecinnie proste. Bez problemu przygotuje go każdy, którego ogarnie tęsknota za latem. Moim zdaniem porcja tej panna cotty to przepis na sobotę idealną.



Składniki:
200 ml mleka kokosowego
1,5 łyżeczki żelatyny
4 łyżeczki cukru kokosowego
1 łyżka mielonych płatków migdałowych
1 łyżeczka miodu
Ekstrakt waniliowy
Płatki kokosa do dekoracji

Do 2 łyżek wody dodaję żelatynę, zostawiam na parę minut.
W garnuszku łączę mleko kokosowe z cukrem, podgrzewam parę minut- mleko nie może się zagotować, a  jedynie rozpuścić cukier. Trwa to około 5 minut. Dodaję żelatynę, podgrzewam parę minut, tak aby żelatyna idealnie się rozpuściła. Zdejmuje deser z ognia, dodaję migdały,miód i wanilię. Delikatnie mieszam, panna cottę przelewam do słoiczków, chłodzę minimum dwie godziny.
Przed podaniem dekoruję płatkami kokosa.







Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex

W sklepie Agnex czeka 5 % rabatu na hasło Zdrowe-Bakalie

www.sklepagnex.pl 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...