Kontakt:

magda_girsztowt@wp.pl

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Placek wiśniowo-kokosowy

Właściwie to podwójnie kokosowy. A co będę się w nowym tygodniu ograniczać? Zdecydowanie nie warto. Po takim tygodniu, ciężko będzie mi wrócić do codzienności. Po kolejnej porcji urlopu będzie mi bardzo, ale to bardzo ciężko wdrożyć się w rytm pracy. Tym ciężej, że kolejnego urlopu na horyzoncie brak. Po prostu brak. Zostają mi piękne wspomnienia. A tych podczas ledwie czterech dni powstała cała masa. Długie spacery, zwiedzanie, rodzinne biesiadowanie, odpoczynek, czysty relaks. Niesamowicie naładowałam wewnętrzne akumulatory pozytywną energią i przeżyłam tyle pięknych chwil, że będę do nich wracać. Kolejny raz udało mi się spędzić dzień idealny z moją przyjaciółką. I bardzo żałuję, że mieszka tak daleko. Gdybym mogła to co tydzień urządzałabym nam taki maraton. Spacery, knajpki, godziny rozmów, poważnych i mniej poważnych. Godziny żartów. I chociaż pokonałyśmy kilometry, w ogóle nie czułyśmy zmęczenia! Dzięki mojej przyjaciółce pokochałam Warszawę, która przez wiele, wiele lat, była dla mnie za tłoczna, za głośna i przereklamowana.  Mam jednak nadzieję, że pogoda będzie ładna i jeszcze długo będę mogła robić sobie mini wczasy podczas weekendów.



Składniki:
3 duże jajka
350 gramów mąki orkiszowej
100 gramów roztopionego masła
6 łyżek cukru
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
3 łyżki wiórków kokosowych
1/2 szklanki wiśni
1 łyżka proszku do pieczenia

Kokosowa kruszonka:
4 łyżki wiórków kokosowych
50 gramów masła
2 łyżki cukru

Myję i dryluję wiśnie.
Ucieram jajka z cukrami na jasny krem. Dodaję wystudzone masło, mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i wiórki kokosowe. Na sam koniec dodaję wiśnie, delikatnie mieszam całość.
Formę do pieczenia wykładam papierem, przelewam ciasto. Placek piekę przez 30 minut w 190 stopniach.
W garnuszku podgrzewam masło, dodaję wiórki i cukier, podsmażam 2 minuty. Kokosową kruszonką smaruję wierzch placka, i podpiekam kolejne 10 minut w 185 stopniach.







piątek, 17 sierpnia 2018

Twarożkowy omlet na śniadanie

Za szybko przeleciał mi ten tydzień. Zbyt szybko...
Jak byłam dzieckiem, takim, które maszeruje do szkoły, po 15 sierpnia zaczynałam odczuwać silną panikę. Bo już zaraz koniec wakacji. Już trzeba myśleć o podręcznikach, zeszytach, sprawdzić czego brakuje w piórniku i czy plecak wytrzyma jeszcze jeden rok. Oczywiście za moich czasów szkolne przybory, nie były tak atrakcyjne jak teraz. Chociaż szkolne czasy mam już dawno, dawno za sobą, to i ja ulegam modzie na piękne zeszyty, kolorowe długopisy, kredki, teczki z pięknymi wzorami... Co prawda większości tych rzeczy nie udaje mi się sensownie wykorzystać, ale bardzo lubię je mieć w zapasie. A ten zapas mam naprawdę spory, bo przecież coś, kiedyś, może się przydać. Ale wróćmy do meritum sprawy, dziś będzie o śniadaniu. Konkretnie o twarożkowym omlecie. Omlet na wytrawnie, dodałam twarożek i do ciasta i do środka. Dzięki temu omlet jest niezwykle wręcz kremowy i delikatny. Polecam na śniadanie, i życzę Wam pięknego weekendu :) Ja tym razem bez planów, będzie spontanicznie. No żartuję. Wszystko mam zaplanowane. No chyba, że plany popsuje mi pogoda....


Składniki:
2 jajka
Czubata łyżka mąki
3 łyżki serka kremowego śmietankowego
2 łyżki mleka
Masło klarowane
Sól
Pieprz
Połówka pomidora
Szczypiorek

Ubijam jajka z mlekiem, solą i pieprzem. Dodaję mąkę, a na samym końcu 1 łyżkę kremowego serka, dokładnie łączę składniki.
Rozgrzewam masło na patelni, smażę omlet z jednej strony 3 minuty, przewracam na drugą stronę. Smaruję wierzch serkiem, układam pomidorki, składam na pół i smażę minutę. Podaję na gorąco, posypuję szczypiorkiem.

środa, 15 sierpnia 2018

Serniczek truskawkowy. Wersja słoiczkowa.

Moje balkonowe truskawki oszalały. Cały czerwiec i pół lipca leniuchowały. Postanowiły rozpieszczać mnie owocami, właśnie teraz. I tak sobie zbieram truskawkę, za truskawką, i rozkoszuję smakiem czerwca. I przygotowałam sobie serniczek na zimno. W słoiczku, z galaretką. Tradycyjnie pyszny. I oczywiście błyskawiczny. No, może nie do końca, bo nie da się obejść etapu chłodzenia w lodówce. Ale ten czas mija bardzo szybko. Można iść na spacer, poczytać książkę, popływać na wodnym rowerku, ba nawet można utknąć na mieliźnie i czekać na ratunek. Tak, przydarzyło mi się to bardzo niedawno. Jakieś 3 metry od brzegu, i stop. Nie ruszamy się. Ani w lewo, ani w prawo. W przód i tył też nie idzie. I tak po 10 minutach uświadamiamy sobie, że nasze wysiłki są daremne i po prostu zostaniemy w tym rowerowym łabędziu na wieki. No, a przynajmniej do jutra rana, aż znów ktoś wpadnie nad jezioro.Na nasze szczęście pan sobie przypomniał, że skończył się nam czas, i warto sprawdzić co się dzieje z "turystkami" ( rzecz działa się 2 kilometry od domu). Po krótkiej rozmowie, pan podciągnął nogawki, wszedł do wody i nas przyholował. Bezgłośnie płakałam ze śmiechu. Najważniejsze, bezpiecznie dotarłyśmy do domu. A w domu czekały na nas serniczki....



Składniki:
300 gramów serka homogenizowanego
1 opakowanie galaretki malinowej
Kilka biszkoptów
Kilkanaście truskawek


W 400 ml wody rozpuszczam galaretkę, zostawiam na kwadrans.
Serek homogenizowany łączę z połową porcji galaretki. Chłodzę w lodówce przez 10 minut.
Na dnie pucharków kruszę biszkopty. Na nie wykładam masę serową. Z wierzchu układam pokrojone w plasterki truskawki, zalewam całość galaretką. Chłodzę przez minimum godzinę.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...